saternus1
14.05.09, 23:04
Proszę forumowiczów o spojrzenie obiektywne na sprawę:
Jesteśmy po ślubie 10 lat znamy się 14. Poznaliśmy się na studiach,
była szarą myszką, w której jednak zakochałem się od razu. Myślę, że
z wzajemnością jednak może była to ucieczka z domu od swojej rodziny
w ktorej były wieczne problemy. Rodzice nie kochają się (jej matka
jest malarką i ma o sobie wysokie mniemanie, ojciec miał problemy z
alkoholem, niejednokrotnie sąsiedzi wzywali policję). W mojej
rodzinie wygląda to tak, że poza jednym przypadkiem nie było
rozwodów (ewidentna wina osoby spoza rodziny) nie było innych
problemów w skrócie sielanka. Moi rodzice byli przerażeni od
początku sposobem traktowania ich przez teściów. U nas teściowie
bywali 2-3 razy w roku jak sądzę z musu my tam również. Wyczówam że
żona była tym dołowana. Stosunek jej matki zawsze pozostawał wiele
do życzenia ale jej egoizm był dla mnie czymś niezrozumiałym.
Po 5 latach małżeństwa zdecydowaliśmy się na dziecko. Wydawałoby
się że moja żona odzyskuje spokój wewnętrzny i wszystko idzie w
dobrym kierunku. Po jakimś czasie w pażdzierniku poznaliśmy sąsiadów
są od nas młodsi o około 3 lata. On ma duży problem z alkoholem ona
jest bardzo wybuchowa również mają dziecko. I tak po jakimś czasie
na naszych spotkaniech zacząłem zauważać że coś jest nie tak a to
uśmieszki a to moje nieodparte wrażenie że nakryłem ich na
całowaniu. Postanowiłem porozmawiać z jego żoną. Nie chciała wierzyć
i dopiero jak wyciągłem bilingi okazało się że dużo semsowali i
rozmawiali. Oczywiście wcześniej pytałem co jest grane to mówiła że
wszystko ok ale po tylu latach zna się już człowieka. Wkońcu
nakryłem ich przypadkiem w kawiarni i wyciągłem że było coś między
nimi. Ponoć znaleźli wspólny język na poziomie swoich trudnych
rodzin.
Powiedziałem że chcę rozwodu płacz szloch itd. powiedziała miże
nadal mnie kocha i spróbuje to naprawić. Podobnie było u sąsiadów.
Prosiłem ją żeby nie kontaktowała się. Zgodziła się. I od tego czasu
wcale nie było lepiej. Ja nie mogłem pracować, ciagle o tym
myślałem. Czasami robiłem jej niezapowiedziane wizyty w pracy a ma
taką pracę gdzie ma możliwość kontaktu z tym człowiekiem.
Usprawiedliwiam się tym że dawało mi to pewien spokój nie zawsze
wiedziała że ją obserwuję i wtedy wiedziałem że jest ok. Ale tak nie
było okazało się że do siebie dzwonią i jak jej to udowodniłem to
przyznała że mnie nie kocha. Od razu w tamtej rodzinie nastąpiła
taka sama sytuacja. On powiedział sąsiadce że taż jej nie kocha
tylko kocha moją żone. Zona w tym samym dniu wyprowadziła się do
hotelu a sąsiad pojechał za nią. Pewnie żalili się sobie co kolwiek
to ma znaczyć.
Ja myślę że to chemia bo nie mają raczej wielkiich perspektyw. Oboje
mają niewielkie zarobki on ma sporo kredytów. Straciła zaufanie
znajomych nawet jej najlepsza koleżanka i przyjaciółka jest po mojej
stronie.
Najgorsze jest w tym wszystkim że ucierpi nasza córeczka. Oboje ją
strasznie kochamy. Ale cóż ja podjąłem decyzję o rozwodzie chociaż
będzie to długo trwało. Adwokat powiedział że na razie nie mamy
szans na rozwód bo nie było dosyć długiego okresu separacji. Oboje z
żoną chcemy załatwić to polubownie chociaż ona była chyba zaskoczona
moim zdecydowanym działaniem.
Z różnych źródeł słyszałem że ona mówiła że ją ograniczam ale nie ma
do tego żadnych podstaw. Teraz ma kłopoty finansowe tzn. szuka
mieszkania chce wziąć kredyt ale z jej zarobkami jest to wątpliwe.
W sumie jest mi jej żal, chyba jeszcze ją kocham ale wiem że przez
ten ostatni okres jej próby ja bardzo świrowałem tzn miałem
przeczucia i było mi bardzo ciężko nie mogłem jej dogodzić swoim
zachowaniem. Zbyt dużo przytuleń i pocałunków- źle, utwierdzanie jej
w przekonaniu że ją kocham-źle, obojętność -źle. Później przyznała
że cały czas mięli ze sobą kontakt. Więc rozumiem skąd to
zachowanie. Tamci też się rozwodzą.
A byliśmy przez wszystkich przez te lata odbierani jako idealna para
ona nieco szalona ja twardo stąpający po ziemi. Powiem że była to
moja jedyna miłość i nadal jest ale ja dłużej bym nie mógł żyć w
niepewności. Pewnie potrwa to z miesiąc może dwa i przejżą na oczy
ile osób skrzywdzili a zwłaszcza dzieci ale ja już nie dam jej
trzeciej sznsy bo skoro mamy się męczyć w małżeństwie i dziecko ma
to widzieć to chyba lepiej żyć osobno ale w przyjacielskich
relacjach opiekując się naprzemiennie córeczką.
Sorry że tak długo ale inaczej nie można napiszcie może jakiś
komentarz będę wdzięczny bo jest mi strasznie ciążko.