piotrek_pomorze
08.02.09, 21:36
Witam wszystkich,
Czytając Wasze wypowiedzi chciałbym opwiedzieć swoją historię.
Z moją żoną jesteśmy małżenstwem od prawie 3.5 pół roku. Mamy
cudowną córeczkę, która za 3 miesiące skończy 3 latka.
Między nami zaczęło się nie układać z rok temu. Wówczas następowało
powolne ograniczenie naszych zbliżeń. Żona zaczęłą sypiać w pokoju z
córeczką, twierdząc, że po porodzie (córka miała już ponad roczek) u
kobiet wiele się w tej kwesti zmienia i potrzebuje czasu. Pomyślałem
ok - kocham ją nad życie, nie ma problemu będę czekał tak długo jak
potrzeba. Później zaproponowałem byśmy chociaż spali w jednym łóżku
(nie wmówie o zbliżeniach) by nasza córeczka uczyła się sama spać,
to zbywała mnie argumentami, że chrapie, że przeszkadza jej woda
przelewajaća się w kaloryferze...
Zawsze gdy wracałem z pracy próbowałem z żoną porozmawiać ale ona od
rozmów wolała gadu gadu czy portale typu naszaklasa. Dodam że
jesteśmy młodymi ludźmi. Ja mam 27, ona 25 lat. Ja pracuję i
utrzymuję rodzinę a moja żona na jesieni ukończyła studia. Prosiłem
by podjęła jakąś pracę, by było nam lżej (mamy 1000zl/mies kredytu
mieszkaniowego) lecz ona wciąż mówiła mi, że musi się wyszaleć bo
kończy studia. Najgorszy był zeszły listpopad i grudzień. Były
tygodnie, że wychodziła 3 razy w tygodniu i wracała w nocy. Zawsze
mówiła że idzie z koleżankami. Ja wtedy zostawałem z naszą córeczką
w domku. Przed Wigilią coraz częściej zaczeła mówić ze mnie nie
kocha i chce rozwodu. Coraz częściej się kłóciliśmy. Poniekąd jej
pomysłem było bym się wyprowadził, byśmy odpoczeli od siebie albo
pewnego razu jak wrócę z pracy to ona to zrobi i odejdzie z córeczką.
Po kolejnej awanturze stało się - wyprowadziłęm sie 11.01.2009.
Miałem już dość słuchania wyzwisk a po cichu liczyłem ze to
rozstanie coś pomoże. Widuję się z naszą córeczką prawie codziennie.
Obecnie mieszkam u rodziców i czasami zabieram ją na noc. Kocham ją
nad życie i zrobiłbym dla niej wszystko.
Wiele razy się kłóciliśmy i wstyd się przyznać ale wiele razy
dostałem od swojej żony po twarzy choćby za to, że się nie odzywałem
jak ona mnie obrażała i krzyczała, czy bez pwowdu. Wiele razy mi
ubliżała i wyzywała od najgorszych. Heh... nie przychodzi mi odo
głowy żaden obraźliwy epitet jakiego bym od niej nie usłyszał.
Najgorsze jest to, że pewnego razu w trakcie kolejnej kłotni
powiedziała, że mnie zniszczy i układa sobie życie z innym facetem
(nota bene jej ginekologiem...!). Wówczas nie wytrzymałem i
odruchowo uderzyłem ją w twarz i powiedziałem, że jest szmatą.
Żałuję tego z całego serca gdyż dalej ją kocham. Przepraszam również
w tym miejscu wszystkie Panie - pewnie uważacie mnie za
najgorszego...
Dalej ją kocham ale jeszcze przed tym zajściem ona powiedziała że
chce rozwodu i mnie nienawidzi... Nie pomogły prośby jej bliskich by
chociaż spróbować..
Gdy ją zapytałem czy mnie zdradziła to odpowiedziała, że nie i że
powiedziała tak by mnie wkurzyć, sprowokować. Ale ja wiem, że ona
się z nim spotykała od ponad pół roku i dalej to robi. Dodatkowo
ona nie zaprzecza temu i się do tego przyznaje.
Moja żona mówi, że powodem dla którego nie chce ze mna żyć jest to,
że mnie nie kocha. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie chce chociaż
spróbować dla naszej małej córeczki - przecież ona ucierpi na tym
najbardziej...
Moja żona dalej nie ma pracy, ja utrzymuję ją i moja córeczkę.
Jestem załamany, bo nadomiar tego, że stracę żóne to stracę i moją
córeczkę - niestety sądy w Polsce rzadko przyznają prawo opieki nad
dzieckiem ojcu.
Teraz oczekuję na zaświadczenie z sądu o terminie rozprawy (moja
żona ma złożyć w tym tygodniu pozew)
Proszę, o poradę, komenatrze - te dobre i te złe.
Pozdrawiam,