Dodaj do ulubionych

Zagmatwane plany - proszę o pomoc.

06.08.09, 11:19
Myślę poważnie o rozwodzie. Znamy się od 17 lat, małżeństwem jesteśmy od 9.
Mamy po 34 lata. Z zewnątrz doskonałe małżeństwo. Dwójka cudownych chłopaków (
2i 4 lata), piękny dom. Tylko niestety w domu jakaś taka pustka emocjonalna.
Ja typ pantoflarza, który zawsze ustępował, z głową w chmurach marzący o
szczęśliwej rodzinie, miłości, przytulaniu i seksie. Ona pragmatyczka, mocno
stąpająca po ziemi, uważająca emocjonalność i uczuciowość za nie niezbędny
element relacji międzyludzkich. Półtora roku temu trafiam na kobietę, która
pokazuje mi świat miłości i bliskości. Zakochuję się jak wariat, ale próbuję
uciec z tego związku. Potem decyduję się odejść od żony. Wytrzymuję półtora
miesiąca. Wyrzuty sumienia z powodu porzucenia matki małych dzieci i tęsknota
za chłopakami każe mi wrócić. Na początku obydwoje się staramy. Szybko okazuję
się że staranie polega na udawaniu, że jesteśmy inni tzn tacy jakby oczekiwał
partner. Ale udawać się długo nie da. Teraz żyjemy obok siebie i udajemy że
nic się nie dzieje. Ale to długo nie może trwać bo jest męczące.
No i tu pojawiają się problemy : Rozwód i co dalej.

Mamy dom wart ok 1 mln, kredyt na dok ok pół miliona. Ja zarabiam dużo ok 8000
netto, żona góra 2 tys. Utrzymanie domu miesięczne to ok 4,5 tys. Jak ja się
wyprowadzę, to musiałbym jej płacić ok 5 tyś miesięcznie przez kolejne 28 lat,
bo na tyle jest kredyt, żeby tam mogła mieszkać. A chciałbym żeby chłopaki
mieszkali w domu a nie w bloku. No ale na dłuższą metę to jednak nie realne,
bo mi nie starczy na życie. Druga sprawa: chciałbym być zaangażowanym ojcem i
sprawować opiekę nad nimi jak najczęstszą. Wizyta co 2 tyg nie satysfakcjonuje
mnie. Najbardziej odpowiadałby mi podział opieki po połowie czasu. Żona się
raczej nie zgodzi, bo to już wiem, ze będzie grała dziećmi tak jak to robiła
gdy odszedłem. I to skutecznie.

Wpadłem na taki pomysł, żeby pozostać samemu w domu a żonie wynająć, albo
kupić mieszkanie. Ona raczej nie będzie tym zachwycona i się nie zgodzi.
Ostatnio gdy odszedłem żądała, żebym zrzekł się własności połowy domu na
jej rzecz w zamian za możliwość widywania dzieci. Może i bym to zrobił, ale
nie zrzeknę się przecież kredytu. Musiałbym płacić kredyt, alimenty na dzieci
i jakbym miał pecha w sądzie to jeszcze na żonę. Innymi słowy bez kasy i
zdolności kredytowej.

Jak sądzicie jak wyjść z tej sytuacji. Czy moje pomysły mają w ogóle jakieś
szanse na powodzenie.
Obserwuj wątek
    • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 11:33
      Oj biedaku. Nic tylko się pociąć na Twoim miejscu. Albo zacząć
      myśleć głową a nie inną częścią ciała.Żałosny. Jeśli Twoja uczuciowa
      przyjaciólka za kilka lat znowu okarze się niedoskonała, a w
      międzyczasie pojawi sie jakies dziecko, to wogóle do końca życia
      będziesz płacił za swoje błądzenie z głowa w chmurach. Ach ta
      niedobra żona staje na drodze Twojego szczęścia. Może ją uspić?
    • fragile66 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 11:35
      Ech, jakbym słyszał siebie cztery lata temu... (nostalgia mnie
      dopadła smile)

      Chciałbyś zaplanować w szczegółach już całe życie czterech osób na
      następne 28 lat? - to złudzenie, więc szybko się go pozbądź.

      Decyzji o rozwodzie nie możesz podjąć w oparciu o to, czy tobie,
      dzieciom i żonie będzie wygodnie, lepiej, gorzej itp.

      Jeśli doszedłeś do przekonania, że nie możesz z tą kobietą żyć pod
      jednym dachem, to zacznij od prostych rzeczy, o które zapyta sąd na
      pierwszym posiedzeniu:
      - czy ustała więź intymna (czytaj: seks małżeński) i jakie masz na
      to dowody (tu licz się z tym, że żona wyciągnie ci wyprowadzkę do
      kochanki i zdradę)
      - czy ustały więzi gospodarcze i od kiedy - tu musisz wprowadzić
      twarde reguły, tzn. ty śpisz w osobnym pokoju lub na kanapie, półki
      w lodówce oddzielne, pranie osobno, no i świadkowie, którym
      pokażesz, jak to wygląda i którzy będą gotowi zeznać, ze to
      widzieli; ponadto nie zapomnij, że nie możesz trzymać żadnych
      oszczędności na koncie bankowym, do którego ma dostęp żona, bo
      sprzątnie i zgodnie z polskim prawem nie odzyskasz tych pieniędzy w
      żaden sposób
      - czy ustała więź duchowa - tu o dowody najtrudniej, z reguły
      ograniczają się do zeznań stron, ale też brak wymienionych wcześniej
      dwóch więzi sądy milcząco przyjmują za dowód na brak porozumienia
      duchowego między małżonkami

      Jeśli wprowadzisz to na parę miesięcy, to możesz składać pozew o
      rozwód i wtedy dopiero otworzy się wachlarz możliwości, bo twoja
      żona może chcieć współpracować, jeśli uzna twoje obietnice za
      atrakcyjne, ale też może stać się twoim najzawziętszym wrogiem.

      W każdym razie następnych kroków nie sposób teraz zaplanować. Jak
      mawiają doświadczone narody: "One step at a time".
    • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 11:57
      To nie jest tak że chciałbym zaplanować wszystko na 28 lat. Ale chciałbym mieć
      jakieś scenariusze zanim zdecyduję się na ten krok. Co do życia z żoną to
      pożycie ustało ok 2 mcy temu po próbie ratowania związku. Wcześniej było raczej
      sporadyczne ok raz na miesiąc. Więzi finansowe niestety istnieją. No bo to w
      końcu ja wszystko utrzymuję i żeby było gorzej mamy wspólne konto. Mieszkamy
      razem, wiec mamy wszystko w jednej lodówce, a moje rzeczy pierze żona. No to
      troszę kuriozalne żebym we własnym domu robił sobie osobną półeczkę na jedzenia.
      I co mam jej zabronic prania? Ona nie chce rozwodu, bo jej jest dobrze. Im
      bardziej sie oddalam tym jej jest wygodnie. Ale jestem potrzebny bo ktoś musi
      zarabiać i skosić trawę w ogrodzie.
      • kasiapfk Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:18
        Ja proponuję najpierw dojrzeć. Dorosnąć.
        Nie kpię. Proponuję, bo to jednak ułatwia sporo. A wyrzut sumienia i
        tak będziesz miał do końca życia i NIGDY nie uwolnisz się od
        obecności eks w Twoim życiu, bo to ona a nie next jest matką Twoich
        pierwszych dzieci. I choćby na ich weselu czy urodzinach bedziesz ją
        spotykał.
        Jeśli uczucia są dla Ciebie najważniejsze i nie potrafisz choćby na
        chwilę dopuścić racjonalnego myślenia do głosu, to może wstrzymaj
        się na jakiś czas z decyzjami. Przemyśl, czy będziesz umiał poradzić
        sobie z jednej strony z tęsknotą za dziećmi, z drugiej z wyrzutami
        sumienia, z kolejnej z poczuciem winy wobec żony, a może i next i
        pogodzisz sprawiedliwie czas między nową rodzinę a rosnące dzieci (i
        ich rosnące, również emocjonalnie potrzeby), czy przemyślałes
        absolutnie wszystkie aspekty rozstania, również (o zgrozo dla
        romantyków) te finansowe, czy dasz radę?
        Czego tak naprawdę chcesz?
        Może jednak szukasz związku idealnego, którego NIE MA?
        Może żonę deprecjonujesz jako partnerkę a next idealizujesz, bo
        dostarcza Ci tak potrzebnych emocji?
        A może next jest własnie tą kobietą na dalszą część życia?
        Wiem jedno, decydując się na nowy związek nalezy obowiązkowo
        dopuścić racjonalizm. Bo on się nie uda. życie powszednie po jakimś
        czasie będzie też dotyczyć i tego nowego związku.
        Odpowiedzi na te pytania muszą wypłynąc z Ciebie. I tylko Ty możesz
        sam zdecydować czy z decyzją, którą podejmiesz jesteś w stanie żyć
        NORMALNIE.
        Żeby się nie okazało po latach, że była tą najgorszą z możliwych.
        Niestety, cholercia, nie ma gotowych recept na życie.
        Niestety, również dla mnie...
        pozdrawiam ciepło, życzę spokoju ducha, bo to chyba teraz dla Ciebie
        najważniejsze. A o to tak trudno.
      • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:49
        pewnego, wtedy jeszcze, pieknego dnia zdecydowales sie na pewien scenariusz: rodzina- zona, dzieci!
        twoja zona rowniez ( dwojka dzieci bardzo ogranicza poznanie nowego partnera).
        teraz brakuje ci tego czegos w zwiazku ( z jej a moze z twojej winy- niewazne), wazne jest, ze z pewnych rzeczy nigdy nie mozna sie wyplatac i sie nie pobrudzic!
        jesli chcesz wolnosci i milosci bedziesz musial zaplacic za to cene!
        czemu nie sprzedacie domu, kupicie dla zony mieszkanie np. na parterze z ogrodkiem, reszta (jesli zostanie) pojdzie na kawalerke dla ciebie ( na dobry poczatek)...przeciez nastepna kobieta kocha cie dla ciebie samego a nie dla mozliwosci jakie moglbys stworzyc!
        to, ze ty zostaniesz w domu sam jest okropne, cwane, niesprawiedliwe!
        niestety nie wszystko da sie podciagnac pod:kto ile zarabial w rodzinie, chodziaz wlasnie teraz byloby to dla ciebie bardzo wygodne..hmmm
        pamietaj pewnego dnia bedziesz mial 60, 70 lat i bedziesz patrzyl w lustro..co zobaczysz?
      • fragile66 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:52
        michszyb napisał:

        > To nie jest tak że chciałbym zaplanować wszystko na 28 lat. Ale
        chciałbym mieć
        > jakieś scenariusze zanim zdecyduję się na ten krok.

        Życie to nie film, a ty nie jesteś jego reżyserem. A forumowicze nie
        są profesjonalnymi scenarzystami.

        Co do życia z żoną to
        > pożycie ustało ok 2 mcy temu po próbie ratowania związku.
        Wcześniej było raczej
        > sporadyczne ok raz na miesiąc.

        Zanim się zdecydujesz na pozew upłynie parę miesięcy (albo lat). Ale
        jeśli żona nie będzie chciała rozwodu, to zezna, że przecież
        uprawialiście seks w windzie jadąc na rozprawę.

        Więzi finansowe niestety istnieją. No bo to w
        > końcu ja wszystko utrzymuję i żeby było gorzej mamy wspólne konto.

        Jeśli macie wspólne konto, to nie utrzymujesz wszystkiego sam -
        utrzymujecie wszystko razem.

        Mieszkamy
        > razem, wiec mamy wszystko w jednej lodówce, a moje rzeczy pierze
        żona. No to
        > troszę kuriozalne żebym we własnym domu robił sobie osobną
        półeczkę na jedzenia
        > .

        Nie we własnym domu, tylko we wspólnym. Ale jeśli przymierzasz się
        do rozwodu, to może wydawać się kuriozalne, ale jest konieczne, żeby
        sąd miał potwierdzenie, że ustały więzi gospodarcze. Inaczej - po co
        ci ma sąd udzielać rozwodu, jeśli razem jecie, pierzecie, śpicie,
        czyli robicie wszystko jak stare dobre małżeństwo?

        > Ona nie chce rozwodu, bo jej jest dobrze. Im
        > bardziej sie oddalam tym jej jest wygodnie.

        Dziwisz się jej?

        Ale jestem potrzebny bo ktoś musi
        > zarabiać i skosić trawę w ogrodzie.

        Napisałeś, że żona też zarabia. A trawę możecie kosić na zmianę, a
        jeśli żona nie chce tego sama robić, to niech zatrudni ogrodnika -
        do tego nie jest konieczny mąż.
        • ravny Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 12:58
          zaraz zaraz
          on kosi trawę
          ona pierze jego brudne rzeczy a pewnie obiad też zrobi i podłogę umyje i
          dzieciom pupy podetrze

          więc o co halo?

          że autorowi się nie chce ze swojej wygody rezygnować ale chciałby żeby żona ze
          swojej zrezygnowała?

          ktoś wyżej napisał
          na początek trzeba dojrzeć.
          Dojrzałość.
          Takie trudne słowo.

    • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 14:40
      No faktycznie żyjemy jak stare dobre małżeństwo. Tzn dwoje obcych sobie ludzi
      pod jednym dachem, którzy prowadzą firmę pod nazwą gospodarstwo domowe. Ale czy
      to jest małżeństwo? Ja sobie to inaczej wyobrażałem. Rozmowy, które ograniczają
      się do spraw codziennych. No i dzieci. dzieci, które mają dorastać i uczyć się
      że małżeństwo tak właśnie wygląda.

      Piszecie że mam dojrzeć. Ale do czego. Zdaję sobie sprawę, że zmieniając ten
      układ i odchodząc narażam się na odium tego złego, który dla własnej wygody
      niszczy rodzinę. Ale moja żona traktując mnie jak powietrze jest już normalną
      żoną i matką polką i jak ją zostawię to przecież ją krzywdzę.

      Sprzedać dom i kupić 2 mieszkania to jest jakieś rozwiązania. Ale ja rozważam to
      bardziej wygodnickie dla siebie. Nie ukrywam tego. Dlaczego mam tracić dom,
      który kosztował mnie tyle wysiłku i mógłby byc w przyszłości dla dzieci w imię
      jakiejś sprawiedliwości. Ona go nie utrzyma. Mnie nie stać żeby go sponsorować
      dla niej przez wiele lat. Ja dałbym radę. I chciałbym tam mieszkać z dziećmi
      wtedy gdy będą przypisane do mnie. Chciałbym żeby to była połowa czasu. Czy to
      żle, że chce dobrze dla siebie i chcę byc czesto z dziećmi? Ja dawałem z siebie
      wszystko przez te wszystkie lata. Nie dostawałem wiele. Teraz chcę coś dla siebie.

      Co do przyjaciółki to żona nie wie że się znowu spotykamy.
      • mola1971 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 14:53
        To może zaproponuj żonie terapię małżeńską?
        Skoro dwoje dorosłych ludzi nie potrafi dogadać się i nie
        zaspokajają w związku swoich podstawowych potrzeb to terapia może
        pomóc. Terapeuta pomoże Wam podjąć decyzję - albo walczycie i dbacie
        o małżeństwo albo się rozstajecie. Trzeciego wyjścia nie ma.
        Dom, kredyty etc. to tylko kwestia organizacji i jeśli sami
        będziecie wiedzieli czego chcecie odnośnie małżeństwa i podejmiecie
        decyzję to zarówno w sprawach materialnych jak i opieki nad dziećmi
        ułożenie spraw będzie dużo łatwiejsze niż się teraz wydaje.
        • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:04
          mola1971 napisała:

          > To może zaproponuj żonie terapię małżeńską?
          > Skoro dwoje dorosłych ludzi nie potrafi dogadać się i nie
          > zaspokajają w związku swoich podstawowych potrzeb to terapia może
          > pomóc. Terapeuta pomoże Wam podjąć decyzję - albo walczycie i dbacie
          > o małżeństwo albo się rozstajecie. Trzeciego wyjścia nie ma.
          > Dom, kredyty etc. to tylko kwestia organizacji i jeśli sami
          > będziecie wiedzieli czego chcecie odnośnie małżeństwa i podejmiecie
          > decyzję to zarówno w sprawach materialnych jak i opieki nad dziećmi
          > ułożenie spraw będzie dużo łatwiejsze niż się teraz wydaje.



          Próbowaliśmy terapii w zeszłym roku. Generalny wniosek był taki ze w ogóle sie
          nie znamy i nie rozumiemy. To szokujące po kilkunastu latach zorientować sie że
          znasz swojego małżonka. Tym bardziej szokujace na tle tej znajomości na boku.
          Moja przyjaciółka wie o mnie i o tym co się dzieje we mnie dużo więcej niż żona.
          Powinien byc taki show w telewizji. Kto zna cię lepiej żona czy kochanka. Terpia
          skończyła się bo żona stwierdziła że to bez sensu.
          Nasz problem polega na tym, że nie umiemy ze sobą rozmawiać. Każda próba rozmowy
          kończy sie albo awanturą, albo stwierdzeniem, ze się nie rozumiemy. Protokół
          rozbieżności, a dalej cisza.
          Po drugie ja boję się autentycznie powiedzieć że chcę odejść. Będzie krzyczała,
          albo płakała, a potem powie żebym sobie robił co chcę. Wątpie żeby chciała
          rozmawiać jak dzielić dzieci i majątek. Wiem że będę musiał to w końcu powiedzieć.
          • sonia_30 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:24
            "Po drugie ja boję się autentycznie powiedzieć że chcę odejść.
            Będzie krzyczała, albo płakała, a potem powie żebym sobie robił co
            chcę. Wątpie żeby chciała rozmawiać jak dzielić dzieci i majątek.
            Wiem że będę musiał to w końcu powiedzieć".

            A to Ty chciałbyś tak bezboleśnie i bezemocjonalnie zupełnie? Dzieci
            dzielić? Każde na pół, czy jak? Rozmów chyba Wam zabrakło w związku,
            który nie jak stare dobre małżeństwo, ale jak spółka z mocno
            ograniczoną odpowiedzialnością, krok od upadłości. Może pora w końcu
            się spotkać i pogadać o tym co dalej. Jeśli nie podejmiesz rozmowy
            nie dowiesz się co żona na to. Decyzji bez jej udziału raczej nie
            podejmiesz, a przynajmniej nie wszystkich. Układając plan tego co
            dalej, trzeba wiedzieć na czym się stoi.
      • ravny Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:05
        michszyb napisał:

        > Ja dawałem z siebie
        > wszystko przez te wszystkie lata. Nie dostawałem wiele. Teraz chcę coś dla siebie.
        >
        > Co do przyjaciółki to żona nie wie że się znowu spotykamy.



        To, że Tobie się wydaje, że dawaleś "wszystko", nie oznacza, ze dawałeś to
        czego żona potrzebowała. Moze nawet nie masz sam pojecia czego ona potrzebuje bo
        oboje nie staraliście się o bliskość emocjonalną w tym związku. Żona zapewne ma
        taki sam problem, ze ona jest przekonana, że dawała Ci "wszystko" , łącznie z
        dziećmi i wybaczeniem zdrady, a Ty poleciałes do kochanki i nadal ją okłamujesz
        prowadząc podwojne życie.

        Teraz chcesz "coś dla siebie" : czyli żona wypad z TWojego(?!) domu a na jej
        miejsce wprowadzona wspaniała kochanka(na razie uosobienie wszelkich cnot, a za
        kilka lat kopia żony i liczenie kasy).

        Facet. Na razie sam nie wiesz czego chcesz. Ćhciałbyś lekko łatwo i przyjemnie :
        ale do tego nie trzeba było robić dzieci i zakładać rodziny.
        • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:15
          Zona zawsze doskonale komunikowała czego chce a ja robiłem wszystko co kazała.
          Jeśli była niezadowolona to nie bałą się tego nawet wykrzyczeć. Ja raczej
          potulny, spełniałem oczekiwania.
          A Ty uważasz że w takim układzie to ja powinienem opuścić dom, płacić na jego
          utrzymanie, widywać się z dziećmi gdy mi drzwi otworzy i przepraszać za wszystko
          do końca życia. Bo co, bo jestem facetem, to mam zrezygnować z wszystkiego bo
          ona jest kobieta i matką. A ja jestem ojcem i chciałbym, zeby dzieci zostały
          przy mnie. Jak ktoś biernie przez lata kastruje i olewa swojego męża to jest ok,
          a jak on ma tego dość to jest już świnią która powinna ponieść konsekwencje. NA
          to sie własnie nie godzę. I żałuję, ze żyję w kraju w którym jestem skazany na
          porażkę jako rozwiedziony ojciec.
          • bramstenga Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:55
            > A Ty uważasz że w takim układzie to ja powinienem opuścić dom, płacić na jego
            > utrzymanie, widywać się z dziećmi gdy mi drzwi otworzy i przepraszać za wszystk
            > o
            > do końca życia.

            Jeśli chcesz zostać w domu, kup żonie mieszkanie. Warte połowę domu, bo to wasz
            wspólny majątek.
            Co do opieki naprzemiennej, jestem przeciw - dzieci nie można traktować jak
            bagażu, przerzucać z miejsca na miejsce.
            Sorry Winnetou - to Ty wymiksowałeś się z tego układu (przez zdradę), więc ponoś
            konsekwencje: również w kwestii ograniczenia kontaktu z dziećmi. Zresztą jak
            pokazuje doświadczenie większość tatusiów jakoś dziwnym trafem wcale się do tych
            kontaktów nie pali, zwłaszcza po upływie pewnego czasu, gdy na świecie pojawią
            się dzieci z kolejnego związku...
            BTW, czy Twoja nowa pani wie już, że przez dwa tygodnie w miesiącu zamierzasz
            zrobić ją macoszką 24/7?
            ~bramstenga.
              • bramstenga Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 16:14
                > No widzisz a ja jestem takim tatusiem, który nie chce rozwodzić się z dziećmi.

                Zapewniam Cię, że taką deklarację w okresie okołorozwodowym słyszy się od
                znakomitej większości facetów. I dziwnym trafem znakomita większość z nich
                błyskawicznie o tym zapomina. Wystarczy kilka miesięcy.


                > A
                > moja nowa pani bardzo by chciała poznać moje dzieci i będzie dla nich na pewno
                > bardzo dobra.

                Twoja naiwność jest powalająca. A co niby spodziewasz się usłyszeć? Przecież to
                jasne, że kochanka będzie Ci teraz wchodzić w d*** bez wazeliny, żebyś wreszcie
                wykopał tę straszną żonę i mogła się wprowadzić do TWOJEGO gniazdka (no bo
                przecież ten okropny pazerny babsztyl - żona znaczy się - nie ma do niego
                absolutnie prawa). Zresztą jest delikatna różnica między "poznaniem" na spacerze
                w parku a prozaicznym macochowaniem.
                ~bramstenga
              • kasiapfk Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 22:56
                Michszyb,
                napiszę coś, co być moze skreśli mnie z tego forum.:
                Otóż daaawno temu sama byłam taką nową panią dla żonatego i
                dzieciatego mężczyzny.
                Po pierwsze nigdy nie zapomnę tego, jak ja go wtedy rozumiałam wink)))
                No i że byłam miłością życia, że tamto małżeństwo okazało się
                pomyłką, a jego dzieci? UWIELBIAŁY MNIE! chciały się wyprowadzić od
                mamy do mnie... Tylko ja po początkowym okresie fascynacji nimi,
                jednak zachwycona do końca ich obecnością nie byłam.
                Na dłuższą metę nie wytrzymałam. To jednak nie MOJE dzieci były,
                wymagały strasznie dużo no i jednak nie chciałam być balsamem dla
                sfrustrowanego codziennością faceta... który zresztą na wieść o moim
                rozwodzie odezwał się w te słowa: a ja się już rozwiodłem kochanie!
                (nawiasem, nie jestem zainteresowana zupełnie)

                Stary, z doświadczenia wiem, wymiksuj się jak najszybciej z romansu,
                jak chcesz, to rozejdź z żoną, pożyj sam a dopiero potem, jak już
                dorośniesz i zobaczysz czego naprawdę chcesz i czy radzisz sobie z
                nową sytuacją, zobacz, czy jesteś w stanie założyć nowy związek.

                p.s. poleciałam po szczerości, i mam nadzieję, że mnie nie
                wyklniecie smile
                • mola1971 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 23:17
                  Ja Cię nie wyklnę na pewno smile
                  Przechodziłam przez coś podobnego, czego zresztą nie ukrywałam również na tym forum. Tyle tylko, że 'mój' nie miał dzieci. Tzn. nie miał gdy to się zaczęło a potem... Potem to inna i smutna historia.
                  W każdym razie podpisuje się pod tym co napisałaś rękami i nogami smile

                  To jest dla autora wątku najlepsza wg mnie rada:
                  > Stary, z doświadczenia wiem, wymiksuj się jak najszybciej z romansu,
                  > jak chcesz, to rozejdź z żoną, pożyj sam a dopiero potem, jak już
                  > dorośniesz i zobaczysz czego naprawdę chcesz i czy radzisz sobie z
                  > nową sytuacją, zobacz, czy jesteś w stanie założyć nowy związek.
              • lampka_witoszowska Re: nierozwodzenie się z dziećmi... 07.08.09, 00:09
                ...jeśli polega na robieniu im huraganu z życia to jest dużo gorsze,
                niż rozwodzenie się z nimi

                ja nie rozumiem ojców, trudno
                nie rozumiem idei opieki naprzemiennej, skoro moja "pasierbica"
                przez 3 lata przy takiej opiece wyła regularnie co 2 tygodnie z
                tęsknoty do matki, a po dniu czy dwóch "przyzwyczajała" się do
                przenosin
                i tak w kółko
                po czym po 5ciu latach takiej opieki oznajmiła, że nie wyje, bo juz
                się do tego przyzwyczaiła

                nie rozumiem też, jak tatuś straszy sądami iwyciera sobie gębę
                prawami dziecka, bo dziecko śpi zamiast szykować się na zatwierdzone
                w sądzie spotkanie z tatusiem - na pewno matka je odrywa w ten
                sposób od ojca, przeciez mogła je uśpić wcześniej!
                i dlaczego ona wyjechała do rodziny z dzieckiem, odcina dziecko od
                tatusia! - przeciez dziecko tylko co jakiś czas płakało podczas
                krzyków tatusia, a tatuś żartował mówiąc, że jak się mamusi coś nei
                podoba, to sobie może wynająć mieszkanie...
                itd

                no, trudno - nie rozumiem, gdy ktoś się wypisuje z rodziny (nie
                tylko z małżeństwa, bo rodzina przestaje istnieć) i oczekuje, że da
                się podzielić wszystko tak, by było dobrze
                nie da się
                skoro zdycha "kochająca się rodzina", to dziecko naprawdę trzeba
                chronić, a nie "dzielić" po równo
                i spotkania z rodzicem dalszym - a zwykle dalszym jest ojciec - są
                jak najbardziej na miejscu

                tylko do tego trzeba dobrych intencji obojga rodziców -
                dobrych intencji, które się ujawnia już podczas rozstania, bo
                inaczej mozna mieć łatkę świni na stałe
          • wiosenka.pl asertywność i określenie własnych potrzeb 06.08.09, 16:56
            michszyb napisał:

            > Zona zawsze doskonale komunikowała czego chce a ja robiłem
            >wszystko co kazała. Jeśli była niezadowolona to nie bałą się tego
            nawet wykrzyczeć. Ja raczej potulny, spełniałem oczekiwania. A Ty
            uważasz że w takim układzie to ja powinienem opuścić dom, płacić na
            jego utrzymanie, widywać się z dziećmi gdy mi drzwi otworzy

            W takim układzie, to powinieneś duuuużo nad sobą popracować, jeśli
            nie chcesz, aby nowy związek zakończył się fiaskiem i kolejnym
            rozgoryczeniem.

          • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 08:02
            Nie słonko, Ty nie jestes facetem. Wczesniej bałes się wykrzyczec
            co Ci nie odpowiada, to znalazłeś sobie powierniczkę, która Cię
            rozumie (w domyśle lituje się nad Tobą , bo ma w tym interes).
            prwdziwy facet, najpierw pozamykałby stare sprawy, odszedł, a potem
            wyżalał się innej. Ty jestes kłamcą i oszustem , gdybym była sądem
            nigdy nie pozwoliłabym żeby dzieci wychowywał ktoś taki bez
            charakteru. Bo wygoda dla dzieci to chyba nie jest najważniejsza
            rzecz w życiu, ważne są wzorce do naśladowania, a Ty nim jak
            oczywiście wynika z Twoich postów, nie jesteś. Dla mnie to Ty jesteś
            żałosnym egoistą. A na porażkę, to Ty się sam skazujesz. Zrozumiesz
            to pewnie kiedys.
        • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:18
          To ja przez lata chodziłem na psychoterapię, żeby poradzić sobie z problemami
          jakie fundowała mi frustracja z takiego życia. Gdy poprosiłem zeby mi pomogła i
          poszła ze mną to powiedziała że to ja jestem nienormalny i to moje problemy.

          A teraz mam być rycerski i dorosły.
          • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:28
            Biedny misio jesteś, jeszcze cię trzeba po główce pogłaskać. Banał
            kompletny, "żona mnie nie rozumie, kochanka rozumie moje potrzeby".
            Dobrze ci radzą, ustal sam z sobą czego chcesz. Jak chcesz odejść to
            odejdź, przygotuj własna propozycję finansową co do majątku i
            alimentów. I nie szukaj gotowej recepty na długie szczęśliwe życie.
            • crazyrabbit Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:29
              Kiedyś na jednym z forów rozgorzała dyskusja o tym dlaczego
              mężczyźni szukają sobie kochanek.
              Po burzliwej wymianie zdań o seksie (że z żoną to podkołdernie i po
              ciemku, raz na miesiąc i żadnych "zboczeń"), forum doszło do
              konkluzji: kochanka potrafi SŁUCHAĆ.

              Sama byłam kochanką i miałam kochanka, więc wiem, jak bardzo taka
              osoba potrafi pomóc, wesprzeć psychicznie, dodać pewności siebie,
              podreperować poczucie własnej wartości.
              Ja od exa wysłuchiwałam, że jestem szmatą, że jestem stara, brzydka
              i gruba, nikogo sobie nie znajdę, mam beznadziejną pracę, a jak mi
              się nie podoba, to mam się wyprowadzić. A jak się wyniosłam, to się
              zdziwił smile)))

              Nie oceniajcie ludzi zerojedynkowo. Są różne sytuacje, różni ludzie,
              rózne potrzeby. A na RICD: kochanka - be, żona - cacy (choćby nie
              wiem, jaką wiedźmą była).

              Pozdrawiam
              Królik
              • ajmj Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:44
                Natua , sama sobie odpowiedziałaś. W Twoim związku to Ty się
                starałaś a ... mimo to męza masz jakiego masz, i teraz podstaw inne
                osoby i wyjdzie, ze bohaterwink wątku tak jak i Ty starał się ale...
                trafił na egzemplarz pokroju Twojego mężasmile i co by nie zrobił
                będzie źle! Tak jak i Ty cokolwiek nie robiłaś, stawałaś na rzęsach -
                było niedobrzesmile
                • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:57
                  No i wszystko pięknie. Może faktycznie żona "bohatera " wątku to
                  zołza, zimna i nieczuła, tylko czy to usprawiedliwia zdradę i
                  kłamstwo? Nie mógł poprostu postawić ultimatum, zrób coś z tym bo
                  inaczej odejdę. Jeśli to by nie podziałało, to trzeba było wtedy
                  brać rozwód, dzielić się majątkiem. A on zaczął od dupy strony,
                  poszukał sobie pani, która go dowartościowała, "pomogła" podjąć
                  decyzję.
                  Naprawdę uważacie, że postąpił w porządku? Tak ze zwyczajnego
                  ludzkiego punktu widzenia.
                  • les.vacances Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 09:48
                    > Może faktycznie żona "bohatera " wątku to
                    > zołza, zimna i nieczuła, tylko czy to usprawiedliwia zdradę i
                    > kłamstwo?

                    Tak. Jak ktoś jest nieczułą zołzą, powinien liczyć się z tym.

                    > Naprawdę uważacie, że postąpił w porządku? Tak ze zwyczajnego
                    > ludzkiego punktu widzenia.

                    Postąpił najlepiej, jak umiał - latami spełniał zachcianki i
                    kaprysy, aż - słusznie - powiedział basta.
                    • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 09:58
                      Właśnie nie powiedział basta. Wszystko wskazuje na to, że poszukał
                      sobie kolejnej, która poprowadzi go przez życie. A skad ta nieczuła
                      w jego mniemaniu zona niby miała wiedzieć, że pan taki udręczony się
                      czuje, skoro nic jej nie mówił. Co ona wrózka jakaś? Ona niestety
                      ponosi konsekwencje tego , że zakochała się w takiej pindzie, co to
                      nie potrafi sie odezwać, a jak ma za plecami pocieszycielke to
                      skacze jak zwariowany kogut, walczyć chce, dzieci zabierać w imię
                      tego, że on biedny i jemu sie należy. Dla mnie ten pan jest żałosny.
                      Ktoś tu mądrze napisał, że nie najlepiej swiadczy o człowieku to, ze
                      nagaduje na byłego partnera. Świeta prawda. sama powiedz
                      les.vacances, chciała byś sie związać z kims takim?
                        • eutherpe Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 10:34
                          Powiedział basta, tak tak, Zabrał zabawki z piaskownicy, znalazł ukojenie w
                          postaci drugiej paniusi i stara się jak najlepiej załatwić sprawę. Jak miałem
                          nie odejść jak ona taka była...A ja starałem się, łaknąłem kąska ale pani
                          zamiatała spódnicą więc co miałem robić...Biedny....Naprawdę zmykaj Panie jak
                          najszybciej a wierzę,że Pani ma w sobie jeszcze to ciepło, które przekaże
                          dalej.Nie ma co rozstrząsać co byłoby lepsze.
                          Pani zostaje przy dzieciach a Pan idzie do Pani numer dwa.
                          O, nawet do mamy nie pozwoliła mu chodzić....JEJEJEJEJ.
                          I nie chce już byc mężem swojej zony.
                        • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 10:42
                          Tak mnie zastanawia les, czy Ty przypadkiem nie jesteś tą panią nr
                          2. Ty nam zarzucasz, ze jako oszukane byłe żony napadamy na gościa,
                          a gdzie u Ciebie zrozumienie dla żony pana micha, chociaz odrobinka?
                          Tym bardziej, ze on sam się przyznał na forum do zdrady i oszustwa,
                          wiec tak do końca wiarygodny nie jest. Może te jego wywody to
                          kolejne kłamstwa.
          • ravny Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:31
            Uściślijmy. Znacie się od 17 lat. Od lat żona jest wredna źle Cię traktuje a Ty
            się tylko poświęcasz i cierpisz w milczeniu(Niby kto ci kazał z nią być, żenić
            się?). W tak okropnym związku zdecydowałeś się całkiem niedawno(dopiero 5 lat
            temu) na dzieci.
            Gdy zona miała na głowie starszego 2latka, oraz była świeżo po połogu z drugim
            dzieciekem, Ty, uciśniony mąż, znalazłeś sobie kochankę pocieszycielkę, która
            wreszcie Cię rozumie i wspiera....w ...wiadomo czym . (Swoja drogą to niezła
            pinda idąca po trupach, która włazi do małżeństwa gdzie jest 2 małych dzieci, w
            tym najmłodsze półroczne dziecko).

            To kiedy zamierzasz dorosnąć?
            Bo na razie w Twojej historii dojrzałych decyzji życiowych nie widać.
            • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:57
              No jasne. Jestem jak dziecko we mgle. Brakuje mi ciupciania, a jak się zjawiła
              taka co mi daje to mi odbiło. No i nudziłem się i byłem zły jak dzieci płakały,
              a żona była zmęczona więc znalazłem pocieszycielkę. Zwykła świnia. To taka
              prosta klisza, którą myślisz.

              Tylko widzisz włąśnie tak było że cierpiałem w milczeniu. I nauczyłem się
              cierpieć w myśleniu i nawet już oswoiłem się z myślą, ze tak moje życie będzie
              wyglądać.

              powinienem dodać, ze żona była moją pierszą dziewczyną. Sądziłęm że tak
              wyglądają relacje damsko-męskie. Dopiero jak poszedłem do pracy i pojawiłe się
              inne kobiety wokół mnie zorientowałem się że one inaczej sie odnoszą do mnie. A
              potem pojawiła sie przyjaciółka. I romans wyciągnął mi głowę z piachu.
              Zobaczyłęm że związek dwojga ludzi może wyglądac zupełnie inaczej. Swoją drogą
              ignorancja to błogosławieństwo. Na dzieci zdecydowaliśmy sie wtedy kiedy żona
              chciała, bo wczesniej robiła karierę. Liczyłem że nas to zblizy a oona się
              zmieni. I faktycznei sie zmieniła. Zrezygnowała z kariery na rzecz dzieci, a ja
              poszedłęm jeszce bardziej w odstawkę.

              > To kiedy zamierzasz dorosnąć?
              > Bo na razie w Twojej historii dojrzałych decyzji życiowych nie widać.

              No właśnie chyba najwyższy czas żeby podejmować dorosłe decyzje.


              • wiosenka.pl mieć ciastko i zjeść ciastko 06.08.09, 16:36
                michszyb napisał:
                > Tylko widzisz włąśnie tak było że cierpiałem w milczeniu. I
                >nauczyłem się cierpieć w myśleniu i nawet już oswoiłem się z myślą,
                >ze tak moje życie będzie wyglądać.

                A może to był błąd? Dlaczego założyłeś, że żona ma czytać w Twoich
                myślach?

                > powinienem dodać, ze żona była moją pierszą dziewczyną. Sądziłęm
                >że tak wyglądają relacje damsko-męskie.

                Czyli sam z siebie nie wiesz/łeś , czego oczekiwać?

                > potem pojawiła sie przyjaciółka. I romans wyciągnął mi głowę z
                >piachu.

                Na jak długo, ciekawe?

                > Zobaczyłęm że związek dwojga ludzi może wyglądac zupełnie inaczej.

                Niewątpliwie, romans może być bardziej atrakcyjny niż szara
                rzeczywistość.

                > Liczyłem że nas to zblizy a oona się
                > zmieni. I faktycznei sie zmieniła. Zrezygnowała z kariery na rzecz
                >dzieci, a ja poszedłęm jeszce bardziej w odstawkę.

                Pełne zespolenie z drugą połówką to tylko fantazje.

                > No właśnie chyba najwyższy czas żeby podejmować dorosłe decyzje.

                Czyli coś tracisz, coś zyskujesz. Będąc dojrzałym osobnikiem nie da
                się mieć kochanki/nowej żony, cały dotychczasowy dom dla siebie i
                zero wyrzutów sumienia odnośnie dzieci. Zaproponuj sprawiedliwy
                podział majątku, godziwe alimenty, jeśli dotychczasowe małzeństwo
                jest dla Ciebie bez przyszłości i stanowi swego rodzaju męczarnie,
                czy poświęcenie.

          • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:59
            ok. wiec zrob jak wymysliles, "kup" jej mieszkanie, sam zostan w domu z nowa wybranka (zobaczymy czy milosc zycia tak chcetnie bedzie widywac w domu twoje dzieci). wez pod uwage, ze jak dzieci beda dojrzewac moga miec inny punkt widzenia na to co zrobiles.
            w sadzie pewnie wygrasz sprawe o dom bo przeciez tak ciezko na niego pracowales...

            interesujace jest jak mowisz o swojej zonie, nie sadzisz, ze wystawiasz SOBIE swiadecto? ja rozumiem, ze chcesz zaczac nowe zycie ale czemu kosztem np. finansowym zony?
            nie warto dla nowej milosci "poswiecic" wszystko? przeciez wlasnie ci teraz chodzi o czysta, wyjatkowa milosc???!!
            • michszyb Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 16:19
              Ok to co piszę jest w pewnym stopniu prowokacją. Nie mówię że tak zrobię. Ale
              myślę na ten temat.
              Piszesz:ja rozumiem, ze chcesz zaczac nowe zycie ale czemu kosztem np.
              finansowym zony?

              Gdzie tu jest koszt finansowy żony. Pzrecież ja jej nie chcę nic zabrać.
              Poświecić wszystko? Dzieci też? Ale dlaczego mam poświecać dzieci, bo mi się
              małżeństwo sypie.
              Ok podkłądam sie pisząc takie rzeczy, ale ja chcę wiedzieć, dlaczego to ja mam
              ponosić wszystkie konsekwencje? Bo mam kochankę? A to co ona robiła przez lata
              jak byliśmy razem to się nioe liczy? Nota bene w na początku naszej znajomości
              zdradziłą mnie 2 razy. Ale to się pzrecież nie liczy bo było dawno i nie byliśmy
              małżeństwem.
              • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 16:32
                chcesz jej odberac dom, nie chodzi tylko o wartosc finansowa ale rowniez emocjonalna.
                musisz poniesc konsekwencje bo to ty odchodzisz, nie zapominaj, ze do "lepszego" zycia, ty juz kogos masz...ona....jest sama z duzym bagazem (2 dzieci+poczucie skrzywdzenia). ty oczywiscie zajmiesz sie dziecmi ( w co wierze) ale sam wiesz, ze nie wszytko zawsze sie uklada jak chcemy.
                zreszta jakie wszystkie konsekwencje?...to, ze moglbys sprzedac dom i podzielic kase na pol?...wiesz jakbys wyszedl z domu z jedna walizka to byloby poswiecenie dorobku.
                zadbaj o to aby zona po rozwodzie mogla stanac na nogi, to jej ulatwi znalezienie partnera...a tobie spokojna starosc (brak wyrzutow sumienia) u boku wybranki.
                dzieci nie poswiecaj, zreszta przeciez nie musisz!
                • crazyrabbit Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:21
                  > chcesz jej odberac dom, nie chodzi tylko o wartosc finansowa ale
                  rowniez emocjo
                  > nalna.

                  Ależ jej nie stać na utrzymanie tego domu. I co, zostanie panią na
                  włościach i przez lata będzie na utrzymaniu byłego męża? Tak on ma
                  spałacać swoje "winy"?
                  Za dużo tu emocji, za mało logiki.
      • ani.chybi Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 15:23
        michszyb napisał:

        > No faktycznie żyjemy jak stare dobre małżeństwo. Tzn dwoje obcych
        sobie ludzi
        > pod jednym dachem, którzy prowadzą firmę pod nazwą gospodarstwo
        domowe. Ale czy
        > to jest małżeństwo? Ja sobie to inaczej wyobrażałem. Rozmowy,
        które ograniczają
        > się do spraw codziennych. No i dzieci. dzieci, które mają dorastać
        i uczyć się
        > że małżeństwo tak właśnie wygląda.
        Jak będzie ten układ wyglądał za lat 10, 20? Umiesz to sobie
        wyobrazić? Obecny chłód będzie się przekształcał w niechęć, żeby nie
        powiedzieć w nienawiść.
        > Piszecie że mam dojrzeć. Ale do czego. Zdaję sobie sprawę, że
        zmieniając ten
        > układ i odchodząc narażam się na odium tego złego, który dla
        własnej wygody
        > niszczy rodzinę. Ale moja żona traktując mnie jak powietrze jest
        już normalną
        > żoną i matką polką i jak ją zostawię to przecież ją krzywdzę.
        Powiedz żonie, ze masz kochankę. Prędzej czy poźniej i tak się o tym
        dowie. Być może oboje wypracujecie wtedy zgodną decyzję co dalej.
        Skoncentruj się raczej na tym, co dla Ciebie dobre i Twojej rodziny
        niż na opinii środowiska.
    • z_mazur Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 20:15
      Sprawa jest w sumie dosyc prosta.

      Chcesz się rozwieśc, to się rozwiedź, chcesz tkwic w takim małżeństwie, to tkwij.

      Każda z tych decyzji ma swoje konsekwencje.

      Druga jest pozornie prostsza, bo nic się nie zmieni i będzie tak jak dotąd, a Ty się będziesz coraz bardziej wypalał.

      Pierwsza jest pozornie trudniejsza. Trzeba podjąc decyzję i byc konsekwentnym. Jeśli ją podejmiesz, to czeka Cię rozprawa rozwodowa, rozstanie z żoną i układanie sobie życia na nowo z wszystkimi tego konsekwencjami, ale masz wtedy szansę, że te życie będzie lepsze jakościowo od tego, które wiedziesz aktualnie.

      Decyzja o rozwodzie niezależnie od tego przez kogo podjęta dotyka całą rodziny. Nic po rozwodzie nie będzie takie jak było, więc nie ma co udawac, że uda się zrobic tak, żeby nic się nie zmieniło.

      Skoro żony nie stac na utrzymanie domu i spłacenie Ci połowy jego wartości, najrozsądniejszym wyjściem będzie sprzedanie go i kupienie dwóch mieszkań. Żonie jako samotnej matce i tak trudno by było w początkowym okresie zadbac o utrzymanie domu będąc jednocześnie samotną matką, a dla Ciebie zaczynającego nowe życie bagaz w postaci domu, z którym wiążą się mało przyjemne wspomnienia, też nie jest do niczego potrzebny

      Dzieci są na tyle małe, że zmiana otoczenia nie będzie dla nich specjalną traumą, jak równiez pogodzenie się z tym, że ojciec nie będzie osobą codziennie obecną w ich życiu, przyjdzie im pewnie łatwiej niż starszym dzieciom.
    • niutka19 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 06.08.09, 23:17
      To żyj sobie w miłości i bliskości, jak słyszę słowo przyjaciółka to
      dostaję gęsiej skórki, oszukujesz żonę dzieci i siebie bo sam nie
      wiesz czego chcesz facet, nie będziesz miał nic ani rodziny ani
      przyjaciół bedziesz sam i bez żadnych szans czego Ci serdecznie
      życzę, bo nie doceniasz tego co masz i tyle.
    • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:05
      oj biedaku

      zostaniesz teraz odsadzony od czci i wiary przez zdradzone porzucone zonym,
      ktore tutaj szukaja ukojenia...

      a nic gorszego niz porzucona kobieta nie ma...
      nic bardziej msciwego, zlosliwego...

      gydbym byla mezczyzna- zastanawialabym sie mocno nad slubem
      bo kiedy cos pojdzie nei tak( a MA PRAWO BO TAKIE JESTES ZYCIE DROGIE "NIEWINNE"
      SKRZYWDZONE ZONY....) TO MOZNA zostac znisczonym, szantazowanym, staszonym ,
      okradzionym, oszkalowanym przed wszytskimi
      w imie? milosci do grobowej deski oczywiscie....

      wspolczuje ci serdecznie mimo , ze jestem kobieta
      ale to co robia kobiety po rozstaniu- to jakis koszmar...

      bedziesz karany do konca zycia za to, ze osmieliles sie byc nieszczeliwy z
      jakas pania...

      wprawdzie nikt nigdy nie chcial ode mnie odejsc
      ale mam nadzieje, ze jesli keidykolwiek- to zachowam godonosc, honor i dam zyc
      temu czlowiekowi KTORY NIE JEST MOJA WLASNOSCIA jak sadzi wiekszosc tu kobiey

      malzenstwo to CHEC A NIE CYROGRAF.... a tak mi sie wydaje kiedy czytam to forum

      a ty walcz o swoje szczescie, zycie jest jedno, kazdy ma prawo do bledu, zmiany
      zdania- i do walki o zycie...

      wspolczuje waszym bylym mezom....ale rouzmiem ,ze opluwanie ich i utrudnianie im
      zycia to jedyne co wam drogie porzucone zony pozostalo...

      obraz kobiety po rozstaniu na forum jawi sie przerazajaco....
      ludzie nauczcie sie rozstawac z godnoscia

      • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:13
        rozumiem, że współczujesz równiez mojemu byłemu mężowi,
        choć mojej historii nie znasz

        zastanowię się, czy mu przekazać twoje wyrazy współczucia czy raczej
        poradę - spóźnioną, co prawda - by rozstawać się z godnością, czy
        jednak przemyśleć, że to co robię po rozstaniu, to jakiś
        koszmar smile))))))
        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:23
          napisalam wiekszosc, nie kazdy

          sadzisz, ze jad jaki leje sie na tym forum
          nienawisc
          to normalne uczucia? konstruktywne?

          obiektywnie stwierdzam, ze obraz kobiety rozwodzacej jest smutny
          i kwalifikuje wiekszosc pan na terapie- dla ich wlasnego dobra

          jak mozna zyc majac tak wiele nienawisci w sobie?
          jak mozna byc z kobieta, ktora taka wlasnie jest?
          jak mozna zyc nie wyciagajc wnioskow?niczego sie nie uczac

          wszysyc mezczyzni to dranie??naprawde?

          rozne zreczy w zyciu przeszlam...ale nie neinawidze nikogo. nie utrudniam
          zycia.nie placze codziennie.nie brzydne i gorzknieje
          wyciagnelam wnioski i zyje dalej

          a zyciem wiekszosci pan tutaj- jest opluwanie czlowieka innego
          wszyscy sa winni tylko nie one...

          ta nienawisc, zlosc - zraza mnie do tych kobiet, zniecheca zamiast budzic moje
          wspolczucie
          • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:31
            wspolczuje waszym bylym mezom....ale rouzmiem ,ze opluwanie ich i
            utrudnianie im
            zycia to jedyne co wam drogie porzucone zony pozostalo...

            obraz kobiety po rozstaniu na forum jawi sie przerazajaco....
            ludzie nauczcie sie rozstawac z godnoscia

            Słonko, ani raz nie użyłaś słowa "większość"

            do głowy Ci nei strzeliło w twojej nienawiści do byłych żon, że
            nawet jeśli emocje ponoszą, to normalny cżłowiek emocje wylewa,
            potem się podnosi
            tak jest i z mężczyznami, i z kobietami
            jesli sądzisz, że tu piszą 80latki, które rozwód przesżły 50 lat
            wstecz i nie poradziły sobie z emocjami - to podziwiam
            podziwiam też fakt, że jesteś cyborgiem - porażka, podnosisz się i
            zero uczuć
            fajnie
            i strasznie

            już wolę te żony, które sobie tu poplują jadem przez rok, dwa na
            exa, a potem mają dalesze szczęśliwe życie - i oby nie pisały
            podobnych bredni, szczególnie pod hasłem: "dużo w życiu przeszłam"
      • sonia_30 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:02
        "wprawdzie nikt nigdy nie chcial ode mnie odejsc ale mam nadzieje,
        ze jesli keidykolwiek - to zachowam godonosc, honor i dam zyc temu
        czlowiekowi..."

        dlaczego tylko masz nadzieję? co najmniej pewności bym oczekwiała od
        osoby która wyklawiaturzyła takowego posta...
    • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 00:17
      porozmawiaj z dobrym prawnikiem- przeciez istnieja przepisy okreslajace co i ile
      sie komu nalezy

      lepiej stracic polowe majatku( choc ja uwazam, ze gydbym zarabaiala 2 tys a on
      8tys - dzielic to po polowie za skrajnie nieuczicwe..ale chyba jestem w
      mniejszosci) niz polowe zycia!!

      zona biedna, skrzywdzona..pokazuje wlasnie uczucia...
      znaczy chce kase, dom
      i taka jest matka kochajaca- ze gra dobrem dzieci...

      takie wlasnie sa w wiekszosci polskie rozwodki...
      nie dziwie sie facetom, ze on nich chca sie uwolnic za wszleka cene

      drogie panie- a moze by tak ususnac przczyne? sprawic zeby maz chcial z wami byc?
      a nie niszczyc go potem za kare?

      jak znam zycie i co czytam na forum to twoja zona na kontakty normalne z dziecmi
      nie pozwoli- ale jest an pewno wspaniala matka...

      tragedia
      jej zachowanie teraz byloby dla mnie juz powodem do obrzydzenia i rozwodu
      jestes jej wlasnoscia...sluga i masz dostarczas pieniedzy na wygodne zycie. a ja
      sie postawisz czy uciekniesz do innej- to cie zniszczy...

      polska w kwestii rozwodow jest XIXwiecznym zasciankiem- kiedy to rozwodnika
      spotykal ostracyzm, kara i bog wie co jeszcze

      na zachodzie ludzie rozwodza sie, przyjaznia,buduja nowe zwiazki- dziecko w
      najgorszym przypadku ma 2 domy( i jest szczesliwe!!)- w polsce? jest
      zakladnikiem oszalalej, karajacej ojca matki...
      • elegia Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 01:54
        wiesz..teraz rozumiem dlaczego w polsce zrobienie bylej zony " w konia" jest takie latwe, poniewaz kobieta-sedzia nie pozwoli, zeby jakas "zdzira" dorobila sie na krwawicy mezusiawink
        wiec np. po 25 wspolnych latach i prawie odchowanym potomstwie mozna taka "zdzire" co malo zarabiala i tylko wychowywala dzieci wyprowadzic z domciu na bruk!
        w koncu droga kolezanko ciaza to bulka z maslem, odchowanie potomstwa jest banalne.....tylko dlaczego faceci nie chca sie zamienic z kobietami???
        aaaa to przekonanie, ze mnie o nie spotka, a jestem inna, wartosciowa, ja sie dorobie, urodze, sama odchowam i jeszcze nobla dostane!

        emma jestem przekonana, ze zaslugujesz na takie meza jak nasz autor watku, jestes najlepsza!
        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 22:53
          po tonie wypowiedzi...dochodze do wniosku,

          wolalabym takiego meza jak autor postu( ktory analizuje dosc sensownie sytuajce,
          widzi takze wlasne winy i przyznaje sie do win-ktora z pania na to stac?....)
          niz taka zone jak ty

          nie dlatego ze nie lubie kobiet, ze jestem zla
          tylko on jakos bardziej mnei przekonuje...a jzu na pewno jest przyjemniejszy i
          mniej agresywny
        • crazyrabbit Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 08:39
          > w koncu droga kolezanko ciaza to bulka z maslem, odchowanie
          potomstwa jest bana
          > lne.....tylko dlaczego faceci nie chca sie zamienic z kobietami???

          Ależ wielu facetów naprawdę tego chce i walczy o prawo do opieki nad
          dziećmi! I wielu chętnie by się z mamuśkami zamieniło... Wystarczy
          trochę pogmerać w archiwum tego forum, albo wejść na "W stronę ojca".
          I skończcie to generalizowanie.

          Autor wątku zdaje się coś wspominał o opiece naprzemiennej, a w
          innym pisał o wyłącznej opiece nad dziećmi (i to małymi).

          No, ale on ma kochankę i chce żonie dom zabrać (?) to trzeba go
          odsądzić od czci i wiary.

          Królik
          • lampka_witoszowska Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 12.08.09, 11:07
            straszne, to co piszesz

            generalizujesz niemiłosiernie

            nie wiem, gdzie zdobywałas wiedzę o podejściu kobiet do rozwodu i
            dzieci, ale nie dla kazdej (może dla nielicznych???) najważniejsze
            jest zatrzymać dom czy wiernego męża

            niektórym matkom naprawdę może zalezeć głównie na dzieciach...
            choć jak widzę, niektórym to do głowy nie przychodzi
      • eutherpe Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 08:18
        O Emmo-upadam na kolana przed Kobietą wyzwoloną z okowów frustracji i
        nienawiści. Jakże czyste twe uczucia i serce wolne od negatywnych emocji.Jakże
        wstrętne te kobiety złosliwe, co czynią spętane złością i tryskające jadem na
        panów, wszak dobrych, uczciwych.Fuj, te to chcą tylko mamony. Brzydale. I
        popatrz, kosztem dzieci. Ej, nieładnie, nieładnie.
        Może kiedys(czego nie życzę) znajdziesz się w podobnej sytuacji jak te kobiety a
        wtedy porozmawiamy, dobrze?Pouczysz nas jak wyzbyć się tego, co w nas takie
        obrzydliwe.
        • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 08:38
          No własnie emmo. Jeśli kiedys staniesz przed takim problemem to
          wejdź na to forum, tu napewno będą ludzie którzy wesprą Cię w
          trudnych chwilach, czasem dołożą, ale również podpowiedzą życzliwie.
          Rozwód to duże przeżycie i nie da się przewidzieć jak się na nie
          będzie reagować. Obys nie musiała się przekonac, bo jesli teraz
          potrafisz tak oceniać obce sobie kobiety, które nie wyrządziły Ci
          żadnej krzywdy, czasem tylko z bólu wyrzucają bardzo negatywne
          emocje, to co zrobisz takiemu facetowi, który wyrzadzi Ci tę
          krzywdę?
          • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 10:46
            Przez 13 lat byłam macochą w tym 9 lat całodobową dwóch chłopaków.
            I powiem Ci, że same dobre chęci nie wystarczą. Przeszłam z
            chłopakami okres dorastania, dojrzewania, buntu itp. atrakcji. Teraz
            jestem byłą macochą i prawie byłą żoną a mój syn ma macochę. Jedno
            jest pewne i nie podlega dyskusji – zanim poznasz panią ze swoimi
            dziećmi musisz załatwić sprawy z żoną a dzieci oswoić z sytuację, że
            tata ma nowy dom. Ale nie próbuj od razu tworzyc nowej wielkiej
            rodziny. Dla dzieci fakt rozbicia rodziny jest wystarczającym
            przeżyciem żeby jeszcze fundować im nową osobę w tym układzie. Nawet
            jeżeli są małe. Mój młodszy pasierb w chwili odejścia ich ojca z
            domu miał 3 lata, starszy 8 i nie jest prawdą, że małe dzieci
            łatwiej się adaptują. Tak naprawdę zależy to od więzi jakie miały z
            rodzicem, który odchodzi. Jeżeli odejdziesz pokaż dzieciom jak
            będziecie funkcjonować w nowym układzie ale na początku bez pani.
            Nie próbuj im pokazywać, że nic się nie zmieniło, że jest fajnie. Bo
            fajnie nie jest. To, że dzieci mogą zachowywać się normalnie nie
            znaczy, że nie przeżyją zmian. U mojego syna emocje zaczęły
            wychodzić po roku od odejścia ojca. Opiekę naprzemienną odradzam,
            dzieci muszą mieć jeden dom, jedno stałe miejsce i nie można się
            przeciwko temu buntowac i próbowac tworzyć dwóch domów. To
            nierealne. Każdy ma potrzebę bezpieczeństwa a to gwarantuje stabilne
            osadzenie w jednym miejscu. Nie stworzysz im drugiego domu, ale
            możesz i powinieneś utrzymac z nimi więź. Nie będzie to łatwe, bo wg
            moich doświadczeń im mniejsze dzieci w trakcie rozwodu tym trudniej
            to wychodzi. Im starsze dziecko tym więcej jest rzeczy, które robiło
            się wspólnie z nim i można na tej bazie więź podtrzymywać. Dla
            dziecka ważniejsze będzie twoje uczestniczenie w jego życiu – np.
            odwożenie do przedszkola, chodzenie na basen, udział w
            przedszkolnych przedstawieniach niż niedzielny spacer w gronie nowej
            rodziny. Twoja nowa pani może być pelna dobrych chęci, ale bycie
            macochą nie polega tylko na wspólnych spacerach. Czasami własne
            dzieci irytują tak, że ma się ochotę obedrzeć je ze skóry. Weź pod
            uwagę, że mogą się pojawić nowe dzieci w nowym związku i wtedy
            naprawdę nie jest łatwo. Dzieci muszą najpierw okrzepnąć w układzie
            one-tata dochodzący, a potem dopiero, kiedy układ zafunkcjonuje
            można wprowadzić nową panią. A mówienie, że twoja nowa pani na pewno
            będzie dla nich dobra nic nie znaczy. Rózga ich bić nie będzie? To,
            że ty dostałeś skrzydeł i znalazłes kobietę, która cię rozumie w
            przeciwieństwie do zimnej emocjonalnie żony nie znaczy, że twoje
            dzieci muszą podzielać twoją euforię. Teraz tworzysz swój nowy świat
            podczas kolacji przy świecach, a potem przyjdą prozaiczne sprawy –
            ot choćby pobyt dzieci u ciebie w weekend. Czy wtedy ty śpisz z nimi
            w ich pokoju czy z one w pokoju obok a ty z panią. Co będzie jak w
            twój weekend dzieci zachorują, albo jedno z nich – brać je,
            zostawiać u matki itp. sprawy. Logistycznie takie układy to spora
            łamigłówka. Współczuję teraz mojemu jeszcze mężowi, któremu dojdzie
            w październiku nowe wspolne z nową panią dziecko, a do tego ta pani
            ma dziecko, które wychowuje jej były mąż. Życie potrafi zaskakiwaćsmile
          • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:02
            wyrzadzil mi facet wielka krzywde, wykorzystal, oklamal

            i gydysmy mieli dzieci, nie zabronilabym im go widywac, nie zadalabym polowy z
            jego 6tys pensji do konca zycia badz zostawienia mi mieszkania wspolnego....bo
            niby z jakiej racji?
            tego akurat jestem pewna

        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 22:59
          rozstalam sie z kims po 7 latach zwiazku

          i ten ktos nie obrazal mnie, nie wyrzucil moich rzeczy na smietnik,nie nazwal
          mojego nowego mezcyzne-dziwka, nie odebral mi wspolnego kota, nie pocial zdjec
          wspolnych, nie nastawil mojej rodziny przeciwko mnie, pozwolil swojej rodzinie
          mnie nadal lubic, nie zazadal finansowej satysfakcji za wspolnie stracone lata,
          za inwestycje w moja osobe...


          dlatego ze byl mezczyzna?a nie kobieta
          a moze dlatego, ze jest kulturalnym czlowiekiem z klasa

          dzieki temu oboje ulozylismy sobie zycie oboje, szczesliwsze niz razem..
          czego zycze wszystkim, ktore mnie atakuja

          i zrouzmienia, ze dorosli ludzie decyduja sie ze soba byc a nie miec ...i trzeba
          byc przygotowanym na to, ze bywa iz ludzie sie rozstaja...
      • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:30
        Uważasz, że gdybyś zarabiała 2 tys a on 8 to dzielenie majątku po
        połowie byłoby skrajnie niuczciwe. Tto może pójść dalej, skoro ona
        te dzieci wychowała, poświęcała im więcej czasu, to moze powinna
        powiedziec tatusiowi, Ty bierzesz kasę a ja dzieci. Wiem, że to
        zadne porównanie, ale idąc Twoim tokiem rozumowania takie wnioski
        się nasuwaja. A może ona chce kase i dom własnie dla dzieci a nie
        dla siebie. Jeśli on jest takim kochającym tatusiem i honorowym
        facetem to może powinno mu zależeć, żeby matka jego dzieci czuła się
        komfortowo. Zadowolona matka= szczęśliwsze dzieci.
          • mamaadama4 Re: podział majątku 07.08.09, 11:45
            Jeżeli jedyną rzeczą, którą macie jest dom, to trzeba go po prostu
            sprzedać, spłacić kredyt i kupic dwa mieszkania. Nie wiem jak
            wygląda twoja umowa kredytowa, czy masz możliwość wczesniejszej
            spłaty spłacając odsetki tylko za okres wykorzystania kreytu. Jeżeli
            tak, to nawet uwzględniając fakt, że dom jest trudno sprzedać i
            niekoniecznie twoje oszacowanie potwierdzi rynek, może wam po
            spłacie kredytu zostać jakieś 400 tyś. Nie wiem gdzie mieszkasz i na
            ile metrów starczy ci taka kwota. Jak by nie patrzeć - z dwójką
            dzieci w garsonierze nie wypada zony ściskać, na swoje mieszkanie
            będziesz musiał zaciągnąć kredyt. Nie jest lekko.
          • dorata351 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:53
            Tego czy dbała nie wiemy. Wiemy za to ze pan okłamuje żone, ma
            romans na boku, ba miał kiedy młodsze dziecko zaledwie się urodziło.
            On się zastanawia jak to wszystko najwygodniej dla siebie rozegrać,
            a jak już obmyśli sobie plan to powie żonie, że ma kochankę, bo póki
            co nie zrobił tego. On się przygotowuje, ona tej szansy nie ma,
            prawdopodobnie zajmuje się dziećmi, w czasie kiedy on relaksuje się
            z kochanką i żyje w nieswiadomości. Rozstrząsamy o winach, tym co
            zrobić, kto jest wredny itd. wg mnie człowiek nie może być trochę
            przyzwoity, trochę nie. Autor wątku nie jest.
            • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 11:57
              Pan zupełnie nie jest przyzwoity, ale z tego co pisze, to małżeństwo
              przekreslił kompletnie. Noie dziwę się, że konoeta z 2-letnim
              dzieckiem i niemowlakiem, w połogu nie ma ochoty na mizianie i nie
              spędza czasu na budowaniu bliskości z mężem. Jest czas miziania i
              czas zakasania rękawów. U autora wątku nastąpił tryumf egoizmu nad
              odpowiedzialnością.
                • mamaadama4 Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:06
                  Jeżeli żona nie dbała o niego przez te lata bycia razem kiedy nie
                  było dzieci to trzeba się było wtedy zastanowić. Jeżeli zmiana
                  nastąpiła po urodzeniu dziecka/dzieci to trzeba kobietę zrozumieć.
                  Dwójka małych dzieci i praca - bo skoro pisze o jej zarobkach,
                  oznacza, że kobieta pracuje, nie daje wielkich mozliwości
                  na "dbanie" o męża. Qrna, nie za duzo tych funkcji? Tym bardziej, że
                  pan wymiękł kiedy młodsze miało pół roku. I jak widać sam nie
                  potrafił podjąc decyzji, nie znalazł odpowiedzi czego chce w zyciu.
                  Dopiero inna kobieta wizję mu roztoczyc musiała. Najpierw trzeba
                  wiedzieć czego samemu się chce.
                  • les.vacances Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 12:10
                    > Dwójka małych dzieci i praca - bo skoro pisze o jej zarobkach,
                    > oznacza, że kobieta pracuje, nie daje wielkich mozliwości
                    > na "dbanie" o męża.

                    Nie daje możliwości przytulania się do męża?
                      • mamaadama4 Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 12:21
                        michszyb napisał:

                        > Moja żona nie przytula się i nie robiła tego wcześniej bo "taka
                        jest" i tyle. A
                        > to że ja tego potrzebuję, no cóż przecież "widziały gały co brały"
                        To powiedz co was łączyło przez tyle lat. Zanim wzięliście slub
                        minęło 8 lat. Nie zwalaj na nią. Ciebie wołami chyba nikt nie
                        ciągnął.
                        • michszyb Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 14:41
                          Pytasz co nasz łaczyło? Dobre pytanie. Zakochałem się w żonie jak miałem 17 lat.
                          Miałem wtedy i mam bardzo wyidealizowany pogląd na miłość i rodzinę. Tylko ta
                          jedna kobieta. I ona taką była. Była moją pierwszą we wszystkim. Szybko mnie
                          zdominowała. Mi to odpoiadało na początku, bo taki model wyniosłem z mamusiowego
                          wychowania. Ale powoli dominacja stała się krótkim lańcuchem. Żadnych kolegó, Ci
                          co byli są głupi, nowych nioe wolno. Tylko jej rodzina, moja jest be a matka to
                          kurwa. Zrób zakupy, posprzątaj a jak będziesz grzeczny to na ciebie nie
                          nakrzyczę. Wszystko co robiłem było krytykowane. Więc się starałem. Sprzątanie,
                          gotowanie, zakupy, nie leżę przed telewizorem bo to źle nigdzie sam nie wychodzę
                          bo nie wolno. KAriera, zeby więcej zarabiać bo kiedyś "w żartach" usłyszałem że
                          będziemy uprawiać często seks jak będę zarabiał 10000 PLN. Zbudowałem dom, no ok
                          ona miał w tym swój duży udział. Dlazcego to ciągnołem? Bo nie widziałem innego
                          wyjścia. Myslałem że tak musi byc. No i bałem sie być sam. Gdy zechciała mieć
                          dzieci to się ucieszyłem, że sie zmieni i złagodnieje. Głupie założenie. A
                          kochanki wcale nie chciałem i nie szukałem. Byłem otwarty na przygodny seks, bo
                          w małżeństwie go nie było. Nie sądziłem, że to aż tak otworzy mi oczy.
                              • ani.chybi Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 16:02
                                Twoja żona jest przemocowcem. Obawiam się, że i przyszła partnerka
                                może się nim okazać.

                                Nic nie tłumaczy odwoływania się do siłowych argumentów.
                                Przemoc psychiczna jest nie mniej dotkliwa od fizycznej.
                          • emma_ja Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 23:24
                            ciagle uwazam, ze panowie sowich win nie ukrywaja
                            pisa szczerze co im nie pasuje, co sami zawalili, oceniaja sytuacje obiektywnie,
                            pisza co dobre i zle, potrafia ocenic gdzie byl blad

                            panie? emocje,nienawisc, jad, zemsty, szarpaniny... zlosc zlosc zlosc
                            a blad? zawsze jeden- byly za dobre....

                            marnie to porowanie wypada...

                            takie sa wnioski z lektury, nic na to nie poradze
                            smutne wnioski bo sama jestem kobieta cholera...wink
                        • emma_ja Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 23:20
                          moze laczylo, ale przestalo!!

                          to sie moze zdarzyc, zrozumcie to w koncu...

                          kto bierze slub robi to w dobrej wierze, stara sie, ale bywa, ze uczucia sie
                          zmieniaja. ludzie sie zmieniaja.
                          na litosc boska tak trudno to pojac?
                        • emma_ja Re: Jednego nie rozumiem. 07.08.09, 23:22
                          a moze te 8 lat staral sie? liczyl na poprawe.a moze po kilku latach poznal ja
                          lepiej i okazala sie nie taka jak chcial? moze ona sie zmienila?

                          a moze jzu dluzej nie dal rady?
                          nalezy go zlinczowac rozumiem....bo zdania zmienic nie wolno...
                  • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:18
                    a moze on zwyczajnie mial prawo przestac jak kochac???
                    no coz...

                    zycze ci zeby ktos ci kiedys powiedzial- ze musisz byc do konca-z kims na kogo
                    nie masz ochoty patrzec...

                    to jakies szalenstwo...nie wolno chciec od kogos odejsc..przestac go kochac..to
                    zbrodnia..
            • ani.chybi Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 12:03
              dorata351 napisała:

              > On się zastanawia jak to wszystko najwygodniej dla siebie
              rozegrać,
              > a jak już obmyśli sobie plan to powie żonie, że ma kochankę, bo
              póki
              > co nie zrobił tego.
              Powie to znacznie później. Sądzę, że nie wcześniej niż orzeczenie o
              rozwodzie nabierze mocy prawnej.
            • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:12
              czy ty aby piszesz o tym samym panu, ktry prosil zone o terapie wspolna?
              te ktora odmowila?

              chyba zlosc odbiera wam dziewczyny nawet zdolnosc czytania

              musze przyznac, ze wyjatkowo swobodnie zinterpretowalyscie post
              a raczej uzylyscie do wlasnych celow...

              nie obchodzi was prawda
              dla was facet to swinia- ktora ma placic za kare

              a moze ta zona to tutaj akurat swinia?
              troche obiektywizmu....

              zal zalem...ale troche obiektywizmu...
              zawsze bronicie kobiety!! jestescie przez to niewiarygodne
                  • lampka_witoszowska Re: hmmm, oświecę cię, emmo :) 09.08.09, 02:07
                    ja ciebie bardzo proszę, ty mi nei pisz w liczbie mnogiej, że "nam"
                    potrzeba zemsty, bo mnie ciarki przechodzą... żadnej zemsty mi nei
                    trzeba, ja z ulgą oddycham an razie, że moje dziecko się umie bawić,
                    lubi dzieci i się śmieje, a do tego po milion razy pyta o różne
                    sprawy, również powalająco ważne, więc daj Bog nei zamyka się w
                    sobie...

                    wyluzuj, dziewczyno, wszak życie przed nami smile
                    ...przed tobą też wink
        • emma_ja Re: Zagmatwane plany - proszę o pomoc. 07.08.09, 23:09
          no tak... w sumie znam jedna kobiete, ktora zadowolic moglo tylko mieszkanie ,
          ktore kupil maz i polowa jego wysokiej dyrektorskiej pensji...
          choc ona byla az sekretarka...ale czemu nie mialaby miec czyims kosztem fajnego
          zycia?
          a dzieckiem zajmowali sie po rowno...domem takze..

          przeraz mnei obraz zony...ja taka nie chce byc.

          szczesliwa zona, ktora oskubie meza- szczesliwe dzieci...smutne
          .
          teraz czytajac wasze posty- zrouzmialam co znaczy ZAPLACIC za swoje winy...

          a jednak mazlenstwo to cyrograf...
    • michszyb Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:02
      Tak wiem to ja jestem tym draniem i świnią w związku. To ja chcę dla siebie
      wiecej szczęścia, kosztem rodziny.

      Moja żona stwierdziła że jestem "skórwysynem", bo zacząłem się do niej odnosić
      jak ona do mnie. Stwierdziła, że ma kompletnie gdzieś co ja robię i z kim i mogę
      się wyprowadzić. Pozew o rozwód wniesie ona, ale jak będę więcej zarabiał (mam
      taką perspektywę), bo teraz to by się nie opłaciło. No bo teraz bierze całe moje
      dochody.
      To by bylo na tyle jeśli chodzi o rozmowy i moją kochaną i niewyrachowaną małżonkę.
      Oczywiście straszyła mnie, że jeśli będę podskakiwał to ona wyprowadzi się do
      matki i dzieci długo nie zobaczę.
      Jak ostatnio się wyprowadziłęm to mój starszy syn jak wychodziłem z widzenia
      pytał się czy jadę teraz do "Kurwy". Albo biegał po pokoju wygłupiając się i
      krzycząc "Zdzira, zdzira, zdzira". Moja żona powiedziała, że dzieci muszą
      wiedzieć jaki jest tatuś.

      W odpowiedzi na któregoś posta: Tak najchętniej bym ją otruł i zakopał w ogródku.
        • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:11
          Ja się wcale nie dziwię jej reakcji. Do tego jeszcze masz dziką
          satysfakcję, że sprawdziły się twoje przewidywania. Dla niej
          rzeczywiście byłoby najlepiej gdyby pojechała do matki - jeżeli tam
          sa warunki, bo na pewno musi miec kogoś kto choćby odciązy ją w
          opiece nad dziećmi. Poda ręke kiedy wali się świat. Bo na ciebie na
          pewno liczyc nie może. Nie pochwalam tego, że na głos przy dzieciach
          wyładowuje swoje frustracje, ale nie każdy ma skórę nosorożca.
          Wiesz, wyprowadź się, zabezpiecz ją - przynajmniej na najbliższy rok
          tak, żeby nie bała się, czy jej na czynsz starczy i daj jej
          ochłonąć. Bądź facet.
          • les.vacances Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:15
            > A to w jakim celu? Małżonkowie mają niebagatelną szansę sami
            ustalić
            > warunki rozwodu i dalszego wychowywania dzieci.

            Dlatego, że wszystko wskazuje na to, że nasz bohater ma wyjątkowo
            cwaną i wyrachowaną żonę i sam sobie nie poradzi.
            • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:19
              les.vacances napisała:

              > > A to w jakim celu? Małżonkowie mają niebagatelną szansę sami
              > ustalić
              > > warunki rozwodu i dalszego wychowywania dzieci.
              >
              > Dlatego, że wszystko wskazuje na to, że nasz bohater ma wyjątkowo
              > cwaną i wyrachowaną żonę i sam sobie nie poradzi.
              Z czym sobie nie poradzi? Na czym polega "cwaność " zony? Jej
              wyrachowanie? Kobieta się miota, bo szanowny małżonek ma gdzieś
              wszystko i patrzy nie dalej niż czubek własnego nosa. Nawet w
              kontekście dzieci.
                • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:25
                  Alez on już znalazł, miękką, ciepłą osóbkę. Która rozumie go jak
                  nikt inny. Tylko wredna żona coś miesza. Niech sam napisze, jasno i
                  wyraźnie co proponuje żonie w kwestii podziału majatku. Skoro kredyt
                  jest na połowę wartości domu, to połowę z czegoś musieli
                  sfinansować. Pytam z czego?
                    • ani.chybi Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:36
                      les.vacances napisała:

                      > To dobrze, młody jest, ma jeszcze szansę na ułożenie sobie życia
                      > tak, aby był szczęśliwy.
                      Da też żonie szansę na ułożenie sobie szczęśliwego życia z kimś
                      innym.
                      Zyskają także dzieci. Wydaje mi się, że ich obecny dom przypomina
                      raczej piekło niż bezpieczne zacisze.
                    • dorata351 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:39
                      Albo zniszczeniu życia kolejnym osobom. Ja nie twierdzę, że jego
                      zona jest bez skazy, nie ma takich ludzi, ale czy to usprawiedliwia
                      jego postępowanie? Daje mu prawo do okłamywania i zdrady, do
                      zabierania rodziny swoim własnym dzieciom. Sory les.vacances, ale
                      mam jakies nieodparte wrażenie, że próbujesz tą swoja gorliwą obroną
                      tego osobnika odwracac kota ogonem.
                            • mamaadama4 Re: Po rozmowie(kłótni) z żoną 07.08.09, 12:55
                              I tak się możemy przezrucac argumentami.smile W takiej sytuacji, gdy
                              się podejmuje decyzję, a autor wątku ja podjął i postawił zone przed
                              faktem dokonanym, winien zachować się jak facet. W końcu nie tylko
                              on "stracił" 17 lat życia, jego zona też. Mówiąc o tym, żeby dał jej
                              szanse na pukładanie zycia samej mówiłam o tym, żeby jej nie deptał.
                              A ma zamiar tak zrobić. To ona zostaje z 2 małych dzieci, bo nie on
                              biezrze ciężar wychowania na siebie. I jego deklaracje faktów nie
                              zmieniają. A wychowanie dzieci to nie tylko kasa i spacerki w
                              niedzielę. Ale to nieważne. Ważne jest jego potrzeba czułości.
                              Odpowiedzialność!!!!
                              • les.vacances Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:06
                                Mówiąc o tym, żeby dał jej
                                > szanse na pukładanie zycia samej mówiłam o tym, żeby jej nie
                                deptał.
                                > A ma zamiar tak zrobić.

                                To znaczy - co ma zamiar robić, bo chyba nie doczytałam.
                                • eutherpe Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:16
                                  Mdli. Pan znalazł sobie kochankę, bo zona nie była ciepła i nie pozwoliła się
                                  przytulić. Widocznie miała powody.Jeszcze brakuje,żeby jej powiedział, aby
                                  oddała mu dzieci skoro jej "ciążą".Les vacanes a co Ty się zrobiłas takim
                                  adwokatem dla Pana?
                                    • les.vacances No cóż. 07.08.09, 13:19
                                      Jeśli Panie wybierają być nieczułe i emocjonalnie chłodne, niech
                                      liczą się z tym, że ich mężczyzni będą tych - jakże im potrzebnych -
                                      cech szukać gdzie indziej smile
                                    • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:23
                                      Ja tego pana rozumiem, egzemplarz klona (zarzuty były nieco inne)
                                      miałam w domusmile Tyle, że ja znam takiego pana też od drugiej strony.
                                      Pewnie pisząc tu na forum pisałaby tak samo jak autor. I niestety,
                                      ale mnie to smieszy. Zimna sucz była. A on tylko popieścić się
                                      chciał. To co, przestała się przytulac po dzieciach? Jak się nigdy
                                      nie przytulała to on biedak tak się męczył, nawet po 8 latach nie
                                      przytul;ania ożenił się z nią. Potem mimi, że się nie przytulała
                                      dwoje dzieci społodził. I nagle bach! Ktoś go przyutulił, pogłaskał
                                      po głowie, czułym wzrokiem zza świec przy kolacji popatrzył i on
                                      nagle olsnienia dostał. I teraz wie, jaka droga ma iść jego życie.
                                      nawet dzieci będa szczęsliwe, bo ona dobra dla nich będzie. Tylko ta
                                      s..ka zona tego nie rozumie.smile
                                      • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:26
                                        > Ja tego pana rozumiem, egzemplarz klona (zarzuty były nieco inne)
                                        > miałam w domusmile

                                        Jakoś nie wydaje mi się, abys go rozumiała smile
                                        Przenosisz własne doświadczenie na inny przypadek.

                                        Kobiety bywają suki, owszem, potrafią być bezwzględne i zimne, żeby
                                        tylko być górą i ugrać swoje.
                                        • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:29
                                          A co niby jego żona chce ugrać? Ja proszę o konkrety. Do tej pory
                                          sam autor miga się od konkretów. Nawet sam nie wie, jak chciałby
                                          majątek podzielić. To znaczy wie, tylko jasno powiedzieć nie chce.
                                          Ona się wyprowadza, najlepiej niech sama sobie cos wynajmie a on
                                          rzuci trochę alimentów.
                                            • mamaadama4 Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:33
                                              Pieniądze? Przecież to normalne, że musi z dziećmi mieszkać i miec
                                              na ich utrzymanie. Dzieci? Czyżbym nie doczytała, że autor chce się
                                              zająć dwójką maluchów w pełnym wymiarze?
                                              • les.vacances Re: Jeszcze jedno. 07.08.09, 13:34
                                                > Pieniądze? Przecież to normalne, że musi z dziećmi mieszkać i miec
                                                > na ich utrzymanie.

                                                Oczywiście, ale przeciez nasz bohater sam to przyznaje. Nie zamierza
                                                zostawić jej bez środków do zycia.
                                            • les.vacances Inaczej mówiąc 07.08.09, 13:33
                                              chce go oskubać do ostatniego grosza i w odwecie zabronić być
                                              ojcem smile

                                              No bo jak on śmiał przestał potulnie godzić się na ustalone przez
                                              nią warunki współżycia... ? smile
                                              • mamaadama4 Re: Inaczej mówiąc 07.08.09, 13:42
                                                les.vacances napisała:

                                                > chce go oskubać do ostatniego grosza i w odwecie zabronić być
                                                > ojcem smile
                                                >
                                                > No bo jak on śmiał przestał potulnie godzić się na ustalone przez
                                                > nią warunki współżycia... ? smile
                                                No to byłby najlepszy argument na to, że facet jest niedojrzały.
                                                Skoro 34 letni mężczyzna nie potrafi rozmawiać z żoną
                                                tylko "potulnie godzi się na warunki" to znaczy, że z nim jest coś
                                                nie tak. le.vacances ty tak na serio? czy wesołośc przedweekendowa?
                                                • les.vacances Re: Inaczej mówiąc 07.08.09, 13:44
                                                  > No to byłby najlepszy argument na to, że facet jest niedojrzały.

                                                  Ale ludzie niedojrzali też żyją na świecie i nie są ludźmi drugiej
                                                  kategorii.
                                                  Nie wiem, czy nasz bohater jest niedojrzały, ale wiem, że został
                                                  zdominowany przes osobę silniejszą od siebie.