ryczaca_trzydziecha
23.01.09, 15:25
Witam wszsytkich, po 5 latach dojrzalam do rozwodu, rozpoczelam juz
pierwsze kroki, ale no coz wpadam troche w czarna otchlan, tak jak
chyba kazdy, zaczynam szukac winy w sobie i chyba argumentow
przeciw.. a oto w skrocie moja historia potrzebuje obiektywnej
rady..z gory dziekuje
Na poczatku wielka milosc, startowalismy od zera, ja z wizja ze
razem osigniemy szczyty i wogole damy rade. Niestety zaraz po slubie
zalatwialam sama wszystko, to ja matka, zona, kochanka tyrajaca na
paru etatach zarabialam na nas, on no coz zarabia minimum i jest mu
z tym dobrze.. TO ja pracowalam w ciazy i wrocilam do pracy bo 3
tygodniach od urodzenia.. pan wreszcie zostal rok na macierzynskim
bo nie wyzylibysmy z jego pensji i kasy od panstwa ( nie mieszkam w
Polsce). Pan dba o dziecko, o dom, nie pije, nie lajdaczy sie, tylko
wozi sie na mnie jak na zlotej zyle..to ja zrobilam kariere, dbam i
wychowujeo dziecko,wymyslam i zalatwiam wszsytko, organizuje urlopy,
dbam o siebie, cwicze , staram sie.. kupilam mieszkanie, samochod a
Pan ladnie sie usmiechal do niedawna. Moje jednak naciski ze dziecko
odchowane, ze mialby moze sie troche postarac bo czuje sie ze sama
ciagne ten balast sprawily ze Pan zaczal byc troche nerwowy ba nawet
lekko agresywny w slowie..
Czuje sie po latach troche jak wyuzyta szmata, ktora jasnie pan ma
prawo nie szanowac..nie jestem szczesliwa.. smutno
mi ..Rozmawialismy o rozwodzie i jego przyczynach, Pan NIE ROZUMIE o
co mi chodzi przeciez jest super wyborny a ja sie czepiam, jemu
wystarczy jego mala pensja i ze lezy sobie wygodnie na kanapie.
Poprosilam zeby sie wyprowadzil..jestem zdecydowana na
rozwod..boshhe TO BOLI..