Rozwód - dziecko a moja wina...

08.02.09, 21:36
Witam wszystkich,
Czytając Wasze wypowiedzi chciałbym opwiedzieć swoją historię.
Z moją żoną jesteśmy małżenstwem od prawie 3.5 pół roku. Mamy
cudowną córeczkę, która za 3 miesiące skończy 3 latka.
Między nami zaczęło się nie układać z rok temu. Wówczas następowało
powolne ograniczenie naszych zbliżeń. Żona zaczęłą sypiać w pokoju z
córeczką, twierdząc, że po porodzie (córka miała już ponad roczek) u
kobiet wiele się w tej kwesti zmienia i potrzebuje czasu. Pomyślałem
ok - kocham ją nad życie, nie ma problemu będę czekał tak długo jak
potrzeba. Później zaproponowałem byśmy chociaż spali w jednym łóżku
(nie wmówie o zbliżeniach) by nasza córeczka uczyła się sama spać,
to zbywała mnie argumentami, że chrapie, że przeszkadza jej woda
przelewajaća się w kaloryferze...
Zawsze gdy wracałem z pracy próbowałem z żoną porozmawiać ale ona od
rozmów wolała gadu gadu czy portale typu naszaklasa. Dodam że
jesteśmy młodymi ludźmi. Ja mam 27, ona 25 lat. Ja pracuję i
utrzymuję rodzinę a moja żona na jesieni ukończyła studia. Prosiłem
by podjęła jakąś pracę, by było nam lżej (mamy 1000zl/mies kredytu
mieszkaniowego) lecz ona wciąż mówiła mi, że musi się wyszaleć bo
kończy studia. Najgorszy był zeszły listpopad i grudzień. Były
tygodnie, że wychodziła 3 razy w tygodniu i wracała w nocy. Zawsze
mówiła że idzie z koleżankami. Ja wtedy zostawałem z naszą córeczką
w domku. Przed Wigilią coraz częściej zaczeła mówić ze mnie nie
kocha i chce rozwodu. Coraz częściej się kłóciliśmy. Poniekąd jej
pomysłem było bym się wyprowadził, byśmy odpoczeli od siebie albo
pewnego razu jak wrócę z pracy to ona to zrobi i odejdzie z córeczką.
Po kolejnej awanturze stało się - wyprowadziłęm sie 11.01.2009.
Miałem już dość słuchania wyzwisk a po cichu liczyłem ze to
rozstanie coś pomoże. Widuję się z naszą córeczką prawie codziennie.
Obecnie mieszkam u rodziców i czasami zabieram ją na noc. Kocham ją
nad życie i zrobiłbym dla niej wszystko.
Wiele razy się kłóciliśmy i wstyd się przyznać ale wiele razy
dostałem od swojej żony po twarzy choćby za to, że się nie odzywałem
jak ona mnie obrażała i krzyczała, czy bez pwowdu. Wiele razy mi
ubliżała i wyzywała od najgorszych. Heh... nie przychodzi mi odo
głowy żaden obraźliwy epitet jakiego bym od niej nie usłyszał.
Najgorsze jest to, że pewnego razu w trakcie kolejnej kłotni
powiedziała, że mnie zniszczy i układa sobie życie z innym facetem
(nota bene jej ginekologiem...!). Wówczas nie wytrzymałem i
odruchowo uderzyłem ją w twarz i powiedziałem, że jest szmatą.
Żałuję tego z całego serca gdyż dalej ją kocham. Przepraszam również
w tym miejscu wszystkie Panie - pewnie uważacie mnie za
najgorszego...
Dalej ją kocham ale jeszcze przed tym zajściem ona powiedziała że
chce rozwodu i mnie nienawidzi... Nie pomogły prośby jej bliskich by
chociaż spróbować..

Gdy ją zapytałem czy mnie zdradziła to odpowiedziała, że nie i że
powiedziała tak by mnie wkurzyć, sprowokować. Ale ja wiem, że ona
się z nim spotykała od ponad pół roku i dalej to robi. Dodatkowo
ona nie zaprzecza temu i się do tego przyznaje.

Moja żona mówi, że powodem dla którego nie chce ze mna żyć jest to,
że mnie nie kocha. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie chce chociaż
spróbować dla naszej małej córeczki - przecież ona ucierpi na tym
najbardziej... sad

Moja żona dalej nie ma pracy, ja utrzymuję ją i moja córeczkę.
Jestem załamany, bo nadomiar tego, że stracę żóne to stracę i moją
córeczkę - niestety sądy w Polsce rzadko przyznają prawo opieki nad
dzieckiem ojcu.

Teraz oczekuję na zaświadczenie z sądu o terminie rozprawy (moja
żona ma złożyć w tym tygodniu pozew)

Proszę, o poradę, komenatrze - te dobre i te złe.
Pozdrawiam,
    • maza15 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 08.02.09, 21:55

      Nie kocha,nie chce z Tobą mieszkać,a pozwala się utrzymywać?
      • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 08.02.09, 22:09
        Tak... NIe potrafię tego wszystkiego pojąć. Gdzie popełniłem błąd,
        że jest jak jest...
        • tricolour Standard... 08.02.09, 22:12
          ... czyli miała i ma za dobrze. Jeden utrzymuje i wychowuje dziecko, to
          potrzebna świeża krew do zabawy.

