smutne...

26.04.09, 19:47
Od prawie roku jestem mezatka a juz zaluje ze wyszlam za maz...

Moje malzenstwo nigdy nie zostalo skonsumowane...nic nie pomogly starania z
mojej strony, rozmowy, cierpliwosc...
Przed slubem znalismy sie 8 lat...najpierw bylismy razem 3 lata (pod wzgledem
seksualnym wszystko bylo ok), ale rozstalismy sie ze wzgledu na odleglosc
(wyjechalam na studia)....pozniej wrocilismy do siebie i 2 lata mieszkalismy
razem przed slubem, na moje pytania dlaczego nie dochodzi do seksu narzeczony
odpowiadal ze nie chce sie z tym spieszyc, ze nie chce tego robic przed slubem
i podobne wymowki...ja mialam w tym okresie stany depresje i bardziej
skupialam sie na swoim zdrowiu niz na innych rzeczach...lecz mimo tego zawsze
staralam sie okazywac narzeczonemu milosc, zrozumienie i cieplo....mimo moich
prowokacji do niczego jednak nie dochodzilo....jednak mimo braku seksu moge
powiedziec ze czulam sie w tamtym czasie szczesliwa....wzielismy
slub....wierzylam narzeczonemu i myslalam ze ta sytuacja po slubie sie
zmieni....ale nic sie nie zmienilo....ostatnio gdy probowalam z mezem o tym
porozmawiac on w ogole zignorowal temat, nie odpowiadal na moje
pytania....szukalam juz winy w sobie ale nie jestem brzydka kobieta mam
dopiero 27 lat i widze ze mezczyzni zwracaja na mnie uwage, zadreczalam sie
myslami ze moze maz kogos ma ale nie wiem tego na pewno...cierpialam nie tylko
psychicznie ale i fizycznie bo zawsze bylam mu wierna.....ale teraz cos we
mnie peklo.....CZUJE SIE OSZUKANA....NIE WYOBRAZAM SOBIE DZIELIC ZYCIA Z OSOBA
KTORA NIE POTRAFI BYC ZE MNA SZCZERA....NIE POTRAFIE SIE JUZ DLUZEJ
STARAC....JEST MI TO JUZ ZUPELNIE OBOJETNE....wiem tylko ze nie mam zamiaru
zmarnowac zycia dla osoby ktora mnie oszukala.....KTORA TRAKTUJE MNIE JAK
IDIOTKE UDAJAC ZE NIE ISTNIEJE ZADEN PROBLEM.....nie potrafilabym mu zaufac po
raz kolejny....zaczynam myslec powaznie o rozwodzie....
    • mariefurie Re: smutne... 26.04.09, 20:00
      Smutne to, ale sie rozwiedz. Co Ci innego pozostaje?
      Ty bylas slepa, on gluchy. Widocznie nie sa to dwie polowki tego samego. Tylko
      inne jakies.Przypadkowe.
      Ty z gruszki, on - z pietruszki.
      Nic na sile.
    • panda_zielona Re: smutne... 26.04.09, 23:32
      GEJ
      • tata_tomek Re: smutne... 27.04.09, 09:44
        panda_zielona napisała:

        > GEJ

        Chyba nie.

        "najpierw bylismy razem 3 lata (pod wzgledem seksualnym wszystko bylo ok)"
        • panda_zielona Re: smutne... 27.04.09, 22:43
          > Chyba nie.
          >
          > "najpierw bylismy razem 3 lata (pod wzgledem seksualnym wszystko
          bylo ok)"

          No i co z tego.Jak w efekcie okazuje się,że jest gejem.Może nawet
          dzieci mieć.Nie da się tego ukrywać w nieskończoność.
      • a.niech.to Re: smutne... 20.08.09, 09:04
        panda_zielona napisała:

        > GEJ
        Mogła Iwaszkiewiczowa...
    • brunia27 Re: smutne... 27.04.09, 07:57
      na tym forum znajdziesz pocieszenie, wsparcie ...smile

      rozwiedź się, to nie brak seksu jest problemem tylko brak jego reakcji na Twoje
      potrzeby,
      może pozew o rozwód go "ruszy"
      jeśli nie, to i tak będzie najlepsza rzecz jaką możesz zrobić
      • nexa7 Re: smutne... 27.04.09, 10:09
        brunia27 napisała:

