Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć

14.05.09, 23:04
Proszę forumowiczów o spojrzenie obiektywne na sprawę:
Jesteśmy po ślubie 10 lat znamy się 14. Poznaliśmy się na studiach,
była szarą myszką, w której jednak zakochałem się od razu. Myślę, że
z wzajemnością jednak może była to ucieczka z domu od swojej rodziny
w ktorej były wieczne problemy. Rodzice nie kochają się (jej matka
jest malarką i ma o sobie wysokie mniemanie, ojciec miał problemy z
alkoholem, niejednokrotnie sąsiedzi wzywali policję). W mojej
rodzinie wygląda to tak, że poza jednym przypadkiem nie było
rozwodów (ewidentna wina osoby spoza rodziny) nie było innych
problemów w skrócie sielanka. Moi rodzice byli przerażeni od
początku sposobem traktowania ich przez teściów. U nas teściowie
bywali 2-3 razy w roku jak sądzę z musu my tam również. Wyczówam że
żona była tym dołowana. Stosunek jej matki zawsze pozostawał wiele
do życzenia ale jej egoizm był dla mnie czymś niezrozumiałym.
Po 5 latach małżeństwa zdecydowaliśmy się na dziecko. Wydawałoby
się że moja żona odzyskuje spokój wewnętrzny i wszystko idzie w
dobrym kierunku. Po jakimś czasie w pażdzierniku poznaliśmy sąsiadów
są od nas młodsi o około 3 lata. On ma duży problem z alkoholem ona
jest bardzo wybuchowa również mają dziecko. I tak po jakimś czasie
na naszych spotkaniech zacząłem zauważać że coś jest nie tak a to
uśmieszki a to moje nieodparte wrażenie że nakryłem ich na
całowaniu. Postanowiłem porozmawiać z jego żoną. Nie chciała wierzyć
i dopiero jak wyciągłem bilingi okazało się że dużo semsowali i
rozmawiali. Oczywiście wcześniej pytałem co jest grane to mówiła że
wszystko ok ale po tylu latach zna się już człowieka. Wkońcu
nakryłem ich przypadkiem w kawiarni i wyciągłem że było coś między
nimi. Ponoć znaleźli wspólny język na poziomie swoich trudnych
rodzin.
Powiedziałem że chcę rozwodu płacz szloch itd. powiedziała miże
nadal mnie kocha i spróbuje to naprawić. Podobnie było u sąsiadów.
Prosiłem ją żeby nie kontaktowała się. Zgodziła się. I od tego czasu
wcale nie było lepiej. Ja nie mogłem pracować, ciagle o tym
myślałem. Czasami robiłem jej niezapowiedziane wizyty w pracy a ma
taką pracę gdzie ma możliwość kontaktu z tym człowiekiem.
Usprawiedliwiam się tym że dawało mi to pewien spokój nie zawsze
wiedziała że ją obserwuję i wtedy wiedziałem że jest ok. Ale tak nie
było okazało się że do siebie dzwonią i jak jej to udowodniłem to
przyznała że mnie nie kocha. Od razu w tamtej rodzinie nastąpiła
taka sama sytuacja. On powiedział sąsiadce że taż jej nie kocha
tylko kocha moją żone. Zona w tym samym dniu wyprowadziła się do
hotelu a sąsiad pojechał za nią. Pewnie żalili się sobie co kolwiek
to ma znaczyć.
Ja myślę że to chemia bo nie mają raczej wielkiich perspektyw. Oboje
mają niewielkie zarobki on ma sporo kredytów. Straciła zaufanie
znajomych nawet jej najlepsza koleżanka i przyjaciółka jest po mojej
stronie.
Najgorsze jest w tym wszystkim że ucierpi nasza córeczka. Oboje ją
strasznie kochamy. Ale cóż ja podjąłem decyzję o rozwodzie chociaż
będzie to długo trwało. Adwokat powiedział że na razie nie mamy
szans na rozwód bo nie było dosyć długiego okresu separacji. Oboje z
żoną chcemy załatwić to polubownie chociaż ona była chyba zaskoczona
moim zdecydowanym działaniem.
Z różnych źródeł słyszałem że ona mówiła że ją ograniczam ale nie ma
do tego żadnych podstaw. Teraz ma kłopoty finansowe tzn. szuka
mieszkania chce wziąć kredyt ale z jej zarobkami jest to wątpliwe.

W sumie jest mi jej żal, chyba jeszcze ją kocham ale wiem że przez
ten ostatni okres jej próby ja bardzo świrowałem tzn miałem
przeczucia i było mi bardzo ciężko nie mogłem jej dogodzić swoim
zachowaniem. Zbyt dużo przytuleń i pocałunków- źle, utwierdzanie jej
w przekonaniu że ją kocham-źle, obojętność -źle. Później przyznała
że cały czas mięli ze sobą kontakt. Więc rozumiem skąd to
zachowanie. Tamci też się rozwodzą.
A byliśmy przez wszystkich przez te lata odbierani jako idealna para
ona nieco szalona ja twardo stąpający po ziemi. Powiem że była to
moja jedyna miłość i nadal jest ale ja dłużej bym nie mógł żyć w
niepewności. Pewnie potrwa to z miesiąc może dwa i przejżą na oczy
ile osób skrzywdzili a zwłaszcza dzieci ale ja już nie dam jej
trzeciej sznsy bo skoro mamy się męczyć w małżeństwie i dziecko ma
to widzieć to chyba lepiej żyć osobno ale w przyjacielskich
relacjach opiekując się naprzemiennie córeczką.
Sorry że tak długo ale inaczej nie można napiszcie może jakiś
komentarz będę wdzięczny bo jest mi strasznie ciążko.
    • a.b1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 14.05.09, 23:24
      zobaczysz kiedys zapomisz o tym wszystkim wiem że teraz wydaje Ci
      się to niemożliwe ale tak jest jednakże musisz uzbroić sie w
      cierpliwość bo te zapominanie może trwać kilka lat ale to wg. mnie
      indywidualna cecha. Choć z drugiej strony skoro ja jeszcze kochasz
      to fatalnie,będzie boleć i to mocno i długo ale głowa do góry
      napewno znajdziesz kogos bardziej wartościowego dla siebie. smile
      • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 14.05.09, 23:33
        Dzięki takich słow potrzebuję jestem facetem ale strasznie mnie to
        rozkleiło póki co córa jest ze mnaą i boję się jej pytań kiedy rano
        wstaje i nie ma Eli obok mnie...
        • super.anczysko Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 15.05.09, 07:46
          Wiesz, spotkałam się z podobnym przypadkiem, też ludzi połączyło
          coś, co w ich mniemaniu było bardzo silne - dokładnie to, że oboje
          byli z domu dziecka i mieli ciężkie dzieciństwo. Tak jak w Twojej
          sytuacji zbliżyli się do siebie, zakochali i rozwiedli się ze swoimi
          współmałżonkami, co tamci przeżyli ciężko, bo w każdym przypadku
          była miłość i dzieci. Po jakimś czasie okazało się, że to co
          tamtych łączyło było jednak bardzo kruche, jednak to nie była
          miłość, tylko jakieś zauroczenie, wspólne przejścia, tematy do
          rozmowy i tak dalej. I co się okazało? wrócili do siebie, do swoich
          rodzin, dzieci i teraz niedługo będą ponownie dwa śluby.
          Piszę to po to, żeby pokazać Ci, że skoro kochasz żonę, to staraj
          się upewnić, czy to co ich łączy to jest naprawdę coś silnego i
          wyjątkowego. Ja wiem, że straciłeś zaufanie, że to wszystko boli,
          ale jak na powyższym przykładzie widać wszystko jest możliwe. Może
          ona się w tym wszystkim pogubiła, może sama nie wie co czuje.
          Porozmawiaj z nią szczerze, przy okazji jeśli będziecie razem, czy
          to co się dzieje między nimi to naprawdę jest COŚ WYJĄTKOWEGO I ONA
          JEST TEGO PEWNA. Jeśli kategorycznie stwierdzi że tak, wtedy czyń
          kroki ku seperacji. To jest dodatkowy czas przed rozwodem, w którym
          różnie jeszcze się może zdarzyć. Będziesz widział co się dzieje,
          obserwuj a potem decyzja - rozwód albo nie.
          Rozwód to jest ostateczność ale jeśli nie da się go uniknąć, to
          trudno. Jeszcze sam sobie odpowiedz na pytanie, czy jeszcze kochasz
          żonę na tyle, żeby próbować ratować to małżeństwo, czy nie.
          Mętlik w głowie, rzeczy które dzieją się "na świeżo", w napięciu,
          nerwach, to nie jest dobry czas na decyzje.
          Może ja tu nie mam racji, nie jestem wszystkowiedząca , ale na
          przykładzie tych znajomych widzę, że to co ludzie do siebie czują i
          myślą że to wielka miłość, wcale takie nie musi być.
          • leptis ... 15.05.09, 08:20
            Nikt nie moze oczekiwac od Ciebie czynow heroicznych.

            Nie ma o czym teraz z zona rozmiawiac.
            To sie musi przelac w jedna lub w druga strone, rowniez w Twojej glowie.

            Do tego jest potrzebny czas-wtedy wrocisz do tematu rozwodu/separacji/odbudowy.

            Odgrodz sie finansowo od zony, dostep do wspolnych kont przeanalizuj.
            Wyprowadzac sie do hotelu, gdy sie nie ma kasy?

            Nie wierz w cudowne kalki zycia innych na zycie Twoje.
            Czas Ci pozwoli znalesc spokoj, ze podjales swoja decyzje.

            Fajnie ze masz corke.
            Trzymaj sie smile)

            • to.ja.kas Leptis 15.05.09, 10:22
              Twoje powyższe słowa są jednymi z najmadrzejszych jakie ostatnio
              przeczytałam na forum smile
              Pozdrawiam
          • sauber1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 15.05.09, 08:23

