jak wytłumaczyć...

21.01.09, 22:38
niespełna 21 letniej przyjaciółce eksa, że nie powinna odprowadzać
mojego dziecka do szkoły. Układ jest taki, że eks codziennie odwozi
małą. Do rozwodu przyjeżdżal po nią sam o godz. 7,50, by na 8-mą
zawieźć na lekcje. Kochanke zostawiał po drodze i po odprowadzeniu
małej po nia wracał i z kolei ją zawoził do szkoły. Taki był święty
i niewinny. Po rozwodzie przestał sie kryć, że mieszka z kochanka i
razem przyjeżdżają po młodą. Ostatnio były sniegi, więc praktycznie
codziennie sie prawie spóźniają i potem przyjaciółka eksa lata za
moją młoda po szatni, rozbierając ja w pośpiechu. Ojciec zaś siedzi
w samochodzie, pewnie by nie zamarzł mu akumulator lub czyści szyby.
Młoda wykręca się jak umie, bo dziecku wstyd, że jakaś obca baba, co
ją pozbawiła tatusia próbuje nią rządzić, mówi jej co robić i
jeszcze ją pogania. Potem odchorowuje to na lekcjach.
Mam ochotę więc powiedzieć jej dosadnie, że do niej ewentualnie
należy tylko eks, a dziecko jest nasze - moje i eksa. Ma mamusię, ma
tatusia, ma babcię, dziadka i kilka ciotek. Krewnych jej nie brakuje
i nie potrzeba jej nastepnych, przyszywanych grubą nitką.
Zwracałam już uwage eksowi, prosila tez mała, by to on ja
odprowadzał do szatni, ale nie pomogło.
    • mariefurie Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 06:04
      zuza-anna napisała:

      >Mam ochotę więc powiedzieć jej dosadnie, że do niej ewentualnie
      >należy tylko eks, a dziecko jest nasze - moje i eksa.

      Tak dokładnie i zrób.
      Dosadnie i dobitnie.
    • anna.zetka Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 08:30
      zuza-anna napisała:

      > Ma mamusię, ma
      > tatusia, ma babcię, dziadka i kilka ciotek. Krewnych jej nie
      brakuje
      > i nie potrzeba jej nastepnych, przyszywanych grubą nitką.
      > Zwracałam już uwage eksowi, prosila tez mała, by to on ja
      > odprowadzał do szatni, ale nie pomogło.

      Wybacz, ale nie rozumiem. Skoro wychodzisz z zalożenia, że ma
      mamusię, tatusia i całą familię do dyspozycji, a Ty nie zgadzasz
      sie, by ona odprowadzała małą (eks zaś nie rozumie o co Ci chodzi
      bądź "ubrał" kogoś kolejnego w dziecko) i mała też nie chce tego, to
      raczej wynika, że sama to powinnaś to robić. Albo którys z w/w
      krewnych.
      Mnie się wydaje, że nie powinnaś mieszać dziewczyny do Waszych
      spraw, w szczególności zaś obowiązków. To, że była w jakiś sposób
      przczyną nie znaczy chyba, że powinnaś na nią wylewać swój żal za
      brak empatii u ojca Twojego dziecka.

      Myślisz, że jej jest na rękę bieganie za nią po szatni?
      • dorata351 Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 10:21
        No biedactwo, nie ma ochoty a musi biegać. Kiedy się wiązała z
        facetem który ma juz dziecko , to chyba brała pod uwagę że nie
        będzie łatwo. Na miejscu autorki wątku zrobiłabym to co wg mnie jest
        najlepsze dla dziecka i dla mnie. Często ludzie piszą : odpuścić dla
        dobra dziecka, dać spokój, ale przecież jest taki czas który trzeba
        jakoś przejść, nie da sie do końca ukryć emocji przed dziećmi. Matka
        w złym stanie to tez nie jest dobre. A poza tym , to nie
        zapominajmy , że to tatuś znajdując sobie nową panią wykreował
        sytuację, więc skoro spieprzył niech teraz zrobi wszystko żeby przez
        wzgląd na dziecko jego matce ułatwić życie. Dziecko i tak kiedy
        dorośnie samo oceni sytuację.
        • anna.zetka Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 10:33
          dorata351 napisała:

