a może by tak o skutkach

21.04.09, 19:37
mam tu na uwadze rozwój dzieci, których przodkom nie udało znaleźć się
wspólnego języka i już jest po meczu. Jak one teraz patrzą w przyszłość i co
myślą o instytucji rodziny i tak ogólnie wszystko z tym wiązane, sam taż
chętnie coś dopiszę.
    • rybak Re: a może by tak o skutkach 21.04.09, 19:54
      O kurczę...
      Zlituj sięsmile Wiesz co teraz będzie?
      To pomyśl sobie, ilu ludzi na tym forum miało rozwiedzionych rodziców. I zaczną
      teraz SWOJE traumy opowiadać
      ;D
      • teuta1 Re: a może by tak o skutkach 21.04.09, 21:49
        W związku z komentarzem rybaka trochę się wahałam, ale moim zdaniem
        jest tak: istnieje podział (nie jestem w stanie podać proporcjismile)
        na dwie grupy: pierwszej już w dorosłym wieku łatwiej jest wziąć pod
        uwagę fakt, że może sie rozwieść, druga - do niej na razie należy
        mój starszy syn - twierdzi, że trzeba spróbować wszelkich środków i
        metod, żeby utrzymać związek, a odejście beż próby naprawienia
        związku jest nie fair. I "mama na pewno by mnie nie chciała
        spotykać, jakbym zakochał się w innej kobiecie niż żona". A w
        młodszym wieku - widzę, że dla dzieciaków oboje rodziców odgrywa
        olbrzymią rolę. Nie chcą być zakładnikami żadnej ze stron. I
        jakkolwiek zmieniła się sytuacja - bo rodzice nie mieszkają razem -
        to na płaszczyźnie kosmicznej nic się nie zmieniło . Jest mama i
        tata, których dzieci chcą kochać. Stąd bycie uprzejmym dla ex i
        dążenie do utrzymywania w miarę dobrych relacji procentuje. Moi
        synowie są spokojniejsi niż przez rokiem, a starszy często powtarza,
        że cieszy sie, gdy rozmawiamy z mężem jak para znajomych. A nasz
        obyczaj wręczania sobie symbolicznych prezentów z okazji urodzin czy
        świąt, mimo rozwodu i animozji, wyraźnie napawa go dumą. Bo chce być
        z nas dumny. A że dzieci to boli? Boli, bo miało być niezmienne i
        trwałe, jak pory roku, jak noc i dzień...
        • teuta1 Re: a może by tak o skutkach 21.04.09, 21:51
          I jeszcze jedno: nie wiem, czy mam wspólny język z exem. Po prostu
          częściej milczęwink, stąd mało konfliktów. To się opłacawink
          • niedowiary77 Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 00:28
            teuta1 napisała:

            > I jeszcze jedno: nie wiem, czy mam wspólny język z exem. Po prostu
            > częściej milczęwink, stąd mało konfliktów. To się opłacawink

            Super, bardzo piękne pełne ciepła słowa, to miło się czyta, a jednak to sztuką,
            zawsze w sobie mieć jest dużo człowieczeństwa, tak to się opłaca smile
          • krolowazla Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 07:59
            teuta1 napisała:

            > I jeszcze jedno: nie wiem, czy mam wspólny język z exem. Po prostu
            > częściej milczęwink, stąd mało konfliktów. To się opłacawink

            Ja co raz byłam oskarżana o to, ze prowokuje exa do awantur. Bzdura. Ja wolałam
            nie wchodzić w dyskusję.
            Ostatnio matka exa, powiedziała do mnie, że jak ex odwiezie córke do domu, to
            żebym się z nim nie kłóciła smile no chopla mozna dostać. Żadne tłumaczenie nie
            pomaga, ze ja milczę, a on gada, a potem opowiada, jak to ja się awanturuję i
            zaczepek szukam smile
            Więc u mnie pomaga jedynie obecność osób trzecich - najlepiej z jego strony i
            mojej. Wtedy jest ok.
            • kami_hope byłym teściom nadajemy status "BYLI/ŁA/Ł..." 25.04.09, 19:09
              Królowa, a może spróbuj czasem powiedzieć do myślisz...
              To typowe - nie odzywanie się dla "świętego spokoju" - a później
              frustracja, bo nic nie idzie po naszej myśli...

              Ja bym odpowiedziała byłej teściowej (w podobnej sytuacji) coś na
              kształt tego: "Nie lubię, kiedy ktoś zwraca mi uwagę (jestem dorosłą
              osobą, która odpowiada sama za siebie). Tym bardziej nie potrafię
              zrozumieć, dlaczego pani zachowuje się wobec mnie w ten sposób. Ja
              nie wnikam w relacje między panią a synem. Jeśli on lubi aby nim
              rozporządzano, to proszę bardzo - nie moja sprawa. A od kilku lat
              (tu miniony czas od orzeczenia rozwodu) formalnie - nie jest! Tak
              więc proszę się ode mnie odstosunkować smile (tu inwencja własna... w
              zależności od tego jak bardzo była teściowa wkurza smile)
        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 08:45
          teuta1 napisała:

          > W związku z komentarzem rybaka trochę się wahałam, ale moim zdaniem
          > jest tak: istnieje podział (nie jestem w stanie podać proporcjismile)
          > na dwie grupy: pierwszej już w dorosłym wieku łatwiej jest wziąć pod
          > uwagę fakt, że może sie rozwieść, druga - do niej na razie należy
          > mój starszy syn - twierdzi, że trzeba spróbować wszelkich środków i
          > metod, żeby utrzymać związek, a odejście beż próby naprawienia
          > związku jest nie fair. I "mama na pewno by mnie nie chciała
          > spotykać, jakbym zakochał się w innej kobiecie niż żona". A w
          > młodszym wieku - widzę, że dla dzieciaków oboje rodziców odgrywa
          > olbrzymią rolę. Nie chcą być zakładnikami żadnej ze stron. I
          > jakkolwiek zmieniła się sytuacja - bo rodzice nie mieszkają razem -
          > to na płaszczyźnie kosmicznej nic się nie zmieniło . Jest mama i
          > tata, których dzieci chcą kochać. Stąd bycie uprzejmym dla ex i
          > dążenie do utrzymywania w miarę dobrych relacji procentuje. Moi
          > synowie są spokojniejsi niż przez rokiem, a starszy często powtarza,
          > że cieszy sie, gdy rozmawiamy z mężem jak para znajomych. A nasz
          > obyczaj wręczania sobie symbolicznych prezentów z okazji urodzin czy
          > świąt, mimo rozwodu i animozji, wyraźnie napawa go dumą. Bo chce być
          > z nas dumny. A że dzieci to boli? Boli, bo miało być niezmienne i
          > trwałe, jak pory roku, jak noc i dzień...

          Właśnie o to mi chodzi, o takie szczere wypowiedzi, dotyczące stanu dzieci.
          Śliczne Dzięki smile I proszę o jeszcze ...
    • z_mazur Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 10:00
      Moja córka jest nastolatką. Ogólnie traktuje kwestię rozwodu na
      zasadzie: "czasem się zwyczajnie nie udaje". Pewnie w dorosłym życiu
      łatwiej będzie jej podjąć decyzję o rozwodzie. Widzi, że taka opcja
      jest dopuszczalna i mimo minusów jest jakimś rozwiązaniem (nomen
      omen) problemów w związku.

      Nie silę się na utrzymywanie relacji jakichkolwiek z moją eks, córka
      to akcpetuje i nie epatuje mnie opowieściami o niej, chociaż nie
      traktujemy tego również jako tematu tabu.
      • teuta1 Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 10:29
        Bo to wszystko, cholercia, od wieku zależy. I płciwink. Chłopcy mają
        silną potrzebę identyfikacji z tatą. Starszemu wciąż staram sie
        tłumaczyć, że są rzeczy, które mnie w tacie denerwowały i nadal
        wkurzają - niedotrzymywanie terminów, notoryczne spóźnialstwo,
        zapominalstwo. Ale jednocześnie tato świetnie gra w piłkę,ma duże
        poczucie humoru i jest super z matematyki. I tłumaczę synowi, że
        obserwując dorosłych mężczyzn, w tym ojca, może sam sobie wybierać,
        które cechy chciałby mieć. No, już się nie wymądrzam - w życiu to
        trochę trudniej wychodziwink
        • to.ja.kas Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 10:37
          Ja tez mam prawie dorosła córkę. Nie wiem jaki wpływ na nią będzie
          miał nasz rozwód. Narazie (wybaczcie mi panowie, ze to pisze ale mój
          eks był specyficzny) widzę same plusy, a od rozwodu upłynęło 9 lat.
          Moje dziecko jest wrażliwe (dużo bardziej ode mnie), ale odważne.
          Jest niesamowicie empatyczna co powoduje, ze ma mase przyjaciół,
          jest tolerancyjna ale uwaza, ze ważne w zyciu są zasady.
          Przede wszystkim jednak jest niesamowicie wesoła i optymistyczna.
          Jak patrze na nią to zastanawiam sie kiedy miała bunt nastolatka i
          dlaczego go nie zauważyłam.

          Wiec rozwód na dzieci wpływa róznie. Jak przypomne sobie moją Młoda
          jako siedmiolatke i teraz siedemnastolatkę...to żałuję, że tak póxno
          odeszłam od eksa.
          • to.ja.kas Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 10:40
            Tak jak u Mazura, jej ojciec nie jest tematem tabu ale on w naszym
            zyciu nie istnieje. Czasem Młoda żarty sobie stroi pt " uwazaj, bo
            pojde do tatusia, on mnie przeciez kocha i teskni za mną".
            Rozwód jest dla niej czymś co może sie wydarzyć i co czasem powinno
            sie wydarzyć, bo to nie jest najgorsza rzecz jaka ludzi może spotkac.
    • plujeczka Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 14:13
      mam dorosłe dziecko ale widzę ,że postawa ojca wobec niej,
      wroga ,obojetna zero zainteresowania od kilku lat zrobiła swoje,
      dzidsiaj ma problemy z nawiazywaniem relacji damsko*-meskich.W
      każdym chłopaku widzi takie wady, których inni nie widzą .Nie wiem
      czy w przyszłości ułozy sobie zycie a jesli tak to pwenie na krórko,
      pierwsza małażeńska potyczna będzie wojną.temat ojca u nas tabu ale
      z racji wszczynanych przez exa konfliktów wciaż chodzę po sądach,
      policji, prokuraturach i nie widze końca tych " wycieczek".Wyjatkowo
      złośliwy i perfidny.
      • z_mazur Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 14:33
        Pytanie, czy gdybyś pozostała w związku, to destrukcyjny wpływ
        osobowości ojca byłby mniejszy?
        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 22.04.09, 22:01
          z_mazur napisał:

          > Pytanie, czy gdybyś pozostała w związku, to destrukcyjny wpływ
          > osobowości ojca byłby mniejszy?


