dziecko przy ojcu

30.03.09, 00:19
Temat nowy i juz chyba poruszony.

Mamy 3letnią córkę. Dogadujemy się, potrafimy porozumieć, ale do prawdziwego
związku jeszcze nam daleko. Nie jesteśmy małżeństwem, bo ja nie chcialam się
na to decydować-jestem raczej wolnym ptakiem i nienawidzę zobowiązań, mimo ze
mamy dziecko. Ślub początkowo odwlekany, stan się surrealistyczny, a na dzień
dzisiejszy kompletnie nie jestem gotowa na tak poważny związek.. jakiego
oczekuje ode mnie rodzina.. Moge to stwierdzić i jestem tego w pełni
świadoma.. Nie jestem modelem na matkę, żonę. Nie umiem, nie potrafię, a co
najważniejsze nie chce. I nie już mam nastu lat, mimo ze dziecko było
delikatnie mówiąc nieprzemyślane z dwóch stron.

Chce odejść. Do życia. Od obowiązków typu 'co dzisiaj na obiad zrobimy'. Nigdy
nie chcialam wchodzić w ten układ, ale on nalegał na to by spróbować tworzyć
rodzinę. Tyle ze ja się nie nadaje. Mowilam, tłumaczyłam, ale to nic nie dało.
Chciałabym by dziecko zostało przy ojcu. Jest na pewno lepszym rodzicem niz
ja. Ma więcej cierpliwości, kocha dziecko, umie sie właściwie nim zająć. Od
ur. sie nim opiekuje, bo ja po prsotu czsto wyjzdzalam i nie moglam byc na
miesjcu.

Czy to jest możliwe i czy juz -jak teraz nie będę wyklęta. BO rodzina się
burzy, ze tak mu małą powierzyłam..
    • chalsia Re: dziecko przy ojcu 30.03.09, 00:47
      skoro masz pełną świadomość siebie i sytuacji, to rzeczywiście pozostawienie
      dziecka z ojcem może być najlepszym wyjściem.
      Ja nie wyklinam kobiet podejmujących tego typu decyzje, jesli są przemyślane od
      A do Z.
      Pytanie - i to zasadnicze z punktu widzenia Twojego dziecka - chcesz ją olac,
      czy tez będziesz regularnie się z nią kontaktować i uczestniczyć w jej życiu ?
      No i czy zamierzasz wywiązywać się z obowiązku współutrzymywania córki płacąc
      godziwe alimenty?
      • tricolour To można zamierzać lub nie zamierzać? 30.03.09, 09:57
        A gdy sie nie zamierza, to sie nie płaci i już?

        smile
        • pyzz Re: To można zamierzać lub nie zamierzać? 30.03.09, 10:49
          w przypadku kobiety - owszem.
          • chalsia Re: To można zamierzać lub nie zamierzać? 30.03.09, 11:04
            oj Panowie, w tej chwili działania są w trybie przypuszczającym,
            bowiem autorka dopiero rozważa pozostawienie dziecka z ojcem.
            Gdyby napisała, że jest już zdecydowana/zrobiła to - moje pytanie
            brzmiałoby "czy BĘDZIESZ płacić".
    • pelagaa Re: dziecko przy ojcu 30.03.09, 09:17
      Uwazam, ze dziecko powinno byc z rodzicem, z ktorym ma wieksze wiezi
      emocjonalne, a jesli jest to ojciec, to wlasnie z ojcem.
    • pyzz Re: dziecko przy ojcu 30.03.09, 11:35
      IMHO, każdy człowiek ma pełne prawo dążyć do życia tak, jak chce pod warunkiem
      zachowania się wobec innych fair. Dlatego masz pełne prawo odejść od partnera i
      układać sobie życie wg własnych planów.
      Jeżeli sama uznajesz, że dziecko będzie dobrze przez niego wychowywane i chcesz
      mu pozwolić na pobyt dziecka u niego, to raczej IMHO świadczy o tobie dobrze,
      niż źle.
      należy jednak pamiętać, że dziecko już jest, a Ty jesteś jego matką i jednak nie
      powinnaś odejść i zniknąć. Powinnaś jednak, a nawet masz (o ile wiem) formalny,
      prawny obowiązek się z dzieckiem kontaktować, współutrzymywać wpływać na jego
      wychowanie itd.