          To działa w obie strony.
    • kami_hope Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 08.02.09, 22:38
      Szczere wyrazy współczucia!
      Trudno cokolwiek poradzić... Mógłbyś zagrać stroną materialną, ale
      po co? Postrzegam Ciebie jako rozsądnego człowieka. Myślę że dasz
      sobie radę! Spróbuj od zaakceptowania aktualnej sytuacji (uznaj
      fakty, pogódź się ze "stratą"). Wnieś o przyznanie opieki nad
      dzieckiem (jeśli tego naprawdę chcesz) i ustanowienie rozdzielności
      majątkowej. A tym samym, przestań żonę utrzymywać i żądaj połowę
      kosztów utrzymania... itd.
      No w każdym razie, najwyższa pora abyś zadbał o własne interesy.
    • futrzak757 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 08.02.09, 22:45
      nie widziałbym tu twojej winy z tego co piszesz jestes bardzo
      przykładnym ojcem i faceetem a że raz czy dwa nie wytrzymałeś stary
      nie przejmuj sie takimi rzeczami, nie Ty pierwszy nie ostatni powiem
      więcej miałes prawo tak zrobić bo nic nie usprawiedliwia tego co
      zrobiła Twoja słodka utrzymanka, tak tak utrzymanka, bo Żoną to ja
      tej pani nie nazwe i ta Twoja utrzymanka żoną nie jest. Takze moja
      rada jest taka, powoli ale bierz sie w garść i zaczniij myślec o
      sobie i swoim dziecku z tego co tu napisałeś masz prawo wnieść
      sprawę z orzeczeniem jej winy (poszukaj dorych świadków albo jakies
      dowody jej zdrady)i walczyć o małą pogrzeb dobrze w archiwum tutaj
      trochę w internecie możesz wziąść doobra panią adwokat i szykuj sie
      na wojnę taka porządną. Mam nadzieje,że pokażesz jej gdzie "raki
      zimują". Niestety ale musisz o niej zapomnieć najszybciej jak tylko
      się da
    • pelagaa Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 09.02.09, 08:53
      Na Twoim miejscu zadalabym rozwodu z jej wylaczniej winy i prawa do
      opieki nad dzieckiem.
      • fragile66 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 09.02.09, 14:55
        pelagaa napisała:

        > Na Twoim miejscu zadalabym rozwodu z jej wylaczniej winy i prawa
        do
        > opieki nad dzieckiem.

        - wtedy zobaczysz, do czego jest zdolna kobieta. Okaże się, że byłeś
        bezdusznym chamem, katowałeś ją, molestowałeś seksualnie trzyletnie
        dziecko, nie pozwalałeś jej rozwinąć się osobiście ani zawodowo.
        I w ogóle jesteś pijak i złodziej (bo każdy pijak to złodziej!).

        Po roku-dwóch spotykania się tylko w sądzie zaczniesz być może sam w
        to wierzyć...
        • futrzak757 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 09.02.09, 16:13
          to nie znaczy, że facet ma sie poddac
          • fragile66 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 09.02.09, 16:36
            futrzak757 napisał:

            > to nie znaczy, że facet ma sie poddac

            Nie sugeruję, że ma się poddać, tylko schłodzić głowę i zacząć
            myśleć:
            - uczucie do "żony" jest w tej chwili największym wrogiem autora
            wątku
            - rozwód - najprawdopodobniej nieunikniony
            - czy z orzekaniem o winie czy bez - wyjaśni się gdy otrzyma pozew
            - po co się wyprowadzał?
            - szanse na opiekę nad dzieckiem - minimalne
            - alimenty - nieuniknione, czas się zstanowić, na ile go stać
            - podział majątku - trzeba zrobić metodycznie, dokładnie, tak
            żeby "utrzymankę" (jak celnie ktoś to zjawisko nazwał) zabolało
            • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 09.02.09, 18:23
              hej,
              dzieki za odpowiedzi i prosze o wiecej.
              Wyprowadzilem sie bo mialem nadzieje ze to nam pomoze. Aczkolwiek
              jak napisal fragile66 moim najwiekszym wrogiem jest uczucie do zony.
              Musze sprawic by ono jak najszybciej zniknelo. Najbardziej boli mnie
              rozlaka z dzieckiem.

              Wiecie, nawet dzis jak bylem u mojej coreczki to moja zona jeszcze,
              sprawiala wrazenie zadowolonej i szczesliwiej. Wyszla gdziues z moja
              coreczka a jak sie zapytalem gdzie ida to uslyszalem ze nie bedzier
              mi sie tlumaczyla i to jest jej zycie prywatne.
              Czuje jakbym mial zwiazane rece.
              Nie mam zamiaru sie z nia wiecej klocic tymabrdziej przy naszym
              dziecku.
              • maza15 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 09.02.09, 18:34

