...o winie

27.03.09, 07:20
od rozwodu mijają już 4 lata, pamiętam początki kiedy podjęłam taką
decyzję, czytam tu wiele postów tych które dopiero się rozwodzą,
ponoszone emocjami, z perspektywy czasu, ja wiem, że nie warto
udawadniać winy. nawet gdy jest to jego wina. Bo co chcę przez to
osiągnąć? satysfakcję? bronić się w przyszłosci przes oskarżeniami
dzieci? alimentów od byłego dla siebie nigdy bym nie chciała.
Orzeczenie winy...czy warto?
    • inessa_22 Re: ...o winie 27.03.09, 10:09
      z perspektywy czasu mówię - warto. może komuś wyda to się dziwne, ale mi
      orzeczenie o winie exa pozwoliło odzyskać honor, a całej rodzince ex męża
      pokazać, że to jest naprawdę jego wina i że to on jest ku...rzem, a nie jak
      twierdzili, że jest taki święty, że starałam się jak mogłam, żeby uratować to
      małzeństwo.
      Za miesiąc minie rok od orzeczenia rozwodu, a ja jeszcze nie wyrzuciłam exa z
      pamięci. Żal pozostał... i wspomnienia...
      • ask77 Re: ...o winie 27.03.09, 12:05
        Ja dla odmiany rozwodziłam się bez orzekania, bo chciałam szybko, a
        poza tym byłam w takiej kondycji psychicznej że nstrasznie bałam się
        walki. W zasadzie wtedy to nawet oddychac się bałamwink Jedna
        rozprawa, rachu-ciachu zaraz będzie rok. I co? Dziś żałuję,że nie
        chciałam dowodzic winy męża.Z perspektywy czasu uważam,że rację ma
        Tri twierdząc,że skoro wina była to trzeba ją orzec. Czy jakoś takwink
        żeby ruszać dalej z czystym kontem.Męczę się trochę z tym "rozwód
        bez orzekania na wniosek obu stron"
      • fragile66 Re: ...o winie 27.03.09, 14:31
        inessa_22 napisała:

        > to on jest ku...rzem

        Głowię się od godziny, co to za brzydki epitet został tu
        wykropkowany smile

        On jest
        - kuminiarzem?
        - kuglarzem?
        - kulkarzem? (ale co by to miało znaczyć?)
        - kucharzem? (no i co z tego!)

        No nie wiem po prostu!
        • ewelka01 Re: ...o winie 27.03.09, 14:34
          mysle, ze chodzi o słowo- kurwiarzem
          wink)
          • fragile66 Re: ...o winie 27.03.09, 14:39
            ewelka01 napisała:

            > mysle, ze chodzi o słowo- kurwiarzem
            > wink)

            Aaaaaaa! no proszę. Nie znałem takiego słowa.

            W takim razie dobrze, że się nie zgodziłem na orzeczenie mojej
            wyłącznej winy. No bo jak tu żyć z takim piętnem...
    • a.b1 warto 27.03.09, 12:10
      zawsze warto
      też kilka lat po rozwodzie i też z orzeczeniem jego winy
      wiesz co mi to daje?
      świadomosć, ze to nie ja jestem do dupy
      że zrobiłam bardzo dużo, żeby mieć rodzine
      że jestem dojrzałą odpowiedzialną jednostką której zależało
      że nie jestem Piotrusiem Panem który bawi się w dom
      • natasza39 Sąd musi dowartościowywać? 27.03.09, 12:38
        a.b1 napisała:
        > świadomosć, ze to nie ja jestem do dupy
        > że zrobiłam bardzo dużo, żeby mieć rodzine
        > że jestem dojrzałą odpowiedzialną jednostką której zależało
        > że nie jestem Piotrusiem Panem który bawi się w dom

        Taką świadomość to się ma albo nie ma.
        Sąd chyba tego nie musi wyrokiem ogłaszać.

        Z mojego doświadczenia i obserwacji par, które się rozwodziły, to
        tylko wtedy była udowadniana "wina" jeśli "niewinny" chciał bardzo
        dokopać "winnemu" i miał tzw. haki ewidentne na niego. I to jeszcze
        wtedy kiedy ów "winny" nie umiał,bądź nie chciał się bronić, albo
        miał kiepskiego adwokata, ewentualnie sam się do owej "winy"
        przyznawał, byle od "niewinnego" się uwolnić.
        Prawda jest taka, że jak się nie ma ewidentnego haka, a "winny" ma
        dobrego adwokata to sąd ma słowo przeciwko słowu. Nic więcej
        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
        jest z głupcami.
        • a.b1 Re: Sąd musi dowartościowywać? 27.03.09, 22:00
          to masz kiepskie doświadczenia
    • dziwnie_jest Re: ...o winie 27.03.09, 13:19
      Ja twierdzę, że nie warto orzekać o winie, bo jeśli potrzebuję
      usprawiedliwienia dla siebie od sądu to znaczy, że sam nie wiem o
      sobie czy przypadkiem nie jestem winna. A tego niesmaku sąd nie
      zmyje i tak.

