kleofas-0 15.07.09, 08:24 Nie mogę znieść tego co mam w głowie. Tego wszystkiego co usłyszałam i o czym wiem. No nie mogę. Męczę sie jak cholera. Wiem, że będzie jeszcze gorzej. Nie chcę. Nie dam rady... Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
dorata351 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 08:50 Dasz radę. I gorzej już nie będzie, wiesz czego możesz się spodziewać. A mysli w głowie, to normalne, ja tez tak miałam, horror, ciągle , bez chwili przerwy, a potem pomalutku, już mniej. Ja wtedy miałam kogoś komu mogłam się wygadać, wyrzucałam to z siebie i było troszkę lżej. Odpowiedz Link
dorata351 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 08:52 Minął prawie rok od chwili kiedy dowiedziałm się o zdradach mojego już byłego męża i ciągli boli, ale juz inaczej. Już potrafię z tym żyć. Mam nadzieję, że czas zrobi swoje. Byle do przodu. Odpowiedz Link
alexolo głowa do góry. 15.07.09, 08:58 czułam sie tak żle jak ty... tysiące czarnych mysli żal załamka.. po 2 latach... zobaczyłam światło w tunelu...a po trzech .. żartuje z tego co było..... Odpowiedz Link
plujeczka Re: Nie dam rady... 15.07.09, 09:01 dziwczyno przzyjesz ludzie przezyli wojnę, okupację, obozy koncentracyjne a ty nie przezyjesz rozwodu?....no małą do przodu a to co usłyszałaś po prostu kolokwialnie mówiac olej, niesttey rzadko , które małżeństwo rozwodzi sie kulturalnie i pozostaja w przyjażni, rozwód to "jatka" i zwykłe chamstwo bo nagle zona jest "jędzą" i stara babą co to nic przez całe zycie nie umiała zrobić o praniu koszul ( oczywiście żle) nie wspomnę.To trzeba zlekcewazyć lub pomysleć z jaką to "połówką" przyszło nam dzielić życie. Powtarzam dasz radę, ja dałam i tysiące innych również.Pozdrawiam i...obiecaj nos do góry, głowa podniesiona Odpowiedz Link
kleofas-0 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 09:22 Ja to wszystko wiem. Po prostu ciężko mi pogodzic sie z faktem, ze jestem niepotrzebna. Ze ktos mnie rzucil jak niepotrzebna rzecz do kata. Wiem, ze to maminsynek i zwyczajnie niedorosly do malzenstwa czlowiek. Wiem, ze bedac z nim bylabym nieszczesliwa. Ale nie jest mi z tym lepiej. Nigdy nie podejmowalam decyzji gdzie rozum mowi, ze robie dobrze, ale serce tak boli... Odpowiedz Link
ekscytujacemaleliterki Re: Nie dam rady... 15.07.09, 10:10 Nie mysl tak! Jestes potrzebna! Szczegolnie teraz jestes potrzebna najbardziej. Sama sobie. I nawet sie nie waz mylec o sobie jako o rzeczy! Jestes fajna dziewczyna, ktora ktos skrzywdzil i dasz sobie z tym rade! I bedziesz cholernie szczesliwa! Koniec i kropka! Odpowiedz Link
mayenna Re: Nie dam rady... 15.07.09, 13:42 Też się tak czuję. Jak niepotrzebna rzecz wyrzucona na śmietnik. Na dokładke zniszczył mnie jako kobietę. Wiedział dokładnie co powiedzieć. Kleofas jednak jak my tak myślimy to przyznajemy im w jakimś stopniu rację. Nie maja jej przecież, prawda? czasem warto zaryzykować i jednak komuś opowiedzieć o tym co przechodzisz. Odpowiedz Link
kleofas-0 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 13:56 Tak... On też dokladnie wiedzial co zrobic i powiedziec. A ja sie tak mecze. To jest taki fizyczny bol. I psychiczny. Chodze po scianach. No ale przeciez ja jestem silna. Mnie mozna wszystko powiedziec i zrobic. Nie moge. Nie moge sie z tym pogodzic, ze ktos mnie tak po prostu pieprznal w kat. Ja sobie nie wyobrazam, zebym mogla komus cos takiego zrobic. I wiedziec pozniej, ze sie meczy. I nic nie zrobic. A on wie. I to wszystko co zdazylam uslyszec. Nie tylko tego pamietnego dnia. Ale tez wczesniej. Te wszystkie slowa atakuja mnie z kazdej strony. I nie umiem tego wylaczyc. Odpowiedz Link
luiz-a15 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 09:47 Kochana musisz dac rade...nie masz wyjscia...ja tez musze i kazda Z nas MUSI/MUSIALA,tez czasami wydaje mi sie ze nie poradze sobie ale jakie mam wyjscie..musze i tyle...pozdrawiam . Odpowiedz Link
dorata351 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 09:59 A ja sobie wmawiam, że nic już nie muszę, poprostu chcę. Odpowiedz Link
marta-9090 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 10:21 Jejku, Kleofasku jak strasznie mi Ciebie szkoda !!!! szukaj szybciutko jakiejść bratniej duszy żeby sie wypłakac na ramieniu - to pomaga !!!! Każda i każdy tutaj wie, że przeżyjesz, że to minie tylko dajcie czasowi czas ... (SDM) Czy jest cos co mogłabym dla Ciebie zrobić ? Skąd jestes, może jakaś kawka? Może gdzieś Cie wyciagne, może masz ochote pogadac przez tel.... Daj znac na priva jakby cos !!!! Odpowiedz Link
kleofas-0 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 10:40 Kawka bardzo by się przydała. Nie ukrywam. Mam znajomych, z którymi się spotykam, ale wiecie jak to jest- każdy ma swoje życie i nie chcę im truć o moich problemach. Może jest tu ktoś z Łodzi- ktoś kto też przez to przeszedł i chciałby mnie po prostu przytulić i powiedzieć, że wcale nie jestem taka zła?Wiem, że muszę przejść przez to sama. Tylko nie wiem czy chcę. Po prostu czuję się nic nie warta. Po co robić doktorat, kończyć drugie studia skoro najbliższa osoba się z tego śmieje? Po co były te wszystkie lata i to, że chciałam po prostu przy nim byc. Ze cieszyło mnie to, ze jest obok, ze moge na niego popatrzec jak spi, powachac jego bluze skoro on i tak mial to w dupie? Co z tego, ze chcialam miec z nim dzieci skoro jemu nie jest to do szczesiac potrzebne? Ja mu nie jestem potrzebna,zeby byl szczesliwy. Po co zyc skoro najblizsza ci osoba, z ktora wiazesz cale swoje zycie, nie na chwile, tylko na zawsze woli mieszkac z rodzicami i nie miec klopotu typu zona?Dzisiaj tez nie wrocil an noc. No bo po co? Przeciez to nie jego dom. Bo tu trzeba byc odpowiedzialnym i dac cos z siebie. Ja naprawde to wszystko rozumiem- ze mam sie wziac w garsc itp, ale co ja poradze na to,z e nie chce mi sie juz zyc? Ze nie widze sensu? Ze nie chce zaczynac tego pieprzonego zycia od nowa???????? Odpowiedz Link
dorata351 Re: Nie dam rady... 15.07.09, 10:51 Może weź to na przeczekanie. Wiem, że to nie pociesza, ale pomyśl sobie jak ja się czułam kiedy się dowiedziałam, że człowiek , którego dazryłam pełnym zaufaniem, ma romans i to nie z jedną panią, tylko kilkoma jednocześnie. I przezyłam, chociaz swiat mi się zawalił na głowę. Do dzis nie mogę uwierzyc, że można się tak zmienić. Juz nie znam tego człowieka, nie poznaję go, a nadal boli. Dasz sobie radę, wypłacz się, wygadaj, pozwól sobie na słabość. Jesteś jak najbardziej normalna, reagujesz jak normalny człowiek i pozbierasz się. Jestem tego pewna, chociaz pewnie w tej chwili wydaje Ci się to niemozliwe.. Odpowiedz Link
scindapsus Re: Nie dam rady... 15.07.09, 11:13 dasz radę.Na poczatku jest wsciekłośc, pozniej żal. a na koncu pogodzenie. dasz radę. Jak mnie nachodzi że może gdybym się spieła i pogodziła to sobie wrzucam pierwszy punkt z listy-oszukał mnie mowiac ze chce miec dzieci, których tak naprawdę nie chciał. I wszystko odpływa. Bądz zadaniowcem.Ustal sobie plan działania i się tego trzymaj.A jak przyjdą te "męczące mysli" to je wykasuj bo nie masz na liscie "martwienia się tym co było" Do wiadomosci panow ktorzy twierdzą że pisząc w godz pracy okradam pracodawcę-informuję-mam urlop, dopijam kawę, lecę na wyprzedaże.pozniej moze do ikei kupic materiał na zasłony. Wiesz jakie ja mam teraz zadania? zmienic meble Wczoraj zakupiłam pierwszą rzecz.teraz mam zrobic kolejną I gucio mnie obchodzi ze "te meble są takie dobre" oddam je za przysłowiową złotówkę Oczywiscie wyslalam list do exa czy reflektuje, zeby mnie pozniej po sądach nie ciągał za niewiadomoco. Odpowiedz Link
superzgredzik Re: Nie dam rady... 15.07.09, 14:13 kleofas-0 napisała: > Kawka bardzo by się przydała. Nie ukrywam. Mam znajomych, z którymi > się spotykam, ale wiecie jak to jest- każdy ma swoje życie i nie > chcę im truć o moich problemach. Tu przydaliby się raczej przyjaciele, bliscy a nie znajomi w potocznym rozumieniu. Zdobądź się na odrobinę asertywności i nie przejmuj się, że trujesz komuś głowę. To Ty jesteś w kryzysowej sytuacji. Taka jest rola przyjaciół. Jeżeli nie znajdziesz kogoś takiego w swoim otoczeniu może spróbuj u psychologa? Chyba im szybciej tym lepiej. Odpowiedz Link
akacjax Re: Nie dam rady... 15.07.09, 20:01 Mam znajomych, z którymi > się spotykam, ale wiecie jak to jest- każdy ma swoje życie i nie > chcę im truć o moich problemach. a przyjaciół? Ale znajomi wystarczą, masz prawo i Ty się poużalać. Możesz im truć o swoich problemach. jeżeli nie będa słuchać-przynajmniej będziesz wiedzieć czego się spodziewać, no i będziesz do przodu o tyle, że spróbowałaś. Odpowiedz Link
plujeczka Re: Nie dam rady... 15.07.09, 11:23 jak się umawiasz na kawkę z dziewczynami to znaczy żyć będziesz, popytaj na forum napewno są tutaj ludzie z Łodzi, spotkasz się, porozmawiasz,wypłaczesz na cudzym ramieniu bedzie lżej i pamietaj rozwód to nie koniec świata a maż mamisynek to naprawdę w zyciu "kula u nogi" a co byłoby gdyby przyszły na świat dzieci? pomysł co zyskujesz?...jesteś jeszcze młoda , poznasz kogoś wartościowego i twoje zycie się odmieni, wówczas pamietaj napiszesz nam o swoim szczęściu na tym forum Odpowiedz Link