dagaa28
20.12.08, 23:10
Julita Dybowska
Miłość przychodzi na zaproszenie
Miłość przychodzi na zaproszenie.
Zaproszeniem jest gotowość, otwartość, dojrzałość, szacunek i miłość do
siebie. A to nie przyjdzie z zewnątrz i nie stanie się bez naszego udziału. To
smutna wiadomość dla czekających na księcia na białym koniu, czy księżniczkę z
bajki, która spełni ich oczekiwania. Dla poszukujących tej jedynej, wybranej
osoby, tej idealnej drugiej połówki, dopasowanej pod każdej względem. Od
ciebie zależy, czy ta połówka ujawni się w Twoim życiu, czy nie. Czy jesteś
gotów ją przyjąć, otworzyć się, zaufać i pozwolić kochać. Jeśli nie, to możesz
przejść obok tej swojej wielkiej miłości i jej nie zauważyć, albo nawet ją
zdeptać lub spojrzeć na nią z pogardą. Albo uciec, zaopatrzywszy się uprzednio
w niezliczoną ilość wymówek „dlaczego nie”. „Bo nie ta osoba, nie ten czas, bo
nie chcę, nie mogę, nie potrafię, bo tak będzie rozsądniej, lepiej, bo mnie
nie kocha”. A czy Ty kochasz siebie? Miłość zaczyna się w nas. A jednak
większość ludzi z uporem szuka jej na zewnątrz.
Ja także szukałam na zewnątrz.
Mimo że, słyszałam, czytałam tysiące razy, że najpierw trzeba pokochać siebie.
Powtarzałam niezliczone afirmacje i pozytywnie naładowana rzeczywiście
uważałam już, że kocham siebie. Okazało się jednak, że moja miłość własna była
zaledwie w powijakach. Przekonałam się o tym, kiedy w końcu spotkałam obiekt,
który wywołał
we mnie długo oczekiwaną myśl: „to ten”. I wierzcie mi, w tamtym momencie
byłam przekonana, że to ten.
Dzisiaj dziękuję bogu za to, że to jednak nie był ten. W miarę własnego
rozwoju, poczucia własnej wartości i miłości do siebie, coraz więcej jesteś w
stanie sobie dać. I coraz więcej od życia przyjąć. Przestajesz minimalizować
swoje potrzeby. Znasz swoją wartość i swoje prawa. Potrafisz je wyrażać i
zaspokajać. Coraz
lepiej rozumiesz zasadę wzajemności i cenisz zarówno to co dostajesz, jak i to
co oferujesz.
Im bardziej cenisz siebie i to co masz do zaoferowania innym, tym cenniejsze
dary otrzymujesz. Wybierasz relacje wyższej jakości, bo potrafisz samemu taką
jakość stworzyć.
Ja zadowoliłam się niższą jakością i miałam potrzebę dawania więcej niż
potrafiłam wziąć. Czytałam wtedy mądre książki, które znów mi przypominały, że
miłość zaczyna się w nas. Co z tego, jak ja już wiedziałam swoje i na
tamten moment byłam pewna co do słuszności swojego przekonania. Człowiek ma
zdolność wybiórczego przyjmowania informacji, więc ja także dopasowałam
nabywane informacje do tego co chciałam potwierdzić. „Trzeba kochać siebie, by
poczuć, że kocha Cię ktoś inny”. „Zgoda” – myślałam, ale wolałam skupić się na
innej
zasadzie: „To co wysyłasz, to do Ciebie wraca” i czekałam, aż miłość, którą
promieniowałam z taką intensywnością do mnie wróci. I prawdopodobnie wracała,
ale co z tego jak jej nie potrafiłam przyjąć.
Trudno jest uwierzyć, że ktoś Cię kocha, jeśli sam siebie nie kochasz. Nawet
jeśli wydaje Ci się, że jest inaczej. Jednak życie doskonale pokazuje i
odzwierciedla wewnętrzne wzorce i głęboko zakorzenione przekonania.
Najpierw musisz poczuć, że kochasz siebie, zanim naprawdę poczujesz, że kocha
Cię ktoś inny. Kochać siebie to wierzyć w siebie, ufać sobie i traktować
siebie z akceptacją, miłością, troską i szacunkiem. To dbać o siebie, o swój
umysł, swoje emocje i swoje ciało, dbać o swoje samopoczucie i otoczenie.
Dostarczać sobie najwyższych jakości duchowych i materialnych. To znać i
respektować swoje prawa, szanować swoje zdanie, doceniać siebie i swoje
umiejętności, wyrażać i zaspokajać swoje potrzeby. I dopiero wtedy, kiedy
ugruntujesz w sobie taką postawę, inni także zaczną Cię tak traktować. Ty
natomiast nie będziesz uparcie trzymał się tych, którzy Cię tak
nie traktują.
Kochać uczymy się od chwili narodzin do końca życia. Uczymy się poprzez własne
doświadczenia i obserwacje, często nieświadomie powielamy wzorce przekazane
nam przez innych, zaczerpnięte z filmów, książek, bajek, legend, przysłów i
powiedzeń. Nasi rodzice są w stanie przekazać nam tylko Tyl e miłość, ile sami
dostali i w sposób w jaki sami się nauczyli. Potem my odtwarzamy w życiu to co
poznaliśmy. Nasze doświadczenia nie jeden raz nas zawodzą czy ranią, więc na
nowo uczymy się ufać. Zaufanie i rozwijanie miłości wymaga odwagi, ale miłość
tą odwagę także daje. Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Najtrudniej jest
uwierzyć i zaufać. Często zakładamy, że skoro raz się nie udało, to już zawsze
nie będzie się udawać. Mamy wątpliwości, boimy się zaryzykować. I
zaprzestajemy prób. A przecież nawet popełnienie tysięcy pomyłek czy
najgorszego błędu jest stokroć lepsze niż zaprzestanie działań. Zaprzestanie
działań, to poddanie się lękowi i oporom. I nie ważne
jaką do tego dodamy filozofię i ile stworzymy pretekstów, u źródeł takiego
bezruchu zawsze jest lęk.
Kochać innych jesteś w stanie na tyle, na ile kochasz siebie. Im bardziej
krytycznie oceniasz innych, tym bardziej krytycznie oceniasz siebie. Im
bardziej krytycznie podchodzisz do swojego partnera, czy przyszłego partnera,
tak samo krytycznie podchodzisz do siebie. I tak dwoje ludzi zaczynają dzielić
ich własne, wzajemnie nieakceptowane cechy i zachowania. Zwłaszcza jeśli swoje
niedoskonałości nieświadomie spychają w strefę cienia. Cień rzucają
potem na innych: „To przecież z nimi jest coś nie tak, to on/a ma problem”.
MIŁOŚĆ DOJRZEWA W NAS.
Przechodzi różne fazy, ewoluuje w nas przez całe życie. Jeśli porównać miłość
do rośliny, to jest jak piękny, delikatny kwiat. Początek to ziarno, które
pada na wilgotną glebę, kiełkuje. Ziarno ma sobie zapas substancji odżywczych
i roślina korzysta z nich rozwijając się bardzo szybko. Kiedy zapas się
skończy, potrzebne są substancje odżywcze z zewnątrz. I teraz już od żyzności
gleby zależy przetrwanie rośliny. Jeśli ziemia okazuje się jałowa, roślina
usycha równie szybko jak wykiełkowała. Gleba nie była gotowa jej przyjąć.
Nazywamy to zauroczeniem, zakochaniem, fascynacją. Dla niektórych jest jedyną
formą miłości jaką znają. Miłość niedojrzała potrzebuje atrakcji, nowości i
zmian. Szybko się nudzi. Szuka ideału, podąża za ułudą, stwarza oczekiwania i
jest niecierpliwa. Tylko dojrzała miłość jest w stanie przetrwać zawirowania,
kryzysy i zmiany. Roślina dla swojego wzrostu i rozwoju wymaga sprzyjających
warunków i ciągłej pielęgnacji. Zadbana kwitnie. Im staranniej jest
pielęgnowana, tym piękniej się rozwija i piękniejsze kwiaty wydaje.
Zapomniana, zaniedbana wysycha i umiera. Wielu ludzi tego nie pojmuje,
pozostawiając miłość bez opieki. Nie zauważają umierającej miłości, zapominają
o jej pielęgnacji w pośpiechu codziennych spraw i zaspakajaniu bieżących
potrzeb. Gubią ją pomiędzy pracą, a snem. Pomiędzy obowiązkami, a chwilowymi
przyjemnościami, pomiędzy urwanymi rozmowami, a namiastkami bliskości. A potem
ludzie patrzą na siebie jak na obce osoby i pytają się ze zdziwieniem: „Co się
stało z naszą miłością?”.
Czasem pragniemy miłości tak bardzo, że nazywamy miłością coś, co nie
koniecznie nią jest. Przymykamy oczy na wszystko co nam nie pasuje do naszej
wizji. Godzimy się na lekceważące traktowanie, na zachowania, których
wcześniej nie tolerowaliśmy. Zaciskamy zęby, tłumimy wątpliwości i sami przed
sobą udajemy, że wszystko jest w porządku. W imię miłości. Kiedy indziej
miłość wyrasta na bazie niezaspokojonych potrzeb. Uzupełnia braki. Partner czy
kochanek ma spełnić nasze potrzeby, ma nam dać poczucie bezpieczeństwa lub
podnieść samoocenę, wypełnić pustkę po wcześniejszej stracie, czy po prostu
być na pokaz, by nas lepiej postrzegano.