Czy komuś się udał związek z kochanką/kochankiem?

20.07.09, 10:27
Czy nie jest tak, że związek z osobą, która była przyczyną rozwodu (dłuższy
romans nawiązany w trakcie małżeństwa) rzadko trwa dłużej nadal po rozwodzie?
Czy kochanek/kochanka godzący się na tę rolę przez jakiś czas ,póki brak
rozwodu, traci szacunek i staje się tylko "trampoliną" do wyjścia z
małżeństwa a nie tą docelową właściwszą połówką?
    • jarkoni Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 10:56
      A co, na portalach randkowych nikt nie potrafił odpowiedzieć?
      • jarkoni Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 10:57

        "wielu z rozwiedzionych a jeszcze wolnych to różnoprocentowa krzyzówka
        przemocowców/obiboków/mitomanów/nieudaczników/agresorów/psycholi/despotów/dewiantów."
        • jarkoni Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 10:58
          Kochasz portale randkowe?
          • pelagaa Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 11:02
            A moze ustosunkujesz sie do pytania? Jak to jest jak przez zwiazek z
            kochanka rujnuje sie malzenstwo? I jeszcze nie uklada sie zycia z
            owa kochanka?
            Co Cie tak ruszylo w tym tekscie? Siedzisz na portalach randkowych?
            Bo jesli nie, to nie powinno Cie ruszac. A nawet jesli siedzisz, a
            Ciebie to Twoim zdaniem nie dotyczy to tez nie powinno.
            Poza tym sadze, ze swoim zachowaniem potwierdzasz teze o wolnych,
            porozwodowych odpadach genetycznych. Fuj i tyle.
            Osobiscie jestem z odzysku, mam faceta z odzysku i nie uwazam, ani
            jego, ani siebie za odpad. Zeby nie bylo, ze sie na canona, czy jak
            mu tam bylo, kreuje wink
            • jagoda4444 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 11:34
              Mojemu ex udawał się taki związek przez 1,5 roku podczas naszego
              małżeństwa i 1 rok już po ustaniu tegoż małżeństwa. Niestety nex
              została kilkakrotnie pobita i słała rozpaczliwe do mnie listy (NK).
              Uciekła od ex. Ale to tylko mojego eksa przypadek. Ile ludzi tyle
              różnych przypadków.
              • adaria38 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 15:18
                Aaa.. to częsty przypadek, gdy ktoś jawi się ideałem, gdy jest kochankiem, a gdy
                jest już w roli męza to daje dokładnie to samo co dawał byłej żonie... Nader
                często kobietom się wydaje, że "przy niej będzie innym człowiekiem".
            • panda_zielona Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 14:01
              pelagaa napisała:

              > A moze ustosunkujesz sie do pytania? Jak to jest jak przez zwiazek
              z
              > kochanka rujnuje sie malzenstwo? I jeszcze nie uklada sie zycia z
              > owa kochanka?
              Na niewygodne pytania się nie odpowiada wink

              > Osobiscie jestem z odzysku, mam faceta z odzysku i nie uwazam, ani
              > jego, ani siebie za odpad. Zeby nie bylo, ze sie na canona, czy
              jak
              > mu tam bylo, kreuje wink
              A na portalach randkowych też zdarza się spotkać kogoś
              wartościowego,trzeba tylko mieć oczy i uszy
              szeroko otwarte. Nawet na tym forum jest parę osób,którym się
              udało.Potępianie wszystkich korzystajacych z tych portali jest
              obrzydliwe.
              • kicia031 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 15:39
                Potępianie wszystkich korzystajacych z tych portali jest
                > obrzydliwe.

                Potepianie kogokolwiek za sam fakt korzystania z portali randkowych
                jest obrzydliwe. Zwlaszcza ze jest to blogoslawienstwo dla osob
                ktore po rozwodzie opiekuja sie dziecmi i stad nie maja mozliwosci
                prowadzenia bogatego zycia towarzyskiego. Tak sie sklada, ze tymi
                osobami sa glownie kobiety zreszta.

                Niestety, odpad atomowy pozostanie odpadem atomowym niezaleznie od
                lokalizacji.
                pozdrawiam

                od 9 lat w szczesliwym zwiazku z portalu randkowego.
                • kajka2525 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 19:58
                  jeśli mogę wtracic moje skromne zdanie,uważam ,że na czyimś nieszczęściu swojego
                  szczęścia nie zbudujesz...no chyba ,że jesteś tą osobą która potrafi rozstac sie
                  z mężem czy też żoną w sposób po prostu ludzki .Natomiast gdy nie szanuje się
                  przezytych wspólnie lat ,zapomina o swoich potomkach ,gardzi osoba porzucona
                  ,zdradzona i pozostawiona z dnia na dzień samej sobie -to myslę ,że wszystkie te
                  uczucia-nieuczucia kiedyś powrócą do tego kto nas tak szczodrze nimi obdarzył
    • mola1971 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 14:29
      Wg mnie pytanie zostało postawione na niewłaściwym forum.
      Niemniej znam w najbliższym otoczeniu kilka przypadków bardzo
      udanych związków, które zaczęły się od romansów.
      • adela38 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 21:36
        Nam /mi sie udal smile
        Rozwod juz orzeczony po dwoch latach prob ciagania po sadach i odwlekania przez
        owa pania...Nawet moze sie cieszyc, ze wina zostal obarczony on, ktory olal
        rozprawy i wysylal na nie tylko adwokata, by pani sie pienila sama z soba...O
        kase tez niech sie kloci w sadzie, bo nic w prezencie nie dostanie, my zas
        wlasnie jedziemy w tropiki i jestesmy bardzo szczesliwi...Slub planujemy
        jesienia albo na Boze Narodzenie...
        Co do budowania czegos na czyims nieszczesciu, to nieszczesciem i pieklem ponoc
        bylo ich malzenstwo...
        • a.b1 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 21:40
          pamiętaj , to co on robił podczas swojego rozwodu może (nie musi)
          zrobić z Tobą
          podczas rozwodu wychodzi klasa człowieka
          • niutka Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 22:18
            a.b1 napisała:

            > podczas rozwodu wychodzi klasa człowieka

            Ja powiedzialabym, ze raczej brak klasy... To o moim jeszcze (niestety) "mezu".
        • joanna9969 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 21:42
          Gratulacje !! oto właśnie udało ci się uratować biednego misia z nieszczęśliwego
          związku ! . Tamten był be , ten będzie cacy cacy ...
          A tamta pani , no patrz ależ bezczelna , rozwodu nie chciała dać , na drodze
          szczęścia wam stawała , no gdzież takie suki się rodzą , no naprawdę
          • mola1971 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 21:52
            No z tą jednoznaczną oceną to bym się wstrzymała.
            Każdy przypadek jest inny. Nie zawsze żona to biedna pokrzywdzona
            kobieta a kochanka to ta zła.
            To są bardzo delikatne sprawy i każdą należy rozpatrywać
            indywidualnie mając pełen obraz sytuacji. A pełen obraz sytuacji
            mają tylko mąż i żona i to oni powinni między sobą to wyjaśnić i
            załatwić. Choć w takich przypadkach najczęściej o spokój trudno bo
            górę biorą emocje i poczucie krzywdy.
            Choć nie zawsze. Ja tam w dniu rozwodu miałam ochotę wysłać bukiet
            kwiatów kochance mojego męża za to, że (poniekąd) mnie od niego
            uwolniła wink
            • joanna9969 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 21:59
              Tylko ze do mnie jakby zastartował facet żonaty to bym mu powiedziała , jesteś
              nieszczęśliwy , chcesz się rozwieść w porządku , to wróć do mnie z papierkiem
              rozwodowym w reku to pogadamy , ale ja chyba jakaś nie dzisiejsza jestem
              • mola1971 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 22:08
                A ja Ci powiem starą prawdę - nigdy nie mów nigdy... smile
                Jeszcze, że strzały amora bywają ślepe smile
                No i że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia wink

                Nie mówiąc już o tym, że w takich przypadkach żal można mieć TYLKO i
                WYŁĄCZNIE do własnego męża a nie do jego kochanki. To mąż miał wobec
                Ciebie zobowiązania a nie kochanka.
                Mi do głowy nie przyszły by wieszać psy na kochance mojego męża.
                Przecież ja dla niej a ona dla mnie była obcą kobietą.
              • kobieta_na_pasach Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 14:09
                joanna9969 napisała:

                > Tylko ze do mnie jakby zastartował facet żonaty to bym mu
                powiedziała , jesteś
                > nieszczęśliwy , chcesz się rozwieść w porządku , to wróć do mnie z
                papierkiem
                > rozwodowym w reku to pogadamy , ale ja chyba jakaś nie dzisiejsza
                jestem

                masz racje. tez tak zawsze uwazalam.ale taka nauke wynislam z
                domu,matka zawsze mnie ostrzegala przed zonatymi.
                • niutka Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 22:27
                  Hmmm... mnie nikt nie ostrzegal. Sama siebie strzege, bo wiem jak boli zdrada i
                  nigdy nie zrobilabym czegos takiego innej kobiecie (no chyba ze bylej kochance
                  mojego jeszcze meza - wrocila do meza nota bene).
            • nangaparbat3 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 16:51
              Ależ my znamy tę sytuację! adelita 38 ochoczo prezentuje się tu i
              na "macochach",nie kryje swych pogladow,dzieli sie z nami swoim
              świata widzeniem.Jest absolutnie wyjątkowai nie można jej
              zapomniecani pomylić z kim innym.
            • kicia031 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 16:54
              Nie zawsze żona to biedna pokrzywdzona
              > kobieta a kochanka to ta zła.

              Zgadzam sie z pierwsza czescia wypowiedzi. Tym niemniej osoba
              romansujaca z osoba pozostajaca w zwiazku malenskim bedzie dla mnie
              zawsze kurwiszonem, niezaleznie od plci.
              • mola1971 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 17:11
                kicia031 napisała:
                > Tym niemniej osoba
                > romansujaca z osoba pozostajaca w zwiazku malenskim bedzie dla
                mnie
                > zawsze kurwiszonem, niezaleznie od plci.

                Kiciu, Twoje zdanie - Twoja sprawa smile
                Mnie życie nauczyło pokory i tego by nie oceniać ludzi.
              • squaw33 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 28.07.09, 14:38
                ups, co za słowa.

                Ja byłam taką kochanką jednego takiego typa. Jeśli mam być szczera nigdy nie
                czułam się jak kurwiszon. Raczej ogarniała mnie wściekłość na niego i jego ślepą
                żonę. On nigdy nie był jej wierny! Ani przed ślubem, ani potem! Wściekałam się
                na cały świat, że są tacy oszuści i głupcy niezdolni się zaangażować.
                Zawzięłam się i zerwałam z nim. Po niemalże 3 latach. Jestem dumna, że to
                przerwałam i zrobiłam to sama! Nikt mnie nie wspierał w tym!
                Jestem szczęśliwa i wolna.

                Pozdrawiam
          • adela38 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 21:57
            joanna9969 napisała:

            > Gratulacje !! oto właśnie udało ci się uratować biednego misia z nieszczęśliweg
            > o
            > związku ! . Tamten był be , ten będzie cacy cacy ...
            > A tamta pani , no patrz ależ bezczelna , rozwodu nie chciała dać , na drodze
            > szczęścia wam stawała , no gdzież takie suki się rodzą , no naprawdę

            Rozwod chciala dac, ale za kase...Wiec sie przeliczyla i wykosztowala na
            najdrozsza adwokatke...Chciala sie klocic i opluwac, to mu poradzilam, by olal
            sprawe i wyslal samego adwokata... I to bylo dobre rozwiazanie...
            • kobieta_na_pasach Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 14:10
              adela38 napisała:

              > Rozwod chciala dac, ale za kase...Wiec sie przeliczyla i
              wykosztowala na
              > najdrozsza adwokatke...Chciala sie klocic i opluwac, to mu
              poradzilam, by olal
              > sprawe i wyslal samego adwokata... I to bylo dobre rozwiazanie...


              ha ha! Ciekawe czy bedzie cie tak we wszystkim sluchal. Napisz za
              kilka lat, jak wam leci.
          • kobieta_na_pasach Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 14:07
            joanna9969 napisała:

            > Gratulacje !! oto właśnie udało ci się uratować biednego misia z
            nieszczęśliweg
            > o
            > związku ! . Tamten był be , ten będzie cacy cacy ...
            > A tamta pani , no patrz ależ bezczelna , rozwodu nie chciała dać ,
            na drodze
            > szczęścia wam stawała , no gdzież takie suki się rodzą , no
            naprawdę

            ciekawe,czy sama by mu dala tak latwo ograbic sie z majatku hi hi.
            wszystko jeszcze przed nia.
        • adaria38 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 15:11
          a ile lat razem już jesteście?
        • nangaparbat3 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 16:47
          adela38 napisała:
          > Co do budowania czegos na czyims nieszczesciu, to nieszczesciem i
          pieklem ponoc
          > bylo ich malzenstwo...
          Widać niektorym los każe z piekiel zstąpić do Tartaru.
      • sauber1 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 20.07.09, 22:14
        Jeszcze nie potrafię na w tak zadany sposób pytanie jednoznacznie odpowiedzieć,
        być może jak dla mnie za proste, ale może tak - Kto się szanuje ten się ceni ...
      • adaria38 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 15:02
        Ja wprost przeciwnie, nie mam takich przykładów wokoło.Częściej te
        potwierdzajace tezę, że kochanka "okołorozwodowa" jest etapem
        przejsciowym(któreś rezygnuje gdy zmienią się warunki, czyli dotychczasowy
        zajęty staje się wolny i dostępny). A z dłuższych związków trwających jeszcze
        po rozwodzie- w jednym przypadku doszło do małżeństwa które po kilku latach sie
        rozpadło, w drugim, była kochanka a obecnie partnerka ma to samo co miała była
        żona w małżeństwie czyli częste zdrady, lecz pogodziła się z tym poczucie
        szczęścia lokując w kolejnych wspolnych dzieciach.
        Lecz moja "próbka" za mała więc pytam o doświadczenia innych.
        • mola1971 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 15:17
          Adaria, tu nie ma co analizować na podstawie doświadczeń innych
          ludzi. Nawet badania niewiele by nam powiedziały bo to byłaby tylko
          statystyka. A jak wiadomo jest małe kłamstwo, duże kłamstwo i
          statystyka smile
          Każdy przypadek jest inny bo dotyczy dwojga zupełnie innych ludzi.
          Co do tego czy gdy już się tak zdarzy, że do małżeństwa 'wkradnie'
          się osoba trzecia to już kiedyś wypowiadałam się na podobny temat na
          innym forum:
          forum.gazeta.pl/forum/w,29963,96457031,96519458,Re_zminimalizowac_ilosc_cierpiacych_ludzi.html
          • adaria38 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 15:35
            Wiesz, mam taką znajomą od ... 5 lat w romansie. Niby "miłość życia". Kobieta
            jest już po rozwodzie a mężczyzna... dla niego "to bardzo trudne bo swoje dzieci
            kocha i jeszcze boi się czy jej dzieci go zaakceptują i czy finansowo sobie
            poradzi z nimi bo zona go na rozwodzie oskubie itd itp więc z kontaktów nie
            rezygnujmy ale ostudźmy trochę relacje"... Mówię dziewczynie , że jakby kochał
            i mu zależało to by sprawy minimum 2 lata po poznaniu uporzadkował. Ale ona go
            "rozumie" i trwa przy nim. Mówię, zobacz jaki syf, żonę roluje zdradzając od
            tylu lat, ale nie, bo on "jest dobry i wrażliwy i dlatego się przejmuje, a w
            domu wszystko robi remont żonie zrobił, a żona mu zabroni widzeń z dziećmi jesli
            będzie chciał rozwodu".. Niech sobie robią co chcą. Jest też szansa, że żona
            się wreszcie wqu... i go rozwiedzie.
            Ale zastanawiam się czy po prawie 5 latach trwania w ukrywanym romansie jest
            jakikolwiek cień szansy na to żeby jej wymarzony związek z nim miał przyszłość.
            Dla mnie to karmienie się złudzeniami. Ale może się mylę.
            • mola1971 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 16:01
              No taki układ jak opisałaś to mi też wygląda na karmienie się
              złudzeniami.
              I istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że żona Pana w końcu się
              wqu... i pogna misia smile ale najpierw go porządnie oskubie wink
              Ale masz rację, że wtedy wcale nie jest oczywiste, że ta Twoja
              znajoma jeszcze go będzie chciała smile
              Ale nie przetłumaczysz jej. Nawet nie próbuj. Ona sama musi do
              pewnych rzeczy dojść.
        • adela38 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 18:08
          Ludzie sa rozni i rozne sa tez przypadki.Wazne by wiedziec czego sie chce, byc
          konsekwentna i widziec rzeczywistosc.
          Ja tam nie wierze w jedyna wine jednej strony przy rozwodzie.Co najwyzej wina
          jest mniejsza niz wieksza, ale zawsze obustronna.Nawet zona alkoholika jest po
          czesci winna rozwodu, bo sama sie z takim gosciem zwiazala i nie odeszla na czas.
          Smiesza mnie te gadki o slubowaniu i obowiazku bycia z kims do smierci.
          To piekne jest jak jest taka chec, ale jak jej nie ma to jest to marnowanie
          sobie zycia.Ludzie popelniaja bledy.Czasem wiaza sie z kims z kim nie powinni
          sie wiazac.Rozwod jest sposobem na poprawe bledu.Sa faceci zdradzajacy bo tak
          lubia i sa faceci odchodzacy z nieszczesliwego zwiazku do kogos bliskiego, kogo
          los postawil im na drodze.Gdyby byli szczesliwi w zwiazku nie
          odchodziliby.Odejscie do innej wymaga odwagi i determinacji.Latwiejsze jest
          wtedy, gdy poprzedniej partnerki sie nie kocha.Dzieci...szybko dorastaja i
          odchodza zyc swoim zyciem. Baby wczepione w swoje dzieci i zyjace ich zyciem a
          pomstujace na exow, ktorzy od nich odeszli sa zalosne.Czesc facetow widzac
          dziecko i uczepiona do niego babe widzi przede wszystkim, ze to dziecko jest nie
          tyle jego a wiecej tej baby.Ze jest jak ta baba, o niej przypomina i z nia sie
          kojarzy.A jesli te skojarzenia nie sa mile, to co mu sie dziwic, ze np placi,
          ale nie utrzymuje zbytnio kontaktow...
          Nowy zwiazek to szansa na szczescie.Teraz juz wiemy , ze o milosc trzeba
          troskliwie dbac by zakwitla i nie zwiedla, umiemy tez lepiej docenic wspolne
          piekne chwile...zycie jest takie jakie sami sobie budujemy.
          • joanna9969 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 18:50
            > Smiesza mnie te gadki o slubowaniu i obowiazku bycia z kims do >smierci.

            To po co ci ten ślub na Boże Narodzenie ? W sensie ze taka szopka dla przyjaciół
            i znajomych ?. Bo to przecież nic nie znaczy i jest śmieszne .
          • woman-in-blue Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 20:59
            adela38 napisała:

            Baby wczepione w swoje dzieci i zyjace ich zyciem a
            > pomstujace na exow, ktorzy od nich odeszli sa zalosne.Czesc
            facetow widzac
            > dziecko i uczepiona do niego babe widzi przede wszystkim, ze to
            dziecko jest ni
            > e
            > tyle jego a wiecej tej baby.Ze jest jak ta baba, o niej przypomina
            i z nia sie
            > kojarzy.A jesli te skojarzenia nie sa mile, to co mu sie dziwic,
            ze np placi,
            > ale nie utrzymuje zbytnio kontaktow...

            Ojejku, az zaniemowilam..to szczesliwa przyszla malzonka tak jadem
            pluje??? Toz chyba ta "baba" straszna krzywde ci uczynila!!
            I co to znaczy ze uczepiona do dziecka? Moze jest po prostu dobra,
            kochajaca matka? A facet co jest tak "wrazliwy" ze az nie chce
            kontaktow z wlasnym dzieckiem bo mu sie zle kojarzy... sorry, to
            jest dopiero zalosne! Poza tym ciekawa jestem jak on z ta potworna
            baba poczal potomstwo, zgwalcila go czy co???
          • zuza145 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 23:08
            adela38 napisała:

            > Ludzie sa rozni i rozne sa tez przypadki.


            Ano- ale to schematyczna wypowiedź jest.


            Wazne by wiedziec czego sie chce, byc
            > konsekwentna i widziec rzeczywistosc.

            A owszem- jestem konsekwentna, wiem czego chcę i dokładnie widzę
            rzeczywistośc- tylko- czemu służy ta część wypowiedzi- kolejny
            ogólnik.



            > Ja tam nie wierze w jedyna wine jednej strony przy rozwodzie.

            Twoim prawem jest mieć swoje zdanie- ja wierzę- bo uważam że jestem
            dowodem- żywym, aczkolwiek olewającym kwestię winy- bo szkoda mojego
            czasu- kieruję energię na inne aspekty swojego samodzielnego życia.


            Co najwyzej wina
            > jest mniejsza niz wieksza, ale zawsze obustronna.

            Jak wyżej.



            Nawet zona alkoholika jest po
            > czesci winna rozwodu, bo sama sie z takim gosciem zwiazala i nie
            odeszla na cza
            > s.


            Dwie kwestie- mogła się związać jak nie był akoholikiem- a z
            odejściem na czas- hm- spytam- a wyznaczył ktoś kiedyś granicę-
            pojęcia " odejścia na czas od alkoholika?"
            Bo tego to nie słyszałam, ale jako zwykły szary człowiek nie wiem
            wszystkiego- ty wiesz?
            To napisz- z chęcią poczytam.

            Jeśli gdybasz- to nie gdybaj- szkoda energii- to jest tendencyjne -
            jesli nie jest poparte dowodem- wywodem?



            > Smiesza mnie te gadki o slubowaniu i obowiazku bycia z kims do
            smierci.

            Jest masa ludzi którzy w to wierzą- ja mam inne podejście- co nie
            oznacza że należy wyśmiewać kwestię cudzej wiary- ich prawo- ja cię
            nie wysmiewam- tylko polemizuję.
            Mam jednak wrażenie że naginasz populistyczne ..... do swojej
            prywatnej sytuacji?
            Czy dobrze odbieram?
            Jeśli nie- to trudno- mam prawo do błędu- czyż nie?





            > To piekne jest jak jest taka chec, ale jak jej nie ma to jest to
            marnowanie
            > sobie zycia.


            No znowu- stereotypowa wypowiedź- piękne jest- owszem- ale idąc
            takim tokiem rozumowaia wszystko można teoretycznie podważyć- więc
            pytam- na cholerę takie pytanie- o chęci- toż związek z konkubentem
            też jest na chęci jakiejś tam oparty?




            Ludzie popelniaja bledy.

            I cóżź z tego?
            Czy to miało być tłumaczenie?
            To spytam- a dlaczego ludziom należą się specjalne warunki oceny- ze
            względu na prawo do błędów?
            Retyyyyyy!- toż przecież nie jestem małpa- mam rozum i zdolnośc
            analizy i wyboru- czy moje błędy mają być usprawiedliwiane- tylko
            tym że mam prawo?
            A gdzie się podziała odpowiedzialność?
            No pięknie- znaczy się - jak mam dzieci odpowiedzialności uczyć
            skoro wszystko można prawem do błędów usprawiedliwić tak prosto?
            Nie rozumiem- ale zgodnie z teorią- nie muszę.
            Bo mam prawo.




            Czasem wiaza sie z kims z kim nie powinni
            > sie wiazac.

            Owszem- ale to nie ma chyba związku z dyskusją- to jest próba
            przesunięcia lub rozmydlenia tematu dyskusji.



            Rozwod jest sposobem na poprawe bledu.

            Bywa że rozwód jest sposobem ucieczki z miejsca zbrodni- i co na to
            powiesz?
            Bywa i tak i siak.



            Sa faceci zdradzajacy bo tak
            > lubia

            Owszem- kobiety też



            i sa faceci odchodzacy z nieszczesliwego zwiazku do kogos bliskiego,
            kogo
            > los postawil im na drodze.

            Owszem- kobiety też.




            Gdyby byli szczesliwi w zwiazku nie
            > odchodziliby.

            Jest jeszcze kwestia inna- potrzeba zmiany- z powodu że trawa po
            drugiej stronie płotu była inaczej zielona.
            Nie wszystko daje się usprawiedliwić cudzą winą i generalnie uważam
            że należy brać na swoje barki konsekwencje swoich decyzji a nie
            rozkładać ich ciężar na cudze- znajdujące się pod " ręką".
            Ty tak starasz się zrobić- pytanie- czemu?




            Odejscie do innej wymaga odwagi i determinacji.

            Czasami- bywa to akt tchórzostwa i dowód ucieczki.
            Bywa też dowodem braku odpowiedzialności oraz faktem umożliwiającym
            ocenę osoby podejmującej taką decyzję jako- oszołomionej.
            Bywa.




            Latwiejsze jest
            > wtedy, gdy poprzedniej partnerki sie nie kocha.


            A jaki to ma związek- kiedyś się kochało i nagle buuuuuuuum- się nie
            kocha- to zwiewka?
            To spytam o jedno tylko- to moim zdaniem najważniejsze- co
            było "pomiędzy"?
            To pomiędzy jest kluczem- tak uważam.
            I to pomiędzy właśnie mam za złe swojemu mężowi.
            Bo że bywa że "słabość napadnie" to już wiem- tylko to "pomiędzy
            jest przykre".
            Ale co mi tam- muszę oswoić "pomiędzy".



            Dzieci...szybko dorastaja i
            > odchodza zyc swoim zyciem.

            Normalne to jest i wszyscy mądrzy rodzice to wiedzą.