                Sam spłacasz kredyt za mieszkanie,w którym nie mieszkasz.
                Utrzymujesz żonę,ktora prowadzi studenckie życie.
                To nie miłość,tylko naiwność.
                Popatrz realnie i zacznij porządkować.
                Córki nikt nie zabroni Ci kochać - tu możesz się wykazać.
    • dorata351 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 10.02.09, 08:02
      Ja bym jej przywaliła więcej niz jeden raz , jesli to co piszesz
      jest prawdą. Wprowadziłabym sie do domu i powalczyła o dziecko.
      Spróbować trzeba, ale jesli ona dalej nie chce, to co zrobić.
      Trzymaj się.Powodzenia.
    • wylot11 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 10.02.09, 08:57
      Szkoda mi Ciebie , dlaczego? ponieważ sam przez to przechodziłem,pogódź się z
      tym że Ciebie nie kocha bo będziesz strasznie cierpiał .Zacznij myśleć o sobie,o
      dziecku,walcz o mieszkanie..nie oddawaj pola, staraj się jej nie oglądać
      ,widywać bo to wraca,przyjmij do wiadomości że ona ma Ciebie w przysłowiowej
      dupie!!!zrozum to !!!
      Ja walczyłem o swoje małżeństwo 1.5 roku i nic nie wyszło,chciała rozwodu i
      dostała go miesiąc temu...
      Życie na niej się nie kończy ja również kochałem jak wariat i długo leczyłem się
      z tej miłości,.......
      Pozdrawiam i weź się w garść.
      Swoją drogą jakie to podobne wszędzie te same schematy nasza klasa, gg portale
      czaty...siedzenie po nocach wysyłanie zdjęć
      • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 10.02.09, 18:30
        Hej,

        Dziś umówiłem się z Panią adwokat na spotkanie we czwartek.
        Zobaczymy co mi doradzi. Mam nadziej, że doradzi mi szczególnie w
        kwesti córeczki - co zrobić mieć prawo opieki nad nią lub chociaż
        jak najczęstsze wizyty.
        Wiecie, chciałbym 'po tym wszystkim' napisać Wam, że córeczaka jest
        przy mnie...

        Dzieki za słowa pokrzepienia. Powtarzam sobie często słowa
        maza15: 'To nie miłość, tylko naiwność' I powiem Wam, że trochę mi
        lepiej.

        Pozdrawiam,
        • maza15 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 10.02.09, 22:32
          Pamiętaj,nawet w chwilach zwątpienia,wtedy gdy będzie trudno: warto
          być przy córce,jeseś i bedziesz jej potrzebny.Mimo wszystko.
          Nie pozwól jednak,by stała się kartą przetargową.

          Nie walcz-lecz staraj się dojść do porozumienia.
          • wielbicielnaruto sorki ale to jest walka 12.02.09, 11:06
            1. Skoro zdradza - weź agencję niech zrobią zdjątka. Pomocne bilingi
            z telefony czy komórki
            2.Przestań spłacać kredyt i wystąp o rozdzielność majątkową. Skoro
            rata wynosi 1000 to 500 setek od niej?
            3. Córka - sady polskie nie przyznają ci opieki. Lepiej się z tym
            pogodzić.
            4.Na rozprawie możesz powiedzieć, że nadal kochasz. Wpisy na forum o
            tym świadczą. Jak rozciągnie to sprawę do roku mieszkanie z kredytem
            zostanie zlicytowane. Pryśnie bańka, to może zmądrzeje.
            5. Przestań ją w końcu finansować. No leje cię po twarzy, obraża a
            ty jej za to kasę dajesz? W takim razie ile dostanę jak obiję ci
            facjatę? smile))
            6. Skoro ma sponsora, niech ją sponsoruje.
            PS Nie wierz tym głosom, co mówią, że dla dobra dziecka. To jest
            idealizm a nie realizm. Realizm - puszcza się z ginekologiem. A
            skoro tak to patrz pkt. nr 6.
    • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 11.02.09, 21:23
      Hej,

      Dz]iś wieczozem jak odwiozłem córeczkę do domku to ona w drzwiach
      mnie zapytała: " Tatusiu, możesz z nami mieszkać?" Powiem Wam, że
      mnie zamurowało i aż serducho ścisnęło. Ona ma niecałe trzy latka...
      Jej mama tylko zapytała sie mnie czy kazałem córeczce się tego
      zapytać jak wróci do domu... heh... Mam nadzieje, że ona w końcu
      zrozumie, że ja nie będę wciągał naszej córeczki w rzostanie
      rodzciwów...

      Trzymajcie się, pozdrawiam.
      • chalsia Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 12.02.09, 00:14
        > Dz]iś wieczozem jak odwiozłem córeczkę do domku to ona w drzwiach
        > mnie zapytała: " Tatusiu, możesz z nami mieszkać?" Powiem Wam, że
        > mnie zamurowało i aż serducho ścisnęło. Ona ma niecałe trzy latka...
        > Jej mama tylko zapytała sie mnie czy kazałem córeczce się tego
        > zapytać jak wróci do domu... heh... Mam nadzieje, że ona w końcu


        zaproponuj swojej jeszcze zonie ze 2-3 spotkania u psychologa dzieciecego by
        wyjasnil Wam jak i co czuja takie dzieci i jak postepowac w kwestii dziecka i z
        nim samym
    • misbaskerwill jesteś frajer nad frajerami... 15.02.09, 19:55
      ...jako i ja byłem.
      Współczuję serdecznie. Czeka Cię chyba niezła gehenna, Twoja najukochańszą zrobi z Ciebie niezłą szmatę, a Ty jeszcze będziesz przepraszać.

      Nie wiem, czy istnieje tak duże wiadro zimnej wody, byś się ocknął zanim stracisz jeszcze więcej...
      Z drugiej strony - tak opisałeś jeszcze-żonę, że nie pozostawiasz wątpliwości, iż to najgorsza z najgorszych. Może przeczytaj własne wypociny i się momentalnie odkochasz smile))

      Zbieraj wszelkie dowody ignorowania przez nią Twoich potrzeb i córki, wspomnij o przemocy (ona na pewno o Twojej wspomni). Nie daj się wrobić w porzucenie rodziny (to Ty się wyprowadziłeś, przy czym dobrowolnie zostawiłeś exi mieszkanie, to bardzo ładnie z Twej strony).

