Ciezki los kobiety po rozwodzie...

09.07.09, 16:31
Witam wszystkich..
Zakladam nowy watek bo jakos nie ma odzewu na poprzedni...
Ale nie sadzicie drogie panie ze ,jakby nie bylo to kobiety musza
dzwigac ten ciezar obowiazku i odpowiedzialnosci po rozwodzie..A
taki facet zostawia zone dzeci ,placi badz nie alimenty i ma
wszystko gdzies...A kobieta dwoi sie i troi zeby jej dzieciom
zapewnic szczesliwe dziecinstwo...zostaje tak naprawde sama z
problemami ktorych nie rozwiaza chocby i najwyzsze
alimenty...dlaczego mezczyzni sa tak egostyczni i tak
krotkowzroczni..jelsi nie mam racji przyjme kazda krytyke..pozdrawiam
    • mola1971 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 16:39
      No cóż... Tak to już w przyrodzie bywa, że to matka ponosi większą
      część ciężaru odpowiedzialności za wychowanie potomstwa. W tej
      dziedzinie niewiele różnimy sie od innych ssaków smile
      Też się na początku trochę na to wściekałam, ale skoro nie mam na
      coś wpływu (a na to nie mam) to po co się zadręczać? Tak już jest i
      tyle. Trzeba odnaleźć w tej sytuacji pozytywne strony a tych jest
      cała masa.
      • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 16:45
        No narszecie jakas bratnia dusza sie odezwalawinkwitam, Cie
        serdecznie..ja to rozumiem ,masz calkowita racje ale to takie
        przykre i trudne do zrozumienia ,...i nie chodzi tu omnie jedynie
        ale tez o to jak wiele straca dzieci nie majac na codzien taty w
        domu...i dlaczego on nie rozumie jaka krzywde im wyrzadza..bo wydaje
        mi sie ze dla niego to zaden problem..przeciez bedzie je odwiedzal..
        czy to tylko ja widze?...
        • mola1971 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 16:53
          Pewnie, że lepiej jest gdy dzieci wychowuję się w pełnej rodzinie, w
          której wszyscy są młodzi, piękni, szczęsliwi i bogaci smile
          Ale życie płata różne figle i najczęściej wcale tak bajkowo nie jest.
          Tak z własnego doświadczenia to mogę poradzić Ci byś 'wrzuciła na
          luz' smile Z ojcem, czy bez dzieci da się wychować na szczęśliwych
          ludzi. Tylko po pierwsze samemu najpierw trzeba w to uwierzyć a po
          drugie to realizować.
          Nie wiem ile czasu Twój ex poświęcał dzieciom przed rozwodem, ale ja
          w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że moje dzieci gdy się
          wyprowadził straciły tylko i wyłącznie widok jego pleców gdy
          siedział przy kompie i ewentualnie jego wrzaski, gdy wracał wkurzony
          z pracy. A to mała strata biorąc pod uwagę co zyskały. A zyskały
          spokój w domu i zadowoloną z życia matkę smile
          • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:00
            Mola jakos przeoczylam twoja wypowiedz...ale masz racje u mnie bylo
            podobnie..dzeci niby sa przyzwyczajone do jego ciaglej
            nieobecnosci..tez nie poswiercal im zbyt wiele czasu ..ale mimo to
            bardzo go kochaja i tesknia gdy wyjezdza na dluzej ,domagaja sie
            jego zainteresowania ...i dlatego tak bardzo mi szkoda...ale tyrzeba
            wziac sie w garsc..dziekuje wink
            • mola1971 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:04
              Moje też teskniły (i nadal tęsknią) i to jest normalne bo przecież
              to ich ojciec jest. Ale ani ja ani Ty nie mamy wpływu na
              postępowanie naszych exów, więc po co się zadręczać? Szkoda marnować
              energii smile Lepiej wykorzystać tą energię na to by zrobić coś razem
              z dzieciakami smile
              • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:08
                Na pewno masz racje..ale mysle ze musi minac troche czasu zeby to do
                mnie dotarlo...moze jak sprawy troche sie wyprostuja bedzie
                lepiej...czas pokaze jak nasze rozstanie wplynie na ich
                relacje..jestem dopiero na poczatku drogi zwanej rozwod wiec wiele
                przyjdzie mi jeszcze doswiadczyc niespodzianek...dzekuje za rady i
                musze wierzyc ze bedzie dobrze ...a ty jak sobie radzisz jesli mozna
                spytacx?
                • mola1971 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:15
                  Ja jestem ponad rok od rozstania i 3 tygodnie od rozwodu i... mogę z
                  czystym sumieniem powiedzieć, że jestem szczęśliwa smile
                  Z dziećmi nie mam żadnych problemów wychowawczych (a tego się
                  bałam), są spokojne (bo w domu jest spokojnie) i radosne (no to już
                  akurat nie tylko moja zasługa wink)
                  Na razie jestem sama z dziećmi i tak jest mi dobrze.
                  Ale do takiego stanu potrzeba czasu i niczego nie można przyspieszać.
                  • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:20
                    To dobzre ze tak dzielnie sobie radzisz..nie wiem czy ja tez tak
                    potrafie..nikt w mojej rodzinie jeszcez nic nie wie...w sumie chyba
                    wszystkim sie wydaje ze miedzy nami jest oki...jak im to wszystko
                    powiedziec..jak stawic czola tym wszytkim problemom...?
                    • tricolour I w ten sposób kręcisz bat na siebie... 09.07.09, 17:22
                      ... zamiast skorzystac z pomocy rodziny, to piszesz po forach.

                      Będą na dodatek uzasadnione pretensje.
                      • iskia75 Re: I w ten sposób kręcisz bat na siebie... 09.07.09, 17:26
                        Dlaczego tak mnie atakujesz...przeciez wiesz zapewne ze czasami
                        latwiej wygadac sie przed obcymi niz przed rodzina...mi
                        przynbajmniej latwiej...zreszta jakiej pomocy...nie sa w stanie
                        poprawic naszych relacji...i tak w koncu sie dowiedza...ale moze
                        jeszcze nie jestem na to gotowa...nie wiem..musze przemyslec pare
                        spraw zanim do tego dojdzioe..stad moja tu obecnosc...na ta chwile
                        uwazam ze to trafiuona decyzja..
                        • tricolour No włąśnie nie wiem... 09.07.09, 17:31
                          ... dlaczeo łatwiej sie wygadać przed obcymi niż przed rodzina.

                          Obcy mają to do siebie, że posłuchają pogadaja i nic ich nie
                          obchodzi. Rodzina może pomóc jeśli się o taką pomoc poprosi.
                      • iskia75 Re: I w ten sposób kręcisz bat na siebie... 09.07.09, 17:58
                        tricolour napisał:

                        > ... zamiast skorzystac z pomocy rodziny, to piszesz po forach.
                        >
                        > Będą na dodatek uzasadnione pretensje.
                        Jeszcze a propos tej wypowiedzi..w czym rodzina mialaby mi
                        pomoc..oni nie beda obiektywni...moja rodzina stanie pewnie po mojej
                        stronie a jego po jego...i to chyab zrozumiale..
    • tricolour Jest chyba inaczej... 09.07.09, 16:44
      ... podczas rozwodu sąd pyta o wychowanie dziecka i kobiety wyraźnie
      chcą wychowywać. I sąd nie przeszkadza w realizacji tej chęci.

      smile
      • iskia75 Re: Jest chyba inaczej... 09.07.09, 16:47
        Ale moze zle napisalam..ja nie wyobrazam sobie sytuacji ze moj maz
        mialby wychowywac dzeci chyba bym zwariowala..ale jemu sie wydaje ze
        jak zapewni nam bezpieczenistwo finansowe to juz wszystko...nie
        rozumie jak wazne sa relacje z dzecmi glownie dla nich samych...
        • tricolour No to się zastanów czego chcesz... 09.07.09, 16:50
          ... bo z faktu, że sobie nie wyobrażasz, że mąż wychowuje dziecko
          właśnie wynika, że dostajesz tylko kasę.
          • iskia75 Re: No to się zastanów czego chcesz... 09.07.09, 16:55
            Masz racje zamotalam sie totalnie...chodzi mi o to ze nie wyobrazam
            sobie sytuacji ze dzeci mieszkaly byz z mezem...nie chodzilo mi o
            wychowanie..poprostu moj maz uwaza ze skoro bedzie nam placil i
            zapewni bezpieczenstwo finansowe to juz wszystko...ze w ten sposob
            jego rola ojca zostanie spelniona..a ja chcialabym zeby mimo
            wszystko uczetniczyl w ich zyciu i problemach...zeby pomagal je
            rozwazywac...chociaz nie wiem czy to mozliwe takie relacje po
            rozwodzie...a moze mozliwe trzeba tylko chciec...a on chyba nie
            chce..
        • k-ika Re: Jest chyba inaczej... 09.07.09, 17:22
          iskia75 napisała:

          > Ale moze zle napisalam..ja nie wyobrazam sobie sytuacji ze moj maz
          > mialby wychowywac dzeci chyba bym zwariowala..ale jemu sie wydaje
          ze
          > jak zapewni nam bezpieczenistwo finansowe to juz wszystko...nie
          > rozumie jak wazne sa relacje z dzecmi glownie dla nich samych...
        • scriptus Re: Jest chyba inaczej... 17.07.09, 12:27
          iskia75 napisała:

          > Ale moze zle napisalam..ja nie wyobrazam sobie sytuacji ze moj maz
          > mialby wychowywac dzeci chyba bym zwariowala..ale jemu sie wydaje
          ze
          > jak zapewni nam bezpieczenistwo finansowe to juz wszystko...nie
          > rozumie jak wazne sa relacje z dzecmi glownie dla nich samych...


          Ja sobie z kolei nie wyobrażam, żeby moje dziecko miało mieszkać
          tylko z matką beze mnie. Oj, to by dopiero wyglądąło to jego
          wychowanie. Niestety, sądy niemal zawsze przyznają miejsce
          zamieszkania dzieci przy matce. W związku z tym postawiłem warunek,
          sziecko przy mnie, to się zgodzę na rozwód. To oczywiście nie pasuje
          mojej żonie, bo najbardziej pragnie nie dziecka, ale alimentów.
          Jednak jeśli chce rozwodu, to ma wyjście, zgodzić się na mój
          warunek. Statystycznie małe mam szanse na pozytywne orzeczenie sądu,
          ale mam i wykorzystam je. Jeśli się żonka nie chce dogadać, to gra
          we "wszystko, albo nic". Ona bardzo liczy na to "wszystko".
          Wszystkiego i tak nie dostanie, jak wygra, natomiast jak przegra,
          zostanie z niczym na pewno, z jedną tylko różnicą, ona na pewno by
          mi ograniczyła możliwości kontaktów z dzieckiem, ja tego nie zrobię
          nigdy.
    • mayenna Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:02
      Pytałam o to znajomego psychologa. Dlaczego ojciec zrywa więż,
      odcina się od własnych dzieci. Otóz on zaczyna zycie od poczatku, od
      zera. Zdobywa nową kobietę, a dzieci to jednak przeszkoda w
      relacjach z inną panią. Obowiazki wiążą, brak czasu i
      zainteresowanie trzeba dzielić. Kobiety są nawet podświadomie
      zazdrosne o poprzedniczki więc odcina się, aby zwiększyć swoje
      szanse na nowy związek. Na pocieszenie powiedział, ze robią tak z
      reguły osoby niedojrzałe emocjonalnie, egoistycznie nastawione na
      swoje potrzeby z ograniczoną możliwoscią empatii.
      • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:05
        Dziekuje za odpowiedz..chociaz to malo pocieszajace...i przykre..jak
        mozna zerwac wiez z wlasnymi dziecmi...moze dlatego ze jestem
        kobieta tak trudno mi to zrozumiec...crying
      • tricolour Dlaczego "na pocieszenie"? 09.07.09, 17:06
        • iskia75 Re: Dlaczego "na pocieszenie"? 09.07.09, 17:11
          och lapiesz mnie za slowka;smileczyzbym az tak sie zakrecila na tym
          forumwink?tak sobie pomyslalam ze jesli jest to kwestia psychiki
          mezczyzny to powinno mi byc to latwiej zroumiec..wiec ach..no tak
          poprostu na pocieszeniewinka moze szukam czegos co pozwoli mi to
          zroumiec a jesli znajde to bedzie to dla mnie pocieszeniemwink
      • mola1971 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:11
        Nie jestem psychologiem, ale sama w pewnym momencie doszłam do
        takiego wniosku. I co ciekawe taki pan zaczynający wszystko od zera
        bardzo często jest dobrym 'ojcem' (czy raczej ojczymem) dla
        ewentualnych dzieci nowej partnerki. Bywa, że lepszym niż był dla
        własnych dzieci.
        Dla niektórych facetów po prostu dzieci warte ich uwagi to nie ich
        dzieci biologiczne, lecz właśnie dzieci aktualnej partnerki.
        Z jednej strony to przykre, ale jak się na to spojrzy z drugiej
        strony... To trochę pocieszające jakby nie było bo daje nam,
        kobietom po rozwodzie z dziećmi nadzieję na nowy związek. I rodzinę,
        której pełnoprawnym członkami będą nasze dzieci i nasz nowy partner.
        • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 17:16
          Wiesz tylko ze w obecnej sytuacji sprawa wyglada tak..moj maz nie ma
          innej na ta chwile...w sumie to sama nie wiem co stalo sie ze doszlo
          do obecnej sytuacji ze papiery sa juz w sadzie..probowalismy
          rozmawiac ale jakos jego pokretna logika sprawila ze sie nigdy
          dogadac nie moglismy..w sumie on nie jest zlym czlowiekiem ..moze
          poprostu nie potrafi byc inny..moze zle wzorce wyniosl z domu..nie
          wiem..jemu sie wydaje ze pieniadze to wszstko i ze jesli zapewni
          dzieciom dostanie zycie to bedzie juz wszytko..
        • tricolour Bo to jest spójne zachowanie... 09.07.09, 17:18
          ... kochać dzieci kobiety, z którą sie jest.
          • iskia75 Re: Bo to jest spójne zachowanie... 09.07.09, 17:21
            naprawde tak uwazasz???????????
            • tricolour Naprawdę. 09.07.09, 17:22
              • iskia75 Re: Naprawdę. 09.07.09, 17:27
                to przykre..
          • mola1971 Re: Bo to jest spójne zachowanie... 09.07.09, 17:23
            Tri, ja wiem, że to jest spójne i zgodne z męską naturą (dodam
            nawet, że logiczne wink), ale nam kobietom trudno jest tą logikę
            zrozumieć bo... mamy swoją kobiecą logikę smile A kobieca logika nie
            potrafi zrozumieć, że cudze dzieci można kochać bardziej niż własne.
            • tricolour A co to znaczy "własne dzieci"? 09.07.09, 17:26
              Czy własne są te, z którym sie mieszka na codzień, troszczy, zna
              problemy, jada lody , śpi na dywanie, śmieje, płacze od pokrzyw,
              odpoczywa i nurkuje?

              Czy własne są te, która noszą połowę DNA?
              • iskia75 Re: A co to znaczy "własne dzieci"? 09.07.09, 17:31
                mamy dwojke wlasnych dzieci 7 i 9 lat...i to sa do tej pory te dzeci
                z ktorymi sie mieszka ,nurkuje i jada lody...czy to znaczy ze gdy
                zamieszka z kobieta ktora ma dzeci to te jego wlasne juz nie beda
                tymi z ktorymi sie jadalo lody mieszkalo itd?
                • tricolour Sama dałaś odpowiedź... 09.07.09, 17:35
                  ... "gdy zamieszka z kobieta ktora ma dzeci to te jego wlasne (...)
                  beda tymi z ktorymi sie jadalo lody mieszkalo". Czas przeszły.

                  Dzieci nowej kobiety będą teraźniejsze.
                  • iskia75 Re: Sama dałaś odpowiedź... 09.07.09, 17:45
                    pozostawie to bez komentarza...skoro taka jest meska logika ..
                    • tricolour Logika nie jest męska... 09.07.09, 17:49
                      ... przecież sama użyłaś czasu przeszłego, a to oznacza, że myslisz
                      identycznie ze mną. Tyle, że jeszcze sie boisz.

                      To zresztą zrozumiałe, ale poczytaj Molę, która jest na dalszym
                      etapie ku rzeczywistości...
                    • ani.chybi Re: Sama dałaś odpowiedź... 10.07.09, 19:53
                      Takie ujęcie "męskiej logiki" jest wysoce krzywdzące dla wszystkich
                      ojców kochających swoje przedrozwodowe dzieci nielogiczną miłością.
                      • luiz-a15 Re: Sama dałaś odpowiedź... 10.07.09, 19:58
                        spokojnie tylko spokoj nas uratujesmile
              • mola1971 Re: A co to znaczy "własne dzieci"? 09.07.09, 17:36
                Tri, powtarzam - kobieca logika tego nie rozumie smile
                Ja nauczyłam się to rozumieć. I odkąd to zrozumiałam jestem mniej
                zła na exa z powodu tego, że ma dzieci w nosie. No i zyskałam
                nadzieję na to, że być może uda mi się stworzyć rodzinę z kimś
                innym. Właśnie z kimś takim, dla kogo nie będzie ważne czyje DNA
                noszą moje dzieci i oprócz tego, że będzie dla mnie partnerem,
                będzie również właśnie takim ojcem dla moich dzieci. Ojcem w sensie
                osoby, do której człowiek się zwraca gdy ma problem. A taką bliskość
                można osoiagnąć tylko i wyłącznie obcując ze sobą na codzień.
                Właśnie tak jak napisałeś - mieszkając pod jednym dachem, jadając
                razem, omawiając codzienne sprawy, śmiejąc się, pracując,
                odpoczywając etc. RAZEM.
                • tricolour No właśnie :) 09.07.09, 17:39
                • iskia75 Re: A co to znaczy "własne dzieci"? 09.07.09, 18:04
                  Wiesz rowniez mam taka nadzieje...ale czy ta nadzieja bedzie kiedys
                  faktem..?
                  • tricolour 50% faktu zależy od Ciebie. 09.07.09, 18:06
                    • iskia75 Re: 50% faktu zależy od Ciebie. 09.07.09, 18:08
                      no moze 49% ode mnie 51% od niegosmile
              • barbasia01 Re: A co to znaczy "własne dzieci"? 09.07.09, 17:36
                Nie ma własnych dzieci, one nie sa czyjąś własnością, ale skoro
                począł ktoś dziecko to jego rola nie powinna sie na tym konczyć.
                skoro byl na tyle odpowiedzialny by dac komus zycie to niech
                sprobuje to zycie uksztaltowac, stworzyc warunki do wzrastania i
                opiekowac sie, dbac o to dziecko. taka jest rola rodzica,
                przynajmniej ja tak to postrzegam. nie mozna odcinac sie od dzieci
                ktorych sie jest ojcem, tylko dlatego ze stawia sie wlasne dobro i
                dobro nowej milosci ponad wszystko.
                • tricolour Zaraz, zaraz... 09.07.09, 17:38
                  ... a w takim razie co powiesz naszej koleżance, która narzeka, że
                  ojciec daje tylko pieniądze, ale jednoicześnie nie wybraża sobie,
                  żeby mógł zająć się wychowaniem?

                  Bo to wcale nie jest rzadka historia.
                  • iskia75 Re: Zaraz, zaraz... 09.07.09, 17:49
                    przekrecasz moje slowa...zamotalam sie ale napisalam o co mi
                    chodzi...nie chodzi o to ze nie wyobrazam sobie zeby zajal sie ich
                    wychowaniem..tylko tym zeby dzeci z nim zamieszkaly zamiast ze mna
                    po rozwodzie..o to mi chodzilo...
                    • tricolour No to idźmy dalej... 09.07.09, 17:51
                      ... jak sobie wyobrażasz wychowywanie na odległość? Ma przyjeżdzać?
                      Jak często? A jak często Ty będziesz jeździła z dziećmi do niego?

                      A co z wypoczynikekm wakacyjnym, feriami? A co gdy pozna kogoś i się
                      ożeni?
                      • iskia75 Re: No to idźmy dalej... 09.07.09, 17:54
                        wiesz co narazie nie interesuje mnie przyszlosc tylko
                        terazniejszosc,nie bede sie zastanawiac co by bylo gdyby lub co
                        bedzie...zrestza dlaczego mowisz o dojezdzaniu skoro mieszkamy w tym
                        samym miescie..tzn ja i on..
                        • tricolour Iskia, bez urazy... 09.07.09, 17:58
                          ... sama nie wiesz czego chcesz, ale chcesz, by Twój jeszcze-mąż
                          postepował tak, byś była zadowolona.

                          Niestety rozwód jest dowodem na to, że niczego nie możesz oczekiwać
                          od niego, bo tracisz prawo do tego - na własne żądanie.

                          Poczekaj rok, dwa. Życie wróci na swoje tory. Cierpliwości.
                          • iskia75 Re: Iskia, bez urazy... 09.07.09, 18:01
                            Wiesz co uwielbiam twoje teksty bo przywracaja mnie do
                            rzeczywistosci..fajnie moc sie z kims poklocic tak konstruktywnie..
                            nie jestem osoba ktora chowa uraze..zreszta napisalam ze przyjme
                            kazda krytyke..wiesz co masz racje moze z tego forum wynika ze nie
                            bardzo wiem czego chce...ale nie da sie na takim forum opisac calego
                            zycia ,emocji i problemow...dlatego tez moje wypowiedzi sa moze nie
                            za bardzo spoje...ale uwierz naprawde wiem o co mi chodzi...i nie
                            jest to na wlasnie zyczenie...raczej na jego a moze na wspolne ..bo
                            podobno zawsze wina lezy po obu stronach..pozdrwaim
                            • tricolour No to jeszcze Ci powiem.... 09.07.09, 18:04
                              ... że z faktu, że: "sama nie wiesz czego chcesz, ale chcesz, by
                              Twój jeszcze-mąż postepował tak, byś była zadowolona" wynika, że
                              jesteś 100% kobietą.

                              Piszę to zupełenie serio i sam się sobie dziwię...

                              smile
                              • iskia75 Re: No to jeszcze Ci powiem.... 09.07.09, 18:06
                                No popatrz a jednak w jednym sie zgadzamywinkdobra nasza moze bedzie
                                tego wiecej..a moze napiszesz jakie ty masz doswiadczenia..?wink
                                • tricolour Doświadczenia z czym? 09.07.09, 18:07
                                  • iskia75 Re: Doświadczenia z czym? 09.07.09, 18:08
                                    no skoro jetses na tym forum to nie bez powodu prawda?
                                    • tricolour Stara sprawa... 09.07.09, 18:17
                                      ... rozwód przed kilkunatu laty, na forum od chyba czterech, czy
                                      pięciu lat. Po wakacjach ślub.

                                      Pilnuję także porządku.
                                      • iskia75 Re: Stara sprawa... 09.07.09, 18:18
                                        Naprawde??????????to gratulacje to super wiadomosc...naprawde zycze
                                        Cie wszystkiego dobrego ,aby tym razem sie udalosmile
                                        • tricolour Tobie też życzę jak nalepiej. 09.07.09, 18:24
                                          Zmykam na razie...
                                          • iskia75 Re: Tobie też życzę jak nalepiej. 09.07.09, 18:25
                                            papa
                                  • iskia75 Re: Doświadczenia z czym? 09.07.09, 18:17
                                    no tak poszedles sobie ,pewnie Cie wystraszylamwinkno nic pozdrawiam
                                    zatem i zycze milego wieczoruwink
                • iskia75 Re: A co to znaczy "własne dzieci"? 09.07.09, 17:47
                  tez tak myslesmile
              • brunia27 Re: A co to znaczy "własne dzieci"? 16.07.09, 09:00
                a czyje, przepraszam, są dzieci, które widzą tatę tylko wieczorami, nie jada z
                nimi lodów, nie śpi na dywanie, nie śmieje się i nie płacze razem ? Ale jednak
                przyjeżdża do domu na noc.
                Mój mąż chorował na nieuleczalny "brak zainteresowania rodziną". Teraz, pół roku
                po rozwodzie a rok po rozstaniu uznał,że sytuacja, w której on spotyka się w
                weekendy z dziećmi jest patologiczna i jest moją winą (zaznaczam, że teraz
                spędza z nimi więcej czasu niż przed wyprowadzką).
                Ponad to stwierdził, że woli nie mieć wcale rodziny niż taką "patologię".

                Nie wiedziałam, że taka jest męska logika.
                • iskia75 Re: A co to znaczy "własne dzieci"? 16.07.09, 09:50
                  Ja mysle ze meskiej logiki to ja nigdy nie zrozumiem,gdzies ta
                  natura popelnila blad tworzac cos takiego jak mezczyzna i trudno cos
                  na to poradzicwink
            • iskia75 Re: Bo to jest spójne zachowanie... 09.07.09, 17:28
              ot wlasnie tak myslewinkdziekuje za wsparcie molawink
          • kicia031 Re: Bo to jest spójne zachowanie... 09.07.09, 17:47
            Nie jest spojne, tri. Moze bylo spojne w czasach kiedy mieszkam z
            kobieta i dziecmi = dzieci sa moje. cyz na etapie kiedy bylismy
            jeszcze malpa czlekoksztaltna i nasze dzialania byly podyktowane
            instynktem, nie rozumem.

            jednak w obecnym czasie takie dzialanie jest kontrproduktywne: dziec
            wlasne maja cie w dupie, bo je porzuciles, dzieci cudze rowniez maja
            cie w dupie, bo jakkolwiek bys sie nie staral, jestes tylko
            ojczymem, nie ojcem. namiastka, wyrobem czekoladopodobnym.
            • tricolour Mam inne doświdczenia... 09.07.09, 17:53
              ... ma też znajomych, do których "cudze" dzieci mówią mamo i tato.
              • iskia75 Re: Mam inne doświdczenia... 09.07.09, 17:56
                ale to przeciez nic dziwnego...skoro je wychowuja i sa dla nimi
                rodzicami to dlaczego nie mialyby tak mowic...niech moj maz zaklada
                nowa rodzine jesli chce ale niech nie odcina sie od
                przeszlosci..glownie od dzeci..o to mi tylko chodzi..
                • tricolour I tu leży problem... 09.07.09, 18:00
                  ... bo Ty mówisz o mężu, a powinnaś o sobie.

                  Ty załóż rodzinę i znajdź ojca dla dzieci, które mieszkają razem z
                  Tobą. Nie organizuj zycia innym w taki sposób, byś Ty na tym
                  skorzystała, bo to jest manipulacja. Sama jest sobie zorganizuj.
                  • iskia75 Re: I tu leży problem... 09.07.09, 18:03
                    J anie chce nikomu zycia organizowac...chodzi mi zeby ojciec nie
                    odcinal sie od dzeci...tylko o to mi chodzi..
                    • tricolour Na ojca nie masz wpływu. 09.07.09, 18:05
                      • iskia75 Re: Na ojca nie masz wpływu. 09.07.09, 18:07
                        Nie mam...ale czas pokaze co bedzie...
                    • jarkoni Re: Daj czasowi czas.. 09.07.09, 18:39
                      Skąd wiesz, że ojciec na pewno będzie się odcinał od dzieci?
                      Co będzie za rok albo za lat trzy? Póki co jesteś w niewielkim procencie kobiet,
                      którym ex płaci i chce zadbać finansowo o dzieci..
                      • iskia75 Re: Daj czasowi czas.. 09.07.09, 18:42
                        Pewnosci nie mam...ale narazie nie potrafimy rozmawiam ze soba
                        rzeczowo...i z tego comowi to jego rola do tego sie bedzie
                        ograniczala...ale zycie czasami zaskakuje i moze faktycznie jakos to
                        sie wszystko pouklada...pogadalam sobie tu troche na forum i chyba
                        dobzre sie stalo bo emocje opadly i jakos inaczej patzre teraz na to
                        wszystko...
                      • mayenna Re: Daj czasowi czas.. 09.07.09, 21:33
                        Za rok lub trzy lata? Tyle czasu trzeba aby zrozumieć, że one
                        potrzebują obojga rodziców cały czas?
                        Znam wiele rodzin, gdzie ojcowie są za granicą - latami-
                        przyjeżdżają na krótkie przerwy a jednak więż isnieje i mają wpływ
                        na wychowanie. Dlaczego nie może tak być i przy rozwodzie? Czy
                        wymaganie normalnego traktowania własnych dzieci jest czymś
                        niezwykłym?
                        • iskia75 Re: Daj czasowi czas.. 09.07.09, 21:36
                          Juz sama nie wiem czy jest czy nie jest...czasami mysle ze moze za
                          duzo wymagam..ze moze poprostu przyjac wszystko tak jak jest i
                          czekac co los przyniesie..kocham te moje dzieciaczki nad
                          zycie ,chcialabym im nieba przychylic i przykro mi ze beda musialy
                          przejsc przez rozwod rodzicow ,ze juz nie bede mialay pelnej
                          rodziny..a zasluguja na wszystko co najleopsze...pewne rzeczy sa
                          jednak niezalezne od nas ..prawda?
              • mayenna Re: Mam inne doświdczenia... 09.07.09, 21:24
                Ja do ojczxyma też mówiłam tato, a jest to osoba, którą najmniej na
                świecie szanuję.
                Nazywanie ojcem a zaakceptowanie jako ojca to są rózne sprawy.
                Nikt mężczyżnie nie broni uczestniczyć w życiu dzieci, ale musi sam
                o to dbać i chcieć.
                Jeśli mój chciałby to dogadalibyśmy się aby dzielić się opieką pól
                na pól.
                • iskia75 Re: Mam inne doświdczenia... 09.07.09, 21:27
                  Jak milo ze jednak ktos jest..juz myslalalam ze nikogo niema...Tez
                  mysle ze jesli bedzie chcial to bedzie sie spotykal..chcialabym
                  jednak zeby dzieci za bardzo nie ucierpilay..gdyz wiem ze go bardzo
                  kochaja...licze mimo wszystko ze okaze sie na tyle fair ze nie
                  zerwie z nimi kontaktu..
                  • mayenna Re: Mam inne doświdczenia... 10.07.09, 00:29
                    Mam ten luksus, że moje dzieci - oprócz jednej- są na tyle duże, że
                    wszystkie decyzje omawiałam z nimi. Uznałam, że to także ich dotyczy
                    i one też poniosą konsekwencje więc rozmawiałam i tłumaczyłam jakie
                    są rozwiązania - nie tylko rozwód brałam pod uwagę. Nie wiem, czy
                    zdobyłabym się na przejście przez to wszystko bez aprobaty dzieci.
                    One też już uważały, ze tak się dalej nie da.
                    Kochają jednak ojca i to, że dobrze o nim mówią, to głównie moja
                    zasługa.
      • rarely Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 21.07.09, 07:51
        ytałam o to znajomego psychologa. Dlaczego ojciec zrywa więż,
        > odcina się od własnych dzieci. Otóz on zaczyna zycie od poczatku,
        od
        > zera. Zdobywa nową kobietę, a dzieci to jednak przeszkoda w
        > relacjach z inną panią. Obowiazki wiążą, brak czasu i
        > zainteresowanie trzeba dzielić. Kobiety są nawet podświadomie
        > zazdrosne o poprzedniczki więc odcina się, aby zwiększyć swoje
        > szanse na nowy związek. Na pocieszenie powiedział, ze robią tak z
        > reguły osoby niedojrzałe emocjonalnie, egoistycznie nastawione na
        > swoje potrzeby z ograniczoną możliwoscią empatii.


        zmien psychologa
    • gallama Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 18:32
      Iskia smile chyba jesteś na etapie - "ojejjej, życie muszę przemeblować, potrzebuję
      się komuś w rękaw wypłakać i nad moim losem poużalać" wink
      Jak poczytasz forum głębiej, to może okazać się, że exmąż który tylko płaci
      regularnie alimenty, a- nie wtrąca Ci się do niczego w domu, nie urządza awantur
      żeś Ty zła matka, nie kontroluje manipulując dziećmi, itd itp - to jego wielka
      zaleta a nie wada big_grin

      Jeśli rozwód dobrze przeprowadzisz - spokojnie ustalając możliwy udział męża w
      opiece nad dziećmi, bez listy pretensji i eskalacji konfliktów - to może oprócz
      pieniędzy na dzieci, ex odpowiedzialnie zaopiekuje się dziećmi co drugi weekend
      lub częściej, tydzień ferii , miesiąc wakacji i w razie potrzeb cos pomiędzy "na
      telefon". Ale naiwne jest zakładanie, że będzie ojcował swoją obecnością równie
      intensywnie jak robił to mieszkając z Wami.
      Zauważ, że rozwód to rozwód. Każde idzie w swoją stronę, zakłada nowe życie(za
      jakis czas na pewno), a gro opieki nad dziećmi zostaje przy jednym rodzicu.
      Inaczej by trzeba komuny zakładać wink
      • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 18:34
        masz racje chyba jestem wlasnie na takim etapie...
        troche poczytalam forum i wiem ze sa wieksze problemy niz moje..
        ale to i tak tak bardzo boli..
        • gallama Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 18:56
          Jasne , ze boli . Etap użalania też trzeba przejść, tylko - nie tracąc realiów z
          oczu wink. A raczej budując życie oparte nie na "pobożnych życzeniach względem
          byłych" ale na możliwych realnych rozwiazaniach rodzących sie na bieżąco
          problemów. Bo sporo zalezy od Ciebie, żebyś to życie teraźniejsze i przyszłe
          poukładała sobie tak by się nie "zajechać" jak koń roboczy biegajac wkoło dzieci
          by im rozwód wynagradzać. Szczęśliwa matka = szczęśliwe dzieci. Swoje życie
          musisz mieć zorganizowane, już bez środka ciężkości w byłym mężu. Proś też
          rodzinę o pomoc jak z czymś sobie akurat nie radzisz, nie musisz być "gierojem".
          A wydaje mi się, ze ex łatwiej zrozumie jasny komunikat "jest taka a taka
          potrzeba-możesz w tym pomóc/zająć się?" /zadaniowo/ niż ogólnikowe żale "bo ty
          wg mnie się nie angażujesz w dzieci wystarczająco i mnie jest przykro", itd.
          A fora do wyżalania sie i wypłakiwania są świetne, więc pisz ile chcesz, aż
          stwierdzisz, ze te żale to już Cię znudziły i pora na nowe życie wink
          • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 19:00
            podoba mi sie to co piszesz...bo masz racje...wiem ze z mezczyznami
            trzeba rozmawiac konkretami...ale my jestesmy kobietami i
            chcialybysmy zeby oni czytali miedzy wierszamiwink
            ale fakt ze taki pouzalanie sie nad sobie i poczytanie jak to inni
            maja gorzej bardzo pomaga...na takim forum zawsze znajdzie sie ktos
            kto ma gorzej niz ty...mysle ze zalozylam ten watek pod wplywem
            emocji i po kolejnej klotni ale i tak milo bylo posluchac opiniii
            innych...przede wszystkim nie stronniczych opinii..pozdrawiam
            • gallama Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 19:07
              Życie jest krótkie, szkoda go na kłótnie smile
              a jak kłótnie - to tylko konstruktywne z wnioskami na końcu. wink

              A nie próbowaliście z jeszcze-męzem terapii rodzinnej?
              Bo w drugim wątku napisałas, ze właściwie nie zakładałaś tego rozwodu..
              Może też taka rozmowa was obojga z psychologiem pomogła by się Wam rozstać bez
              kłótni? Na pewno - im mniej skłóceni exowie przy rozstaniu tym wspólnym
              dzieciom po rozwodzie lepiej.
              • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 20:02
                Wiesz co nie probowalismy ale mysle ze moj maz by na cos takiego nie
                poszedl...zreszta z nim jest bardzo trudna rozmowa...wlasciwie to
                nawet nie wiem dlaczego sie rozwodzimy..tzn nie mowie ze nie bylo
                kryzysow ale w jakism malzenstwie ich nie ma...myslalam nawet zeby z
                nim porozmawiac ale on na pytanie co jest nie tak to mowi ze teraz
                to on nie wie bo nie potrafi tak z rekawa rzucac argumentami..mysle
                ze on sam nie wie czego chce..a ja mam dosc zycia w zawieszeniu..
      • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 18:36
        masz calkowita racje...ale jak pisalam jestem dopiero na poczatku
        drogi i nie bardzo potrafie sie w tej sytuacji odnalezc..stad moja
        obecnosc na forum..
        • teuta1 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 09.07.09, 23:34
          Myślę, że każdej z nas było b.ciężko, gdy mąż odchodzac poswięcał
          dziecku jeszcze mniej czasu niż dotychczas. Byłam bardzo spokojna,
          gdy mąż mówił, że zakochał się w innej kobiecie, rzuciłam się na
          niego z pięściami kilka miesięcy później, gdy młodszy syn miał
          gorączkę i jęczał przez kilka godzin czekając na tatę, który się
          spóźniał. Ale tak rzeczywiście jest, że oni po rozstaniu przebywają
          z dziećmi na swoich warunkach. Póki dzieci czerpią z tego korzyści,
          myślę, że można i należy to przyjąć do wiadomości i zaakceptować.
          Ale najważniejsze, że Ty dasz radę, na razie po prostu myślsz, tak
          jak wiele z nas kiedyś, że mimo iż wszystko sie zmieniło, opieka
          taty powinna być taka sama albo nawet lepsza. Otóż zwykle nie bywa.
          I tyle.
    • plujeczka Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 08:37
      wrzucę swój kamyczek do ogródka-ex maż nie widział młodej od II klasy
      liceum, nie wie jak poszła jej matura,zdała I stopień studiów tez o tym
      nic nie wie , na sprawie o alimenty bardzo chciał poznać jej plan zajeć co
      by wykpić się od alimentów i zapewne motywować to tym ,że może podjać
      pracę ( a nie może bo dzieki niemu leczy się na nadcisnienie i lekarz nie
      w jej stanie nie dopuści ją do żadnej pracy).Ostatnio młoda zapytała mamo
      co by ojciec powiedział gdybym po ukonczeniu studiów otworzyła przewód
      doktorski ???......cholera nie wiedziałam co odpowiedzieć, poczułam sie
      bezradna.
      Nie wspomne już o tym ,że absolutnie nie obchodzi go jej stan zdrowia, czy
      ma co jeść, jak wygląda pare lat to przecież dziecko się zmienienia,
      przegapić taki moment ????.....ale na codzień się nad tym nie zastaniawiam
      wiem ,że jest manipulowany przez rodzinę i to oni w głównej mierze
      odpowiadają za to ,że kontaktów między nimi nie ma,coż obawiają się ,że
      gdyby " wyzionał" ducha to młoda dziedziczyłaby po nim a tak kasę im
      oddaję i śpią spokojnie.Ale czy pieniądze to wszystko? ..fajnie jest
      widzieć kiedy własne dziecko dojrzewa, osiaga sukcey ,cieszy się zycie Ja
      to obserwuję , on nie to kto z nas jest szczesliwszy?....Nie myslo o tym
      bo i tak niczego nie wymislisz, mężczyźni są inni,moja koleżanka
      powiedział kiedyś mądre słowa cyt.. meżżczyzna kocha do tej pory dzieci
      dopóty kochaa kobietę"..i coś w tym jest, przykre trudno nie takie rzeczy
      przezyłysmy, przezyjemy dalej.....
      • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 08:41
        Smutne to wszystko ...i niesprawiedliwe...ja tez tego nie
        rozumiem..to przeciez wspaniale moc obserwowac rozwoj wlasnych
        dzeci..przebywac z nimi itd..ale moze to domena kobiet ze tak
        mysla ...moze faktycznie mezczyzni sa inni...
      • ani.chybi Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 20:10
        plujeczka napisała:

        >cyt.. meżżczyzna kocha do tej pory dzieci
        > dopóty kochaa kobietę"..i coś w tym jest,
        Zaledwie "coś", bo znam ojców, którzy zachowali świetny kontakt z
        dziećmi pomimo rozwodu. Gdyby mi przedstawić zamieszczony cytat,
        poczuliby się dotknięci.
    • zmeczona100 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 19:42
      Mężczyźni to ogniwo pośrednie między małpami a kobietami i uczucia
      wyższe nie są im przyswojone.
      To jest cała tajemnica męskiej logiki w uczuciach wyższych.
      • luiz-a15 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 19:43
        Bardzo mi sie podoba ten tekst ,imoze w tym tkwi klucz do zagadki
        jaka jest mezczyzna?smile
        • zmeczona100 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 19:45
          eee, to tylko takie feministyczne wstawki wink
          • luiz-a15 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 19:46
            jednak jakas prawda w tym jestsmile
            • ani.chybi Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 20:12
              Taka, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Konretny pan X jakby trochę mniej,
              ale i pani Y sporo brakuje.
              • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 20:32
                o przepraszam mi niczego nie brakujewink
                • ani.chybi Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 10.07.09, 21:30
                  Zwracam honor. Jesteś wzorcowa!smile
                  • luiz-a15 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 11.07.09, 08:59
                    winkpewnie ze jestemwink
    • iskia75 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 11.07.09, 09:01
      wiem ze jestemsmile
    • leito170 Re: Ciezki los kobiety po rozwodzie... 20.07.09, 13:55
      amotność coraz bardziej Ci doskwiera?
      Czujesz, że nadszedł czas na miłość i spotkanie z kimś wyjątkowym?

      Może właśnie dziś odmieni się Twoje życie.

      Nie zwlekaj!

      ZAMIEŚĆ BEZPŁATNIE OFERTĘ MATRYMONIALNĄ

      SKORZYSTAJ Z DOBORU PARTNERSKIEGO

      WYKONAJ ANALIZĘ ZWIĄZKU

      iduo.pl
Inne wątki na temat:
Pełna wersja