spotkania z dzieckiem

17.01.09, 11:15
Prosze mi powiedzieć jak wyglada sprawa kontaktów z dzieckiem jeśli
rodzice mieszkaja na przeciwległych krancach Polski? Ojciec do tej
pory nie występował o ustalenie kontaktów. Kilka razy prosił, aby
matka przyjechała z dzieckiem do niego na tydzie czy dwa. jednak bez
skutku. chce wystapić o ustalenie kontaktów. Ale obawia się , że ze
względu na wiek dziecka (niecale 3 lata) sad odrzuci jego
propozycję, aby dziecko spedzało u niego np. tydzie czy dwa.
Kontakty częstsze niestety sa nie mozliwe ze względu na finanse.
Wiadomo podróż, zakwaterowanie ojca w hotelu, gdyby jechal do
miejsca zamieszkania dziecka. Ojciec oczywiście dziecko przywoziłby
i odwoził. Oczywiście ojciec zdaje sobie sprawę, że lepiej aby
dziecko przyjeżdzało razem z matka, ale ona najwyraźniej nie chce.
Pozatym ojciec wcześniej kilkakrotnie umawiał sie z matka i jechał
do dziecka, ale za każdym razem matka wymyslała choroby, albo, ze
musiała pilnie wyjechać. W konsekwencji ojciec dziecka nie widział,
a ze nie ma ustalonych kontaktów, ne mógł nic zdziałac wiecej.
proszę napiszcei jak to wyglada u was? czy odległośc moze być
przeszkoda, aby to dziecko nie mogło zpędzić czasu o ojca?
    • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 17.01.09, 14:33
      Należy wnosić o normalne kontakty - np. co drugi weekend z prawem
      zabierania dziecka poza miejsce zamieszkania, co drugie święta,
      tydzień ferii, dwa tygodnie wakacji. Sąd nie odmówi ojcu ustalenia
      kontaktów ze względu na zbyt dużą odległość, a jeśli zdarzy się
      sędzia który odmówi - to trzeba skarżyć jego postanowienie jako
      absurdalne i bezprawne.
      • deleine Re: spotkania z dzieckiem 17.01.09, 20:21
        Wiesz, nie wiem czy takie absurdalne. Czasem pasierbicę trzeba było odwieźć do
        mamy bo tak bardzo zaczęła za nią tęsknić, że nie dało rady inaczej niż w
        taksówkę i do domu. To w jednym mieście. A co gdy w grę wchodzi przemierzenie
        całej polski? Miała wtedy 5 lat a tu dziecko jeszcze młodsze i jeszcze bardziej
        związane z mamą. Nie tylko ojciec się liczy i jego prawa, ale poczucie
        bezpieczeństwa malucha.
        • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 18.01.09, 13:49
          Jest absurdalne, bo z kodeksu wynika, że ojciec jest tak samo
          uprawniony i obowiązany do wykonywania władzy rodzicielskiej jak i
          matka.
          A jak rodziców dzieli klikaset kilometrów to przecież ojciec nie
          będzie w ten co drugi weekend woził dziecka do siebie w tą i z
          powrotem (z perspektywy ojca byłyby to już 4 kursy po trasie, więc i
          dla niego niewygodnie i od strony dziecka bez sensu), tylko po
          przybyciu zabierze dziecko na klika godzin na lody czy do zoo i
          odstawi z powrotem do domu. A wakacje, ferie u ojca - jak
          najbardziej - kiedy ojciec ma w tej sytuacji pogłębić relacje ze
          swoim dzieckiem jak nie w trakcie tego jednego, dwóch dłuższych
          pobytów dziecka u niego w ciągu roku ? Zakładam w tym przypadku, że
          ojciec ma władzę rodzicielską, płaci alimenty, kurator w wywiadzie
          stwierdzi, że ojciec ma warunki do zaopiekowania się dzieckiem przez
          kilka-kilkanaście dni. Z jakiej racji i na jakiej podstawie sąd
          miałby mu na to nie pozwolić ?