            Baby wczepione w swoje dzieci i zyjace ich zyciem a
            > pomstujace na exow, ktorzy od nich odeszli sa zalosne.

            Nie jestem wczepiona- wręcz odwrotnie- popycham ku samodzielności-
            również ze względów organizacyjnych- bo mam tylko dwie ręce. i
            samodzielnie opiekę sprawuję.


            Nie pomstuję, uważam się za fajną kobietę- daleko mi do żałosna- tak
            uważam.
            A życie to mam swoje a dzieci swoje i tylko jedno określę- mamy
            punkty styczne- bo ja- matka- a oni- dzieci.




            Czesc facetow widzac
            > dziecko i uczepiona do niego babe widzi przede wszystkim, ze to
            dziecko jest ni
            > e
            > tyle jego a wiecej tej baby.


            Być może bywa- więcej prawdopodobne że oceniasz na podstawie
            własnych doświadczeń.
            Twój facet doświadczył czegoś takiego- w sensie że tak przedstawił?
            Reasumując w tym punkcie napiszę tak- nie uważam za stosowne winić
            matki że żyją życiem swoich dzieci- takie istnieją co nie dowodzi że
            to ich wina- być może środowiska, emocji i przekonać- znam takie,
            nie popieram ale daleko mi od krytyki.
            ( patologię wyłączymy z ocen).Nie potrafią inaczej i generalnie to
            sobie krzywdę robią- a pytanie jest następujące- co zrobili ci
            opisywanie przez ciebie panowie aby zmienić podejście tych
            wczepionych matek- podejście dożycia?
            Czy starali się poprawić relacje i związek- matka wczepiona a
            dziecko osaczone?
            Nieeee- chyba było sio- bo wczepiona.
            No- to jak było- czy uważasz że starczy zobaczyć i nabrać
            obrzydzenia czy należało coś podziałać w tym temacie?
            I czy podziałali?





            Ze jest jak ta baba, o niej przypomina i z nia sie
            > kojarzy.A jesli te skojarzenia nie sa mile, to co mu sie dziwic,
            ze np placi,


            Płaci się na dzieci a nie na skojarzenia- delikatnie przypominam.


            zero związku z koniecznością alimentacji.





            > ale nie utrzymuje zbytnio kontaktow...

            To dupa ojciec- za wyjątkiem kiedy matka używa dzieci jako karty
            przetargowej-" zapłać to zobaczysz"- wtedy baba dno!!!!!!!!!!!!!!!!
            Wygodnicki?
            Poszelć się chiało i łaskawie przyjdzie- kiedy będzie miał okienko
            czasowe?
            Do przemyślenia.






            > Nowy zwiazek to szansa na szczescie.



            No oczywiście- pięknie dopasowana teoria- szansa na szczęście-
            jakżesz pojemna ta teoria- i prawda i fałsz się zmieści.



            Teraz juz wiemy , ze o milosc trzeba
            > troskliwie dbac by zakwitla i nie zwiedla,

            No wiemy- Moja Droga- wiedzieliśmy- niektórzy jeszcze przed ślubem
            wiedzieli i bez potrzeby związania się z odzyskiem.



            umiemy tez lepiej docenic wspolne
            > piekne chwile...

            Eeeeeeeeeeeeeeeeeeetam- ja cenię sobie - pomimo. Nie potrzebowałam
            żadnych ekstremalnych sytuacji- więc nie widzę związku poza
            początkową teorią- dopasowujesz- ewidentnie.
            To nie krytyka- to mój odbiór.







            zycie jest takie jakie sami sobie budujemy.

            Tu się całkowicie zgadzam.
            Pozdrawiam
            To pisałam ja- zuza145- z rogami jak stąd do Krakowa ( przynajmniej).


          • jirka-buczyna Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 22.07.09, 11:01
            adela38 napisała:
            > Ja tam nie wierze w jedyna wine jednej strony przy rozwodzie.Co najwyzej wina
            > jest mniejsza niz wieksza, ale zawsze obustronna.

            A może być też tylko taka, że się pozwoliło na to co było.


            > Odejscie do innej wymaga odwagi i determinacji.

            Nawet jak się ma kochankę, która tylko na to czeka?


            > Czesc facetow widzac dziecko i uczepiona do niego babe widzi przede wszystkim,
            ze to dziecko jest nie
            > tyle jego a wiecej tej baby.Ze jest jak ta baba, o niej przypomina i z nia sie
            kojarzy

            Ja to nazywam skrajną nieodpowiedzialnością. Bo niby co dzieci są winne? Mocno
            bym się zastanawiała, czy być z takim facetem. Przecież historia może się powtórzyć!

            >zycie jest takie jakie sami sobie budujemy.

            Nic dodać, nic ująć. I jak w przyszłości coś się nie uda, to przecież wiedziałaś
            z kim się wiążesz: z facetem, który nie może patrzeć na swoje dzieci, bo mu
            przypominają żonę. Bez komentarza...
          • zmeczona100 Adela 22.07.09, 11:24
            adela38 napisała:



            > Smiesza mnie te gadki o slubowaniu i obowiazku bycia z kims do
            smierci.
            > To piekne jest jak jest taka chec, ale jak jej nie ma to jest to
            marnowanie
            > sobie zycia.

            Adelo, w jaki sposób nie popełnić błędu, aby nie wiązać się z osobą,
            która takich chęci nie ma? Tzn. w jaki sposób sprawdzić, czy
            deklaracja zostania z osobą do śmierci, nie ma przełożenia na
            rzeczywiste chęci?

            Ja widzę rozwiązanie takie- nosić koszulki z napisem "Smiesza mnie te
            gadki o slubowaniu i obowiazku bycia z kims do smierci" i jeśli coś
            zaczyna się dziać między dwojgiem ludzi, to od razu mówić, jaka jest
            postawa. Co Ty na to?



            Ludzie popelniaja bledy.Czasem wiaza sie z kims z kim nie powinni
            > sie wiazac.Rozwod jest sposobem na poprawe bledu.

            Rozwód jest ucieczką przed konsekwencjami, wynikającymi z popełnienia
            błędu, a nie sposobem na poprawę.

            sa faceci odchodzacy z nieszczesliwego zwiazku do kogos bliskiego,
            kogo
            > los postawil im na drodze.Gdyby byli szczesliwi w zwiazku nie
            > odchodziliby.

            Jeśli jest ktoś nieszczęsliwy w związku, to stara się dojść do tego,
            co się stało i popracować nad związkiem. Dopiero jak to nie da
            efektu, to ze związku się odchodzi. Jeśli odchodzisz, bo kogoś
            spotykasz na swej drodze, kogoś, z kim (rzekomo) będzie Ci lepiej, to
            powodem rozpadu związku jest ta spotkana osoba, a nie
            "nieszczęśliwość". To, że ktoś tkwił w takim nieszczęsliwym związku i
            nic z tym nie robił, to jego błąd.

            Baby wczepione w swoje dzieci i zyjace ich zyciem a
            > pomstujace na exow, ktorzy od nich odeszli sa zalosne.

            Żałosny jest brak odpowiedzialności u tych exów...


            > Nowy zwiazek to szansa na szczescie.Teraz juz wiemy , ze o milosc
            trzeba
            > troskliwie dbac by zakwitla i nie zwiedla, umiemy tez lepiej
            docenic wspolne
            > piekne chwile...zycie jest takie jakie sami sobie budujemy.

            O szczęście trzeba dbać cały czas, a to wymaga wysiłku... Na ten
            wysiłek nie są gotowi wszyscy, tylko jednak nieliczni. Po jakimś
            czasie wraca więc stare- znowu nieszczęśnik w związku, i znowu
            ucieczka, bo się popsuło. No samo się popsuło- i tyle!

            • adela38 Re: Adela 22.07.09, 17:32
              Jestesmy na forum o rozwodach i...ciagu dalszym.
              Rozwod jest skutkiem- efektem bledow i zaniedban, najczesciej juz
              nieodwracalnych. Jakoniec pewnego etapu w zyciu i poczatek nowego.k nie popelnic
              bledu? - uwazac na fakty a nie tylko wpatrywac sie we wlasne pobozne zyczenia.
              Ale nawet bedac uwazna i czujna mozna popelnic blad.Rozwod to nie tragedia.To
              • joanna9969 Re: Adela 22.07.09, 19:24
                >Rozwod to nie tragedia

                no dla kochanki świeżo wyzwolonego misia na pewno nie , uważaj jednak żeby ci
                się to szczęście brzydko nie odbiło za parę lat , bo jak pan raz wymienił żonę
                na nowa to za drugim razem tez się nie zawaha a nawet będzie mu łatwiej
                • adela38 Re: Adela 22.07.09, 20:04
                  Ja tez kiedys sie rozwiodlam.Wiem co to jest. "kochanka" jestem w cudzyslowie,
                  bo jak sie poznalismy to on z zona nie mieszkal. Ale nie zmienia to faktu, ze on
                  rozwod uzyskal niedawno.I napewno wiem, ze dla niego tragedia bylo jego
                  poprzednie malzenstwo.
                  • dsz27 Jest takie powiedzenie 22.07.09, 20:32
                    że na czyimś nieszczęściu swojego szczęścia się nie zbuduje...Jeśli
                    kochanka/kochanek jest bezpośrednią przyczyną rozpadu małżeństwa czysto
                    teoretycznie związek taki jest skazany na porażkę. Chociaż osobiście znam kilka
                    takich przypadków, które przeczą tej mądrej teorii.
                    Mam nadzieję, że nigdy nie zakocham się w żonatym faceciewink
                    • ani.chybi Re: Jest takie powiedzenie 23.07.09, 16:16
                      dsz27 napisała:

                      > Mam nadzieję, że nigdy nie zakocham się w żonatym faceciewink
                      Spokojnie, z samego zakochania jeszcze nic nie wynika.
        • joanna9969 Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 21.07.09, 18:53
          Rozmawiałam kiedyś z takim panem który ma kochanki , anonimowo wiec szczerze , i
          on sam przyznał się ze nie jest materiałem na partnera bo nawet jeśli zakończy
          kolejny romans nie może nigdy zagwarantować ze nie zacznie następnego , nie
          związał by się również z żadna ze swoich kochanek , a romanse ma tylko z
          mężatkami, bo skoro zdradzają męża to nie nadają się na partnerki życiowe bo
          .... zdradzają . Taka jest właśnie pokręcona męska logika.
          • marlena_mill Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 31.07.09, 12:43
            także spotkałam się z takż wypowiedzią ze strony kolegi, który ani
            myśli zrezygnować z żony, chociaż ona go już nie chce.
            Facet twierdzi, że do takiej pani kochanki nie miałby zaufania i
            nie mógłby z nią być, bo to bez sensu, zdradzała męża to jaką ma
            pewność, że i jego nie będzie zdradzała ???
            Niby logiczne ale jakie wyrachowane i wygodne !
    • kobieta_na_pasach czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 14:00
      i slusznie, bo ja sie czulam trzy lata,jak sluzaca.
      • adaria38 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 15:10
        Czy gdzieś napisałam, że o sobie twierdzę?

        Ps.
        Kobieto, tak na marginesie to niewiele lepiej się poczujesz cieszeniem się z
        nieszczęść jakie kochankę Twojego męża mogą spotkać/i próbami zrzucenia emocji
        na potencjalne "jejpodobne". Zatruwasz się, a po co. Jeśli facet Ci nie
        odpowiada i nic dobrego do Twojego życia nie wnosi to skończ to, trzymanie się
        na siłę "truciciela" i taplanie w truciu nic dobrego nie daje na przyszłość.
        Życie to wybór. Przecież nie musiałaś tą służącą mu być, ale mogłaś w tym samym
        czasie zdefraudować męzowską kasę i pojechac sobie na Hawaje.
        • jarkoni Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 19:21
          Napiszę jedno:
          ""wielu z rozwiedzionych a jeszcze wolnych to różnoprocentowa krzyzówka
          przemocowców/obiboków/mitomanów/nieudaczników/agresorów/psycholi/despotów/dewiantów."

          A teraz napiszę drugie:
          Przepraszam za tę wojenkę, ale jakby sama ją rozpętałaś..
          Uznasz, że Twoje słowa były nieuczciwe?
          No być może wśród bywalców portali randkowych dałoby się takich znaleźć.
          Ja oficjalnie przepraszam za to co napisałem..
          • zabelina Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 21:09
            Jarkoni... Ty zdaje się nie zauważasz początkowego słowa "wielu"...
            Przyglądając się dyskusji z boku, nie rozumiem dlaczego te słowa bierzesz do
            siebie, bo chyba nie zamierzasz negować samego istnienia takowych osobników
            wśród mężczyzn po rozwodzie? Osobiście znałam taki jeden egzemplarz, choć nie
            był to mój eks na szczęściesmile
          • mola1971 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 21:18
            Jarkoni, gdybym była Adarią to takich przeprosin bym nie przyjęła smile
            Teraz mała lekcja języka kobiecego (czy może raczej kobiecej logiki):

            > Przepraszam za tę wojenkę, ale jakby sama ją rozpętałaś..
            Słowo 'ale' po przeprosinach dla kobiety znaczy, że wcale nie przepraszasz.

            > Uznasz, że Twoje słowa były nieuczciwe?
            Co to znaczy 'nieuczciwe słowa'? Kobieca logika tego nie rozumie. Nieuczciwy (czy niesprawiedliwy) może być zarzut a nie słowa. Słowa to słowa. A poza tym 'uznasz' (czy w ogóle tryb rozkazujący) w prośbie czy przeprosinach to manipulacja.

            > No być może wśród bywalców portali randkowych dałoby się takich znaleźć.
            > Ja oficjalnie przepraszam za to co napisałem..
            To jest OK smile I to by wystarczyło by naprawdę szczerze przeprosić kobietę.
            • jarkoni Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 21:41
              Ot kobieca logika...
              • mola1971 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 21:50
                No właśnie, kobieca logika smile
                I wielu mężczyzn z powodu nieznajomości tejże polega na 'placu boju'...
                A Wy, Panowie macie tu na tym forum darmową lekcję kobiecej logiki, więc nic tylko czerpać pełnymi garściami smile
                • adaria38 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 22:35
                  że co proszę? jakąś krecią robotę mi tu robisz.
                  • mola1971 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 22:48
                    Adario, kreciej roboty ani Tobie ani żadnej innej kobiecie nigdy nie robiłam,
                    nie robię i robić nie zamierzam.
                    Mam może czasem większy od innych dystans do rzeczy, ludzi, zjawisk...
                    A mam dystans bo mnie tego nauczyło życie. A konkretnie bardzo poważne problemy
                    ze zdrowiem, które człowieka zmuszają do tego by nadać tym
                    rzeczom/ludziom/zjawiskom właściwe proporcje.
                    • adaria38 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 22:57
                      napisałaś
                      "Słowo 'ale' po przeprosinach dla kobiety znaczy, że wcale nie przepraszasz."

                      wyrzuciłabym z tego zdania "dla kobiety" i się zgadza,
                      zresztą niedawno stwierdził tak facet tongue_out żeby nie było...wink


                      zdrówka życzę.
                      • mola1971 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 23:06
                        Adario, ja jestem kobietą, rozumiem wyłącznie kobiecą logikę, więc taką jestem w
                        stanie komuś 'przetłumaczyć' smile
                        Męskiej logiki dopiero się uczę wink więc nie odważyłabym się podjąć tłumaczenia
                        z języka, którego nie znam smile Zwłaszcza w tak delikatnej materii smile
            • kobieta_na_pasach Re: czujesz sie jak trampolina? 23.07.09, 10:35
              mola1971 napisała:

              > Jarkoni, gdybym była Adarią to takich przeprosin bym nie
              przyjęła smile
              to dziekuj Bogu,ze nie jestes.
              >
              >wink>
          • adaria38 Re: czujesz sie jak trampolina? 21.07.09, 22:34
            Jarkoni, ja już się wypowiedziałam na ten temat
            forum.gazeta.pl/forum/w,24087,98045412,98047207,Re_wystarczajao_wyjasniajacy_komentarz.html


            Nie trzeba bywać na portalach randkowych by takich spotkać(choć tam oni tkwią
            chyba w największym skupieniu), na forach też bywają, tak samo jak w życiu, co
            widac w historiach związków wielu osób tu się wypowiadających.

            Ja wojenki nie rozpętałam. Nie boję się polemiki ale to co zrobiłeś polemika nie
            było. Masz ze sobą jakis problem (egocentryzm nie pozwalający na dystans) i
            próbujesz teraz winę za swój poniżej krytyki atak przerzucic na mnie. Właściwie
            zachowałeś się właśnie jak taki internetowy zaburzony randkowicz - gdy go
            chwalisz,potakujesz i jesteś milutka, jest sympatyczny w obejściu, ale nie daj
            boże powiedzieć jakieś krytykujące jego zachowanie zdanie albo mieć na coś inny
            pogląd... z miejsca dostajesz na maila wiązankę wulgarnych epitetów o grubych
            starych babskich dupach, celulicie itd, albo przez wiele dni agresywnym
            słowotokiem usiłuje cię zmusić byś koniecznie uznała jego racje, bo to jego
            racja jest racją, ty nie możesz mieć własnego innego zdania. W necie możesz
            takiego zablokować jednym kliknięciem myszki, gorzej w życiu(choć często twarzą
            w twarz stają się nagle malutcy), najgorzej pod jednym dachem gdy w porę nie
            rozeznasz problemu.
            Twoja reakcja świadczy o Tobie a nie o mnie więc nie jesteś w stanie mnie
            obrazić jakimiś epitetami bo mnie zwyczajnie nie dotyczą więc i dotknąc nie są w
            stanie. Rozumiem, ze potrzebujesz dla siebie przeprosić/wizerunek/. Przeprosiny
            bardziej należą się wszystkim na forum. Mnie osobiście nie interesuje
            "współudział" w płaceniu za Twoje aktualne fobie, życzę Ci żebyś się z nimi
            uporał, zwyczajnie dla własnego dobra. Ale sorry, musisz uporać się z nimi sam.
            • kobieta_na_pasach Re: czujesz sie jak trampolina? 23.07.09, 10:33
              masz fatalna ceche - z gory oceniasz ludzi,na podstawie jednego ,
              dwoch postow.taki psycholog-amator z ciebie. mysle,ze zycie
              zweryfikuje twoje zachowanie. jak na razie masz duzo teorii - malo
              praktyki, no i zero empatii.
              • adaria38 Re: czujesz sie jak trampolina? 23.07.09, 15:25
                Tylko tyle zauważyłaś? Cienko. A jak tam Twoje sprawy rozwodowe?
            • jarkoni Re: czujesz sie jak trampolina? 30.07.09, 17:47
              Adario, możemy się spierać czy określenia: "przemocowiec, obibok, mitoman,
              nieudacznik, agresor, psychol, despota i dewiant"
              zrównoważy moją grubą d.. i cellulit.
              Ciągle wygrywasz w obelgach.
              I jeszcze uznajesz, że żadnej wojenki nie wywołałaś.
              Może masz ze sobą jakiś problem?
              Ten stek inwektyw na temat mężczyzn rozwiedzionych świadczy o Twoim braku
              dystansu, nie o moim.
              Proponuję powołać niezależnych ekspertów.
              I zaręczam Ci, że moje "epitety" nie były aż tak wulgarne jak Twoje i w
              nieporównywalnie mniejszej ilości.
              Rozumiem, że ktoś Cię skrzywdził, ale nie przenoś całej swojej nienawiści na
              wszystkich mężczyzn po rozwodzie.
              Zrozumiałaś mnie trochę?
              Po Twoim poście już nie chce mi się przepraszać..
              Jesteś skrzywdzoną kobietą noszącą uraz do płci męskiej, szczególnie do tych po
              rozwodzie. Musisz koniecznie coś z tym zrobić..
              Poza portalami randkowymi polecam Fotkę, Naszą Klasę, Sympatię, i czaty, duuużo
              czatów.
              Może pomoże..
              • jarkoni Re: adaria38 30.07.09, 17:51

        • kobieta_na_pasach Re: czujesz sie jak trampolina? 23.07.09, 10:27
          moze ty lubisz glupie zachowania,ale ja nie. ja dzialam TAKTYCZNIE.
          kase mezowska odkladalam,zeby pojechac na Hawaje z kochankiem ha ha!
          • adaria38 Re: czujesz sie jak trampolina? 23.07.09, 15:21
            Znaczy się kochanek będzie niezabogaty i sponsoring od męza potrzebny? surprised
    • mariola.maria Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 23.07.09, 20:31
      Tak, już 11 lat trwa nasze drugie małżeństwo.
      • kobieta_na_pasach Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 28.07.09, 20:45
        mariola.maria napisała:

        > Tak, już 11 lat trwa nasze drugie małżeństwo.

        juz czy raczej zaledwie? a poprzedni zwiazek meza ile trwal?
        • mariola.maria Re: Czy komuś się udał związek z kochanką/kochank 28.07.09, 22:04
          męża: 8 lat, mój podobnie

          zaledwie 11 lat....smile
          Znam wiele związków dla których to była nieosiągalna liczba, a wcale to nie były "drugie związki"
          Życzę nam tyle zdrowia, żeby móc napisać: "aż 50 lat razem" co jest całkiem prawdopodobne smile
          • zuzik78 nam się udał 29.07.09, 07:56

            jesteśmy 8 lat razem z czego 5 lat małżeństwem, mamy dwójkę wspaniałych synków,
            mój mąż jest po rozwodzie 6 lat.

            Dopóki exia sama latała na randki z innymi nie miał żadnych wyrzutów ale kiedy
            amanci się skończyli, zaczęła mu uprzykrzać życia-efektem był rozwód.

            Ona nadal jest sama, nadal uprzykrza życie i nadal twierdzi, ze jest tą biedną i
            poszkodowaną......

            teraz dzieci z pierwszego związku są u nas przez całe wakacje...... ona dostaje
            3000 miesięcznie za nic....podobnoż poleciała na urlop... biedactwo!!
            • zolta_iwulka Re: nam się udał 29.07.09, 10:25
              Gratulacje! A ...co robisz na forum o rozwodzie?
              • zuzik78 Re: nam się udał 30.07.09, 08:39
                wspieram się waszymi radami na różne tematy, głównie chodzi o alimenty i podział
                majątku bo mój mąż jakoś nie ma do tego głowy (a raczej ma dosyć wszystkiego co
                związane z ex)
                • zolta_iwulka Re: nam się udał 30.07.09, 19:57
                  Rozumiem, jesteście 5 lat małżeństwem i teraz dopiero mąż robi
                  podział majątku z ex? Po pięciu latach?
            • nangaparbat3 Re: nam się udał 30.07.09, 22:36
              Podobno szczęsliwi są dobrzy i wyrozumiali- ja tam nie wiem...
            • anbale Re: nam się udał 30.07.09, 22:58
              faktycznie, to naprawdę bulwersujące, ze porzucona żona dostaje alimenty, a na
              dodatek wyjechała na urlop...i jeszcze śmie mieć żal do losu, że małżeństwo jej
              się rozpadło...naprawdę, ludziom się w głowie przewraca...uncertain
              • jumanji_7 Re: nam się udał 31.07.09, 00:37
                anbale napisała:

                > faktycznie, to naprawdę bulwersujące, ze porzucona żona dostaje alimenty, a na
                > dodatek wyjechała na urlop...i jeszcze śmie mieć żal do losu, że małżeństwo jej
                > się rozpadło...naprawdę, ludziom się w głowie przewraca...uncertain

                Ale o co Ci chodzi ?
                • anbale Re: nam się udał 31.07.09, 11:46
                  jumanji_7 napisał:



                  > Ale o co Ci chodzi ?

                  To był mój komentarz do pierwszej wypowiedzi zuzika, którą wyraźnie oburzał
                  fakt, że mąż ma jakieś zobowiązania wobec pierwszej żony...smile
                  • zuzik78 Re: nam się udał 03.08.09, 07:08
                    nie jestem oburzona, raczej powiedziałam to sarkastycznie. Poza tym mój M nie ma
                    zobowiązań wobec niej bo nic nie jest jej winien a jedynie wobec swoich dzieci
                    które utrzymuje a powinien współutrzymywać.

                    Ex-i łatwiej wysłać chłopaków do nas niż na kolonie i na obozy, bo nie musi za
                    to płacić a sama za alimenty jedzie na urlop. Hmmm chyba rzeczywiście powinnam
                    się jakoś pozłościć .... ale nie bo znowu mi ręce opadną z powodu jej jakiegoś
                    inteligentnego pomysłu....
                    • kasiapfk Re: nam się udał 03.08.09, 10:30
                      Zuziku, nie wiem z czego wnioskujesz, że powinien współutrzymywać.
                      Może jest tak, że żona świadczy nakład pracy własnej, wychowując na
                      codzień dzieci a mąż płaci na nie - jeśli kobieta ceni swój czas to
                      pewnie mniej więcej po połowie kosztów wychodzi. A że dzieci
                      przyjeżdżają na całe wakacje do taty, którego nie mają na codzień,
                      to chyba też dobrze. Dla dzieci oczywiście i rozumiem
                      Twoje "niewygody" na niesprawiedliwość.
                      Nie wiem, może ja jakaś idealistka jestem.
    • doraben mnie się nie udał 31.07.09, 10:43
      pomimo że mamy dziecko. i faktycznie chyba byłam taką trampoliną przechodnią
      pomimo że byliśmy cały czas razem, ale osobno. dla wszystkich miał czas tylko
      nie dla mnie. zakończył związek z żoną , po rozwodzie chciał jechać z kolegami
      wypić z tej okazji a ja miałam zostać sama. a potem okazało się że miał taką
      drugą trampolinę która przejęła moją wcześniejszą rolę...........
Inne wątki na temat:
Pełna wersja