Po rozwodzie ...

09.02.09, 08:12
Witam, dawno nie pisałam. Ale teraz chciałabym z wami się pożegnać i
podziękować za wsparcie i rady. Stało się, rozwód orzeczony, jedna
rozprawa ... z orzeczeniem o jego winie, alimenty na dziecko takie
jak chciałam, bez kwestii spornych. Udało się to dzięki byłemu,
który nie chciał wywlekać brudów i też chciał to "załatwic" szybko.
Kiedyś poruszalismy tu na forum kwestię czy warto walczyć o to
orzeczenie o winie. Coprawda nie musiałam wlaczyć jak się okazało.
Może gdybym przeszła przez wiele stresujących rozpraw miałabym inne
zdanie. Ale uważam, że warto. Nie jakoś specjalnie, nie napawam się
tym smile ale myślę, że gdybym zgodziła się na porozumienie to sumienie
by mi spać nie dało.
Cóż poza tym ... życie po rozwodzie jest trudne. Z jednej strony
wyrywam się ku nowemu życiu, które jest wypełnione nowymi sprawami.
A z drugiej czuję sie trochę przetrącona przez to doświadczenie,
nieudana i przegrana. Taki dr Jekyll i Mr Hyde smile

pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie
Iranka
    • kingas38 Re: Po rozwodzie ... 09.02.09, 09:06
      Witaj...Ja też jestem po rozwodzie z winy byłego... z tym że u mnie trwało to
      długo ale warto było...dla siebie samej.A to uczucie przegranej,
      nieudanej,przetrąconej przez życie u mnie też się odzywa.Niestety upłynie dużo
      wody zanim złapiemy równowagę psychiczną ale warto poczekać...Pozdrawiam
      • zuzka712 Re: Po rozwodzie ... 09.02.09, 09:18
        Ja się nie zdecydowałam na rozwód z orzekaniem o winie i teraz tego
        trochę żałuję. Moje poczucie sprawiedliwości czasem się odzywa...

        Po prostu nie miałam wtedy siły i chciałam mieć to jak najszybciej
        za sobą. Ale i tak rok trwało zanim doszłam do siebie. Więc na jedno
        by mi wyszło. Chyba.

        Życzę Ci dużo szczęśliwych chwil w nowym życiu.
    • hb1980 Re: Po rozwodzie ... 09.02.09, 13:24
      zgadzam sie, ze warto walczyc o rozwod z orzeczeniem dla samego
      (samej) siebie. to nie jest kwestia odwetu, ale elementarnej
      sprawiedliwosci. no chyba ze taka walka mialaby wyniszczyc
      psychicznie, wtedy chyba nie warto tego robic. nie mysl, ze jestes
      nieudolna czy przegrana, potraktuj to jako szanse na lepsze zycie.
      mozliwe, ze uplynie troche czasu, zanim spojrzysz na siebie
      laskawszym okiem, ale to nastapi predzej czy pozniej.
      • z_mazur Re: Po rozwodzie ... 09.02.09, 14:32
        A ja uważam, że nie warto. Pisałem zresztą o tym już tutaj wiele
        razy. smile

        Ale skoro już masz te orzeczenie to ciesz się tym. Zawsze to jakiś
        podwód do satysfakcji. smile)))
    • z_mazur Re: Po rozwodzie ... 09.02.09, 14:34
      Nie rozumiem tego braku snu z powodu gryzącego sumienia w przypadku
      odstąpienia od orzekania winy.

      Odstąpienie od orzekania winy, nie musi oznaczać, że tej winy nie
      było. Oznacza jedynie, że strony nie czują potrzeby, żeby sąd to
      orzekał.
      • tricolour To proste... 09.02.09, 14:37
        ... brak snu pojawiłby się wtedy, gdyby istniała potrzeba orzeczenia
        winy, ale z jakichs powodów (wygodnictwo, czas) nie byłaby orzekana.