      Żona nie ma dochodów, bez Twojej kasy nie miałaby mieszkania (skoro nie płaci) - nie widzę powodów, by nie walczyć o prawo do opieki nad córką, niby czemu chcesz oddać dziecko osobie niesamodzielnej, nieodpowiedzialnej i niestabilnej emocjonalnie... Tak wynika z Twojego opisu, nie wiem czemu skrzywdziłeś dziecko, zostawiając je z taką matką... A może zapomniałeś o czymś napisać?smile

      Orzekanie o winie żony + Twoja opieka nad dzieckiem - nijak inaczej.
      Skoro córka tego chce - wprowadź się do mieszkania, w końcu jest JESZCZE wspólne... W końcu w sądach dobro dziecka najważniejsze.

      Ale domyślam się, że wolisz iść na łatwiznę i oddać dziecko, pewnie adwokat też nie będzie się chciała męczyć... Taki już masz charakter, znam to, niestety.
      • marek_gazeta Re: jesteś frajer nad frajerami... 20.02.09, 13:31
        Trzymaj się i bądź twardy jak Roman Bratny. Kobieta Cię nie chce? No cóż, trzeba to wziąć na klatę. To nie musi oznaczać, że jesteś do niczego, może po prostu ożeniłeś się z niewłaściwą.

        Nie przepraszać, nie zapewniać o miłości, nie dawać się sprowokować, znosić sytuację po męsku.

        > Orzekanie o winie żony + Twoja opieka nad dzieckiem - nijak inaczej.

        A ja dodam: korzystny dla Ciebie podział majątku. Jeśli utrzymywałeś kobietę i byłeś w porządku, to nie widzę powodów, aby mieszkanie dzielić na pół. Oczywiście nie wspominaj tego małżonce, konsultuj się natomiast a adwokatką, skorą ją już masz.

        Aaa - można też pomyśleć o genetycznych testach ojcostwa.
        • tricolour Co mają dać takie testy? 20.02.09, 14:00
          • a.b1 Re: Co mają dać takie testy? 20.02.09, 15:59
            skoro ktoś mu sugeruje pedofilie to czemu chłopak z pomorza nie może
            sugerować puszczalskiego trybu zycia swojej żony?
            • maza15 Re: Co mają dać takie testy? 20.02.09, 16:04

              ale po co? piotrek pisze wyrażnie,że przestało się ukladać rok
              temu,a dziecko ma trzy lata
              po co wojować więcej niż trzeba?
              • marek_gazeta Re: Co mają dać takie testy? 20.02.09, 16:18
                O rany - trzeba wyjaśniać, że białe jest białe?

                Jeśli jest pewny, to testów nie zrobi.
                • tricolour Żaden facet nie jest pewny... 20.02.09, 16:21
                  ... a robienie testów, to wojna po całości. Wykluczenie ojcostwa nie niesie
                  żadnych konsekwencji prawnych.
    • misbaskerwill P.S. 15.02.09, 20:24
      Wspominałeś jeszcze o portalach typu nasza-klasa, gg... Tam pewnie masz tony dowodów na zdrady żony (oj, byś się zdziwił, Chłopiewink), ale oczywiście to wyjątkowe świństwo zaglądać do cudzej korespondencji.

      Czy jest w ogóle szansa, byście wspólnie odwiedzili psychologa dziecięcego, o którym wspomina Chalsia?

      Choć, z drugiej strony, obawiam się, że Ty się dostosujesz do wskazówek, a żona Cię będzie jeszcze bardziej prowadzić po sznurkuwink
    • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 17.02.09, 21:46
      Witam...
      Jutro wracam do domu. Radzilem sie dzis PAni adwokat i sugerowala
      ona jak najszybciej to uczynic.
      Moja jeszcze zone to zaskoczylo. Pierw powiedzila ze sie wyprowadzi
      z dzieckiem. A wieczorem powiedzila, ze nie bedziemy mieszkali dlugo
      pod jednycm dachem. Ze ona bedzie gotowala tylko dla siebie i nie
      bedzie mi uslugiwala... Poza tym powiedzial,ze po tym jak ja
      uderzxylem zrobila sobie obdukcje i jesli sie nei zgodze na rozwod
      bez orzekania winy to mnie zlatwi. Tylko czy zapomniala ile ona
      razty mnie uderzyla?! Kurde... ale jestem glupi... to bylo wszystko
      ukartowane... Dodatkwo powiedziala ze sad wyznaczy mi spotkania z
      coreczka dwa razy w miesiacy i dopiero zobacze...

      Musze przyzanc ze ona to potrafi mi dopiec... Jezu...


      Radzcie, co mam zrobic by nei starcic corki i by zostala pod moja
      opieka.