          > A poza tym , to nie zapominajmy , że to tatuś znajdując sobie nową
          panią wykreował
          > sytuację, więc skoro spieprzył niech teraz zrobi wszystko żeby
          przez
          > wzgląd na dziecko jego matce ułatwić życie. Dziecko i tak kiedy
          > dorośnie samo oceni sytuację.


          Po raz kolejny pada słowo "tatuś". On ma obowiązek wobec dziecka. A
          dziewucha może nie zauważyła, że nic nie musi. Na razie jeszcze chce.

          I z mojego doświadczenia dodam jeszcze, że jeżeli się "czepnie" jego
          nowej kobiety, to wyjdzie na osobę niezrównoważoną. A to nie jest
          warte takiej ceny, by sobie po latach pluć w brodę, że się zniżyło
          do poziomu jakiejś (za przeproszeniem) szui.

          zuzo-anno, to jest jeszcze świeża sytuacja dla Ciebie. Ale uwierz,
          jeszcze nie raz będziesz się musiała miotać pomiędzy swoją
          bezsilnością, a chęcią zrobienia trwałej krzywdy swojemu eksowi.
          Przykre, ale prawdziwe. sad(

    • kacprus Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 08:55
      Rozumiem twoje rozgoryczenie. jak i twojego dziecka poniewaz jest na tyle duze i
      samo ci powie co jej nieodpowiada.
      Mysle ze przyjaciolka twojego ex tez nie ma zbyt wielkiej ochoty na latanie po
      szatniach i szkołach albo to jej bieganie ma na celu cos innego.
      np. chce dotrzec do małej, moze czuje ze dziecko jej nie akceptuje i w ten
      sposob probuje sie do niej zblizyc.
      ja akurat nie mam takich problemow poniewaz dzieci sa tak bardzo za moim
      partnerem ze jak go nie ma w domu to sa poprostu smutne.

      Na twoim miejscu jesli tobie to nie odpowiada a dziecku tym bardziej to ja
      zrobilabym wiele zeby dziecko odprowadzac sama. Nie krewni nie rodzina. sama.
      ale skoro tym tata sie zajmuje to pewnie nie masz mozliwosci.
      Poza tym jest sytuacja nie jest zbyt ostra to zostawiłabym to tak jak jest i
      ciesz sie z tego ze tata jeszcze wykazuje zainteresowanie dzieckiem i chociaz
      odwozi ja rano do szkoly.
      Tata moich dzieci widzi ich raz w tygodniu i nic go wiecej nie interesuje.
      pozdrawiam
    • z_mazur Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 09:46
      A może zamiast walczyć, lepiej współpracować? Jeśli to poważny
      związek, to ta kobieta nie jest kimś przyszywanym na siłę, tylko
      może praktycznie być macochą i może dobrze, żeby dziecko miało z nią
      dobre relacje i może warto trochę się zaangażować w ich budowanie,
      zamiast wciągać dziecko w konflikt.
      • mariefurie Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 10:03
        Myśle, ze powinnas porozmawiac z ojcem i z jego wybranką. Jezli on bierze
        dziecko i sie zbowiazuje, ze go odprowadzi, to niech tak tez robi, a nie wyręcza
        się swoja panią.
        Rozumiem , ze sytuacja jest dosc swieza, skoro dziecko czuje stres z tego
        powodu. A wiec przede wszystkim powinnas ten stres dziecku ograniczyc. Dziecko
        potrzebuje wiecej czasu widocznie na oswojenie sie z ta sytuacją. Jak juz sie
        poznaja lepiej, to wtedy i na karuzele moze z macochą chodzic i na ryby tez wink
        • z_mazur Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 10:51
          A mnie się wydaje, że stres dziecka jest w dużym stopniu spowodowany
          manifestowaną niechęcią matki do tej kobiety. Dziecko zdaje sobie
          sprawę z tej niechęci i przeżywa kontakt.

