Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..??

12.02.09, 09:43
W zwiazku z tym że to ja postanowiłam ze sie rozstajemy mój "M"
postanowił iż będzie walczył, jak on to określił-dla własnej
satysfakcji, o orzeczenie o mojej winie... Ja się oczywiscie nie
zgadzam, bo uważam że w naszym przyadku, jak i w wielu innych, wina
leży po obu stronach. Powiedzcie mi proszę co to dla mnie oznacza,
jeżeli sąd się przychyli do jego zdania..?? Co oznacza dla mnie
rozwód z orzeczeniem o mojej winie, i jakie są tego konsekwencje...
    • fragile66 Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 10:40
      Poza wątpliwym poczuciem moralnej wyższości małżonka niewinnego
      jedyną istotną różnicę opisuje Kodeks rodiznny i opiekuńczy:

      Art. 60.
      § 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego
      rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie
      sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka
      niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest
      przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania
      usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie
      znajdował się w niedostatku.

      Na ludzki przekładając, w razie orzeczenia twojej wyłącznej winy mąż
      mógłby domagać się alimentów na siebie, nawet jeśli powodziłoby mu
      się całkiem dobrze.
      Dla mnie to brzmiało na tyle groźnie, że starałem się robić wszystko
      co w mojej mocy, żeby nie dostać orzeczenia wyłącznej winy - w
      przyszłym tygodniu dowiem się, czy się udało.
      • andziula74 Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 11:05
        W takim razie trzymam kciuki fragile66smile
        Zastanawiam się też czy ma jakieś znaczenie w tej sytuacji kto
        pierwszy złozy pozew... czy "M" z wnioskiem o orzeczenie mojej winy,
        czy ja z wnioskiem o rozwód bez orzekania o winie...
        • pyzol31 Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 11:11
          nooooo to ja też trzymam kciuki żeby sie udało smilebo to moja
          sytuacja jest tez niestety, ja sie dowiem 24go
        • fragile66 Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 11:22
          Teoretycznie nie ma znaczenia kto jaki pozew złoży, bo i tak na
          pierwszej rozprawie (lub w pisemnej odpowiedzi) każde z was może
          zmienić swoje żądanie.

          Praktycznie - jeśli sąd jest rozsądny, to w przypadku niezgodności
          opinii między stronami musi być psychologiem i detektywem w jednym,
          bo - jak to już w innym wątku opisano - na prawdomówność stron ani
          świadków nie ma co liczyć.