        smile
        • z_mazur Re: To proste... 09.02.09, 14:42
          Nie widzę podstaw do "potrzeby orzeczenia winy".
          No chyba, że ktoś ma tak zaburzony obraz rzeczywistości, że
          potrzebuje podeprzeć się inną niż własna, a najlepiej podpartą
          autorytetem (w tym przypadku sądu), oceną rozpadu związku.
          • everettes Re: To proste... 09.02.09, 17:37
            Tu nie chodzi o zaburzony obraz rzeczywistości... Ja również będę składać pozew
            z orzekaniem winy. Mój mąż mnie zdradził, a zachowuje się jakby nic się nie
            stało. Co gorsza, szuka winy we mnie i od jakiegoś czasu dręczy mnie
            psychicznie. Dlatego chcę to orzekanie, żeby zszedł wreszcie na ziemie, bo jak
            na razie to on czuje się jak "PAN I WŁADCA"!!!
            • z_mazur Re: To proste... 09.02.09, 22:50
              I myślisz, że orzekanie winy to zmieni?
              Obawiam się, że możesz się rozczarować.
            • z_mazur Re: To proste... 09.02.09, 22:51
              Motywacja o której piszesz, jest najgorszą z możliwych.
              • tricolour Bardzo porządna motywacja... 09.02.09, 22:54
                ... by rzeczy znalazły swój porządek.

                Napisałeś też "Nie widzę podstaw do "potrzeby orzeczenia winy"" - Ty nie
                widzisz, nie czujesz, a inni widzą, czują taką potrzebę i dopinają planu.
                • z_mazur Re: Bardzo porządna motywacja... 09.02.09, 23:22
                  No to się tu zdecydowanie nie zgadzamy.
                  Everets motywuje potrzebę orzeczenia winy udowodnieniem czegoś prawie byłemu mężowi. Czyli angażuje swoje siły i zasoby, po to by udowadniać coś komuś, kto nie jest w ogóle wart tego zaangażowania. Dlatego właśnie uważam, że to jest bardzo zła motywacja.

                  Dziewczyna od paru dni miota się czy wzywać świadków, jakich świadków, denerwuje się tym jak oni zareagują, czy można wzywać nieletnich. Widać jak dużo ją to kosztuje emocji i ile wymaga z jej strony zaangażowania. I po co to? Po to żeby udowdonić coś komuś, kto tego i tak nie przyjmie do wiadomości. Czyli wkłada duży wysiłek w wychowywanie kogoś z kim nie chce mieć nic wspólnego. Jak dla mnie działanie bez większego sensu.
                  • tricolour Zauważ także... 09.02.09, 23:36
                    ... że kilka dziewczyn pisze z ulgą, że orzekało winę. Piszą, że to miało dla
                    nich duże znaczenie, że nie cierpi poczucie sprawiedliwości. Czasami pojawiają
                    się także głosy żalu, że ktoś się skusił na "łatwiznę" ale po czasie uważa, że
                    lepiej było ponieść wysiłek i orzekać winę.

                    Takie widzenie sprawy jest mi bliskie i dlatego wracam do tego orzekania.

                    smile
                    • z_mazur Re: Zauważ także... 09.02.09, 23:45
                      Tak, ale ja tu oceniałem tą konkretną motywację, którą uważam za błędną, bo stawia w centrum sprawy jeszcze męża.

                      A tak abstrahując od tego konkretnego przypadku. Wyobraźmy sobie, że w kodeksie nie ma czegoś takiego jak orzekanie winy. Ilu szarpiących zdrowie i nerwy procesów uniknęlibyśmy. I nikt nie czułby się pokrzywdzony, ani niczyje poczucie sprawiedliwości by nie ucierpiało z powodu rezygnacji z orzekania, bo nie byłoby z czego rezygnować.

                      Zwyczajnie, małżeństwo się rozpadło i tyle, każdy by się skupił na sobie a nie na tej drugiej stronie, bo nie miałby za bardzo innego wyjścia. Jak dla mnie istnienie w kodeksie orzekania winy przynosi więcej szkody niż pożytku. 1/4 postów na tym forum to wynik dylematów związanych z orzekaniem winy. W takiej sytuacji tych dylematów by nie było. smile
                      • tricolour Można też zlikwidować rozwody... 09.02.09, 23:50
                        ... w ogóle nie będzie dylematów i jak wzrośnie statystyczna moralność!

                        smile
                        • z_mazur Re: Można też zlikwidować rozwody... 10.02.09, 08:23
                          W niektróych systemach prawnych mimo istnienia rozwodów nie ma
                          czegoś takiego jak orzeczenie winy, a za to interesy małżonków są
                          lepiej chronione i jakoś to funkcjonuje.