          Jakoś nie słyszałem o tym, żeby dzieci przeżywały jakoś bardzo
          odprowadzanie do szkoły np. przez 21 letnią studentkę będącą jego
          opiekunką.
          • mariefurie Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 11:10
            No tez prawda , co mówisz.
            Ale nie wyobrazam sobie, zeby autorka miała sie rzucic na szyję kochance swojego
            męza i zaraz sie z nią zaprzyjaznic.
            Wydaje mi sie mimo wszystko, ze wszyscy tu czasu potrzebują. Po prostu czasu,
            aby sie oswoic z sytuacją. A nie, zaraz tam bruderszafty pic jakie.

            Staram sie po rpostu spojrzec na to realistycznie. Skoro sie zaprzyjaznic nie
            zaprzyjaznią, przynajmniej nie szybko, to lepiej dziecko nie wpychac na siłe w
            takie sytuacje.
            Ja tak to widze w kazdym razie.
            • mariefurie Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 11:19
              Poza tym, trudno od porzuconej i zdradzonej kobiety wymagac wspaniałomyślnosci w
              stosunku do kochanki, przynajmniej na poczatkowym etapie, ktory moze sie ciągnąc
              długo lub krótko, w zalezności od stanu emocjonalnego autorki watku. To tak
              jakby zaprzeczac własnym uczuciiom.
              Mało tego, udawanie przed córka, ze nic się nie stało i wszyscy siedo siebie
              usmiechają i po plechach poklepują, jest kłamstwem czystej wody. Bo tak przeciez
              nie jest. A dodakowo daje taki przyklad córce, xze porzucenie rodziny, to jest
              rzecz jak najbardziej naturalna.
              A wiec i tak bym sie upierała przy rozmowie z męzem i jego nowa kobietą.
              Spokojnej, acz rzeczowej.
              • z_mazur Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 11:32
                Ale co taka rozmowa miałaby wyjaśniać?
                Że ta kobieta nie może odprowadzać dziecka?

