art-fun
25.06.09, 01:36
Napiszę krótko i węzłowato, spodziewam się niedługo pozwu od żony. Nigdy jej
nie zdradziłem, nie nadużywam alkoholu, zajmuję się naszym dzieckiem, zarabiam
na dom, od ponad dwóch lat żona (odkąd zakochała się w innym) nie daje na dom
i rachunki ani złotówki (pracuje), śle smsy do lubego, nawiedza go ignorując
mnie kompletnie. Fizycznie podobno nie zdradziła, nie wiem, nie mam dowodów.
Ale emocjonalnie od czasu gdy się dowiedziałem, jest katastrofa. O pożyciu
seksualnym nawet nie mówię. Nic od ponad dwóch lat. Chce rozwodu za bez
orzekania o winie, alimentów na dziecko, które chce zabrać, choć ja się
dzieckiem w dużym, a nawet większym niż ona stopniu zajmuję (szkoła, obiad,
lekcje, lekarz i inne), a następnie założyć sprawę o podział majątku. Szlag
mnie trafia, że wszystko na co tak ciężko pracowałem dla nas i naszej rodziny
może tak po prostu sobie wziąć i wieść szczęśliwe życie łamiąc je komuś
innemu, dziecku czy mi, tłumacząc to tylko jednym "Już go nie kocham". Zawsze
wydawało mi się, że małżeństwo to wspólna droga, która jest czasem ciężka, ale
jeśli się chce, to można problemy pokonać wspólnie. Z jej strony nie było
absolutnie żadnych prób naprawienia tego, nawet nie usłyszałem żadnego słowa,
które sugerowałyby, że ma jakiekolwiek wyrzuty sumienia.
W ciągu tego czasu zareagowałem kilka razy mocnymi słowami , dodam, że
odkryłem także, że wydaje duuużo pieniędzy na rzeczy, które, powiedzmy to
ogólnie, nie są dla rodziny i z rodziną nie mają nic wspólnego.
Nie wiem co robić. Jeśli się zgodzę na szybki rozwód, będzie to wbrew moim
przekonaniom, bo uważam, że zdecydowanie ona jest bardziej winna i powinna za
to zapłacić. Z drugiej strony nie chcę prania brudów i narażania dziecka na
traumatyczne przeżycia. Jakie dokumenty powinienem zebrać, by udowodnić jej
odsunięcie i winę, bo spodziewać się po niej mogę najgorszego? Wiem, że maluje
wśród znajomych obraz mnie jako wcielonego diabła i jestem pewien, że po
rozprawie pozwie mnie o alimenty dla siebie z racji obniżenia statusu życia.