            Nawet życie w którym uczestniczymy po czasie wymaga głębszej analizy, by
            doszukać się przyczyn i całego mechanizmu który spowodował wybuch epidemii i nie
            chodzi o pisanie życiorysów, czy scenariuszy do kolejnej telenoweli. Każdy
            przypadek jest inny, najczęstszą przyczyną brak pielęgnowania uczucia, z czasem
            brak samokontroli nad emocjami i różnymi zakusami jak tez silna potrzeba
            szukania łatwiejszego, wygodniejszego życia, co jest zrozumiałym. Ale też
            zwykłemu zjadaczowi chleba trudno jest pojąć duszę artysty, a często nie ma róży
            bez ognia wink
            www.youtube.com/watch?v=vVvdoa2CyDU
        • a.b1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 15.05.09, 09:54
          Należy Ci się małe sprostowanie, jednak chyba istotne
          wczoraj z mojego nika widze, że pisał mój facet
          Wasze historie w 75% są zbieżne, jedynie brak dzieci...
          Więc moge Ci przedstawić scenariusz
          pierwszy rok będzie walka, bardzo ostra, wyjdą Ci oczy na wierzch
          jak zobaczysz do czego są zdolne osoby najbliższe, 2 rok z jej
          strony czepialstow i jeszcze próby mieszania w Twoim życiu, 3 rok
          fajne życie wink
          głowa do góry wszystko do przeżycia, wyjdziesz bardzo poobijany ale
          warto
          Jedyny najważniejszy problem to Mała, skup się teraz na dziecku,
          zastanów jak ma wyglądać Wasze życie, czy chcesz opiekować się czy
          być tylko ojcem niedzielnym
          pozdrawiam
          • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 17.05.09, 11:03
            Dzięki za podtrzymywanie na duchu mamteraz straszne wahania
            nastrojów. Dla siebie widzę teraz jedno rozwiązanie. Poznać kogoś.
            Nie po to żeby się sprawdzić czy coś takiego. Szukam kobiety która
            pomoże wyleczyć mi się z tego koszmaru. Nawet jest dla mnie szansa
            poznałem kogoś przez neta i czuje że może to być moja życiowa
            terapeutka. Piszecie że to nie jest czas na decyzje. Ta dziewczyna
            jest silna ma dziecko. Spędziliśmy razem kilka godzin na GG. Czuję w
            niej oparcie. Jak tylko piszemy ze sobą zapominam o tym co mnie
            spotkało. Co do żony to chcę aby była moją przyjaciółką. Może na te
            tory sprowadzę swoje uczucie. Widzimy się prawie codziennie ale
            odbywa się to przy przekazywaniu sobie dziecka. Wczoraj rozmawiałem
            czy już nie ma szans powiedziała że nie, a nawet jak rozpadnie się
            jej związek z tamtym człowiekiem to zostanie samotną matką. Nie chcę
            skrzywdzić tej dziewczyny z którą teraz pisze na GG. Dlatego
            musiałem to wiedzieć. Mamyz żoną wspólny plan co do dziecka. teraz
            jesteśmy w separacji ale jakbym mógł to już dziś poszedłbym na
            rozprawę w końcu ona też może mieć obawy że będę chciał znów być z
            żoną. Na pewno opieka przypadnie żonie ale ustaliliśmy że po połowie
            będziemy się nią opiekować - to dobra matka. Ostatnio dałem jej
            trochę pieniędzy ma wynająć mieszkanie i potrzebne jej będą pewne
            sprzęty. Najważniejsza jest teraz mała. Ona musi mieć spokój i
            widzieć nasze szczęście. Czsami płaczę ale ona nie może tego
            widzieć. Zawsze byłem twardy ale teraz mi się wszystko posypało i
            nie wiem jak dalej to będzie wyglądać. Liczę na moją nową przyjaźń.
            Tylko to mnie jeszcze jakoś trzyma przy zdrowych zmysłach. Znajomi
            są przerażeni jak mówią moją dobrocią. Na ogół reakcje są inne. Ja
            muszę teraz jakoś żyć dalej i zapomnieć o tych pięknych chwilach.
            Ona mówiłaże ją ciemiężę nigdy tego nie było. Myślęże ona nigdy w
            życiu nie zaznała przwdziwej miłości dlatego moje bardzo silne
            uczucie to spowodowało. Ja tylko tak kocham inaczej nie umię. Trudno
            trafiłem na nie tego człowieka. Może ktoś inny da mi szansę...
            • stefanbatory45 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 17.05.09, 21:33
              Chłopie, moglibyśmy piwo wypić i pogadać.
              Każdy jakoś automatycznie porównuje koszmary z tej strony ze swoimi.
              Moja sytuacja dość podobna, oczywiście nie identyczna.
              Ona znalazła gościa, ona złożyła pozew.
              Ja byłem miękką kluchą która robiła wszystko żeby ją odzyskać.
              Tutaj stary post
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=80034068&a=80034068
              Jestem w trakcie rozwodu, rok po pierwszej rozmowie w której dowiedziałem się wszystkiego.
              Też największą porażką jest dla mnie to co zgotowaliśmy córce.

              Wtedy rok temu dobrzy ludzie pisali mi różne rady. Były słowa otuchy, trzymanie kciuków za moje plany odzyskania żony, było też dużo zimnej wody na łeb. Wszystko pomogło.
              Chociaż wtedy nie rozumiałem jak ludzie mogą pisać - "odpuść, już po ptakach, zajmij się sobą" etc. Teraz widzę jakie to było mądre.

              Tamten związek się kruszy, żona prosi mnie o próbę powrotu. Nie biorę absolutnie tego pod uwagę.
              Nowe życie chłopie. Rodzina, przyjaciele z którymi możesz pogadać.
              Najważniejsze to podjąć decyzję. Nie wahać się. Najprawdopodobniej podejmiesz taką jak ja. Uwierz że jak zdecydowałem, było mi duuużo lżej. Przestałem robić sobie nadzieję.
              Wspominam dobre okresy małżeńskie (duża większość), sortowałem i oglądałem zdjęcia jak byliśmy piękni i młodzi za granicą jeszcze przed ślubem. Było super. Teraz będzie super ale na nowo. Nie przekreślaj tego co było. Oczywiście rozwód to osobista, ogromna porażka. Ale potem nie ma ciemnych chmur, może być i pewnie będzie jeszcze lepiej.

              Wiem że nie dotrze to do Ciebie teraz jak kiedyś do mnie nie docierało. Trzeba czasu i tyle.
              Skup się na sobie i córce. Idź na siłownię, na basen, poczytaj.
              Mi zawsze brakowało czasu na moje pasje. Teraz wracam do nich.

              Odradzałbym jednak głębsze angażowanie się już teraz w nowe związki. Ok miej kumpelę z którą pogadacie, może pójdziecie do łóżka od czasu do czasu, ale bez zaawansowanych historii. Skomplikujesz sobie tylko sytuację bo nie myślisz w pełni racjonalnie. Potrzebujesz bliskości i dlatego możesz teraz przygruchać sobie osobę nieodpowiednią, znów będą rozstania etc.
              Nie wiem, ale ja mimo że też potrzebuję kogoś i ze względu na bliskość, rozmowy, trochę ciepła i ze względu na zwykłe seksistowskie potrzeby każdego człowieka, odpuszczam wszystkie okazje, przynajmniej do czasu formalnego zakończenia sprawy. Ciężko jest, ale psychicznie dobrze przynajmniej smile

              Trzymaj się twardo. Głowa do góry, zobaczysz jak w pewnym momencie złapiesz oddech to aż Ci się w głowie zakręci smile
              Pisz tu co się dzieje.

              Narka
              Stefan
              • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 17.05.09, 22:37
                Dzięki Stefan
                super list i mądre słowa o ile mogę to ocenić w moim stanie
                świadomości. Moja nowa znajomość uświadomiła mi ż jestem narwany OK
                zgadza się ale tak to bywa że człowiek nie myśli pod wpływem emocji.
                Z chwili na chwile krzepne i moje uczucie wręcz obraca się o 180
                stopni. Wkurzyłem się dzisiaj na nią (oczywiście nie pokazałem tego
                po sobie) że mając małą ze sobą cały dzień nie zapewniła mu
                normalnego obiadu tylko chipsy, loda, batonik i biszkopty. Kiedy
                odebrałem małą od niej (bo załatwia sobie mieszkanie więc mała jest
                w nocy ze mną)dziecko skarży mi się że jest tak głodne że mnie zje.
                Więc cholera twierdzę że jest dobrą matką ale takie coś nie
                przejdzie. Niestety polskie sądy są tak skonstruowane że pomimo
                moich dobrych warunków (babcia z dziadkiem na miejscu, własny pokoik
                w domu z ogródkiem, blisko przedszkole i przyzwoite moje zarobki)
                dziecko zostanie z matką która nic jej nie może dać. Żal mi też
                dziadków bo to ich iskierka silnie związana emocjonalnie a ja nie
                mam wpływu na to zasrane polskie prawo. Pozdrawiam Stefan szkoda żę
                to net ale stawiam Ci Piwo
                • luna67 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 17.05.09, 23:25
                  Saternus1, sorry, ze sie wtracam, ale Stefan ma racje, jezeli chodzi o nowa
                  partnerke. Ochlonij chlopie, ogarnij sie, jeszcze kupe stresu przed toba. Nic z
                  tego nie wyjdzie jezeli bedziesz w stresie okolorozwodowym, zamacisz nowej babie
                  w glowie, a sobie zafundujesz nieobliczalna fantazje nowego zwiazku
                  spowodowanego krezysem rozwodowym.
                  Szkoda tej kobiety!!!!!nie mowiac o tobie (ale tylko wtedy, jezeli myslisz o
                  powaznym zwiazkusmile))))

                  Wiem o czym mowie, moj terazniejszy maz, zaczol wlasnie taka znajomosc (o ktorej
                  sie przez przypadek dowiedzialam miesiac temusmile, a jestesmy ze soba 7 lat i
                  chyba ostatnich, bo wlasnie odchodze) w kryzysie okolorozwodowym. Przez intenet
                  poznal pewna kobiete z intenetu..., ale bagarz rozwodowy zniweczyl ich
                  internetowa "milosc"smile

                  Dbaj o siebie i core, a znajomosci zostaw na podwieczorek, jak wszystko bedziesz
                  mial uporzadkowanesmile
                  • konstatacja Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 01:40
                    Saternus, twoja zona ma syndrom DDA. Czyli Doroslego Dziecka
                    Alkoholika. To tez ja polaczylo z jej obecnym partnerem.
                    Twoja zona swojego obecnego partnera nie kocha. To, co ja z nim
                    laczy, to projekcja; osoby, ktore byly wychowywane w rodzinach
                    alkoholikow kojarza niepewnosc - taki przyrost adrenaliny zwiazany z
                    tym, ze nie znasz jutra ani tego, co sie wydarzy (patrz klopoty z
                    kasa i nierealistyczne plany na przyszlosc) i emocjonalna przemoc z
                    miloscia; to jest jedyna forma milosci, w ktorej zostaly wychowane.
                    Wyobraz to sibie na przykladzie; tjos CI daje emocjonalnego
                    kopniaka, nastepnie glaszcze i mowi, ze kocha. Jesli jestes mlody
                    (patrz - dziecko) to jest jak programowanie; przemoc, wykorzystywani
                    ei manipulacja to objawy milosci. Jesli tego w doroslym zwiazku nie
                    ma, to albo oczekujesz, ze za chwile bedzie mialo miejsce, albo
                    uznajesz, ze cos jest nie tak. Podswiadomie i niestety. Syndrom DDA
                    to inaczej sposob, w jaki mloda osoba (najczesciej dziecko) nauczyla
                    sie funkcjonowac w nienormalnej sytuacji; to troche jak byc
                    wychowywanym na pierwszej linii frontu. Twoja zona moze i wygladala
                    na spolegliwa, na ofiare, na pewno byla wrazliwa i dobra i cokolwiek
                    by o niej powiedziec kiedy sie poznaliscie; ale sorry, osoby, ktore
                    sa DDA i nie przeszly terapii sa jak tykajace bomby; to po prostu
                    kiedys MUSI wybuchnac. To jest syndrom potwornie autodestrukcyjny i
                    to sa ludzie bardzo destrukcyjni dla tych, ktorzy z nimi zycia; to
                    sa osoby, ktore strasznie czesto albo zostaja alkoholikami, albo
                    partnerami alkoholikow; co wlasnie amierza zrobic twoja zona. Czyli
                    buduja zwiazki oparte na wspoluzaleznieniu.

