Wyłączna wina- komu się udało?

20.07.09, 14:18

Czy są na forum osoby, które otrzymały orzeczenie rozwodu z wyłącznej
winy współmałżonka lub taką winę im dowiedziono?
Jeśli tak, to napiszcie, proszę, na czym polegała ta wina i jakie
dowody dla sądu na nią wskazały. No i jak długo (ile spraw) trwało
uzyskanie rozwodu.
    • superzgredzik Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 14:19
      Już widzę te tłumy opowiadające jak to im dowiedziono wyłączną winę.
      • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 14:23
        A może Ty zaczniesz i dasz przykład innym?
        • superzgredzik Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 14:31
          Nie, bo nie mam na sumieniu nic takiego co taki wyrok mogłoby spowodować. Mam
          rozwód bez orzekania. Może mi zabronisz się odzywać w tym wątku z tego powodu??
    • kicia031 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 15:41
      Ja uzgodnilam z exem korzystne warunki podzialu majatkiu w zamian za
      nieorzekanie o winie.
      Do moich dowodow nalezaly akta ze sprawy o alimeny na dziecko jego
      kochanki.
    • sara3011 Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 16:09
      też byłabym tym tematem zainteresowana - chciałabym rozwód z
      orzeczeniem o winie tylko nie wiem jak to przedstawić w sądzie żeby
      było uznane za dowód i co sąd dopuszcza - jakie dowody...
      winna się nie czuje - chciał to zdradził - ale konsekwencje muszą
      zostać poniesione
    • sauber1 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 16:38
      zmeczona100 napisała:

      >
      > Czy są na forum osoby, które otrzymały orzeczenie rozwodu z wyłącznej
      > winy współmałżonka lub taką winę im dowiedziono?


      Niemniej jednak próbowałem, może jak bym bardziej napierał, ale czy to daje
      jakąś satysfakcję, po za chwilowym złudzeniem dowartościowania ???
      • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 17:19
        sauber1 napisał:
        > Niemniej jednak próbowałem, może jak bym bardziej napierał, ale czy
        to daje
        > jakąś satysfakcję, po za chwilowym złudzeniem dowartościowania ???

        Żartujesz?? A co ma satysfakcja czy złudzenie dowartościowania do
        orzeczenia winy??
        Dla mnie sprawa jest jasna- jeśli kiedyś zawarto umowę i mimo niej
        jedna ze stron nie wywiązała się z niej, a druga strona żyła tak, by
        sie z niej wywiązać i w związku z tym poniosła pewne koszta, to osoba
        winna ponosi konsekwencje niedotrzymania umowy. Tu po prostu chodzi o
        odpowiedzialność. Może niektórym orzeczenie winy jednak uświadomi, że
        małżeństwo to nie zabawa i nie da się tak ot, wynieść swoich zabawek
        z piaskownicy.
        • mola1971 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 17:29
          Zmęczona, masz w 100% rację. Tyle tylko, że taką rację strasznie
          trudno jest udowodnić w sądzie. Jeśli ktoś ma na to ochotę to proszę
          bardzo. Pytanie tylko po co? Owszem, w niektórych przypadkach jest
          to konieczne - np. mojej koleżanki mąż ma wyrok w zawieszeniu za
          znęcanie się nad nią, zakaz zbliżania się do niej przez 5 lat a
          spotkania z dziećmi w obecności kuratora. W takim przypadku dla sądu
          wina męża jest bezsprzeczna i jej to orzeczenie o winie jest
          potrzebne bo dzięki temu może uda jej się utrzymać dla siebie i
          dzieci w całości dom. No ale to jest przypadek ekstremalny.
          Poza takimi przypadkami winę trudno jest udowodnić. Mój ex
          wielokrotnie mnie zdradził, był przemocowcem i co? I nic. Rozwód
          odbył się bez orzekania o winie bo po pierwsze chciałam jak
          najszybciej mieć za sobą ten etap w życiu a po drugie po co mi ta
          jego wina? Co ja sobie z nią niby miałabym zrobić?
          Nie wiem jak jest dokładnie u Ciebie, ale może zastanów się na
          spokojnie czy warto tracić energię na coś co już jest przeszłością.
          Czy nie lepiej tą energię zainwestować w przyszłość?
          • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 18:38
            mola1971 napisała:
            >Pytanie tylko po co?

            W moim wypadku pytanie raczej brzmiałoby "Dlaczego nie?"

            > Nie wiem jak jest dokładnie u Ciebie, ale może zastanów się na
            > spokojnie czy warto tracić energię na coś co już jest przeszłością.
            > Czy nie lepiej tą energię zainwestować w przyszłość?