                          Po ilości konfliktów, które generuje ta procedura pomiędzy
                          rozwodzącymi się małżonkami, nie wnosząc praktycznie nic
                          pozytywnego, po ilości dylematów które generuje, na
                          zasadzie "powinnam orzekac, czy odpuścić, jak się będę z tym czuł(a)
                          gdy odpuszczę", uważam że zlikiwdowanie tej procedury byłoby z
                          korzyścią dla wszystkich rozwodzących się.
                          • kingas38 Re: Można też śluby zlikwidować ...:) 10.02.09, 19:32
                            Bo i po co je zawierać i wiązać się prawnie .Można żyć bez ślubów to i rozwodów
                            nie będzie i całej szarpaniny po sądach...a ile pieniędzy można zaoszczędzić, o
                            zdrowiu nie mówiąc....tylko wolne związki,wolna wola,wolność...
                            • tricolour Alimenty też? 10.02.09, 19:45
                              • kingas38 Re: Alimenty też? 10.02.09, 19:50
                                Nie ma ślubów, nie ma rozwodów, nie ma alimentów...tylko wola, nieprzymuszona wolasmile
                                • tricolour To ja się nie zgadzam... 10.02.09, 19:58
                                  ... chcę ślub i całą resztę.
                                  • kingas38 Re: To ja się nie zgadzam... 10.02.09, 20:32
                                    A Ja niekonieczniesmile jeszcze odczuwam uboczne skutki ślubusmile
                                  • z_mazur Re: To ja się nie zgadzam... 11.02.09, 01:03
                                    A dlaczego do ślubu wystarcza jedynie zgodna wola stron?

                                    To może analogicznie pierw przed ślubem powinno być oficjalnie i formalnie rozpatrzone, kto się bardziej przyczynił do zawiązania związku, kto ma w tym zakresie więcej zasług, czy tylko jedna strona, czy obie?
                                    • kingas38 Re: To ja się nie zgadzam... 11.02.09, 07:58
                                      z_mazur napisał: To może analogicznie pierw przed ślubem powinno być oficjalnie
                                      i formalnie rozpatrzone, kto się bardziej przyczynił do zawiązania związku, kto
                                      ma w tym zakresie więcej zasług, czy tylko jedna strona, czy obie?>

                                      Taak, a potem przy ewentualnym rozwodzie ten kto się bardziej przyczynił i miał
                                      więcej zasług w zawarciu ślubu niech odpowiada za jego rozpad z wszelkimi
                                      konsekwencjami, nieważne czy zawinił czy nie...bardziej chciał , to niech
                                      bardziej odpowiadasmile
                  • everettes Re: Bardzo porządna motywacja... 10.02.09, 00:27
                    Moje zachowanie i pytania, to nie miotanie się... Po prostu chcę się do tego w
                    jakiś sposób przygotować, dowiedzieć czego mogę się spodziewać.
                    Emocje są - jak najbardziej, bo trudno odciąć się od tego co było ot tak i
                    całkowicie zapomnieć.
                    A fakt, że mamy dziecko, oznacza, że ZAWSZE będziemy mieli COŚ wspólnego.
                    Ja nie mam zamiaru wychowywać swojego (prawie byłego) męża. Chciałabym tylko,
                    żeby dotarło coś do niego (to moje takie pobożne życzenie). Czy przyjmie to do
                    wiadomości, to się okaże smile
                    • z_mazur Re: Bardzo porządna motywacja... 10.02.09, 07:55
                      Dawno już nauczyłem się nie używać stwierdzeń definitywnych
                      typu: "zawsze", czy "nigdy".

                      Nie trzeba zapominać o niczym ale warto próbować przejść nad tym i
                      żyć dalej. Wikłanie się w skomplikowany prawniczy spór, po to żeby
                      ktoś kto powinien Ci za jakiś czas zwisać miękkim kalafiorem, coś
                      zrozumiał, to w mojej ocenie bardzo kiepski pomysł.
                      • sauber1 Re: Bardzo porządna motywacja... 10.02.09, 08:34
                        Jeszcze nie wiem, co powiem jutro?
                      • kort-illa Re: Bardzo porządna motywacja... 10.02.09, 09:28
                        Zapominasz jednak o sprawach czysto materialnych w sytuacji orzeczenia winy. A
                        uważam, że jest to ważne. Mój mąż pozbawił mnie wszystkiego (domu, który
                        budowałam) i nie przyjmuje do wiadomości żadnych podziałów. Zostałam w
                        tzw.skarpetkach. No i co? Dla spokoju duszy i sumienia mam uszy stulić i sobie
                        żyć dalej?
                        • z_mazur Re: Bardzo porządna motywacja... 10.02.09, 10:08
                          Ale orzeczenie winy ma się nijak do spraw majątkowych.