          Na mój ogląd wydaje się, że składając pozew bez orzekania o winie
          dałabyś sygnał, że nie chcesz wywlekać brudów przed sądem. Jeśli
          potem mąż zgodzi się na rozwód z wnioskiem o orzeczenie twojej
          wyłącznej winy, to będziesz musiała zmienić swój pozew na orzeczenie
          rozwodu z winy obu stron. Wtedy wyjdzie na to, że zostałaś zmuszona
          do udowadniania jego winy - to daje punkty w grze psychologicznej.
          • andziula74 Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 11:32
            Teoretycznie nie jesteśmy ze sobą od sierpnia, nadal razem
            mieszkamy, ja wyprowadzam sie z dziećmi po zakończeniu roku
            szkolnego - zmieniam miasto, i cały czas sie zastanawiam co robić...
            Składać pozew czy czekać aż "M" przejdzie ochota na wywlekanie
            brudów... No ale na to nie ma "mądrych"... "M" zmienia zdanie co
            chwila, oprócz tego że chce mieć satysfakcję. Mówi ze skorzysta z
            dobrego adwokata i mnie "załatwi"... no właśnie, czy ja powinnam w
            takim przypadku brać adwokata..?? Czy bronić sie sama...szczerze
            mówiac nie bardzo mam teraz na to kasę...
            • pyzol31 Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 11:52
              jesli wciąż razem mieszkacie dopilnuj tego żeby ustała wspólnota
              gospodarcza (mąż osobna półka w lodówce, nie gotuj mu obiadków i
              rachunki zdecydowanie na pół)poza tym poczekaj przetrzymaj go w ten
              sposób, skoro i tak chcesz sie wyprowadzic dopiero w czerwcu, moze
              zmięknie i sam sie wyniesie bo bedzie miał dość takiego życia obok
              siebie, a moze nie złoży pozwu z twojej wyłącznej winy, może to
              bedzie czas na ochłonięcie...
              w kazdym razie powodzenia
              • andziula74 Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 11:55
                Obiadków dla niego nie gotuję juz od dawna, zakupami sie dzielimy -
                on dwa tygodnie i potem ja dwa tygodnie, rachunki dzielimy na pół od
                września... a wyprowadzić chce sie ja i zacząć wszystko od nowa...
                dość bycia samotną we dwoje...
            • niutka Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 18:04
              Znam to z autopsji.... Ja wzielam adwokata. Zobaczymy co z tego
              wyniknie.
              • everettes Re: Orzeczenie o winie, co to dla mnie oznacza..? 12.02.09, 23:36
                Widzę podobne historie jak moja... Andziula74 i niutka czy mogę Was prosić o
                jakiś kontakt?
        • fragile66 dziękuję za zaciśnięte kciuki :-) 12.02.09, 11:25
          ... bo od paru dni o niczym innym nie mogę myśleć, tylko o tym, że w
          godzinę rozstrzygnie się ciągnąca się od trzech lat sprawa. A
          ponieważ to druga instancja, to klamka zapadnie na amen!
          • pyzol31 uuułłłaaa 12.02.09, 11:28
            to poważna sprawa, kciuki sie przydadzą, mam nadzieję ze klamka
            zapadnie tak jak sobie tego życzysz...
            a jak to jest z pratyką? czy jesli wyłączna wina zostanie po stronie
            kobiety i taki zapadnie wyrok, to czy polskie sądownictwo przyznaje
            alimenty na byłego męża, czy raczej słabo to jest praktykowane? (mąż
            zdrowy, młody silny wykształcony wink
            • fragile66 Re: uuułłłaaa 12.02.09, 11:43
              Z praktyki nie znam takiego przypadku. Teoretycznie można to sobie
              wyobrazić: mąż niezguła porzucony przez dynamiczną żonę-
              businesswoman, rozwód z jej wyłącznej winy (bo adwokat też się
              okazał niezgułą, no widać ten typ tak ma smile)

              Po rozwodzie sytuacja materialna męża istotnie się pogarsza, bo nie
              ma dostępu do konta żony. W praktyce, gdyby wystąpił o alimenty, to
              miałby szanse je uzyskać i mógłby do końca życia nie hańbić się
              pracą.

              Oczywiście kluczowe tu są sformułowania "w odpowiednim zakresie"
              i "usprawiedliwionych potrzeb", ale podobno nie takie sprawy sądy
              widziały... smile
              • mariefurie Re: uuułłłaaa 12.02.09, 21:46
                fragile66 napisał:

                > Z praktyki nie znam takiego przypadku. Teoretycznie można to sobie
                > wyobrazić: mąż niezguła porzucony przez dynamiczną żonę-
                > businesswoman, rozwód z jej wyłącznej winy (bo adwokat też się
                > okazał niezgułą, no widać ten typ tak ma smile)
                >


                Jak mąż niezguła, i adwokat takoż, to marne szanse, wręcz żadne, na udowodnienie
                bizneswómen winy i jeszcze mniejsze na uzyskanie od niej alimentów na niezgułę tongue_out
                • fragile66 Re: uuułłłaaa 13.02.09, 09:48
                  mariefurie napisała:
                  >
                  > Jak mąż niezguła, i adwokat takoż, to marne szanse, wręcz żadne,
                  na udowodnieni
                  > e
                  > bizneswómen winy i jeszcze mniejsze na uzyskanie od niej alimentów
                  na niezgułę
                  > tongue_out

                  He he, że się tak gorzko i wątpiąco zaśmieję.

                  Niezgułom od czasu złożenia pozwu wyrastają skrzydła u ramion i
                  zaczynają robić rzeczy, o których nawet nie wiedzieli, że potrafią.

                  Moja ex przez całe 10 lat posiadania wspólnego konta internetowego
                  nie wykonała ani jednego przelewu za jakieś rachunki, czynsze itp.
                  Bank znała tylko od strony bankomatu.

