errormix
09.04.09, 17:00
Dzisiaj rozmawialem z adwokatem specjalizujacym sie w sprawach rozwodowych.
Powiedzial mi cos co mnie bardzo zaintrygowalo
Otoz z jego obserwacji wynika, ze mezowie - gdy dostaja rozwod - z reguly (bo
przeciez wyjatki tez sa) ciesza sie wolnoscia, podkreslaja ze maja teraz
swiety spokoj, a ich brudne skarpetki moga tygodniami lezec pod lozkiem i nikt
sie ich o to nie czepia. Generalnie im dluzej czasu mija od rozwodu tym oni
lepiej sie czuja.
Ze slow tego samego adwokata wynikalo takze, ze w przypadku kobiet po
rozwodzie - im wiecej czasu od niego uplywa tym wiecej z nich zaluje swojej
decyzji i gdyby moglo cofnac sie w czasie, to drugi raz by tego nie zrobily.
Tak jak powiedzialem - sa wyjatki, no bo jak tu tesknic czy zalowac rozstania
z pijakiem, albo gosciem, ktory bil czy robil inne cyrki. Ale generalnie
podobno odnosi sie to do wiekszosci rozwodow orzeczonych z tzw. niezgodnosci
charakterow