Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi

09.04.09, 00:39
Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi nie majac jeszcze rozwodu na dodatek
zalozyl mi sprawe o alimenty i ograniczenie wladzy rodzicielskiej.Nie
wytrzymalam w domu i odeszlam od meza do innego faceta ale chce miec dzieci
przy sobie,a na dzien dzisiejszy to eks nie pozwala mi nawet ich
odwiedzac.Zalozylam sprawe o rozwod ale maz predzej zalozyl mi sprawe o
alimenty i ograniczenie praw do dzieci.Slyszalam cos ze w momencie rozwodu
sprawa w sadzie rodzinnym automatycznie wygasa ale mam pytanie kiedy dokladnie
wygasa.czy zlozenie samego pozwu o rozwod powoduje ze sad rodzinny przestaje
sie zajmowac sprawa o alimenty czy dopiero gdy zostanie ustalony termin
pierwszej rozprawy rozwodowej.Po drogie mimo ze jestem winna rozpadu
malzenstwa i wyszlam z domu to jakie mam szanse by chociaz corka zostala przy
mnie po rozwodzie
    • pelagaa Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 08:18
      Coz... gdybym ja byla sedzia dzieci zostalyby pewnie z ojcem.
      Nie dlatego, ze jestes winna rozpadu malzenstwa, tylko dlatego, ze
      wyprowadzilas sie do kochanka zostawiajac dzieci z ojcem. Jesli
      uznalas go wtedy za dobrego opiekuna, a dzieci maja pozostac w
      znanym im srodowisku, bez nowych partnerow rozwalajacych malzenstwo
      rodzicow, to dla mnie na pierwszy rzut oka jest to lepsze dla dzieci.
      Jestem tez przeciwna rozdzielaniu rodzienstwa.
      Sadze jednak, ze sad przeanalizuje to dokladniej, skieruje Was na
      badania do RODKu i podejmie decyzje, ktorej teraz nikt nie przewidzi.
    • errormix Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 09:05
      maro504 napisał:

      czy zlozenie samego pozwu o rozwod powoduje ze sad rodzinny przestaje
      > sie zajmowac sprawa o alimenty czy dopiero gdy zostanie ustalony termin
      > pierwszej rozprawy rozwodowej.

      Jeśli przed pierwsza sprawą dotyczącą alimentów ty złożysz pozew o rozwód, a sąd
      zdąży nadać sygnaturę twojej sprawie, to gdy poinformujesz o tym sąd - sprawa o
      alimenty nie dojdzie do skutku.
      • maro504 Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 10:28
        pozew zlozylam osobiscie w sadzie w trzech egzemplarzach po jednym dla kazdej ze
        stron .Dwa pozwy zostaly w sadzie a jeden dostalam zpowrotem dla mnie i jest na
        nim pieczatka sadowa przyjecia pozwu z data teraz pytanie czy to jest podstawa
        do tego by sprawa o alimenty wygasla czy dopiero jak zostanie ustalony termin
        pierwszej rozprawy bo powiedziano mi w sadzie ze pierwsza rozprawa moze byc
        dopiero za ok.3miesiace
        • errormix Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 16:51
          maro504 napisał:
          pytanie czy to jest podstawa
          > do tego by sprawa o alimenty wygasla czy dopiero jak zostanie ustalony termin
          > pierwszej rozprawy

          W moim przypadku, moj adwokat wszedl na sale, poinformowal sad, ze jego klient
          (czyli ja) wniosl sprawe o separacje, gdzie rozwiazane zostana wszelkie
          roszczenia alimentacyjne. Pokazal sygnature akt i choc tez nie wiem kiedy bede
          mial pierwsza rozprawe o separacje, sprawa o alimenty "spadla".


      • pyzz Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 11:09
        Ojciec opiekując się dzieckiem ma prawo do alimentów. Będzie mógł na pierwszej
        rozprawie rozwodowej wnieść o zabezpieczenie ich na czas postępowania i to (choć
        tu mogę się mylić) z wyrównaniem od momentu, w którym się wyprowadziła.
        • pelagaa Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 11:17
          Dokladnie tak. Pomijam juz fakt, ze ODPOWIEDZIALNA matka wie, ze na
          utrzymanie dzieci sa potrzebne pieniadze i powinna DOBROWOLNIE
          placic alimenty na dzieci, szczegolnie, ze sie dobrowolnie
          wylogowala z rodziny.
    • pyzz Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 11:16
      O ile rozwód z Twojej winy nie powinien mieć znaczenia w kwestii przyznania
      opieki nad dzieckiem, to już fakt, że porzuciłaś dzieci, że to ty odchodzisz z
      mieszkania, a zwłaszcza, że nie płacisz (o ile nie płacisz) i nie chcesz płacić
      alimentów już poważne. No i oczywiście wynik sprawy o ograniczenie praw
      rodzicielskich.
      Z drugiej strony ograniczanie Tobie kontaktów z dzieckiem przemawia na Twoją
      korzyść. Oczywiście jesteś też kobietą, więc możesz liczyć na daleko posuniętą
      taryfę ulgową.
      A dlaczego nie chcesz płacić alimentów? Pomijając aspekt moralny, pogarszasz
      sobie sytuację procesową.
      • pelagaa Re: Mąż ogranicza mi widzenia z dziecmi 09.04.09, 11:20
        Pewnie z takich samych powodow, z jakich wylogowujacy sie faceci nie
        chca placic na wlasne dzieci. Kaski szkoda, no i ex pewnie wyda ja
        na waciki i kosmetyczke wink))
    • kicia031 dziewczyny 09.04.09, 17:10
      macie racje, ale jednakowoz nie powinien ograniczac... widzen, znaczy sie wink)
      • vadera12345 Re: dziewczyny 09.04.09, 17:49
        Zdeterminowaną matkę nie powstrzyma od kontaktów z dzieckiem najbardziej
        utrudniający te kontakty mąż.
        Prawda jest taka:
        Autorka wątku olała męża, dzieci i postanowiła powalczyć o własne szczęście w
        łóżku kochanka. Dzieci stanowiły przeszkodę w osiągnięciu szczęścia, gdyż o ile
        kochanek godzi się na bzykanie cudzej żony, to do roli ojczyma jakoś się nie pali.
        Mąż zachowuje się prawidłowo, chce, aby Sąd jemu powierzył władzę rodzicielską
        nad dziećmi, dla sądu istotne będzie to, że matka i żona porzuciła rodzinę,
        zamieszkała z kochankiem, nie podjęła żadnych działań aby utrzymywać kontakty z
        dziećmi, nie poczuwa się do pokrywania kosztów ich utrzymania.
        • maro504 Re: dziewczyny 10.04.09, 01:14
          A co mam robic by widziec sie z dziecmi skoro wezwanie policji nie pomaga gdyz
          poki nie ma jasno nakazanych praw przez sad to jesli maz nie zgadza sie by
          dzieci byly ze mna to policja nie nakaze by mi je wydal zostaje mi tylko wziasc
          je wtedy kiedy meza nie ma przy nich bo wtedy moge wezwac policje by np.babci
          zabrac dziecko gdyz babcia nie jest prawnym opiekunem dzieci ale nie bede robic
          cyrku dzieci boja sie policji i to moze byc na moja nie kozysc.Dzieci nigdy nie
          przeszkadzaly mi w osiagnieciu szczescia twoja gadka jest bez sensu nie wiesz co
          przezywam bez nich ,a to ze mieszkam z nowym facetem nie ma znaczenia w sadzie
          przy rozwodzie i na dodatek to nie ja ani nie maz nie bedziemy decydowac z kim
          maja mieszkac dzieci to kolejna twoja bzdura gdyz dzieci przejda badania z
          psychologiem i na tej podstawie tylko iwylacznie sad sam przydzieli komu dac
          dzieci a to ze mieszkam z kims czy to ze wyszlam z domu o niczym nie swiadczy
          gdyz mozna tego uzyc na moja obrone ze wyszlam z domu dlatego ze dluzsze zycie
          tam moglo by doprowadzic do prawdziwej tragedi i nie chcialam kzywdzic dzieci
          ktore byly swiadkami czestych awantur chcialam ujac im cierpienia
          • kasiapfk Re: dziewczyny 10.04.09, 08:20
            maro, trzeba bylo wzprowadzc sie z dziecmi. .
            • dorata351 Re: dziewczyny 10.04.09, 08:33
              No właśnie.
              • vadera12345 Re: dziewczyny 10.04.09, 09:09
                Jeżeli dochodzi do awantur mogących doprowadzić do tragedii,tomatka ucieka od
                złego męża wraz z dziećmi.
                Mąż awanturował się zapewne, że miałaś romans z kochankiem, ty nie mogąc
                w2ytrzymać ciągłych wyrzutów porzuciłaś dzieci, aby w spokojnej atmosferze
                bzykać się z kochankiem.
                To co zrobiłaś to klasyczne porzucenie męża i dzieci,bo o ile zrozumiałabym, że
                uciekasz od złego męża do rodziców,domu samotnej matki etc - ale ty
                przeprowadziłaś się po prostu do kochanka.

                Sąd zwróci uwagę, na fakt, że przez złym mężem ratowałaś wyłącznie własną
                dupę,pozostawiając dzieci u rzekomo złego męża.
          • chalsia Re: dziewczyny 10.04.09, 11:36
            >przezywam bez nich ,a to ze mieszkam z nowym facetem nie ma
            >znaczenia w sadzie przy rozwodzie i na dodatek to nie ja ani nie
            >maz nie bedziemy decydowac z kim maja mieszkac dzieci to kolejna
            > bzdura gdyz dzieci przejda badania z psychologiem i na tej
            >podstawie tylko iwylacznie sad sam przydzieli komu dac
            >dzieci a to ze mieszkam z kims czy to ze wyszlam z domu o niczym
            >nie swiadczy gdyz mozna tego uzyc na moja obrone ze wyszlam z domu
            > dlatego ze dluzsze zycie tam moglo by doprowadzic do prawdziwej
            tragedi


            buahahahaha, ROTFL.
            Kobieto - jesli myslisz, ze bedzie tak jak opisyłaś powyżej, to się
            mylisz i masz całkowicie nierealistyczne oczekiwania.

            To, ze odeszłas z domu by zamieszkać z kochankiem jak najbardziej
            ma znaczenie przy rozwodzie - Twój maż ma dzięki temu duze szanse
            na uzyskanie rozowodu z Twojej wyłącznej winy (co oznacza, ze Ty
            poniesiesz całe koszty sądowe a takze jego adwokata oraz będzie on
            mógł uzyskać od Ciebie alimenty na siebie jeśli obniży mu się stopa
            życiowa z powodu rozwodu).

            Mylisz się też twierdząc, ze sąd jedynie na podstawie badań
            psychologicznych w RODK podejmie decyzję. Sąd jak najbardziej
            weźmie pod uwagę fakt, że JEDYNIE SIEBIE chciałaś uchronić przed
            (rzekomą) tragedią - czyli zostawiłas dzieci na pastwę osoby, z
            którą uwaząsz, że nie da się przebywać.

            Co do kontaktów z dziecmi - widywać się znimi gdy są pod opieką
            babci, na placach zabaw, w przedszkolu, gdy są na spacerze nie z
            ojcem itp.
            • pyzol31 Re: dziewczyny 10.04.09, 14:41
              bosko...
              zostawiła dzieci u faceta z którym podobno życie mogło doprowadzić
              do tragedii, uciekła do kochanka, nie chce płacić alimentów i
              jeszcze myśli, ze to wszystko zadziała na plus w jej kierunku przy
              rozprawie rozwodowej...surprised
              kobieto, kto ci tak powiedział???? bo, ze nie adwokat to chyba
              jasne, moze to są Twoje wyobrażenia?jesli tak, to wyzbądź sie ich
              jak najszybciej
              • chalsia Re: dziewczyny 10.04.09, 15:13
                > kobieto, kto ci tak powiedział???? bo, ze nie adwokat to chyba
                > jasne, moze to są Twoje wyobrażenia?jesli tak, to wyzbądź sie ich
                > jak najszybciej

                tak się zastanawiam- po co właściwie udzielamy jej rad? Dla tych
                dzieci pewnie lepiej by bylo jakby zostały z ojcem w swoim
                rodzinnym domu.
    • kicia031 Stechly smrodek podwojnych standardow 11.04.09, 12:02
      Wydziela mi sie z wypowiedzi w tym watku.
      Ciekawa jestem, gdzie sa ci obroncy praw dziecka do bycia wychowywanym przez
      oboje rodzicow i co pisali, ze nie da sie widywac z 17-letnim synem, bo matki
      zawsze robia dzieciom wode z mozgu.
      Ludzie, opamietajcie sie.
      Nie popieram zdrady ( ci co mnie znaja, wiedza, ze to understatment). Ale dzieci
      powinny miec kontakt z obojgiem rodzicow, full stop. nawet z matka, ktora
      wyprowadzila sie do kochanka i nie placi alimentow (mam nadzieje, ze jeszcze nie
      placi, ale bedzie). Tak samo jak z ojcem, ktory porzucil rodzine. Bo o dobro
      dzieci tu chodzi, a one musza czuc, ze rodzic nie porzucil ich, tylko
      wspolmalzonka..
      • young-and-bored Re: Stechly smrodek podwojnych standardow 11.04.09, 13:02
        Z 17-letniem dzieckiem to jest już trochę po zawodach.
        Ciężko latać za 17-latkiem, który ku uciesze matki najmniejszej
        ochoty nie ma widywać się z ojcem (abstrahuję tu czy przyczyny
        takiego stanu rzeczy leżały po stronie ojca czy matki).
        A w omawianym przypadku ojciec zapewne obawia się, że matka zabierze
        dzieci pod jego nieobecność, na co zresztą matka - jak sama
        deklarauje - miałaby ochotę. Pisze, że ojciec nie chce jej "wydać"
        dzieci, a nie wspomina czy pozwala spotkać się z dziećmi w jego
        obecności. Jeśli nie pozwala to jest to oczywiście ciężkie
        przegięcie z jego strony, ale jeśli to ograniczanie polega tu tylko
        na tym, że ojciec nie godzi się na zabranie dzieci do kochanka,
        to ciężko tu facetowi zarzucić złe intencje.
        • kicia031 Re: Stechly smrodek podwojnych standardow 11.04.09, 20:16
          że ojciec nie godzi się na zabranie dzieci do kochanka,
          > to ciężko tu facetowi zarzucić złe intencje.

          Ale jak ojciec chce zabierac dzieci do kochanki, to jest cacy? jest tu nawet na
          tym forum pare soosb, ktore musza znosci widywanie sie ich dzieci z polkurwiami,
          ktore nie mialy problemu z sypianiem z z ich jeszcze mezem i jakos nie
          ograniczaja dzieciom mozliwosci widywania sie z ojcami w ich domu, ktory jest
          owniez domem owej pani.
          Ale kochanek to juz be?
          Prawda jest taka, ze z prawnego punktu widzenia nie ma mozliwosci by zabronic
          widywania sie dziecka z kochankiem/ka rodzica...
          • young-and-bored Re: Stechly smrodek podwojnych standardow 12.04.09, 01:34
            Różnica polega na tym, że matki te są pewne że dzieci pozostaną
            pod ich opieką. Sytuacja tego ojca jest inna - żona od niego odeszła
            i teraz dzieci chce mu zabrać, co zresztą może jej się udać. Dlatego
            facet ich pilnuje.
            • kicia031 Re: Stechly smrodek podwojnych standardow 12.04.09, 18:58
              teraz dzieci chce mu zabrać, co zresztą może jej się udać. Dlatego
              > facet ich pilnuje.

              Dzieci to nie wlasnosc, nie rzeczy, tylko zywi ludzie. Moja prawa i potrzeby,
              takze te emocjonalne. Nie wolno ich izolowac od drugiego rodzica.
              Jesli ojciec ma takie podejscie, jesli uzywa dzieci do odgrywania sie na bylej
              zonie, to moze dzieci nie powinny byc z nim rzeczywiscie?
        • kicia031 Re: Stechly smrodek podwojnych standardow 12.04.09, 19:02
          Z 17-letniem dzieckiem to jest już trochę po zawodach.
          > Ciężko latać za 17-latkiem, który ku uciesze matki najmniejszej
          > ochoty nie ma widywać się z ojcem (abstrahuję tu czy przyczyny
          > takiego stanu rzeczy leżały po stronie ojca czy matki).

          Masz racje i jej nie masz. Nie masz, bo 17-latka nie da sie do ncizego zmusic,
          ani niczego mu wmowic. Wiem, bo jestem matka 17-latka.
          A masz, bo rzeczywiscie to czas, w ktorym zbiera sie to, co sie zasialo. jesli
          nawiazalo sie z dzieckiem wiez, to ona bedzie trwala - jesli nie - nie ma
          przepros. Ojciec z sasiedniego watku z cala pewnoscia tych wiezi nie nawiazal
          przez owe 16 lat, kiedy mieszkal z synem w jednym domu.
Pełna wersja