                A nie wystarczy powiedzieć dziecku, że mimo, że z wiadomych przyczyn
                nie darzy się sympatią tej kobiety, to jednak wcale nie znaczy, że
                dziecko powinno też podzielać te uczucia? Powiedzieć dziecku wprost,
                że skoro wiadomo, że kontakt z tą kobietą będzie miało, to może
                warto zadbać żeby relacje były w miarę dobre i że odprowadzanie do
                szkoły to nic złego. Jeśli dziecko zauważy, że matka nie jest zła, o
                sam kontakt z tą kobietą, to pewnie przestanie się stresować z tego
                powodu.
                Przecież w tej sytuacji najbardziej chodzi o samopoczucie dziecka, a
                nie o urażone uczucia matki.
                • mariefurie Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 11:37
                  Ojjj, no Mazur, weź ty no...
                  Urażone uczucia matki... Przeciez człowiek to nie automat.
                  Urażone uczucia... jak palniesz cos.
                  Wytłumaczyłam zresztą swoje zdanie powyżej.
                  Ja sie z Tobba nie zgadzam, ale nie odbieram Ci prawa do mówienia swojego
                  zdania. Ot. Taka jestem dobra.
                  smile
              • deleine Re: jak wytłumaczyć... 22.01.09, 11:41
                A ja z doświadczenia osoby, która była po obu stronach - choć poznałam m. juz w
                takcie rozwodu, mogę z całą odpowiedzialnością napisać, że choć boli jak
                cholera, to rację ma osoba, która tu pisze, że trzeba na takie kontakty i
                odprowadzania pozwolić. Najgorszą rzeczą jaką można zrobić to ingerować w sposób
                w jaki dziecko i nowa kobieta ułożą sobie kontakty. I zapewniam, że o niebo
                lepiej jest gdy to są ciepłe uczucia a nie patrzenie przez pryzmat krzywdy i
                emocji matki. To jest dopiero krzywda dla dziecka. Nie wolno obarczać dziecka
                swoim rozgoryczeniem.
                • zuza-anna Re: dzieki, ale 24.01.09, 09:27
                  z odprowadzania dziecka przez ojca do szkoły nie zrezygnuję, bo to
                  jest jej jedyny kontakt z "tatusiem". Szkoda, że połowę czasu z tego
                  kontaktu zrzuca na swoja kochankę. Innych kontaktów właściwie nie
                  ma, bo eks mówi małej,że tatuś ciężko pracuje, bo teraz musi sie sam
                  utrzymać, a to jest drogo więc w niedzielę odpoczywa i nie może sie
                  z nią spotkac.
                  Ja wiem, że nie chce bo nie bardzo wie jak z małą postępować. Swoje
                  ojcowskie zainteresowania zakończył, gdy dziecko miało 6 lat. Potem
                  już tylko wybywał z domu, podobno "na fuchy", aż w końcu sie
                  wyprowadził. A córka wyrosła przez te prawie 4 lata. Ma inne
                  zajęcia, zainteresowania, inne koleżanki. On praktycznie nic o tym
                  nie wie, więc czym zapełni te 3-4 godziny? Wizyta z McDonaldzie?.
                  Popołudnia w dni powszednie rzadko wchodzą w rachubę, bo mała chodzi
                  również do szkoły muzycznej i ma zajęcia, poza tym ćwiczy przed
                  lekcjami. Na jej wystepy nie przychodzi - bo tatus musiał ciężko
                  pracować i nie zdążył. Jest chora - tatus nie przyjdzie, bo może się
                  zarazić, a kto mu poda szklanke wody?. Itp, itd. To jest chore!!
                  A nawiasem mówiąć czy nowa kobieta bedzie długo nową kobietą?.
                  Popatrzcie na różnicę wieku - ponad 15 lat, dziecko, czyli alimenty
                  przez następne 20, kasa jak u skromnego urzędnika bankowego w małym
                  mieście (poniżej średniej krajowej). Nie wróżę temu długiej
                  przyszłości. Ale to nie mój problem.
                  • mariefurie Re: dzieki, ale 24.01.09, 11:35