      Mówię że nie warto, a złożę wniosek z orzekaniem o...
      U mnie jest to wynik tego, że mąż zadeklarował, że rozwodu nie da i
      sam sie zgodził na publiczne pranie brudów itd. itp. O tyle mam
      czyste sumienie że proponowałam na spokojnie to załatwić.

      Zostawiam sobie jednak furtkę, że jak się facet zmęczy i zgodzi sie
      na rozwód to odstąpię od orzekania.
      • vadera12345 Re: ...o winie 27.03.09, 13:50
        Wyłączna wina strony przeciwnej chroni przed alimentami na jej rzecz.
        Miałam taki przypadek - dwumiesięczna mężatka zaszła w ciążę z kochankiem.
        Rozwód z wyłącznej winy żony uchronił męża przed alimentami, gdy okazało się, że
        kochanek kopnął ją w d..ę.
        • natasza39 Ciąża to akurat dobry hak, ale nie ewidentny 27.03.09, 14:16
          Choc nawet wtedy domniemanym tatusiem jest nadal mąż.
          Jak ów "hak" przyszedłby na świat a szczęśliwy z narodzin, mąż z
          automatu uznany był jako ojciec, to bardzo ciernista droga byłaby
          przed nim aby udowodnić, że dzieciak nie jest jego.
          Mój znajomy tak miał. Pierwsze uznano z automatu za jego, dopiero
          przy drugim dzieciaku, coś mu się matematycznie nie zgadzało, bo jak
          małzonka zaszła to on był dwa miesiące zagranicą. Ale ojcem
          pierwszego w papierach był jak wół. Gdyby matka wspaniałomyślnie nie
          oznajmiła że ojcem pierwszego nie jest jej ślubny i sąd nie zarządał
          dodatkowo dla potwierdzenia badań DNA, to jak nić chło może i nie
          płaciłby alimentów na nią, ale na dzieciaka jak najbardziejsmile
          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
          jest z głupcami.
        • fragile66 Re: ...o winie 27.03.09, 14:28
          vadera12345 napisała:

          > Wyłączna wina strony przeciwnej chroni przed alimentami na jej
          rzecz.

