od czego zależy powód do rozstania...

30.01.09, 22:18
jedne kobiety bite, znieważane, pozbawiane szacunku tkwia latami, że
coś się zmieni. Inne odchodzą bo mąż/partner nie spełnia ich
oczekiwań: nie wspiera, nie pomaga. Mówią dość i zaczynaja nowe
życie.
U mnie było to tak, że dwoiłam się i troiłam, żeby było dobrze.
Byłam matką, ku***w, żoną i kochanką, zarabiałam dobrze byłam
przebojowa aż trafił się on. Bił, pił, zdradzał, kłamał w żywe oczy
a ja łudziłam się nadzieją. Raz na pól roku wyniósł smieci, jak
dawał buziaka, mówił masz i nadstawaił dzioba a ja cieszyłam się, że
pamięta o przywitaniu, ze 3 razy do rolu robił kawę i podawał do
łóżka, ale taka super lurę, bo taniej. W 2 tygodnie po porodzie,
dźwigałam siaty z zakupami, bo on przecież zmęczony, na urodziny
miała być wielka feta, ale dostałam kwiatek, bo na więcej nie
zasłużyłam, na dzień kobiet kwiatka nie dostałam, bo była kolejka,
ale usłyszałam, że w nagrodę mi ,,obciagnie". Nigdy nie wstawił
prania, nigdy nie zrobił śniadania, nidgy nie wykąpał dziecka. Ja
odeszłam po wielu, wielu próbach i zastanawiam się, że może za mało
szans dawałam. Inne kobiety odchodzą, bo facet nie spełnia ich
oczekiwań. Nie zastanawiaja się co dalej, po prostu im to nie
odpowida, bo np. nie robił zakupów, albo nie rozmawiał.Jak to jest,
od czego to zależy???Ja odeszłam i się zastanawiam, że to może moja
wina????Ciągle szukam winy w sobie, nie w nim.

    • mariefurie Re: od czego zależy powód do rozstania... 30.01.09, 22:42
      antoinette13 napisała:

      > jedne kobiety bite, znieważane, pozbawiane szacunku tkwia latami, że coś się
      zmieni.

      - albo głupie, albo naiwne, albo poszły sobie za mąż bo chcialy uciec od jeszcze
      większego piekiełka domu rodzinnego, albo tak niepewne siebie i samotne, ze byle
      pajac zrobił komplement i poszły w to jak we mgłe nawet nie zastanawiając sie -
      z kim i po co.

      >>Inne odchodzą bo mąż/partner nie spełnia ich
      > oczekiwań: nie wspiera, nie pomaga. Mówią dość i zaczynaja nowe
      > życie.

      - czasami przesadzają i wyolbrzymiają te swoje wymagania, a czasami po prostu
      poweru wiekszego potrzebują i nudza ich stali partnerzy. Ewentualnie, partner,
      jak juz sie ozenił, to brzuch zapusił, kapcie kupił i browar sączy co wieczór.
      Cóż z takim robi?

      > U mnie było to tak, że dwoiłam się i troiłam, żeby było dobrze.
      > Byłam matką, ku***w, żoną i kochanką, zarabiałam dobrze byłam
      > przebojowa aż trafił się on. Bił, pił, zdradzał, kłamał w żywe oczy a ja
      łudziłam się nadzieją.

      - nie bardzo rozumiem jak taka przebojowa trafiła na takiego co pił i bił i
      zdradzał. Jakiś konflikt... Albo nie byłas przebojowa, albo przebojowosc
      rozumiesz jako rozrywkowosc i poznała lubego w osiedlowej pijalni piwa. To sie
      nie dziw ześ na inteligenta nie trafiłas wink



      Raz na pól roku wyniósł smieci, jak
      > dawał buziaka, mówił masz i nadstawaił dzioba a ja cieszyłam się, że pamięta o
      przywitaniu, ze 3 razy do rolu robił kawę i podawał do
      > łóżka, ale taka super lurę, bo taniej.

      - tutaj nie wiem o co Ci chodzi. Zamiast kwiatka rozumiem ze chciałabys
      samochód, a zamiast buziaka - w twarz. wink


      W 2 tygodnie po porodzie,
      > dźwigałam siaty z zakupami, bo on przecież zmęczony, na urodziny
      > miała być wielka feta, ale dostałam kwiatek, bo na więcej nie
      > zasłużyłam, na dzień kobiet kwiatka nie dostałam, bo była kolejka,
      > ale usłyszałam, że w nagrodę mi ,,obciagnie".

      - jak nie postawiłas od razu jasnych granic, to tak z Tobą i rozmawiał. I sie
      zachowywał tez odpowiednio.

      Nigdy nie wstawił
      > prania, nigdy nie zrobił śniadania, nidgy nie wykąpał dziecka. Ja
      > odeszłam po wielu, wielu próbach i zastanawiam się, że może za mało szans
      dawałam.

      - nie zainteresowałas go tym po prostu i nie pokazalaś, ze taka codziennosc tez
      bywa fajna. Poza tym, wspomniałas ze to Ty tyralaś i harowałas. No to logiczne
      jest, ze jemu sie juz nie chciało. Bo po co, jak się ma woła zaprzęgowego pod ręką.

      Inne kobiety odchodzą, bo facet nie spełnia ich
      > oczekiwań. Nie zastanawiaja się co dalej, po prostu im to nie
      > odpowida, bo np. nie robił zakupów, albo nie rozmawiał.

      - Bez przesady. Nie zdarzyło mi sie słyszec, aby ktos od kogos odchodził, bo ten
      drugi nie robił zakupów.


      >Jak to jest,
      > od czego to zależy???Ja odeszłam i się zastanawiam, że to może moja
      wina????Ciągle szukam winy w sobie, nie w nim.
      >

      - Jak poznasz siebie, bedziesz wiedziała czego chcez. Jak bedziesz wiedziała
      czego chcesz, to dobrze wybierzesz. A przynajmniej szansa na dobry (odpowiedni)
      wybór bardzo wzrośnie. A wina tu nie ma nic do rzeczy.
      • antoinette13 Re: od czego zależy powód do rozstania... 31.01.09, 10:16
        Szczerze mówiąc głupia nie jestem. Naiwna na pewno tak! Miłość tak
        mnie zaślepiła, że mimi, iż wcześniej wiedziałam, że to żaden
        kandydat na męża, jednak dałam się nabrać. I wcale nie myślałam, że
        go sobie wychowam. Nie należę do kobiet, które chcą kogoś zmieniać.
        Po prostu nie wyobrażałam sobie, że aż tak daleko jest w stanie się
        posunąć w swoich poczynaniach.
        Ja naprawdę żyłam sobie dobrze bez niego i odnosiłam sukcesy! Byłam
        radosna, przedsiębiorcza i spontaniczna. Dotąd nikt nie zrobił ze
        mnie ofiary, jak tylko mąż. Tego właśnie nie rozumiem, że ktoś mógł
        ze mnie zrbić bezwolne zwierzę. Zastraszone, niepewne siebie z
        podkulonym ogonem. I wcale nie poznałam go w jakiejś mordowni z
        piwem, po prostu w pracy.
        > - tutaj nie wiem o co Ci chodzi. Zamiast kwiatka rozumiem ze
        chciałabys
        > samochód, a zamiast buziaka - w twarz. wink
        Wcale nie miałam wygórowanych oczekiwań, a auto miałam swojesmile Ale
        sory to chyba trochę za rzadko na jakąś inicjatywę ze strony męża.
        Granice stawiałam bardzo wyraźnie, ale on po prostu mnie lekceważył,
        ignorował i nie słuchał. Zero zainteresowania na jakiekolwiek
        sygnały płynące z mojej strony. W końcu bałam się rozmawiać, bo
        ryzykowałam kolejnym podbitym okiem. On po prostu chyba nie brał na
        serio moich słów, że jednak się wyprowadzę. Tak mi się wydaje.
        Z rutyną dnia codziennego walczyłam bardzo. Pisałam w trakcie dnia
        namiętne smsy, potrafiłam przywitać go sexownej bieliźnie a on po
        prostu mnie odpychał i siadał do kompa.A nie odeszłam bo nie robił
        zakupów. Z tym mogłam sobie poradzić, ale on w ogóle prawie nic nie
        robił. Począwszy od prostych domowych czynności a kończąc na
        zaangażowaniu w związek. Najpierw obsesyjnie zazdrosny, potem wrogi,
        niechętny, obojętny.
        A ja wiedziałam i wiem co chce od życia. Normalnej i kochającej się
        rodziny, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa i troski. Czy to za wiele?
        Czy nie o to właśnie chodzi w małżeństwie?
        • akacjax Re: od czego zależy powód do rozstania... 02.02.09, 14:13
          > A ja wiedziałam i wiem co chce od życia. Normalnej i kochającej się
          > rodziny, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa i troski. Czy to za wiele?
          > Czy nie o to właśnie chodzi w małżeństwie?

          I czy to realizowałaś? Czy liczyłaś, że się po prostu stanie jak chcesz, do tego
          przy boku faceta, który nie nadawał się do tej bajki.

          > Granice stawiałam bardzo wyraźnie, ale on po prostu mnie lekceważył,
          > ignorował i nie słuchał. Zero zainteresowania na jakiekolwiek
          > sygnały płynące z mojej strony. W końcu bałam się rozmawiać, bo
          > ryzykowałam kolejnym podbitym okiem. On po prostu chyba nie brał na
          > serio moich słów, że jednak się wyprowadzę.

          I słusznie nie brał pod uwagę, bo to nie było stawianie granic, ale takie
          straszenie. Stawianie granic wiąże się z konsekwencjami-mówiłaś wyprowadzę
          się...i się nie wyprowadzałaś.
          Wg mnie problemem było to, że to nie była miłość, ale uzależnienie.
          Nie jest Twoją wina, że tak się zachowywałaś, winą dopiero będzie jak tego nie
          zmienisz. Bo już wiesz, że to nie tędy droga.
        • tricolour "Wiedziałam i wiem czego chcę od życia... 02.02.09, 18:50
          ... normalnej i kochającej się rodziny, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa i
          troski" - to jest frazes, który nic nie znaczy, bo rodzinę stworzyłaś (Ty
          stworzyłaś) z facetem, który absolutnie do roli małżonka się nie nadawał - wręcz
          przeciwnie: należy go omijać z daleka.

          Na jakiej podstawie uważasz, że wiesz czego chcesz od życia skoro zamiast
          poczucia bezpieczeństwa miałaś podbite oczy? Moim zdanie Twoje wyobrażanie o
          sobie mija się z rzeczywistością.
    • wania46 Re: od czego zależy powód do rozstania... 30.01.09, 22:42
      Antoinette masz ladnego nickasmile
      Napisze Ci cos:
      Milosc nie moze istniec bez wspolczucia,dyscypliny i
      sprawiedliwosci.Przyjmowanie lub oferowanie jej bez spelnienia tych warunkow
      prowadzi do jej unicestwienia.
      A jesli chodzi o Twoje pytanie to zalezy od tego ile dana osoba ma szacunku sama
      dla siebie.
      Nie szukaj winy,szukaj powodow.
    • zuza145 hmmmmmmmmmmmmmm 31.01.09, 02:45
      a co się kobieto martwisz- miłośc bywa ślepa jak cholera.
      Ja jestem dowodem- a nie bił i nie pił- był sobie- a jaslepo
      zakochana byłam.
      Durnam.
      Trudno- taki typ miłości prezentowałam i tyle.

      Teraz mam swoje życie- buduję od nowa i dobrze że to robię- po
      nowemu.
      I nadal mądra jestem- i głupia pewnikiem też- ale i tak się kocham.
      Bo jestem sobą- wyciągam wnioski- co z tego że po 20 prawie latach?
      Lepiej późno niż wcale chyba?


      Głowa do góry- damy spbie radę- ja mam się za mobilną i nastawioną
      już ponownie pozytywnie.
      Jak tobie jest źle to napiszę tak- mnie też tak było bo to tak jest-
      za jakiś, indywidulany czas będzie lepiej.
      Zobaczysz= tylko nie pytaj kiedy bo tego nie wiem- ale możesz to
      przyspieszyć- ja to robię codziennie.

      Pozdrawiam.
    • dorata351 Re: od czego zależy powód do rozstania... 02.02.09, 09:19
      Nie jesteś głupia,pewnie popełniłaś błędy, jak każdy, ale starałaś
      sie w dobrej wierze. Może za bardzo. trzymaj sie i nie wpędzaj w
      poczucie winy. Każdy człowiek jest inny , kazdy ma prawo zyć jak
      chce, ale jesli już decyduje sie na małżeństwo a przez to wpływa na
      czyjeś życie to przydałoby się trochę mniej egoizmu i więcej
      odpowiedzialności. Gdzieś w komentarzach na temat pana
      Marcinkiewicza, przeczytała: niech będzie szczęśliwy tak jak jest
      uczciwy. I mojemu prawie ex tez tego życzę. Pewnie przemawiają
      przeze mnie złe uczucia, ale tak juz jest, może za jakiś czas wyślę
      mu świąteczne życzenia , ale dziś czuję co czuję i nie zamierzam z
      tym walczyć. Pozdrawiam.
Pełna wersja