      > Czy to jest możliwe i czy juz -jak teraz nie będę wyklęta. BO rodzina się
      > burzy, ze tak mu małą powierzyłam.
      Rodzina wylewa na Ciebie seksistowskie stereotypy. Rodzina ma obowiązek się
      wspierać nawzajem, a nie wyklinać z bele powodu. Ja bym się TAKĄ rodziną nie
      przejmował, tylko spuścił wodę.
      • wroclawkala Re: dziecko przy ojcu 30.03.09, 19:45
        Jelsi chodzi o alimenty jestem na to gotowa. To nigdy ine był problem, tak smao
        jak nie jest to wyrok, bo obowiązek alimentacyjny konczy sie kiedys..

        i sa seksistowscy.
        • chalsia Re: dziecko przy ojcu 30.03.09, 20:17
          > Jelsi chodzi o alimenty jestem na to gotowa.

          no a co w kwestii kontaktu z dzieckiem i zaanagżowania w jego
          sprawy?
          • dziwnie_jest Re: dziecko przy ojcu 31.03.09, 12:12
            kurcze, jakie to jest dziwne...
            Świat z jednej strony woła: kobiety odsuwają ojców! Czy ojciet to
            rodzic II kategorii itd, itp.
            A z drugiej strony niech no sie pojawi kobieta która ze spokojem i
            poczuciem sprawiedliwości powie: chcę aby ojciec się zajął
            dzieckiem bo jest w tym lepszy ode mnie. To od razu jej własna
            rodzina ją wyklina jako wyrodna matkę.

            Co innego gdyby facet się wycofał - on powinien, ale kobieta? Ta
            powinna walczyć o dziecko do upadłego. Eh...

            Uważam, że nie ma niczego złego w powierzeniu opieki nad dzieckiem
            meżczyźnie - jesli jest dobry w te klocki i wieksza jest z nim więź
            dziecka niż z matką.
            Źle bedzie dopiero jak ta matka całkiem sobie pójdzie i zniknie
            dziecku z horyzontu. No niestety posiadanie dzieci zobowiązuje do
            wkładu w wychowanie. Nie tylko pieniężnego.
            • chalsia Re: dziecko przy ojcu 31.03.09, 12:57
              > Źle bedzie dopiero jak ta matka całkiem sobie pójdzie i zniknie
              > dziecku z horyzontu. No niestety posiadanie dzieci zobowiązuje do
              > wkładu w wychowanie. Nie tylko pieniężnego.

              skoro autorka wątku pozytywnie odniosła się jedynie do kwetii
              współutrzymywania dziecka, to niestety obawiam się, że dołączy dt
              grona tzw. "rodziców bankomatów", ktorzy najmniejszym kosztem ze
              swojej strony (a wieć w postaci stałego zlecenia - więc nawet
              pamiętać nie trzeba) starają się "opędzić dziecko".
              Dla dziecka w tym wieku zerwanie kontaktu przez matkę będzie
              tragedią.
        • nangaparbat3 no co z tym kontaktem????????? 31.03.09, 13:12
          Bo to stokroć ważniejsze od alimentów.
          • wroclawkala Re: no co z tym kontaktem????????? 31.03.09, 21:01
            nangaparbat3 napisała:

            > Bo to stokroć ważniejsze od alimentów.


            Kontakt w granicach rozsądku.