          Bywa że i destrukcyjny wpływ matki na dzieci nie mniejszy. Owszem zdaję sobie
          sprawę, że to jednostkowe przypadki niemniej jednak bywają
    • alabama8 Re: a może by tak o skutkach 23.04.09, 15:26
      Skutkach ... no właśnie. Wyobraźmy sobie jakie brzemię noszą
      dzieciaki z "normalnych" rodzin gdzie nigdy, od lat, wieków czy
      tysiącleci nie było rozwodów. Bo "w naszej rodzinie nie ma
      rozwodów". I duszą się takie osobniki w związkach latami, czasem
      bite, czasem maltretowane, wykorzystywane, obrażane, poniżane - ale
      małżeństwo - rzecz święta - co rodzina powie.
      To jest dopiero kłopot. Nasze dzieci, dzieci rozwiedzionych rodziców
      mają łatwiej.
      • prezesik_1 Re: a może by tak o skutkach 23.04.09, 18:31
        alabama8 napisała:

        > Bo "w naszej rodzinie nie ma
        > rozwodów". I duszą się takie osobniki w związkach latami, czasem
        > bite, czasem maltretowane, wykorzystywane, obrażane, poniżane - ale
        > małżeństwo - rzecz święta - co rodzina powie.
        > To jest dopiero kłopot. Nasze dzieci, dzieci rozwiedzionych rodziców
        > mają łatwiej.

        Tu stanowczo muszę zaprotestować, są rodziny gdzie w ich ustroju szacunek i
        wielkie poważanie, a dzieci najważniejszą sporawą jak w islamie prawie. Bywa tez
        że dla konkubentów czyjeś dzieci wielką stanowią przeszkodę, a matki by nie
        stracić samca na bardzo wiele się godzą i często ciemne strony życia ukrywają,
        szkoda dzieci, a ten podział na lepszych i dyskryminacja płci jest oliwą do
        ognia. Wielki czas już nasze kaleczne prawo znowelizować !!!
        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 25.04.09, 17:34
          To też zapewne jeden ze skutków braku wspólnego języka, a nade wszystko dobrej woli?
          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 25.04.09, 17:36
            sorki, wszystko przez to zapędzenie wink
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=91434783&a=94463091
    • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 25.04.09, 21:21
      Bardzo dobry temat!
      W moim przypadku konsekwencja rozwodu byla koniecznosc wyjazdu za
      granice i pozostawienie dorastajacej corki z dziadkami. Pracuje za
      granica nie dla lepszej kasy, latwiejszego zycia, ale by po prostu
      przezyc!
      Corka jest sama, wiem, ze bardzo samotna. Tata zyje z kobieta,
      ktorej corka nie chce znac.... wiec kontakty z ojcem sa sporadyczne
      i bardzo powierzchowne.
      Ex zdecydowanie odmawia jakichkolwiek rozmow ze mna. Wiem, ze po
      latach abstynencji zaczal pic znowu, spowodowal wypadek pod wplywem
      alkoholu. Bardzo sie boje, ze to co sie stalo (rozwod, moj wyjazd)
      fatalnie wplynie na przyszlosc corki.
      Ja nie rozumiem ludzi, ktorzy dla wlasnego "widzimisie" niszcza
      swiat innych, zwlaszcza dzieciakow. Wiem co mowie, bo nigdy zaden
      facet ,chocby nie wiem jaki cudowny nie bylby wazniejszy od mojego
      dziecka!
      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 25.04.09, 21:34
        woman-in-blue napisała:


        > Ja nie rozumiem ludzi, ktorzy dla wlasnego "widzimisie" niszcza
        > swiat innych, zwlaszcza dzieciakow. Wiem co mowie, bo nigdy zaden
        > facet ,chocby nie wiem jaki cudowny nie bylby wazniejszy od mojego
        > dziecka!


        Lecz nie wszyscy tak myślą, a uzależnienie jest przeogromne i nie koniecznie
        alkohol czy prochy. Ludzie ludziom gotują świat i ich słowa niewiele warte kiedy
        czynią to najbliższym, to też forma zbrodni. Za wszystkie niegodziwości zawsze
        ludziom, jednym wcześniej, innym później, ale przychodzi zapłacić ...
      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 02:53
        woman-in-blue napisała:

        > Bardzo dobry temat!
        > W moim przypadku


        Niby dobry, ale ...
    • takajuzpo Re: a może by tak o skutkach 26.04.09, 10:36
      jest na gazecie tez takie forum o dzieciach po rozwodach. Tam sie wypowiadają Ci krotych rodzice byli po. Raz weszlam i sie podlamalam.
      Skutki rozwodu... Staram sie byc mila i on tez. Wychodzi roznie. W dziecka sprawach dogadujemy sie jakos w miare. W sprawach prywatnych on chce wiedziec o mnie, wypytuje corke, ja nie chce rozmwaic o nim ani zeby sie wypytywal. Mam nadzieje, ze mimo rozwodu dziecko nie bedzie mialo az tak zlego mniemania o instytucji malzenstwa.
    • brunia27 Re: a może by tak o skutkach 27.04.09, 09:27
      a moja córka -lat 11

      choć nie mieszkamy z ex od 8 miesięcy, nie akceptuje rozwodu ani tej sytuacji,
      uważa to za okres przejściowy i usilnie czeka ,kiedy znowu będzie po staremu,
      a tatuś ją w tym przekonaniu utwierdza, posyła za jej pośrednictwem kwiaty ,
      mówi, że nadal kocha mamę itp.

      nie mam na niego sposobu, NIC nie pomaga
      i na dodatek w oczach dziecka jestem ta zła, bo tata "się naprawił" a ja nie
      daję już szansy,

      eh, sad
      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 28.04.09, 02:18
        To może tak? Syn miał 6 lat, było lato, jechaliśmy nad jezioro, sam zaczął
        rozmowę, że tak dziwnie jakoś jest, ludzie zakładają rodziny i nie potrafią się
        zrozumieć, a są dzieci które też by chciały jak inne dzieci itd...,że na może
        byśmy mogli teraz jechać, opowiadał o pewnych scenach zaobserwowanych i
        podglądał moja reakcję,,, chyba z póltorej godziny jechaliśmy, a na koniec
        skwitował, fajnie było by jak, jak byśmy mogli stanowić rodzinę.
        Mówił to wszystko z wielki przekonaniem, oczywiście że nie przeszkadzałem.
        Zerknął w lusterko i zapytał, - co Ty płaczesz, a ja że nie, uchylone miałem
        okno muszka mi do oka wpadła, - yhy, tak muszka .... ?
        --
        Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód smutku, potrafi
        sprawić, że znów wraca radość.
        • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 28.04.09, 21:42
          Sauber wzruszyla mnie Twoja opowiesc... Marzenia dzieciaka i twarda
          rzeczywistosc! Przykre...

          Ja bylam wychowana w przekonaniu, ze rodzina jest wartoscia sama w
          sobie! Nigdy nie dopuszczalam mysli o rozwodzie i robilam co w
          ludzkiej mocy by ratowac zwiazek. Nie udalo sie!
          Teraz wiem, ze nie warto bylo marnowac tyle czasu i energii. Szkoda
          zmarnowanych lat i zszarpanych nerwow.
          Jako "pojedynczy" rodzic mozna rowniez dac dziecku poczucie
          bezpieczenstwa, milosc i oparcie! Szkoda, ze nie bylam taka madra
          kilkanascie lat temu...
          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 29.04.09, 00:23
            woman-in-blue napisała:

            > Szkoda, ze nie bylam taka madra kilkanascie lat temu...

            A ja byłem i mimo że często z dużym wyprzedzeniem w czasie wiem co się wydarzy,
            niestety nie mogę tego zatrzymać, ani zmienić biegu zdarzeń, choć jak kot na
            cztery łapy zawsze spadam, to czy to podstawa by już się cieszyć, o ile wiem co
            ten wymiar znaczy i czy jeszcze ja potrafię ? Kiedyś na formalną instytucje
            rodziny patrzyłem z przymrużeniem oka, ale być może to chwila słabości albo
            nawet dla interesu dorównałem, większości i chyba to błąd mój wielki, choć też
            nie wiadomo co by było gdyby ... Najstarsze dziecko ma już prawie tyle co ja gdy
            się urodziło i najgorsze że to dziecko o którym wyżej pisałem nie zna tamtego,
            tylko świadome jest jego istnienia, czasem tak się losy układają, chciałem dojść
            do sedna przeze mnie zapodanego tematu, ale droga zbyt kreta prawie jak
            labirynt, niemniej jednak nie poprzestanę na tym, po to myślą to forum?wink
            • jumanji_7 Re: a może by tak o skutkach 05.05.09, 02:22
              Jak tak czytam inne tu tematy, to sam obraz się maluje, dzieci od małego w
              nienawiści do ludzi wychowywane; uczone cwaniactwa, oszustwa kombinacji i to
              wszystko niby w imię wyższych racji, dość że dzieciństwo przerąbane to nie
              wiadomo co dalej ?
    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 30.05.09, 00:55
      sauber1 napisał:

      > mam tu na uwadze rozwój dzieci, których przodkom nie udało znaleźć
      > się wspólnego języka i


      Nic tu nie dopowiem, ale jak ktoś ma silne nerwy proponuje ten filmik obejrzeć
      www.tvn24.pl/-1,1602761,0,1,dramatyczna-walka-o-dzieci--kibole-pod-polska-ambasada,wiadomosc.html
      • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 31.05.09, 00:02
        Film wstrzasajacy. Coz, przecietnym ludziom daleko do madrosci krola
        Salomona. Z tego wynikaja takie wlasnie obrazki.