                          Mało tego, odwlekanie momentu rozwodu (orzekanie winy jest jednym z
                          najlepszych narzędzi do przeciągania rozwodu), bardzo skutecznie
                          blokuje możliwość uregulowania spraw majątkowych.

                          Nie lepiej szybko się rozwieść i wnieść sprawę o podział majątku? I
                          tu skupić swoją energię, a nie na szarpaniu się o to, czy gotowanie
                          raz w tygodniu jednodaniowego obiadu i seks dwa razy w miesiącu jest
                          wystarczającym usprawiedliwieniem zdrady.
                          • iranka_1 Nie chciałam... 10.02.09, 10:24
                            wywołać znowu dyskusji na temat "warto czy nie". To jest chyba rzecz
                            bardzo indywidualna i nie ma jednej dobrej odpowiedzi.
                            Chciałam tylko, dodać otuchy tym, którzy są przed rozwodem, być może
                            tak jak ja sparaliżowani strachem, co będzie, jak będzie itp. Mogę
                            powiedzieć, że nie było źle, chociaż tak jak pisałam - było to
                            wynikiem "kulturalnej postawy" mojego EX. A znając go parę ładnych
                            lat spodziewałam sie raczej masakry psychicznej z jego strony!
                            Okazało się, że czasem strach ma wielkie oczy smile
                            A po rozwodzie, no cóż - bywa różnie. Ale jest tyle rzeczy i spraw,
                            któymi mozna sie cieszyć ...

                            pozdrawiam wszystkich
                            Iranka
                            • z_mazur Re: Nie chciałam... 10.02.09, 11:09
                              > wywołać znowu dyskusji na temat "warto czy nie". To jest chyba
                              rzecz
                              > bardzo indywidualna i nie ma jednej dobrej odpowiedzi.

                              No widzisz, a ja uważam, że taka odpowiedź jest: "nie warto" smile))

                              > Mogę
                              > powiedzieć, że nie było źle, chociaż tak jak pisałam - było to
                              > wynikiem "kulturalnej postawy" mojego EX.

                              To duża rzadkość. Przeważnie wiąże się to z kilkoma rozprawami,
                              obrzucaniem się błotem, utratą resztek szacunku do siebie nawzajem i
                              pozostawaniem we wrogich rerlacjach już po rozwodzie, co np. w
                              przypadku posiadania wspólnych dzieci jest bardzo niekorzystne.

                              > A po rozwodzie, no cóż - bywa różnie. Ale jest tyle rzeczy i
                              spraw,
                              > któymi mozna sie cieszyć ...

                              Z tym się zgadzam w 100%. smile))
      • zuzka712 Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 11:07
        Troszeczkę przesadziłeś z tym brakiem snu. Zdecydowanie zajmuje się
        ciekawszymi rzeczami niż rozpamiętywanie przeszłości.
        Ale skoro temat został wywołany to zastanowiłam się i z perspektywy
        czasu uważam, że rzeczy powinno nazywać się po imieniu. I skoro
        rozwód był wynikiem konkretnych zachowań to dlaczego tego nie nazwać?
        To jest kwestia zadośćuczynienia, a nie zemsty.

        Ale ciekawe dlaczego aż tak mocno Cię temat poruszył. Czyżby jakaś
        niezaleczona rana z przeszłości?
        • z_mazur Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 11:13
          > I skoro
          > rozwód był wynikiem konkretnych zachowań to dlaczego tego nie
          nazwać?

          A te zachowania w większości przypadków, są efektem innych zachowań.
          Próbowałaś je nazwać?

          > Ale ciekawe dlaczego aż tak mocno Cię temat poruszył. Czyżby jakaś
          > niezaleczona rana z przeszłości?

          Mądrość wynikająca z doświadczenia, którą chcę się podzielić z
          innymi. smile)
        • z_mazur Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 11:18
          O braku snu pisała autorka wątku.