            Mola, u mnie przeszłość jednak ma ogromny wpływ na przyszłość. Tzn.
            nie poradzę sobie finansowo z chorym dzieckiem, swoim zrujnowanym
            zdrowiem i kredytem, który będę musiała zaciągnąć, aby spłacić męża.
            Wyzwolenie się spod jego władzy na pewno korzystnie wpłynie na moje
            (i syna też) zdrowie, jednak póki stanę na swoje własne nogi i będę
            mogła zacząć pracować na własnym, muszę mieć zabezpieczone środki na
            leczenie.
            Moje zrujnowane zdrowie wynika bezpośrednio z tego, że zostawił mnie
            kompletnie samą z problemami zdrowotnymi dziecka, plus stare,
            codzienne problemy, którymi on sobie nigdy głowy nie zawracał. Jest
            to po prostu niedojrzały dupek, karierowicz i przemocowiec
            psychiczny. A na koniec znalazł sobie kochankę.
            • mola1971 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 19:12
              To w takim razie chyba bardzo potrzebny będzie Ci dobry adwokat.
              No i świadkowie. Z tego co wiem to w takich sprawach jak Twoja
              bardzo trudno jest o świadków bo rzadko kto chce się zgodzić
              zeznawać. Z kolei bez świadków Twoje zeznania jego adwokat może
              zinterpretować na jego korzyść. Bez adwokata możesz sobie nie
              poradzić.
              • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 19:23
                Mam namiary na dobrego adwokata.
                Czy muszę pytać potencjalnych świadków o to, czy zgodzą się zeznawać??
                Myślałam o bardzo niewygodnych osobach dla męża, które zostały w to
                trochę wplątane (m.in. przełożony m) i miałam zamiar po prostu podać
                ich nazwiska bez pytania o zgodę (plus ex kochanki- ten akurat sam to
                zaproponował).
                • mola1971 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 20:00
                  Powiem szczerze, że nie wiem czy taka zgoda jest potrzebna. Tak na logikę to raczej nie, ale prawo czasem/często bywa nielogiczne wink
                  Wg mnie dobrze by było gdybyś najpierw porozmawiała z tymi ewentualnymi świadkami bo tak z zaskoczenia to możesz otrzymać efekt odwrotny do zamierzonego. Mogą w sądzie kręcić i mówić, że niczego nie wiedzą i niczego nie pamiętają. I nic im nie zrobisz.
                  Zresztą jeśli masz namiary na dobrego adwokata to on już będzie wiedział co robić. I im szybciej się z nim skontaktujesz tym lepiej dla Ciebie bo pewnie rozwieje wiele Twoich wątpliwości.
                  • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 20:14

                    To są za poważni ludzie, aby mieli coś kręcić wink

                    Zresztą, te osoby to trochę perfidnie wybrałam wink Tak sobie (naiwnie
                    może) myślę, że jeśli mój szanowny małż zobaczy, kogo proponuję na
                    świadka, to może jednak nie zechce się tak błaźnić i przyjmie winę na
                    klatę?
                    No i zastanawiam się nad powołaniem kochanki na świadka- o ile ją
                    "znam", to polegnie przy pierwszym pytaniu i wkopie mojego, aż miło
                    by było.

                    A do adwokata wybieram się lada dzień.
                    • mola1971 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 20:23
                      Wiesz, gdy w grę wchodzą pieniądze to wielu (jeśli nie większość) ludzi potrafi stracić honor i nie ma nic przeciwko błaźnieniu się, więc bezpieczniej chyba jest nie liczyć na to, że ex nie będzie się błaźnił i sam z siebie weźmie winę na klatę.
                      Ale kto wie... Różne cuda się zdarzają smile
                      W każdym razie życzę Ci powodzenia.
                      Tak w najbliższym otoczeniu to znam tylko jeden przypadek rozwodu z orzeczeniem o winie (poza tym, o którym pisałam bo tamten jeszcze się nie odbył) i tam została orzeczona wina żony. Choć ta wina jak dla mnie była bardzo wątpliwa.
                • zdrowakuchnia Re: Wyłączna wina- komu się udało? 23.07.09, 00:23
                  Jeżeli masz dowody, pt. zeznania "byłego kochanki", foty(z panią X), sms,
                  maile(do pani X)-masz wielką szansę na orzeczenie winy byłego męża.To-podobnie
                  jak przemoc fizyczna(potrzebna obdukcja)-jest koronny argument dla sądu. Dobrze,
                  że postanowiłaś się z tego wyrwać. Powodzenia!!!
            • brunia27 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 09:35
              z całym szacunkiem dla zdrowia Twojego i dziecka,
              ale czy w takim przypadku nie lepiej skoncentrować się na poukładaniu sobie na
              nowo życia (co czeka Cię i tak nieuchronnie) niż walce , która pod względem
              psychicznym będzie Cię tylko osłabiać?

