zuza-anna
21.01.09, 22:38
niespełna 21 letniej przyjaciółce eksa, że nie powinna odprowadzać
mojego dziecka do szkoły. Układ jest taki, że eks codziennie odwozi
małą. Do rozwodu przyjeżdżal po nią sam o godz. 7,50, by na 8-mą
zawieźć na lekcje. Kochanke zostawiał po drodze i po odprowadzeniu
małej po nia wracał i z kolei ją zawoził do szkoły. Taki był święty
i niewinny. Po rozwodzie przestał sie kryć, że mieszka z kochanka i
razem przyjeżdżają po młodą. Ostatnio były sniegi, więc praktycznie
codziennie sie prawie spóźniają i potem przyjaciółka eksa lata za
moją młoda po szatni, rozbierając ja w pośpiechu. Ojciec zaś siedzi
w samochodzie, pewnie by nie zamarzł mu akumulator lub czyści szyby.
Młoda wykręca się jak umie, bo dziecku wstyd, że jakaś obca baba, co
ją pozbawiła tatusia próbuje nią rządzić, mówi jej co robić i
jeszcze ją pogania. Potem odchorowuje to na lekcjach.
Mam ochotę więc powiedzieć jej dosadnie, że do niej ewentualnie
należy tylko eks, a dziecko jest nasze - moje i eksa. Ma mamusię, ma
tatusia, ma babcię, dziadka i kilka ciotek. Krewnych jej nie brakuje
i nie potrzeba jej nastepnych, przyszywanych grubą nitką.
Zwracałam już uwage eksowi, prosila tez mała, by to on ja
odprowadzał do szatni, ale nie pomogło.