          Vadera, odwrotnie! Wyłączna wina strony przeciwnej daje możliwość
          domagania się od niej alimentów na swoją rzecz.
    • monika.k81 Re: ...o winie 27.03.09, 14:05
      Może i warto, ale czy ma się na to siłę?
      Ja złożyłam bez orzekania choć ewidentna wina męża (alkoholizm). Nie mam jednak
      siły by walczyć i udowadniać że przez 5 lat robiłam wszystko.
      Jeśli macie siłę - walczcie. Ja chcę aby szybko zniknął z mojego życia choć
      nigdy to nie będzie możliwe bo mamy dziecko.
      • ask77 Re: ...o winie 27.03.09, 23:24
        Dokładnie tak samo myślałamsmile i tak zrobiłam, i żałuję. On teraz mówi:
        sama chciałaś, ty zadecydowałaś.Gdybym miała winę orzeczoną nie mógłby
        tak.Jestem teraz silna, nie to co rok, dwa lata temu,ale i tak to
        boli, bo z jego strony(a jesteśmy skazani na kontakty bo dzieć)ciągle
        i w sumie z usparawiedliwieniem- bo ty zła kobieta byłaś.
      • monika.k81 Re: ...o winie 12.04.09, 13:04
        Nawet gdy sił brak to walczyć trzeba. Sytuacja zmienia się z dnia na dzień, ale
        już dziś wiem, że będę walczyć. Dla dziecka i dla siebie.
    • jogaj Re: ...o winie 30.03.09, 06:56
      Hmmm, dla mnie takie udawadnianie winy w sadzie to walsnie wlasna
      niepewnosc, ja wiem czyja byla to wina i czy ja poczulabym sie
      lepiej gdyby jakis obcy czlowiek=sedzia to stwierdzil, nie!!! Wiec
      mialam szybki rozwod bez orzekania o winie, poltora roku temu.
      Dla mnie nie warto, w ogole nie widzialam takiej potrzeby i nadal
      nie widze, zdanie exmeza mnie w ogole w tej sprawie nie interesuje
      (ktos napisal,ze ex nadal cos tam mowi), mamy wspolne dzieci wiec
      nadal jestesmy w kontakcie.
      Pozdrawiam
      Jola
    • inguszetia_2006 Re: ...o winie 30.03.09, 09:42
      Witam,
      Winę warto udowodnić, bo wtedy można np. cofnąć darowiznę, zgodnie z
      zapisem, że obdarowany wykazał się "rażącą niewdzięcznością".
      Pzdr.
      Inguszetia
    • inguszetia_2006 Re: ...o winie 30.03.09, 09:46
      Witam,
      P.S. Mnie się nie udało cofnąć darowizny, bo dla sądu
      niewystarczającym dowodem zdrady było wychodzenie od kochanki po
      nocy i nad ranem. Bo małżonek zeznał; pracowaliśmy do późna;-D
      I sąd mu uwierzył;-D Musiałabym ich sfilmować nago we łasnym łóżku,
      to wtedy może byłby to jakiś argumnent;-D Teraz mnie to śmieszy.
      Parę lat temu myślałam, że mi się to śni.
      Pzdr.
      Inguszetia
    • dorata351 Re: ...o winie 30.03.09, 10:35
      Ja uważam, że to wszystko zależy od rodzaju tej winy. Nie rozumiem
      dlaczego mialabym sie zgadzać na to ze nie ma winy, nawet na kawałku
      papieru, kiedy on oszukiwał, zdradzał. Skoro taki oszust albo
      oszustka nie ma na tyle przyzwoitosci, żeby samemu poprosić o rozwód
      z orzeczeniem swojej winy, to dajcie spokój .
    • mamazuziaka Re: ...o winie 30.03.09, 11:45
      a ja mam pytanie,może już było to przepraszam,czy jeśli małżonek podpisze pozew
      rozwodowy który będzie swteirdzał jego winę tzw.pozew z orzekaniem o winie męża
      to czy w Sądzie mimo to potrzebni będą świadkowie którzy ją dodatkowo będą
      musieli swteirdzić?
      • vadera12345 Re: ...o winie 30.03.09, 15:50
        Ciężar udowodnienia faktu ( zdrady ) spoczywa na osobie, która z tego faktu
        wywodzi skutki prawne.
        Ale okoliczność przyznana nie wymaga dowodu.

        Czyli - jak się przyznaje, to udawadniać nie musisz.
      • bejoy Re: ...o winie 30.03.09, 20:30
        Pewnie, bo zawsze może zmienić zdanie smile))
        • nietonieja Re: ...o winie 02.04.09, 15:14
          nie ma nigdy wyłącznej winy jednej strony. Nie ma! Mój eks poznał
          inna kobiete, jak to się mówi-kochankę, ja nie zdradzałam, nie
          piłam, byłam dobrą matką itd..ale miał ze mną tak okropne zycie, że
          lepiej nie mówić. a z obecnym partnerem jesteśmy jak dwie polówki
          jabłka.Po prostu ludzie czasem nie pasują do siebie, nadają na
          innych falach, mają inne charaktery. Czasem brak odwagi na to by sie
          przyznać, że nie da się z nami żyć, ze jesteśmy okropne. I druga
          strona, albo zacznie gdzieś od nas uciekać albo umrze psychicznie w
          związku.Nie potrafimy przyznać się że np. partner z nami cierpiał.
          Fakt-powinno sie odejśc wczesniej, zanim zacznie się uciekać, ale
          mało kto ma na to siłę. Mówienie o winie jednej ze stron to bujda.
          Jestem przeciwniczką rozwodu"o winie"-to dla pazernych darmozjadów,
          którzy łaszczą się na alimenty drugiej strony i nie potrafią z
          godnoscią wziąc swojego życia w swoje ręce. I rozwód o winie to
          trauma dla dzieci-to rozwód z rozdrapywaniem ran i wywlekaniem
          brudów, to zawody w przebiegłości , sprycie i niuchaniu (zbieranie
          dowodów). I pokazanie dziecku tej złej drogi rozwiązywania
          konfliktów.
          • wania46 Re: ...o winie 02.04.09, 15:40
            Na forum uzaleznienia ktos pisze pod Twoim nickiem?!!!
            • nietonieja Re: ...o winie 03.04.09, 11:28
              no i co z tego? słyszałeś,że 90% ludzi jest od czegoś uzależnionych?
              A swoją drogą dzieki za wyczerpującą odpowiedź na mój post i
              odniesienie się dogłębne do zagadnień które przedstawiłamwink
    • dzielna_rysia Re: ...o winie 05.04.09, 20:12
      Właśnie składam pozew o rozwód. Mogłabym udowodnić, że moje małżeństwo
      rozpadło się głównie z winy mężą... jednak zgłaszam pozew bez winy.

      Nie chcę publicznego prania brudów, upodlenia faceta z którym żyłam 10
      lat ani bez sensu przedłużać rozwódu kosztem dzieci.

      Na szczęście nigdy nie byłam na utrzymaniu męża. Chcę jedynie, by
      dokładał się w 50% do edukacji, ubrań i jedzenie dzieci.
      • nietonieja Re: ...o winie 06.04.09, 15:10
        dzielna rysiu,no ale dlaczego wina jednej strony??nie chcę wchodzić
        w twoje zycie, ale nie wierzę w winę jednego. To co piszę
        potwierdzają opinie terapeutów, psychologów..czasem niestety trudno
        sie przyznac do swoich wadsad
        • dzielna_rysia Re: ...o winie 06.04.09, 22:42
          To ewidentne, że każde małżeństwo rozpada się z winy 2 osób. Poza
          tymi ewidentnymi przypadkami, gdzie jedna osoba zdradzała, biła, itd
          i druga osoba była wyraźnie skrzywdzona, po co prać brudy w sądzie?

          Pogodziłam się (powiedzmy sobię wink z tym, że mąż mnie ranił bo albo
          mnie już nie kochał albo ma problem z %. Na razie się miota, zwala
          winę na mnie itd.

          Któregoś dnia obudzi się sam, bez dzieci, bez żony... nawet jego
          znajomi są zszokowani jego postawą.

          Ja nie mam niczego na sumieniu. Chcę uniknąć długiej sprawy ze
          względu na 2 małych dzieci.

          • spokojnazawsze Re: ...o winie 07.04.09, 23:45
            Z perspektywy starej rozwódki, bo ten fakt w moim zyciu zaistniał
            dziesięć lat temu, uważam, że NIE WARTO. Mozecie mi zarzucić
            hipokryzję, bo wyrok z sądu mam o wyłacznej winie męża. Mam owszem,
            ale to absolutnie nic nie zmienia w tym własnie...co dalej? Faceci,
            którzy sa wyłacznie winni natychmiast mają skojarzenie, ze jestem
            taką sama harpią jak ich exie walczące do ostatniego tchu, zeby temu
            skurwielowi dokopac, a dołożę jeszcze dzieci do tej jatki, piekło na
            ziemi. Gwoli wyjasnienia. Mój mąż mnie zdradzał, był agresywny, ja
            miałam byc do domu, sexu i rodzenia dzieci.Ale ja nie byłam
            aniołkiem. Tez się z nim kłóciłam, też za kare miał bezsexie
            miesiącami.Nie odczuwałam potrzeby rozmawiania z nim, taka byłam
            zapiekła w tej złości. A potem wpadłam w furię jak się dowiedziałam,
            że ma romans.A wina moja było równiez to że mnie zdradził. Pchnełam
            go sama do tego.Wiec nie mówcie mi kobietk,i, że wy takie świete,
            cudne, wspaniałe żony, partnerki,kochnki przyjaciele swoich męzów, a
            on was zdradza Gówno prawda. Każda z nas ma w tym więszy lub
            mniejszy udział. Tylko tak trudno jest spojrzec w lustro i
            powiedziec sobie: cholera ale ja spierdoliłam tyle rzeczy. Łatwiej
            jest zwalić ja na druga strone, bo wtedy nie musimy patrzeć w
            lustro. I na koniec gwoli ścisłości. Mój mąz nigdy spokojny nie był,
            nie bił mnie ale znęcał się psychicznie. Przesadził chłopczyk, kiedy
            dwa lata po rozstaniu ale bez orzeczonego wyroku, po prostu mi
            spuścił taki wpierdol, ze na brodzie miałam pięć szwów i takowe same
            pięć na skroni. To był dla mnie juz wtedy obcy człowiek, więc miał
            sprawę karna a potem orzeczenie o winie. A w moim zyciu poza
            paskudnymi szramamami nie wniosło to nic. Zaden z moich
            dotychczasowych kandydatów na partnerów nie pytał mi sie o wyrok
            sadusmile))))
            • z_mazur Re: ...o winie 08.04.09, 00:40
              No, jestem pod wrażeniem.

              Wiele razy pisałem tu na tym forum i polemizowałem niejednokrotnie w kwestii orzekania winy, które uważam za zupełnie bezsensowny twór prawny. Za to co się dzieje w związku, za jego kształt, wzajemne relacje małżonków, odpowiedzialność ponoszą obie strony, mieszanie do tego pojęcia winy jest dla mnie grubym nieporozumieniem.

              Ale może żeby na to spojrzeć w ten sposób trzeba jednak tych kilku lat od rozstania, żeby nabrać odpowiedniego dystansu.
            • rybak Re: ...o winie 08.04.09, 09:19
              Mądrze.
              Słusznie.
              ZAWSZE są dwie osoby (oczywiście poza patologiami, bo wtedy -
              wiadomo)
              Z moich spostrzeżeń wynika coś jeszcze. Bardzo często pranie się w
              sądzie długotrwałe ma nie tylko zamaskować własne błędy, ale i
              przedłużyć agonię. Po co? A niech sobie kaźdy dopowie sam(-a).
              Czasem po to, żeby się uporać psychicznie z całą tą porażką. Czasem
              - żeby przygotować dowody. A czasem - żeby w spokoju pozałatwiać ex-
              ę(-a) ekonomiczniewink. Ale normalni ludzie ... powinni sę rozwodzić
              w 15 minut. Takie jest moje zdanie. A jeśłi mają dzieci- to w 10!!
              Po co? Żeby swojego stresu i następstw tegoż na te dzieci...
              wiadomo...
              • dorata351 Re: ...o winie 10.04.09, 08:41
                A moim zdaniem, normalni ludzie, szczególnie ci posiadający małe
                dzieci, powinni starać się zrobić wszystko zeby do rozwodu nie
                doszło. Bo jakie to ma znaczenie czy jest orzeczenie o winie , czy
                nie, rodzice się rozwodzą i to jest traumą dla dzieci.
                • nietonieja Re: ...o winie 10.04.09, 12:35
                  owszem dorota, ale uwierz, czasem nie da się nie dopuścić do
                  rozwodu. Czasem ludzie nie dobiorą się, zgrzyta, niegatywne emocje
                  krążą w powietrzu. I dzieci w tym-widzą czują, grę pozorów też
                  wyczują. każdy Chyba zwierając związek małż, chce by było ok, wierzy
                  w to. Ale nie da się czasem wspólnie jechac na jednym wózku. Czesto,
                  kazde z nich kiedy uloży sobie nowe życie, z nowym partnerem wiedzie
                  zgodne, szzceśliwe życie. Jestem tego przykładem, eks też.
                  Co do winy, to znam przypadki wywlekania brudów i
                  zbierania "argumentów" o winie w celu zapewnienia sobie utrzymania-
                  niektóre darmozjady mają takową potrzebę.
                  • z_mazur Re: ...o winie 10.04.09, 13:28
                    A ja byłbym ostrożny z rzucaniem epitetów typu "darmozjad".

                    O tym również pisałem na tym forum kilkakrotnie. Łączenie kwestii
                    alimentów (czy innych form rekompensaty) dla małżonka z orzeczeniem
                    winy, to już całkowite kuriozum. Sąd powinien IMHO oceniać relacje
                    małżeńskie, wzajemne ustalenia zawarte między małżonkami i na tej
                    podstawie przyznawać odpowiednią rekompensatę.

                    Bo co ma wina do tego, że żona po wspólnej decyzji małżonków przez
                    kilkanaście lat zajmuje się domem i dziećmi nie rozwijając się
                    zawodowo, aby mąż mógł odnosić sukcesy zawodowe, a potem zostaje po
                    rozstaniu z mężem bez środków do życia, bo na rynku pracy może
                    liczyć jedynie na jakieś ochłapy. Jest to przecież konsekwencja jak
                    już napisałem wcześniej, wspólnej decyzji, więc czemu ma to dotyczyć
                    tylko jej.
                    • kasiapfk Re: ...o winie 11.04.09, 11:39
                      z_mazur. jestem pod wrażeniem, mimo, że nie jestem w opisanej przez
                      Ciebie sytuacji. (albo tylko częściowo jestem wink).
                      Ja bym jednak oddzieliła odpowiedzialność za rozpad związku od winy.
                      Jak dla mnie to są dwie zupełnie różne sprawy.
Pełna wersja