              Jak się domyślam, chodzi Ci o zdobycie alimentów na siebie. Takie sprawy są
              trudne i wyczerpujące. Czasem nie warta skóra wyprawki.
              Gdybym miała radzić sobie w tym względzie, to raczej skupiłabym się na
              uporządkowaniu własnego i dziecka życia, próbie odpowiedniego zorganizowania go
              z pracą, tak ,żeby być samodzielnym i stanąć jak najszybciej na własnych nogach.
              Szarpanie sie z ex-em będzie Cię tylko wyczerpywać.

              To dziwne, ale zaobserwowałam, że kobiety w takich sytuacjach często zamiast
              zająć sie sobą i tym co najważniejsze, tracą energię na boje sądowe, dokopywanie
              ex-om, udowadnianie, wymierzanie sprawiedliwości.


          • kicia031 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 20:25
            Tyle tylko, że taką rację strasznie
            > trudno jest udowodnić w sądzie.

            Niekoniecznie. Kiedy moj ex, jako powod, wyjasnil co sie stalo i
            dlaczego zlozyl pozew rozwodowy, sad mial do mnie tylko jedno
            pytanie. Brzmialo ono:

            Dlaczego nie chce pani rozwodu z winy meza?
            • mola1971 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 20:29
              Kicia, dużo zależy od sądu a właściwie od człowieka, czyli sędziego.
              Widocznie trafiłaś na taki egzemplarz, ale to nie znaczy, że tak jest w każdym przypadku.
              Zmęczona ma za dużo do stracenia by liczyć na szczęście i na to, że trafi na takiego sędziego jak Ty.
              Ona musi być przygotowana.
              • kicia031 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 21:34
                Masz racje. Ja bylam przygotowana i dzieki temu sprawa przebiegla
                tak, jak przebiegla. Nasze negocjacje na temat warunkow rozwodu
                trwaly przez 2 lata.

                Tylko jestem przeciwna podejsciu pod tytulem: nie warto, i tak ci
                sie nie uda. Niestety na ogol jest tak, ze na rozwodzie i po
                rozwodzie kobieta wychodzi gorzej od faceta. Dlatego trzeba sie
                dobrze przygotowac i miec odwage i motywacje, by walczyc o swoje
                dobro.
                • sauber1 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 22:22
                  kicia031 napisała:

                  > Niestety na ogol jest tak, ze na rozwodzie i po
                  > rozwodzie kobieta wychodzi gorzej od faceta. Dlatego trzeba sie
                  > dobrze przygotowac i miec odwage i motywacje, by walczyc o swoje
                  > dobro.
                  >


                  Oj kicia,kicia, a nie jest tak czasem, że co do zasady zawsze na rozwodzie i po
                  kobieta wychodzi lepiej od faceta, a o swoje dobro walka w genach zapisana
                  człowiekowi???
                  • kicia031 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 21.07.09, 11:07
                    Na ogol, czyli nie zawsze. Ale najczesciej

                    Zauwaz, ze dzieci na ogol pozostaja przy matce, nawet zaangazowani
                    ojcowie na ogol walcza o to, by WIDYWAC dzieci, a nie by wykonywac
                    przy nich jakiekolwiek obowiazki. I nie pisz mi, ze dzieci mozna
                    zostawic ojcu, bo niestety wiekszosc ojcow wcale nie ma na to ochoty.

                    A ponadto kobiety sa w ogole uposledzone spolecznie, np za te sama
                    prace dostaja 70% wynagrodzenia jakie dostaja mezczyzni. Dla
                    samotnej matki, ktora czesto nie otrzymuje alimentow, albo alimenty
                    symboliczne , oznacza to wyjatkowo trudna sytuacje materialna.

                    Oczywiscie moze to tez dotyczyc ojcow wychowujacych dzieci.
          • jirka-buczyna Re: Wyłączna wina- komu się udało? 21.07.09, 09:00
            Tylko po co?!!!
            Z myślą o swojej przyszłości! No bo jeśli teraz jest dobrze, mam pracę i jestem
            zdrowa, to fajnie. Ale przecież wszystko może się zmienić. Jutro mogę wpaść pod
            samochód i zostać kaleką (odpukuję!). Co wtedy? Byłam z nim 27 lat: zajmowałam
            się dziećmi i domem, on robił karierę. Teraz świetnie zarabia, a ja nie jestem
            mu już potrzebna (jest następna). I co, nic mi się nie należy? Mam się na to
            zgodzić? Orzeczenie o winie jest moim ew. zabezpieczeniem na przyszłość. Ja je
            mam i jestem spokojniejsza.
          • jirka-buczyna Re: Wyłączna wina- komu się udało? 21.07.09, 10:54
            mola1971 napisała:

            > Zmęczona, masz w 100% rację. Tyle tylko, że taką rację strasznie
            > trudno jest udowodnić w sądzie. Jeśli ktoś ma na to ochotę to proszę
            > bardzo. Pytanie tylko po co?
            [...]
            > Rozwód odbył się bez orzekania o winie bo po pierwsze chciałam jak
            > najszybciej mieć za sobą ten etap w życiu a po drugie po co mi ta
            > jego wina? Co ja sobie z nią niby miałabym zrobić?
            > Nie wiem jak jest dokładnie u Ciebie, ale może zastanów się na
            > spokojnie czy warto tracić energię na coś co już jest przeszłością.
            > Czy nie lepiej tą energię zainwestować w przyszłość?


            Zapomniałam zacytować w mojej poprzedniej wypowiedzi, a do tego się odniosłam
        • sauber1 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 20.07.09, 17:39
          zmeczona100 napisała:

          > Żartujesz?? A co ma satysfakcja czy złudzenie dowartościowania do
          > orzeczenia winy??


          Nie żartuję, dla mnie też sprawa jest jasna- jeśli kiedyś zawarto umowę i mimo
          niej jedna ze stron nie wywiązała się z niej, a druga strona żyła tak, by się z
          niej wywiązać i w związku z tym poniosła pewne koszta, to osoba winna ponosi
          konsekwencje niedotrzymania umowy. Tak masz rację, tu po prostu chodzi o
          odpowiedzialność i w moim przypadku stało jej się zadość, aż strach oglądać się
          za siebie a i nie ma co do przodu patrzeć. Osobiście wyznaję zasadę, nie kopie
          się leżącego, a pobyt w odosobnieniu nie należy chyba do przyjemności, choć bez
          uzasadnionej wątpliwości czasem koniecznością by ludziom uświadomić pewne zasady
          i przypomnieć o obowiązujących normach.
          Ale nadal uważam, że miałem pełne podstawy by takie orzeczenie otrzymać ...


          • allaas2 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 21.07.09, 08:51
            Mi sie udało i dzisiaj jestem z siebie dumna, że dotrwałam do końca.
            Można by jednak na ten temat książkę napisać. Wieć postaram sie w skrocie.
            Najpierw zdrada potem wielka skrucha i powrót do domu, wybaczenie z mojej
            strony/czego dziś żałuję- ale usprawiedliwiam sie tym, że każdemu należy się
            druga szansa/.Po krotkim czasie znowu powtórka z rozrywki bo ex uważał chyba,
            że wybaczenie ma jak w banku. Najpierw kazałam się wyprowadzić ale nie chciał
            więc zadzwoniłam do kochanki żeby go sobie zabrała bo ja go już nie chcę.No i
            teraz już musiał sie wyprowadzić bo i kochanka postawiła warunki.Ja wniosłam o
            rozwód z orzeczeniem winy.Doprowadziłam do sprzedaży domu.Kupiłam sobie
            mieszkanie. Już na pierwszej sprawie ex musiał sie przyznać ,że mieszka z
            kochanką a ja nie potrzebowałam żadnych świadków.W pierwszej instancji wyrok z
            orzeczeniem jego winy ale się odwołał.W apelacyjnym także przegrał chociaż
            wypisywał na mnie straszne bzdury i powołał na świadka teściową .Ostatecznie
            wyrok taki sam - jego wyłączna wina. Ja miałam adwokata i dziś nie żałuję bo
            byłam spokojniejsza i wiem, że warto bo nerwy mogą nie wytrzymać. Nie żałuję
            dziś tego że do końca wytrwałam i wiem, że warto było.Mam satysfakcję bo
            uważam, że krzywdzić innych dla własnej przyjemności nie można.A najbardziej
            skrzywdził dzieci bo one do dziś sobie z tym do końca nie mogą poradzić.
            Każdemu kto czuje się tak bardzo skrzywdzony przez swoją drugą połowę doradzam,
            że warto walczyć do końca.Powodzenia wszystkim życzę i wytrwałości a warto.
            • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 21.07.09, 19:55
              W sądzie apelacyjnym można powoływać dodatkowych świadków??

              Dom pewnie był Twój, skoro mogłaś sprzedać? No to przynajmniej z tym
              miałas dobrze smile
              • allaas2 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 09:42
                Wyraziłam się może niezrozumiale chodziło o świadkow w sądze I instancji bo w
                apelacyjnym nie ma świadkow.Dom był wspólny ale ex wyraził zgode na sprzedaż
                bo potrzebował pieniędzy /miał na utrzymaniu niepracującą kochankę/.
                Wykorzystałam moment, kiedy wogóle nie myślał głową.W Twojej wypowiedzi czuję
                lekką drwinę a myślę że zupełnie jest ona niepotrzebna.Powodzenia życzę.
              • allaas2 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 09:52
                Zastanawiam się dlaczego miałabym sprzedawać swój włany dom/ jak sugerowałaś/?
                Czy miałby dostać ode mnie w prezencie kasę na zabawę z panienką-nie jestem
                Matką Teresą.
                • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 10:50
                  Allas2, czy Ty nie jesteś czasami przewrażliwiona aby?

                  Gdyby to był Twój dom, a mąż w nim zameldowany i mieszkający, to
                  przecież nie mogłabyś go wywalić na bruk. Wtedy Ty- jako właściciel,
                  możesz go przecież sprzedać i w ten sposób pozbyć się problemu. O tym
                  pisałam. I nie było w tym żadnej drwiny czy kpiny.
                  • allaas2 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 13:40
                    Jeżeli moje przewrażliwienie było faktyczne przesadzone to bardzo przepraszam
            • sauber1 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 21.07.09, 23:24
              allaas2 napisała:

              > Mi sie udało i dzisiaj jestem z siebie dumna,


              Siedem razy to przeczytałem, aż mnie nosi, oczywiście że nie klnę wink Ludzie to
              maja szczęście, a mnie dziś samochód ochlapał, nowe białe spodnie ... !!! chyba
              pójdę się ze złości powiesić?
    • zkhanna Re: Wyłączna wina byłego męża - siedem rozpraw 21.07.09, 22:38
      Po siedmiu rozprawach sąd uznał za wyłącznie winnego mojego byłego
      męża. Ale u mnie powodem rozwodu była przemoc...
      Sprawa rozwodowa trwała 1,5 roku.
      • zuza145 Re: Wyłączna wina byłego męża - bez rozwodu 21.07.09, 23:32
        bo uważałam że mam prawo do zastanowienia, więc po 4 sprawach (rok)
        wyrok- oddalenie jego pozwu z uzasadnieniem- całkowita wina po jego
        stronie.
        Nie było trudno- tylko cięzko.
        Dowodów masa cała- tylko emocjonalnie przeżyłam- ale było warto- bo
        mam satysfakcję moralną.
        Nie zgłaszałam roszczeń o kasę- może to zrobię niedługo- bo ledwie
        zipię- ale odstręcza mnie jedno- chciał mi ostatnio pralkę za rozwód
        dać- nie dociera że mam prawo dowłasnej decyzji.
        Ja sobie bardzo ceię prawo do współdecydowania- stąd mój własny
        harmonogram.

        I wyjaśniam- jak się sprzeciwiłam rozwodowi to chciałam dostać dla
        siebie czas aby przemyśleć- czy dopuszczam rozwiązanie polegające na
        powrocie- czy sobie poradzę z takim teoretycznym powrotem.
        Są tacy co potrafią natychmiast- no ja cholera- nie potrafię.

        Reasumując- mam orzeczenie o winie, rozmyślam o sepracji,
        samodzielną opiekę sprwawuję.
        A dowody?
        Hm- zeznania świadków spójne, moje też spójne, paradokslanie-
        chwalebne o męzu, a wina- no dał ciała samodzielnie, świadek jego
        własny go podsypał bo Pani Sędzia doświadczona zadała 2-4 pytania.
        I oczywiście moja wina że tak się stało- bo myśląca byłam.
        Ale fakt że przyniosło mi to swego rodzaju satysfakcję nie jest
        dowodem że jestem złośliwa i mściwa- ja potrzebowałam czasu- i
        dostałam ten czas.
        I wnioski mi się klują różniste- bo czasu który dostałam to nie
        marnuję.

      • sauber1 Re: Wyłączna wina byłego męża - siedem rozpraw 22.07.09, 01:30
        zkhanna napisała:

        > Po siedmiu rozprawach sąd uznał za wyłącznie winnego mojego byłego
        > męża. Ale u mnie powodem rozwodu była przemoc...
        > Sprawa rozwodowa trwała 1,5 roku.

        Czy mamy rozumieć, że pojechałaś go z art. 207 kk ?
        • zkhanna Re: Wyłączna wina byłego męża - siedem rozpraw 22.07.09, 09:30
          Tak, z tego artykułu.
          Wytoczona została mu również sprawa karna. Wyrok: 2 lata w
          zawieszeniu na 5.
    • superzgredzik Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 12:03
      Przez chwilę naiwnie pomyślałem, że chodzi Ci o zwycięstwo moralne, a to o chajs
      chodziło...............
      • sauber1 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 13:00
        superzgredzik napisał:

        > Przez chwilę naiwnie pomyślałem, że chodzi Ci o zwycięstwo moralne, a to o chaj
        > s
        > chodziło...............

        Superzgredzik zaczynam Cię lubić za kreatywność, prawidłową postawę, za
        otwartość i to, że potrafisz tak na luźno bez zbędnego zdenerwowania świat
        postrzegać, to jest dobre smile
        • superzgredzik Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 13:44
          sauber1 napisał:

          > Superzgredzik zaczynam Cię lubić za kreatywność, prawidłową postawę, za
          > otwartość i to, że potrafisz tak na luźno bez zbędnego zdenerwowania świat
          > postrzegać, to jest dobre smile

          Popatrz, a jeszcze niedawno pisałeś, że jestem nerwusem niezdolnym do zajęcia
          się synem.
          Ale taka zdobyta własnym postępowaniem sympatia jest cenniejsza od takiej
          przyznanej z urzędu smile. Tylko jełop nie zmienia zdania ( w telewizji słyszałem
          smile).
          A na jakie pytanie Ci nie odpowiedziałem??
          • sauber1 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 22:31
            superzgredzik napisał:


            > Popatrz, a jeszcze niedawno

            Widzę wink
            Co do poglądów też się zgadzam.
            Wobec powyższego nie ma to już większego znaczenia, to był tylko test na
            orientację, a zapytałem kiedyś ile to wiosenek po rzekomym lądowaniu na księżycu
            się urodziłeś?
            A jak przebrniesz przez te wszystkie zasieki i już będziesz się opiekował synem,
            chętnie porozmawiam jak dajesz sobie radę, może będę w czym mógł pomóc,
            podzielić się spostrzeżeniami...?
            Chętnie dłużej bym tu dziś popisał sobie z wami, ale wybaczcie nie mam czasu,
            dzieci się uparły by jednak resztę tych wakacji spędzić w Grecji, czy mam inne
            wyjście, kawalerem jestem prawie i od życia też mi się coś należy - prawda? wink
      • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 21:52
        Superzgredzie, to do mnie było?
        Bo wiesz, zwycięstwem moralnym nie opłacę ani rachunków w aptece, ani
        za przelot i leczenia za Oceanem.
        • superzgredzik Re: Wyłączna wina- komu się udało? 22.07.09, 22:38
          zmeczona100 napisała:

          > Superzgredzie, to do mnie było?
          > Bo wiesz, zwycięstwem moralnym nie opłacę ani rachunków w aptece, ani
          > za przelot i leczenia za Oceanem.

          Jeśli chodzi o pieniądze na Twoje dziecko to jest wszystko cacy a Ty jesteś
          szlachetna mamusia, ale jak chodzi o pieniążki na inne dziecko (np. moje) to
          jest to pazerność, hipokrytko.
          • zmeczona100 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 23.07.09, 12:03
            superzgredzik napisał:

            >
            >
            > Jeśli chodzi o pieniądze na Twoje dziecko to jest wszystko cacy a
            Ty jesteś
            > szlachetna mamusia,

            Ja nie jestem wiatropylna- dziecko ma więc i tatusia. Czyli nie jest
            to tylko moje dziecko.
            szlachetna?? Wolne żarty! Jestem materialistką, bo szlachetnością tez
            rachunków nie opłacę.


            ale jak chodzi o pieniążki na inne dziecko (np. moje) to
            > jest to pazerność, hipokrytko.

            Różnica między nami podstawowa jest taka, że Ty dajesz pieniądze
            matce swojego dziecka i tylko tę kasę widzisz. Ja oprócz niej widzę
            konkretne potrzeby dziecka, których SAMA nie jestem w stanie mu
            zaspokoić. I te potrzeby jego to nie moje fanaberie,a pieniądze na
            nie nie mają nic wspólnego z pazernością.


            • superzgredzik Re: Wyłączna wina- komu się udało? 23.07.09, 23:30
              zmeczona100 napisała:
              > szlachetna?? Wolne żarty! Jestem materialistką, bo szlachetnością tez
              > rachunków nie opłacę.

              I tak po prostu sobie piszesz "jestem materialistką" i już ?
              A jak Ci ktoś zaraz napisze, że zasłaniasz się dzieckiem, żeby wydrapać jak
              najwięcej mamony od byłego i że tak naprawdę to na dziecku Ci właściwie nie
              zależy tylko na tej forsie?
              • jumanji_7 Re: Wyłączna wina- komu się udało? 24.07.09, 20:26
                I co, tylko tylu materialistów zaspokojonych ? wink
              • zmeczona100 Zgred, 27.07.09, 11:13
                superzgredzik napisał:


                > I tak po prostu sobie piszesz "jestem materialistką" i już ?
                > A jak Ci ktoś zaraz napisze, że zasłaniasz się dzieckiem, żeby
                wydrapać jak
                > najwięcej mamony od byłego i że tak naprawdę to na dziecku Ci
                właściwie nie
                > zależy tylko na tej forsie?

                hehe, ale wiesz, dla mnie ważniejszy jest real, a nie np. Twoje
                zdanie na ten temat wink Po prostu nie mam zwyczaju przejmowania się
                opiniami osób, które mnie nie znają wink

                A w realu to ewentualnie prawie ex mąż może zgłosić zastrzeżenia.
                Tylko, widzisz, będzie mieć problem- wszelkie rachunki z leczenia (za
                badania w labie, przeloty i wizyty w USA, z realizacji recept
                <recepty mam skserowane> trzymam od samego początku, tj. od ponad 3
                lat. Nie trzymam ich z powodu, że planowałam rozwód- ja po prostu
                zbierałam wszystko, co dotyczy kosztów leczenia dziecka z myślą, że
                może za kilka,kilkanaście lat zmienia się standardy leczenia, będzie
                ono dostępne na równych zasadach w Polsce i może wtedy zrobię z tej
                dokumentacji użytek.

                Po drugie- od marca, czyli od momentu, kiedy ostatecznie podjęłam
                decyzję, za wszelkie zakupy (łącznie z McDonaldem, kinem itp)płacę
                kartą i zbieram rachunki. Najpierw robiłam to po to, aby zorientować
                się, ile miesięcznie wydaję na dziecko, a potem -aby mieć w sądzie
                dowody przy ustalaniu wysokości alimentów. Nie mam udokumentowanych
                jedynie zakupów warzyw i owoców na pobliskim targu. W tych wydatkach
                nie ma mojego widzimisię, fanaberii, marnotrawienia choćby złotówki-
                są to normalne wydatki, jak przez wszystkie lata, odkąd urodził się
                syn. Mój prawie ex nie ma pojęcia o tym,ile kosztuje utrzymanie
                dziecka czy domu- to nie jego rewir, on się takimi przyziemnymi
                sprawami nie zajmował, bo miał i ma nadal wielką misję do spełnienia.
                Nie bierze też pod uwagę, że np. dziecko weszło w bardzo szybkie
                tempo wzrostu i np. co sezon musi mieć nowe buty i ubrania. Np.
                jesienią był "zgorszony", bo po co ja niby kupowałam mu kolejne buty
                zimowe... Tej jesieni sytuacja oczywiście tez się powtórzy... Nie ma
                też np. pojęcia o tym, ile "kosztuje" wada wzroku i wada zgryzu u
                syna... Syn korzysta od początku z prywatnej opieki lekarskiej i nie
                widzę powodu, aby to teraz musiało się zmienić.

                Ale, żeby nie wyjść na taką ostatnią materialistkę, to wiesz co?
                Napiszę Ci, jaka jest alternatywa dla tej mojej "pazerności" i
                "zasłaniania się" dzieckiem wink

                Otóż, sprawa całkiem prosta- to ojciec będzie sprawował nad nim
                opiekę i będzie z nim mieszkał. Wtedy ja płacę alimenty- zaledwie
                1300 zł przy moich aktualnych dochodach smileJest to 60%, które max może
                mi zabrać ojciec dziecka. Albo i mniej, bo zostanie mi tylko 880 zł,
                a nie orientuję się, czy jest to kwota uznana za minimalną do
                przeżycia. Nie mogę podjąć dodatkowej pracy (zaświadczenie od lekarza
                o moim stanie zdrowia). Połowę mieszkania spłaca mi mąż- jest to
                wystarczająca kwota na zakup małej kawalerki (tyle mi wystarczy).
                czyli- nie mam kredytu do spłaty, nie mam dziecka przy sobie i
                problemów z tego wynikających, nie interesuje mnie, jak sobie radzi
                ojciec (zarabia 2,5 x więcej ode mnie), jak załatwia opiekę nad nim,
                kiedy na tygodnie (lub miesiące) wybywa z domu w sprawach służbowych.
                Luz, bluz- wolność i swoboda! W tzw. międzyczasie dorabiam sobie, jak
                do tej pory- ale to są dochody nieregularne i nie muszę ich dawać na
                to jedno konto, którego nr zna mąż. A po ok. 2,5-3 latach zaczynam
                wreszcie osiągać wysokie dochody z zakładanej właśnie działalności
                gospodarczej ( o której maż nie musi wiedzieć) i żyję sobie jak u
                Pana Boga za piecem... Mam czas, zdrowie i pieniądze, aby planować
                urlopy w tropikach, spotkania ze znajomymi i nie przejmować się tym,
                czy uda mi się wpasować termin wizyty w USA u lekarza w mój grafik w
                pracy i wyrobić się z finansami. Po prostu- zyć, nie umierać!