          • deleine Re: spotkania z dzieckiem 18.01.09, 14:42
            to powiedz mi proszę, skoro to takie absurdalne, co mielibyśmy zrobić w sytuacji
            gdy taki maluch zabrany na drugi koniec polski nie dał się uspokoić i ciągle
            histeryzował, że chce do mamy
            co o takiej sytuacji, jak najzwyklejszej, piszą w kodeksie?
            kiedy ma pogłębiać relację? nie wiem, trzeba było myśleć przed rozwodem
            • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 18.01.09, 15:40
              Jak się jeszcze widywałem z dzieckiem to też czasami miałem takie
              sytuacje, że odbierałem 3-4 letnią córkę z przedszkola, a ona na mój
              widok płakała, że chce do mamy i jej partnera. Tłumaczyłem córce, że
              na razie pójdziemy do mnie, zjemy obiadek, dostanie "ciu-ciu",
              pobawi się z pieskiem, obejrzymy Elma itp., a mama przyjedzie
              po nią później.
              Podobnie ostatnio w trakcie badania w RODK, po roku niewidzenia mnie,
              córka w pierwszym odruchu ode mnie uciekła zaskoczona konfrontacją,
              ale potem szybko "zaskoczyła", zainteresowała się zdjęciami które
              przyniosłem, zaczęła się bawić, a po godzinie wręcz wykrzyczała tym
              młodym psycholożkom że chce do mnie - sześcioletnie dziecko na swój
              sposób wyczaiło, że w tym wszystkim chodzi o to jaki ma do mnie
              stosunek i od jej rakcji może zależeć czy będzie się ze mną widywała
              czy nie.
              Zmierzam do tego, że w miarę normalny ojciec, któremu zależy na
              dziecku powinien sobie z dzieckiem poradzić nawet jeśli jego więź z
              dzieckiem jest mocno rozluźniona. A normalny sędzia nie skwituje
              słowami "trzeba było myśleć przed rozwodem", tylko doceni jego
              wysiłek i umożliwi mu podtrzymanie więzi z dzieckiem - przynajmniej
              od strony prawnej, bo jak matka z kolei nie jest normalne i się
              uprze, to i tak nic z tych jego dobrych chęci nie będzie.
              Reasumując - być może nie pokładasz zaufania w zdolności wychowawcze
              Twojego męża, nie doceniasz siły jego relacji z Twoją pasierbicą i
              sama trochę histeryzujesz.
              • deleine Re: spotkania z dzieckiem 18.01.09, 17:48
                To zdanie tylko odnośnie ostatniego akapitu. Mylisz w ocenie czy raczej
                przypuszczeniach.
                A co do meritum pytania - ja jako matka, która może znajdzie się w podobnej
                życiowej sytuacji, będę robiła wszystko by sąd nie gwarantował, że ojciec może
                zabrać roczne czy trochę starsze dziecko "na jakiś czas" do siebie na drugi
                koniec polski. I nie dlatego, że chcę ograniczyć kontakty- jestem w stanie albo
                sama jechać z dzieckiem lub gościć ojca u siebie. Chodzi o to, że tak małe
                dzieci przyzwyczajone do bycia na co dzień tylko z matką potrafią strasznie
                cierpieć gdy przez kilka dni jej nie ma. Gdy będzie starsze i bardziej
                samodzielne - proszę bardzo. Nie trzylatek.
                Ale najwyraźniej jestem nienormalna i uparta ;>
                • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 18.01.09, 18:03
                  deleine napisała:

                  > A co do meritum pytania - ja jako matka, która może znajdzie się w
                  podobnej
                  > życiowej sytuacji,...


                  Dziękuję, to wiele wyjaśnia, bo zaczynałem przypuszczać że nie
                  przepadasz za dzieckiem swojego męża.

                  ...będę robiła wszystko by sąd nie gwarantował, że ojciec może
                  > zabrać roczne czy trochę starsze dziecko "na jakiś czas" do siebie
                  na drugi
                  > koniec polski.

                  Roczne może nie, więc zostawmy na chwilę Twoje dziecko - ale
                  trzylatek - a autorka pyta o trzylatka - przecież nie musi być
                  uwieszony na mamie.
                  Dlaczego dzieckiem może zajmować się babcia, opiekunka,
                  przedszkolanka, a ojciec po rozwodzie już nie ?
                  A zresztą ostatecznie jako żonie na pewno nie przeszkadzało Ci,
                  kiedy mąż zajmował się Waszym dzieckiem kiedy było noworodkiem, a
                  nie tylko niemowlęciem.

                  I właśnie chodzi o to, żebyś nie jeździła z dzieckiem do ojca, ani
                  nie gościła go u siebie - bo to na dłuższą metę pewnie nie wypali.
                  Chodzi o doprowadzenie do tego, żeby ojciec i dziecko byli
                  w stanie kilka dni ze sobą pobyć bez Twojej ingerencji - daj ojcu
                  szansę nawiązania samodzielnej więzi z dzieckiem.

                  • markac28 Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 10:45
                    Mam podobną sytuację i dziecko prawie 3 letnie, ojciec kilkaset
                    kilometrów od nas już wystąpił formalnie o ustalenie kontaktów,
                    wcześniej ja wystąpiłam o pozbawienie go władzy rodzicielskiej,
                    połączono te dwie sprawy a jemu nawet nie chciało się przyjechać na
                    rozprawę o kontaktach może pomarzyć, nigdy (od urodzenia) nie
                    zajmował się dzieckiem, zero więzi między nim a dzieckiem oczywiście
                    wszem i wobec deklaruje się jako kochający tatuś. Nie łoży na
                    utrzymanie dzieci, nie interesuje się nimi. Nigdy nie pozwolę aby
                    wziął dziecko ze sobą, skoro przez 3 lata nie wiedział, że ma dzieci
                    trudno...
                    • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 12:26
                      Skoro, jak sama piszesz "nigdy nie pozwolisz" to też nie jesteś tak
                      kochającą i kierującą się dobrem dziecka matką jak Ci się w swojej
                      zawziętości na byłego partnera wydaje. A może on nie chce mieć
                      kontaktu z Tobą, a nie z dzieckiem - nie wpadłaś na to ?
    • krolowazla Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 14:09
      Czytam co piszecie i sądzę, ze dziecko 3 letnie może faktycznie tęsknic za
      matką. Ojciec dziecka ma warunki mieszkaniowe bardzo dobre. ma nienormowany czas
      pracy.
      matka natomiast mieszka wraz z dzieckiem ze swoimi rodzicami i bratem.
      Ojciec dziecka gdyby chciał pojechac na tydzień do dziecka to moze się zatrzymac
      tylko w hotelu. proponował matce dziecka , aby przyjechali oboje do niego.
      Chodzi o to, aby dziecko w nocy miało blisko matkę, bo wiadomo czułoby się
      bezpieczniej. Sęk w tym, ze matka mówi na taką propozycję NIE.
      Jak to rozgryźć? Ojciec nie chce dziecka odrywac siłą od matki, a jednoczesnie
      chce mieć z nim kontakt.
      • chalsia Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 14:19
        > bezpieczniej. Sęk w tym, ze matka mówi na taką propozycję NIE.

        to niech matka sobie hotel wynajmie i już.
        • krolowazla Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 14:32
          To nie wchodzi w grę, bo matka nie wyłozy na to ani grosza, ojciec też nie, bo
          równie dobrze,mógłby zamieszkać w hotelu w miejscu zamieszkania dziecka.
          Chodzi o pieniądze, ani matka, ani ojciec dziecka nie mają kokosów. Stąd pomysł,
          aby dziecko spędziło czas z ojcem, ale dodatkowo była matka przy tym.
          • chalsia Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 15:06
            no to albo rybka albo akwarium. Skoro nie chce jechać bo nie ma
            kasy, to niech dziecko jedzie samo. A jak nie chce, żeby dziecko
            miało daleko do mamy, to niech się zapożyczy i jedzie.
            Ustalić sobie priorytety nalezy.
      • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 17:34
        krolowazla napisała:

        > Czytam co piszecie i sądzę, ze dziecko 3 letnie może faktycznie
        tęsknic za
        > matką. Ojciec dziecka ma warunki mieszkaniowe bardzo dobre. ma
        nienormowany cza
        > s
        > pracy.

