blackelegant
12.03.09, 14:20
Drugi raz napisalam pozew o separację i mam nadzieję, że tym razem
będę konsekwentna i go złożę. Brakuje mi sił ale chyba już nie warto
trwać w takim związku..
jesteśmy razem 7 lat, mamy dwoje dzieci 5 lat i 10 mcy. Pytanie:
dlaczego zdecydowalam sie na drugie dziecko skoro od dawna wiadomo
było, że mój mąż nie jest latwym człowiekiem i ma problem z
alkoholem. Nie wiem ale nie żałuję bo dziś siłę dają mi dzieci. Mój
mąż to człowiek interesu z bardzo silnym charakterem. Wszyscy są od
niego zależni i jemu podporządkowani nawet znajomi. To on w naszym
życiu wszystkim kieruje i ma niesamowity wpływ na innych. Zawsze
przewodzi, manipuluje innymi i uzależnia ich od siebie. Racja musi
być po jego stronie nawet jeśli jej nie ma. Ostatnie zdanie należy
do niego. Manipuluje dzieckiem mówiąc mu ze mamusia się gniewa na
niego, ze jest obrażona, ze mamusia chce zamieszkać sama....Przy tym
ma problem z piciem alkoholu: nie kontroluje swojego zachowania
kiedy jest pod wpływem. Często kończy jak dziecko wypuszczone z
poprawczaka: wraca z podbitym okiem, startuje do policjanta czego
skutkiem było zatrzymanie i sprawa o obrazę policji, rozkręca afery,
upija się do nieprzytomności, wydzwania po znajomych i mojej
rodzinie w nocy po pijaku, obraża innych.... nęka nas wszystkich
psychicznie, straszy i obraza. Często przywieziony z imprezy przez
swoich pracownikow śpi w aucie do rana, po imprezkach zalega w
różnych dziwnych miejscach. Nie ma ciągów alkoholowych ale pije
czesto, przy kazdej okazji i zawsze przekracza swoje granice. Doszło
do tego, że boję się z nim wychodzić bo mi wstyd, boję się też ze
będzie miał do mnie o coś pretensje bo już tak bylo, boję się jego
krzyku.... Ostatnio w swoim szale porządnie mnie uderzył w twarz i
szarpał za ramiona. Mam zrobioną obdukcję. Po 2 tygodniach ciszy w
domu dałam mu kolejną szansę ze względu na dzieci. Obiecywał ze nie
będzie przychodził pijany do domu i nie będzie się pokazywal w tym
stanie starszemu dziecku. Oczywiście te obietnice nie były dla niego
ważne: ostatnio bełkotał coś do naszego synka, potem wszedł do
pokoju gdzie spalam z córeczką i zaczął swoje pijackie monologi
zapalając mi światło i ścigając po całym domu kiedy wychodzilam z
pokoju. Na to wszystko dzwonil do calej mojej rodziny i wrzeszczał
ze on jest biedny a ja jestem wredna bo z pamietam tylko swoje
krzywdy. Na ostatn iej imprezie gdzie juz poszlismy osobno wyszarpal
mnie porzadnie w szatni, rzucal kurtkami i tylko dzieki interwencji
ochroniarzy uniknelam obrażen. Mam już dość takiego życia - mam dość
meza który pokazuje mi sie w stanie totalnego upodlenia, mam dośc
meza którego sie wstydze, mam dość meza ktory mnie kontroluje, jest
szalenczo zazdrosny, mam dosc męża który psuje mi relacje w rodzinie
i nęka wszystkich telefonami, mam dość zepsutych imprez i wakacji. W
domu same nerwy, podniesiony głos i rozkazujący ton. Dla dzieci
atmosfera jest destrukcyjna. Do tego mam już dwie obdukcje i jego
wyrok za rozrabianie i obrazę policji. Mam nagrane dwie rozmowy
gdzie mnie straszy ze przyjedzie nawalony i zrobi porządek i ze mnie
zabije jesli kogos sobie znajde. Zyję w ciągłym strachu, ukrywam
telefon zeby jak zacznie się afera nagrać to na dyktafon....chodzę
do psychiatry zeby pomógł mi przetrwać. Uczę się zachowania "misia
koali"
Mam pozew i tylko muszę go złożyć. Chcę orzeczenia o jego winie.
Poświęcilam całe życie na to małzeństwo: nie mam wielu znajomych,
nigdzie sama nie wychodze i nie wyjezdzam, wzorowo zajmuje sie
dziecmi i domem, jestem pedantyczna jesli chodzi o sprzatanie. Nie
ma mi nic do zarzucenia!
Zaznaczam, że to druga jego rodzina i ze pierwsza zona juz od niego
odeszla. Nawet jego mama namawiała go na leczenie bo widzi ze jej
syn ma problem z alkoholem (kilka razy u niej spalam bo sie bealam),
ze jest niecierpliwy, porywczy... on twierdzi ze nie ma problemu, ze
jest ok a my z niego robimy wariata.
Wiem, ze mozecie pomyslec po co za takiego wyszłam ale nie bylo tak
od poczatku: pil owszem ale zawsze to tlumaczyl ze w pracy, w
budowlance czasem trzeba, potem go przywozili pracownicy i ok - do
mnie nigdy nie startowal czulam sie bezpieczna a dzis to juz norma
ze nasle mi wyzwisk. Kiedys było dużo pięknych i wspaniałych chwil
ale dzis zamazują się pod wpływem tych złych wspomnien, on ma mi za
złe ze tego nie pamietam ze to nic dla mnie nie znaczy, twierdzi ze
mnie kocha i kocha dzieci i pokazuje mi ze umie przez np. 2 tygodnie
byc ok.... i jest, owszem ale po 2 tygodniach ma spotkanie biznesowe
i wraca w środku nocy z krwawiącym nosem bo ktos go walnął.... i
takich sytuacji się boję bo nasze dziecko zaczyna to rozumieć!
Powinnam złożyć pozew z orzekaniem o winie czy poprostu zakończyć to
jak najszybciej? Poję się jego wściekłości jak zobaczy orzekanie.
Już mi zapowiedział ze to wszystko to moja wina bo go nie rozumiem,
nie pomagam i stanęłam nie po tej stronie co trzeba a to ze mnie
wyszarpał to też moja wina bo chcialam wyjść bez niego... wszystko
moja wina! Powiedział mi że zaczynam wojnę i sie doigram. Powiedział
mi ze będę go też miała na sumieniu bo przeze mnie wykorkuje, przeze
mnie ma wysokie ciśnienie itp.