            Nie zajmowałam sie dzieckiem ani po urodzeniu, ani do tej pory, wiec to ze sie
            wyprowadzę nic tu nie zmieni. Moje kontakty z dzieckiem w tej chwili wyglądają
            tak, że 'jestem w domu', robię komputerową pracę, albo załatwiam telef. sprawy.
            Dziecko jest z ojcem w drugim pokoju, a moj związek z jej ojcem to ułuda. Zabawa
            w dom.

            Nie chcialam rodzić, od razu zapisałam sie na zabieg, ale mnie od tego odwodził
            twierdząc, ze tak na początku jest i ze mi się odmieni. Nie odmieniło się. Od
            tego czasu nie mogę sobie darować. Moze to skandaliczne itp. ale mało juz mnie
            obchodzi, co kto o tym sobie pomyśli. Zakłamywanie rzeczywistości nic mi nie
            daje. Nie chce dziecka, nie czuje więzi z dzieckiem. Nie wiem, dlaczego tak
            jest. Po prostu. Trace cierpliwość, jak tylko dziecko widzę. Ten stan meczy mnie
            i jestem nieszczęśliwa. Nie moge ciągle udawać. N. wczoraj na placu zabaw,
            dostawałam białej gorączki, ze dzwonią z pracy, a ja nie moge odebrać bo na
            pierdołach spędzam czas. Nie chce robić z siebie męczennicy, ale nie umiem sie
            już tak poświęcać. Nie wiem jak to wyjaśnić. Moge byc bankomatem, byle mieć ten
            spokój. Moze stąd rozumiem odchodzących ojców.. Jak ja nie maja instynktu. A
            moze to cos więcej niż sam instynkt. Nie wiem. Nigdy sie nie dowiem. Nigdy juz
            nie zamierzam miec dzieci, ani ciąż, ani wpadek.

            Znow chce mi sie przepraszać. Uwazam, ze tak będzie i dla niej i dla mnie
            lepiej. Zwłaszcza dla niej. Mma nadzieje, ze jej ojciec kogos będzie mial i ten
            ktos łatwiej-niz gdybym ja byla sama z nią, zaakceptuje ten uklad.
            • tricolour Mam pytanie... 31.03.09, 22:21
              ... takie porządkowe.

              "Nigdy juz nie zamierzam miec dzieci, ani ciąż, ani wpadek" - a faceta
              zamierzasz mieć? Kochać?
              • wroclawkala Re: Mam pytanie... 31.03.09, 23:59
                To zupełnie inna bajka i inne uczucia.
                Przynajmniej we mnie.

                • tricolour Nie. 01.04.09, 00:14
                  To nie są inne uczucia tym bardziej, że z faktu, że nie chcesz dzieci wynika
                  jednoznaczny wniosek, że nie powinnaś się z nikim wiązać. Niechęć do dzieci
                  dyskwalifikuje małżeństwo w wymiarze miłości, bo jest oparte na egoizmie.
                  • pyzz Re: Nie. 01.04.09, 11:43
                    > z faktu, że nie chcesz dzieci wynika
                    > jednoznaczny wniosek, że nie powinnaś się z nikim wiązać. Niechęć do dzieci
                    > dyskwalifikuje małżeństwo w wymiarze miłości, bo jest oparte na egoizmie.

                    Nic nie wynika, wniosek taki nie tylko nie jest logiczny, ale jest kompletnie
                    nielogiczny. To jest tylko ideologia, IMHO podjeżdżająca nieco katolickim
                    fundamentalizmem.
                    • tricolour Możesz wskazać róznicę... 01.04.09, 14:47
                      ... miedzy brakiem logiki, a kompletnym brakiem logiki?