        Napisałem już jak powinien zachować się ojciec - wnioskować
        o normalne kontakty. Zostaw to sądowi, a nie mnie lub paniom na forum
        do rozstrzygnięcia czy dziecko jest za małe na kontakty z ojcem czy
        nie. Dziwisz się, że matka nie chce do niego z dzieckiem
        przyjechać ? Nie musi chcieć przyjeżdżać i nie ma takiego obowiązku.
        Sedno problemu tkwi tu w tym, że ona w ogóle nie chce tych kontaktów
        właśnie w obawie, że relacja się zacieśni, że ojciec z czasem
        zapragnie zabierać JEJ dziecko na dłużej. Jej zachowanie jest tu
        analogiczne do postawy zadeklarowanej przez Deleine: >>będę robiła
        wszystko by sąd nie gwarantował, że ojciec może zabrać roczne czy
        trochę starsze dziecko "na jakiś czas" do siebie na drugi koniec
        polski.<<

        Piszesz:

        >Pozatym ojciec wcześniej kilkakrotnie umawiał sie z matka i jechał
        >do dziecka, ale za każdym razem matka wymyslała choroby, albo, ze
        >musiała pilnie wyjechać.

        Przejedź kilkaset kilometrów po polskich ścieżynkach w tą i z
        powrotem, strać dwa dni, wydaj kilkaset złotych na paliwo - i
        wszystko po to żeby pocałować klamkę. I tak parę razy. Wtedy
        uzmysłowisz sobie jakie jest w istocie rzeczy położenie tego ojca i
        będziemy mogli zacząć rozmawiać.
        • mariefurie Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 18:06
          Oj Young, duzo w Tobie zalu. To ze żona Cie np. z premedytacją pozbawiła kontaktów z dzieckiem nie znaczy ze wszystkie inne kierują się złosliwoscią.
          Nie wiem, jakbym postapiła majac roczne czy trzyletnie dziecko. Nie mam pojęcia. Ale spróbuj na chwile wejsc tez w skórę kobiety, która słucha jakich s obiecanek tatusia co to chce niby dziecko mwidziec, a jakos czasu mu brakuje. Ilez można dopasowywac sie do faceta nieodpowiedzialnego. Nawet tego, co dobre chęci ma. On ma sie dopasowac. A nie kobieta i dziecko. Bo ich jest dwóch, i chociazby z tego względu planowanie czasu jest bardziej skomplikowane.
          Powiem Ci z doswiadczenia. Nie bronie kontaktów z dzieckiem, a wręcz ułatwiam. Jak mogę. Ale tez , bywa ,ze jak dasz palec, to ci zaraz rekę chcą odgryzc. O, ostatnie wydarzenia, prosze. Ojciec normalnie zawsze zabiera dziecko do siebie na weekend. Od piątku wieczorem do niedzieli. Kiedy wracam na przykład z delegacji w piątek o 21, to o 20.00 ich juz nie ma. Ja rozumiem, ze droga, ze ciemno, ze slisko, ze późno itp. Ale co? godziny nie mozna zaczekac az wrocę i zobacze dziecko przed wyjazdem jego na weekend? Pół biedy. Nie mówię nic, bo zakładam ze złosliwosc to to nie jest. Bo chce tak wierzyc.
          Dwa tygodnie pod rząd dzwoni w niedziele po południu i mówi ze dzis syna nie przywiezie, bo cos tam. Z eprzywiezie w poniedzialek rano przed szkoła. Ok, zgadzam sie. Za pierwszym razem tak jechali, ze przyjechali na druga lekcje dopiero. Jakos przezyłam to. Ale jak wczoraj znów mi mówi ze przywiezie dziecko przed szkoła i solennie przy tym obiecuje, ze sie nie spoźnią - podyskutowałam troche, ale uwierzyłam. Natomiast jak dzis przywozi mi dziecko o 9 rano i młody znów opuszcza lekcje, bo coś tam tatuś miał kłopoty, no to sorry. Oczywiście ze raban zrobiłam jak cholera, z zastrzezeniem, ze w piątki zabiera młodego dopiero jak ja wróce z delegacji a w niedziele przywozi mi go o 16. I do widzenia. Było dobrze, ale sie skończyło. Koniec i kropka.
