skleroza55
26.12.08, 15:14
Oprócz miłości, seksu, kłopotów i trosk wymyślonych i nie, jest jeszcze
codzienne życie..
Moj ukochany partner, ojciec mojego dziecka, przyjaciel, moja nieoceniona
pomoc, moje rozmowy i moje wparcie.. jest człowiekiem, który nie dba o
pieniądze.. Którego sprawy finansowe w ogóle nie obchodzą, który zaniedbuje
je, jak nic innego na tym świecie. Na studiach, z małym dzieckiem starałam się
jakieś grosze, ale zawsze zarobić.. Ubiegałam sie o rożne dofinansowania z
uczelni, z pomocy, z funduszów, z nieba... Naprawdę sporo zaoszczędziłam, bo
nazbierałam na pół mieszkania... On nie postarał się nawet o głupią zapomogę..
Pieniądze, dane mu, darowane mu przepuszczał.. Na stojak pod tv, na nowy model
komórki, na zloty zegarek..
To nie były nigdy moje pieniądze. Nigdy też nie traktowałam ich jako swoich,
ale zal mi było, ze lecą w próżnie.
Gdy byłam mu coś winna, wplacalam nie od rak, ale na jego konto, namawiałam na
lokaty (dluugoterminowe z utrata kapitału, procentu i duszy, gdy je
zlikwiduje..) Skutkowało.
Mam dość tego, ze on w ogolę nie stara się nic zaoszczędzić,. ze gdy są święta
obdarowuje prezentami rodzinę, aż do wyczerpania salda... Zarzuca mi daleko
posuniętą oszczędność aż po skrajne skąpstwo. Mowi, że nigdy nie widział
kogoś, kto tak dusi pieniądze. Że jestem chora i mam na tym punkcie skira i że
on musi zachować równowagę. Że ja choćbym nie miała na co zbierać, zbieram bym
dla zasady, że on tego nie rozumie, a pieniądze sa po to by je wydawać..
Ręce opadają.