                      Wskaż logiczną róznice miezy brakiem, a kompletnym brakiem... smile)
                      • pyzz Re: Możesz wskazać róznicę... 02.04.09, 10:31
                        rzecz, co chyba oczywiste w nasileniu (lub jego mojej ocenie)
                        "kompletnie nielogicze" jest podzbiorem zbioru rzeczy, które "nie są kompletnie
                        logiczne".
                        Jeżeli mamy wnioskowanie wieloetapowe, z których wszystkie wnioskowania składowe
                        poza jednym są logiczne i prawdziwe to przez ten jeden niewłaściwy całość wywodu
                        nie jest kompletnie logiczna, ale nie jest to wywód kompletnie nielogiczny.
                        • mariefurie Podrasowałeś odpowiedź 02.04.09, 11:06
                          w poprzednim poście piszesz: że coś jest nie tylko nielogiczne, ze to coś jest
                          kompletnie nielogiczne.
                          A róznicy pomiędzy nielogiczne a kompletnie nielogiczne nie ma żadnej.

                          Natomiast to , poniżej, i owszem. Kompletnie nielogiczne - jako bzdura, a nie
                          kompletnie logiczne - jako skutek braku ciągłości myslenia.

                          pyzz napisał:

                          > rzecz, co chyba oczywiste w nasileniu (lub jego mojej ocenie)
                          > "kompletnie nielogicze" jest podzbiorem zbioru rzeczy, które "nie są kompletnie
                          > logiczne".
                          > Jeżeli mamy wnioskowanie wieloetapowe, z których wszystkie wnioskowania
                          składowe poza jednym są logiczne i prawdziwe to przez ten jeden niewłaściwy
                          całość wywodu
                          > nie jest kompletnie logiczna, ale nie jest to wywód kompletnie nielogiczny.
                          • pyzz Re: Podrasowałeś odpowiedź 03.04.09, 11:27
                            Super. Uznajmy zatem, że mi gra słów nie wyszła.
                            Powróćmy zatem do tekstu:
                            > z faktu, że nie chcesz dzieci wynika
                            > jednoznaczny wniosek, że nie powinnaś się z nikim wiązać. Niechęć do dzieci
                            > dyskwalifikuje małżeństwo w wymiarze miłości, bo jest oparte na egoizmie.

                            I odpowiedzmy na niego tak:

                            Nic nie wynika, wniosek taki nie tylko nie jest jednoznaczny, ale jest
                            kompletnie nielogiczny. To jest tylko ideologia, IMHO podjeżdżająca nieco
                            katolickim fundamentalizmem.

                            Pasi?
                            • babe007 Re: Podrasowałeś odpowiedź 03.04.09, 12:40
                              A gdyby postawić sprawę w ten sposób: są ludzie z wyboru nie mający
                              dzieci - ich życie ich wybór. Ale jeżeli komuś takiemu dziecko się
                              jednak "przytrafi", to zazwyczaj budzą się w nim uczucia (miłości,
                              poczucia odpowiedzialności, i.t.p.). Jeżeli taki człowiek (a
                              szczególnie kobieta - bo nie oszukujmy się, to właśnie ona, ze
                              względów oczywistych, została obdarzona przez naturę "narzędziami",
                              które o powstanie takich uczuć dbają) po narodzinach dziecka (nawet
                              po pewnym czasie) nie czuje nic, to trudno jest mi uwierzyć, że w
                              ogóle jest on zdolny do uczuć wyższych, co z kolei (moi zdaniem)
                              raczej wyklucza jakikolwiek (oparty na zdrowych przesłankach)
                              związek.
                              • pyzz Re: Podrasowałeś odpowiedź 04.04.09, 19:25
                                TEN sposób stawiania sprawy to nie argumentacja, tylko eurystyka.

                                To brzmi nawet logicznie:
                                > w
                                > ogóle jest on zdolny do uczuć wyższych, co z kolei (moi zdaniem)
                                > raczej wyklucza jakikolwiek (oparty na zdrowych przesłankach)
                                > związek.

                                Ale wcześniej, to po prostu koncert.
                                > Jeżeli taki człowiek (...)
                                > po narodzinach dziecka (nawet
                                > po pewnym czasie) nie czuje nic, to trudno jest mi uwierzyć, że w
                                > ogóle jest on zdolny do uczuć wyższych
                                To jest wierutna bzdura! Sam znam przynajmniej jedną osobę, która pierwszym
                                dzieckiem zajmowała się z obowiązku, a dopiero drugim, urodzonym 18 lat potem
                                naprawdę cieszyła. Nadto fakt, że w kimś nie budzą się uczucia do dziecka nie
                                znaczy, że nie może kochać rodziców, partnera, ba, ojczyzny (choć akurat nasza
                                ojczyzna na miłość nie zasługuje IMHO). To, że Ty nie jesteś w stanie w to
                                uwierzyć nic w tej kwestii nie zmienia.
                                Wreszcie, mam wrażenie, że to nie osoby bezdzietne, a niektórzy rodzice, a
                                zwłaszcza matki przestają być zdolne do jakichkolwiek uczuć wyższych wobec
                                kogokolwiek prócz dzieci. Że wspomnę tylko ogólny ton odpowiedzi w wątku o
                                mężczyźnie, który w wyniku ciężkiego złamania ręki stracił możliwość pracy,
                                popadł w długi i nie stać go na płacenie alimentów. Po prostu koncert uczuć
                                wyższych!
                            • tricolour Możemy podyskutować, Pyzz. 03.04.09, 17:35
                              Kiedyś, parę lat temu byłem sam, bez kobiety i doskwierała mi samotność w pewnym
                              szczególnym wymiarze: marnowania potencjału. Miałem przelotne i ciekawe
                              znajomości, romanse, seks, ale brakowało "obiektu", dla którego chciałem (!)
                              rozwinąć całe swoje możliwości, bo - powiedzmy szczerze - kobieta do łózka
                              pozwala realizować się tylko w wąskim zakresie.

                              Potem poznałem kogoś, zakochałem się, zbudowaliśmy narzeczeństwo, stoimy u progu
                              małżeństwa. Oboje czujemy, że mamy szczególny potencjał, którego nie jesteśmy w
                              stanie zagospodarować i wykorzystać bez dziecka. Chęć posiadanie dziecka
                              wypełnia i realizuje związek do końca.

                              Oczywiście może istnieć związek bez dzieci tak jak można żyć samotnie. Pytanie
                              tylko, czy nie szkoda siebie na tandetne rozwiązania?
                              • z_mazur Re: Możemy podyskutować, Pyzz. 03.04.09, 19:45
                                > Oczywiście może istnieć związek bez dzieci tak jak można żyć samotnie. Pytanie
                                > tylko, czy nie szkoda siebie na tandetne rozwiązania?

                                To że takie rozwiązanie jest "tandetne", to tylko Twoja opinia i jak każda opinia niewiele ma wspólnego z faktami.

                                Tak samo jak moją opinią może być, że związek tworzony po to żeby mieć dzieci jest tandetny. smile
                                • tricolour Nigdy nie apirowałem do wyrażania... 03.04.09, 19:56
                                  ... cudzych opinii lub opinii ogółu.

                                  Moje jedyne, osobiste wywołują wiele emocji więc gdybym mówił chórem, to by mnie
                                  zabili i spalili.

                                  smile
                            • mariefurie Re: Podrasowałeś odpowiedź 04.04.09, 11:14
                              pyzz napisał:

                              > Super. Uznajmy zatem, że mi gra słów nie wyszła.
                              > Powróćmy zatem do tekstu:
                              > > z faktu, że nie chcesz dzieci wynika
                              > > jednoznaczny wniosek, że nie powinnaś się z nikim wiązać. Niechęć do dzieci dyskwalifikuje małżeństwo w wymiarze miłości, bo jest oparte na egoizmie.
                              >
                              > I odpowiedzmy na niego tak:
                              >
                              > Nic nie wynika, wniosek taki nie tylko nie jest jednoznaczny, ale jest
                              > kompletnie nielogiczny. To jest tylko ideologia, IMHO podjeżdżająca nieco
                              > katolickim fundamentalizmem.
                              >
                              > Pasi?


                              Hehe. Pasi smile Ale częściowo.
                              Bo, jeżeli mówimy o małżeństwie cywilnym, to z faktu, że się nie chce dzieci, nie wynika, że nie powinna się z nikim wiązać, bowiem istnieją tzw. białe małżeństwa. A wstrzemięźliwość seksualna w takim związku (za zgoda obojga małżonków) nie dyskwalifikuje małżeństwa w świetle prawa.
                              Natomiast, jeżeli mówimy o małżeństwie w w wymiarze prawa kanonicznego, to owszem. Taki związek może zostać unieważniony, bo założenia na których został oparty, są błędne/fałszywe/niezgodne z prawem Kościoła.
                              Zatem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, że tak banalnie się wyrażę, a ten (punkt widzenia-siedzenia), nie powinien być uogólniany.
                              A więc wniosek jest,jak najbardziej logiczny z p. widzenia prawa kanonicznego, a nielogiczny (czy też kompletniewink nielogiczny z p. widzenia prawa cywilnego.
                              smile)

                              • pyzz Re: Podrasowałeś odpowiedź 04.04.09, 18:59
                                > Natomiast, jeżeli mówimy o małżeństwie w w wymiarze prawa kanonicznego, to owsz
                                > em. Taki związek może zostać unieważniony, bo założenia na których został opart
                                > y, są błędne/fałszywe/niezgodne z prawem Kościoła.
                                NIE MÓWIMY.
                                W myśl prawa kanonicznego większość, a nie mniejszość małżeństw jest nieważna z
                                jednego z dwóch powodów - nieważnej spowiedzi, albo z braku prawdziwej chęci do
                                wzięcia ślubu. Bo w przeciwieństwie do prawa, gdzie ważne jest OŚWIADCZENIE
                                woli, w małżeństwie religijnym ważne są prawdziwe uczucia biorących ślub. I
                                dlatego nieważne, że pan młody powiedział "tak", bo podległ presji rodziny i
                                panny młodej, ważne, że tak naprawdę on nie chce brać ślubu i Bóg widzi właśnie
                                to. Tak samo, aby spowiedź była ważna potrzebna jest autentyczny żal za grzechy,
                                a nie tylko przekonanie księdza spowiednika, że tak, żałuje się, że się
                                przespało z połową drużyny piłkarskiej i organistą, bo bóg widzi, że w duszy już
                                się panna młoda cieszy, że pan młody nie podejrzewa niczego nt. rzeczywistego
                                pochodzenia ich przyszłego dziecka.
                                Ale nie mówimy o prawie kanonicznym. I nie mieszajmy prawa kanonicznego do
                                dyskusji, bo nie mieszamy też zasad buddyjskich, hinduistycznych, czy wierzeń
                                inuitów. Nie popadajmy w katolicki fundamentalizm właśnie!
                                • mariefurie Re: Podrasowałeś odpowiedź 04.04.09, 20:06
                                  Dlaczego nie mówimy? Tutaj wydaje się wniosek ( w temacie ;logiczne-nielogiczne)
                                  był jednoznaczny. Więc jednak mówimy.
                                  A co do OŚWIADCZENIA. To rozumiem, że tylko w prawie kanonicznym liczy się
                                  prawdziwe uczucie przy zawieraniu małżeństwa. Bo przy zawieraniu cywilnego
                                  małżeństwa , to już srał pies. Nie?
                                  No... tez ciekawa koncepcja.
                                  Wielce pouczająca w każdym razie.
                                  wink
                                  • pyzz Re: Podrasowałeś odpowiedź 04.04.09, 20:51
                                    > Dlaczego nie mówimy?
                                    Z bardzo wielu powodów. Choćby z takiego, że rozmawiamy na forum "Rozwód... i co
                                    dalej", co z góry wyklucza katolików, którzy czegoś takiego nie uznają.
                                    Też dlatego, że mnie zasady głoszone przez księży katolickich mało interesują.
                                    Księża mogą sobie je głosić. Jak kto chce ich słuchać niech ich słucha. Psy
                                    szczekają, a karawana jedzie. Za to nie mam ochoty, aby ktoś z tych, co chcą
                                    słuchać księży narzucał ich wierzenia, jako rzeczy obowiązujące ogólnie,
                                    wszystkich, w szczególności mnie.
                                    Czy założycielka wątku jest wierząca, czy nie także mnie nie interesuje. Tri tez
                                    ten fakt interesował, ale postanowił jej narzucić światopogląd jak sama
                                    przyznajesz katolicki. To jest fundamentalizm.
                                    Co więcej, Twoje żądanie, aby traktować wierzenia katolików na równi z prawem
                                    też trochę fundamentalizmem trącą.

                                    > A co do OŚWIADCZENIA. To rozumiem, że tylko w prawie kanonicznym liczy się
                                    > prawdziwe uczucie przy zawieraniu małżeństwa. Bo przy zawieraniu cywilnego
                                    > małżeństwa , to już srał pies. Nie?
                                    Dokładnie tak. Z chwilą złożenia podpisu ślub cywilny jest ważny i prawnie
                                    wiążący bez względu na to, czy małżonkowie chcieli brać ślub, czy wzięli, bo
                                    bali się "co powie mamusia", czy może ona chciała, a on bierze, bo ona
                                    zaszantażowała go "ultimatum".
                                    • mariefurie Re: Podrasowałeś odpowiedź 04.04.09, 22:24
                                      Za daleko zabrnąłeś.
                                      Sprawa dotyczyła tego, co jest logiczne niekompletnie a kompletnie nielogiczne. W konkretnej kwestii. To wszystko.

                                      Zarzucanie tu komukolwiek fundamentalizmu (jakiegokolwiek), również graniczy z fundamentalizmem, inaczej- brakiem tolerancji.

                                      I pozostaje, skoro juz to poruszyłeś, również kwestia wyboru pomiędzy: szerokopojętym "fundamentalizmem" i "bo Pan Bóg przykazał", i "bo mamusia kazała".

                                      Ciekawam, co w swoim życiu wybrałeś. (retoryczne)
                                      • pyzz Re: Podrasowałeś odpowiedź 05.04.09, 15:29
                                        > Sprawa dotyczyła tego, co jest logiczne niekompletnie a kompletnie nielogiczne.
                                        > W konkretnej kwestii. To wszystko.
                                        Nie. Sprawa dotyczy ataku tri na założycielkę wątku, który uznał, że skoro ta
                                        nie chce dzieci, to nie powinna się z nikim wiązać, bo "brak dzieci
                                        dyskwalifikuje małżeństwo w wymiarze miłości", jako rzekomo wynikające z egoizmu
                                        (cytowałem z pamięci).
                                        Temat o którym Ty piszesz uważam za zamknięty odkąd napisałem
                                        "Super. Uznajmy zatem, że mi gra słów nie wyszła."

                                        > Zarzucanie tu komukolwiek fundamentalizmu (jakiegokolwiek), również graniczy z
                                        > fundamentalizmem, inaczej- brakiem tolerancji.
                                        Ja tu nikomu swojej ideologii, ani systemu wierzeń nie narzucam. Jedynie domagam
                                        się, aby nie narzucać tu dyskursu katolickiego. Możesz mi więc zarzucić
                                        fundamentalizm jedynie w wolności wyznania.
                                        • mariefurie Re: Podrasowałeś odpowiedź 05.04.09, 19:14
                                          Ok.

                                          Każdy "izm" jest swego rodzaju teizmem.
                                          Najważniejsze w każdym z teizmów - równowaga.
                                        • tricolour Natasza Urbańska... 05.04.09, 21:11
                                          ... kiedyś tyle razy pokazywała się w telewizorze, że można było się obawiać, że
                                          zacznie także straszyć z lodówki. Widzę, że Ty masz podobny problem z
                                          katolicyzmem, o którym nikt poza Tobą nie mówi ani nawet nie ma na myśli.
                  • kicia031 Re: Nie. 01.04.09, 13:02
                    z faktu, że nie chcesz dzieci wynika
                    > jednoznaczny wniosek, że nie powinnaś się z nikim wiązać.