          I głowe dam uciąc, ze mój przypadek nie jest odosobniony. A jemu pierwsze co na myśl przychodzi to - nie próbuj ograniczac mi czasu bycia z dzieckiem. No na litośc boską!! Ręce przeciez opadają! A gdzie słownosc i szanowanie juz nawet nie mojego czasu, ale czasu dziecka? No gdzie?
          Może wytlumaczysz mi to Young jakos, bo ja chyba facetow nie rozumiem czy co?
          • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 20.01.09, 01:13
            Twój eks jest po [rostu niefrasobliwy, nie zakładałbym złośliwości.
            I nie ma pojęcia czym jest głód kontaktu z dzieckiem.
            • mariefurie Re: spotkania z dzieckiem 20.01.09, 07:51
              Niefrasobliwosc, powiadasz?
              Toz to gorsze od alkoholizmu jakiego jest.
              I jak złosliwa bym była, to bym powiedziała, ze pokaże mu, czym jest głód
              kontaktów z dzieckiem. Tylko po co. Dziecka szkoda.
              Pozostaje zatem dopasowac sie do tej niefrasobliwosci, jakże niewinnej przywary. wink
              • chalsia Re: spotkania z dzieckiem 20.01.09, 15:56
                chyba łatwiej zniosę gdy ktoś działa niefrasobliwie niż bezmyślnie.
                • mariefurie Re: spotkania z dzieckiem 20.01.09, 17:51
                  Szczerze mówiąc, nie bardzo czuję róznicę między jednym a drugim.
                  Bo jeżeli ktoś non stop zawala po kolei rózne sprawy, a potem po stokroc
                  większymi nakładami próbuje to naprawiac, i powtarza taki schemat bez przerwy i
                  w kółko, no to już jak zwał tak zwał. Czy to niefrasobliwosc, czy głupota czy
                  bezmyślnosc i nonszalancja.
        • deleine Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 18:17
          kiepsko z tą analogią i cytowaniem u ciebie, oj kiepsko
          potem był zdanie, ze jak dziecko podrośnie to nie ma problemów - i wyjazdy i co
          tam jeszcze; a wcześniej były zdania, że albo do nas może pojechać, albo ja z
          dzieckiem na drugi koniec polski, zatrzymać mam się gdzie
          tak więc napisz mi proszę gdzie, w którym miejscu nie chcę kontaktów z
          dzieckiem; ja akurat robię co mogę, by na ten drugi koniec polski nie jechać, by
          dziecko znało ojca - ale chlapnąć ze znudzenia pan mógł co mu klawisze na
          monitor przyniosły, prawda?
          a co do sądu - jakim prawem osoba nie mająca pojęcia o psychologii dziecka może
          wyrokować czy dziecko ma jechać z ojcem czy nie? kodeksy a psychika i potrzeby
          dziecka, tak małego dziecka to zupełnie inne horyzonty myślowe
          • mariefurie Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 18:32
            deleine napisała:
            > a co do sądu - jakim prawem osoba nie mająca pojęcia o psychologii dziecka
            może wyrokować czy dziecko ma jechać z ojcem czy nie?


            Masz rację. To jest gangrena. Unikac, jak się da.
            • deleine Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 18:46
              Może to zbyteczna ironia.
              Co do mojego zdania, mam i będę mieć w poszanowaniu opinię tego czy innego
              sędziego, który zawyrokuje kiedy dziecko ma być tu a kiedy tam, jeśli to w
              jakikolwiek negatywny sposób będzie odbijało się na jego samopoczuciu.
              Wiem jak w praktyce wygląda miesiąc wakacji, nawet u kochanego i fajnego ojca,
              gdy po tygodniu dziecko zwyczajnie skamle by zawieść je do mamy. Nie wspominając
              o sytuacji gdy w między czasie zachoruje, coś mu się stanie. Przykro mi, ale
              rozwód pociąga za sobą fakt, że któryś z rodziców będzie poszkodowany w
              kontakcie z dzieckiem. A tu ono jest najważniejsze i jego komfort, a nie fakt,
              że ktoś powie "tydzień tu, tydzień u ojca".
              Taka jestem wredna baba i paskudna matka suspicious
              • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 20:23
                deleine napisała:

                Co do mojego zdania, mam i będę mieć w poszanowaniu opinię tego czy
                innego
                > sędziego, który zawyrokuje kiedy dziecko ma być tu a kiedy tam

                To akurat żaden novum.
                • deleine Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 21:03
                  tak jak i twoje kompletne niezrozumienie dlaczego będę mieć to w poszanowaniu
                  nie potrafisz przyjąć, że nie będzie to rozgrywka między rodzicami a troska o
                  komfort dziecka; i to nie widziany przez pryzmat moich potrzeb, tylko dziecka
                  może to kiedyś zrozumiesz ;>
                  • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 22:16
                    Czego niby miałbym nie rozumieć ?
                    Czyżbyś zapominała, że jestem w końcu rodzicem, który przez jakiś
                    czas zajmował się swoim dzieckiem, więc rozumiem na czym polega
                    troska o jego dobre samopoczucie ? Tak, - bo Ty w ogóle nie bierzesz
                    pod uwagę, że ojciec może pójść do sądu z miłości do dziecka i
                    autentycznej potrzeby kontaktu, a nie z powodu tanich gierek z byłą
                    partnerką.
                    Gdyby nie córka nie byłoby mnie tutaj, wolałbym sobie pooglądać
                    Krzyż Południa niż Gwiazdę Polarną. Czuję się człowiekem Zachodu, a
                    w tym kraju osaczony wschodnią, agresywną na wpół azjatycką hordą.
                    To jest coś, czego z kolei Ty nigdy nie zrozumiesz, bo ze swoją
                    odgórną deklaracją odnośnie łamania ewentualnych postanowień
                    sądowych ani na cal nie odstajesz od posępnego, otaczającego mnie
                    barbarzyńskiego schematu.

                    EOT
                    • deleine Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 22:35
                      Smutny facet z ciebie.
                      Czytasz, że kobita pisze, że chce zrobić wszystko by nie było potrzeby zmieniać
                      miejsca zamieszkania, tak by ojciec i dziecko się znali, widywali. Bo właśnie
                      wiem, że i ojciec kocha dziecko. A wypisujesz niestety brednie. Bo czytasz, ale
                      przez swój własny pryzmat. I nie rozumiesz co znaczy troska o dobre samopoczucie
                      dziecka, jeśli nie zakładasz, że w którymś momencie pobytu u ojca może
                      kategorycznie zażądać odwiezienia do mamy. A 700 kilometrów to trochę. Zdajesz
                      się mieć wizję jedynie słuszną, kobiet zabierających ojcu prawo do kontaktu z
                      dzieckiem. Przykre. Obraziłeś mnie tu wielokrotnie, ale nie zmienia to mojego
                      zdania. Tak ojciec ma prawo do kontaktu i więzi z dzieckiem. Tak, obie strony
                      powinny w tym względzie współpracować. Nie, żaden sąd nie powie mi czy moje
                      dziecko jest na tyle emocjonalnie dojrzałe by na kilka dni czy dłużej wyjechać.
                      Ja będąc z dzieckiem na co dzień mogę to ocenić. Nie jesteś człowiekiem zachodu
                      skoro wydaje ci się, że masz jedynie prawa. Prawo, które nie baczy na stan
                      emocjonalny każdej jednej jednostki. Dzieci nie da się uśrednić. A pół ferii tu
                      pół tam to jest właśnie uśrednienie. To nie własność, którą przekazuje się sobie
                      z rąk do rąk "bo mam do tego prawo". I jeśli ktoś tu jest posępny to spójrz
                      proszę w lustro ;>
                      • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 20.01.09, 00:58
                        Jeśli Cię obraziłem, to przepraszam - nie było to moją intencją, nie
                        gniewaj się.

                        Nie, na podstawie wyroku rozwodowego nie mam tylko praw, mam również
                        obowiązki.
                        Mój ojciec jest na krajowej liście radców prawnych, więc wychowałem
                        się w atmosferze poszanowania prawa i wyrok bądź też postanowienie
                        sądowe jest w moich oczach gwarantem ładu społecznego i ma swoją
                        symbolikę.
                        To pewnie poniekąd z tego wynika moja irytacja, kiedy ktoś ma inne
                        zdanie na ten temat.
                        Dura lex sed lex.
                        Dlatego pozwól, ża ja będę solennie wypełniał moje obowiązki, pomimo
                        tego, że szargane są moje prawa - do samego końca - mojego lub ich.

