i co dalej?

21.01.09, 16:24
mam 4 letnie dziecko super syna...no i meza[jeszcze]ktory jak sie dowiedzialam
zdradzal mnie od 3 lat...w czerwcu wyrzuciłam go z domu...mieszka z
nia...nigdy mi nie pomagal poprostu byl i mial wszystko podstawione pod
nnos...a ja dom dziecko praca i coraz mniej mnie...sama głupia na to sobie
pozwolilam...na poczatku blagałam go zeby zostal...potem załamanie potem juz z
górki...zaczelam ukladac sobie zycie chociaz bardzo czesto jescze
placze...dlaczego?????bo czuje sie strasznie oszukana i skrzywdzona...nie
kocham go ale jest mi ciezko patrzec na naszego synka ,boje sie ze sama nie
dam rady....pewnie typowe dylematy..oczywiscie widzi sie z tata bo nie chce mu
tego odbierac...3 miesiace temu poznałam kogos jest fajnie nawet bardzo
fajnie...ale mam taki wew niepokój ze znowu moge oberwac po nosie...z mezem
rozmawialam o rozwodzie...powiedzial ze to moja wina ze nie bylam dla niego
czuła i nie zgodzi sie o orzekaniu o winie...ja mam juz dosc...chce mi zabrac
to co stworzylismy razem ,jedyne na co sie zgadzam to splata czesci
mieszkania...bo mysle ze da mi to jakis spokój...ale wiecie co ?zabija mnie
jego bezczelnosc to ze nie schowa łba i nie przyzna ze spieprzyl
wszystko.....chce wzbudzic u mnie poczucie winy bo wie ze pekne wtedy...ale
nie dam sie...powiedzialam ze jak mu tak zle bylo mogl odejsc...a nie czekac
az ja to odkryje...bo wiem ze nigdy by tego tchórz nie zrobil...moje pytanie
do was...co mi da orzekanie o winie,czy mam do tego podstawy[on mieszka z
nia,ale zarzuca mi ze nie bylam dla niego czula nie kochałam sie z
nim...tylko nie chce dopuscic do siebie odp ze chodziłam na rzęsach bo nigdy
nie mialam jego pomocy]no i drugie pytanie ....co sie stanie jezeli sie dowie
ze kogos mam?czy mam do tego prawo po tym jak mnie zostawil czy to bedzie
dzialało na moja niekorzysć............jestem 7 miesiecy sama bez niego ,a on
założył ze tam mieszka a ja jestem inkubatorem dla dziecka naszego...jest mi
tak ciezko....w sr ide do prawnika....rozjaśnijcie mi troche w głowie błagam.....
    • crazyrabbit A dalej to tak... 21.01.09, 18:31
      Po pierwsze - nie daj się zastraszyć, ani wpędzić w poczucie winy.
      Po drugie - porzucił Was dla innej kobiety, z którą mieszka, więc
      JEGO wina jest bezsprzeczna.
      Po trzecie - orzekanie o winie niewiele Ci da, poczytaj forum.
      Strata czasu i nerwów, a jedyny pozytyw to "papier" w ręku i
      ewentualne alimenty dla Ciebie.
      Po czwarte - płaci Ci na dziecko? Jak nie, występuj do sądu o
      alimenty.
      Po piąte - absulutnie nie powinien dowiedzieć się o Twoim
      przyjacielu.
      Po szóste, siódme, ósme.... - nie daj się zastraszyć ani wciągać w
      bezsensowne dyskusje!

      Sposób "na pandę" (poszukaj tu na forum takiego wątku) to jedyna
      forma komunikacji.

      Acha, nie przyjmuj go z powrotem, jak lasia go oleje...

      powodzenia
      Królik
      • jamama_live Re: A dalej to tak... 21.01.09, 23:46
        dodam tak od siebie że ewntualnie z orzekaniem o winie da Ci to że w przyszłości
        jak tatusiek zaniemoże i dopadnie go niedostatek to nie będzie mógł żądać
        alimentów na siebie od Ciebie czy dziecka waszego a takie przypadki są niestety
        i to wcale nie tak sporadycznie.Rozwód z orzekaniem o winie jest na pewno
        dłuższy, ale jeśli nie czujesz się winna to czemu masz mu dać-ten luksus że bez
        orzekania o winie.Łatwo szybko i (przyjemnie)-masz świadków to proś by zeznawali
        a jak nie masz to kiepsko musisz sama rozważyć co dla Ciebie i dziecka będzie
        dobre-a metoda jest na misia koalę i to całkiem fajna wprowadzam ją w życie i o
        dziwo super się sprawdza.Była w moim wątku-pt:czym mnie jeszcze zaskoczy?
        Poczytaj.Życzę dużo siły i nie wątp w siebie dasz radę.
        • z_mazur Re: A dalej to tak... 22.01.09, 08:14
          Jestem na tym forum już kilka lat, znam wieeeeele historii
          rozwodowych i porozwodowych i nie spotkałem się jeszcze nigdy z
          przypadkiem alimentacji byłego współmałżonka w przypadku orzeczenia
          rozwodu bez orzekania winy.

          W przypadku braku orzeczenia winy, okres alimentacji jest mocno
          ograniczony zarówno czasowo (5 lat od orzeczenia rozwodu) jak i
          samymi warunkami (były współmałżonek musi znaleźć się w nędzy i to
          nie z własnej winy). Nie wiem skąd ten pomysł o "niesporadyczności"
          takich sytuacji? A alimentacja rodzica przez dziecko nie ma nic
          wspólnego z orzeczeniem winy za rozwód, tylko z prawami
          rodzicielskimi, więc niezależnie od orzeczenia winy, jeśli rodzic
          znajdzie się w sytuacji wymagającej alimentacji i ma pełnię praw
          rodzicielskich, to dziecko jest do tej alimentacji zobowiązane.
    • kacprus Re: i co dalej? 22.01.09, 09:52
      Bedziesz płakać jeszcze długo.
      Do pewnego momentu, az sama zrozumiesz ze rujnujesz swoje zycie przez te łzy
      ktore doprowadzaja cie do kompletnego doła psychicznego.
      Do czasu kiedy zrozumiesz ze nie warto przez drania ulać ani jednej łzy.
      Podejrzewam ze jesli sie dowie ze kogos masz, to cie bedzie probowal zniszczyc
      psychicznie i wtedy to bedzie tylko twoja wina!
      Nie masz zbyt mocnych argumentow ku temu zeby orzekac o jego winie, bo to bedzie
      niemilosierna szarpanina wiec daj spobie spokoj i zrob bez orzekania a zakonczy
      sie to po jednej sprawie.
      oboje oswiadczcie w pozwie ze ukladacie sobie zycie na nowo, ze mieszkacie od
      nowa (wiem jak to napisac wiec mozesz napisac do mnie to ci podpowiem)
      Masz taka sytuacje jak ja miałam.
      zawsze bylam zla i niedobra a tatus dziecmi zajmowal sie na okraglo bo chodzil
      sobie do parku, do miasta, jezdzil tu i tam.
      A mama oczywiscie albo w pracy albo w szkole albo przy garach.
      zawsze tatusia widziano z dziecmi.
      tyle mialam jego pomocy.
      czas dla was sie skonczyl i naprawde nie ma sensu sie szarpac.
      walcz o siebie i mieszkanie a przede wszystkim o dziecko.
      nikt mu nie broni ukladac sobie zycia.
      Moze nie byliscie sobie pisani i czas musial tu pokazac ze jednak niemozecie byc
      razem bo on lub ty jestescie przy sobie nie szczesliwi.
      jesli chodzi o twoj drugi zwiazek to nie mow sobie ze za wczesnie, ze sie boisz.
      tyle juz przeszlas ze powinnas byc rozwazna i wiedziec na co zwracac uwage. Co
      powinno wzbudzac twoja czujnosc.
      Nie boj sie.
      Dasz rade.
      Facet jak tramwaj. Nie ten to inny.
      Nie daj sie skrzywdzic i idz do przodu.
      Szczera rozmowa z ex dotyczaca rozwodu- ale same konkrety.
      niech przedstawi ci swoje warunki jak on to widzi.
      Nie boj sie skladac pierwsza, to nie boli!
      dostaniesz zwrot polowy za sprawe.Wydatki beda napewno duze ale tak naprawde
      bedzie cie to kosztowac 150 zl

      pozdrawiam
Pełna wersja