eutherpe
03.08.09, 07:54
Witam serdecznie.Melduję się po raz pierwszy.Czeka mnie rozwód po 3 letnim
małżeństwie, podczas którego więcej nie byliśmy niż byliśmy"na dobre i
złe".Zakochana po uszy wzięłam Pana z całą odpowiedzialnością i akceptacją
przywar.Potworne uzależnienie emocjonalne od matuli, co w pełnej krasie wyszło
na światło dzienne zaraz po ślubie-skargi na mnie, telefony matuli do mnie,
rodziców mych, lekceważenie mojej osoby.Nie ma co wracać. Przykre i tyle.
To ja złozyłam pozew,mamy maleńką Dziewczynkę. Nie wiem jak to będzie na
rozprawie i czy zakończy się ugodowo.
Mówił ,że kocha a na spotkaniach z Maleńką usłyszałam,że "tolerują mnie tylko
dla Dziecka i mogłabym wogóle nie istnieć". Tamta rodzina nie ma kontaktu z
córeczką, niby chcą mieć ale na swoich warunkach i u siebie w domu....
Ale zmierzam do pytania.Czy zdarza się Wam mieć dni koszmaruchy, kiedy
wyobrazicie sobie byłego/byłą w objęciach innej,że Wam nie udało się stworzyć
nic trwałego a byłemu/byłej uda się to doskonale z wszystkimi tylko nie z
Wami, wyobrazacie dobie czy jest były/była szczęsliwa bez Was,że ukłąda sobie
życie na nowo bez łzy w oku,że tak naprawdę "dzielnie"bez Was trwa i nawet ma
uśmiech na twarzy, podczas gdy Wy zagryzacie nerwowo usta i
udajecie"szczęscie", bo przeciez sami złożyliście pozwy, bo coś było nie
tak........ech...ale mam dzień....