        > na tym forum znajdziesz pocieszenie, wsparcie ...smile
        >
        > rozwiedź się, to nie brak seksu jest problemem tylko brak jego reakcji na Twoje
        > potrzeby,
        > może pozew o rozwód go "ruszy"
        > jeśli nie, to i tak będzie najlepsza rzecz jaką możesz zrobić

        MASZ RACJE MOJA DROGA...CZYSTY EGOIZM...NIE WIEM W OGOLE PO CO ON SIE ZE MNA
        OZENIL, BO MU BYLO WYGODNIE?

        NAWET JESLI BY GO COS RUSZYLO TO JA JESTEM JUZ NA TAKIM ETAPIE ZE SEKS Z NIM
        BYLBY DLA MNIE JA GWALT...COS WE MNIE NIEODWRACALNIE PEKLO...
        • brunia27 Re: smutne... 27.04.09, 11:33
          całkowicie Cię rozumiem,
          u mnie też w pewnym momencie coś pękło - dosłownie wiem jaki to był moment,
          od tego czasu nie pozwoliłabym się nawet dotknąć mojemu ex,
          ja też długo czekałam na rozmowę, wybaczyłabym wszystko, gdyby tylko wtedy miał
          ochotę ze mną rozmawiać,
          teraz on chce rozmawiać ,wyjaśniać ,naprawiać ,jesteśmy po rozwodzie ale ja już
          jestem na "innym" etapie
          szczerze mówiąc jest mi bardziej obojętny niż przechodzień na ulicy,

          im szybciej się z tym uporasz ,tym lepiej
          • nexa7 Re: smutne... 27.04.09, 11:42
            brunia27 napisała:

            > całkowicie Cię rozumiem,
            > u mnie też w pewnym momencie coś pękło - dosłownie wiem jaki to był moment,

            JAKI?

            > od tego czasu nie pozwoliłabym się nawet dotknąć mojemu ex,
            > ja też długo czekałam na rozmowę, wybaczyłabym wszystko, gdyby tylko wtedy miał
            > ochotę ze mną rozmawiać,
            > teraz on chce rozmawiać ,wyjaśniać ,naprawiać ,jesteśmy po rozwodzie ale ja już
            > jestem na "innym" etapie
            > szczerze mówiąc jest mi bardziej obojętny niż przechodzień na ulicy,
            >
            > im szybciej się z tym uporasz ,tym lepiej

            DZIEKUJE CI KOCHANA ZA TWOJE WSPARCIE...TAK WLASNIE CZUJE...

            MOZE JAK ZOBACZY POZEW O ROZWOD, TO WTEDY BEDZIE MOZE CHCIAL ROZMAWIAC,
            WYJASNIAC, ALE DLA MNIE JUZ I TAK JEST ZA POZNO...BEDZIE TO DLA MNIE JAK
            NAPRAWIANIE CZEGOS NA SILE, DLA POZOROW....A NIE SZCZERA CHEC NAPRAWIENIA
            ZWIAZKU....JUZ ZA DLUGO CZEKALAM...
    • plujeczka Re: smutne... 27.04.09, 09:46
      twój maż to gej szkoda tylko ,że wpakował cię w tą kabałę i nie
      odwagi powiedzieć o orawdy.Rozstań się z nim zanim zniszczy twoją
      psychikę z którą i tak masz juz poroblemy.Zacznij życ od nowa, nic
      was nie wiaże -nie ma na co czekać.A wymówki twojego meża ,że z tym
      seksem chce czekać do slubu to mnie..rozbawiły do łez , w tych
      czasach kiedy wszyscy kochają sie kiedy chcą i z kim chca oraz gdzie
      chcą 9 co nie znaczy ,że pochwalam) brzmi tak idiotycznie jakby
      twój mąż przekonywał ,że kosmosjest częścia jego penisa...
      • nexa7 Re: smutne... 27.04.09, 10:12
        plujeczka napisała:

        > twój maż to gej szkoda tylko ,że wpakował cię w tą kabałę i nie
        > odwagi powiedzieć o orawdy.Rozstań się z nim zanim zniszczy twoją
        > psychikę z którą i tak masz juz poroblemy.Zacznij życ od nowa, nic
        > was nie wiaże -nie ma na co czekać.A wymówki twojego meża ,że z tym
        > seksem chce czekać do slubu to mnie..rozbawiły do łez , w tych
        > czasach kiedy wszyscy kochają sie kiedy chcą i z kim chca oraz gdzie
        > chcą 9 co nie znaczy ,że pochwalam) brzmi tak idiotycznie jakby
        > twój mąż przekonywał ,że kosmosjest częścia jego penisa...

        BYLO TAK ZE PRZEZ TE DWA LATA PRZED SLUBEM JEGO OJCIEC ZMAGAL SIE Z RAKIEM I BYL
        BLISKI SMIERCI....MOGLAM MU WIERZYC ZE W TAKIEJ SYTUACJI NIE MIAL OCHOTY NA
        SEKS...MYSLALAM TYLKO ZE MOJA MILOSC ICIERPLIWOSC ROZWIAZE TE PROBLEMY...
        • krolowazla Re: smutne... 27.04.09, 10:52
          Sex sexem, ale czy twój mąz wogóle okazuje Tobie miłość. Zbliżeń fizycznych moze
          nie być z wielu powodów. Moze boi się tobie powiedziec, ze ma jakiś problem.
          Ale co z okazywaniem uczuć. Przytula cię , całuje??
          Jak się odnosi w stosunku do ciebie. Jest porywczy, brutalny, agresywny???
          • nexa7 Re: smutne... 27.04.09, 11:35
            krolowazla napisała:

            > Sex sexem, ale czy twój mąz wogóle okazuje Tobie miłość. Zbliżeń fizycznych moz
            > e
            > nie być z wielu powodów. Moze boi się tobie powiedziec, ze ma jakiś problem.
            > Ale co z okazywaniem uczuć. Przytula cię , całuje??
            > Jak się odnosi w stosunku do ciebie. Jest porywczy, brutalny, agresywny???
            WIESZ CO...MOGE TO TAK OKRESLIC...TRAKTUJE MNIE JAK BYM BYLA JEGO
            CORKA?/SIOSTRA?/MATKA?....KIERUJE WZGLEDEM MNIE TAKIE GESTY JAK NORMALNY
            CZLOWIEK WZGLEDEM OSOB TEGO TYPU POKREWIENSTWA...BEZ JAKIEGOS WYLEWNEGO
            OKAZYWANIA UCZUC....OD SLUBU NIGDY MNIE NAWET NIE POCALOWAL GLEBOKO W
            USTA...WIEM ZE TO NIE MIESCI SIE W GLOWIE....
    • ewa009 Re: smutne... 27.04.09, 11:35
      Tak sobie czytam i zastanawiam się jak można z góry zakładać, że ten mężczyzna
      jest gejem. Może to jakiś przypadek Pana, który ślubował czystość i teraz ciężko
      mu przełamać strach przed inicjacją. Seksuolog by się przydał, może Twój mąż
      przeżywa niezły horor z samym sobą a dotyczy to tak intymnej sfery życia, że
      wstyd jest ogromny a tym bardziej go to boli, że najgorzej mu otworzyć się przed
      Tobą. Czy Ty go kochasz? tak normalnie pomijając tą sferę?
    • ewa009 Re: smutne... 27.04.09, 11:38
      Bardzo przepraszam, właśnie doczytałam iż seks był przed ślubem. Ale problem i
      tak wydaje mi się głębszy i porada by się przydala.
      • nexa7 Re: smutne... 27.04.09, 11:46
        ewa009 napisała:

        > Bardzo przepraszam, właśnie doczytałam iż seks był przed ślubem. Ale problem i
        > tak wydaje mi się głębszy i porada by się przydala.

        JEMU BYC MOZE TAK, ALE WE MNIE JAK JUZ PISALAM COS NIEODWRACALNIE PEKLO...JUZ ZA
        POZNO...GDYBY TERAZ DOSZLO DO ZBLIZENIA TO BY BYLO DLA MNIE JAK GWALT, NIE
        WYOBRAZAM SOBIE ZE MOGLABYM MU PONOWNIE ZAUFAC...CZUJE SIE OSZUKANA...
      • to.ja.kas Re: smutne... 27.04.09, 11:46
        Też nie sądzę by był gejem.
        Są ludzie którzy nie mają potrzeb. Osobiście znam takiego mężczyznę.
        I to nie kwestia preferencji czy partnerki...dla niego seks nie ma
        wartości, znaczenia, przyjemności.
        Jest po rozwodzie. Już wiele lat jest sam bo wie, ze moze tylko
        unieszczesliwic kogoś lub zmuszac siebie. A był naprawde wspaniałym
        męzem...gdyby nie ten brak.
        • nexa7 Re: smutne... 27.04.09, 11:53
          to.ja.kas napisała:

          > Też nie sądzę by był gejem.
          > Są ludzie którzy nie mają potrzeb. Osobiście znam takiego mężczyznę.
          > I to nie kwestia preferencji czy partnerki...dla niego seks nie ma
          > wartości, znaczenia, przyjemności.
          > Jest po rozwodzie. Już wiele lat jest sam bo wie, ze moze tylko
          > unieszczesliwic kogoś lub zmuszac siebie. A był naprawde wspaniałym
          > męzem...gdyby nie ten brak.
          TYLKO WIDZISZ....DLACZEGO ON MNIE OSZUKIWAL...MOGL PO PROSTU POWIEDZIEC JAKA
          JEST SYTUACJA....JA PROBOWALAM Z NIM ROZMAWIAC...A ON TLUMACZYL TO STRESEM
          (PRZEZ TE 2 LATA PRZED SLUBEM JEGO OJCIEC BYL BLISKI SMIERCI, WIEC MU
          WIERZYLAM)...MOWIL ZE NIE CHCE SIE Z TYM SPIESZYC....ZE PO SLUBIE SIE TO ZMIENI....

          TU NIE CHODZI JUZ O TEN BRAK SEKSU TYLKO O JEGO BRAK SZCZEROSCI....SLEPOTE NA
          MOJE CIERPIENIE, O JEGO EGOIZM BY ZYC TAK JAK JEMU WYGODNIE I WYKORZYSTYWAC
          INNYCH BY JEMU ZYLO SIE WYGODNIE....CZUJE SIE PERFIDNIE OSZUKANA I NIE POTRAFIE
          MU JUZ ZAUFAC.....JAK PISALAM...COS WE MNIE NIEODWRACALNIE PEKLO...
          • ewa009 Re: smutne... 27.04.09, 11:58
            To faktycznie smutne, zrobisz jak uważasz. Nexa7 nie krzycz już wyłącz caps lock
            smile spokoju Ci życzę.
            • to.ja.kas Re: smutne... 27.04.09, 13:09
              Wyłacz Capsa...co jest Twojemu męzowi i dlaczego nie był szczery to
              ani ja ani nikt Ci tutaj nie powie...To on wie i Ty ewentualnie
              wiedziec powinnas. Tak jak nikt Ci nie powie co powinnas zrobic. Wg
              mnie małżeństwo nie ma sensu, męzczyznao którym pisze nie mówił
              swoje kobiecie o problemie bo:
              a)myślał, że mu minie czy tez w koncu go najdzie
              b) obłakanczo kochał swoją zonę (i mysle, ze kocha do dzis mimo ze z
              7 lat od rozwodu minęło) i bardzo o nią dbał.
              c) czuł sie winny i zawstydzony, ze mimo uczucia nie czuje potrzeb
              które dla faceta winny byc natralne

              Twój błąd, że ta nienaturalna sytuacja nie wzbudziła Twojej
              czujnosci przed slubem i zaryzykowałaś.
              Ktos złośliwy powie "wiedziały gały co brały, bo facet nawet nie
              udawał. Jest taki jaki był".

              A prawda jest taka, że komunikacja u Was nie istnieje nie tylko
              seks. Bo Ty nawet nie wiesz w czym problem.

              Co powinnaś zrobić? To co czujesz, ze bedzie lepsze dla Ciebie.
              • nexa7 Re: smutne... 27.04.09, 19:26
                smile CAPSA..nie wlaczylam dlatego ze krzycze, tylko po to, aby moje odpowiedzi
                widocznie roznily sie od tych cytowanych.smile
                dziekuje za Wasze opinie i zainteresowanie smile
        • a.niech.to Re: smutne... 20.08.09, 09:01
          to.ja.kas napisała:

          > A był naprawde wspaniałym
          > męzem...gdyby nie ten brak.
          Dawaj adres. Nie jestem drobiazgowa.wink
    • anex1234 Re: smutne... 19.08.09, 22:20
      gdzies tu czytalam o bialych malzenstwach....dla niektorych to
      ucieczka od odpowiedzialnosci. mialabys powod do uniewaznienia
      malzenstwa nie tylko ze nie zostalo ono skonsumowane ale i ze
      wzgledu na niedojrzalos partnera do podjecia obowiazkow malzenskich.
      jestem ciekawa jak sie potoczyla Twoja historia.
    • chybi1 Re: smutne... 20.08.09, 08:35
      Prześledziłam cały wątek. Konsekwentnie i precyzyjnie opisujesz
      uczucia kobiety po zdradzie. W moim odczuciu jej właśnie
      doświadczyłaś.
      Jeśli Twój m nie podejmie się trudu ratowania małżeństwa (szczerość,
      czułość, cierpliwość, na końcu seks)nie widzę innej możliwości niż
      rozstanie. Nie masz już sił na dalsze zmagania czy wyczekiwanie, że
      coś stanie się samo z siebie. Zainwestowałaś w związek bardzo dużo,
      o ile nie wszystko,na co mogłaś się zdobyć. Teraz czujesz się
      wypalona.
      Możesz swojemu m dać szansę lub nie. Przypuszczam, że spróbujesz to
      zrobić.
      • a.niech.to Re: smutne... 20.08.09, 09:08
        Mądra z Ciebie kobita.smile
        • nexa7 Re: DALSZA CZESC TEJ HISTORII 20.08.09, 12:12
          Minelo juz 4 miesiace od kiedy napisalam ten post.
          Kilka dni po jego napisaniu podjelam ostateczna probe rozmowy z
          mezem. Jego pierwsze slowa w odpowiedzi to: "i co, rozwodzimy sie?"
          Ja odpowiedzialam: "ok, porozmawiajmy o tym" Oczywiscie znow sie
          wymigal ze ma cos pilnego do zalatwienia i znow zostalam sama ze
          swoimi myslami...i to w takim momencie i w takiej kwestii. Przeciez
          odmawianie partnerowi waznej rozmowy jest olewaniem jego i zwiazku,
          jest to rowniez frustrujace. Czyli pierwsze zrodlo frustracji to
          calkowity brak seksu od 2,5 roku, a drugi to odmawianie rozmowy.
          czulam sie bardzo odrzucona. Postanowilam sie w sobie zamknac i juz
          wiecej sie nie napraszac i plaszczyc przed nim zeby ze mna laskawie
          porozmawial. po dwoch dniach nieodzywania sie do siebie maz
          zaproponowal zebysmy poszli na spacer i porozmawiali. Nie odmowilam
          mu. podczas spaceru zaczal tlumaczyc problem tak: brak seksu bo
          ostatnio przytyl i nie czuje sie z tym dobrze, mial wyrwany
          zab 'piatke' i czul sie jak szczerbaty(haha-nigdy nie dalam mu
          odczuc czegos takiego ze cos z nim nie tak a 2,5 roku bez seksu
          czyms takim tlumaczyc...), a najgorsze bylo to ze mi powiedzial ze
          biorac ze mna slub mi nie ufal bo juz raz od niego odeszlam a teraz
          jak sie zeszlismy po raz drugi to caly czas sie bal ze znowu odejde.
          Zapytalam tylko po co sie do mnie odzywal i chcial zebysmy do siebie
          wrocili skoro mi nie ufal na starcie. Ja weszlam po raz drugi w ten
          zwiazek z najlepszymi intencjami i zaufaniem bez ogladania sie za
          siebie. maz chcial zebysmy sie pogodzili ale w tym momencie to ja
          stracilam do niego jeszcze bardziej zaufanie...jak mozna kogos
          oszukiwac ze sie kocha a tak naprawde mu nie ufac i zamiast o tym
          porozmawiac to sie zenic jakby nie bylo problemu i komplikowac komus
          zycie i sobie przy okazji. Zero szczerosci z jego strony. Poczulam
          sie jeszcze bardziej oszukana. W domu na kilka dni zapadla grobowa
          cisza. Maz znalazl sobie pocieszenie w kolegach, przed ktorymi
          udawal ze wszystko w porzadku, z ktorymi chodzil sobie np. do kina
          wieczorem a ja siedzialam sama w domu. Ale czasu nie marnowalam. pod
          jego nieobecnosc spakowalam w torby potrzebne mi rzeczy i wyslalam
          je do domu. Nawet nie zauwazyl ze oproznilo sie pol mojej szafy, nie
          bylo juz tyle butow co przedtem....Widac taki byl mna
          zaabsorbowany...a moze udawal ze nie widzi?...niewazne...
          Dobrze ze mimo iz stracilam w tym okresie prace ze wzgledu na kryzys
          mialam troche swoich oszczednosci o ktorych maz nie wiedzial i z
          ktorych kupowalam sobie jedzenie bo tak to on nawet sie nie
          zainteresowal czy mi cos potrzeba...przynajmniej nie musialam go
          prosic zeby mi wydzielil racje pieniezna...
          jeszcze raz ktoregos dnia przyszedl do mojego pokoju w nocy zeby ze
          mna porozmawiac, mowil ze mnie kocha i nie moze beze mnie zyc, wiec
          mu powiedzialam ze moze myli milosc z przyzwyczajeniem. Mowil ze
          chce ratowac nasze malzenstwo, to powiedzialam ze my malzenstwem tak
          naprawde nie bylismy tylko mieszkalismy jak lokatorzy. Mowil zebym
          spala z nim, wiec mu powiedzialam ze spalam z nim 2,5 roku i do
          niczego nie doszlo wiec nie widze takiej potrzeby i nie chce i ze
          jak cos to niech sobie znajdzie kochanke. Opowiadal mi jak bardzo to
          on mnie kochal przez ten caly czas i jaki byl dla mnie wspanialy a
          ja teraz mu mowie ze jestem zmeczona i ze mi chce sie spac kiedy on
          stara sie rozmawiac i ratowac nasze malzenstwo i tak sie poswieca ze
          w nocy nie spi a rano do pracy (byla 5 rano i mi na stojaco zamykaly
          sie juz oczy po 4-godzinnej rozmowie). Po tym incydencie zaczelam
          zamykac sie na noc w pokoju na klucz, bo zaczelam czuc niepokoj
          wobec niego.
          Po miesiacu takiego zycia zdecydowalam sie na wyjazd do domu, a tak
          naprawde to dla mnie byla wyprowadzka. maz przed moim odjazdem sie
          rozchorowal i mial wysoka goraczke wiec sie nim zajmowalam. potem
          wyjazd. powiedzial mi ze jak wroce to albo wszystko wraca do normy
          albo sie rozwodzimy. Odpowiedzialam ze ok ale pomyslalam do jakiej
          normy? przeciez jak ma byc jak bylo to nie ma po co wracac.
          Powiedzial mi ze jest moim mezem i ze nie musze brac taksowki tylko
          on mnie osobiscie odwiezie bo to obowiazek meza. Pomyslalam ze jako
          maz mial inne powazniejsze obowiazki ktorym nie podolal...Nie
          chcialam sie juz klocic przed samym wyjazdem. Odwiozl mnie i
          wysadzil przed stacja jak taksowkarz, pozegnal sie ze mna jak z
          sasiadką i odjechal a ja z torbami zostalam przed dworcem i
          patrzylam jak znika jego samochod. Pomyslalam ze to wlasnie konczy
          sie pewien rozdzial w moim zyciu.
          Przyjechalam do domu rodzicow, za pozostale oszczednosci: zapisalam
          sie na kurs o ktorym od dawna myslalam a maz mi nie pozwalal zrobic
          bo mialam siedziec z nim w domu, znalazlam nowa prace taka jaka
          chcialam a tam u niego nie moglam znalezc, zafundowalam sobie super
          wyjazd ze znajomymi i swietnie sie bawilam. I nie zaluje ani chwili
          bo byl to dla mnie najszczesliwszy okres jaki mialam od kiedy po raz
          drugi sie z mezem zeszlam. czuje sie teraz spokojniejsza, czuje ze
          jestem wolna i moge robic to co ja chce, gdy patrze w lustro widze
          jakby nowa osobe z blaskiem w oczach i nadzieja ze jeszcze wszystko
          przede mna.
          On przez pierwsze tygodnie sie wcale do mnie nie odzywal. Zadzwonila
          jego matka, i wszystko obrocila przeciwko mnie bo to niby ja jestem
          winna i nie chcialam ratowac malzenstwa. czemu maz nie dzwoni tylko
          mamusia? Pozniej zadzwonil z pretensjami i ze moze mnie pozwac do
          sadu za porzucenie ale ja nie dalam sie sprowokowac i robilam swoje.
          Pozniej dzwonil kilka razy i rozmawial jakby nigdy nic sie nie
          stalo. Nieobliczalny. Powiedzialam mu ze jade na wczasy. Gdy
          wrocilam z wakacji zadzwonilam do meza ze juz wrocilam i ze
          znalazlam nowa prace z ktorej nie chce rezygnowac. On ze mnie nie
          chce widziec i ze sie rozwodzimy i ze juz mi rzeczy pakuje.
          Powiedzialam ze ok, rozumiem. Pozniej wydzwaniala do mnie jego matka
          z prosbami zebym wrocila do niego, bo on sie zmienil i dlaczego ja
          nie moge mu dac szansy. BYLISMY RAZEM RAZ, ROZPADLO SIE. ZESZLISMY
          SIE DRUGI RAZ POBRALISMY SIE I NIE WYSZLO. DLACZEGO PO RAZ TRZECI
          MAM ODGRZEWAC TA SAMA ZUPE? TO NIESMACZNE! poszlam do adwokata i do
          kurii zeby sie dowiedziec o mozliwosci rozwodu i uniewaznienia. maz
          dzwonil z pytaniem jaka przyczyne rozwodu podac na wniosku. A
          najlepsze jest to, ze wczoraj zadzwonil i chcial sie ze mna znow
          jednak pogodzic bo on beze mnie zyc nie moze i ze sie juz raz trul
          tabletkami......
          • a.niech.to Re: DALSZA CZESC TEJ HISTORII 20.08.09, 12:29
            No i dokonało się... . Przy okazji, dorosły człowiek sam decyduje,
            czy odebrać sobie życie. Z planowanego samobójstwa nie czyni
            narzędzia szantażu.
            • iwona.ana1 Re: DALSZA CZESC TEJ HISTORII 20.08.09, 13:13
              co za historia....

              ciekawi mnie jedno...
              o co tak własciwie chodzi /chodziło/...
              • chybi1 Re: DALSZA CZESC TEJ HISTORII 20.08.09, 14:05
                Moja ograniczona wiedza podpowiada mi, że mężczyzna przedstawiony w
                wątku to osoba nieodczuwająca potrzeby bliskości, w związku z tym
                unikająca ściślejszych relacji międzyludzkich. Ludzie tacy nie zdają
                sobie sprawy z własnych deficytów i starają się żyć tak jak inni.
                Zakładają więc rodziny, płodzą dzieci.
                Ich partnerzy odczuwają totalny brak zainteresowania i porażający
                chłód emocjonalny. Zaburzona osoba kontaktuje się z innymi ludźmi na
                zasadzie wyuczonej roli, powiela podpatrzone schematy. Jest to
                jednak na tyle sztuczne i puste, że nawet dla dla postronnych
                obserwatorów łatwo uchwytne.
                Przyczyn można upatrywać w traumatycznym przeżyciu odrzucenia,
                całkowitym braku akceptacji ze strony osób znaczących i
                nieposiadania pozytywnego doświadczenia bliskości z jakąkolwiek
                osobą.
                Być może u podstaw zachowań przedstawionego pana leży także problem
                orientacji seksualnej, który stanowi tak pilnie strzeżoną tajemnicę,
                że obejmuje ona przy okazji inne aspekty życia emocjonalnego.
                Zastrzegam, że podzieliłam się interpretacją, której daleko do
                miarodajnego opisu.
    • nexa7 Re: USWIADOMILAM SOBIE JAkCZULAM SIE W TYM ZWIAZKU 20.08.09, 13:29
      TO OPIS ODCZUC OSOBY WSPOLUZALEZNIONEJ OD CHOROBY ALKOHOLOWEJ ALE TO
      CHYBA TEZ OPIS KAZDEGO WSPOLUZALEZNIENIA I JA TEZ ZACZELAM SIE TAK
      CZUC:

      Drugim ważnym zachowaniem osoby współuzależnionej jest nieustanna
      huśtawka emocjonalna, od euforii i pewności, że problem da się
      zwyciężyć, i wiary we wszystkie przyrzeczenia m dotyczące jego
      poprawy, po skrajny pesymizm i poczucie beznadziejności oraz
      niemożliwości wyjścia z obecnej sytuacji. Osoba współuzależniona
      może na zmianę prowokować kłótnie z m i popadać w dłuższe okresy
      letargu i obojętności. Na co dzień cechuje ją obojętność w stosunku
      do siebie i tego co się z nią samą stanie. Na zewnątrz osoba
      współuzależniona stara się jak najbardziej maskować i bagatelizować
      problem, także w stosunku do samej siebie poszukuje wyjaśnień
      problemu, a także jego wagi i często bagatelizuje zachowania m lub
      też próbuje znaleźć dla nich racjonalne wyjaśnienie. Z lęku przed
      opuszczeniem i utratą m osoba taka rezygnuje z pokazywania własnych
      uczuć, szczególnie złości i obaw zarówno m jak i pozostałym osobom,
      a jednocześnie pragnie i oczekuje pomocy ze strony innych osób.

      W zachowaniu osoby współuzależnionej można zauważyć trzy schematy:
      nieudane próby rozwiązania sytuacji, nieudane próby wycofania się z
      sytuacji i szkodliwe dla osoby współuzależnionej sposoby
      przystosowania się do sytuacji. Współuzależnienie prowadzi do bardzo
      głębokich i trwałych zmian w sferze poznawczej, emocjonalnej i w
      strukturze „ja” osoby współuzależnionej dlatego terapia takiej osoby
      jest bardzo trudna. Pierwszym krokiem jest uświadomienie osobie
      współuzależnionej jej problemu, następnie dopiero rozpoznanie źródeł
      zachowań destrukcyjnych osoby współuzależnionej i próba ich zmiany,
      a także zmiany nastawienia osoby współuzależnionej do „konieczności”
      trwania związku w którym się ona znajduje.


      • a.niech.to Re: USWIADOMILAM SOBIE JAkCZULAM SIE W TYM ZWIAZK 20.08.09, 13:34
        Dokładnie to samo dotyczy osób współuzależnionych od przemocy.
        • adela38 Re: USWIADOMILAM SOBIE JAkCZULAM SIE W TYM ZWIAZK 20.08.09, 17:35
          Wydaje mi sie, ze on jest gejem ktory probuje/probowal byc hetero ale nie jest w
          stanie.Bardzo mozliwe ze sam sobie wpiera, ze jest "normalny". Powinien przejsc
          sie do seksuologa.Malzenstwo nieskonsumowane napewno w kosciele
          uniewaznia.Cywilnie zastanow sie sama co ci bedzie lepsze- byc znowu panna czy
          rozwodka? Byc moze to pierwsze ulatwiloby ci znalezc kogos drugiego w tym
          sensie, ze nie musialby tlumaczyc sie przed rodzina, ze z rozwodka sie
          zeni...Niestety w Polsce ludzie sa jacy sa...
Pełna wersja