      Pozdrawiam,
      • a.b1 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 17.02.09, 22:53
        w przeciwieństwie do Twojej żony działaj a nie gadaj
        -udowodni, ze laska jest bez pracy i nie może zapewnić dziecku
        warunków do życia
        - nawet jak laska cos robi w śadzie nie musisz się zgadzać na nic,
        możesz domagać się mediacji i na tej drodze doprowadzic do ustalenia
        takiej częstotliwości spotkań, jaka będzie Cię satysfakcjonować
        - poszukaj forum samotny ojciec oraz innych styron o ojcach
        walczących o dzieci, tam znajdziesz inspiracje
        • zuza145 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 17.02.09, 23:23
          nooooooooooooooooo- to ja mogę dodać jedno- tylko się nie poddawaj-
          zanim zaczniesz.
          Masz się spokojnie bronić i starać o opiekę nad córką.
          Szanse mizerne- ale trzeba grać wysoko- aby ugrać,więc idż na całość.
      • maza15 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 18.02.09, 22:35
        Ty ja uderzyleś...ona Ciebie kilkakrotnie...nie macie zamiaru
        niczego naprawiać tylko walczyć...nie wiem czy ma sens powrot do
        wspolnego mieszkania...chcecie się bić i awanturować przy dziecku?
        to ma byc dla jego dobra? co chcesz osiagnąć wracając? kłótnie i
        demonstracje nie poprawią sytuacji
    • czarna.porzeczka Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 18.02.09, 17:10
      piotrek, biedaku, ales sie wpakowal. Dobry z Ciebie chlopak, to ze
      przylales zonie nie swiadczy najlepiej ale nawet jako kobieta -
      rozumiem, ze w koncu po tych wszystkich obrazankach i biciach Tobie
      w koncu puscily nerwy.
      Mysle ze jest szansa zebys dostal opieke nad Mala, bo to Ty
      zarabiasz, a zona nie ma dochodow.
      I nie zaluj ze rozstajesz sie z TAKA kobieta. Jestes mlody i napewno
      znajdziesz dziewczyne ktora doceni to ze jestes fajnym cieplym
      facetem.
      Trzymaj sie!
    • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 19.02.09, 06:49
      Ja nie chce sie znia klocic a tymbardziej przy coreczce. Poprostu
      wrocilem do naszej rodziny, mieszknai bo rozlaka nic nie pomogla.
      Wiesz maza15 ona powiedziala mi wczoraj ze jesli powiem w sadzie ze
      ja nadal kocham to ona zrobi mi pieklo, pokaze obdukcje, i bedzie
      chciala mi udowadniac ze bylem zlym ojcem. Dodtakowo powiedziala, ze
      pojdzie do mojej pracy, pokaze obdukcje i powiem ze ja bilem - a
      jaj ja raz uderzylem jak powiedzila ze uklada sobie zycie ze swoim
      ginekologiem... Wiecie co jeszcze powiedziala? Zebym uwazal bo dzis
      sa takie czasy ze male dziewczynki sa molestowane przez swoich
      tatusiow!!!! Ze jak bralem Zosienke do swoich rodzicow na noc i jka
      lulalem to nigdy nie wiadomo co sie tam dzialo...

      Czy to jest normalne zachowanie?!

      Pwoiedziala mi jeszcze ze ludzie sie z Ciebie smieja bo zebram o jej
      milosc...

      Ona chce rozowdu bez orzekania winy a poniewaz wie ze go teraz nie
      dostanie bo ja nadal kocham to swteirdzila ze zlozy wnioske o
      separacje sie wyprowadzi nie mowiac mi gdzie.

      I co mam zrobioc?! Odbiera mi nasza coreczke sznatazujac pmnie przy
      tym...

      Brak slow, brak motywacji...

      • kasper254 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 19.02.09, 07:53
        Wiem, jak Ci jest ciężko, współczuję Ci z całego serca. Jeśli Ci
        pomogę w czymś, to przeczytaj, co napisałem niżej.
        Przeżyłem podobną historię: wyrzucanie z domu, santaż, grożby,
        poniżanie, ośmieszanie (zobacz, jak bliskie - ja też słyszałem, że
        żebram o miłość lub o powrót za pośrednictwem dzieci), straszenie
        poniżeniem mnie w opinii publicznej, w miejscach pracy itd. Potem
        poszły najcięższe działa: oskarżenia o homoseksualizm i molestowanie
        seksualne. Tylko dlatego, że nie chciałem rozwodu, że stałem na
        drodze do "szczęścia, zamożności..."
        Co robiłem żle - jak patrzę z perspektywy czasu? Upadłem, a z
        tej perspektywy w słabych, małych ludziach człowiek budzi litość.
        Nie słuchałem innych, którzy mówili mi, że mam sobie dać spokój, bo
        wtedy jeszcze żona, a dziś - na szczęście - była - dawno mnie nie
        kochała i nie ma sensu moja walka. Już wcześniej mnie przekreśliła,
        a ja żyłem długo nadzieją na odzyskanie małżeństwa: wbrew logice,
        wbrew racjom (argumentom) wskazywanym przez innych, bliskich mi
        ludzi.Nie słuchałem też psychologa.
        Za złudzenia zapłaciłem wysoką cenę, ale nie będę mówił, jaką.
        Bądż silny: nie daj się postraszyć, usmiechaj się, kochaj dalej, jak
        umiesz i możesz, ale na zewnątrz nie okazuj tego. I walcz o dziecko.
        i nie daj się sprowokować - ona gra, cały czas gra, ale - jak
        widzisz - jej zachowania są banalne, powtarzalne. Jeśli jest taką,
        jak piszesz; jeśli się zachowuje, jak wskazujesz, nie zasługuje na
        ciebie. Zachowaj swoja godność. Przegrałeś tylko potyczkę, ale
        wszystko przed Tobą. Wiem, że w Twojej sytuacji to małe pocieszenie,
        ale czasem perspektywa daje jakiś racjonalizm.