                    NBie powinna sie wiazac z osoba, ktora tez chce miec dzieci. Ale
                    jest mnostwo mezczyn, ktorzy nie chca, wiec w czym problem?
                    • tricolour Bo zależność jest prosta... 01.04.09, 16:51
                      ... z faktu, że ktoś nie chce mieć dzieci nie wynika, że dzieci nie będzie miał.

                      Autorka wątku jest najlepszym przykładem, że mówiąc "Nigdy nie chcialam wchodzić
                      w ten układ" można jednak wejść w układ i mieć dziecko, gdy nie chciała mieć.
                      Jej historia to świetna ilustracja rozbieżności między chęciami i deklaracjami,
                      a rzeczywistością. Problem, o którym wspominasz w pytaniu jest taki, że decyzje
                      rodziców mają konsekwencje w dzieciach.

                      Konsekwencją bycia we dwoje MOŻE BYĆ dziecko więc trzeba się z nim liczyć. W
                      zasadzie nie ma sposobu na 100% antykoncepcję farmakologiczną. Pozostaje
                      wstrzemięźliwość (hehehe) lub zabieg powodujący bezpłodność. W każdym innym
                      razie związek seksualny to "ryzyko" ciąży.
    • akacjax Re: dziecko przy ojcu 02.04.09, 22:26
      Ja zrozumiałam to tak, że najlepiej, zeby nikt od Ciebie nic w sprawie dziecka
      nie wymagał oprócz kasy. Odmawiasz własnemu dziecku zaspokojenia elementarnej
      potrzeby. Myślę, że narażasz siebie na późniejsze dylematy.
      No nie jest to odpowiedzialne, ale skoro takie jest, to warto przygotować takie
      zabezpieczenia, żeby nie utrudniać ojcu życia i byś za kilka lat, gdyby pojawił
      się instynkt, nie mogła namieszać dziecku w życiu.
      Być może przydałaby Ci się nawet terapia.
      Niedawno oglądałam film: Oszukana Z podziwem patrzyłam na te fragmenty, w
      których bohaterka zapewnia opiekę podstawionemu chłopcu. Mimo wszystko, mimo
      złości, bólu, żalu.

      > Czy to jest możliwe i czy juz -jak teraz nie będę wyklęta. BO rodzina się
      > burzy, ze tak mu małą powierzyłam..
      Podejmujesz decyzje, licz sie z konsekwencjami. Pewnie rodzina jeszcze nie
      rozumie przyczyn-niesamowicie rzadkich, ale co zrobia jak to do nich dotrze? Na
      pewno my tu nic nie poradzimy, nie podpowiemy.
    • zuzka712 a będziesz konsekwentna 03.04.09, 14:58
      jak Cię dopadnie samotność?

      Czy będziesz potrafiła się powstrzymać od burzenia dziecku jego
      poukładanego życia, jak się poczujesz (na skutek różnych czynników!)
      gwałtowny przypływ "uczuć macierzyńskich'? Np. jak nie wypali
      kolejny związek, poczujesz się stara i samotna, albo okaże się, że
      za długo zwlekałaś i nie będziesz mogła zajść w ciążę?
      Albo po prostu zorientujesz się co jest w życiu ważne, a co tylko
      wypełniaczem?

      ABSOLUTNIE Cię nie potępiam - wręcz przeciwnie. Chcę tylko zwrócić
      Twoją uwagę na pewne aspekty. A tak przy okazji, ile masz lat?
      • jumanji_7 Re: a będziesz konsekwentna 06.04.09, 04:24
        chyba jednak nic nie jest tak ważne w życiu jak konsekwencja? smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja