luiz-a15
10.07.09, 09:27
Witam jestem tu nowa ,jak nie trudno zgadnac jestem tu z jednego
powodu..wkrtotce czeka mnie rozwod..problem w tym ze ja tak naprawde
go nie chce..kocham meza ,mamy dzieci...
ale zaczne od popczatku...
maz zlozyl sprawe o rozwod..dlaczego?no wlasnie powiedzial ze ma
dosc moich humorow ,ze od zawsze bylo miedzy nami zle i on juz nie
chce tego naprawiac...ale czy tylko ja widze ze bylo inaczej?
pomozcie mi to ocenic..
przez pierwsze 5 lat malzenstwa bylo super..mielismy troche
probl;emow glownie finansowych ale kto ich nie ma..maz mial dobra
prace ja wychowywalam dzieci..jakies 3 lata temu maz zmienil
prace ,praca byl;a strasznie stresujaca co odbijalo sie na nim a
jego zachowanie na nas..chodzil ciagle zly,naburmuszony,ciagle
wybywal z domu..staralam sie mu pomoc jak moglam..stwirdzilam ze
skoro mu w pracy tal zle to niech szuka innej,siedzialam i szukalam
ofert pracy...troche to jednak trwalo ale znalazl dobra dobrze
platna ,prace...nasze zycie seksulane w czasie tych problemow nie
istanialo co zreszta mi zarzucil ze nie okazywalam mu zbyt wiele
czulosci..ale jak mozna okazywac czulosc komus kto ciagle jest na
ciebie zly..zrestza czy okazywanie uczucia dla mezczyzn sprowadza
sie tylko do jednego..dla mnie to nie tylko seks,.to drobne rzcezy
na ktore sklada sie zycie..to to ze dbasz o druga osobe,martwisz sie
o nia ,pomagasz w rozwiazywaniu problemow..itd,on jesnak uwaza
inaczej..owszem mialam czasmi humory jak to on nazwal..ale ja tez
nie jestem z kamienia..bylam ciagle zaniedbywana,nigdy nie liczyl
sie z moim zdaniem,podejmowal decyzje beze mnie ktore okazywaly sie
nitrafione i tak w kolko...jak tu wiec byc ciagle milym i
usmiechnietym...ale problem w tym ze wydaje mi sie ze gdyby udalo
nam sie podjsc rzeczowo do pewnych sprawac ,gdyby on zrozumil swoje
bledy ichcial poromawiac moze udaloby sie cos uratowac..ale on mowi
ze to moja wina i nie chce juz niczego ratowac..co o tym myslicie?