                  Ale gdy zgodnie z ustaleniami zacząłem jej wypłacać alimenty na
                  dzieci i zablokowałem karty bankomatowe, to skądś ściągnęła sobie
                  numer infolinii do banku, dowiedziała się, że do robienia przelewów
                  są potrzebne hasła jednorazowe, zgłosiła zagubienie dotychczasowej
                  listy, dostała nową i ciach! - przelała sobie na osobne konto
                  równiutkie 20 tys. zł.

                  A w sądzie dalej płakała, że ja na pewno całe życie ją oszukiwałem,
                  bo "sprawami finansowymi u nas zajmował się mąż" smile
                  • mariefurie Re: uuułłłaaa 13.02.09, 21:11
                    fragile66 napisał:

                    > He he, że się tak gorzko i wątpiąco zaśmieję.

                    A znasz tak naprawdę jakiegoś niezgułę, fajtłapę i niezdarę któremu (której)
                    nagle skrzydła urosły?
                    Bo ja nie.
                    Jeżeli jedynym przykładem niezguły, której urosły skrzydła jest Twoja zona, to
                    muszę Cię rozczarować. Zły przykład.
                    To, ze znała bank od strony bankomatu tylko - to jest zwykłe wygodnictwo.
                    A to, ze odciąłeś jej swobodny dostęp do bankomatu, a mimo to ona znalazła
                    sposób by z niego korzystać - to jest oszustwo i kradzież.

                    I przykro mi, ze sie dopiero sam o tym przekonujesz szarpiąc się ze sprawą
                    rozwodową (czy podziałem- bo nie pamiętam dokładnie Twojej historii) latami.
                    Popatrz, jak ważne jest móc ocenić sytuację zgodnie z rzeczywistością jaka ona
                    jest,a nie chęcią widzenia inaczej i wyobrażeniem swoim na temat rzeczywistości.
                    Mówię całkiem serio.
                    Założyłeś - błędnie, ze masz do czynienia z niezgułą... i takie tego są skutki.


            • fragile66 Re: uuułłłaaa 12.02.09, 14:49
              Ze statystyk rozwodów w Polsce:

              W ponad 2/3 przypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta. Natomiast
              orzeczenie rozwodu z winy żony następuje w niespełna 3% przypadków,
              ale najczęściej – w ponad 70 % rozwodów – wina nie jest orzekana.

              3% z 65 tysięcy rozwodzących się w 2007 par oznacza prawie 2 tysiące
              orzeczeń o wyłącznej winie żony.
              • andziula74 Re: uuułłłaaa 12.02.09, 15:56
                Te statystyki patrząc od babskiej strony wyglądają obiecująco..smile
                wysłałam "M" smsa z tymi cyferkami, może przemysli czy warto sie tak
                szarpać...
                • maza15 Re: uuułłłaaa 12.02.09, 16:18

                  nie wiem po co dwa pozwy,nie wiem czego oczekujesz po wysłaniu
                  meżowi tych cyferek...
                  jeśli maż jest zdecydowany i posiada mocne dowody o Twojej winie to
                  te statystyki go nie wystraszą
                  jeśli nie ma dowodow - bać się nie musisz
                  • mariefurie Re: uuułłłaaa 12.02.09, 21:50
                    Tez tak mi się zdaję, maza.

                    Jak mu wyślesz jeszcze parę takich smsików, to sądzę, że determinacji mu
                    przybędzie, aby swój cel osiągnąc.
                    Nie naodwrót wink)
                    • sauber1 Re: uuułłłaaa 12.02.09, 23:09
                      fragile66 napisał:

                      > Ze statystyk rozwodów w Polsce:
                      > W ponad 2/3 przypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta. Natomiast
                      > orzeczenie rozwodu z winy żony następuje w niespełna 3%przypadków,
                      > ale najczęściej – w ponad 70 % rozwodów – wina nie jest orzekana.
                      > 3% z 65 tysięcy rozwodzących się w 2007 par oznacza prawie 2
                      > tysiące orzeczeń o wyłącznej winie żony.