                    Tym bardziej bym porozmawiała, po tym co tu piszesz. Spróbowałabym przynajmniej.
                    Choc z drugiej strony na wiele tez bym nie liczyła z jego strony. No, oprócz
                    grzania samochodu aby wycieraczki nie zamarzły.smile
                    Wydaje sie ze większa szanse jest aby wpłynąc na niego poprzez jego kobiete, niz
                    bezposrednio.
                  • adela38 Re: dzieki, ale 24.01.09, 18:01
                    Myslalam, ze chodzi o dziecko w wieku przedszkolnym, a tutaj 10 letnia
                    dziewczyne trzeba do szkoly za raczke prowadzic i rozbierac? Toz to kalectwo
                    zyciowe i straszny obciach przed innymi dziecmi w szkole...
                    Nexia pewnie robi to co robi na prosbe ukochanego faceta, ale jat ty bedziesz za
                    bardzo sie wcinac pewnie z radoscia odizoluje sie od was obu...Po co ci to? Ten
                    facet nie jest twoj , ma swoje zycie- moze ty tez zajmij sie swoim
                    zyciem?Dziewczynka nie jest niemowlakiem, za pare lat zacznie sie stawac
                    kobieta...dlaczego ty ja obciazasz swoimi problemami psychicznymi i pretensjami
                    do exa? Czy myslisz, ze pomoze to jej kiedys budowac zdrowe relacje z facetami?
                    • deleine Re: dzieki, ale 24.01.09, 19:34
                      też się trochę zgarbiłam widząc wiek
                      mieliśmy kolegę co to go dziadek albo mama przez całą podst. odprowadzali -
                      wszyscy rechotali a jemu było wstyd
                      może lepiej nie obarczać dziecka dodatkowym stresem, bo nie wierzę żeby teraz
                      rówieśnicy byli bardziej wyrozumiali
                      • mariefurie Re: dzieki, ale 24.01.09, 22:05
                        Nie dramatyzowałabym w kwestii odwozenia 10-letniego dziecka do szkoły.
                        Nie każde miasto ma dwie ulicy na krzyz, bo czasami więcej wink, i nie kazda
                        szkoła do której chodzi dziecko znajduje sie na tym samym osiedlu.
                        • deleine Re: dzieki, ale 24.01.09, 23:52
                          a co ma dramatyzowanie z nauką samodzielności wspólnego?
                          • mariefurie Re: dzieki, ale 25.01.09, 09:55
                            Samodzielnosc u dziecka mozna cwiczyc na wiele innych sposobów, a samodzielne
                            dojazdy do szkoły nie są jednyną okazja ku temu.
                            \Wszystko zalezy tez od szkoły.
                            w poprzedniej szkole mojego syna wszystkie dzieci były dowozone. Zarówno Ci z
                            podstawówki, jak i gimnazium. Bo wieszkszosc dzieci miała dojezdzała z innych
                            dzielnic miasta, lub nawet poza miasta. I łatwiej dziecko jest dowieźc do
                            szkoły, nizby miałoby ono wstawac 3 godziny wczesniej i robic 3 przeiadki
                            srodkami transportu publicznego.
                            Poza tym autorka wspomniała ze odwozenie córki, jest jedynym w zasadzie
                            kontaktem ojca z dzieckiem, a ona nie chce z tego rezygnowac.
                            Jak dla mnie, jest to rozsadne podejscie, jesli jej zalezy na tym, aby ojciec
                            nie zniknał calkowicie z zycia dziecka.
                            • lima Re: dzieki, ale 25.01.09, 15:39
                              Co innego odwożenie dziecka (wskazane jak najbardziej) a co innego odprowadzanie
                              go do szatni i rozbieranie, tak jakby kilka lat dopiero miało.. Ojciec może
                              dziecko zawozić do szkoły i poczekać zeby do niej weszło, samo. I tyle.
                              • mariefurie Re: dzieki, ale 25.01.09, 15:53
                                Racja. Jak najbardziej.