        Mam wielki szacunek dla rozwiedzionych rodzicow ktorzy potrafia sie
        dogadac w sprawach dzieci i kierowac ich dobrem. Ktorzy potrafia
        wzniesc sie ponad wrogi stosunek do siebie,zranione uczucia,
        zawiedzione nadzieje i obwinianie sie nawzajem o spaprane
        zycie.Ktorzy nie manipuluja dziecmi i nie traktuja ich jak swojej
        wlasnosci.

        Nigdy bym wczesniej nie pomyslala, ze sama z moim bylym nie bede do
        tego zdolna...
    • nangaparbat3 Re: a może by tak o skutkach 31.05.09, 16:00
      Córka moja, lat 18, od 10 dziecko rozstanych rodzicow, powiedziala do mnie
      dopiero co tak: Moze ci sie to dziwne wyda, ze osoba w moim wieku tak mowi, ale
      uważam, ze malzenstwo powinno byc do końca zycia, bo wtedy człowiek bardziej się
      stara.
      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 31.05.09, 19:54
        nangaparbat3 napisała:

        > Córka moja, lat

        A ja zaś z czystej skromności i powściągliwości słowa nic w tym temacie nie
        powiem, nie mogę ...
      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 08.06.09, 13:32
        nangaparbat3 napisała:

        > Córka moja, lat 18, od 10 dziecko rozstanych rodzicow, powiedziala do mnie
        > dopiero co tak:


        A może i Ty masz rację, że o to najlepiej dzieci zapytać jak widzą , co czują?.
        A zaryzykuję, poproszę swoje niech coś tu napiszą, jak zechcą ...
        • teuta1 Re: a może by tak o skutkach 09.06.09, 05:54
          Pozwolilam sobie skopiować jeden wpis z forum DDRR - myślę, że
          bardzo ważny:
          " Kiedy rozmawiam z kimś o tym powiedzmy syndromie - zdaję sobie
          sprawę, że oczywiście nie o sam proces sądowy chodziło, ale o
          powolną degradację związku, czego dzieci były świadkami. co
          podziałało na nie w taki, nie inny sposób. ale ja uważam, że
          oczywiście nic nie jest w stanie opisać 'magii' ciągania się po
          sądach, zasądzania alimentów i wyciągania każdego syfu, by tylko
          pognębić już prawie ex-małżonka. księgę można by napisać, czym jest
          bezpardonowa walka o dzieci, i późniejszy ping-pong między
          rodzicami, kiedy do podziału reszty majątku w końcu uda się
          doprowadzić, kiedy wydaje się, że jest już po najgorszym dla
          rodziców, prawdziwie najgorsze zaczyna się dla dzieci, tych, które
          dopiero co zaczynają kumać w co jest grane i tym, które wchodzą w
          okres dojrzewania bez poczucia jakiejkolwiek stabilizacji
          emocjonalnej. kto nie wspomina z DDRRów z najwyższą radością 20
          wersji prawdy, jakich wysłuchiwał przyjeżdżając do tatusia, jaka to
          mama była zła, jak nie chciała się dogadać, tylko bez powodu
          wzniosła pozew rozwodowy, kiedy dziadkowie mówią jeszcze co innego,
          a znajomi rodziców przedstawiają jeszcze inną wersję. kiedy potem
          wraca się do matki, powtarza, co też tatuś naopowiadał i dostaje po
          łbie za gadanie pierdołów, bo to przecież oczywiste, że to wszystko
          była jego wina, bo bóg wie, co robił, choć najczęściej nie robił
          nic. i nie pozostało nic innego, tylko go wykopać. jakież cudowne
          wspomnienia mają DDRRy z czasów, kiedy było się tylko przesuwanym
          wedle woli - meblem, kiedy trzeba było ciągle się komuś
          podporządkować i naprawdę nikt nie liczył się szczerze z naszymi
          emocjami. cud - miód - powidełka! i kiedy rodzice poczęli już dawno
          pogodzić się z porażką i spotykać z innymi partnerami - dzieci wciąż
          żyją rozpadem, tego, co, żeby nie być banalnym, ale dało im życie.
          bycie raz w jednej, raz w drugiej 'szczęśliwej rodzinie' trąci
          schizą, i wcale nie utwierdza DDRRa w przekonaniu, że jest
          wspaniale, bo oboje rodzice są w końcu szczęśliwi, spełnieni. kiedy
          rozmawiam z takimi ludźmi, mówią mi, jak nieswojo się czuli, jak
          wtedy dopiero zaczęli szczerze gardzić tym całym syfem, tzw.
          rodziną, i przewija się przez to ciągle ten sam lajtmotiv. 'ja byłem
          niewinny - wszyscy mieli to w dupie. dlaczego mam teraz uznać ich
          prawo do szczęścia, ich prawo do normalnego życia, jeśli byli na
          tyle niedojrzali i nieprzygotowani do założenia rodziny, i tak
          ślepi, że mnie, jako dziecku, jako przyszłej, niezależnej jednostce -
          zrujnowali dzieciństwo. ode mnie oczekują, by bym wyrozumiały dla
          ich potrzeby spełnienia i znalezienia zrozumienia w związku z innym
          człowiekiem, ale na moje potrzeby emocjonalne, na moje cierpienie i
          brak poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa nikt z nich się nie
          oglądał". kiedy tak tego słuchałam, wiedziałam, że oni w duchu
          wiedzą, że rozwód był jedynym możliwym wyjściem. że tego sie udało
          by się uciągnąć w żaden sposób. przebija jednak przez nich żal do
          rodziców, że nie potrafili znaleźć odpowiedniego partnera na
          założenie rodziny, że może zbyt pochopnie podejmowali taką decyzję,
          i że tego wszystkiego nie da się w żaden sposób odkręcić. że w jakiś
          sposób zostali odarci z pięknego, beztroskiego dzieciństwa, że nie
          wzrastali w jakże korzystnym z punktu widzenia kształtowania się
          poczucia bezpieczeństwa i zaufania - złudzeniu bezwarunkowej,
          idealnej miłości, że nie było jakoś czasu na okazanie im, że nie są
          wcale niczemu winni, i że w ich dorosłym życiu nie muszą popełniać
          błędów rodziców. że nie są obarczeni żadną klątwą. ja nie twierdzę,
          że rodzice po rozwodzie dają dzieciom mniej miłości, ale, że w nich
          samych rozwód, czy rozpad rodziny, czegoś, co z założenia miało
          trwać do tzw końca także obniża na pewien czas przynajmniej jakość
          przeżywania, gorliwość w okazywaniu uczuć, bardzo ogranicza zaufanie
          do ludzi, obniża samoocenę, zwłaszcza, kiedy chciało się jednak tego
          rozwodu uniknąć, kiedy przyczyna leżała mocniej po jednej stronie.
          nie jest łatwo kobiecie, którą facet zostawił z dwójką
          podrastających dzieci po 15 latach małżeństwa podnieść się z takiej
          klęski. ułożyć sobie znów życie. jest wtedy długi czas zajęta
          wewnętrznym roztrząsaniem swojej domniemanej winy. lub od razu
          obraca sie to wszystko w otwartą nienawiść do byłego męża, którą
          nieuchronnie zakaża swoje dzieci, mimo nawet szczerych chęci
          oddzielenia swojej relacji z byłym od relacji dzieci z ojcem. dzieci
          i tak zsolidaryzują się bardziej lub mniej otwarcie z którymś z
          rodziców. takie wewnętrzne wojny, taki uraz zostaje naprawdę bardzo
          głęboko. ciężko z nim dorastać, równie ciężko potem budować swoje
          pierwsze, nawet najmniej zobowiązujące układy. nie mówiąc o podjęciu
          decyzji na swoje własne małżeństwo. może generalizuję, ale znam dość
          dużą ilość młodych i całkiem dojrzałych ludzi po rozpadzie rodzin,
          także DDRRów po swoich własnych rozwodach. dzieci i młode sztubaki,
          które doświadczyły takiego procesu żyją w swojej własnej
          podświadomości jak ze szkarłatną literą. im bardziej zajadła była
          walka, im bardziej okrutna, im silniej przeżywały to obie strony nie
          dostrzegając w tym wszystkim krzywdy dzieci, tym gorzej to się potem
          ujawnia w podejmowaniu decyzji o zawieraniu związków i ogólnie
          wchodzeniu w relacje DDRRa.

          nie chodzi więc o to, by się nie rozwodzić...
          by trwać w czymkolwiek - to znacznie większe zło
          chodzi o to, by decyzję o ślubie naprawdę drobiazgowo przemyśleć -
          to po pierwsze
          o niezmienianie swojego stosunku do własnych dzieci, bo one
          podświadomie wywnioskują, że są jakoś temu wszystkiemu winne. skoro
          okazuje się im mniej czułości, niż zazwyczaj. skoro jest się
          opryskliwym i zajętym przeżywaniem wyłącznie swojego koszmaru. one
          chcą być traktowane, jakby nic się nie zmieniło. wierzyć, że
          wszystko będzie jednak dobrze. nawet jeśli już nie będzie jak było.
          by być świadomym konsekwencji zawarcia takiego związku, który wiąże
          się z ponoszeniem odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale za
          potencjalne przyszłe dzieci. za to, w jakich warunkach emocjonalnych
          będą wzrastały.
          czy na boga, nadajemy się w ogóle do życia w stałym związku 'till
          death do us a part'
          a kiedy decyzja o rozwodzie jest już w trakcie podejmowania - zdać
          sobie sprawę, że rozwodzi się cała rodzina, że ta decyzja jest
          wiążąca dla całej tej struktury i odbije się na każdym jej członku,
          więc gadanie w stylu 'to tylko ja i mąż się rozwodzimy, dzieci na
          tym nie ucierpią' - należy włożyć między bajki.


          odpowiedzialność i przemyślane decyzje do ciężkiej cholery!!! - tego
          naprawdę uczy przeżycie rozwodu.
          fajnie by było, by ludzie wiedzieli to zanim zrujnują mniej lub
          bardziej świadomie dzieciństwo bezpardonową walką - swoim dzieciom.
    • prezesik_1 Re: a może by tak o skutkach 01.08.09, 14:04

      Już teraz nie wiadomo uboczne skutki, czy syndrom, ale jakby tak sobie
      wyobrazić, jak może wyglądać kolejna bardzo ważna uroczystość takiego dziecka
      z patologicznej rozbitej rodziny, gdzie zawsze wszystkiego brakowało, a głupota,
      nienawiść i brak rozsądku górą.