          Czy jak mnie ktoś nadepnie w tramwaju i nie przeprosi, to
          niepozwanie go do sądu o naruszenie nietykalności osobistej, też mi
          ma nie dawać spać? Są rzeczy ważne i mniej ważne. Orzekanie winy za
          rozpad związku dwojga ludzi, który nastąpił w wyniku ewolucji ich
          wzajemnych relacji, na które oboje mieli wpływ, jest dla mnie
          czynnością absurdalną.
          • zuzka712 Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 11:22
            No właśnie, może o to chodzi czy Ci nadepnął na nogę, czy Cię pobił
            do nieprzytomności.
            Też byś odpuścił? W końcu co Ci to da, że zostanie ukarany?
            • z_mazur Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 11:25
              Pobicie do nieprzytomności (ciężkie pobicie) jest ścigane przez
              prokuraturę i wola poszkodowanego ma niewiele do tego, może mieć
              ewentualnie wpływ na wysokość wyroku, a w zasadzie na jego
              złagodzenie, poprzez np. wybaczenie sprawcy.

              Pisałem już o tym kilkakrotnie. Mieszanie kwestii winy do sporu
              cywilnego jakim dla mnie jest rozwód, to nieporozumienie.
              • everettes Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 14:52
                W tej kwestii orzekania winy, wg mnie wiele zależy od tej drugiej str związku.
                Jeżeli np mój mąż po tym wszystkim co zrobił, przyznałby się bez ciągania za
                język, przeprosił, skulił głowę i sam powiedział, że zawalił i żebyśmy się
                dogadali, to OK. Nie mam nic przeciwko, a nawet jestem za. W sumie
                przeprowadziłam z nim kilka rozmów, bo liczyłam na KULTURALNE zakończenie całej
                sprawy. Ale jak widać z moim M się nie da. Woli mnie obrażać i poniżać. A jak
                widzi, że mnie to już nie rusza, to nagle załącza mu się wielkie "I love you do
                bólu" - na co też mnie nie nabierze. Więc w rezultacie słyszę słowa, że
                "upier..li mnie na cacy". Jak widać dogadanie się z nim jest kompletnie nie
                możliwe sad
                Aaa i jeszcze jedno - w kwestii orzekania winy - ja będę starać się o alimenty
                na dziecko i SIEBIE, co w przypadku braku orzekania nie jest możliwe.
                • z_mazur Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 17:17
                  > Aaa i jeszcze jedno - w kwestii orzekania winy - ja będę starać się o alimenty
                  > na dziecko i SIEBIE, co w przypadku braku orzekania nie jest możliwe.

                  I dla mnie w naszym systemie prawnym to jest jedyne sensowne uzasadnienie orzekania o winie. Chociaż moim zdaniem też nie powinno się uzależniać wzajemnych zobowiązań podjętych przez małżonków od tego orzeczenia.
                  • z_mazur Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 17:19
                    Chociaż po zastanowieniu się jednego nie rozumiem. Gdyby się chciał z Tobą dogadywać, to byś nie potrzebowała na siebie aliementów i zdecydowałabyś się na odstąpienie od orzekania, a skoro nie chce się dogadywać, to w tym momencie nagle powstaje potrzeba uzyskania alimentów?
                    • everettes Re: Kto tu pisał o braku snu???? 10.02.09, 18:54
                      Tu nie chodzi o to, że powstaje potrzeba uzyskania alimentów. Moja propozycja
                      była taka, że wnoszę pozew bez orzekania winy, potwierdza w sądzie, że chce
                      rozwodu i od razu załatwiamy sprawę majątku. Tzn. że w ciągu np 3-4 miesięcy od
                      orzeknięcia rozwodu wyprowadza się i wymeldowuje z mieszkania, a kredyt
                      przejmuję ja i spłacam mojego M.
                      I zaznaczyłam, że nie załatwiamy nic na "gębę" tylko wszystko piśmiennie. Ale
                      jak dla niego takie warunki są absurdalne i stwierdził, że za dużo bym chciała,
                      bo on ma inną propozycję. Więc wysłuchałam i doznałam szoku: rozwód bez
                      orzekania (ja miałabym wszystko załatwić i pokryć koszty - to nic, że nie
                      pracuje...), ja mam wyprowadzić się z dzieckiem do rodziców, bo mam blisko i mam
                      zabrać tylko to co moje sprzed ślubu (meble z jednego pokoju i komputer). I na
                      tym koniec całej sprawy.
                      Chciałam coś za coś... i myślę, że moje warunki były w porządku dla nas obojga...
                      Ale jak przedstawił sprawę w ten sposób, to będę domagać się tego, co faktycznie
                      się należy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja