śmieszne alimenty :)

24.06.09, 17:23
chciałam się z Wami podzielic tą wiadomością, bo mnie bardzo ubawiła.
mój już niedługo były mąż w odpowiedzi na pozew zaproponował
alimenty na 6 letnie dziecko w wysokości 150 zł smile)) zarabia co
najmniej 2000 tys netto (myślę że dużo więcej), ale kwotę na umowie
o pracę ma oczywiście naniższą tj.1276 brutto, i niskimi zarobkami
uzasadnia taką kwotę alimentów.
uśmiałam się...
    • sauber1 Re: śmieszne alimenty :) 24.06.09, 20:22
      taka_jedna7 napisała:

      >
      > mój już niedługo były mąż w odpowiedzi na pozew zaproponował
      > alimenty na 6 letnie dziecko w wysokości 150 zł smile)) zarabia co
      > najmniej 2000 tys netto (myślę że dużo więcej), ale kwotę na umowie
      > o pracę ma oczywiście naniższą tj.1276 brutto, i niskimi zarobkami
      > uzasadnia taką kwotę alimentów.
      > uśmiałam się...

      Ale to wcale nie jest śmieszne, od tego będzie byt i rozwój Twoich dzieci w
      głównej mierze zależeć, a i Cibie kosztować wiele zdrowia i gimnastyki by na
      zaspokojenie podstawowych potrzeb stało. Wiem, że to nie jest takie proste sąd
      przekonać nawet jak fakty mówią same za siebie. Ja mimo, że przedstawiłem wiele
      faktów, a m.in. takie że matka dzieci wynajmuje luksusowe mieszkanie za 10000 zł
      (dziesięć tysięcy złotych miesięcznie)co łatwe jest do sprawdzenia, biorąc pod
      uwagę dzielnicę, metraż jak i standard, ale w szarej strefie i na pograniczu
      prawa, a nawet z pełną odpowiedzialnością śmiało rzec mogę, że po za prawem
      działa, lecz nie ma na to dokumentów (głupiego papieru)... Wyrokiem sądu
      dostałem przyznane po 200 zł alimentów na dziecko, tak że do dziś od kilku
      miesięcy mam deficyt w budżecie domowym po 600zł i nikogo to nie interesuje,
      nawet fundusz alimentacyjny mnie nie lubi, bo nie jestem śmieszno biedny, a niby
      już w Europie jesteśmy ... i ta ciągła dyskryminacja tylko dlatego że uczciwie
      wykazuje zarobione i płacę podatki. Och te dwa światy, jak długo jeszcze głupota
      i najprymitywniejsze oszustwo będą prim wiodły ???
    • dsz27 Re: śmieszne alimenty :) 24.06.09, 21:26
      Nie znam się do końca ale wydaje mi się, że sąd powinien brać pod uwagę
      zdolności zarobkowe exa a nie faktycznie to co ma na papierku...
      • sauber1 Re: śmieszne alimenty :) 24.06.09, 21:33
        dsz27 napisała:

        > Nie znam się do końca ale wydaje mi się, że sąd powinien brać pod uwagę
        > zdolności zarobkowe exa a nie faktycznie to co ma na papierku...

        Możliwe, ale czy dziś same możliwości przynoszą namacalne korzyści, bardzo
        wątpię? Wystarczyłoby wnikliwiej badać i analizować każdy przypadek, a nie
        tylko na łatwiznę i elementarzowo odwalać lipę, mając gdzieś głęboko "dobro"
        nieswoich dzieci ...
        • dsz27 Re: śmieszne alimenty :) 24.06.09, 21:41
          Oczywiście, że nie zawsze możliwości przynoszą namacalne korzyści...i wiemy, że
          temida bywa ślepa. Ale mówię o teorii, która powinna mieć odzwierciedlenie w
          życiu i często ma - na szczęście.
          • sauber1 Re: śmieszne alimenty :) 24.06.09, 21:45
            dsz27 napisała:

            > Oczywiście, że nie zawsze możliwości przynoszą namacalne korzyści...i wiemy, że
            > temida bywa ślepa. Ale mówię o teorii, która powinna mieć odzwierciedlenie w
            > życiu i często ma - na szczęście.

            A czy nie można prościej, skoro dobro dziecka jest tu najważniejsze?
            • tricolour Dlaczego uważasz, że dobro dziecka... 24.06.09, 21:50
              ... jest najważniejsze?

              Ja tak nie uważam. Uważam, że moje dobro jest najważniejsze, a dobro dziecka
              jest jego pochodną...
              • dsz27 Re: Dlaczego uważasz, że dobro dziecka... 24.06.09, 21:54
                Coś w tym jest. Szczęśliwa matka = szczęśliwe dzieci. To tak z mojej stronysmile
                • sauber1 Re: Dlaczego uważasz, że dobro dziecka... 24.06.09, 22:04
                  dsz27 napisała:

                  > Coś w tym jest. Szczęśliwa matka = szczęśliwe dzieci. To tak z mojej stronysmile
                  >


                  Szczęście to pojęcie względne i należy rozgraniczyć alimenty na dzieci od innych
                  form rozrywki.
                  • dsz27 Re: Dlaczego uważasz, że dobro dziecka... 24.06.09, 22:14
                    Oczywiście.
                    Poszłam nieco dalej w rozważaniach.
              • mariefurie Re: Dlaczego uważasz, że dobro dziecka... 24.06.09, 22:18
                tricolour napisał:

                > ... jest najważniejsze?
                >
                > Ja tak nie uważam. Uważam, że moje dobro jest najważniejsze, a dobro dziecka
                jest jego pochodną...

                Ciekawe stwierdzenie. Bardzo.
                Np. alkoholik tez uwaza, ze jego dobro (czyli codzienne picie) jest
                najwazniejsze, w związku z tym, jezeli on moze chlać codziennie, to dziecko
                powinno czuc sie szcześliwe i zadowolone z zycia.
                • tricolour Życie z alkoholikiem... 24.06.09, 22:23
                  ... jest świadomą decyzją żony.

                  Odejście od alkoholika też jest decyzją i trzeba rozważyć, co jest lepsze -
                  czyli wybrać rozwiązanie lepsze dla siebie. O tym pisze.
                  • mariefurie Re: Życie z alkoholikiem... 24.06.09, 23:03
                    Inaczej.
                    Ja uważam, ze praca w rozjazdach jest dla mnie dobrem.
                    Raz, ze potrzebuję do zycia ludzi i to roznych. Potrzebuję częstych zmian, dwa,
                    ze finansowo całkiem dobrze na takiej pracy wychodzę. Trzy - dobrze się czuję w
                    swojej branzy (czyli spelniam się zawodowo).
                    Pytanie: czy w tym przypadku z mojego dobra wypływa rowniez dobro moejgo dziecka?
                    Odpowiedź: NIE.
                    • tricolour Praca zawodowa ma rangę dobra? 24.06.09, 23:19
                      Dla mnie to ledwie mała część tym bardziej, że różne prace wykonywałem i każda
                      miała wady i zalety.

                      O niebo ważniejszym składnikiem dobra jest miłość.
                      • mariefurie Re: Praca zawodowa ma rangę dobra? 24.06.09, 23:28
                        Mówimy o znaczeniu pracy kiedy sie jest w związku, czy kiedy sie jest samotną
                        matką/ ojcem? Bo tu w grę wchodzą zupełnie inne priorytety, które sa
                        ksztaltowane uwarunkowaniami pewnymi.

                        > O niebo ważniejszym składnikiem dobra jest miłość.

                        Milośc do siebie? do dziecka? do pracy? do partnera?

                        Jesli chodzi o to ostatnie, to na ulicy nie lezy, a na wagę też nie sprzedają.
                        • tricolour Miłość nie ma wyłącznego kierunku... 24.06.09, 23:33
                          ... nie można kochać dziecka bez miłości do jego matki. Tak to odczuwam.
                          • mariefurie Re: Miłość nie ma wyłącznego kierunku... 24.06.09, 23:45
                            No to zabiłes mnie tym stwierdzeniem.
                            A czy ojciec nie może kochac swojego dziecka ot tak, tylko dlatego że ono jest?
                            zawsze ta miłośc do dziecka wynika z milości do matki?
                            Nie chce mi sie wierzyć...
                            A moze tylko - z szacunku do matki dziecka, a niekoniecznie z miłości do niej
                            jako do kobiety?
                            • tricolour Nie wiem jak jest u innych... 24.06.09, 23:59
                              ... mówię raczej o sobie.

                              No co to jest za rodzina, gdzie każde mieszka od kilkunastu lat osobno? Ja nawet
                              swojej córki nie traktuję jako rodziny w sensie stada - jest moją córką, ale nie
                              rodziną. To mocno osłabia ciepło, troskę, bliskość.

                              Dla mnie miłość do dziecka nie wynika z miłości do matki. One bardziej są ze
                              sobą jakoś związane, sklejone (występują w parze) ale nie wynikają.
                              • sauber1 Re: Nie wiem jak jest u innych... 25.06.09, 01:05
                                tricolour napisał:

                                > nawet swojej córki nie traktuję jako rodziny w sensie stada
                                > - jest moją córką, ale nie rodziną. To mocno osłabia ciepło,
                                > troskę, bliskość.

                                "nie można kochać dziecka bez miłości do jego matki" - bardzo ciekawa teoria
                                ...??? A to czy One bardziej są ze sobą jakoś związane, sklejone to też wiele
                                zależy od samych relacji, kiedy są z ojcem to w drugą stronę mechanizm działa.
                                Dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami i wiedzą co w życiu istotne i czują jak
                                to przekdłada się na dalsze ich losy
                              • scriptus Re: Nie wiem jak jest u innych... 03.07.09, 15:46
                                Tri, moja żona zrobiła wszystko, co mogła, żebym ją przestał kochać. Z drugiej
                                strony najbardziej ukochaną istotą dla mnie jest teraz moje dziecko i ze względu
                                na miłość dla dziecka mojej ochronie podlega także jego matka.
                          • saternus1 Re: Miłość nie ma wyłącznego kierunku... 02.07.09, 11:04
                            A co jeśli matka swym niedpowiedzialnym zachowaniem rozbiła rodzinę
                            i tym samym skrzywdziła dziecko?
                          • blackglass ..piszesz sero? 02.07.09, 11:47
                            tricolour napisał:

                            > ... nie można kochać dziecka bez miłości do jego matki. Tak to odczuwam.

                            Czy to żart?
                            Bo jeśli tak to mało zabawny...jestem przerażona tym co powyżej napisane...no
                            coment...
                          • babe007 Re: Miłość nie ma wyłącznego kierunku... 02.07.09, 16:17
                            Aż mnie zmroziło. Biedne to dziecko, którego i matka i ojciec myślą
                            (i czują) w ten sposób...
                            • tricolour Nie ma co tego ukrywać... 02.07.09, 16:30
                              ... że właśnie tak jest w wiekszości rodzin porozwodowych, gdzie
                              ojciec tylko przelewem udowadnia "zainteresowanie" dzieckiem.
                              • babe007 Re: Nie ma co tego ukrywać... 02.07.09, 16:34
                                Czy uważasz, że to normalne i godne pochwały? I w jaki sposób
                                świadczy o takich ojcach?
              • blackglass Re: Dlaczego uważasz, że dobro dziecka... 02.07.09, 11:45
                tricolour napisał:
                > ... jest najważniejsze?

                > Ja tak nie uważam. Uważam, że moje dobro jest najważniejsze, a dobro dziecka
                jest jego pochodną...

                Jeśli Twoje dobro jest najważniejsze to ty dążysz do własnego szczęścia i
                zadowolenia ...a dziecko co ma się cieszyć z twojego szczęścia czy twoim
                szczęściem I kiedy nie jest priorytetem)

                Twoje dobro najważniejsze.. to ze Ty jesteś szczęśliwy, zadowolony, spełniony,
                masz zaspokojone potrzeby to nie znaczy ze dziecko tez ...
                A dlaczego dobro dziecka nie jest pochodną Twojego?

                Dziecko jest najważniejsze a potem rodzic
                • tricolour Niezła rozmowa... 02.07.09, 14:52
                  ... ja twierdzę, że dobro dziecka jest pochodną dobra rodzica, a TY
                  mnie pytasz: "A dlaczego dobro dziecka nie jest pochodną Twojego?"

                  Mówiąc inaczej: formułujesz fałszywy pogląd, wkładasz mi go w usta i
                  pytasz dlaczego się mylę.

                  Niezłe.
                  • blackglass Re: Niezła rozmowa... 02.07.09, 15:51
                    tricolour napisał:
                    > ... ja twierdzę, że dobro dziecka jest pochodną dobra rodzica,

                    tricolour napisał:
                    Uważam, że moje dobro jest najważniejsze, a dobro dziecka jest jego pochodną...

                    W takim razie co to znaczy (cytat twoje wypowiedzi )wyżej?
                    • blackglass Re: Niezła rozmowa... 02.07.09, 15:56
                      tricolour napisał:
                      > ... ja twierdzę, że dobro dziecka jest pochodną dobra rodzica, a TY mnie
                      pytasz: "A dlaczego dobro dziecka nie jest pochodną Twojego?"

                      Czytanie ze zrozumieniem...
                      Pytam dlaczego nie na odwrót?
                      Uznałeś ze Twoje szczęście jest ważniejsze niż szczęście dziecka.Ze jeśli Ty
                      będziesz szczęśliwy to dziecko też...
                      O to Ci chodziło ?

                    • woman-in-blue Re: Niezła rozmowa... 02.07.09, 16:06
                      Moim zdaniem dobro dziecka jest pochodna dobra rodzica tylko wtedy
                      gdy ten rodzic jest odpowiedzialny, nie dotyczy patologii takich jak
                      m.in. alkoholizm. Z drugiej strony jest tak, ze dobro rodzica jest
                      pochodna dobra dziecka... tzn jesli moje dziecko jest szczesliwe ja
                      rowniez jestem szczesliwa.
                    • tricolour A o co chodzi? 02.07.09, 16:27
                      Napisałem UWAŻAM. Kto inny może uważać inaczej.

                      Ja uważam, że moje dobro jest najważniejsze, a dobro dziecka jest
                      pochodną dobra rodziców. Jest to czytelna relacja wynikowa
                      hierarchii ważności, lojalności, odpowiedzialności itp.

                      Dodatkowo podkreśla odrębność dziecka, które odchodzi w pewnym
                      momencie od rodziców.
                      • jarkoni Re: A o co chodzi? 02.07.09, 17:39
                        tricolour napisał:
                        Ja uważam, że moje dobro jest najważniejsze, a dobro dziecka jest
                        > pochodną dobra rodziców.
                        I jeszcze to, że jest moją córką, ale nie jesteśmy już rodziną..

                        Często nie zgadzam się z ekstremalnymi poglądami Tri, ale pod tymi obiema tezami
                        się podpisuję.
                        I to po głebokim przemyśleniu
                        • woman-in-blue Re: A o co chodzi? 02.07.09, 18:39
                          Nie moge zrozumiec jak mozna przestac uwazac wlasne dziecko za
                          rodzine... Mozna nie traktowac jako rodziny: bylego meza, bylej
                          zony, bylych tesciow... ale wlasnego dziecka ?! Czy tylko dlatego,
                          ze mieszka osobno?

                          Jestem po rozwodzie i nie mieszkam ze swoja corka bo pracuje za
                          granica. I to jest powod, zeby stwierdzic, ze nie jest moja rodzina?

                          Staram sie utrzymywac z corka staly kontakt i nie tracic wiezi.
                          Interesuje sie jej sprawami i w moim sercu jest na pierwszym
                          miejscu. Wyobrazam sobie, ze gdybym "odpuscila" odleglosc i czas
                          zrobilaby swoje. Ale wtedy moglabym winic tylko siebie.
                          • jarkoni Re: A o co chodzi? 02.07.09, 18:58
                            woman-in-blue,
                            Cały problem polega na pojęciu "rodziny".
                            Jeśli chodzi li tylko o związki krwi, to jest to moja rodzina, tak samo jak
                            jakiś wujek, który wyemigrował do Australii 50 lat temu. Nie znam go, ale
                            przysyła kartki, to rodzina? No niby tak..

                            Popatrz na to z jakiegoś innego, społecznego, logicznego, takiego stricte
                            logicznego punktu widzenia. Ile człowiek może mieć rodzin? Pięć, siedem,
                            dwanaście? A nie tylko jedną?

                            Rodzina była wtedy, kiedy myliśmy z moją byłą żoną małżeństwem i mieliśmy
                            wspaniałe córki, wtedy to była rodzina.
                            Teraz tej rodziny już nie ma, córki są nadal wspaniałe, kocham je, ale
                            powtarzam: tej rodziny już nie ma..

                            A kiedy założyłbym nową rodzinę, miał nową kochającą rodzinę i nowe kochane
                            dziecko, to czy to znaczy, że mam już dwie rodziny? I tak sobie stopniujemy dalej?
                            (niektórzy w Hollywood mieliby po kilkanaście rodzin, lepiej niż mafia).
                            Córka jest moja, kochana, wszystko dla niej zrobię, ale rodziną już razem nie
                            jesteśmy..
                            Jeśli moja była żona pozna kogoś i za niego wyjdzie, i będzie wychowywał moją
                            córkę, to jak to nazwiesz? Rodzina? A może związek rodzin, bo ja jeszcze gdzieś
                            tam egzystuję..
                            Rodzina skończyła się po rozwodzie..
                            • jarkoni Re: A o co chodzi? 02.07.09, 19:00
                              Wywołam burzę?
                              • zmeczona100 Re: A o co chodzi? 02.07.09, 19:03
                                Ja się pod Twoimi słowami podpisuję.
                                Z dziećmi jesteśmy rodziną (bo związek krwi), ale nie tworzymy już
                                rodziny (bo ona się rozpadła).
                                Chociaż z drugiej strony jest pojęcie "rodziny niepełnej"wink
                            • woman-in-blue Re: A o co chodzi? 02.07.09, 19:22
                              Jarkoni, po rozwodzie skonczylo sie Twoje malzenstwo, nie rodzina.
                              Byc moze to tylko kwestia definicji rodziny ale chyba ojcostwo mozna
                              uznac za wiez rodzinna?
                              Jesli zwiazesz sie z kims i bedziesz mial nowe dzieci.. to bedzie
                              przyrodnie rodzenstwo Twoich corek.
                          • tricolour Woman, zobacz... 02.07.09, 19:18
                            .... sama piszesz, że musisz zabiegać, by kontakt z córkią w ogóle
                            mieć. Jeśli byś odpuściła, to koniec.

                            W rodzinie siada się przy stole (albo leży przed TV) i wiadomo kto
                            ma okres, kogo boli ząb, bo nerwowy, wiadomo że kończy sie paliwo w
                            aucie, a tata Marcina znów się upił.

                            Nawet nie wiadomo skąd wiadomo takie rzeczy.
                            • woman-in-blue Re: Woman, zobacz... 02.07.09, 19:28
                              Tak Tri, ale ja nie odpuszcze bo jestem baba! A faceci, sorry, az
                              tak sie nie wysilaja....
                              • tricolour Nie odpuszczaj... 02.07.09, 19:40
                                ... zauważ tylko, jak musisz walczyć, by udowodnić to, co w rodzinie
                                jest tak oczywiste, że nikt o tym nie myśli. W rodzinie sie po
                                prostu tkwi.
                                • woman-in-blue Re: Nie odpuszczaj... 02.07.09, 20:00
                                  Tri, ja chcialam tkwic w rodzinie. To maz mnie zostawil i to w
                                  sytuacji, gdy bylam na bezrobociu. Nie zawsze jest z gorki. Ale moje
                                  dziecko nie bylo niczemu winne i dlatego jest dla mnie priorytetem.
                                • woman-in-blue Re: Nie odpuszczaj... 02.07.09, 20:15
                                  Po prostu mimo wszystkich utrudnien, chociaz nie jest latwo: bede
                                  mama. Internetowa, zagraniczna, wakacyjno-feriowa. Ale mama, na
                                  ktorej mozna polegac.
                                  • jarkoni Re: Nie odpuszczaj... 02.07.09, 21:48
                                    woman-in-blue napisała:

                                    > Po prostu mimo wszystkich utrudnien, chociaz nie jest latwo: bede
                                    > mama. Internetowa, zagraniczna, wakacyjno-feriowa. Ale mama, na
                                    > ktorej mozna polega

                                    Ależ oczywiście, że będziesz mamą, na pewno cudowną i dbającą o dzieci.
                                    Tylko, że rodziny to już nie masz..
                                    No, możesz ją nazywać niepełną, okaleczoną czy też po katastrofie.
                                    Ale to już nie to samo..
                                  • tricolour Będziesz mamą... 02.07.09, 21:56
                                    ... tego nic nie zmieni.

                                    Jednak trzeba liczyć się z tym, że nasi ex znajdą sobie kogoś i do tego kogoś
                                    dziecko zacznie mówić "mamo, tato". Wtedy trzeba sie pogodzić, że jesteśmy
                                    rodzicami biologicznymi, ale rodzina dziecka jest gdzie indziej.

                                    Wiem, że to bolesna świadmość, ale - moim zdaniem - konieczna.
                                    • blackglass Re: Będziesz mamą... 03.07.09, 10:07
                                      Nie rozumiem...jest Twoja córka ale nie jest rodziną...

                                      Słownik internetowy


                                      Co to jest rodzina?

                                      rodzina - jest podstawową grupa społeczną, składa się z rodziców i ich dzieci,
                                      cechuje ich więź formalna, wspólnota materialna, mieszkaniowa oraz określony
                                      zespół funkcji.

                                      Najważniejsze funkcje rodziny to
                                      1. prokreacja – czyli współżycie seksualne rodziców i związana z tym ciągłość
                                      życia gatunku;
                                      2. funkcja społeczna – opieka, wychowanie oraz zaspokajanie potrzeb
                                      emocjonalnych i materialnych;
                                      3. funkcja kulturowa;
                                      4. funkcja gospodarcza.

                                      Na funkcje rodziny wpływają (i zmieniają je) zmiany ustrojowe, produkcyjne,
                                      emancypacyjne itp.

                                      Rodzina z powodu różnych przyczyn może ulegać zakłóceniom strukturalnym i
                                      funkcjonalnym, wyróżniamy rodzinę niepełną (jeden rodzic i dziecko/dzieci),
                                      rozbitą (w wyniku rozwodu), skłóconą (nieprawidłowa atmosfera współżycia
                                      spowodowana nieporozumieniami i kłótniami), zrekonstruowaną (uzupełnioną w
                                      wyniku nowego związku osamotnionego współmałżonka, składa się ona wówczas z
                                      zastępczej matki (macochy) ojca i dzieci lub z zastępczego ojca (ojczyma), matki
                                      i dzieci).

                                      Wg tego Ty i Twoje dziecko nawet po rozwodzie z jej/go matką jesteście rodziną...


                                      ps. Ap ropo szczęścia dziecka jako pochodnej szczęścia rodzica/ców...z
                                      doswiadczenia wiem jak źle się to może skończyć...był "facet który tak myślał, i
                                      teraz walczy aby "odzyskać" własne dziecko...
                                      • jarkoni Re: Rodzina- słownik internetowy 03.07.09, 17:52
                                        Zauważ, że ten słownik sam sobie przeczy.
                                        Zadanie domowe: znajdź sprzeczności w tej definicji, Blackglass..
                                        PS. Podobno są już słowniki gimnazjalistów, bardzo obszerne i barwnie opisane,
                                        współczesnym językiem. Pewnie tyle warte co słowniki "internetowe"..
                                      • tricolour I według tego słownika... 03.07.09, 18:08
                                        ... nie jesteśmy rodziną bo:

                                        1. Brak seksualnego współżycia rodziców
                                        2. Brak opieki i zaspokajania potrzeb emocjonalnych. Jest
                                        zapokajanie materialnych.
                                        3. Ograniczona do praktycznie zera funkcja kulturowa, bo opera czy
                                        teatr to nie jest codzienne przekazywanie i wzajenme uczenie.
                                        4. Nie ma więzów gospodarczych.

                                        No ale możemy sie nazwac nawet pełną rodziną katolicką.
                                        smile
                        • kompostowy Re: A o co chodzi? 04.08.09, 07:41
                          jarkoni napisał:

                          > tricolour napisał:
                          > Ja uważam, że moje dobro jest najważniejsze, a dobro dziecka jest
                          > > pochodną dobra rodziców.
                          > I jeszcze to, że jest moją córką, ale nie jesteśmy już rodziną..
                          >
                          > Często nie zgadzam się z ekstremalnymi poglądami Tri, ale pod tymi obiema tezam
                          > i
                          > się podpisuję.
                          > I to po głebokim przemyśleniu

                          No ale przeciez jak jest pogrzeb kogos w rodzinie,
                          to przyjezdza ktos z drugiego konca kraju, taka dalsza rodzina po prostu.

                          A tu corka nie jest juz rodzina? Co Ona Ci zrobila albo czego nie zrobila?

                          Po co pisac te teksty u gory o N-etykiecie,
                          skoro sami sie do jej przeczytania takim trolowaniem nadajecie
                          a nie do rozwiazywania sytuacji spornych.

                          Tyle. pozdrawiam serdecznie
            • dsz27 Re: śmieszne alimenty :) 24.06.09, 21:53
              Powinno być prościej, tylko pojęcie dobra dla wielu znaczy coś innego.
              Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, życie.... Podam Ci najprostszy
              przykład. Moje pojęcie dobra moich dzieci bardzo często różni się od pojęcia na
              temat dobra dzieci mojego byłego, ich ojca. Niby dwie dorosłe osoby, rodzice...a
              stanowiska kompletnie inne...
    • mediator.org bardzo ciekawa dyskusja 03.07.09, 11:49
      Wydaje mi się, że problem polega na tym, że w dzisiejszych czasach pojęcie
      "rodziny" ogromnie się zmienia. Każdy może mieć trochę inną formułkę, koncepcję,
      która znowu może ewoluować podczas różnych naszych doświadczeń. Nie jest to już
      tak proste, jak kiedyś i tak stałe, monolityczne... Do pewnego stopnia ma racje
      ktoś pisząc, że po rozwodzie nie jest rodziną ze swym dzieckiem. Ale do pewnego
      stopnia. A stopień ten wyznaczają jego mechanizmy obronne, aby poradzić sobie z
      sytuacją, w której najbliższa mu osoba (dziecko) nie dzieli z nim, z nią zwykłej
      codzienności, a więc tego, co jest podstawą życia rodzinnego. Stopień ten
      wyznacza także to, czy ktoś założył nową rodzinę po rozwodzie. Wiadomo, że z nią
      będzie się identyfikował najbardziej...
    • scriptus Re: śmieszne alimenty :) 03.07.09, 15:41
      taka_jedna7 napisała:

      > chciałam się z Wami podzielic tą wiadomością, bo mnie bardzo ubawiła.
      > mój już niedługo były mąż w odpowiedzi na pozew zaproponował
      > alimenty na 6 letnie dziecko w wysokości 150 zł smile)) zarabia co
      > najmniej 2000 tys netto (myślę że dużo więcej), ale kwotę na umowie



      > o pracę ma oczywiście naniższą tj.1276 brutto, i niskimi zarobkami
      > uzasadnia taką kwotę alimentów.
      > uśmiałam się...

      Manipulowanie zarobkami nie zawsze się opłaca.
      Moja żona, żeby uniknąć opłaty za wpis, wykazała bardzo niskie zarobki, a
      następnie zrobiła ze mnie pasożyta, napisała, ze to ona mnie utrzymuje, że ja
      nie pracuję, itd. A wydawało mi się, że z inteligentną dziewczyną się ożeniłem...
      Pokazałem w sądzie zaświadczenia o moich zarobkach kilkakrotnie wyższych niż te,
      które wykazała zona, choć to jest przeciw mnie, bo można mi teraz namierzyć
      solidne alimenty, jednak wystarczyło pokazać tylko opłacany przeze mnie rachunek
      za czynsz za mieszkanie wyższy niz zarobki mojej żony, nie mówiąc o pozostałych
      rachunkach, żeby wykazać, że jest kłamczuchą i pokazać, kto tu kogo utrzymuje.
      Moja żonka nie może pokazać żadnych rachunków, bo żadnych nie płaci. Musi jednak
      teraz wymyślić sobie inne dowody mojej winy, a nie, że jestem niepracujacym,
      żerującym na jej zarobkach pasożytem. Nie przewidziała, że jak sie ma firmę i
      nie ma regularnej miesięcznej pensji, to też można wykazać zarówno wysokość
      dochodów, jak i na co sie te pieniądze wydaje (wyciągi bankowe) i nie można
      bezkarnie z kogoś zrobic pasożyta.
      Występuję o miejsce zamieszkania dziecka przy mnie, korci mnie, by żądać
      alimentów w wysokości 1 zł (to na temat śmiesznych alimentów), choć adwokat jest
      innego zdania.
      • jarkoni Re: śmieszne alimenty :) 03.07.09, 18:00
        Ja tam trzymam kciuki Scriptus, oszustów mało cenię..

        A tak jako PS to muszę się doczepić:taka_jedna7 napisała:
        "zarabia co
        > > najmniej 2000 tys netto"
        To oznacza, że on zarabia 2 miliony złotych netto. WOW...
        A ona jeszcze myśli, że dużo więcej. Z 5 milionów miesięcznie? To jak niedługo
        Gortat rocznie.
        Przywróćcie proszę maturę z matematyki...
        I przepraszam za wredny wpis..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja