Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu.

10.08.09, 09:47
Proponuję dyskusję na ten temat. Żeby było pikantniej jestem ojcem, który
będzie o to walczył. Mój case w wątku "Zagmatwane plany - proszę..."
    • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 09:56
      Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy tym z rodziców, z kórym mają
      silniejszą więź i który lepiej o potrzeby dziecka zadba. Czasem to
      jest ojciec a czasem matka. To są sprawy bardzo indywidulane i
      uogólnianie jest bez sensu.
    • wiosenka.pl Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 10:02
      michszyb napisał:

      > Proponuję dyskusję na ten temat.

      Taka teoretyczna dyskusja na sucho?
      A może by tak najpierw żona na 3 tygodnie wakacji, ty sam (bez
      neksi, babci, cioci, itp, itd) zapewniasz pełną opiekę dzieciom (w
      czasie pracy wspomagasz się odpłatną nianią, którą sam znajdujesz).
      Za kilka miesięcy (taki okres chorobowo jesienny) - powtórka z
      rozrywki. No i wtedy możemy dyskutować , nawet i pikantnie ...
      Kto wie, może sprawdzisz się lepiej niż żona, nie przesądzam.
      • wiosenka.pl Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 10:07
        wiosenka.pl napisała:

        > w czasie pracy wspomagasz się odpłatną nianią

        Albo, jednego synka - do przedszkola, drugiego - podrzucasz do
        żłobka.
        Masz pełną już wizję?
        • michszyb Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:57
          Ale ja nie widzę w tym żadnego problemu. Wiesz to moja żona przyjęła taką
          strategię,że rezygnuje z pracy i zostaje z dziećmi. Cholera, ja nie uważam,
          żebym był na tym stratny, gdybyśmy się zamienili rolami. Ona teraz siedzi z
          chłopakami nad woda i się z nimi bawi i pogłebia więź emocjonalną. Mi tego
          brakuje bo muszę zarabiać i siedzę non stop w pracy. A ciężkie sytuacje. No cóż
          w tym strasznego. Przynajmniej jakaś odmiana w rutynie
          • ewa009 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:53
            Ona teraz siedzi z
            chłopakami nad woda i się z nimi bawi i pogłebia więź emocjonalną. Mi tego
            brakuje bo muszę zarabiać i siedzę non stop w pracy.

            Czy to oznacza, że jak wygrasz opiekę nad dziećmi to właśnie to będziesz robić?
            Przestaniesz pracować ? No i co Twoja nowa partnerka na Twoje plany (pewnie
            myśli o własnych dzieciach w przyszłości), rozwód i zero miodowego miesiąca po
            ewentualnym ślubie tylko pranie,gotowanie i opieka nad chłopakami, których nie
            zna i nie są jej dziecmi. Ciężki temat -dobrze, że to tylko gdybanie, bo rozwód
            pewnie bedzie z Twojej winy i alimenty nie tylko na dzieci ale i na niepracującą
            żone bedziesz płacić. Chyba ,ze masz dowody na winę z jej strony. Bardzo ciekawy
            temat.
          • sonia_30 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:23
            No a co wtedy z argumentem materialnym? Tak sobie po prostu istnieć
            przestanie?
      • brak.slow Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 15:39
        10/10
    • plujeczka Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 10:12
      proponuje opiekę kiedy dziecko po raz 10 chore i trzeba iśc na
      zwolnienie a w pracy akutar powstaje lista tych do "odstrzału:"a ty
      przynosisz kolejne zwolnienie.Kobiety maja takie dylematy i co
      wówczas? ale nie przesadzam bo jeśi matka jest niewydolna
      wychowawczo, nadużywa alkoholu i nie opiekuje się dzieckiem to
      wówczas ojciec powinien przejać opiekę. Inna sprawa ,że dziecko i tak
      bedzie kochało matkę również pijaczkę bo tak już jest i twoja miłośc
      tego nie zmieni.Ale zycze ci z całego serca powodzenia, nie znam
      twojej sytuacji i wolę sie nie wypowiadać na podstawie krótkiego
      postu a nieststey nie mam mozliwości rócić do twojej historii
    • sonia_30 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 10:39
      A argumenty Twoje są jakie? Dlaczego uważasz że dzieciom będzie
      lepiej z Tobą niż z Żoną?
      • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 10:46
        Po nie ukrywam bardzo pobieżnym przeczytaniu poprzedniego wątku (bo
        mnie lektura za dużo nerw kosztowała) odnoszę wrażenie, że jedyny
        argument jest taki by przywalić żonie.
        Zresztą odnoszę wrażenie, że wielu panów chce opieki nad dziećmi
        głównie z tego powodu i wtedy gdy żona też gra nie fair czyli
        pogrywa sobie dziećmi. Gdy kobieta nie sprawia żadnych problemów
        jeśli chodzi o kontakt z dziećmi to jakoś panom szybko rola super
        ojca się nudzi i z prawa do wychowywania własnych dzieci nie
        korzystają.
        • sonia_30 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:06
          Bardzo prawdopodobne że tak jest, jednakowoż interesuje mnie jakie
          Michszyb argumenty posiada... w końcu jakoś będzie musiał swoje
          chcenia uzasadnić.
        • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:16
          To też uogólnienie.
          Sądy ochoczo i z definicji przyznają miejsce zamieszkania dziecka
          przy matce, nawet, gdy ta nie ma swojego mieszkania. Statystyki są
          nieugięte, 97% orzeczeń to dziecko przy matce, podczas kiedy, gdyby
          było równouprawnienie, to powinno być 50%.

          mola1971 napisała:

          > Po nie ukrywam bardzo pobieżnym przeczytaniu poprzedniego wątku
          (bo
          > mnie lektura za dużo nerw kosztowała) odnoszę wrażenie, że jedyny
          > argument jest taki by przywalić żonie.

          A kobiety zabiegają o dziecko by przywalić mężowi, uniemożliwić
          kontakty itd. Potem rola "super matki" się szybko takiej
          właścicielce dziecka nudzi i wynajmuje opiekunki "bo przecież musi
          pracować", kosztami opiekunek ochoczo obciążając ojca w alimentach
          (a przecież taki tata z radością przypilnowałby swoją pociechę).

          Kochana Molu,
          Przejaskrawione, to co napisałaś.
          Jak widzisz każdą argumentację można odwrócić.
          Ja jestem ojcem, również walczę o moje dziecko, nie po to by dokopać
          żonie, ale po to, by zapewnić mu godny byt, wykształcenie,
          wyprowadzić na ludzi.
          W mojej ocenie mamusia dziecka tego nie jest w stanie zrobić.
          Nie zamierzam też w jakikolwiek sposób ograniczać jej kontaktów z
          dzieckiem, przeciwnie, chciałbym sądowego określenia, ile co
          najmniej powinna mu czasu poświęcić. Nie chodzi mi też o alimenty,
          za nie niech sobie nakupi wacików ile zechce. moja propozycja
          alimentów od niej dla dziecka to 1 zł, bo mniej nie można, jeśli
          zechce dobrowolnie coś dziecku kupić, to przecież dziecko przyjmie
          prezent od mamusi, nieprawdaż??
          Wiem, moja postawa różni się od postawy wielu drogich Pań, dodam
          jeszcze, że to nie ja jestem w naszym małżeństwie sprawcą rozpadu
          rodziny i inicjatorem rozwodu. Ja w tym rozwodzie jestem hamulcowym.

