inspiracja1
13.02.09, 21:18
ten wątek jest raczej pytaniem do Panów ale może i kobieta zna odpowiedz na co
co nurtuje mnie od samego początku.
Powiedzcie mi prosze dlaczego dla ojca dziecka, które poczeło się i urodziło
we względnie szczęśliwym związku, po 7 latach ślubu, przy świadomości
tworzenia nowego życia, ... tak trudno przychodzi placenie alimentów.
To prawda, że od początku jakos tak wychodziło, że to moje pieniądze szły na
utrzymanie dziecka (nie miał ani poczucia obowiązku ani ja też nie wymagałam),
prawdą jest też, że jak zostały zasądzone alimenty w kwocie, ktorą on
zaakceptowal (o 150zł mniej niż chcialam) to mial problemy finansowe i
tolerowalam brak wpłat. pierwsza proba upomnienia się o alimenty skończyla się
awanturą. Po kilku miesiącach, gdy emocje ucichły, spytałam kiedy ma zamiar
się rozliczyć a on po miłym dniu w moim i dziecka mieszkaniu robi typowego
focha, zmienia się nie do poznania i pyta 'czego można się jeszcze w tym domu
napić'. podejrzewam, ze teraz zarabia tyle, że alimenty to 5-10% jego
zarobków. nadal ma zaległości i nadal muszę się przypominać co zawsze kończy
się nagłą przemianą kolegi w potwora.
Dziś dostalam przelew (z częścią zaleglości) a w tytule: ZAPŁATA
Smieje się do tego bo to dla mnie tylko znak, że prostak z niego.
Nie zmienia to jednak, że bardzo ale to bardzo chcialamym wiedzieć dlaczego on
alimenty uważa jako... pensję dla mnie? opłate za dziecko? ograniczona jestem,
no, nie rozumiem...
kiedyś po kolejnej akcji powiedziala spokojnie, że to upokarzające że muszę
się upominać o te pieniądze jak o jałmużnę - stwierdził krótko, że to nie
jałmużna. Jeśli nie to co?!
Czym alimenty są dla tych, którzy muszą płacić.
(pewnie wiecie, że ja z tych co wszystko zawsze chcą po dobroci, cierpliwa
jestem, i mila jak przyjedzie raz na miesiąc, i nawet ciasto upiekę. wszystko
wbrew instynktowi samozachowawczemu.
ps. jeśli ktos pamięta moje wcześniejsze słabości to tylko dodam, że nie było
żadnego seksu. teraz to już w latach liczyć)
a tak poza tematem - 14 lutego 1998 mieliśmy pierwsza randkę; 15 lutego 2008
złożyłam pozew; jutro 14 lutego bedę sama z córką a on nawet nie wiem gdzie
ale pewnie z tą panną, która pojawiła się w naszym małżeństwie 5 lat temu.
tak jakoś dziwnie ale już jestem spokoja i pogodzona. mam dziś świetny humor
ale gdzieś głęboko zwyczajnie mi przykro.
Pozdrawiam