                        A co do posępności to nie miałem na myśli kto, - lecz co - i - być
                        może jestem nieco pijany - ale możesz pisać sobie do woli, a
                        obiektywnie nie ulega żadnej wątpliwości, że ten kraj jest czarny,
                        mroczny i posępny jak ciemna marcowa, sierpniowa, listopadowa ((o
                        ile wiesz co chcę powiedzieć)), styczniowa i co tam jeszcze noc !

                        pzdr,

                        --
                        ....Miejsce: Polska.
                        System: Samowolka.
                        Cel to forsa, w tym tkwi sekret.
                        Biorę co los da, życie made in Polska......
            • mariefurie Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 18:54
              To do nmie z tą ironią?
              A skądże! Zadnej ironii w tym przypadku.
              Uwierz, ze lepiej wychodze w zyciu kiedy sama o sobie decyduję, a nie jakies tam
              sądy i urzędy.
              Bez ironii.
              • deleine aha ;> n/t 19.01.09, 19:00

          • young-and-bored Re: spotkania z dzieckiem 19.01.09, 20:14
            deleine napisała:

            tak więc napisz mi proszę gdzie, w którym miejscu nie chcę
            kontaktów z
            > dzieckiem; ja akurat robię co mogę, by na ten drugi koniec polski
            nie jechać, b
            > y
            > dziecko znało ojca - ale chlapnąć ze znudzenia pan mógł co mu
            klawisze na
            > monitor przyniosły, prawda?

            Ty - o ile rozumiem - nigdzie jeszcze z dzieckiem nie "odjechałaś" i
            nie zdążyłaś się nawet rozwieść. Przyszłe realia na razie pozostają
            czysto abstrakcyjne, dlatego łatwo jest Ci składać deklaracje, że
            możecie w przyszłości przyjeżdżać do ojca itp. Ale życie potoczy się
            swoją drogą - wyjedziesz, poznasz kogoś - może wyjazdy lub goszczenie
            byłego męża u siebie przestaną Ci być po drodze - jest to w pełni
            zrozumiałem i masz do tego prawo. Doceniam Twoje dobre chęci i nie
            zakładam złych intencji.
            Ale z uporem twierdzę, że niezależnie od sytuacji - od tego czy
            będziesz chciała czy nie chciała - Twój aktualny mąż powinien mieć w
            przyszłości prawo do nieskrępowanych spotkań z dzieckiem. A w
            przypadku trudności sąd powinien mu te nieskrępowane spotkania
            zapewnić odpowiednim postanowieniem. Od tego zaczęła się nasza
            polemika i z mojej strony tylko tego dotyczy.

            > a co do sądu - jakim prawem osoba nie mająca pojęcia o psychologii
            dziecka może
            > wyrokować czy dziecko ma jechać z ojcem czy nie? kodeksy a
            psychika i potrzeby
            > dziecka, tak małego dziecka to zupełnie inne horyzonty myślowe



            Póki co to władza sądownicza należy w tym kraju do sądów, a nie do
            psychologów. Oczywiście sąd może podeprzeć się opinią psychologów i
            pedagogów i jeśli mama dziecka będzie oponować, to zapewne w tym
            przypadku tak zrobi - skieruje sprawę do RODK (Rodzinny Ośrodek
            Diagnostyczno - Konsultacyjny). Ponadto sędzia kieruje się
            w sprawie o kontakty także swoim doświadczeniem procesowym na
            gruncie prawa rodzinnego i wbrew pozorom może mieć sporą wiedzę
            praktyczną w zakresie psychologii dziecka. Nie mówiąc
            już o tym, że w sądach rodzinnych zasiadają głównie kobiety, które
            same są matkami.
            I tak samo to w większości kobiety po kierunkach typu psychologia,
            pedagogika, socjologia, resocjalizacja są kuratorami ds nieletnich.
            I zapewniam Cię, że nie jest ojcu tak łatwo przebić się w tym
            towarzystwie ze swoimi wychowawczymi zapędami.
Pełna wersja