                    Osoby z DDA umieja doskonale funkcjonowac w sytuacji zycia z
                    alkoholikiem, czuja sie wtedy paradoksalnie dobrze; to jest sytuacja
                    znajoma, to jest dla nich stan normalny. Nie czuja sie dobrze w tzw.
                    zdrowych zwiazkach; z calym szacunkiem, ale ja poczucie
                    bezpieczenstwa to znam z telewizji, ale nie z mojego zycia. A jestem
                    (czy bylam) typowym przykladem DDA.
                    Twoja zona mogla podswiadomie przez caly czas waszego malzenstwa w
                    skrytosci strasznie sie bac, ze jakis rozlam nastapi, ze to
                    nieszczescie czy katastrofa chowa sie za rogiem i jesli zaufa czy
                    pokocha to ponownie zostanie rozjechana, jak wiele razy w
                    dziecinstwie. Im bardziej zaufa tym gorsze rozczarowanie i zdrada
                    potem nastapi, wiec lepiej w ogole nie ufac... Spotkanie tego
                    alkoholizujacego sasiada i nawiazanie z nim romansu to paradoksalnie
                    ulga; juz sie musi sie bac kryzysu, juz nastapil. Teraz moze wlaczyc
                    stare mechanizmy obronne i dzialac jakby to powiedziec na
                    autopilocie.
                    Podstawowa cecha DDA; ogromny lek przed intymnoscia.
                    Ona sie czuje teraz moze i bezpiecznie, bo z tym facetem zadna
                    intymnosc nie jest mozliwa; zatem nie musi sie czuc zagrozona. On
                    jej nie zrani...
                    Nie to, coz toba. Dlatego ucieka.

                    Co ty mozesz zrobic:
                    Przenies ten watek na forum DDA.
                    Poszukaj terapeuty zajmujacego sie DDA. Pogadaj z nim i wtedy, ale
                    dopiero wtedy porozmawiaj z zona.
                    Ten zwiazek, z mojego punktu widzenia, moze byc do uratowania. Tylko
                    nazwij rzeczy po imieniu i tez sam nie rob z niej potwora;
                    dziewczyna jest zaburzona. Potrzebuje pomocy, nie zemsty.
                    A twoja corka potrzebuje ochrony i duuuzo milosci i poczucie
                    bezpieczenstwa.

                    Przejrzyj te strony;
                    charaktery.eu/dda_i_inni/
                    www.dda.pl/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1
                    www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=3160
                    • konstatacja Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 01:44
                      Tak, przestan robic z niej potwora a z siebie ofiare; moze to i
                      dziala na ta twoja internetowa kolezanke, ale jakby to powiedziec;
                      jestes dorosly i taka sobie zone wybrales.
                      Jak kochasz, to walcz. Jestes to winny swojej corce przynajmniej.
                      • luna67 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 02:48
                        No nie, to ile nam zostaje "zdrowego" spoleczenstwa?: tyle tych syndromow i
                        zaburzen; HDAS, DDS, SDD, ITD. Musze sobie jakies wyszukac i usprawiedliwic moje
                        poczynania (serio). Ja tez mam jakies zaburzenia, ale musze je najpierw
                        znalezc..........Sorry, ale mi ulzylo.
                      • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 09:35
                        Wielkie dzięki Konstancjo. Nawet nie wiedziałem że coś takiego
                        istnieje. Trochę też pobuszowałem na necie i wszystko się zgadza.
                        Czy Ty chodziłaś na taką terapię?
                        • konstatacja Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 11:03

                          Rzeczywisciem luna67, moze masz jakies zaburzenie wink Czasem warto
                          sprawdzic.

                          Tak, Saternus, ja chodzilam na taka terapie przez kilka lat i to w
                          bardzo mlodym wieku; w zasadzie stad tyle o tym wiem.
                      • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 15:32
                        Konstancjo czy Ty się z tego wygrzebałaś. Bo ja myślę teraz że dla
                        niej najlepszym rozwiązaniem będzie terapia u psychologa oraz
                        rozwód. Jak wielki byłby dla niej stres powrotu, rodziło by to u
                        niej kolejne wątpliwości. Pozdrawiam
                        • konstatacja Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 18:48
                          Drogi Saternusie; ty wiesz najlepiej, na jakim etapie jestescie i
                          czy ta relacja jest jeszcze do uratowania czy ty sie juz ruszyles
                          dalej. Ja sie jednak obawiam ze rozwiazanie tej sytuacji nie jest
                          tak proste i to nie umycie rak; ona sie rozwodzi i idzie na terapie,
                          ty nie masz problemu, nie masz z nikim konfliktu i dajesz sie
                          komplementowac innym kobietom, bo z Ciebie byl TAK kochajacy maz i
                          tak go ta lafirynda puscila kantem...
                          Jest jeszcze twoja corka.
                          Twoja zona wlasnie sie pakuje w zwiazek z alkoholikiem. Jak na razie
                          jest bez terapii i jej problemy i zle mechanizmy tylko sie
                          wzmacniaja. Teraz jest ok, teraz jest dobra matka i pewnie wydaje
                          sie z zewnatrz; kochajaca partnerka dla nowego mezczyzny, ale, z
                          doswiadczenia wiem, ze to albo pozory, ze wszystko jest ok, albo to
                          wybitnie krotkotrwale; twoja zona wlasnie sie zabiera za powtarzanie
                          sytuacji z dziecinstwa.
                          To sobie wyobraz, z kim i w jakim domu bedzie przebywac twoja corka?
                          Za kilka lat moze bedziesz mial nowa odznake ofiary to przyklejenia
                          na piersi i opowiadania, jak sie starales, a jak Ci zona zepsula
                          relacje z dzieckiem i ogolnie przeprowadzila dziecko przez traume.
                          DDA i alkoholicy to nie sa ludzie niezdolni do uczuc; oni kochaja,
                          tylko maja bardzo destrukcyjny wplyw na otoczenie.
                          Poza tym, znowu - to ty wybrales sobie swoja zone na zyciowa
                          partnerke. Zapytales sie siebie dlaczego? Obawiam sie, ze jesli ty i
                          osoby wokol Ciebie maja sobie relacje ulozyc w zdrowy i madry
                          sposob, to ty pracy nad soba nie unikniesz; ty juz jestes w relacji
                          z niezdrowa osoba i tej relacji przerwac nie mozesz, bo macie
                          dziecko.
                          Tu sie nie ma jak odwrocic w druga strone, moim zdaniem. Ty sobie
                          wybrales osobe z problemami, to teraz wez za to odpowiedzialnosc, bo
                          przez sam fakt, ze twoja zona zniknie z mieszkania i osiedla nie
                          znaczy, ze probelmy znikna.
                          Obawiam sie, ze cokolwiek twoja zona ma w sobie destrukcyjnego, ta
                          jej czesc wlasnie teraz bierze zamach, zeby mogla wiecej szkody
                          narobic. I ktos bedzie musial to posprzatac; jesli to nie bedzie ona
                          ani ty, to niestety za pare lat to moze byc twoja corka.
                          • vadera12345 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 18:54
                            Dlatego walcz ze wszystkich sił o powierzenie Tobie władzy rodzicielskiej nad córką.
                            Nie jesteś Chrystusem i nie musisz cierpieć utrzymując fikcję związku z
                            wiarołomna żoną, ale odizolować córkę od etanolowej patologii powinieneś.
                            Jak żona chce spieprzysz sobie życie - to jest jej wybór, ale nie możesz
                            pozwolić, żeby pociągnęła ze sobą na dno Wasze dziecko.
                            • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 21:26
                              Tak zrobię trzymaj kciuki. Pozdrawiam!!!
                          • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 18.05.09, 21:42
                            Konstancjo zastanawiam się czy syndrom DDA jest wystarczającym
                            powodem do uzyskania opieki prawnej nad dzieckiem. Jeśli tak jest to
                            uwierz że będę walczył do końca.
                            Niestety będąc młodym człowiekiem tzn. wtedy gdy decydowałem się na
                            ślub po trzech latach znajomości a potem na dziecko 5 lat po ślubie
                            nie znałem DDA. Chciałem jej pomóc wyrwać ją z tego chorego
                            środowiska w którym się wychowała. Przecież mogłem wybrać sobie
                            normalną spokojną dziewczynę. Pierwsze lata były słodkie. Jak w
                            każdym małżeństwie były lepsze i gorsze dni. Tak sobie myślę czy
                            jeżeli pokażę jej problem to ona podejmie terapię. Znam ją już na
                            tyle że mnie wyśmieje. Ja mam warunki, babcia z dziadkiem wspaniale
                            nas uzupełniają przy opiece, dziękuję im za to, mamy dobre warunki
                            lokalowe, dom z ogródkiem placyk zabaw blisko przeszkole nie mamy
                            kłopotów z kasą itd. Co ona będzie jej mogła zaoferować? Pozamykała
                            za sobą wiele furtek nawet jeśli kiedyś zapragnie wrócić to wtedy
                            jej niska samoocena może doprowadzić ją do szaleństwa. Jeśli
                            zrozumie swą porażkę to może wtedy weźmie się w garść czego jej
                            życzę.
                            • konstatacja Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 02:20
                              Odpowiedzi na pytanie czy DDA to wystarczajacy argument dla sadu,
                              zeby Ci oddac prawna opieke nad dzieckiem to Ci moze udzielic
                              terapeuta i prawnik. Ja naprawde nie mam pojecia; nie znam sie ani
                              na prawie ani na opiece nad dziecmi, prawde mowiac wink.
                              Ja w kazdym razie wiem jedno; matki z zycia corki nie wymazesz. I
                              corce jestes winien to, by sie naprawde postarac, by jej matka
                              poszla na terapie.
                              Corka nie przestanie mamy kochac czy za nia tesknic, jesli jej
                              powiesz chocby i tysiac razy, ze mama jest chora. Prawda jest taka,
                              ze mama ja bardzo kocha, tylko mama nie potrafi jej ochronic przed
                              wlasnymi destrukcyjnymi impulsami i zachowaniami. Teraz, co sie
                              liczy bardziej? Te destrukcyjne zachowania, czy ta milosc?
                              Ja sie nie podejmuje podania prostej odpowiedzi.
                              To, co wyobrazam sobie, ty sie starasz czy bedziesz staral zrobic,
                              to ochronic corke przed trauma czy negatywnym wplywem bylej (czy
                              jeszcze obecnej) zony, nie zabierajac jej jednoczesnie tego, czego
                              strasznie potrzebuje; milosci swojej mamy.
                              Ponownie; ja, na twoim miejscu, poszlabym do terapeuty DDA; chodzi o
                              porade jak sie porozumiewac z taka osoba w sytuacji konfliktu.
                              Chodzi o to w jaki sposob postawic jej ultimatum (sklonic do
                              leczenia z tego syndromu) i dzialac dla dobra dziecka.
                              Otwarty konflikt z pewnoscia nie jest dobry dla twojej corki. Jesli
                              mam ja w pewnym sensie emocjonalnie opuszcza (tak twoja corka to
                              moze odbierac) to ty, najprawdopodobniej, w jej oczach urastasz do
                              mitycznych rozmiarow, stajesz sie rycerzem, ktory ja ochroni. Jesli
                              ty zaczniesz pokazywac negatywne emocje wobec swojej zony corce, to
                              ona sie od Ciebie bedzie uczyc; ona sie uczy od mamy jakie sa
                              kobiety i od Ciebie jacy sa mezczyzni. Jesli jej pokazesz, ze
                              mezczyzni potrafia byc bezwzgledni i cholernie krytyczni wobec kobiet
                              (tata wobec mamy), kiedy te sie okazuja "niewystarczajace" na wielu
                              poziomach, czy robiace bledy to ona zapamieta ta lekcje. Jestem
                              pewna, ze ja za kazdym razem boli, jesli ty krytykujesz (JESLI, nie
                              wiem, moze tego nie ma wcale) jej mame; i jest mozliwosc, ze corka
                              Ci tego bolu ni eokaze, bo balaby sie Ciebei stracic - w koncu na
                              razie jestes jej podstawowym emocjonalnym oparciem; tu moze byc
                              konflikt, bo twoja corka mame kocha, a mozesz w niej zbudzic
                              poczucie winy, ze mame kocha, skoro mama jest taka niedobra...tylko
                              po co? Corka twojej bylej zony przez to kochac nie przestanie, tylko
                              ja to zrani.

                              Twoje dziecko ma tylko jeden strzal w zyciu, jedna mame. I zasluguje
                              na zdrowa i kochajaca mame; na mame, ktora okazuje uczucia i kocha
                              bezwarunkowo i jest konstruktywna i jest zawsze na miejscu, kiedy
                              jej corka potrzebuje. I robi bledy i pokazuje, ze mozna zrobic bledy
                              i je naprawic.
                              Na razie twoja byla zona nie wykazuje takich cech.

                              Pytanie teraz, czego ty bardziej chcesz; zemsty, poczucia
                              satysfakcji, bo cos "uciales", bo wyszlo na twoje, bo z moralnego
                              punktu widzenia wyszlo sprawiedliwie, bo jestes moralnie lepszy; czy
                              priorytetem jest dla Ciebie dobro corki.

                              Wedlug mnie to dobry pomysl, zeby dziecko mieszkalo z toba. To tez
                              dobry pomysl, zeby isc do terapeuty DDA i poradzic sie go jak
                              sklonic twoja byla zone do terapii.
                              Potem postawic jej ultimatum i to egzekwowac. Jesli ona nie bedzie
                              chciala nic ze soba zrobic nawet dla dobra corki - ja mysle, ze to
                              bedzie dobry argument dla sadu, zeby ograniczyc je prawa i przyznac
                              dziecko tobie.

                              Jednak najwazniejsza zasada tutaj musi byc milosc i myslenie o dobru
                              innych. Twoja corka nie przestanie kochac swojej matki tylko
                              dlatego, ze ta ma niska samoocene czy przeszla przez potworna traume
                              w dziecinstwie, z ktora nie potrafi sobie poradzic i ktora
                              promieniuje na jej dalsze zycie.
                              Nie kocha sie ludzi, bo sa moralnie na wysokim poziomie i na to
                              obiektywnie zasluguja...

                              Nie wspolzawodnicz z ta miloscia, nie odbieraj ani mamie dziecka ani
                              odwrotnie. Nie walczysz z osoba w tym momencie; walczysz z
                              zachowaniem, z syndromem, z choroba.

                              Jak bedziesz wiedzial z czym i w jaki spsob walczysz, to sie tez
                              poczujesz i bardziej kompetentnie i mniej jak osoba, ktora jest na
                              pozycji ofiary; wedlug mnie niestety wcale nie jestes. Bedziesz
                              wiedzial tez jakich srodkow uzywac, zeby wkonflikt rozwiazac bez
                              jakis potwornych emocjonalnych ofiar.
                              Ponownie; sam sobie taka partnerke wybrales, po drugie, to
                              nieprawda, ze bylo miedzy wami caly czas zle czy ona Cie jakos
                              strasznie wczesniej zranila, po ptrzecie, rozwody to rzecz straszna,
                              ale ludzie przez to przechodza i zyja; a ty mozesz wyjsc z tego o
                              wiele fajniejszym, twardszym, madrzejszym i bardziej swiadomie
                              kochajacym facetem, niz kiedy ten zwiazek zaczynales. Przez to jak
                              rozegrasz to, co sie dzieje, mozesz bardzo wiele swoje dziecko
                              nauczyc.
                              Ja naprawde widze w tym duza nadzieje!
                              • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 07:06
                                Konstancjo, nigdy wcześniej dziecku nie tłumaczyłem że mama robi
                                coś złego, nie czuję do niej żalu. Jedyne co teraz do niej czuję to
                                współczucie. Byłem u dwóch prawników którym powiedziałem że jest
                                dobrą matką i przy przedstawieniu genezy rozejścia się, sytuacji
                                materialnej i innych aspektów stwierdzili że nie mam szans na opiekę
                                bo takie jest prawo. Owszem mam zamiar dowiedzieć się w poradni
                                więcej o tej chorobie. Podrzucić może te informacje z neta o DDA
                                jej koleżance. Niech ona jej to przedstawi może jeszcze nie teraz
                                ale niech wie. Spisałem już sobie adresy poradni.
                                Wiesz spróbuję poznać tą chorobę dla dobra dziecka. Czasami się
                                zastanawiam czy ja ją jeszcze kocham czy to nie jest miłość do tych
                                wspaniałych chwil razem. Możesz być pewna że nie chcę zemsty i jej
                                nie zostawię samej. Ale dla dobra małej zrobię wszystko co trzeba, w
                                końcu ona jest przyczyną jej największej krzywdy, tylko odczuje to
                                za jakiś czas. W zasadzie dzięki Tobie dużo się zmieniło w moim
                                podejściu do całej sytuacji. Dzięuję Ci za dobre rady i że odkryłaś
                                mi w ogóle co to DDA. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę szczęściasmile
                                • vadera12345 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 10:09
                                  Drogą do uzyskania korzystnego orzeczenia odnośnie władzy rodzicielskiej - jest
                                  przeprowadzenie w trakcie sprawy rozwodowej dowodu z opinii psychologicznej.
                                  Psycholog po rozmowie z dzieckiem, małżonkami wyda opinię, kto jego zdaniem w
                                  lepszy sposób zaspokajać będzie potrzeby dziecka.
                                  Wyprowadzka żony do hotelu z pozostawieniem dziecka pod Twoja opieką (
                                  porzucenie dziecka ) jest ważnym argumentem za pozostawieniem dziecka pod Twoja
                                  opieką. Prowadząc sprawy rozwodowe jako pełnomocnik mężów takiego rodzaju
                                  zachowania żon potrafiłam wykorzystać do przekonania Sądu, że to ojciec daje
                                  lepszą rękojmię należytej opieki nad dzieckiem.
                                  O ile uda Ci się zachować dziecko przy sobie do dnia rozprawy, to masz większe
                                  szanse na zwycięstwo, niż gdyby dziecko odeszło z matka do jej kochanka.
                                  Niestety, im bardziej Twoja żona upadnie, im będzie jej gorzej ( alkohol,
                                  przemoc, bezdomność ) tym bardziej rosną Twoje szanse.

                                  A walczyć warto - dla dziecka, żeby nie wychowywało się wśród patologii.

                                  • chalsia Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 10:31
                                    > Wyprowadzka żony do hotelu z pozostawieniem dziecka pod Twoja
                                    opieką (
                                    > porzucenie dziecka ) jest ważnym argumentem za pozostawieniem
                                    dziecka pod Twoja
                                    > opieką.

                                    inny ważny argument to dziadkowie w miejscu zamieszkania dziecka i
                                    silna więź między nimi
                                  • stefanbatory45 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 21:53
                                    no właśnie, Vadera dobrze pisze.
                                    To że Ty Saternus powiesz /napiszesz / delikatnie zasygnalizujesz w
                                    pozwie o DDA spowoduje tylko i wyłącznie powołanie biegłego
                                    psychologa czy innego specjalisty. Musisz się przygotować, że nie
                                    tylko żona będzie na "spotkaniu" w ośrodku ale również być może Ty i
                                    córka.
                                    Ja odmówiłem badania córki bo nasłuchałem się dużo złego (od
                                    psychologa dziecięcego), ale sędzina miała dużo wątpliwości i tak
                                    nakazała badanie całej trójki. Rozmowa, testy, nie jest to wcale
                                    straszne jak się trafi na dobry ośrodek. Więc sądzę że nie powinieneś
                                    się bronić nawet jeśli badana ma być również córka. Może to uprościć
                                    sprawę.

                                    Konstancja - szacun za znajomość tematu i analizę dogłębną. Własnie w
                                    tym też moc tego forum smile

                                    Pozdrawiam
                                    Stefan
                                    • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 22:02
                                      a co z dowodami, spadło to na mnie dość niespodziewanie. I jaki to
                                      jest średnio czas jeżeli zakłada się sprawę z winy jednej ze stron.
                                      • vadera12345 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 22:21
                                        saternus1 napisał:

                                        > a co z dowodami, spadło to na mnie dość niespodziewanie.

                                        Nie bardzo rozumiem o co pytasz.


                                        >I jaki to jest średnio czas jeżeli zakłada się sprawę z winy jednej > ze stron.

                                        To zależy od Sądu Okręgowego przed którym będzie toczyć się sprawa.
                                        W niektórych Sądach od 2 miesięcy, w niektórych od pół roku.
                                        Przyśpieszysz sprawę uiszczając na pozwie opłatę w znakach opłaty sądowej w
                                        kwocie 600 PLN ( do nabycia w kasie Sądu ).

                                      • stefanbatory45 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 19.05.09, 23:51
                                        Dowody? Jeśli możesz coś znaleźć to zbieraj wszystko, billingi, smsy, wyjazdy, świadkowie, osławione nagrywane rozmowy, etc.

                                        Czas.
                                        Sprawy są różne. Im więcej kwestii dogadacie przed to potem jest szybciej, oczywiste. My nie dogadaliśmy nic. Kompletne dwa kierunki, wina i dziecko (sprawy majątkowe nie dotyczyły nas w ogóle).
                                        U mnie zdrada ewidentna, mieszka z nim, udowodniłem że dużo wcześniej spotykała się z nim i planowali świetlaną przyszłość.

                                        Sprawa pierwsza ogólna porządkowa, sprawa druga wytaczanie dowodów, analiza i przesłuchanie nas, sprawa trzecia świadkowie (jak dużo świadków lub konieczność ponownej weryfikacji zeznań to kilak spraw), czwarta opinia kuratora, piąta opinia psychologa ... chyba już nic więcej nam nie zostało, będzie końcówka.
                                        Pomiędzy sprawami od miesiąca do trzech, rok jak w mordę strzelił, jak dorzucisz do tego sprawy majątkowe to pewnie do dwóch może się ciągnąć, wszystko zależy od Was i sędziego.

                                        Adwokat uświadomił mnie w pewnej kwestii z której mało kto zdaje sobie sprawę.
                                        Pozew złożony po wakacjach - wrzesień październik, podobno mieli się najdłużej, nawet do początku następnego roku. Powód? Najwięcej pozwów spływa właśnie w tym okresie. Zdrady wakacyjne to raz, a dwa - rodziny / związki w których nie gra jadą na wspólne wakacje i mają już tak siebie dość że jedna lub obie strony podejmują właśnie w tym okresie decyzję smile

                                        Zresztą właśnie ktoś rok temu odradzał mi wspólne wakacje z żoną dla ratowania związku bo działa to ponoć odwrotnie. Na szczęście posłuchałem smile

                                        Pozdrawiam
                                        Stefan
                                        • saternus1 Re: Wciąż Ją kocham ale nie mogę tak żyć 20.05.09, 20:36
                                          Stefan jak jesteś ze Śląska to zapraszam na browara. Chyba założę
                                          jej sprawę z orzeczeniem o jej winie. Chciała zrobić i zrobiła
                                          krzywdę mojemu dziecku, mamuśka, postaram się aby do tego ie doszło.
                                          Wiem że ciężkie dni przede mną ale warto małą ratować. Daj znać co z
                                          piwem. Pozdrawiam!!!
Pełna wersja