                                Choc kiedy jeszcze moje dziecko (bylo wtedy w wieku dziecka autorki watku) było
                                odwozone, to tez było odprowadzane do szatni. Bo było cholernie niepozbierane, i
                                jak tak z chłopakami siedli w tej szatni, to se mogli gadac do upadłego, zamiast
                                sie rozebrac i leciec do klasy. Tak tez bywa. Zalezy od dziecka. I wszyscy
                                rodzice jednak odprowadzali dzieci do szatni.Poza tym, zawsze rodzic wejdzie i
                                poczyta, co jest nowego na tablicach ogłoszen, poki dziecko sie rozbierze.
                                Inna sprawa,jesli chodzi o tytułowy watek, moze byc tak, ze ojciec niby sie
                                czuje zobowiązany odwozeniem dziecka, a ten
                                obowiązek niejako "dopełnia" rękami swojej dziewczyny, aby to ona odprowadziła
                                dziecko do szatni. Czuje sie wtedy
                                usprawiedliwiony, rozgzeszony i zadowlony z "dobrze" wykonanego obowiązku
                                rodzicielskiego.
                                A więc w ogole bym sie nie koncentrowała na fakcie, ze dziecko jest odwozone i
                                odprowadzane do szatni. W tym wszystkim, to jest zaden problem.
                                Problem jest w tym, aby ojciec sie wywiązywał ze swojego obowiązku, a dziecko
                                nie stresowało sie z powodu obcej kobiety.
                                • lima Re: dzieki, ale 25.01.09, 16:36
                                  tak, ale jakie tu rozwiązanie? nie zwracać na to uwagi i cieszyć się że dziecko
                                  odwozi, czy rozmawiać z ojcem dziecka by to on je odprowadzał(on i tak moze
                                  uznać to za czepianie się nowej dziewczyny)?
                                  • mariefurie Re: dzieki, ale 25.01.09, 16:47
                                    Porozmawiałbym, powiedziałabym jak czuje sie dziecko. Nie w kontekscie, ze
                                    ojciec jest taki i owaki a jego panienka jeszcze gorsza. Nie.
                                    O dziecko tu chodzi i jego relacje z ojcem. A nie o panienkę.
                                    Mówiłam już o tym , gdzies tam w powyzszych postach.
                  • akacjax Re: dzieki, ale 25.01.09, 12:30
                    Po pierwsze czy jesteś pewna, że ten niby-kontakt z ojcem jest na pewno dobry? A
                    może tylko rodzi frustracje?
                    Mam wrażenie, że jestes w tym miejscu po prostu uparta, bo patrzysz na to bez
                    dystansu. I może wcale nie odprowadzanie przez nexie tak boli córkę, ale ułuda
                    kontaktu z ojcem. Tylko ona nie może tego jeszcze zrozumieć.
                    Z drugiej strony o ile odwożenie do szkoły bywa normalnym zjawiskiem, to
                    towarzyszenie w szatni tak dużym dzieciom jest krepujące wobec rówieśników. Ale
                    to inna sprawa.
                    • maza15 Re: dzieki, ale 25.01.09, 14:18

                      Podzielam zdanie mariefurie.

                      A może powiedzieć,ex,że teraz wystarczy wysadzać córkę pod szkołą?
                      Wtedy kontakt z ojcem w niczym się nie zmieni a dziewucha przestanie
                      paradować z córką po szkole.
                      Twoje uczucia też są ważne.
                  • zuza-anna Re: jeszcze raz dzieki 25.01.09, 23:10
                    ale juz postanowiłam. Jak tatuś nie chce odprowadzać dziecka do
                    szatni, choć w tej szkole jest to w zwyczaju - będzie spod szkoly
                    chodzila sama. W końcu za kilka miesiecy skończy 10 lat, poradzi
                    sobie. Jeśli zaś tatus się obrazi,że nie dopuszczam jego panienki do
                    swojego dziecka (co prawdopodobne, bo obraża sie na mnie za
                    wszystko) i przestanie ją wozić - to jego strata. Mała za jakiś czas
                    zrozumie.
                    A tatusia to bym chętnie udusiła. Jest drugi tydzień ferii. Dziecko
                    pierwszy tydzień było ze mna. Pojechałyśmy 3 x na narty w góry, 1x
                    na lodowisko, 2 x do aqua-parku (wszystko poza miejscowość
                    zamieszkania). Od dziś miało być z tatusiem przez tydzień u babci,
                    tak wspólnie ustaliliśmy z eksem. A tymczasem odwiózł ja, a sam
                    wrócił. Mała ryczała mi godzine do słuchawki, że tatus obiecał jej z
                    nią byc ten tydzień, ale ja zostawił samą, a babcia jeszcze na nia
                    nakrzyczała, że płacze.
                    • adela38 Re: jeszcze raz dzieki 26.01.09, 07:29
                      Najwyrazniej wyniklo jakies nieporozumienie- tatus zrozumial, ze ma ja odwiezc
                      do babci i tyle...Z tego co piszesz to nie ma checi byc z nia dluzej pod jednym
                      dachem, wiec moze warto nie nakrecac zbytnich oczekiwan u dziecka...Malej musi
                      byc bardzo przykro w tej sytuacji...
                      Co do odworzenia, to mysle ze lepiej nie gadac nic na temat nexi tylko poprosic,
                      by malej nie odprowadzano do szatni i nie rozbierano bo uczy sie
                      samodzielnosci... Warto to tez tak przedstawic malej- ze juz jest na tyle duza -
                      no i ze jest to powod do dumy...Klotnie, czy jawne negowanie nexi moze sprawic,
                      ze ojciec naprawde sie wycofa i dziecko bedzie znowu cierpiec. Przypuszczam, ze
                      dla malej duze znaczenie ma poczucie, ze ma ojca, ktory jakos tam - choc
                      nieudolnie o nia sie troszczy podwozac do szkoly...
                    • kasztanka5 Re: jeszcze raz dzieki 26.01.09, 08:14
                      zuza,zrozum - skoro ojciec nie był obecny w życiu małej wcześniej,
                      to na mój gust i doświadczenie jedynie choroba lub trzęsienie ziemi
                      spowoduje to, że z dnia na dzień zacznie czuć i zachowywać się jak
                      ojciec.
                      Twoje "chcę, bys zrobił to tak i tak" lub "ty powinieneś" wisi mu
                      tzw. "kalafiorem". sad(
                      "Przetrenowałam" z dziecmi już trzecia "stałą" partnerkę eksa nie
                      licząc tych co były do pół roku. Co nie zmienia faktu, że nie mam na
                      to ŻADNEGO wpływu i dawno przestałam walczyc o to, by kontakty
                      były "normalne".
                      Bo albo będą liche i cienkie (takie jak Ty teraz masz) albo nie
                      będzie ich wcale. A dzieci się w jakiś sposób przyzwyczaiły i
                      przystosowały do tej sytuacji (o ile tak to można nazwać). sad(
                      • zuza-anna Re: adelo, kasztanko 26.01.09, 18:41
                        nieporozumienia nie było. Obiecał pobyć z córeczką u swojej mamy w
                        drugi tydzień ferii. Obiecał nie mnie, a właśnie małej i nie
                        dotrzymał. A małą wozi do szkoły nie dla kontaktów, tylko by
                        odliczyć benzynę gdy wystąpie o zwyżke alimentów - przecież on
                        wspaniały tatuś też ponosi duże koszty... Pozer i nic więcej.
                        Z dziewczynami eksa napewno nie będę walczyć. Jego panienki, jego
                        problem, ale od dziecka im wara. Każdej przemówie do rozumu, jeśli
                        sie do czegokolwiek wtrąci. I to nie za plecami eksa, tylko przy nim.
                        Tak postanowiłam i już.
                        • deleine Re: adelo, kasztanko 26.01.09, 20:01
                          i tym przemówieniem do rozumu zrobisz krzywdę dziecku tak naprawdę, choć tobie
                          może ulży
                          musisz się chyba nauczyć, że ojciec dziecka nie może podzielić sobie życia na te
                          z dzieckiem i te z, jak to pogardliwie określasz, panienką
                          jeśli to wszystko ma choć trochę normalnie wyglądać to i ją dziecko musi znać
                          taką postawą sprawisz jedynie to, że kobita zrobi jeśli będzie chciała, ojcu
                          dziecka wodę z mózgu i w kontaktach dziecko-ojciec będą same napięcia
                          masz żal, jest nie przebierając w słowach wkurzona, ale jesteś matką przede
                          wszystkim i wypadałoby żebyś dobro dziecka stawiała przed swoim gniewem
                          • zuza-anna Re: deleine 27.01.09, 13:57
                            deleine napisała:

                            taką postawą sprawisz jedynie to, że kobita zrobi jeśli będzie
                            chciała, ojcu
                            > dziecka wodę z mózgu i w kontaktach dziecko-ojciec będą same
                            napięcia

                            Narazie to on robi dziecku wodę z mózgu. Tylko tatuś!!!. Panienka
                            sie nie odzywa prawie wcale, bo chyba nie bardzo wie, jak sie
                            zachowywać wobec dziewczynki tylko 11 lat młodszej - na mamusie za
                            młoda, na koleżanke za stara.
Pełna wersja