                      Co do statystyk to mam wielkie zastrzeżenia i nie one winny być wyrocznią, a
                      stan faktyczny tylko.
                      Chcę do tego dwutysięcznego grona dołączyć, choć trudno tu jest dowieść co bez
                      uzasadnionej wątpliwości oczywistym, a w statystykach grać musi. I nie chcę z
                      tego czerpać żadnych profitów, a chcę by było wszystko jasne tylko.
                      • fragile66 Re: uuułłłaaa 13.02.09, 09:56
                        Statystyki nie mogą być wyrocznią, bo to zagrażałoby niezawisłości
                        sądów smile)

                        Ale ja zawsze lubiłem zaliczać się do elity, więc miło mi się
                        zrobiło, że należę do mniejszości, która ma orzeczony rozwód z winy
                        obu stron (7% w 2007, ciekawe ile w ubiegłym?).
                        • pyzol31 Re: uuułłłaaa 13.02.09, 10:22
                          myśle że w większosci przypadków wina jednak leży po obu stronach
                          własnie
                          oczywiście nie mówię tu o przypadkach bicia, czy molestowania,
                          ogólnie rzecz biorąc przemocy w rodzinie, która wypływa wyraźnie od
                          jednego z małżonków, bo na takie zachowanie nie widze żadnego
                          usprawiedliwienia
                          ale większość zachowań, które są powodem do rozstania jest
                          spowodowanych reakcją na inne wcześniejsze zachowanie współmałżonka,
                          więc wina nie zawsze jest jednoznaczna moim zdaniem
              • mariaeva Re: uuułłłaaa 13.02.09, 10:39
                ja sie rzowiodlam nie ze swojej winy choce pwnei do idealu mi daleko
                ale
                maz niezgula chcial sie somagac mojej winy - chociaz to on szalal na
                portalach randkowych i poznal mila mezatke na romans a ja siedzialam
                w wfirmie do wieczora bo maz pracy zadnej polubi c na lduzej niz
                miesiac nie potrafil skonczywsze lat 35 - ot takie odrodzenie na
                nowo w ramach tu cytat "co sie bede przemeczal jak ty tyle zarabiasz"
                -ale wracajac do rzeczy- ano miala byc moja wina ze mnei ciagle w
                domu nie ma i kto wie co robie bo moze wcale tyle nei pracuje
                no i w rezultacie mialo byc tak: leniuszek wezmie do zonki alimenty
                i bedzie mial super
                na szczescie dowody w sprawie jego romansow sie przydaly i wyszlo
                bez orzekania o winie smile
                co prawda jszcze chcial alimenty jako "czlowiek bedacy w ubostwie"
                ale..... w koncu zaprzestal tego myslenia
                dlatego roznie byc moze



                czuje
                i tego bede sie trzymac
          • fragile66 Re: dziękuję za zaciśnięte kciuki :-) 17.02.09, 16:23
            Uff, klamka zapadła! apelacje oddalone! wyrok prawomocny!

            Wprawdzie zeszło trochę dłużej niż godzinę, bo adwokat ex zajęło 35
            minut recytowanie swojej mantry, którą slyszałem już z 5 razy. Na
            trójkę zawodowych sędziów to okazało się za mało - w ustnym
            uzasadnieniu wyroku wytknęli jej kilka poważnych błędów w
            prowadzeniu sprawy.

            No i jesteśmy z ex w tym punkcie, który proponowałem jej prawie trzy
            lata temu, tylko ubożsi o jakieś 10 tysięcy zł i skłóceni do
            niemożliwości.
            Zrozum tu kobiety!

            Po zakończeniu zeszło ze mnie powietrze, siedzę od paru godzin przez
            ekranem i gapię się bezmyślnie w literki. Jutro zacznę myśleć co
            dalej...
            • pyzol31 Re: dziękuję za zaciśnięte kciuki :-) 17.02.09, 20:27
              gratuluję bardzo serdecznie
              szkoda że czasu tak dużo to zajęło i nerwów i pieniedzy zjadło
              dla mnie droga zacznie się dokładnie za tydzien...
              • andziula74 Re: dziękuję za zaciśnięte kciuki :-) 18.02.09, 09:23
                A ja próbuje cały czas przekonać "M" zebyśmy się rostali bez
                orzeczenia ale bezskutecznie..sad
                Moze jakby sobie poczytał wypowiedzi na forum moze by zmądrzał...
                Napisałam pozew o rozwód bez orzeczenia, złoze na dniach... aż się
                boje pomyśleć co mnie czeka...
Pełna wersja