          Dlatego uważam, że miejsce dzieci po rozwodzie powinno być przy
          ojcu, oczywiście w sytuacjach, gdy nie jest to ojciec patologiczny,
          przemocowiec itp. Matki przeważnie nie są w stanie zapewnić
          odpowiedniej opieki zwłaszcza chłopcom, co też potwierdzają
          statystyki, chłopcy z rozbitych rodzin, z reguły pozostający pod
          opieką matek, są sprawcami przestępstw znacznie częściej (około trzy
          razy), niż pozostali. Znacznie częściej wchodzą w konflikt z prawem,
          częściej nadużywają alkoholu, narkotyków, itd. To tylko statystyki,
          możesz znać pojedyncze przypadki zaprzeczające tej tezie, jednak ze
          statystyk jasno wynika, że powierzanie dzieci przeważnie matkom po
          rozwodzie niekoniecznie jest dobrym rozwiązaniem.
          • satelitka1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:33
            "gdyby było równouprawnienie" - to i w wiezieniach 50% klienteli stanowiłyby
            kobiety wink skłonność do używek, przemocy - to także w znacznej części domena
            mężczyzn... statystyka jakoś nie obarcza winą za przemoc domową - 50 % kobiet...
            Zatem argument, że po rozwodzie opieka nad dzieckiem powinna przysługiwać
            mężczyznom - jakoś do mnie nie przemawia...
            dalej: "chłopcy z rozbitych rodzin, z reguły pozostający pod opieką matek, są
            sprawcami przestępstw" ... kolejna bzdura. Czyli chłopcy wychowujący sie w
            pełnych rodzinach przestępstw nie popełniają?...
            • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:27
              Statystyka, to nie kłamstwo.
              Owszem, to mężczyźni w większości przypadków sa "wykonawcami"
              przestępstw. Od pradawnych czasów to mężczyźni szli upolować mamuta,
              po to by swoim kobietom przynieść najlepsze kąski. To mężczyźni na
              wojnę szli zabijać sąsiednie plemię, by przynieść błyskotki tamtych
              kobiet swoi kobietom (no ewentualnie zostawić trochę swoich genów na
              przyszłość na terenie wroga, też, dlatego zabijali mężczyzn i
              gwałcili kobiety)
              To mężczyźni sa "wykonawcami" napadów, bo są do tego lepiej
              ewolucyjnie przygotowani, natomiast efekty tych napadów konsumują
              zwykle po równo ze swoimi kobietami, które z pewnością nie mówią do
              swojego faceta bandyty "Franuś, nie kradnij, może lepiej popracuj
              trochę uczciwie"
              Co do przemocy domowej, mało który facet pójdzie na policję, nawet,
              jak mu baba oczy wydrapie, kobieta nieraz narobi wrzasku już w
              momencie, jak jej luby tylko uprzejmie zapowie, że jej przyłoży. Tu
              jest źródło dużej rozbieżności pomiędzy oficjalnymi statystykami
              kryminalnymi, a tymi robionymi przez socjologów. Ponadto w wielu
              wypadkach w rubryce "winien" wpisuje się faceta, niezależnie od
              tego, czy to on pobił ją, czy ona jego. Paradoksalnie w szpitalach
              lądują "sprawcy" przemocy z cięzkimi obrażeniami, podczas gdy ich
              ofiary często nie maja nawet siniaka... a policjant, gdy na skargę
              przyjdzie mężczyzna pobity przez żonę, z reguły go wyśmieje, a
              często także doradzi, żeby w takim razie on też "przyłożył babie i
              nie zawracał mu głowy".
              Tak więc ilość mężczyzn w więzieniach nie jest kwestią
              równouprawnienia, tylko nierównością podziału ról w patologicznej
              części społeczeństwa, bowiem nie jest tak, że gdzieś w podziemiach
              kłębią się ciemne przestępcze męskie siły, a samotne dobre kobiety
              chowają się na poddaszach i patrzą na to z przerażeniem w oczach. Ci
              przestępcy mają swoje kobiety, które zachęcają ich do popełniania
              przestępstw i w równej mierze korzystają z ich rezultatów.
              Co do skłonności do używek,to właśnie kobiety mają większą
              skłonność, łatwiej się uzależniają, mają mniejszą tolerancję na
              alkohol, czy narkotyki. W klasie mojego syna palą WSZYSTKIE
              dziewczyny i "tylko" połowa chłopców. Znacznie więcej jest
              alkoholiczek, niż alkoholików, znacznie trudniej jest wyciągnąć z
              uzależnienia kobietę,niż mężczyznę. Tyle tylko, że mężczyźni
              częściej piją publicznie, w towarzystwie innych, a kobiety często
              piją cichaczem, samotnie, do lustra.
              Co do chłopców, czy też dzieci z rozbitych rodzin, to statystycznie
              popełniaja częściej przestępstwa. To nie oznacza, że ci z pełnych
              rodzin nie popełniają. Jeśli dzieci z pełnych rodzin popełniają
              przestępstwa powiedzmy w 1% (liczba przykładowa) a ci z rozbitych
              trzy razy częściej, czyli w tym wypadku w 3%, to tych pierwszych i
              tak może być znacznie więcej przestępstw z uwagi na ich znacznie
              większą liczbę. Te procenty jednak pokazują, że rozbicie rodziny
              jest okolicznością sprzyjającą popełnieniu przestępstw przez
              młodzież. A ponieważ w większości przypadków ta młodzież pozostaje
              przy matkach (97%), stąd prosty wniosek, że okolicznością
              sprzyjającą przestępczości jest BRAK OJCA w rodzinie, ojca
              eliminowanego często bez powodu wyrokiem sądu.
              • satelitka1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 14:04
                Twoje wywody - są - za przeproszeniem naiwne. Opisujesz patologię i jeszcze
                wciągasz w to statystykę? Idąc twoim tokiem myślenia - skoro 80% facetów ma
                genetyczną skłonność do grabieży i gwałtów - ma to się stać normą? Czy jeżeli
                policjant zaproponuje "spuszczenie manta" babie, która uprzykrza życie swojemu
                mężowi - to ma sie na to odgórne przyzwolenie prawa? A może zaskarżyć takiego
                policjanta i radzić mu, coby znalazł inną pracę - bo do tej zdecydowanie
                kwalifikacji nie posiada...
                Dalej: "Co do skłonności do używek,to właśnie kobiety mają większą
                > skłonność, łatwiej się uzależniają, mają mniejszą tolerancję na
                > alkohol, czy narkotyki". Nie wiem skąd bierzesz takie informacje - radzę ci
                przejść się po poradniach AA i psychotropowych i policzyć "klientów" wink
                "Znacznie więcej jest alkoholiczek, niż alkoholików, znacznie trudniej jest
                wyciągnąć z uzależnienia kobietę,niż mężczyznę". - następne cudeńko wink bo
                jakkolwiek na to nie patrzeć - to często alkohol i przemoc domowa pod jego
                wpływem prowadzi do rozbicia rodzin, a żaden sąd nie odda dzieci
                matkom-pijaczkom w przypadku istnienia porządnego tatusia.. wink Konkluzja? Brak
                porządnych ojców?
          • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:35
            Drogi Scriptusie, uderz w stół a nożyce się odezwą smile
            Oczywiście, że to co napisałam to uogólnienie. Nie napisałam
            przecież, że WSZYSCY. Każdy przypadek jest inny a to co napisałam to
            taka ogólna refleksja oparta na własnym doświadczeniu i obserwacji
            najbliższego otoczenia.
            Jeśli chodzi o Ciebie to z całego serca życzę Ci by Twoje dzieci
            były z Tobą bo z tego co piszesz wynika, że absolutnie i
            zdecydowanie dzieciom będzie lepiej z Tobą.

            No i czekam na argumenty autora wątku smile
            Co do sądów... No cóż. Może za mało panów naprawdę ze szczerego
            serca stara się o opiekę nad dziećmi i sądy ciągle nie mają
            doświadczenia. Może. A może dlatego, że sędziowie w większości to
            kobiety. Tego nie wiem.
            • sauber1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:00
              Ok. Ja jestem ojcem po rozwodzie z trojgiem dzieci i gdybym musiał jeszcze
              pracować raczej bym sobie nie poradził. A co do sadów, mhm ...
              • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:09
                No widzisz Sauber, a ja jestem sama z trójka nastolatków i muszę
                pracować smile Zresztą nie tylko muszę, ale i chcę.
                • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:35
                  To taka gadka. Owszem, przez pierwsze trzy lata życia dziecka nie
                  jest łatwo, ale potem można to zorganizować. Znam wdowca, gdzie żona
                  umarła przy porodzie dziecka, a trójka dzieci została cudownie
                  wychowana przez samotnego mężczyznę. Po latach wyznał, że z radością
                  by nawet poznał jakąś partnerkę, ale - nie maiał czasu, dzieci były
                  ważniejsze. Jak myślisz, z czego żył?? Owszem, można z opieki
                  społecznej, ale jednak znacznie dostatniej sie żyje z pracy. On,
                  jako odpowiedzialny ojciec pracował. Pracował i wychowywał swoje
                  dzieci. Obecnie ma dorosłe dzieci i nawet znalazł sobie miłą
                  partnerkę. Jedno z tych dzieci, to mój kolega, pełen szacunku dla
                  ojca, ale powiedział, że może by i było lepiej, gdyby Tata znalazł
                  sobie partnerkę wcześniej, choć jak był dzieckiem, nie byłoby mu to
                  łatwo zaakceptować.
                  Zatem, jeśli mężczyzna nadawał się do opieki nad dziećmi po śmierci
                  żony, to czemu ma się nie nadawać po rozwodzie??
                  • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:48
                    Scriptusie, po pierwsze nikt tu nie pisze, że mężczyzna nie nadaje
                    się do opieki nad dzieckiem a po drugie przypadek, który opisałeś
                    znacznie różni się od tego o czym tu piszemy. Gdy umiera matka nie
                    ma alternatywy - ojciec MUSI się zająć dziećmi. W przypadku rozwodu
                    alternatywa jest - dzieckiem może się zająć albo matka, albo ojciec.
                    Ja też mam w rodzinie taki przypadek. Moja kuzynka wkrótce po
                    urodzenie dziecka umarła na raka i jej mąż samodzielnie wychowuje
                    ich córeczkę i robi to świetnie. Z tego co wiem ma też kogoś. I
                    bardzo dobrze bo takie poświęcanie swojego życia uczuciowego dla
                    dzieci też jest bez sensu i prędzej czy później odbija się niezdrową
                    dla wszystkich czkawką.
                    • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:50
                      Nie mówię, że poświęcenie życia uczuciowego ma sens. Ten pan po
                      prostu nie znalazł, bo nie miał czasu, nie dał rady, wtedy jeszcze
                      nie było internetu. Zresztą ani jego dzieci, ani on nie uważali, że
                      tak było dobrze.
                  • sauber1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:51
                    cd... by było jasne, a nie domysły tylko, owszem czasem wchodzę do opieki
                    społecznej bo pobieram zasiłek na pełnosprawne dziecko, 153 zł miesięcznie na
                    tyle naciągam nasze bogate państwo, mam też przyznane alimenty, ale nie jest
                    możliwym je wyegzekwować, żyję z dziećmi emerytury za marne 3 tysiące plus
                    odpisz z podatku, jakieś 3250 netto, ale też są zgliszcza i różne zobowiązania
                    które trzeba regulować, tak że nie jest za wesoło, ale wiem że maja inni gorzej.
                    • sauber1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:53
                      na niepełnosprawne , sorki
                    • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:11
                      Sauber, ja Ciebie podziwiam. Naprawdę i szczerze.
                      • sauber1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 15:19
                        mola1971 napisała:

                        > Sauber, ja Ciebie podziwiam. Naprawdę i szczerze.