      Tak, tak, to tam gdzieś i oni, a nigdy my, tak to wprost niemożliwe, nie ma
      takiej opcji ... wink
      • niedowiary77 Re: a może by tak o skutkach 03.08.09, 18:47

        Tak się składa, że te nasze dzieci też szybko rosną, mimo, że w jakiś tam sposób
        "osierocone", to starają się dorównać pozostałym i na dobrą sprawę nawet nie
        wiadomo które z nich w większości? A dokładnie chodzi o to, że stają się
        pełnoletnie, łączą w związki i mają wielką nadzieję, że może im się w końcu uda.
        Bywa, że często zadają pytania, by w swoim życiu wyeliminować przyczyny, które
        były powodem tego co same doświadczyły żyjąc w niepełnej rodzinie. Często mawia
        się, że najlepszym nauczycielem życie, ale czy zawsze i ze wszystkiego można
        prawidłowe wnioski wyciągnąć?
        Czy my dorośli "przejechani w życiu" możemy być autorytetem dla nich i jak mają
        nam zawierzyć, na podstawie czego, tylko samych słów i zapewnień?
        • haalszka Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 06:58
          witam
          jestem mama prawie 6cio latka.
          W chwili obecnej moj syn ma ustalone kontakty z ojcem i raczej do tych kontaktow
          dochodzi. Jakos spedzonego czas z ojcem jest tu najwiekszym problemem, no ale na
          to wplywu nie mam. syn czesto wspomina nasze klotnie, mowi ze boi sie ze znowu
          bedziemy sie klocic. Moim zdaniem ma troche zachwiane poczucie bezpieczenstwa.
          zdarza sie ze pyta kiedy sie pogodzimy i zamieszkamy razem z ojcem. z drugiej
          strony zaczyna ukladac sobie w glowie jak by to wygladalo bo np mowi ze my mama
          to bysmy klocki ukladali a tata chyba caly czas gral w gry albo ogladal filmy,
          czyli zero zainteresowania nim.
          wiem ze moj rozwod wplynal na syna, wiem ze bedzie mial w przyszlosci z tym
          problem, dlatego ja chodze po porady do psychologa min po to aby na bieżąco
          umiec reagowac na jego przemyslenia w sposob najmniej szkodliwy.
          w chwili obecnej moj syn jest w wieku w ktorym bardzo potrzebuje mezczyzny.
          czesto bywa ze gdzies w tlumie znajdzie sobie jakiegos i zaczyna z nim
          rozmawiac, grac w pilke, zlaexnie od sytuacji.
          z drugiej strony brakuje mu rodzenstwa, mowi o tym, a ja nie umiem mu w tym
          wzgledzie pomoccrying

          Mysle ze gdy dziecko ma rodzenstwo jest latwiej ulozyc sobie wszystko w glowie...
    • mayenna Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 09:46
      Decyzję o rozwodzie podjęłam konsultując z dziećmi bo to je dotyczyło.Rodzina
      jest dla mnie czymś najistotniejszym w życiu. Bardzo trudno było mi ją rozbić
      formalnie bo praktycznie ja i dzieci byliśmy rodziną a on z niej 'wybył'.Myślę,
      że gorzej było by gdybym nadal zgadzała sie na taki stan rzeczy jaki był.
      Przekazujemy dzieciom pewne wartości, wychowujemy je i nie da się tego robić
      tylko słowami. Najważniejszy jest przykład własnego życia. Najtrudniej jednak
      wytłumaczyć taką decyzję 3 - latce. Właściwie wszędzie muszę ją zabierać ze sobą
      bo boi się, że wyjdę z domu i nie wrócę tak jak tata...
      • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 17:35
        ja w swoją decyzję tez najpierw skonsultowałam z dziećmi, zaczynając
        od tego, że tata jest chory, musi się leczyć, bo alkoholizm to
        ciężka choroba. Było łatwiej, bo syn miał 10, córa 12. rozmawiałam,
        tłumaczyłam, tłumaczyłam, starałam się, żeby nigdy nie straciły
        szacunku do ojca. cóż z tego, kiedy on sam robił wszystko, żeby ten
        szacunek stracić. No i oczywiście twierdził, że to ja jestem zła, bo
        on nic złego nie zrobił, wielu ludzi pije, a to nie przestępstwo
        itp. Ostatnio usłyszałam od córki, że byłam dla niego za dobra, za
        cierpliwa. "Ty walczyłaś, dawałaś szansę, pozwoliłaś wrócić, a on
        bez skrupułów tak cię oszukiwał" (bo oprócz picia była skrajna
        niuczciwość". A jaki będzie tego skutek? Oby syn nie poszedł w jego
        ślady, a córka...córki alkoholików, choć cierpią w dorosłym życiu
        wybierają na partnerów alkoholików......
        • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 17:46
          aga1418 napisała:
          Oby syn nie poszedł w jego
          > ślady, a córka...córki alkoholików, choć cierpią w dorosłym życiu
          > wybierają na partnerów alkoholików......

          Guzik prawda. Tzn tak może być, ale wcale nie musi.
          Dużo zależy od tego jak Ty będziesz wychowywała dzieci i jakie wzorce i wartości im przekażesz.
          To nie jest tak, że bycie dzieckiem alkoholika to jakieś fatum i że w związku z tym nic nie można zrobić. Przy obecnej wiedzy na temat współuzależnienia można zapobiegać u dzieci syndromowi DDA w dorosłym życiu.
          • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 18:20
            ja wiem, że to zależy przede wszystkim od wychowania. Ja tłumaczę,
            uświadamiam, jaką krzywdę robi bliskim alkolholik, szczerze
            rozmawiamy o swoich uczuciach, ale strasznie boję się o córkę, bo te
            wszystkie wydarzenia bardzo odbiły się na jej psychice. młody to
            bardzo rozsądny i wrażliwy facet, taka moja podpora. Ale skoro miało
            być o skutkach... Szlag mnie trafia, jak widzę i słyszę kobiety
            upokarzane przez męża, maltrtowane, zdradzane, ale trwające w
            toksycznych związkach dla "dobra dzieci". Te dzieci dopiero będą
            miały traumę.
            • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 18:29
              To przestań się bać bo ten strach wyczuwają dzieci i też się boją.
              Dzieci potrzebują przede wszystkim SPOKOJU. A spokój to poza brakiem ojca alkoholika w codziennym życiu również spokojna i stabilna emocjonalnie matka.
              Nie zamartwiaj się na zapas. Dzieci mogą wyrosnąć na mądrych, wartościowych i szczęśliwych ludzi. One emocje czerpią od Ciebie choć może tego nie widać. Jeśli Ty będziesz spokojna i nie będziesz robiła tragedii to i dzieci spokojne będą.
              • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 20:52
                Mola, dzięki, mądra z Ciebie Kobitka.
              • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 21:25
                Najczęsciej sami kierując myślami doprowadzamy do tego czego się tak bardzo
                boimy, to chyba też jakis syndrom ?wink
                • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 21:38
                  sauber1 napisał:
                  to chyba też jakis syndrom ?wink

                  Samospełniająca się przepowiednia? wink
                  • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 21:41
                    mola1971 napisała:


                    > Samospełniająca się przepowiednia? wink

                    No tak, ale po co ? wink
                    • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 21:44
                      No właśnie ja też nie wiem po co smile
                      I dlatego niezmiernie rzadko (jeśli w ogóle) zdarza mi się mówić "a nie mówiłam?" wink
                      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 21:51
                        mola1971 napisała:

                        > No właśnie ja też nie wiem po co smile
                        > I dlatego niezmiernie rzadko (jeśli w ogóle) zdarza mi się mówić "a nie mówiłam
                        > ?" wink

                        Dokładnie i dlatego Aga powinna wyzbyć się tego czarnowidzenia, choć co do tej
                        kwestii, że córki zawsze szukają partnera do złuzdzenia przypomniającego ojca,
                        jest prawdą i często spotykanym zjawiskiem, i tu samo chcieć może być mało.
                        • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 21:59
                          Sauber, może to i prawda, że córki szukają partnera podobnego do ojca. ale od tego są matki by tym córkom odpowiednio w główkach układać.
                          Choć ja sama jestem totalnym przeciwieństwem tej zasady. Mój ex w niczym do mojego ojca nie był podobny. Tyle tylko, że teraz jestem wielu rzeczy bardziej świadoma i wiem, że go wybrałam bo podobne do mojego ojca emocje we mnie wywoływał.
                          I w przypadku córek alkoholików czy innych holików trzeba po prostu na to uważać i im uświadamiać to czego same nie są świadome.
                          Ale to już temat na długą dyskusję.
                          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:08
                            mola1971 napisała:

                            > Ale to już temat na długą dyskusję.

                            Ja mam czas na emeryturze jestem wink
                            • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:15
                              sauber1 napisał:
                              > Ja mam czas na emeryturze jestem wink

                              A ja jeszcze niestety nie smile
                              • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:27
                                mola1971 napisała:



                                > A ja jeszcze niestety nie smile

                                O to wcześniej należy się starać, błedem do starości czekać, a jest pięknie,
                                możesz mi na słowo wierzyć smile
                                • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:30
                                  sauber1 napisał:
                                  jest pięknie,
                                  > możesz mi na słowo wierzyć smile

                                  No właśnie ja wiem, że jest pięknie i właśnie dlatego napisałam "niestety" wink
                        • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:11
                          Sauber, może to nie jest czarnowidzctwo, a podświadomy strach. To
                          takie trochę "skrzywienie zawodowe". Ja miałam szczęśliwy dom, moi
                          rodzice są do tej pory wzorem małżeńskiej miłości i lojalności, a ja
                          tak wybrałam. Mój ex w niczym nie przypominał mojego ojca, więc
                          wierzę, że moja córa nie będzie potwierdzeniem pewnego schematu,
                          Zdarza mi się płakać przy dzieciach, bo są sytuacje, kiedy na chwilę
                          mnie życie przerasta, ale zaraz potem uśmiecham się, dużo u nas
                          czułości i serdecznych relacji matka - dzieci. Wiem, że szczęsliwe
                          dzieci to dzieci szczęśliwych matek i powtarzam to sobie jak mantrę.
                          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:23
                            aga1418 napisała:

                            > Wiem, że szczęsliwe
                            > dzieci to dzieci szczęśliwych matek i powtarzam to sobie jak mantrę.

