jak lbem o sciane, znowu :(

29.11.08, 01:55
nie wiem, czy pisalam, ale Swieta w tym roku sa dla mnie czyms koszmarnym. od pol roku prosilam meza, zeby z synkiem przyjechali do mnie do Anglii, bo ja nie moge, pracuje. nawet zanim wyszla na jaw zdrada meza i sie wszystko posypalo, on odmawial, potem tym bardziej. ja usiluje nie myslec o tym, ale potwornie mi ciezko, ze moj synek w najwazniejszym dniu w roku bedzie ode mnie z dala... wiec dzis zobaczywszy grafik na 26.12. postanowilam zaryzykowac - home standby to dyzur w domu pod telefonem, spora szansa bylaby na to, ze by do mnie nie zadzwonili, i by mi sie upieklo. jakby zadzwonili, to mam dosc pewny wykop z pracy... ale nawet to bym zaryzykowala dla bycia z synkiem. wiec sprawdzilam sobie czy jakos moglabym dotrzec do Krakowa i z powrotem, nie mam nic bezposrednio w potrzebnych datach, wiec podroz wiazalaby sie z wieloma przesiadkami i kupa kasy na bilety. nic to, dzien w domu jest wazny. TEN dzien. tuz przed rezerwacja tych wszystkich biletow mowie na gg
mezowi, ze bym chciala tak zrobic, on na to, ze bez sensu, bo ryzykuje praca
(jakby to jego dotyczylo i martwilo, mamy rozdzielnosc majatkowa juz), a potem wyszlo szydlo z worka - wybiera
sie na Slask, spedzic swieta ze swoim ojcem, jego kochanka, i rodzina swojej
siostry. oczywiscie nie przewroci dziecku swiata i nie zmieni planow tylko
dlatego, ze mi sie zachcialo przyjechac.... jak chce, to moge sobie jechac do
jego siostry, on mi nie broni tongue_out a jak sobie zapewne mozecie wyobrazic, ja nie marze o
swietach w cudzym domu i wsrod ludzi, ktorzy beda wsciekli, ze tam jestem, tylko
chcialam byc w domu z wlasna rodzina i kotem (kota maz ma zamiar na 3 dni
zostawic samego, oczywiscie, bo zwierze sobie poradzi uncertain). probowalam go
przekonac, ze przeciez nam sie nalezy czas samym, bo musimy porozmawiac (kto
wie, moze by te rozmowy cos przyniosly?), ale dla niego to byl tylko
antyargument. bo dziecku sie na swieta nalezy spokoj, wiec spokoj bedzie mialo w
jego rodzinie, a jakbysmy byli tylko my, to bylaby awantura i pieklo. ten facet
nie dopuszcza, ze mogloby byc inaczej!! sad ze mozna by odrzucic dume, zlosc, i
sprobowac poprowadzic rozmowy inna droga... a dla mnie pieklem falszu byloby
wlasnie bycie wsrod jego rodzinki i udawanie, ze nie widze i jestem w stanie
ignorowac, jak mnie traktuja (jak niechciana osobe-potwora, ktory Bartusiowi
zycie zmarnowal), i w ogole nie do pomyslenia, ze mam sie wpraszac tam, bo
przeciez maz nie powie nikomu, ze przyjechalibysmy rodzina (zreszta na mnie
nawet nie mialby miejsca w samochodzie), musialabym sie prosic jego siostry. moj
maz nie bedzie zmienial planow kilkunastu osob z powodu mnie jednej. dla niego
wszystko jest tylko o to, czyje na wierzchu, podobno on mi za duzo ustepowal
(ale nie chcial powiedziec, w czym), wiec wiecej mi nie ustapi. matol jeden, po
prostu piesci sie zaciskaja - przeciez wcale nie chodzi o to!! ale ma byc na
jego albo wcale, wiec co... mam szukac kolejnych kombinacji polaczen, tym razem
do Sosnowca, usilowac sie dostac do cudzego domu (jesli w ogole by szwagierka
nie odmowila), i spedzic koszmarne swieta? zeby zobaczyc dziecko na 1 dzien?
dlaczego pomimo wszystkich moich staran bycia spokojna, i kolejnych
szans, kiedy wylaze ze skory, zeby ulatwic nasze zycie mojemu mezowi, z nadzieja
glupia, ze moze w koncu uda sie porozmawiac z nim jak z czlowiekiem, dla dobra
malego, on zawsze ma to wszystko totalnie gdzies? a ja w koncu z rozpaczy
zaczynam plakac i krzyczec! k..wa! on powiedzial teraz, ze nie mamy o czym
rozmawiac, bo przeciez mamy sie rozwiesc, bo ja tak niby postanowilam (ja jestem
ta zla, bo to ja bede miala odwage wziac sprawe do sadu, nie on). i ze z dwojga
rzeczy - czy wychowujemy malego razem, czy ja go wygram, on uwaza ta druga za
lepsza :] pocieszenie, co? nic do niego nie dociera, ze mogloby byc inaczej,
gdybysmy sie postarali OBOJE!! a mnie dzis po raz kolejny boli odrzucenie i to,
ze nie moge byc z synem sad no ile mozna kombinowac i sie starac,
kiedy ktos robi wszystko, zeby rzucac klody pod nogi? psiamac... przepraszam,ze
klne, nie umiem sie powstrzymac sad od meza sie nauczylam, przed slubem nie
klelam wcale... wstyd mi i za to...
    • woman-in-blue Re: jak lbem o sciane, znowu :( 29.11.08, 02:58
      Catrin, mam podobnie. Swieta to dla mnie koszmar. Nie mam szans na
      urlop i spedze je w Anglii. Moja corka bedzie w Wigilie tylko z
      dziadkami. W zeszlym roku tatus nie przyjechal (pol godziny drogi
      samochodem)zeby podzielic sie z nia oplatkiem, choc prosilam i
      blagalam. Powiedzial,ze nie moze zostawic kochanki samej. Odwiedzil
      corke dopiero w drugi dzien Swiat. Jak bedzie w tym roku? Nie wiem.
      Kochanka jest w ciazy to pewnie tym bardziej jej nie zostawi.... Juz
      z nim nie rozmawiam i nie prosze. Wiem, ze to nic nie da... Tylko
      boli.... boli jak cholera!
      • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 29.11.08, 04:09
        dla mnie najgorsza jest ta calkowita bezsilnosc sad w takich chwilach mysle, ze
        nie wytrzymam do marca, ze rzuce wszystko, zeby pojechac do Polski
        natychmiast... a to byloby potwornie nierozsadne. co do swiat, nawet, jesli mimo
        wszystko bym znalazla jakies inne rozwiazania logistyczne, pojechala i probowala
        byc tam tylko dla malego, tego typu "rodzinne swieta" bylyby moze gorsze niz
        samotne tutaj... najbardziej na swiecie brzydze sie falszu i nie potrafilabym
        udawac, ze nic zlego sie nie dzieje i przezywac Bozego Narodzenia tak, jak
        powinno byc przezywane... rodzina mojego meza do wierzacych nie nalezy, wiec dla
        nich aspektu duchowego w tym dniu nie ma. moze dlatego moj maz nie rozumie, ze
        mozna by probowac rozmawiac o wybaczeniu i nowym poczatku, a nie tluc sie
        slownie, gdybysmy mieli szanse i chec nawiazania orozumienia obydwoje.
        boli mnie, ze moje dziecko jest na tyle male, ze bedzie mu wszystko jedno, czy z
        nim jestem na Swieta, czy nie. i nienawidze mojego meza za malosc serca i
        ciasnote umyslu, ktora po raz kolejny okazal...
        • jarkoni Re: jak lbem o sciane, znowu :( 29.11.08, 06:08
          catrinceoir, żadnego wyjścia?
          Może coś wymyśliłem, może to głupie, ale sama oceń..
          Myślę tak: Święta w Polsce Twoje z synem wyglądają raczej beznadziejnie. Co byś
          nie zrobiła, to przyjazd do Polski na Święta raczej nie wypali jeśli chodzi o
          więzi z synem, już rodzina męża się chyba postara.
          Mam jeden pomysł ratunkowy- po pierwsze syn ma wiedzieć, że Mama NIE MOGLA być
          na Swieta z nim(praca, nie ma samolotów), ale po drugie- dlatego właśnie Mama go
          zaprasza na: Karnawał, Walentynki..no cokolwiek.. tak, żeby kilkulatek na długo
          to zapamiętał.
          Świąt to nie zwróci, ale takich Świąt razem będzie jeszcze dużo.
          A teraz zatrzyj synowi w pamięci te mniej udane..
          I trzymaj się..
          • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 29.11.08, 15:29
            Jarkoni, dzieki za pomysl smile tylko, ze syn ma 2.5 roku i maz na pewno wymysli za
            kazdym razem mnostwo wymowek, zeby z nim nie przyjechac do mnie. identycznie,
            jak na te Swieta sad bo 2godzinna podroz samolotem za ciezka, dziecko za
            chorowite, zmiana strefy klimatycznej, etc. jakby mial sie za ocean do Stanow
            wybrac co najmniej, nie do Liverpoolu. jak ktos nigdy nie podrozowal dalej, niz
            do cioci na drugim koncu Polski, to mu sie wydaje, ze samolot i inny kraj gryza
            indifferent rany, nie moge uwierzyc, ze moglam wyjsc za kogos takiego, skoro pochodze z
            rodziny, ktora jest rozsiana po calym swiecie, sama sie urodzilam w Rosji, i
            przed ukonczeniem 20 roku zycia podrozowalam mnostwo i mowilam lepiej lub gorzej
            w 4 jezykach :] co dla mojego meza jest swiadectwem braku korzeni i patriotyzmu tongue_out
            • jarkoni Re: jak lbem o sciane, znowu :( 29.11.08, 20:25
              starałem się..
              Myśl..
            • nicol.lublin Re: jak lbem o sciane, znowu :( 29.11.08, 20:38
              a czemu synek nie mieszka z tobą? chciałabyś tego? jest to
              logistycznie możliwe? czy z tatą mu lepiej?

              ja prawdę mówiąc trochę się nie dziwię twojemu mężowi, bo ja też nie
              lubię zmieniać swoich planów, bo komuś się coś pomyślało. jednak ja
              planuję święta tak by córeczka była trochę ze mną, a trochę z tatą.
              • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 03:05
                Nicol, to strasznie skomplikowana sytuacja. ja wyjechalam 9 miesiecy temu do
                pracy za granice, bo maz nie potrafil utrzymac naszej rodziny, a potem sie
                okazalo, ze on mnie caly czas zdradzal. m.in. dlatego nie chcial tu przyjechac,
                zebysmy byli w Anglii cala rodzina. teraz ja jestem tu uwiazana kontraktem i nie
                moge wrocic do Polski przed marcem, maly jest z mezem, i maz mi z premedytacja
                blokuje kontakty z dzieckiem sad nawet, gdy ja gory przenosze, zeby spedzic
                swieta z synem (majac przy tym nadzieje, ze moglibysmy porozmawiac i zmienic
                cos, zeby uratowac rodzine), to moj maz robi wszystko, zeby tak nie bylo. caly
                czas zaslaniajac sie dobrem dziecka! a ja jestem bezsilna...
                dzis kolezanka Wloszka mnie poprosila o zamiane w pracy w Wigilie, zeby mogla
                pojechac do domu. zgodzilam sie. skoro i tak nie moge zrobic nic, zeby spedzic
                Swieta z dzieckiem, to przynajmniej praca zajmie mi mysli i nie spedze tego
                wieczoru ryczac... pozostaja jeszcze jakies 3 dni wolne dokola Wigilii crying jesli
                ktos by sie czul samotny i chcial pogadac na gg, to piszcie, moze sobie nawzajem
                pomozemy?
    • young-and-bored Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 03:58
      Ja bym raczej i tak nie przyjeżdżał na jeden dzień bo to bez sensu -
      tylko się rozbijesz psychicznie (i dziecko też).

      >boli mnie, ze moje dziecko jest na tyle male, ze bedzie mu wszystko
      >jedno, czy z nim jestem na Swieta, czy nie.


      Ja bym to ujął raczej w ten sposób, że dziecko jest na tyle małe, że
      mu niewielką różnicę sprawia czy są święta czy nie, a nie czy Ty
      jesteś czy Cię nie ma.