                Co Ty na to, Zgredziku? Jak oceniasz takie "rozwiązanie"?


                Tylko widzisz, problem podstawowy jest taki, że mój mąż- tak samo,
                jak Ty- nie ma zamiary komplikować sobie życia, biorąc na głowę
                wychowanie chorego syna...

                • cordonblue Zmęczona 29.07.09, 17:44
                  Absolutnie nie odpuszczaj. Nie daj się idiotycznym wypowiedziom o materializmie,
                  honorze i heroizmie samotnego zmagania się z życiem.
                  W życiu matki wychowującej samotnie chore dziecko nie ma miejsca na sentymenty.
                  Jest liczenie czy wystarczy na jedzenie, ubranie, leczenie i kształcenie. I
                  chociaż może masz rodzinę, na którą możesz liczyć, to nic nie zwalnia ojca
                  dziecka z obowiązku jego utrzymania. Dziecka, i w razie potrzeby, i Ciebie.
                  Tak, małżeństwo to jest kontrakt - zawarcie umowy między dwojgiem - i jeśli
                  któreś nie wywiązało się z ustaleń, musi ponieść konsekwencje. Na tym polega
                  życie. Chce odejść - niech odejdzie, ale wasze dziecko nie może odczuć braku
                  ojca. Przynajmniej finansowo. A jeżeli choroba dziecka uniemożliwia Tobie pracę,
                  to jego ojciec musi wziąć na siebie utrzymanie Was obojga.
                  Przecież to oczywiste!
                  Nie wiem skąd u ludzi tyle złości i zacietrzewienia w wypowiedziach na ten
                  temat. W całym cywilizowanym świecie uznaje się prawo dzieci i żon do
                  alimentacji, jeśli po rozwodzie obniża się ich dochód (poziom życia). W sytuacji
                  gdy zostaje stwierdzona wyłączna wina jednej ze stron, to normalne, że musi ona
                  ponieść konsekwencje swoich wyborów.
                  Ludzie! Przecież to nie papierki urzędowe, ale kwestia czyjegoś życia!
                  Zazwyczaj życia tych, którzy są słabsi.
                  Dlatego nie odpuszczaj zmęczona. Walcz o życie dziecka i swoje. Ściągnij
                  świadków, wykaż przed sądem, że odpowiedzialnym za rozpad małżeństwa jest Twój
                  prawie-ex. I nie bój się. W sądach nie siedzą głupcy. Litera prawa jest
                  bezwzględna, ale Sąd - nawet w przypadku braku świadków - może dać wiarę Twoim
                  zeznaniom. Wchodząc na salę sądową załóż sobie jedną rzecz: nie kłamać. Nawet,
                  jeśli Twój były ściągnie ciężką artylerię. Zaciśnij zęby i walcz prawdą o prawa
                  dziecka i swoje. Uda Ci się. Jestem pewna. Tak jak mnie.
                  Rozwiodłam się jakiś czas temu. Uznano wyłączną winę mojego męża mimo, iż moim
                  świadkom plątały się języki, daty i zdarzenia. Świadkowie mojego męża przyszli
                  na salę doskonale przygotowani, każdy ze swoją bajeczką. Tylko że w Sądach nie
                  lubią słuchać bajek.
                  Trzymam kciuki. Walcz!
                  • jumanji_7 Re: Zmęczona 29.07.09, 18:27
                    cordonblue napisała:


                    > Tylko że w Sądach nie lubią słuchać bajek.


                    Tak nawet z czystej solidarności należy, ale mi znany jest przypadek gdzie
                    pewna grupa ludzi napisała pięknie scenariusz i taki jaki waśnie w sądzie
                    usłyszeć chciano, łyknęli za prawdę, lecz jak nie bez racji mówi stare znane
                    przysłowie - prawda jak oliwa na wierzch wypływa - szkoda tylko, że po latach
                    czasem ...
Pełna wersja