rozpada się rodzina...

21.06.09, 11:08
Niech odezwie się ktoś kto przeżywa to samo...zburzona codzienność,nadzieje,spokój,poczucie bezpieczeństwa...Wiesz , ze już nic nie zdziałasz,chcesz tylko by nie cierpiało dziecko a ty cierpisz w samotności mimo wszystko,mimo,że wiedziałas ,że nie ma tak właściwie już nic do uratowania,że do steru już kiedyś zabrakło drugiej osoby.Próbujesz znaleźć w sobie siły-bo Ty musisz!-dla dzieci przede wszystkim ...Ale w środku narasta też bunt:muszę być silna również dla siebie,też chcę czegoś więcej od życia!A poza tym może tak miało być?Właśnie po to by życie kiedyś przyniosło mi jeszcze coś dobrego?Napiszcie jak to jest?Pomózcie chociaż w ten sposób ogarnąć ten chaos i natłok myśli nie do ogarniecia...-Laszielony
    • mola1971 Re: rozpada się rodzina... 21.06.09, 11:19
      Wszyscy, którzy piszą na tym forum albo coś takiego przeżyli albo właśnie
      przeżywają. Tu piszą ludzie na różnych etapach 'zdrowienia'. Są tacy jak Ty - u
      których dopiero zdiagnozowano 'chorobę', są tacy którzy są w trakcie 'leczenia'
      i wreszcie są tacy, którzy już wyzdrowieli i pokazują innym, że można i warto o
      siebie walczyć.
      Wiem, że świat wywrócił Ci się do góry nogami, ale to minie. Potrzeba tylko/aż
      czasu. Może zacznij od lektury innych wątków. Na pewno znajdziesz tam również
      coś dla siebie.
      • kliwia2 Re: rozpada się rodzina... 21.06.09, 11:32
        Dzięki za te słowa otuchy...Właśnie po to tu zajrzałam intuicyjnie czując,że mnie to może wzmocni.Nie bardzo mam z kim pogadać.Teraz mam tak jakbym szkała takich małych trampolinek od których mogłabym się odbić.Wiem,że jetem silna i dam sobie radę ale tak jak mowisz:"zostałam dopiero zdiagnozowana "-a gdzie tam koniec...?
        • mola1971 Re: rozpada się rodzina... 21.06.09, 11:38
          Tutaj na pewno takie trampolinki znajdziesz smile
          A koniec przyjdzie szybciej niż Ci się wydaje smile Głowa do góry i do lektury smile
        • dsz27 Re: rozpada się rodzina... 21.06.09, 11:51
          Dokładnie! Dobrze trafiałaś!!!
          Będzie ciężko, już jest ale uwierz mi z czasem wszystko się ułoży! Z każdym
          dniem będzie lepiej, będą doliny ale to całkowicie normalne. Z czasem zabraknie
          łez i zaczniesz dostrzegać, ze życie się nie kończy a co więcej, zaczyna się
          jego nowy, inny etap, lepszy.
          Sama jestem tego najlepszym dowodem. Trzydziestka skończona, dwójka dzieci,
          pozew składałam jak córka miała miesiąc.
          A teraz: nowa lepsza praca, w której się realizuję, babcia pomaga w wychowaniu
          dzieci a moje życie nabiera kolorków. I pamiętaj, nie każdy pies to Burekwink

          Mogę Cię zapewnić, że BĘDZIE LEPIEJ!!!
    • ekscytujacemaleliterki Dobrze trafilas... 21.06.09, 20:44
      mnie to forum trzymalo, trzyma i jeszcze pewnie dlugo bedzie trzymac przy zyciu.
      Łatwiej zniesc bol, rozpacz, cierpienie, jakos przetrzymac i przetrwac jak
      wyleje sie swoje zale i smutki tutaj.
      Ale rowniez na sile wychodz do ludzi, gdziekolwiek, rob cokolwiek chocbys miala
      chodzi ulicami i plakac to nie siedz sama w czterech scianach.
      Mnie czasem dopada tak ze nie znam dnia ani godziny i w sumie wszytsko mi jedno
      czy jezdze, chodze zaplakana. Ale wychodze i cieszcze sie z najmniejszych
      drobiazgow. Bo zyje.
      • kliwia2 Re: Dobrze trafilas... 21.06.09, 21:51
        No tak...zrobiłam dokładnie to co pradziliscie-na siłę wsiadłam do samochodu,zabrałam psa ,odwiedziłam od dawna zaniedbywaną dobrą znajomą i przynajmniej myśli mnie nie zabijały.A że tutaj będę często zaglądać,tego jestem pewna -bo po jego lekturze widzę .że są tu wartościowi ludzie i naprawdę znalazłam tu nadzieję...Omijam strony: www.sympatie inne bo w przeciwieństwie do jeszcze męża -nigdy tam nie szukałam dodatkowych wrażeń i powierzchownych znajomosci...
        Tylko tak bardzo chciałabym być już w swojej drodze dalej-mieć już tę siłę aby wziąć wszystko w swoje ręce ,nabrać wiatru w żagle i poczuć, że jest lepiej.Przeszłam wiele,traciłam przez lata jeszcze więcej,poświęciłam(teraz to takie oczywiste)-ja na rzecz -my i nie mam nic w zamian.
        • ekscytujacemaleliterki Re: Dobrze trafilas... 21.06.09, 22:14
          Nie mysl o tym co stracilas ani ile z siebie dalas. To tylko zabija jeszcze
          bardziej.
          Ja mysle tylko o dzis. O tym co jest tu i teraz. Nie ma wczoraj nie ma jutro.
          Jest tu i teraz. Na dluzsza mete tak sie nie da. Ale dopoki nie ochlone to tego
          sie bede trzymac. Nie chce sie tarzac w bolu i rozpaczy.Nie chce, nie moge, nie
          mam sily. Juz i tak wyladowalam u lekarza wiec wystarczy.
          Nie bede pytac dlaczego bo i tak nie dostane odpowiedzi. A jesli dostane to
          zadam kolejne pytanie dlaczego.
          Pewnie przyjdzie jeszcze czas ze polece glowa w dol w odchlan rozpaczy ale w tej
          chwili nie mam na to sily. Nie dam sie bo albo zwariuje albo wyladuje w szpitalu.
        • evikon Re: Dobrze trafilas... 21.06.09, 22:21
          Sory, ale nawet na tych omijanych przez Ciebie stronach znalazłam człowieka z
          którym pisałam przez dłuższy okres czasu i dzięki niemu nie popadłam w obłęd.
          Zawdzięczam mu bardzo wiele, choć już nasze kontakty są sporadyczne. Wszędzie
          można znaleźć wartościowych ludzi.
          Ale spokojnie, nie chcesz, nie musisz. Ja nie znałam tego forum wtedy. Zajmij
          się czymkolwiek, porządkami, odwiedzaniem znajomych, byle nie myśleć cały czas o
          swoim bólu. On będzie powoli łagodniał. Ale bardzo powoli. Ja od 3 lat nie
          jestem całkowicie "wyleczona". Ale jestem ba dobrej drodze i Ty na niej BĘDZIESZ.
          • ekscytujacemaleliterki Re: Dobrze trafilas... 21.06.09, 22:33
            evikon napisała:


            Ja od 3 lat nie
            > jestem całkowicie "wyleczona". Ale jestem ba dobrej drodze i Ty na niej BĘDZIESZ.

            3 lata. Nie dam sie. Nie bede sie tyle meczyc. Nie, nie, nie. Nie wiem co sie ze
            mna dzieje. Zawzielam sie. Nie dam sie wiecej skopac. Zawzielam sie.
            Wmowilam sobie ze bede szczesliwa i trzymam sie tego jak moge.Pazurami.
            • evikon Re: Dobrze trafilas... 21.06.09, 23:28
              3 lata nie oznaczają całkowitej depresji i męki. Jeżeli kobieta była przez ileś
              lat szczęśliwa w swoim związku to nie wierzę że jest go w stanie całkowicie
              wymazać i zapomnieć. Ja lepiej poczułam się po 3 miesiącach, ale czy się
              kiedykolwiek wyleczę? Nie wiem.
              • kliwia2 Re: Dobrze trafilas... 23.06.09, 22:25
                Hej,Hej Evikon-ja też założyłam tak jak Ty.Też się nie dam choć "poobijana "jestem psychicznie strasznie...I wmawiam sobie ,że widocznie tak miało być i stało się po coś...Dzięki Wam za otuchę wszystkim zresztą.Ale chyba potrzebna mi bedzie dobra poradnia psychologiczna ze względu na moją młodszą córkę u której budzi się kobiecość a wzór ojca(nie w tej wersji) potrzebny byłby jak nigdy dotąd.A tu-proszę-taki pasztet.Niepokoją mnie jej zbyt dorosłe sądy i refleksje nie pasujące do jej dopiero 12 lat.Za wcześnie na to...A moje córki muszą być silne moja siłą.TYLKO SKĄD JĄ BRAĆ?Czy ktoś mógłby mi coś polecić?Proszę-napiszcie...Ania
    • sibcia83 Re: rozpada się rodzina... 24.06.09, 12:58
      Cześć!
      Ja uważam, że życie jeszcze przyniesie ci coś dobrego, lepszego.
      Wiem, że łatwo się pisze, ale uwierz mi. Może moja historia cię
      troche podbuduje. Mam 26 lat i cudownego synka. Uwarzałam, że moje
      małżeństwo jest idealne. Ale się mysliłam z dnia na dzień mój mąż
      oświadczył, że mnie nie kocha i ma inna. Mój świat się zawalił, nie
      miałam pojęcia co dalej, jak sobie poradze ale przetrwałam i ty też
      dasz rade. Aktualnie jestem już po rozwodzie i zaczynam życie od
      nowa. Poznałam cuwnego mężczyzne, mój synek go uwielbia a ja znów
      jestem szczęśliwa. Więc głowa do góru w końcu wyjrzy słonko.
      Jeśli chciałabyś coś jeszcze wiedzieć lub po prostu pogadać, czy się
      pożalić to pisz na meila sibcia25@tlen.pl
      Pozdrawiam i życze powodzenia.
      • kliwia2 Re: rozpada się rodzina... 04.07.09, 00:59
        Cześć Sibciu.Jesteś pewnie młodsza ode mnie i masz -jak wnioskuję -mniejszy jednak bagaż doswiadczeń za sobą.Nie mniej jednak -dzieki Ci z słowa otuchy.Nie wiesz nawet jak wielkie mają znaczenie.Myślę,że nie może być zawsze w życiu nie tak .Musi być też lepiej.Wszak fortuna kołem sie toczy.I to mi daje nadzieję.Nie chcę czuć się przegrana,chcę jeszcze dostać od zycia cos dobrego ,zasłużyłam na to...Czekam więc ale nie za wszelką cenę ,bo wiem,że dobre przyjdzie gdy najmniej sie tego będe spodziewać...
        • alexolo słowa otuchy 04.07.09, 07:27
          kliwia. ty jak wiekszośc bractwa na forum... musisz to przeżyc i
          przeżyjesz.. nie jest z toba tak żle skoro szukasz pomocy ... chcesz
          sobie ulżyć .. sobie i dziecku... kochana skoro tu trafiłaś .. masz
          szanse na usłyszenie podobnych historii oraz wielu słów wsparcia a
          jak trzeba to i krytyki i poczujesz zimne " kubły na głowe" ,które
          moim zdaniem dla osób w twoim stanie są bbb ważne!!!i bierz je na
          klate... i bądź mądra.
          od siebie dodam... dziecko jest ważne .. bbbb ważne... ale
          najważniejsza jesteś ty.. szczęśliwa matka = szczęsliwe dziecko.....więc
          jak najszybciej bierz sie w garść.
          choć czas żalu ,płaczu i umartwiania sie .. jest w tej sytuacji normalny.
          ja należe do tych " szczęsliwie wyleczonych" ( choć niektórzy to
          kwestionują heeee) zagladam tu z sentymentu, przywiazania i w chwilach
          gdy rozwiązuje nurtujące mnie problemy, nowe problemy z innej bajki...