                            Nie jestem zwolennikiem mantry, ani zbytniej religijności, żadnej New Age, czy
                            przesadzistego pozytywnego myslenia, ale dobrze jest zapanować nad własnym
                            życiem, a niebywałą wręcz sztuką trafić na odpowiedniego partnera i coś jeszcze
                            w życiu zdziałać. Sam z własnej nieprzymuszonej woli, no może z wizji zrobienia
                            dobrego interesu, w pełni odpowiedzialny powołałem rodzine do zycia, obłożyłem
                            się dziecmi, było super, ale nie przewidziałem jednego ...
                            • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:32
                              Sauber, jakbym wiedziala, ze sie przewroce to bym usiadla smile)))
                            • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:41
                              A mamusia mi mówiła "to nie jest facet dla ciebie", a ja byłam tak
                              zakochana, tak mocno wierzyłam, że to jest ten na całe życie. I co
                              mi teraz z tego. Jakbym wiedziała, że się przwrócę, to położyłabym
                              się. Ot co. Nie przewidzisz przyszłości, a do tanga trzeba dwojga.
                              Nie można kochać za dwoje i starać się stworzyć szczęśliwą rodzine
                              bez udziału tej drugiej osoby. Ps. Też jeszcze mam trochę do
                              emerytury, a szkoda, bo tutaj robi sie ciekawie.
                              • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:46
                                aga1418 napisała:
                                > A mamusia mi mówiła "to nie jest facet dla ciebie",

                                Moja też mi tak mówiła smile
                                Ale przecież ja mądrzejsza byłam wink
                                Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wybrało się jak się wybrało. Przeszłości nie zmienimy, ale mamy wpływ na teraźniejszość i przyszłość. I na tym najlepiej jest się skupić.
                                • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:54
                                  Jasne, Mola, ja już mam dosyć analizowania przeszłości. Było,
                                  minęło, a życie toczy się dalej. Czasami boli jak cholera, bo
                                  chciało się szczęśliwej rodziny, ale kto powiedział, że z dziećmi,
                                  wspaniałymi dziećmi nie może być szczęśliwie, fajnie. "Życie jest
                                  jak pudełko czekoladek......", my wszyscy tutaj xle trafiliśmy, co
                                  wcale nie znaczy, że mamy teraz płakać, załamywać ręce i użalać się
                                  nad swoim losem. Jest nam trudniej, dochodzi strach o dzieci, ale
                                  jeszcze kawał życia przed nami i naprawdę może być ono szczęśliwe.
                                • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:58

                                  > aga1418 napisała:
                                  > > A mamusia mi mówiła "to nie jest facet dla ciebie",

                                  A moja mnie nie ostrzegla, wrecz przeciwnie, lubila eksa! Alkoholik,
                                  przemocowiec a i tak byl bardzo ukochanym zieciem! Nawet gdy odszedl
                                  to uslyszalam : "to z kim ja teraz na grzyby bede jezdzic?!... no
                                  wlasnie...
                                  • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:04
                                    woman-in-blue napisała:


                                    > Nawet gdy odszedl to uslyszalam : "to z kim ja teraz na grzyby
                                    > bede jezdzic?!... no wlasnie...


                                    Co??? przepraszam czy ja mogę sobie kawy napażyć ? A to dobre sobie ?wink
                                    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:05
                                      rz. z/w smile))
                                    • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:07
                                      kawa? O tej porze? smile
                                      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:26
                                        Zbożowa oczywiście wink
                                • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:02
                                  mola1971 napisała:

                                  > Przeszłości
                                  > nie zmienimy, ale mamy wpływ na teraźniejszość i przyszłość. I na
                                  > tym najlepiej jest się skupić.

                                  Nie wiem czy tak do końca mamy całkowity wpływ jak mówisz Mola? Patrzę w szklaną
                                  kule i widzę kolejne kłopoty i stach czy to wszystko co udało mi się zrobic nie
                                  pójdzie na marne, nie wiem co ok. grudnia będę tu wypisywał, ale myślę że
                                  Majkel, bedzie się głowił ?winkA tak po za programem to podziwiam jego dobrą wolę
                                  i olbrzymią odporność smile
                                  Cieszy mnie najbardziej fakt, że córka osiągnęła już pełnoletniość i wielu
                                  kwestiach może stanowić sama za siebie, a moja rolą zadbać o jej utrzymanie i
                                  dobre samopocucie, ale też bez czarmnowidztwa Sauber !!!
                                  • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:09
                                    Ano na wszystko wpływu nie mamy...
                                    W pewnej mądrej książce przeczytałam:

                                    "Bóg podarował mi spokój, żebym znosiła to, czego zmienić nie mogę, i odwagę, żebym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, żebym odróżniała jedno od drugiego."

                                    I tego się trzymam smile

                                    P.S.
                                    Jeśli chodzi o Majkela to też go podziwiam i bardzo go polubiłam smile
                                    Tylko nie wiem czy to tak ładnie kogoś obgadywać poza jego plecami tongue_out
                                    • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:20
                                      Chociaż piszę od niedawna, to czytam Was już kilka miesięcy i
                                      szczerze podziwiam Majkela za jego wiedzę i cierpliwość. Nie
                                      obgadujemy go, bo to same superlatywy.
                                      Bóg podarował mi spokój, żebym znosiła to, czego zmienić nie mogę, i
                                      odwagę, ż
                                      > ebym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, żebym odróżniała
                                      jedno od drugie
                                      > go."
                                      Niezależnie od naszych relacji z Bogiem te słowa mogą być życiowym
                                      mottem.
                                    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:28
                                      mola1971 napisała:

                                      > Tylko nie wiem czy to tak ładnie kogoś obgadywać poza jego plecami tongue_out

                                      My, a przynajmiej ja go nie obgaduje i to po za plecami, a tylko pokreślam, że
                                      wzbudził nasz podziw smile
                                      • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:31
                                        Tyle tylko, że z tego co mi wiadomo to on tego podziwu za bardzo nie lubi smile
                                        Bo on dobry i skromny człowiek jest smile
                                        • greg014 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:37
                                          mola1971 napisała:

                                          > Tyle tylko, że z tego co mi wiadomo to on tego podziwu za bardzo
                                          nie lubi smile
                                          > Bo on dobry i skromny człowiek jest smile

                                          i pewnie przez Was czkawka przeszkadza Mu spaćsmile)
                                          • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:50
                                            Na szczęście od czkawki się nie umiera wink
                                        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:40
                                          mola1971 napisała:

                                          > Tyle tylko, że z tego co mi wiadomo to on tego podziwu za bardzo nie lubi smile
                                          > Bo on dobry i skromny człowiek jest smile

                                          To widać i tak jakby trochę był zbyt nieśmiały wink
                                          • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:52
                                            Hmmm... Nieśmiały?
                                            Nie sądzę wink
                                            Młody jeszcze po prostu. Ale ciii...
                                            • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 00:01
                                              Rozkokosiliśmy się tu dzisiaj, a rano skoro świt na 9 trzeba dziecko wieźć do
                                              szkoły ... smileJarkoni jutro za psucie statystyk da nam ostrą burę pewnie ? wink
                                              • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 00:06
                                                Taa... jakby ktoś się burą od Jarkoniego przejmował wink
                                                Toż to kolejny poczciwina. Czasem tylko tupnie dla zasady wink
                                                • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 00:14
                                                  mola1971 napisała:

                                                  > Toż to kolejny poczciwina. Czasem tylko tupnie dla zasady wink

                                                  Ale u siebie jest ... smile
                                  • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:17
                                    To po co patrzysz w tę szklaną kulę, patrz w oczy córki, zobaczysz
                                    tam miłość, podziw, a wszystkie zmory znikną. Chciec, to móc. Ja
                                    wiem, staramy się, mamy marzenia, a czasami wszystko bierze w łeb,
                                    takie jest życie. nie pisałeś dawno, co z córką, mam nadzieję, że
                                    problemy już za Wami.
                      • mayenna Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 08:18
                        A nie mówiłam - ten zwrot wykreśliłam ze słownika dawno temu. Moja matka z
                        lubością go używała w stosunku do mnie. Nie ma chyba okropniejszego powiedzeniasmile
                • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 21:50
                  Sauber, to sie nazywa samospelniajace sie proroctwo smile
                  Zgadzam sie z Mola, ze spokojna, zadowolona, pewna siebie matka jest
                  dla dziecka najwiekszym oparciem i ostoja.
                  To czy rozwod odbije sie negatywnie na psychice i zyciu dzieci ma
                  wplyw wiele czynnikow. Nie wszstko od nas zalezy, jednak troche
                  tak smile Moja 18- letnia corka jest nie tylko DDA,DDRR,ale i
                  eurosierota bo musialam wyjechac "za chlebem".... ale fajna z niej
                  dziewczyna i jestem z niej dumna. Jest pod opieka pani psycholog,
                  ktora powiedziala, ze po tym co przeszla swietnie sobie radzi, oby
                  tak dalej!
                  • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:01
                    No to Twoja córa jest najlepszym przykładem na to, że można.
                    Tylko czasem rzeczywiście może być potrzebna pomoc psychologa. Czasem nawet wręcz niezbędna.
                  • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:06
                    woman-in-blue napisała:

                    > Moja 18- letnia corka


                    Ja tez mam w tym wieku córkę, ale też i starszą, za oceanem na uniwesytecie
                    pracuje, a w najważniejszym okresie rozwoju życia na emigracji się nauczyła jak
                    i języków. Mały lat 9 sam często podkresla, że adhd nie ma, tylko pani taka
                    "wsiowa" (choć elegancką być kobietką) i jej się nie podoba, że po kalsie
                    chodzi, że czasem trafi mu się zaspać i podłapał już ode mnie - "ale jakie to ma
                    znaczenie?" ..wink
                    I tak dla ścisłości przeczytałem co sam tu napisałem wczesniej, morze przez samo
                    żet, ale to chyba mój błąd, że tak mnie ciagnie by nacisnąc opcję "wyślij" ?wink
                    • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 22:21
                      sauber1 napisał:
                      podłapał już ode mnie - "ale jakie to ma
                      > znaczenie?" ..wink