      • a.b1 Chłopie a czemu Ty tego nie nagrywasz? 19.02.09, 11:50
        tyle w temacie
        pozatym sugeruje zgłosić się do psychologa i leczyć nerwice, mogą Ci
        się przydać orzeczenia wink
        Jednej rzeczy nie rozumie, czemu ona tak podskakuje?
        dajesz jej kase?
        • errormix Re: Chłopie a czemu Ty tego nie nagrywasz? 20.02.09, 17:19
          Heh, gdy pół roku temu opisałem tutaj swoją - prawie do złudzenia przypominającą
          twoją - historię, komentarze były jednoznaczne: "To już koniec, odpuść sobie, za
          miesiąc pójdzie na policję i powie, że ją pobiłeś, ty będziesz żył nadzieją, że
          może jutro jej przejdzie i wszystko wróci do normy, a ona w tym czasie podłoży
          ci kolejną świnię, po której nie wstaniesz".

          I co? Mogę powiedzieć jedno: TO WSZYSTKO PRAWDA!

          Łącznie z policją, bo gdy wdała się w szarpaninę z własnym ojcem, poszła zrobić
          obdukcję i powiedziała, że pobił ją mąż z jej rodzicami (sic!). W trakcie 14 lat
          małżeństwa też kilka razy podniosła na mnie rękę. Od 7 miesięcy moja żona się do
          mnie nie odzywa, za każdym razem gdy próbowałem z nią porozmawiać wychodziła.

          Mówisz, że kochasz córkę? A co ty na to, że moja żona od Wigilii (dwa miesiące)
          nie odzywa się do naszej córki! Mieszkamy na 60 metrach, a ona mija w kuchni czy
          korytarzu własne dziecko i udaje, że go nie widzi!!!! Nie da pić, nie da jeść,
          nie spojrzy nawet. Żona w jednym pokoju, a ja z dzieckiem w drugim, które
          przyszło pewnej nocy i powiedziało, że z mamą się boi spać. Śpimy więc w jednym
          łóżku, więc pewnie na bank przy rozwodzie będzie zarzut pedofilii, od pół roku
          żona nie kupiła nic do domu, za nic nie zapłaciła, nie kupiła dziecku książek do
          szkoły, prezentu na Mikołajki czy zwykłego zeszytu. Mała była przez tydzień
          chora, leżała w łóżku, myślisz, że jej matka weszła do pokoju i zapytała co się
          dzieje?!!! Nie!!! Dzisiaj dostałem pozew o alimenty. Że znęcam się psychicznie
          nad żoną i ona przez to nic nie zarabia.

          Chcesz rady? Bardzo proszę.

          Będziesz miał tak jak ja i pozostali tutaj. Ty będziesz się łudził i mówił o
          miłości, a ona ma to zwyczajnie gdzieś. Też mam córkę, też kocham ją nad życie i
          właśnie dlatego jeszcze jestem w tym domu, nie wyprowadziłem się, gdy robimy
          pranie pierzemy też rzeczy mamy, gdy sprzątamy, sprzątamy też pokój mamy, gdy
          zmywamy, zmywamy też naczynia po mamie, choć ona naszych rzeczy nie tknie.

          Żyj człowieku dla tego dziecka i pokazuj mu na każdym kroku, że jest
          "Supertatą". Nawet nie wiesz jak mi łzy leciały, gdy moja mała podeszłą kiedyś
          do mnie i powiedziała - tak mówią to dzieci - szczerze i bez ogródek: "Jesteś
          najlepszym tatą na świecie". I właśnie dla takich chwil się żyje.

          Aha, i nie licz na to, że jak będziesz takim supertatą, to sąd da ci opieke, bo
          prawda jest taka, że ci nie da.
          • piotrek_pomorze Re: Chłopie a czemu Ty tego nie nagrywasz? 21.02.09, 16:18
            Jestem pewny ze coreczka jest moja. A jesli nawet by taknie bylo to
            i tak kocham ja nad zycie, nosi moje nazwisko i mam zamiar
            wychowywac jak najlepiej potrafie a takze, jak napisal errormix,
            robic wszystko by byc dla niej "najlepszym tata na swiecie".
            Chce Wam powiedziec, ze dziki Wam i najblizszym dalem juz sobie
            spokoj z zona. Mimo uczucia, juz o nia nie walcze bo nie ma sensu i
            niestet nie ma o kogo... Teraz skupiam sie tylko na tym otoczyc jak
            najlepsza opieka swoja coreczke.

            Ostatni news mojej zony to to ze nie bedzie skladala pozwu
            rozwodowego tylko wniosek o separacje. Ale nie dlatego ze ona ma
            jakas nadzieje, ze cos sie zmieni. O nie... Poprostu byla u adwokata
            i ten jej powiedzial, ze ciezko by bylo jeje dostac treraz rozwod bo
            mieszkamy razem, bylismy wspolnie na zabawie sylwestrowej itd...
            Wiec objela taktyke ze nic ode mnie nie bierze i chce sie jak
            najszybciej wyprowadzic... Jutro wyjezdzam w delegacje na tydzien,
            zobaczymy co zastane w domu jak wroce.
            Szczerze powiedziawszy po niej mozna sie wszystkiego spowdziewac...
            Wczoraj jak chcialem wziac coreczke na noc do dziadkow to
            powiedziala ze przyjdedzie po nia z policja...
            Pomyslalem sobie... Nie wiem co by powiedziala policja tylko co z
            przezyciami dla niespelna trzyletniego dziecka?! Niestety moja zona
            ma to gdzies wiec stwierdzilem ze nie warto robic tego dziecku...

            Z dnai na dzien staje sie silniejszy chcoc to trudne i wstaje
            podnosze sie pociezkim nokaucie... Na razie jestem liczony...
            wierze, ze przetrwam ta runde, a w nastepnej juz pojdzi emi lepiej.

            Pozdrawiam,
            Piotrek
    • xentia23 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 21.02.09, 18:56
      Ządzą teraz Wami emocje. Szarpiecie się emocjonalnie, a ona próbuje
      za wszelka cenę Tobie dopiec na każdym kroku. Może kogos ma, a może
      ma jakis kryzys....
      Najwazniejsze teraz jest dziecko i oboje macie do niego takie samo
      prawo. Wprowadź się do domu i ustal jasne reguły wspolnego zycia. W
      związku z tym, że to Ty pracujesz to utrzymujesz rodzinę. Ogranicz
      jej dostęp do pieniędzy - może coś na zasadzie kieszonkowego - niech
      szuka pracy, a na siebie i dziecko wydawaj wg potrzeb i opłacaj
      rachunki. Ustal, że jeden dzień weekendu jest tylko dla Ciebie i
      dziecka, a ona niech zajmie się soba i sie nie wtraca. Możesz tez
      ustalic stałe wieczory tylko dla Was. Trudno mieszkac pod wspólnym
      dachem i sie nie kłocić. Wiekszośc jej gróźb wydaje mi się jedynie
      groźbami, dlaczego policja miałaby zabierac dziecko od ojca?? i od
      dziadków? nie ma tu podstawy prawnej.
      Silnych nerwów. Terapia byłaby jakims rozwiązaniem....ale nic na
      silę.

    • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 28.02.09, 08:29
      Witam,

      wczoraj wrocilem z delegacji. Niesetey nie zastalem mojej coreczki z
      zona w domu.
      Przyjechaly okolo 21, tzn. przywiozl je facet. z ktorym moja zona
      przyznala ze sie spotka... Normalnie bez skrupulow wysiadla od niego
      z auta pod blokiem...
      Wieczorkiem jak coreczka siedziala ze mna w pokoju i malowala
      farbkami, zamknalem drzwi do pokoju a moja jeszcze zona powiedziala,
      ze mam ich nie zamykac bo ona musi nas widziec bo moze ja jestem
      pedofilem?!?!?! Ludzie... pomuszcie mi zrozumiec jej zachowanie bo
      mi juz leb peka...

      Potem oswiadczyla ze ona nie zlozy pozwu o rozwod tylko "bedzie
      dalej szmacic moje nazwisko..."

      Czego ta kobiet aod emnie chce?! Wykonczy mnie psychicznie...

      Czy mam jakiekolwiek szanse by coreczka zostala pod moja opieka?
      Skoro zona nie pracuje, twierdzi ze utrzymuja ja jej rodzice...

      Ja zapierdzielam jakglupi i staram sie poswiecic jak najwoecej czasu
      coreczce. Nie chce by moje dziecko chowalo sie przy takiej kobiecie,
      ktora prowadzi taki rozwiazly tryb zycia... Jka moge uratowac ja ze
      szpon mojej zony?

      Co zrobic by nasza coreczka cierpiala jak najmniej....
      • kasper254 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 28.02.09, 09:22
        Słuchaj, stary, to, co Ci napiszę, to w oparciu o moje przeżycia
        (zdumiewająco podobny model do mojej byłej żony), a nie teoretyczne
        rozważania pscyhologiczne. Po pierwsze - to przestań się dziwić.
        Twoja żona nie ma skrupułów, więc wysiada z samochodu, czy dorożki,
        jak wysiada. Będziesz jeszcze świadkiem wielu innych podobnych
        zachowań. Po drugie - pisałem Ci już, że staniesz wobec faktów
        podejrzeń o pedofilstwo i inne wstrętne zboczenia. Po trzecie -
        zrozum wreszcie, że Twoja żona jest wytworem tego czasu. Powiela
        zachowania bardzo wielu kobiet ( i wśród mężczyzn spotyka się tego
        typu zachowania, chociaż rzadziej): hedonizm, pogarda, nienawiść w
        przypadku " smierci czy ucieczki młości", bezwzględne dążenie do
        celu, choćby po trupach.
        Zamiast podsumowania. Zauważyła, że jesteś słabszy, że kierują
        Tobą uczucia, że pewnie masz depresję i - jak zwierzę, zapędzone w
        miejsce bez ucieczki - osaczyła cię i perfidnie wyniszcza. Chce Cię
        wykurzyć z mieszkania, a dalekim celem jest, abyś albo umarł albo
        gdzieś daleko wyjechał-bez powrotu; żeby ślad po Tobie zaginął.
        Nie używał słów: "rozwiązły" tryb życia. To nie tak. Ona gra,
        jak dobra aktorka, na strunach Twojego cierpienia. Ma innego, a przy
        tym także - wizję "innego" "lepszego" życia. Przekreśliła Cię,
        pochowała już. A Twoja córeczka nie cierpi. Ty Jej nadajesz cechę
        cierpienia. Twoja żona świetnie dba o to, żeby wyrzucić Cię z Jej
        pamięci.
        Jak troszkę się przestawisz, popatrzysz inaczej na to, co
        obserwujesz; na zdarzenia, których jesteś jednym z głównych
        bohaterów - cynicznie manipulowanym, możesz walczyć o dziecko. Są
        pewne szanse; małe, ale są.
    • zestresowana Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 28.02.09, 12:51
      Zacznij ja nagrwać. Jak bedziesz się bronić kiedy ona słowa zamieni
      w czyny? Kup mały dyktafn i nagrywaj. Rób zdjęcia zbieraj dowody...
    • young-and-bored Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 28.02.09, 15:28
      Nic nowego Ci nie napiszę, wszystko zostało już tu powiedziane.
      Składaj o rozwód z jej winy i o powierzenie opieki nad dzieckiem
      Tobie, zanim ona wysmaży Ci jakąś kryminalną aferę. O dowody i
      świadków na jej lekkoobyczajne zachowania będziesz się martwił w
      trakcie sprawy, a teraz składaj pozew.
      Podpowiem, że nie masz tu nic do stracenia i nie masz na co się
      oglądać. Wyglądasz na faceta bardzo silnie związanego ze swoim
      dzieckiem i jeśli pozwolisz na to, żeby ta kobieta Ci je wydarła, -
      to zniszczysz sobie z pół życia.
    • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 03.03.09, 22:18
      I stalo sie... Dzis wieczorem zadzwonila do mnie zona i zapytala czy
      nie wiem gdzie jest akt urodzenia naszej corki... bo potrzebny jej
      jest jej do pozwu... Jestem na tyle naiwny, ze caly czas zylem
      nadzieja... Caly czas mimo tego wszytkiego nie potrafie przestac jej
      kochac... WLansie jestem w podrozy sluzbowej, 1000km od rodziny -
      mam wrazenie ze wyczekala odpwoiedni moment jak mnie nie bedzie by
      to zrobic...
      Najgorsze jest to ze nie umiem sie podniesc, ta porazka zyciowa boli
      mnie jak cholera...

      Niew iem co przyniesie jutro...
      • a.b1 Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 03.03.09, 22:39
        no to jak sobie poczytasz pozew to może Ci sie otworzą oczy
        skup się teraz na pracy, bo nie mozesz jej stracić
        trzymaj się
      • tricolour Guzik prawda... 03.03.09, 22:46
        ... gdyby Twojej żonie był potrzebny akt urodzenia DO POZWU to by poszła do USC
        i sobie wzięła.

        Ona potrzebowała użyć tego aktu, by DOWALIĆ Tobie, a pozew jest tylko
        pretekstem. W dniu, w którym to zrozumiesz zaczniesz żyć.
        • crazyrabbit Re: Guzik prawda... 04.03.09, 01:36
          Chciałam napisać dokładnie to, co Tri (kurcze, często się z Tobą
          Tricolour zgadzam smile)

          Mój ex też robił "numery" w stylu pozostawianie listy dokumentów
          potrzebnych do rozwodu na stole w kuchni, było jeszcze grożenie
          samobójstwem, a najlepsze, co wymyślił, to fikcyjne smsy od jakiejś
          anonimowej osoby, informujące go, gdzie i kiedy ja się "puszczam" smile

          Chce Ci dokopać, zmiękczyć psychicznie, bo wie, że Ci zależy.

          Zacznij grać jej kartami. Rozdzielność majątkowa, możesz wystąpić o
          ustalenie miejsca pobytu dziecka przy Tobie. No i oczywiście
          zgadzasz się na rozwód, ale chcesz dokładnie ustalić warunki.

          A tak wogóle, to przecież nie masz pewności, czy nowy partnet Twojej
          żony nie molestuje seksualnie Twojego dziecka, prawda?

          I nagrywaj, nagrywaj, zbieraj dowody...

          Polecam też lekturę zeszłotygodniowego "Przekroju"...
    • piotrek_pomorze Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 06.03.09, 04:04
      Dopadla mnie bezsennosc... Dzis, w zasadzie wczoraj wieczorem
      dowiedzialem sie ze zona zlozyla pozew... Zadzwonilem do niej bo
      chcialem poprozmawiac z corka a ona powiedziala mi ze zlozyla
      pozew...
      Czlowiek dorosly a czuje sie jak male dziecko zagubione w ogromnym
      hipermarkecie, ktore nie wie gdzie isc, co zrobic...

      Zona napisla mi potem smsa ze jesli naprawde ja kocham to powinienem
      pozwolic jej odejsc... I chyba w tym cos jest bo kochamja mocno i
      skoro nie porafie dac jej szczescia to... Wlasnie to co...?

      Nie mam juz sil na nic, nawet na powrot do domu z podrozy...
      Nie wiem jak sie zachowywac w stosunku do niej...

      Do tego dochodzi jeszcze poczucie, ze nasza kochana coreczka nie
      bedzie miala 'normalnej' rodziny... ehhhhhh
      • ewiku Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 06.03.09, 11:06
        piotrek_pomorze napisał:


        > Do tego dochodzi jeszcze poczucie, ze nasza kochana coreczka nie
        > bedzie miala 'normalnej' rodziny... ehhhhhh


        ... a w tej chwili ta mała to ma "normalną" rodzinę?
        To co musi się jeszcze stać, żeby ta rodzina była "nie normalna"?


        ----------------------------------------------
        Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
      • m_mail Re: Rozwód - dziecko a moja wina... 15.06.09, 21:24
        Piotrku. Co się teraz z Tobą dzieje?
Pełna wersja