          tak wiec witaj!!!
          • jarkoni Re: Kliwia 04.07.09, 07:55
            Może już czas napisać o Twoim pomyśle spotkania?
            Będzie odzew, na 100%
            • kliwia2 Re: Kliwia 04.07.09, 09:57
              Hej,Jarkoni-zmobilizowałeś mnie...Więc powtórzę jeszcze raz to o czym napisałam w wątku "do nowych".Natknęłam się na temat spotkań regionalnych,lecz nie znajduję nic na potwierdzenie ,że coś dzieje się aktualnie w tym temacie.A ja na nowo próbuję "wyjść do ludzi".Jestem przekonana, ze "nam wszystkim "po przejściach" lub w ich trakcietaka terapia bardzo pomoże. A gdzie będziemy lepiej się czuć jak nie pośród takich jak my?Zacznijmy się śmiać od nowa.Przełamując nieśmiałość-proponuję niech dadzą znak najpierw te osoby które są za,są"zwierzętami stadnymi",chcą zacząc coś zmieniać i popierają pomysł spotkania.Mieszkam w Katowicach.Spróbujmy się skrzyknąć i na początek proponuję:spotkajmy się w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w pubie-ogródku"Zielona Dolina" np w piatek 10 07 br.o 18.00.Co Wy na to?Reszta do wspólnego modyfikowania i uzgadniania.Chętni niech się wpiszą.
    • grzegorz185 Re: rozpada się rodzina... 05.07.09, 18:09
      Pomocy Moja żona wyjechała do Anglii i zostawiła mnie z dzieciakami w Polsce. Poczym po trzech miesiącach całkiem przypadkiem dowiedziałem się, że chce rozwodu. Podejrzewam, że jest razem ze swoim szefem na tabenę, z którym mieszka. Wiedziałem, że jedzie do obcego faceta, który właśnie się rozwiódł a jego była awansowała a moja żona zaczęła pracować na jej miejscu. Tylko wiecie ja Bardzo ufałem swojej żonie, sam nie wiem jak Ona mogła to zrobić mi i naszym dzieciakom Martynie i Bartkowi. Co ja mogę zrobić żeby wróciła jestem wstanie wybaczyć jej wszystko?! Choć czasami zastanawiam się czy jest jeszcze sens utrzymywać tai stan rzeczy i zastanawiam się nad tym czy nie złożyć pozwu o rozwód. Napisała do mnie maila, że już mnie nie kocha i przyjedzie do polski na kilka tygodni zobaczyć dzieci zaprowadzić córkę do szkoły a poczym wraca do Anglii. Zostawia mi dzieci i nic ode mnie nie chce.
      Czuję się oszukany skrzywdzony potrzebuję wsparcia może miłości innej kobiety sam nie wiem, czego nie mogę sobie poradzić z tą myślą. Piszcie grzegorz185@o2.pl
Pełna wersja