                      Kto mieczem wojuje od miecza ginie wink))))
                    • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:35
                      Schował kmi się ten Twój post, gratuluję córki studentki. Oczami
                      wyobraźni zobaczyłam Twojego 9-latka chodzącego po klasie i wściekłą
                      panią. Mam nadzieję, że nie słucha ona Radia Maryja, bo od takiej
                      zabieraj Małego i w nogi. Mam taką koleżankę, zgroza, biedne dzieci.
                      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 23:42
                        aga1418 napisała:

                        > Mam nadzieję, że nie słucha

                        No co Ty Aga, bardzo fajna jest ta jego pani, sam mówi, że ma piękne śmiejące
                        się oczy, a jaka zgrabna ... ? wink
                        • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 00:08
                          To kamień z serca. A z tym zaspaniem....chyba nie na lekcji, ale
                          Twój post przypomniał mi pewne zdarzenie. Kilka lat temu uczęszczał
                          do mojej szkoły syn "bardzo znanej aktorki", chłopak symapatyczny,
                          inteligentny (uczyłam go), ale specyficzny. Otóż kiedyś koleżanka
                          wpisała uwagę "X zasnął na lekcji", następnego dnia w pewnej chwili
                          drzwi do pok. naucz. otwierają się z impetem, wpada "bardzo znana
                          aktorka" i od progu krzyczy tubalnym głosem: gdzie jest ta pani
                          od.... . Jak ona lekcje prowadzi, skoro mój syn usnął, to znaczy, że
                          lekcja nudna była, tę panią należy zwolnić! Oczywiście, bo to zła
                          kobieta była....... a tak na marginesie "bardzo znana aktorka"
                          samotnie wychowywała syna.
                          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 00:58
                            aga1418 napisała:


                            > samotnie wychowywała syna.

                            Może miała trochę racji? Małego jak p. pedagog zapytała co taki jest nie
                            wyspany, bez zastanowienia odrzekł - tata mi kazał fiłm ogladać długo po
                            pólnocy, a jak został zapytany o to samo w mojej obecności, odparł - a co
                            miałem odpowiedzieć, jak tak zostałem zapytany? Myśle że nie miał wyjścia.
                            Ja zawsze powtarzam kłamać też trzeba potrafić ... wink
                            A za to co się dzieje w szkole nauczyciel odpowiada - prawda?
    • salemka1 Re: a może by tak o skutkach 01.11.09, 17:14
      A ja myślę, że to wszystko zależy po prostu od dziecka, od charakteru, jak to
      przyjmie, jak się w tym wszystkim odnajdzie, czy po prostu "ustawi". Moi rodzice
      rozwiedli się jak miałam 2 lata. Ojca znam, owszem, ale jako ojca nie pamiętam.
      Generalnie miał w nosie kontakty z córkami. Jakie konsekwencje? No na pewno
      problemy w małżeństwie. Znaczy brak wzorca i możliwości obserwacji rodzinki w
      pełni. Takiej normalnej oczywiście. Bo jakbym patologię obserwowała, to pewnie
      też by dobrze nie było. Byłam wychowana przez mamę i po trochu babcię. Obydwie
      silne kobiety bez kompromisów. No i własnie na taką silną babę mnie wychowano
      bez skłonności do negocjacji. A w małżeństwie wiadomo do wielu kompromisów
      należy dochodzić. A ja chciałam być górą zawsze, bo taki miałam wzorzec. Baby
      rządziły w rodzinie, to ja tym samym torem szłam. No i zonk...
      • mayenna Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 08:27
        To chyba nie jest tak, że określone postępowanie daje zawsze taki sam rezultat.
        W innych okolicznościach, z innym mężczyzną ta silna baba bez kompromisów
        mogłaby doczekać Diamentowych Godów.Moim zdaniem mamy tylko częsciowy wpływ na
        własne życie, a i to rózny w róznych jego okresach bo my też się przecież zmieniamy.
        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 10:09
          mayenna napisała:

          > bo my też się przecież zmieniamy.


          ... i starzejemy wraz ze światem
          • mayenna Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 12:40
            Powiedziałabym, ze raczej dojrzewamy. Wszak najlepsze rzeczy muszą długo
            dojrzewać, np. sery, wino...smile
            • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 21:24
              Nie ma róży bez ognia, ale sie zmęczyłem...? Chętnie napiłbym się takiego
              dojrzałego wina wink
            • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 21:39
              A kobieta jak wino.............im starsza, tym lepiej smakuje -
              powiedzenie stare, ale jakie prawdziwe. Kobitki, w górę serca.......
    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 22:15
      Widzę, że tu błąd też się wkradł wink
      Winno być:
      Mam tu na uwadze rozwój dzieci, których przodkom nie udało znaleźć się wspólnego
      języka i już jest po meczu. Jak one teraz patrzą w przyszłość i co myślą o
      instytucji rodziny i tak ogólnie wszystko z tym związane, sam taż chętnie coś
      dopiszę.
      • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 22:22
        no właśnie, a ja o takich przyziemnych sprawach, ach ta kobieca
        logika............ W życiu borykamy się z naprawdę ważnymi
        problemami i przyszłość naszych dzieci leży nam (bo chyba nie jest z
        mojej strony nietaktem użycie liczby mnogiej)bardzo na sercu, więc
        czasami odrbina żartu nie zaszkodzi. Jeśli Cię uraziłam, Sauber, to
        przepraszam.
        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 22:29
          aga1418 napisała:

          > odrbina żartu nie zaszkodzi.

          A jasne, że nie zaszkodzi, po to tu też jesteśmy, nie da się jak żandarm na
          sztywno przetrwać często pokreconego naszego zycia.
          • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 22:53
            Oj, tak. A zwłaszcza, jak wcześniej ktoś "nerwa szarpnął", np.
            tatuś, który los dzieci ma w d...e, grosza nie da, bo biedaczek pił
            przez miesiąc i przepił wszystko, co miał, łącznie z kolejną pracą.
            A na spotkaniu z dziećmi nie pyta o nich, ich sprawy, tylko, czy
            matka dużo pracuje, gdzie byliśmy w niedzielę, czy matka gdzieś
            wychodzi po powrocie do domu itp............. No to trzeba to
            żartem, bo inaczej przyjdzie zwariować.
            Ps. dobre wino nie byłoby teraz złe.
            • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 22:59
              aga1418 napisała:

              > ... No to trzeba to
              > żartem, bo inaczej przyjdzie zwariować.
              > Ps. dobre wino nie byłoby teraz złe.

              A nie mówiłem ? wink
              • aga1418 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 23:02
                Mówiłeś, ale.........jak pijesz sam, znaczy żeś alkoholik...... wink
                ha, ha
                • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 02.11.09, 23:15
                  aga1418 napisała:

                  > Mówiłeś, ale.........jak pijesz sam, znaczy żeś alkoholik...... wink
                  > ha, ha


                  Nawet jak zechciałbym się nachlać to nie mogę, obowiązek i wielka
                  odpowiedzialność na mnie spoczywa.
                  • mayenna Re: a może by tak o skutkach 03.11.09, 07:36
                    Przeczytałam tę dyskusję jeszcze raz i widać dokładnie jak odpowiedzialni są
                    rodzice decydujący się na rozwód i zatrzymujący dzieci.
                    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 04.11.09, 12:17
                      mayenna napisała:

                      > Przeczytałam tę dyskusję jeszcze raz i widać dokładnie jak odpowiedzialni są
                      > rodzice decydujący się na rozwód i zatrzymujący dzieci.

                      Bardzo często nie decyzja jako taka w sobie, a brak racjonalengo lepszego
                      wyjścia powodem A odpowiedzialnośc za los dzieci na barki rodziców zawsze
                      powinna spływać, i co najważniejsze nie powinny one za przetargową kartę służyć,
                      czy do innego świństwa jak np. w zappodanym tu przez nangaparbat3 02.11.09,
                      22:20 linku !!!
                    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 13.06.10, 15:36
                      mayenna napisała:

                      > Przeczytałam tę dyskusję jeszcze raz i widać dokładnie jak odpowiedzialni są
                      > rodzice decydujący się na rozwód i zatrzymujący dzieci.

                      Ale czy to żle, że mimo wszystko chcą opiekować się dziećmi, a nie oddawć gdzieś
                      do przytółków, domów dziecka, czy rodzin zastępczych pozbywając się uciążliwego
                      problemu ?
    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach, szkoła 09.11.09, 17:45
      Jak w waszym przypadku po rozwodzie były postrzegane dzieci w sdzkole? W duzych
      aglomeracjach raczej to jest bez wiekszego znaczenia, ale w małych
      skupiskach,gdzie wszyscy się znają, a wiadomo kołtuniartstwo i
      drobnomieszczańskie zwyczaje bezwiednie ludzi czynią dziwnymi. Jaki stosunek
      mieli nauczyciele, kadra aż do samego dołu, bo wiadomo w dziecka psychice tez
      cos sie dzieje nagle wielka zmiana, czasem bunt i agresja. Tylko o doświadczenia
      różne pytam i scenki rodzajowe z tym zwiazane?
      • mola1971 Re: a może by tak o skutkach, szkoła 09.11.09, 18:07
        Mieszkam w małej miejscowości, ale moje dzieci nie spotkały się w szkole z żadnymi przykrościami w związku z rozwodem. I niechby tylko ktoś spróbował im zrobić przykrość z tego powodu to chyba bym szkołę rozniosła wink)))
        Powiem więcej - średnia córa była w najgorszym wieku (14 lat) gdy się rozstaliśmy, burza hormonów i te sprawy i któregoś dnia poryczała się w szkole. Dostałam telefon ze szkoły i zaproszenie do szkolnej pani pedagog bo ją zachowanie córy zaniepokoiło. Porozmawiałam sobie z panią, uspokoiłam ją i podziękowałam za troskę. I naprawdę ucieszyłam się, że w tej szkole pracują czujni (choć może czasem przewrażliwieni) ludzie bo w wielu przypadkach tej czujności zabrakło i skończyło się tragedią.
        Syn w liceum nie miał żadnych problemów a najmłodsza w podstawówce ma kilka koleżanek w klasie, których rodzice się rozwiedli, więc nie była pierwsza ani jedyna.
      • bogusiamaria Re: a może by tak o skutkach, szkoła 09.11.09, 18:18
        Jestem z wojewódzkiego:
        -W podstawówce pełne wsparcie dzięki nauczycielce mądrej wymagającej i z sercem do zawodu.
        - W gimnazjum -wyścig szczurów,ambicje i ambicyjki ,stresowe ale bardzo dobre przygotowanie,a oprócz tego konieczność rozładowania napięć (syn-aikido pomogło przetrwać najgorsze)
        -w liceum renomowanym c.d. i bardzo dobry nauczyciel akademicki zresztą też ,do którego mój przyczepił się jak do zastępczego ojca.

        Został mu przyjacielem i mentorem-prawdziwe błogosławieństwo.
        Za jego namową pojechał na studia w UK.
        MUSZE STWIERDZIĆ,ŻE WIELE ZALEŻY OD LUDZI KTÓRYCH SPOTKAJĄ NASZE DZIECI NA SWEJ DRODZE.
        • bogusiamaria Re: a może by tak o skutkach, szkoła 09.11.09, 18:22
          Mój syn w liceum miał wielu kolegów z rodzin rozbitych i po kłopocie.
          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach, szkoła 09.11.09, 19:28
            Ja też tylko z wielka życzliwościa i pomocą ze strony szkoły sie spotkałem, ale
            czasem słyszy się rózne opinie, zastanawiam się czy zawsze mozna wierzyc
            wszystkim ?
            • mola1971 Re: a może by tak o skutkach, szkoła 09.11.09, 19:44
              Oczywiście, że wszystkim wierzyć nie można.
              Wg mnie najlepiej jest wierzyć ludziom, którzy na dany temat oprócz własnego
              zdania mają również własne doświadczenie a nie tym co tylko opowiadają jak to
              jedna kuma drugiej kumie itp.
              M.in. dlatego strasznie nie lubię gdy na tym forum pojawiają się jacyś
              nawiedzieńcy, którzy w kwestii rozwodzenia się nie mają żadnego doświadczenia
              tylko mądrych książek się naczytali i próbują tu "nauczać" czy "nawracać".
            • bogusiamaria Re: a może by tak o skutkach, szkoła 09.11.09, 19:47
              Na pewno nie można ,ale to Ty znasz swoje dziecko najlepiej i wystarczy jak mu
              towarzyszysz w jego drodze,wspierasz w razie niepowodzeń (mamy je
              wszyscy),wierzysz w nie i potrafisz to okazać.
              To daje siłę.
              Ja na zwątpienia młodego jak mantrę powtarzałam latami,że jego dzień jeszcze
              nadejdzie.
              Wybrał sam i to co lubi-choć nie byłby to mój wybór.
              Dla mnie za trudny.

    • evenjo Re: a może by tak o skutkach 09.11.09, 21:04
      moi rodzice się rozwiedli i ja też...niemal dokładnie tyle samo lat po
      ślubie, co oni...bałam się, by ojciec moich chłopców nie odwrócił się
      od nich. Choć mój tata był i jest nadal jakoś obecny w moim życiu, ale
      było go za mało i to boli. Ojciec moich synów też chyba na początku, po
      rozstaniu ze mną miał dylemat-być z nimi czy olać. Bardzo się starałam
      doceniać to, że przychodzi, zabiera, kupuje. Cóż, teraz były przychodzi
      i zostaje na 2-3 dni, ale chłopaki się cieszą. Lubię mego exa, ale
      lubię też, gdy już sobie idzie.
      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 09.11.09, 21:42
        To i ja dorzucę jeszcze, to tak jak kobiety, które nie mają zielonego pojęcia
        co to macierzyństwo, a wszystkim co dotyczy dzieci wyjatkowo doskonale wiedzą,


        z książek wink
        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 09.11.09, 21:42
          a, o ...
          • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 10.11.09, 23:27
            Wlasnie sie dowiedzialam, ze cora ma TRZY(!)JEDYNKI Z MATEMATYKI! W
            klasie maturalnej!!!
            Na korki chodzi od pazdzienika , ale jak widac bez efektow. Jest na
            profilu humanistycznym, ale mature z matmy zdac musi...

            Co mam robic?????

            Do eksa zadzwonic ,zeby sie zainteresowal nauka corki, pomogl jej?
            Do tej pory moje prosby o to byly jak grochem o sciane, wiec
            przestalam prosic... Spotkania dwa razy w miesiacu, trwajace godzine
            to wszystko na co go stac.
            A juz mialam nadzieje, ze po terapii odwykowej jego relacje z corka
            poprawia sie. Nic z tego.
            Nawet nie wiem czy pojdzie na wywiadowke. Bede w Polsce tylko 5 dni
            w grudniu. Chocbym pekla nie zalatwie wszystkich spraw sama.

            Boje sie, ze cora moze oblac mature sad((((

            • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 10.11.09, 23:36
              Skoro na korki chodzi od października a jest listopad to nie za wcześnie za
              oczekiwanie efektów? Na to trzeba zaczekać.
              Skoro chodzi do klasy humanistycznej to matma jest jej potrzebna tylko po to by
              zdać maturę. Do matury jeszcze masa czasu, więc jeśli się przyłoży to zdąży
              nadrobić zaległości.
              Na pomoc exa bym nie liczyła. Może po prostu poważnie, ale spokojnie porozmawiaj
              z córą? Przecież to chodzi o JEJ przyszłość a nie Twoją. Toż to dorosła kobieta
              już a nie bobas.
              • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 10.11.09, 23:51
                Wlasnie powiedzialam corce, zeby sie nie zniechecala do nauki, zeby
                byla wytrwala i konsekwentna a z czasem poprawi wyniki. Jednak
                ciagle szukam sposobow jak ja zmotywowac...Niby jest dorosla, ale
                do dojrzalosci jej daleko...
                • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 10.11.09, 23:59
                  No wiadomo przecież, że w tym wieku dojrzała być nie może smile
                  A swojej dojrzałości jej do głowy nie wlejesz bo i po co?
                  Uwierz w nią a wtedy jej łatwiej będzie uwierzyć w siebie i pokonać problemy.
                  Traktuj ją jak dorosłą kobietę a nie dziecko a będzie się jak dorosła
                  zachowywała. Prosta recepta, ale naprawdę skuteczna.
                  Nic więcej i tak nie możesz zrobić. Możesz tylko jej zaufać. I ona musi o tym
                  wiedzieć, że jej ufasz.
                  • woman-in-blue Re: a może by tak o skutkach 11.11.09, 00:06
                    Dzieki Mola smile Masz absolutna racje! Pisalysmy na skypie i ona do
                    mnie : "nie martw sie, mamo" a ja: "nie martwie sie, ja w ciebie
                    wierze" smile)))
                    • mola1971 Re: a może by tak o skutkach 11.11.09, 00:09
                      No to nie masz się czym martwić smile
                      Da radę smile
                      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 13.11.09, 01:15
                        Tak czytam sobie, czytam i myślę, że jednak moja órka mimo że rok oblała i
                        jeszcze trochę wody upłynie za czym do niej przystapi to i tak widzę, że jest
                        wyjatkowo dojrzała, może to przez trudy życia ...
    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 20.03.10, 02:07
      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,108967867,108967867,_przy_dluga_historia_odtraconego_dziecka_po_rozwod.html
      • jumanji_7 Re: a może by tak o skutkach 21.03.10, 21:54
        "Życie Kamila Kuranta"
        (...) sad
        • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 12.06.10, 01:49
          O jak Tenczas leci wink
          Ruszyłem tu dość poważny, może nawet z uwagi, że tu więcej panów czyta niezbyt
          wygodny problem, co bez uzasadnionej watpliwości nie bez wpływu i idziału
          rodziców na dlasze losy tych, krórych sporwadziliśmy na ten świat a
          niekoniecznie tylko naszym udziałem że losy jak literackiej wcielonej postaci
          Kuranta Kamila, często szaro - bure i takie do dupy. Sam mam też syna w wieku
          wchodzenia w dorosłe zycie ...

          A może nie jest warto się nasd tym wcale zastanawiać ... ?
    • ef.endir Re: a może by tak o skutkach 13.06.10, 10:30
      O skutkach w tej chwili nie mogę mówić. Mój syn ma 12 lat, od dwóch lat trwa
      rozwód, od prawie roku mieszkamy razem.
      Efekty chyba są niezłe.... Pamiętam jego oczy, kiedy kilka lat temu budził się w
      nocy i przez szparę w drzwiach patrzył jak dostawałem w mordę i wychodziłem w
      nocy. Pamiętam jak dowiedział się o rozwodzie, od matki i natychmiast przybiegł
      z pytaniem: "A czy ja będę miał coś do powiedzenia gdzie chcę mieszkać? Czy ktoś
      mnie zapyta?"
      Dzisiaj ma mnóstwo przyjaciół i kolegów w nowej szkole w nowym mieście. Tabuny
      tych bachorów przewijają się przez nasze mieszkanie a ja je tylko karmię i daję
      pić bo właśnie np. do kina idą. I jestem szczęśliwy, że mogę to robić. I patrzeć
      jak oczy mu się śmieją, jak w pośpiechu buty zakłada, jak nie ma czasu na
      książkę itd.
      Jakie to przyniesie efekty za kilka lat w dorosłym życiu? Tego przewidzieć nie
      umiem. Ale mam nadzieję, że dalej będzie ciepłym, otwartym człowiekiem. I kogoś
      takiego sobie znajdzie.
      • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 13.06.10, 15:42
        ef.endir napisał:

        > Pamiętam jak dowiedział się o rozwodzie, od matki i natychmiast przybiegł
        > z pytaniem: "A czy ja będę miał coś do powiedzenia gdzie chcę mieszkać? Czy kto
        > ś
        > mnie zapyta?"


        Jak ma już lat 13 to sąd powinien go o to zapytać, to dla dziecka jest bardzo
        ważne by był z tym rodzicem, z którym jest mu lepiej i niekoniecznie z matką -
        prawda?
        • zapominajka5 Re: a może by tak o skutkach 13.06.10, 16:09
          Moja córka skończyła dziś 3 miesiące. A proces "odchodzenia" taty
          trwa w zasadzie już 5 miesięcy.
          Jakie będą tego skutki? Nie wiem. Czasem myślę, że dobrze, że to
          teraz, że nie była świadkiem odchodzenia, że nie patrzy na mój ból,
          łzy i cierpienie. Że nie zadaje pytań, nie widzi naszych emocji.
          Pewnie w jakiś sposób wyczuwa mój stres, ale myślę, że nie będzie to
          takie bolesne dla niej w przyszłości.
          A może właśnie odwrotnie, może to gorsze, że nawet przez chwilę nie
          miała "prawdziwej rodziny", że nie mogła patrzeć, przyglądać się,
          uczyć. Sama nie wiem...
          Ja sama dorastałam w patologicznej rodzinie i zakładając swoją
          obiecałam sobie, że moje dziecko nigdy przeze mnie nie będzie
          cierpieć. Czy przez to, co się dzieje jest na to skazana? Jak ją
          wychowywać, jak z nią rozmawiać, jak tłumaczyć żeby tak nie było?
          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 13.06.10, 16:31
            zapominajka5 napisała:

            > Moja córka skończyła dziś 3 miesiące. A proces "odchodzenia" taty
            > trwa w zasadzie już 5 miesięcy.
            > Jakie będą tego skutki? Nie wiem. Czasem myślę, że dobrze, że to
            > teraz, że nie była świadkiem odchodzenia, że nie patrzy na mój ból,
            > łzy i cierpienie. Że nie zadaje pytań, nie widzi naszych emocji.
            > Pewnie w jakiś sposób wyczuwa mój stres, ale myślę, że nie będzie to
            > takie bolesne dla niej w przyszłości.
            > A może właśnie odwrotnie, może to gorsze, że nawet przez chwilę nie
            > miała "prawdziwej rodziny", że nie mogła patrzeć, przyglądać się,
            > uczyć. Sama nie wiem...
            > Ja sama dorastałam w patologicznej rodzinie i zakładając swoją
            > obiecałam sobie, że moje dziecko nigdy przeze mnie nie będzie
            > cierpieć. Czy przez to, co się dzieje jest na to skazana? Jak ją
            > wychowywać, jak z nią rozmawiać, jak tłumaczyć żeby tak nie było?


            Dziecko ma dopiero trzy miesiące, jak przydzie czas to w ładny delikatny sposób
            przekażesz, że rozwód to sprawa genetyczna, a jak podrosnie to samo zrozumie, a
            może juz beda czasy, że znikną jakieś głyupie zasady związków formalnych ?wink
        • ef.endir Re: a może by tak o skutkach 13.06.10, 17:53
          niestety, jak już pisałem na tym forum, nikt nie zapytał, żeby chronić dziecko
          przed stresem co dostarczało mu jeszcze więcej stresu.
          Ale... jesteśmy razem. Póki co, jeszcze nie mam wyroku, ale, jak mówi mój
          znajomy prawnik, nie zdarza się, żeby sędzina podjęła decyzję, że dziecko ma
          mieszkać z ojcem a potem zmieniła zdanie. I tego się trzymam.
          • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 17.06.10, 01:22
            ef.endir napisał:

            > niestety, jak już pisałem na tym forum, nikt nie zapytał, żeby chronić dziecko
            > przed stresem co dostarczało mu jeszcze więcej stresu.
            > Ale... jesteśmy razem. Póki co, jeszcze nie mam wyroku, ale, jak mówi mój
            > znajomy prawnik, nie zdarza się, żeby sędzina podjęła decyzję, że dziecko ma
            > mieszkać z ojcem a potem zmieniła zdanie. I tego się trzymam.



            A z tym bywa róznie?

            Obiecałem sobie że przeniosę sie na inne forum gdzie więcej radości usmiechu,
            ale może nie ma jeszcze takiego, a i też nie potrzebnie chyba zerknałem w tą
            rurę przyszłosci i to co zobaczyłem przypomniał mi sie ten wątek, tak o skutkach
            barku myślenia i przewidywania mówię, kto zna moją hoistorię tu w specyficzny
            sposób przedstawioną ten wie,że i moje nie jest usłane różami ale, a my tu o
            losie naszych dzieci, właśnie o skutkach. A tyle było nadziei, mały lat
            dziewięc, choć zmuszony czasem rozumować jak dorosły, owszem były plany na
            wakacje, nawet się cieszyłem, że matka zapewni obiecane część wspaniałych
            wkacji, i znowu zonk. Jak ja mam dziecku to wyjaśnić?
            A pamietam jak w czasie procesu rozwodowego pani sędzia (co prawda przemiła
            kobieta) robiła co mogła byle by dla zachowania utartych tradycji, troche w
            strachu przed Trybuałem w Strasburgu, za wszelką cenę tylko nie zgodzić się na
            moje żądania, by jednak dzieci były ze mną, chętnie bym zadzwonił do niej
            porozmawiał, pewnie juz na emeryturze? Czasem myślę sobie że i tu z czystej
            ciekawości czyta, jutro na bank zerknę na tą swoją gazetową pocztę ...wink Choc
            może i małem wiele szczęscia, że na posiedzeniach sadu wyższej instancji
            zasiadali dojrzali panowie, dla kórych przewidizec nieodległą przyszłośc nie
            stanowiło większej przeszkody, im tylko moje dzieci moga tak wiele zawdzięczać,
            choc i tak przez lata okaleczone, mysle sobie że rozwód powinien juz w bardziej
            hunmanitany sposób przebiegać i widzę że taka istnieje mozliwość ...
            • polnaa Re: a może by tak o skutkach 17.06.10, 10:29
              moje dzieciaki choć straciły pełna rodzinę i komfort finansowy to
              jednak zyskały spokój w domusmilebrak
              awanur,niepewności,kłótni,upokorzeń ...powoli łapia równowage choc
              zdaję sobie sprawę że to co było długo będzie odbijało sie na ich
              relacjach z ludzmi.Czasami wracając ze spotkań z ojcem śmieją się z
              rad jakich im udziela: masz zrobić tak i tak,jesteś
              nieodpowiedzialny! nie wią sie z żadną na stałe...po prostu
              autorytetsmile
              • ef.endir Re: a może by tak o skutkach 17.06.10, 10:37
                smile tak, próba budowania swojego autorytetu e ten sposób jest
                wspaniała! Znam, przyglądam się temu i doceniam! Dzięki temu, mój
                dzieciak nie chce spotykać się z matką a jak usłyszał o wspólnym z
                nią wyjeździe na wakacje - zaczął warczećsmile
                Dużo bym dał, żeby ich relacje były "normalne". Dla niego byłoby
                lepiej. Ale cóż.... taki skutek
                • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 18.06.10, 23:19
                  ef.endir napisał:

                  > smile tak, próba budowania swojego autorytetu e ten sposób jest
                  > wspaniała! Znam, przyglądam się temu i doceniam! Dzięki temu, mój
                  > dzieciak nie chce spotykać się z matką a jak usłyszał o wspólnym z
                  > nią wyjeździe na wakacje - zaczął warczećsmile
                  > Dużo bym dał, żeby ich relacje były "normalne". Dla niego byłoby
                  > lepiej. Ale cóż.... taki skutek


                  To daj dużo, postaraj się! Z powodu, że dorośli niepoptrafią się dogadać dzieci
                  wcale nie musza cierpieć, zawsze dopóki mają, to dwóch rodziców!
                  Jakoś dzięki Bogu jeszcze te wakacje uda sie mojemu najmłodszemu dziecku zgodnie
                  z planem spędzić z matką część wakcji.
                  Tak mówię tu o skutkach których często zwykła pazernośc i przebrzydłe chciejstwo
                  ... kto mnie czytał wie - prawda ?wink

                  Pewnie to juz czas i odpowiednia pora bym się wami też pożegnał, co nie znaczy
                  wcale, że już tu mnie nie wciagnie ?wink

                  Dzięki wszystkim smile
                  • anart59 Re: a może by tak o skutkach 19.06.10, 08:04
                    Napisze tak:jak jest z tymi naszymi dziecmi.Wszystko zalezy od
                    rodziców,ich postaw, wzorów, jakie przekazuja.
                    Ja chciałam wziasc rozwód jak były małe.Wtedy córka powiedziała mi,
                    ze wszystkie dzieci mieszkaja z tatusiami.Wstrzymałam sie, sklejałam
                    to jak mogłam.Teraz ,gdy jest dorosła powiedziała mi dlaczego jej
                    słuchałam , co ona wtedy wiedziała i ze miałaby spokojna młodosc.
                    Nie wiem, czy ułozy sobie zycie.W kazdym facecie widzi ojca,jeden
                    bład i po nim.
                    Moze oszczedziłabym jej tej traumy, rozstajac sie wczesniej?
                    Moze nie spaprałabym zycia, zdrowia i nerwów im i sobie?
                    • sauber1 Re: a może by tak o skutkach 19.06.10, 14:40
                      anart59 napisała:

                      >
                      > Moze nie spaprałabym zycia, zdrowia i nerwów im i sobie?


                      Chyba większość, którym coś w życiu nie wyszło podobnie myśli, ale też nie
                      należy siebie obwiniać za wszystko, horoskopy ludziom gwiazdy piszą wink
                      • anart59 Re: a może by tak o skutkach 20.06.10, 10:02
                        Tez tak sobie tłumaczę, że w życiu "coś "dzieje się z jakichś
                        powodów i tak czy inaczej musi tak być, czy to gwiazdy czy "cos
                        ' lub "ktoS" kieruje tym wszystkim...
                        A moze po prostu takie myslenie sprawia, że łatwiej nam sie wtedy z
                        tym wszystkim pogodzić....
                  • ef.endir Re: a może by tak o skutkach 20.06.10, 10:08
                    Jak dać?smile ile razy prosić, żeby się zastanowiła, przyjechała pobyć, pójść na
                    spacer, na lody, do kina? Żeby pobyła tylko troszkę dla niego a nie przeciwko
                    niemu? Żeby zainteresowała się jego zajęciami, jego kolegami, jego pasjami, jego
                    życiem....
                    I żeby ON przestał się bać, że go zabierze i nie przywiezie.
                    Wiem ... aż do skutku. Ostatnio proszę przy adwokatach i w ich obecności i na
                    sali sądowej. Prosiłem w RODK, kiedy pytali jak wyobrażam sobie kontakty dziecka
                    z matką. żadnych rezultatów. Myślisz, że będzie łatwiej czy trudniej? Bo ja mam
                    wrażenie, że dzieciak jej nie obchodzi. Obym się mylił....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja