zalamana29
07.01.09, 12:53
Mam problem z mężem. Zabiera dziecko w sobotę i odwozi dopiero w
niedzielę. Dziecko za 3 mies. dopiero skończy 2 latka. Nie chcę by
ojciec brał go na noc , ale on się tylko uśmiecha i mówi że nie mam
nic do gadania i jak będzie chciał to dziecko weźmie na 4 dni i mogę
go w d.... pocałować!

Ostatnio nie dałam mu dziecka w sobotę , bo
mały spał ...... to wezwał policję. Grzecznie wytłumaczyłam , że
dziecko nie jest "paczką do odebrania o której się chce", pozatym
nie będzę dziecka ze snu wybudzac , bo tatuś sobie o 15 chce go
akurat zabrać. Dodam że poinformował mnie dopiero o 14 że jedzie po
małego. W efekcie policja stanęła po mojej stronie , a on ......
powiedział że o to mu chodziło , aby był spisany protokół przez
policję.
Nie mamy jeszcze ustalonych przez sąd terminów odwiedzin dziecka (na
najbliższej rozprawie to załatwię).
Nie wiem co mam zrobić w tą sobotę i niedzielę. Bo jak weźmie małego
w sobotę to mi go znowu nie przywiezie na noc. Co powinnam zrobić ,
jak to załatwić. Dziecko bierze co sobotę i od niedawna mały sypia u
niego. Oczywiście dziecku fizycznie nic się nie dzieje , ale
psychicznie ..... ojciec wogóle się nim do roku nie zajmował, a
zaczął w momencie gdy zobaczył pozew.
Kiedyś napisałam mu meila z 5 mies. temu takiego , że jeżeli sąd nie
ustali inaczej to chciałabym aby spotkania z dzieckiem były
usystematyzowane tzn . co dwa tyg. w sobotę i niedzielę do 17. Przez
pewien czas on się tego trzymał , z tym że malego miał co tydzień.
Nie mam siły już z nim walczyć , bo on ciągle mnie straszy , krzyczy
grozi. Chodzi mi tylko o dobro dziecka, a wiem że małemu jest źle
bezemnie. Doradźcie mi co powinnam, zrobić. Sory za porozrzucane
myśli ale jestem zdenerwowana piszac to.