      > zaczynam plakac i krzyczec! k..wa! on powiedzial teraz, ze nie
      mamy o czym
      > rozmawiac, bo przeciez mamy sie rozwiesc, bo ja tak niby
      postanowilam (ja jestem
      > ta zla, bo to ja bede miala odwage wziac sprawe do sadu, nie on).
      i ze z dwojga
      > rzeczy - czy wychowujemy malego razem, czy ja go wygram, on uwaza
      ta druga za
      > lepsza :] pocieszenie, co?

      Sorry, że to powiem ale ktoś chyba powinien - na obecnym etapie
      oboje podchodzicie do sprawy w sposób kompletnie nieodpowiedzialny i
      niedojrzały. A dziecko pozostanie po ewentualnym rozwodzie przy tym
      z Was, kto się pierwszy obudzi (ze wskazaniem jednak na Twojego
      męża, bo to on zajmuje się małym od kilku miesięcy).
      • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 10:41
        oczywiscie, ze jest to niedojrzale, i jestem sama na siebie zla, ze nie potrafie
        wytrwac w spokoju i asertywnosci. mezowi sie chyba wydaje, ze jak nie bedzie ze
        mna rozmawial, to ucieknie od problemow. moje proby rozmowy z nim sa dla mnie
        dokladnie tym, co napisalam w tytule watku: waleniem glowa w mur. ile bym
        spokoju w sobie nie miala, jak rozsadnie i logicznie bym nie mowila, w pewnym
        momencie nie wytrzymuje jego paranoi (serio, ostatnio czesto sie zastanawiam,
        jak inteligentny czlowiek moze miec takie pomysly, jak on, nie cierpiac z powodu
        jakiegos zaburzenia osobowosci). najgorsze, ze swoja postawe on zawsze uzasadnia
        dobrem dziecka. tak naprawde maskuje synem swoje tchorzostwo uncertain a mnie uzywanie
        malego w taki sposob rozpala do bialosci...
        • young-and-bored Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 12:31
          No dobrze, ale co zamierzasz z tym zrobić ? Cały czas piszesz o mężu
          - tymczasem jego zachowania już nie zmienisz, tym bardziej że
          jego przestało obchodzić Twoje zdanie oraz potrzeby psychiczne. Twój
          problem nie polega na tym, że nie możesz się z mężem dogadać, tylko
          na tym, że ta rodzina z którą chciałabyś spędzić święta przestała
          istnieć, albo prawie przestała istnieć, tylko dawno Cię w domu nie
          było i z racji oddalenia i tęsknoty to słabo rozumiesz.
          • young-and-bored Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 12:38
            Dlatego powoli zacznij się decydować na czym Ci bardziej zależy -
            na dziecku Ci bardziej zależy, czy na kontrakcie z jakąś fabryką
            szczotek pod Liverpoolem ?
            • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 14:52
              Young, nisko mnie oceniasz, jak myslisz, ze pracuje w fabryce wink prace mam
              fajna, tylko pracodawca sie okazal niebardzo... no i mam podpisany taki
              cyrograf, ze musze przepracowac 12 miesiecy, zeby nie placic kar. a skoro
              wyjezdzalam z kraju splacac stare dlugi (notabene maz w miedzyczasie narobil
              wiekszych), to nie zalezy mi na tym, zeby wracac z nowymi... musze miec przeciez
              za co utrzymac siebie, mieszkanie, dziecko, kota... i przezyc okres szukania
              nowej pracy w Polsce. i dlatego siedze tu, dla syna, nie dla siebie.
              • young-and-bored Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 17:43
                Nie oceniam Cię nisko, tylko miewam taki specyficzny sposób
                wypowiedzi, home standby niekoniecznie brzmi jak robota przy taśmie.
                A jakbym się do Ciebie przyczepił, że urodziłaś się w Związku
                Radzieckim, a nie w Rosji, to też się nie obrażaj tylko potraktuj
                jako żarcik z mojej strony smile)
                A powracając do tematu, to jako w miarę inteligentna dziewczyna
                chyba jednak sama dobrze rozumiesz, że jeśli chcesz "wygrać" synka
                przed sądem (tudzież nawrócić męża na zbożną, małżeńską drogę) to
                musisz w tym celu prędzej czy później wrócić do kraju (im prędzej
                tym lepiej), bo tak na wpół korespondencyjnie to możesz sobie
                właśnie co najwyżej "powalić łbem o ścianę".
                • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 18:20
                  oczywiscie, ze rozumiem smile i wroce. tymczasem pracuje nad soba. ot tylko,
                  nadzieja umiera ostatnia, co jakis czas mi sie naiwnie wydaje, ze dobra wola
                  wystarczy, zeby sie z kims dogadac. zobaczymy, co bedzie "na zywo" pod koniec
                  stycznia, bede miala miesiac urlopu... tylko Swieta po drodze mnie przybijaja,
                  to gdzie ma czlowiek ponarzekac, jak nie wsrod towarzyszy niedoli wink
                  • young-and-bored Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 22:20
                    No tak. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale wobec tego wychodzi mi
                    na to, że z początkiem lutego powrócisz na forum z nowymi pytaniami.
                    • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 01.12.08, 15:37
                      ja wiecej czytam forum niz pisze na nim. nie chce powielac pytan wink ale raz na
                      jakis czas sie pewnie mi zdarzy wygadac, bo kazdy gdzies musi. to nie zle
                      proroctwo. dobrze, ze takie forum istnieje, srodowisko osob, ktore
                      przeszly/przechodza podobne sytuacje, emocje.
                  • akacjax Re: jak lbem o sciane, znowu :( 30.11.08, 22:38
                    Świeta zabrzmiały dla Ciebie emocjami, bólem, tęsknotą. A może jutro,pojutrze znajdziesz dwa spokojne,pewne wolne dni i zaglądniesz do dziecka.
                    Ta relacja nie opiera się o świąteczne dni, ale o codzienność.
                    Wierzę, że ważne powody decydowały o tym, by tak małe dziecko zostawić daleko od siebie. Inaczej-czemu się dziwisz?

                    Ile zostało do końca cyrografu?
                    Trzymam za wytrwanie, choć cena do zapłaty może być większa niż złotówki, czy funty,
                    • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 01.12.08, 15:56
                      Akacjax, to nie tak, ze Swieta bez syna mnie bola, a codziennosc nie. po prostu
                      na codzien staram sie te mysli odsuwac, pracowac, zajmowac sie czyms. tylko dni
                      wolnych nie lubie. pracuje tu, by moj syn mial w miare spokojna codziennosc -
                      zaplacone rachunki za mieszkanie, zaplacony zlobek. rzeczy, ktorych jego ojciec
                      nie byl w stanie zapewnic. wiem, ze tracimy czas spedzony ze soba. ale chce to
                      nadrobic, i wierze, ze sie uda. dlatego zaciskam zeby i trwam.
                      powodow mojego wyjazdu bylo wiele, ale nie bylo moim celem utracenie rodziny.
                      zreszta 9 miesiecy to bardzo krotko, zeby wszystko stanelo na glowie, i dlatego
                      mysle, ze moj maz po prostu od dawna juz nie chcial bysmy nia byli sad mysle, ze
                      zdradzalby i tak, ze to wszystko by sie rozpadlo tak samo - tylko dluzej by
                      trwalo, zanim by wyszlo na jaw, dluzej bym mu wierzyla, dawala sie oklamywac,
                      dluzej wmawialby mi, ze wszystko jest moja wina... a ja bym ja na siebie brala.
                      typowa wspoluzalezniona kochajaca kobieta.
                      musze pracowac tu do marca. bede miala miesiac urlopu bezplatnego pod koniec
                      stycznia. wroce tu w zasadzie po to, zeby zlozyc wypowiedzenie. odliczam dni... smile
                      • young-and-bored Re: jak lbem o sciane, znowu :( 01.12.08, 23:09
                        Jeśli Twój mąż lub jego rodzina rzeczywiście czytają, to co piszesz
                        na forum rozwodowym, to jest to kiepski ruch z Twojej strony.
                        • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 02.12.08, 01:16
                          dlatego nie pisze wiele wink
                      • catrinceoir Re: jak lbem o sciane, znowu :( 02.12.08, 01:20
                        poprawka chronologiczna: wszystko stanelo na glowie w ciagu 1 miesiaca od mojego
                        wyjazdu (maz wyznal kolezance milosc na gadu :]), tylko ja dowiedzialam sie o
                        sytuacji jakies 5 miesiecy pozniej. tak akurat na moje urodziny :]
Pełna wersja