                        A za co Mola, za co ?
                        • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 15:49
                          sauber1 napisał:
                          > A za co Mola, za co ?

                          Za samodzielność, zaradność, za ciepło i spokój jakie z Twoich
                          postów biją. I za to, że w tym wszystkim zachowałeś dystans, pogodę
                          ducha i masz ogromne poczucie humoru.
                          • sauber1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 16:16
                            mola1971 napisała:

                            > sauber1 napisał:
                            > > A za co Mola, za co ?
                            >
                            > Za samodzielność, zaradność, za ciepło i spokój jakie z Twoich
                            > postów biją. I za to, że w tym wszystkim zachowałeś dystans, pogodę
                            > ducha i masz ogromne poczucie humoru.

                            A mam inne wyjście? wink
                            Dziękismile
                            • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 16:28
                              Podobno zawsze jest jakieś inne wyjście wink
                              • sauber1 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 17:12
                                mola1971 napisała:

                                > Podobno zawsze jest jakieś inne wyjście wink

                                Ale jak nie widać lepszego, trzeba pozostać przy tym smile
          • zmeczona100 Pytanie zasadnicze 10.08.09, 11:48
            scriptus napisał:

            > To też uogólnienie.
            > Sądy ochoczo i z definicji przyznają miejsce zamieszkania dziecka
            > przy matce, nawet, gdy ta nie ma swojego mieszkania. Statystyki są
            > nieugięte, 97% orzeczeń to dziecko przy matce, podczas kiedy, gdyby
            > było równouprawnienie, to powinno być 50%.

            Jaki % ojców stara się o dziecko, a jaki % z nich otrzymuje?
            A jak to jest w przypadku matek?
            I skąd takie różnice?


            • scriptus Re: Pytanie zasadnicze 10.08.09, 12:55
              Ojcowie, nawet gdy występuje o opiekę nad dzieckiem, rzadko ją
              dostają, w związku z tym, większość wiedząc, że występując o opiekę
              nad dzieckiem otwiera kolejne pole konfliktu z jego matką, z
              niewielkimi szansami na zwycięstwo, dobrowolnie z tego rezygnują,
              często wbrew sobie. Niestety, nie wiem, w jakim procencie pozwów
              ojcowie występują o opiekę, ale wiem, że gdy występują, to i tak w
              mniej, niż jednym wypadku na 10 ją dostają.


              zmeczona100 napisała:

              > scriptus napisał:
              >
              > > To też uogólnienie.
              > > Sądy ochoczo i z definicji przyznają miejsce zamieszkania
              dziecka
              > > przy matce, nawet, gdy ta nie ma swojego mieszkania. Statystyki

              > > nieugięte, 97% orzeczeń to dziecko przy matce, podczas kiedy,
              gdyby
              > > było równouprawnienie, to powinno być 50%.
              >
              > Jaki % ojców stara się o dziecko, a jaki % z nich otrzymuje?
              > A jak to jest w przypadku matek?
              > I skąd takie różnice?
              >
              >
          • notting_hill Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:16
            >Statystyki są
            >nieugięte, 97% orzeczeń to dziecko przy matce, podczas kiedy, gdyby
            >było równouprawnienie, to powinno być 50%.

            Może i by były, gdyby zajmowanie się dziećmi w małżeństwie też było
            50/50.
            Więc macie tu panowie pole do popisu.

            A co do autora wątku (tego i poprzedniego)- wyraźnie widać chęć
            zemsty na żonie za, być może, lata upokorzeń jakich w swoim
            przekonaniu od niej doznawał.
            Tyle, że dzieci nie powinny mieć z tym nic wspólnego. Bycie dorosłym
            oznacza umiejętność oddzielenia uczuć do żony od uczuć do dzieci.

            Poza wszystkim bardzo podoba mi się pomysł, że pani podziękujemy, a
            jej dziećmi zajmie się nexia.... Na szczęście, cokolwiek złego tu
            zostało powiedziane o sądach rodzinnych, stoją one na straży tego,
            żeby przy takich fantastycznych pomysłach jakie ma pan mich,
            sprowadzać je na ziemię. Mam nadzieję, że tak będzie i w tym
            przypadku.
            Generalnie nie jestem absolutnie przeciwna, żeby to ojciec zajmował
            się dziećmi po rozwodzie, jeśli stoją za tym sensowne argumenty. Ale
            jeśli nasz autor chce się pozbyć żony z tego układu, żeby podmienić
            ją na nexię i zachować status quo, to nie obejdzie się tu bez krwi i
            walki na topory. I poniekąd się obecnej żonie nie zdziwię.
            • michszyb Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:28
              No dobrze przyjmijmy że neksia stanie się macochą i będzie zajmować się dziećmi.
              Prać, gotować, czytać ksiązeczki i takie tam. Ja kocham neksię, a ona mnie.
              Założymy rodzinę w której miłość partnerów, będzie widoczna, również dla dzieci.
              Czy to nie są dobre warunki dla ich rozwoju. Plus mama bez ograniczeń. Taki
              model to jest be.
              Ale jak pani pozbywa się męża i wprowadza sie "macoch" to jest przecież
              wszystko świetnie. No bo staje się ojcem, a ojcem jest ten kto wychowuje a nie
              jakiś tam dawca nasienia.
              No a matka jak wiadomo jest tylko jedna.

              Tak to są cholerne stereotypy. I wy patrzycie przez ich pryzmat. A ja się na to
              nie zgadzam. Ja też marzę o rodzinie i też potrafię dać ciepło rodzinnego domu
              swoim dzieciom. I tak szczerze to porównując siebie i żonę to moje ciepło i
              wrażliwość bardziej emanują niż jej.
              • dorata351 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:38
                Ja pirniczę, gościu jak się Ciebie czyta to az ręce opadają.
                Chodzący ideał. Jaką masz uroczą wizję przyszłości z nexią. To taka
                ciepła , uczciwa kobieta, która bez sktupułów romasuje z żonatym,
                dzieciatym facetem.
                Z żoną tez pewnie miałeś podobną? A nie przychodzi Ci do głowy, że
                nexia może Cie kopnąć za jakiś czas, ze może nie być taka wspaniała
                jak Tobie się teraz wydaje. Błagam nie wychiowuj swoich synów na
                swoje piodobieństwo, bo biedne te kobiety które kiedyś z takimi
                bufonami jak Ty będą musiały dzielić życie. ja nie wiem moze Twoja
                zona ma powody, żeby trzymać Cię od nich jak najdalej.
              • notting_hill Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:44
                Naprawdę, żyjesz w jakiejś innej rzeczywistości. I zupełnie bez
                złośliwości to stwierdzam, nawet jestem pełna podziwu, że takich
                optymistów ta ziemia nosi.

                Pozwól więc, że skomentuję tylko kilka słabych punktów Twojego
                wielkiego planu:
                - jak sądzisz dzieci (dla jasności 2 i 4- latek!)poradzą sobie
                emocjonalnie z sytuacją, kiedy zostaną pozbawione codziennego
                kontaktu z osobą, która od początku ich życia zaspokajała ich
                wszystkie potrzeby?(za wyjątkiem tego "męskiego wzorca" co do którego
                sam się nie do końca potrafisz określić) Zapewniam Cię, że planujesz
                zafundować im traumę, z którą nie poradzą sobie do końca życia.
                - proponuję lekturę forum Macochy, żeby choć pobieżnie zorientować
                się co Cię czeka w związku z tą wielką zmianą (nie napisałeś ile
                kandydatka ma lat, czy ma własne dzieci i co ona ewentualnie na tę
                Twoją wizję)
                - no i skoro Twoja żona jest dominującą osobowością- co pozwala Ci
                sądzić, że podda się bez walki?
              • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:47
                To nie jest takie proste, z tym Nexem, czy Nexią.
                Nex nie staje się automatycznie ojcem, często nigdy, podobnie, jak
                Nexia może, ale nie musi zastąpić matki. Dla dziecka rozpad rodziny
                to tragedia, a najważniejszy jest własny tatuś czy mamusia, często
                wyidealizowani, dziecko stara się nie pamiętać tego złego (chyba, że
                tego złego była zdecydowana przewaga, ale to znów chyba jest
                margines, większość ludzi nie jest zła). Od macochy, czy ojczyma
                dziecko owszem, będzie przyjmowało serce i opiekę, może go nawet
                szanować, ale własny tatuś (mamusia) zawsze w sercu pozostanie i
                nawet zbrodnią jest z tym walczyć.
                Wiem, o czym piszę, znam to również z własnego doświadczenia
              • sonia_30 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:09
                "Założymy rodzinę w której miłość partnerów, będzie widoczna,
                również dla dzieci. Czy to nie są dobre warunki dla ich rozwoju"
                Są... Ale skąd pewność że ten związek będzie świetny? Jak długo
                jesteś z next? I na czym to bycie polega? Mieszkałeś z next? A z
                next i dziećmi? Nie mieszkałeś, więc na podstawie czego założenie że
                będzie rewela?
                No i co to znaczy 'mama bez ograniczeń'? Znaczy ex będzie do nich
                przychodzić i zostawać u was na noc? Takie urocze trio + 2 szkrabów?
                A dajy na to wakacje? Zaplanujecie z next wyjazd, a tu dzieci
                stwierdzają że z mamą chcą zostać.. Jedziecie sami? Zostajecie na
                miejscu? Bo jak nie, to jednak z ograniczeniami.
                Michszyb, może powinieneś gdzieś pojechać sam, przeanalizować
                wszystko zakładając wariant pesymistyczny i może wtedy temat Ci się
                nieco wyklaruje. Bo na razie jedziesz na fali hurraoptymizmu
                związanego z next z jednej strony (nie wiem czym popartego, ale może
                zechcesz napisać), a goryczy wobec żony z drugiej.
          • babe007 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 11.08.09, 15:17
            Żeby ta statystyka maiła ręce i nogi powinno sie rozpatrywać jaki %
            WYSTĘPUJĄCYCH O OPIEKĘ nad dzieckiem mężczyzn (versus występujące o
            opiekę kobiety) taką opiekę dostaje.
      • michszyb Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:03
        Dlaczego ze mną lepiej. Po pierwsze argument materialny. Jestem w stanie
        zapewnić im więcej niż żona. To też ważne. Po drugie emocjonalny. Chłopcy za mną
        bardzo tesknią. JAk jesteśmy wspólnie w czwórkę to mama "nie istnieje". Bawią
        się tylko ze mną i tylko ze mną chcą chodzić za rękę. Kolejna rzecz. Męski
        wzorzec. To są chłopcy. Powinni być wychowywani na mężczyzn. Do tego jest
        potrzebny tata, wokół którego się krzątają i którego obserwują i naśladują. Moja
        żona traktuje ich jak facetów. Zaczynam to obserwować,że gdy ich zdenerwuje
        zaczyna sie do nich odnosić jak do mnie. KOlejna sprawa: wybór partnerki
        życiowej, już w dorosłym życiu u moich synów. Powszechnie wiadomo, że chłopcy
        wypierają kobiety przypominające im matki. Ja nie chce żeby moi synowie wybrali
        sobie kobiety, które je zdominują i koniec końców wykastrują. Nie chcę żeby
        chłopcy powielili zachowanie moje tak jak powielam zachowanie mego ojca.
        • sonia_30 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:22
          Bo w tej chwili zarabiasz więcej, więc teoretycznie jesteś w
          stanie... ale czy zapewnisz?
          Argument emocjonalny - chcesz tym samym powiedzieć że za matką by
          nie tęsknili??? Sądzisz że gdyby z Tobą siedzieliby cały dzień, a
          żona wróciła z pracy mając 100 % czasu dla nich, nadal bawili by się
          z Tobą i tylko z Tobą?
          Wychowanie na mężczyznę - ile aktualnie czasu poświęcasz dzieciom -
          dzień powszedni i weekend?
          "Moja żona traktuje ich jak facetów" - a Ty jak byś ich traktował?
          Są dziećmi, owszem, ale jednak płci męskiej. Marzą Ci się synowie
          będący toczka w toczkę jak Ty? Bez umiejętności przeciwstawienia się
          temu co się nie podoba, płynący z prądem, typ "śpiąca królewna po
          penicylinie"?
        • dorata351 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:28
          Mich a po czym Ty wnosisz, ze jesteś i będziesz dobrym wzorcem dla
          swoich synów? Że bawia sie z Tobą, ze tęsknią, a za matką nie będą
          tęsknić? Oprócz zabawy z nimi coś jeszcze dla nich robisz?
          Co do tego czy wogóle i jaki z Ciebie facet w poprzednim watku
          pojawiały się wątpliwości.
          • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 17:59
            Rozstanie rodziców jest zawsze bardzo złe dla dzieci, zawsze tęsknią
            za jednym lub drugim (no chyba że ten rodzic był złym człowiekiem,
            łajdakiem, który się znęcał (znęcała, bo to obowiązuje w obie
            strony).
    • dorata351 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:09
      Oj michszyb, a taki podobny pokorny byłeś, zawsze żonie
      przytakiwałeś. co Ty tym swoim dzieciom możesz ofiarować, takiego
      nie materialnego? Powiedz żonie w końcu prawdę, daj jej troche
      ochłonąć i nie dobijaj, bo bez wzgledu na to jakim jesteś kochajacym
      ojcem matka tez im sie jeszcze przyda.
      Moim skromnym zdaniem, dzieci powinny miec jeden dom i być z tym z
      rodziców z którym są bardziej związane, i niekoniecznie musi to byc
      matka. Znam pana, który sam wychowuje dziecko i świetnie sobie
      radzi. czy Twoja żona jest złą matką?
      • wiosenka.pl Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:13
        >co Ty tym swoim dzieciom możesz ofiarować, takiego
        > nie materialnego?

        Neksię, która ponoć chętnawink
      • michszyb Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:06
        Moja żona jest bardzo dobrą matką. Opiekuje sie dziećmi i zapewnia im wszystko
        co jest potrzebne do rozwoju. Oprócz jednej rzeczy: męskiego wzorca.
        • sonia_30 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:25
          Bez obrazy... czy wzorzec który prezentujesz to ten który należy
          dzieciom wszczepić?
    • dorata351 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:16
      Michsztyb w tym watku pokazuje kolejne odsłony swojej wrażliwej
      osobowości. Skarżył sie , że ta zła zona zagrywa dziećmi, a on żeby
      było pikantniej bedzie walczył. Chyba o to zeby jej dokopać. Bo może
      w rzeczyswistości za dobra była, a Tobie się chłopie z dupy do głowy
      poprzelewało.
    • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:34
      No właśnie, przyłączam się do propozycji dyskusję, dlaczego to niby
      dzieci mają być przy matce, a nie przy ojcu?? Ojciec wcale nie jest
      gorszym rodzicem, najczęściej jest ekonomicznie lepiej ustawiony, ma
      większe możliwości i może zapewnić dzieciom lepsze warunki życia niż
      matka. Dlaczego w 97% opieka przyznawana jest matkom, choć w
      większości to ojcowie są w stanie zapewnić lepsze warunki swoim
      dzieciom?? Kto lepiej dopilnuje nastoletniego chłopaka, słaba
      kobieta, czy ojciec, który z własnego doświadczenia już doskonale
      zna numery, które dzieciak potrafi wywinąć i potrafi się
      przeciwstawić lepiej, niż biorąca wszystko za dobrą monetę matka?
      Kto lepiej trafi do jaźni nastoletniej dziewczynki, jak nie
      mężczyzna?? (z drugiej strony córcia łatwiej sobie owinie dookoła
      paluszka kochającego tatusia, niż mamę, ale to już coś innego,
      dopóki to nie wpływa źle wychowaczo na dziecko, nic w tym złego).

      Proszę, uzasadnijcie, dlaczego to dziecko ma być przy matce
      właścicielce, a nie przy ojcu (proszę tylko bez argumentów,że
      mężczyźni są sprawcami przemocy w rodzinie, to jest margines).

      Czytałem artykuł opisujący wyniki badań, wg których kobiety niemal
      równie często są sprawcami przemocy fizycznej w rodzinie jak
      mężczyźni, zresztą znacznie częściej dopuszczają się przemocy
      psychicznej niż mężczyźni, zatem taka statystyka uzasadnia powiedzmy
      lekką przewagę w przyznawaniu opieki kobietom, ale nie 97%.
      • sonia_30 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:46
        Nie wiem czy sens ma taka dyskusja ogólna - kązdy przypadek jest
        swoisty. Zdecydowanie podpisuję się pod tym co na samym początku
        dyskusji napisała mola (mola mogę? wink), że dziecko powinno być z
        tym z rodziców, z kórym ma silniejszą więź i który lepiej zadba o
        jego potrzeby.
      • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:48
        Oj poleciałeś smile
        Co do statystyk wszelkich to proponuję zachować ostrożnośc. Jest
        małe kłamstwo, duże kłamstwo i statystyka smile Na podstawie statystyk
        można wysnuć wniosek, że od jedzienia ryżu człowiek staje się
        Chińczykiem wink

        I znów wracam do tego co napisałam - każdy przypadek jest inny i
        indywidualnie należy go rozpatrywać.
        Ja np zarabiam prawie 3 razy więcej od exa, więc argument, że ojciec
        może zapewnić dzieciom lepsze warunki odpada.
        Jeśli chodzi o rozwój - nie uważam, że dla mojego 17 letniego syna i
        12 oraz 15 letnich córek tatuś, który jest leniem, włazi na wszystko
        co się rusza i na drzewo nie ucieka jest odpowiednim autorytetem.
        A do tego nie robiłam nidgy problemów jeśli chodzi o jego kontakty z
        dziećmi, więc z tych kontaktów zrezygnował.
        • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:57
          Wyraźnie zaznaczyłem, poza przypadkami patologicznymi, nie wiem
          dokładnie, ile procent społeczeństwa to patologie, ale wierzmy, że
          to margines, inaczej powinniśmy jak najszybciej własną pięścią się
          zabić.
          • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:11
            Zapewniam Cię, że mój przypadek nie jest ani patologiczny ani
            marginalny smile Wystarczy choćby wczytać się w to forum, baczniej
            poobserwować otaczającą nas rzeczywistość i nie kierować się
            stereotypami.
            • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:10
              Każde rozpadające się małżeństwo, to już pewna patologia, choć bez
              wątpienia prawdziwą patologią jest dopiero przemoc w każdej jej
              postaci. Choć jestem przekonany, że (niemal) każde rozpadające się
              małżeństwo wiąże się z jakąś formą przemocy, z jego, lub z jej
              strony, przemocy psychicznej, lub fizycznej. Pytanie, czy to
              margines?? Jak szeroki może być margines??
              Nie wiem. Ja uważam, że moja rozpadająca się rodzina to patologia w
              społeczeństwie, choć nikt nikogo nie uderzył, a przypadki
              nakrzyczenia na drugą osobę były rzadkie. Owszem, łatwo mi określić
              jakieś zjawisko, jako marginalne, jeśli to mniej od 1% populacji,
              powiedzmy nawet 10% jeszcze się da, ale w Polsce rozpada się 40%
              małżeństw. Tu masz rację, nazwanie tego marginesem już jest
              przesadzone. Dlatego będę unikał nazywania Twojego, czy swojego
              przypadku marginalnym, choć jak najbardziej są patologiczne.
              Rozwody, jakąkolwiek by nie miały przyczynę, to rak, który zżera i
              niszczy nasze społeczeństwo.
        • piootr3 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 11:57
          Wszystko prawda, ale sądy bardzo niechętnie zezwalają na wychowywanie dzieci
          przez ojców. Sam znam taki przypadek, kiedy ojciec chciał wychowywać (spokojny i
          inteligentny), sąd zostawił dzieci matce, która prowadziła szemrane interesy.
          Wyrośli na takich samych,jak ona. W niedługim czasie i jeden i drugi poszli
          siedzieć. Zresztą pomogło mi to w uzyskaniu opieki nad swoim synem, ale do tej
          pory pamiętam niezadowoloną i zawiedzioną minę Pani Sędzi, która musiała dać
          wyro po mojej myśli.
          Dzieci powinny być z tym, z kim czują większą więź. Czasami jest to ojciec,
          czasami matka. Problemem są sądy, w których roztrzygają kobiety.
          • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:15
            Jeśli chodzi o sądy to ja uważam, że ciągle za mało ojców stara się
            o opiekę nad dziećmi. A ci którzy się starają nie zawsze robią to ze
            szczerego serca. I jest jak jest. A poza tym sąd stwierdza z kim
            dziecku będzie lepiej badając z kim ma większą dziecko więź. Więc
            jeśli o opiekę nad dzieckiem stara się ojciec, który tej więzi
            wcześniej nie wytworzył to trudno się dziwić. Zresztą dużo też
            zależy od sędziego, który/a jest tylko człowiekiem i sam pewnie
            często kieruje się stereotypami.
            No ale kropla drąży skałę smile Grunt by ojcowie, którzy naprawdę będą
            lepszymi opiekunami dla dzieci nie poddawali się.
            • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:37
              Nie poddam się smile
      • notting_hill Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:27
        Jedna z odpowiedzi na pytanie scriptusa jest tu:
        wyborcza.pl/1,99219,6774747,Mama_zaginela_w_akcji.html
        Taki znaczący fragment:

        "Nie było dla mnie problemem nauczyć się gotować. W internecie roi
        się od przepisów. Sztuką było nauczyć się planować. Wszystko. O
        której wstać, by zdążyć wyprasować dzieciom ciuszki, rozczesać włosy,
        zrobić śniadanie i zaprowadzić Martę do przedszkola. Po pracy biec na
        pierwszy autobus, by zdążyć odebrać małą z przedszkola i dobiec do
        domu, bo opiekunka Kubusia za chwilę ma już wolne. No i mieć w głowie
        kilka scenariuszy domowych bitew, znać repertuar kin i wiedzieć, na
        którym placu zabaw są najwyższe zjeżdżalnie. Bo bez nich to żadna
        zabawa. I jeszcze pamiętać o kontroli u lekarza, o kawałku szmatki i
        wacie, którą trzeba przynieść do przedszkola, i że obiecałem, że
        następny sweterek kupię w ulubionym zielonym kolorze. Jak będzie
        różowy - będzie ryk. Uff. Dużo tego było. Padałem na twarz."

        Eureka, kurczę, dzieci wymagają wielu czaso- i energochłonnych
        zabiegów! A to mi dopiero odkrycie....
        • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 12:58
          Wiesz, a mnie to co przeczytałam utwierdzio w przekonaniu, że
          Scriptus jest dla swoich dzieci bardzo dobrym ojcem. I chwała mu, że
          w ogóle odkrył ile czasu i pracy wymagają dzieci bo wielu facetów na
          jego miejscu metodą na biednego misia zaprzęgłaby do opieki nad
          dziećmi ciotki, klotki czy inne babcie.
          • notting_hill Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:18
            Nie mam pojęcia jakim ojcem dla swoich dzieci jest Scriptus , ani nie
            twierdzę nigdzie, że nie ma mężczyzn potrafiących efektywnie zająć
            się swoimi dziećmi.
            Odniosłam się jedynie do pytania dlaczego defaultowo opiekę dostają w
            przeważającej liczbie matki. No bo dla nich ta żmudna praca jest
            oczywistością, a dla mężczyzn odkryciem roku. Naturalnie zawsze są
            wyjątki i dlatego są rozprawy przed sądem i przesłuchania i badania w
            RODK...
            Niech mężczyźni bardziej zaangażują się w to codzienne żmudne
            obrabianie tego poletka jakim są dzieci, a z czasem będą częściej
            dostawać opiekę. Proste dość.
            • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:30
              notting_hill napisała:
              > Niech mężczyźni bardziej zaangażują się w to codzienne żmudne
              > obrabianie tego poletka jakim są dzieci, a z czasem będą częściej
              > dostawać opiekę. Proste dość.

              I z tym się zgadzam w 100% i tu jest prawdziwy i rzeczywisty powód
              dlaczego tak rzadko tą opiekę dostają.
              • scriptus Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:47
                W mojej optyce to wygląda nieco inaczej.... może środowisko
                koleżanek mojej żony to wieczne imprezowiczki, które mają cichych i
                spokojnych mężów kochających swoje dzieci... Nie twierdzę, że moja
                optyka jest jedynie słuszna ale i tak nie mogę uznać za
                słuszne "defaultowe" orzeczenie sfeminizowanego sądu - dzieci przy
                matce. Powiedzcie, dlaczego zatem sądzę, że zachowanie przeze mnie
                opieki nad dziećmi jest tak trudne? Dlaczego żona butnie uważa że w
                cuglach wygra i opiekę dostanie? To nie wynika z poczucia, że nie
                kocham dzieci i za mało się nimi zajmuję, tylko z doświadczenia,
                praktyki, obserwacji statystyk.
                • notting_hill Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 14:03
                  Pewnie dlatego, że dla uporządkowania rzeczywistości potrzebne są nam
                  stereotypy i czasem ktoś kto jest tym stereotypom wbrew, pada ich
                  ofiarą.

                  Dalej jednak twierdzę, że gdyby mężczyźni en masse bardziej
                  angażowali się w życie rodzinne, ich pozycja przetargowa w sytuacji
                  rozwodu byłaby inna. Po prostu statystyczna kobieta daje większe
                  szanse odpowiedniego zadbania o dziecko niż statystyczny mężczyzna. A
                  że to krzywdzące dla wielu? Nikt nie mówił, że będzie łatwo i
                  sprawiedliwie....
                • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 14:06
                  Twoja żona to sobie może myśleć i uważać co tylko sobie chce. Już
                  nie jeden/jedna przejechał/a się na stereotypowym myśleniu.
                  Jeśli dzieci mają z Tobą silniejszą więź i Ty lepiej się nimi
                  zaopiekujesz niż żona to nie wierzę w to, że jakikolwiek sąd
                  zdecyduje powierzyć opiekę matce. Po prostu rób swoje i nie przejmuj
                  się gadaniem żony. Ostateczna decyzja należeć będzie do sądu a nie
                  do niej. A Ty jedyne co możesz w tej sprawie zrobić tylko/aż być dla
                  swoich dzieci bardzo dobrym ojcem.
                  • notting_hill Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 14:16
                    Co do przypadków jednostkowych, pełna zgoda. Trzeba wierzyć w swoje i
                    robić swoje.
    • zolta_iwulka Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 13:01
      Walcz o dzieci i ...daj nam znać, jak Ci idzie. Opiekę nad dziećmi
      powinien mieć ten, kto najlepiej potrafi zadbać o ich dobro we
      wszystkich obszarach, także moralnym...a Ty najprawdopodobniej
      jesteś przypadkiem mężczyzny o złamanym kręgosłupie moralnym (zdrada
      itp). Gdyby jednak udało Ci sie pokonać egoizm i zbudować z dziećmi
      oraz eks dobre kontakty, to byłby najlepszy scenariusz dla
      wszystkich. Ale do tego trzeba się wyzbyć tej zacietości, ktora
      prawie zawsze na początku drogi(czytaj: rozwodu) jest, ale czas to
      zmieni. Myśle, że rokowania są takie, ze dostaniesz orzeczenie o
      winie, będziesz płacił eks żonie alimenty plus na dzieci i wtedy
      spojrzysz na wszystko zupełnie inaczej. A moze zadasz pytanie na tym
      forum, jak spojrzeć na siebie w lustrze po rozwaleniu dzieciom
      rodziny? Pewnie wtedy też mógłby ktoś Tobie doradzić....ale najpierw
      trzeba mieć w sobie potrzebę zastanowienia sie nad wyższymi sprawami
      niż tylko: jak urządzić SIĘ najlepiej.
      • triss_merigold6 Już to widzę 10.08.09, 14:58
        Tia, już widzę jak sąd ustala miejsce stałego zamieszkania dzieci w
        wieku 2 i 4 lata przy ojcu, który jak twierdzi pracuje od świtu do
        nocy.
        • sauber1 Re: Już to widzę 10.08.09, 15:32
          triss_merigold6 napisała:

          > Tia, już widzę jak sąd ustala miejsce stałego zamieszkania dzieci w
          > wieku 2 i 4 lata przy ojcu, który jak twierdzi pracuje od świtu do
          > nocy.

          Czy ktoś tu może przybliżyć tą komedię kiedy ojciec występuje w sadzie o to by
          dzieci były pod jego opieką?
        • notting_hill Re: Już to widzę 10.08.09, 15:43
          E, no przecież nexia się nimi ochoczo zajmie.....
          Już widzę ten śmiech sądu na takie dictum.

          Mnie to bardziej na trollowanie wygląda.
    • emma_ja Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 17:34
      jesli to ta sama matka , ktora mowi dzieciom ze tata znalazl sobie dziwke- w
      imie szczerosci..( czy raczej umowmy sie zemsty)

      to sadze, ze dla dobra dzieci, i ich dalszego rozwoju- ich miejsce powinno byc
      przy ojcu.
      moze beda mialy szanse wyrosnac na normlanych ludzi- a nie brac udzialu w
      krucjacie urazonej matki-wariatki ( jako jej żywe tarcze i działa)

      powodzenia
      • michszyb Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 18:41
        Moja żona postawiła dzisiaj przedemną takie oto 2 warianty:
        1. Wyprowadzam się i płacę na utrzymanie jej, dzieci i domu, co da ok 5000 PLN z
        moich ok 8000PLN zarobków. Wtedy mogę sie widywac z dziećmi, czy je zabierać do
        siebie to nie powiedziała
        2. Nie płace tyle na utrzymanie, ona wyprowadza się do matki i dzieci będę
        widywał rzadko, a jak się pojawi jaksaś Nexia to nie da mi ich wcale

        No i czy ja mam w ogóle jakieś wyjście jak nie wejść na wojenną ścieżkę i
        walczyć o wszystko. No przecież się nie dogadamy.
        • mola1971 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 18:57
          Pierwsza i podstawowa zasada - dzieci to nie są psy, które ktoś komuś w ramach
          podziału majątku daje lub nie. Zgodnie z obowiązującym prawem zresztą musicie
          ustalić zasady opieki nad dziećmi by otrzymać rozwód. Dodatkowo - dzieci to nie
          są przedmioty by nimi kupczyć i nie można zasad widywania z nimi ustalać w
          zależności od ilości kasy, którą ktoś na ich utrzymanie płaci.
          Reasumując - dzieci to jedno, majątek to drugie. Mieszanie jednego z drugim
          nikomu na zdrowie nie wyjdzie. A dzieciom w szczególności.
        • sbelatka Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 19:07
          michusmile

          wchodzenia na wojenną ścieżkę doprowadzi Cie tylko do tego, ze
          będziesz miał wojnę

          w tej sytuacji sugeruję - i pomysl o tym poważnie- zatrudnienie
          mediatora
          niekoniecznie sądowego - bo nie mam poczucia żeby wielu znich bylo
          profesjonalistami naprawde
          ale są bardzo dobrzy - i sądząc po stawkach sądowych - ichg usługi
          nie mogą być bardzo drogie

          profesjonalna mediacja jest naprawde skutecznym narządziem

          gracie o dużą stawkę - o to, że sie dogadacie w sprawie dzieci i kasy
          albo nie...
          w tym drugim pzrypadku masz pzred sobą wiele lat szarpaniny..
          moim zdaniem nie warto.

          nie śpiesz się
          nie nakręcaj się
          nie daj się nakręcać nikomu smile

          a co do miejsca pobytu dzieci..
          hm.. Hellinger na przkład twierdzi, ze miejsce dzieci jes pzry
          ojcu smile.. ale nie wiem czy takich małych

          a poza tym...nie sądzę żebym mogla zrezygnowac z zajmowania sie na
          co dzień dziećmi i nie ma to nic wspólnego z exem..


          powodzenia
    • lampka_witoszowska Re: a ja jestem za!!!! 10.08.09, 19:42
      i trzymam kciuki, żeby michu wytrwał w planach i je przedstawił
      sądowi!!!

      mama małych chłopców, była z nimi od urodzenia non stop (och, wieje
      od niej chłodem emocjonalnym i tylko to chłopcy dostali od matki,
      wysoki sądzie, a została w domu z nimi dla własnej wygody i z
      lenistwa!), tatuś znalazł miłą ciepłą panią (wysoki sadzie, tu nei o
      mnie chodzi, ale o dobro dzieci! bo ja wrażliwy i ciepły jestem i
      dzieci to czują) - i zrobimy dzieciom nowy dom, nową mamę i nowe
      środowisko, tylko tatuś zostanie ten sam, ale tylko czasem, bo praca!

      czyż to nei jest świetna sytuacja dla dzieci?
      czyż nei poczują się w trakcie tych zmian najszczęśliwsze na świecie?
      może trochę popłaczą, nikt nei mówi, że rozwód jest dla dzieci miły,
      ale w koncu poczują, że im jest lepiej niż z mamą

      brawo!
      ja jestem całym sercem za tym, żeby ojcowie robili z siebie kretynów
      publicznie!

      ps. mój adwokat po fakcie, przeczytawszy uzasadnienie wyroku,
      stwierdził - miała pani pecha, że trafiło na tę sędzinę - ona jest
      dobra w szybkich wyrokach, ale każda inna jeszcze by opieprzyła pani
      byłego męża

      ps.ps. a jużniemój tylko wystapił o rozwód i jak najniższe, po
      połowie, alimenty smile bo uparłam się przy urlopie wychowawczym smile
      • michszyb Re: a ja jestem za!!!! 11.08.09, 09:15
        Lampka

        Mam więc prośbę. Wejdź na chwilę w moja skórę i zdobądź się na obiektywizm i
        przedstaw proszę co byś zrobiła na moim miejscu.

        Krytyka i wyśmiewanie jest takie łatwe.
        • sonia_30 Re: a ja jestem za!!!! 11.08.09, 09:33
          A jakie ma znaczenie co zrobiłaby lampka? To Twoje życie, masz w tym
          i poprzednim wątku info nt. jak Cię widzą na podstawie tego co
          napisałeś inni, więc się zabierz za wyciąganie wniosków i działanie.
          • michszyb Re: a ja jestem za!!!! 11.08.09, 09:48
            Skoro to moje życie to bądź łaskawa i nie czytaj tego i innych wątków, a tym
            bardziej nie komentuj. Skup się na swoim, doskonałym życiu.

            • sonia_30 Re: a ja jestem za!!!! 11.08.09, 10:12
              Ależ moment..forum jest otwarte, Twojego wątku mogę nie czytać jeśli
              sobie tego nie życzysz, ale co do czytania i komentowania innych, to
              już chyba nie Twój biznes.
              W którymś z postów prosiłeś o scenariusze postępowania, teraz znów
              spytałeś co ktoś by zrobił będąc na Twoim miejscu. Otóż nikt nie
              jest i nie będzie na Twoim miejscu, to Twoje życie, tylko Ty jesteś
              w stanie stwierdzić jak było, tylko Ty jesteś w stanie określić
              czego chcesz od życia. Ludzie tutaj mogą Ci pomóc pytaniami,
              krytyką - o ile konstruktywna i o ile zechcesz wyciągnąć wnioski.
              Nie chciałam Cię urazić, chciałam wyrazić to co napisałam powyżej,
              najwyraźniej nie wyszło - przepraszam.
              A moje życie jest dalekie od doskonałości, ja nie jestem pozbawiona
              wad, gdybyż było idealnie pewnie bym się tu nie pojawiła.
        • lampka_witoszowska Re: mówię, co bym zrobiła 12.08.09, 00:43
          żonie bukiet róż, poważna rozmowa, wylanie bolączek, prośba, by ona
          wylala swoje bolączki, przeprosiny za to, co ją zabolało z Twojej
          strony, wyznanie miłości i propozycja terapii

          jak się wścieknie, to drugi bukiet róż, obiad własnoręcznie
          zrobiony, wyznanie miłości i prośba o przemyślenie propozycji

          potem bukiety róż, wyznania, zdecydowanie i konsekwencja w swoich
          propozycjach, z działalnością aktywną w temacie odzyskania jej
          zaufania

          kochankę oświecić, że masz rodzinę, która zakładałeś własnoręcznie i
          skor postawiłes na jednego konia, to pozostaniesz przy swoim
          wyborze - nie dlatego, że zona Cię zastraszyła, ale dlatego, że ją
          kochasz i chcesz nadal

          dziećmi się opiekować, wczuwać w nie, stanąć na głowie, żeby
          ROZUMIEC - jak wkurzają, to też stawać na głowie, bo mają swój punkt
          widzenia, który nie wypływa z widzimisię, ale z konkretów

          i trwać przy nich
          byc oparciem dla swojej rodziny - żony i dzieci
          i z żoną załatwiać an bieżąco trudne sprawy, nie wywlekając
          wsystkiego tam, gdzie ktos postronny chce słuchać

          ...
          to tyle, gdybyś był robotem

          przejrzyj swoje uczucia
          przyznaj sam przed sobą, gdzie zachowałeś się jak świnia
          (nawet przeginając i biorac na siebie więcej winy niż mniej)
          przemyśl, jak możesz to naprawić albo ustawić, żeby i Tobie było
          dobrze, i innym
          przeproś gdzie trzeba
          i heja do przodu

          ale dzieci to świętość, nie krzywdź

          trudne? wierzę
          i teraz naprawdę współczuję
          • lampka_witoszowska Re:ale wiesz, z tym "robotem" 12.08.09, 00:47
            kto wie, czy to na koniec nie okazałoby się najlepsze i najbardziej
            ludzkie dla Ciebie samego rozwiązanie... o ile jesteś w stanie
            kochać żonę

            do dobrych decyzji cały świat się dostosowuje
            • eutherpe Re:ale wiesz, z tym "robotem" 12.08.09, 08:16
              Nie sądzę Lampko aby Pan był zainteresowany godzeniem z żoną. on już ustalił
              priorytety i nijak tam żona nie pasuje.Po co ma dręczyć się chłodną babą.
              • dorata351 Re:ale wiesz, z tym "robotem" 12.08.09, 09:03
                No i to wymagałoby sporo wysiłku, a panu juz chyba się nie chce
                starać, bo i po co jaesli czeka steskniona i ltwa w obsłudze
                kochanka. A dzieci? Pewnie kocha, to za co zniszczył ich rodzinę w
                taki egoistyczny sposób?
          • les.vacances Re: mówię, co bym zrobiła 12.08.09, 09:49
            nie dlatego, że zona Cię zastraszyła, ale dlatego, że ją
            > kochasz i chcesz nadal

            A kocha tę żonę i chce jej nadal?
            • lampka_witoszowska Re: mówię, co bym zrobiła 12.08.09, 11:09
              a to już, widzisz, zasadnicze pytania, które ja mam za sobą, zaś
              mich - przed sobą
    • ewa009 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 10.08.09, 20:24
      michszyb jadą tu po Tobie równo. Nie wolno nastawiać dzieci przeciwko drugiemu
      rodzicowi bo może z czasem to uderzyć w tego rodzica. Przed Tobą trudna droga,
      na ścieżce wojennej już jesteś, zbieraj argumenty bo jesteś na słabej pozycji to
      Ty chcesz rozwodu i masz już kogoś.
      • triss_merigold6 Zdziwiony? 10.08.09, 20:42
        Autor chyba nie powinien być zdziwiony brakiem oklasków?
        Oczywiście, że nie powinno się nastawiać jednego rodzica przeciwko
        drugiemu i zapewne pani żonie z czasem opadną emocje. Trudno
        natomiast oczekiwać od niej entuzjazmu dla pomysłu poznawania dzieci
        przez neksię już teraz i bratania się. Zasadniczo we wszystkich
        możliwych poradnikach stoi, że nowych partnerów rodziców w życie
        dzieci należy wprowadzać po rozstaniu rodziców, stopniowo i z
        wyczuciem a nie hurra entuzjastycznie.
        Mówiąc wprost - nowego pana/panią przedstawiamy dopiero wówczas gdy
        od zauważalnego dla dziecka czasu nie mieszkamy z mężem/żoną.

        Ale życzę powodzenia w sądzie, jeśli autor zaprezentuje argumenty
        takie jak na forum to ma jak w banku rozwód ze swojej winy, dzieci
        przy matce i wysokie alimenty.
        Matce dzieci zaś życzę poznania sensownego faceta.
        • eutherpe Re: Zdziwiony? 11.08.09, 08:14
          I najbardziej Pan wylewa swoje żale tym bardziej jestem za Panią. I wcale nie
          dziwię się Jej zachowaniu. Wcale!!!Jej chłodu, "wulgarności", buntu,
          rozedrganych emocji i żalu takiego,że może czasami nie kontroluje swoich emocji
          i nie potrafi ich powstrzymać-bo to normalne w takiej sytuacji. Owszem zdarzają
          się takie, które pokornie uchylą czoło, przyjmą na "klatę"decyzję pana i
          wypłaczą rozpacz w poduszkę, ale zdrowy człowiek wyrzuci z siebie to, co złe.
          Mam nadzieję,że Pani jest dobrą matką i dba o synów a to co przedstawia teraz
          jest wyrazem krzywdy i odrzucenia.
          I wiesz co Panie?Wcale nie wierzę w Twoje ciepło i to zranienie.
          • michszyb Re: Zdziwiony? 11.08.09, 09:26
            Oj tak biedna Pani, bo Pan jest niezadowolony i chce odejść. I ma prawo wyrzucać
            z siebie negatywne emocje. Bo to zdrowe. Tak moja Pani dbała zawsze o swoje
            zdrowie i nigdy nie pozwalała, by te negatywne emocje zatruwały jej zdrowie.
            Czasem, wyrzucała je nawet z rękoma, które trafiały w moją twarz. Ale to takie
            zdrowe i naturalne.
            Wiesz chyba następnym razem też tak spróbuje. To może być faktycznie
            oczyszczające dla duszy. Już nie będę introwertykiem, który szuka ukojenie w
            ramionach innej. Teraz dam Pani w pysk.
            • eutherpe Re: Zdziwiony? 11.08.09, 09:57
              Oj no dalej jesteś biedny. Ale nie piszesz, co ewentualnie mogło doprowadzić to
              takich zachowań żony. Tak naprawdę bezpodstawnie wyrzucała to z siebie??Po
              prostu taki zimny "wychów", potwór o stu twarzach, wyrachowana królowa śniegu,
              która korzystała tylko z Twoich zarobionych pieniędzy??Może już domyslała się
              ,że spotykasz się z kimś poza jej plecami?No to daj w pysk, może wykrzyczycie
              sobie wzajemnie ze żale i anse i atmosfera się oczyści.ech.
        • michszyb Re: Zdziwiony? 11.08.09, 09:21
          No cóż, proszę sobie wyobrazić że dobro dzieci jest dla mnie najważniejszym
          celem. Już raz uciekłem od Neksi, bo widziałem jak moja żona gra dziećmi i nie
          umiałem sobie poradzić z pytaniami, dlaczego tatuś mieszka teraz z Ku...wą.
          Tym razem jak się wyprowadzę, nie zamierzam zamieszkać z Neksią tak od razu.
          Chcę żeby sprawy najpierw się nieco unormowały. Dopiero potem przyjdzie czas na
          pokazywanie dzieciom nowej osoby w ich życiu. A to tez stopniowo.
          • scriptus Re: Zdziwiony? 11.08.09, 09:46
            Michszyb, pomyliłeś kolejność, najpierw rozwód, potem druga Pani.
            Tak, to ani dzieci nie dostaniesz, a rozwód będzie z Twojej winy,
            jako zdrajcy. Spaliłeś, to był falstart do nowego życia, za który w
            sumie drogo zapłacisz.
            Wierzę w to, że trudno Ci było wytrzymać z żoną, niektóre żony tak
            mają, że nie da się z nimi wytrzymać, jednak ta demonstracja wobec
            żony - wyprowadzka, zamieszkanie z inną - obróci sie przeciw Tobie.
            Lepiej było najpierw załatwić rozwód, prawo do dzieci, a dopiero
            potem układać sobie życie. To było złe nie tylko dla Ciebie, ale i
            Twoich dzieci. Przy sprawach rozwodowych kobiety mają na starcie
            przewagę wynikłą z utartych sądowych ścieżek, stereotypów, itd. Żeby
            wygrać, cokolwiek ta wygrana znaczy, my musimy tę przewagę
            zniwelować, a nie jeszcze ją powiększać.
            • lu_zak Re: Zdziwiony? 11.08.09, 10:23
              Racja , trochę dałeś ciała ale wszystko można osiagnąć kompromisem,
              jesli jestes dobrym negocjatorem. Trzymam kciuki.
              A swoją drogą strsznie duzo jadu...to tak zawsze
              • dorata351 Re: Zdziwiony? 11.08.09, 11:27
                A czego się można spodziewać kiedy człowiek pisze takie rzeczy, a
                wczesniej tak postepuje. jakos w jego postach nie widać tego
                strachu, który podobno go paraliżował. Narobił gość świństw, nie
                myśląć zupełnie jakie to przyniesie konsekwencje dla jego dzieci a
                teraz próbuje sie usprawiedliwiać sam przed sobą. Cały swiat mozna
                oszukać ale siebie nie, pewnie to do niego dotrze, byle nie za
                późno.
                • dorata351 Re: Zdziwiony? 11.08.09, 11:31
                  Może najlepsze, zeby teraz żonę od siebie uwolnił. Ja na jej miejscu
                  kupiłabym kwiaty dla pani next i podziekowała, że bierze ten
                  problem, tzn pana na swoje barki.
                  • dorata351 Re: Zdziwiony? 11.08.09, 11:35
                    Mich a Ty kochałęś kiedys swoją żonę?
                    • eutherpe Re: Zdziwiony? 11.08.09, 11:39
                      tak, kochał ale z taką zołzą nie dało się normalnie funkcjonować bo:
                      o wszystko się "czepiała", prowokowała kłótnie, nie oszczędzała,kierowała się
                      egoizmem,nie tuliła, nie wspierała....
                      Ciekawa jestem jednego?Czy Pan porozmawiał na spokojnie z panią w chwili,kiedy
                      kryzys zaczął nadgryzać ten związek.Ile dał tak naprawdę od siebie, zeby "tego
                      potwora skapitulować?
                      • eutherpe Re: Zdziwiony? 11.08.09, 11:40
                        nie wierzę,że potwór moze byc cały czas potworem.
                      • michszyb Re: Zdziwiony? 11.08.09, 12:26
                        Niestety nie porozmawiałem. A właściwie rozmawiałem, ale nie byłem dość
                        stanowczy by wyegzekwować zmian, czy ustępstw. To przyznaje nawet moja żona że
                        tak się popsuło bo ja na to pozwoliłem. Nie walczyłem. Tylko skamlałem, albo
                        uciekałem do innego świata. Biję się w piersi. Mea culpa.
                        Pamiętam taką scenę jak byłe na zielonej szkole w liceum. Nasza opiekunka,
                        kobieta niezwykle silna i energiczna zabrała swojego męża. Facet podporządkowany
                        i ułożony. Pamiętam jak nakryłem go na paleniu papierosów w ukryciu. Jaki to był
                        żenujący widok i jak mi się chciało z niego śmiać. Myślałem sobie: Jak to
                        możliwe żeby dorosły facet krył się z taką głupotą przed własną żoną. Teraz się
                        już nie śmieje bo wiele lat ukrywałem się sam. Bo ona nie pozwoliła, a ja nie
                        umiałem się otwarcie przeciwstawić. Potem kryłem się z innymi rzeczami, których
                        zabraniała. Np wizyty u matki. I tak z biegiem czasu moje życie obok, to ukryte
                        rozrastało się. Aż w końcu kiedyś pojawiła się kochanka.
                        Tak przyznaje to moja wina bo byłem słaby. Ale byłem słaby bo autentycznie bałem
                        sie że jak nie będeę posłuszny to ona odejdzie. Tak mi mówiła: Jak ci się nie
                        podoba to spier...j do mamusi.
                        Ale przez to się oddaliliśmy. Nasza relacja przypominała relację matki z synem a
                        nie kobiety i mężczyzny.
                        A teraz zdobyłem się (?) na odwagę. Bo już nie umiem dalej tak żyć.

                        Tak kochałem ją okropnie. Życia sobie bez niej nie wyobrażałem.
                        • lu_zak Re: Zdziwiony? 11.08.09, 12:31
                          .. najwyższy czas byc stanowczym, każdy kij ma dwa końce Twoja
                          szanowna małżonka o tym chyba zapomniała
                          • mamaadama4 Re: Zdziwiony? 11.08.09, 12:44
                            Przede wszystkim zapomnij o walce. Bo wtedy nie ma zwyciężców, są
                            tylko pokonani, dzieci przede wszystkim. To, z kim dzieci powinny
                            mieszkać nie powinno być skutkiem szybkiej decyzji. To, że tęsknią
                            za tobą w tej chwili nie znaczy, że chcą mieszkać z tobą. Bo gdybyś
                            ty je wziął tak samo zachowywałyby się w stosunku do matki. One
                            nawet nie rozumieją co się wokół nich dzieje. A przede wszystkim
                            trzymają od nich z daleka twoją nową partnerkę. Może rzeczywiście
                            przydałby wam się mediator.
                        • eutherpe Re: Zdziwiony? 11.08.09, 12:44
                          Ale byłem słaby bo autentycznie bałem
                          sie że jak nie będeę posłuszny to ona odejdzie. Tak mi mówiła: Jak ci się nie
                          podoba to spier...j do mamusi...

                          I jeszcze mama w tle.Ona Ci mówiła, bo czuła się chyba wogóle w tle.I narosła
                          frustracja. Oj narosła a uwierz,że może narosnąć.Też nie mogła sobie poradzić ze
                          swoimi emocjami. Pod ręką byłeś Ty. Ty, którego nie było."Duchem" napewno nie.
                          • scriptus Re: Zdziwiony? 11.08.09, 12:57
                            I tak wątek zdryfował ze skądinąd poważnego tematu - dzieci po
                            rozwodzie przy ojcu na inny równie poważny, kto winien, autorytarna
                            herod baba, czy słaby misio kanapowy. To chyba temat na inny wątek.
                            Nie gniewaj się, ale myślę, że będziesz w tych 97% ojców, którym
                            zabrano dzieci, a na dodatek możesz mieć poważne kłopoty z ich
                            widywaniem, bowiem Twoja herod baba prawdopodobnie nie popuści,
                            będzie chciała sie zemścić. Masz chłopie problem poważniejszy nawet,
                            niż myślisz.
                          • elegia Re: Zdziwiony? 11.08.09, 13:05
                            bardzo dawno temu dostalam swietna rade od faceta a dotyczaca innych mezczyznsmile
                            jak nowo poznany koles mowi zle o swoich bylych kobietach to nalezy wiac jak najszybciej. dlaczego? bo za chwile bedzie sie zalil na ciebiewink
                            cos jest na rzeczy. zawsze wiazalam sie z facetami, ktorzy umieli na swoje poprzednie zwiazki patrzec z dystansem i nie robili z ex potwora!

                            czym wiecej autor watku najezdza na zone tym bardziej mam watpliwosci co do jego wypowiedzi!

                            teraz powiem cos niepopularnego:
                            ja wynosilam, ja urodzilam, ja spedzilam pierwsze 3 lata bardzo intensywnie z dzieckiem....nie ma takiej mozliwosci, zebym oddala dziecko exowi na wychowanie a sama byla "dochodzaca" mama.
                            nie ma rownouprwnienia w biologii- faceci nie rodza!
                            • eutherpe Re: Zdziwiony? 11.08.09, 13:55
                              Mój mąż powiedział kiedyś, że dlaczego akurat ma mnie szanowac, ze względu na
                              to,że jestem matką dziecka...Bez komentarza,,,
                              • scriptus Re: Zdziwiony? 11.08.09, 13:58
                                eutherpe napisała:

                                > Mój mąż powiedział kiedyś, że dlaczego akurat ma mnie szanowac, ze
                                względu na
                                > to,że jestem matką dziecka...Bez komentarza,,,

                                Akurat ten powód szacunku dla mojej żony nie zniknie nigdy. Zawsze
                                będę ją szanował, jako matkę mojego dziecka, choćby innych powodów
                                zabrakło.
                            • scriptus Re: Zdziwiony? 11.08.09, 13:55
                              Doskonale rozumiem Twoje stanowisko, ale w przypadku konfliktu i
                              braku porozumienia jest walka.
                              To żona ode mnie odchodzi, nie pozwolę jednak, by zabrała moje
                              dziecko, ja o nie dbam i wychowuję od samego urodzenia, ja je
                              kocham, jęśli ona się decyduje odejść teraz, a nie jak dziecko
                              dorośnie, to niech zostanie dochodzącą mamusią. Nie czuję się winien
                              tego, że odeszła i nie zamierzam stracić codziennego kontaktu z
                              dzieckiem
    • tictac11 Re: Miejsce dzieci po rozwodzie jest przy ojcu. 12.08.09, 11:43
      Nie mam wczasu się wczytywac. masz pełne prawo to walczyć a sąd
      niech rozstrzygnie rozsądnie.
Pełna wersja