ktosia_75
18.08.09, 20:51
Może być nieskładnie, za co z góry przepraszam. Facet mnie
zostawił. No, najpierw to rozpadło się moje małżeństwo. Niestety
oboje przyłożyliśmy do tego ręki, aczkolwiek to mój prawie ex
przypieczętował ten fakt wymianą mnie na młodszą brunetkę...Ciężko
było ale dałam radę. Dość szybko (za szybko?) wśród mojego
dotychczasowego towarzystwa znalazł się ktoś kto chciał być ze mną
i dwójką moich dzieci.Akceptował obecność taty dzieci w ich życiu i
inne trudne układy okołorodzinne przez które jeszcze nie mam
rozwodu. Co więcej, pokochał mnie, dzieci, i to z wzajemnością. To
ja hamowałam rozwój tego związku, zanim poznał dzieci minęło wiele
miesięcy, zanim zaczął spędzać czas u nas kolejne, zanim wspólnie
wyjechaliśmy na wakacje minęło prawie 3 lata. Chciałam żebyśmy byli
pewni że podołamy, że nam się uda. Zaryzykowałam odrzucenie przez
moją rodzinę. To on przekonywał żebym zaryzykowała, że zawsze przy
mnie będzie itd. Ale kiedy powiedziałam tak, bądźmy razem,
zamieszkajmy, miejmy wspólne dziecko to się zaczęło... Że on nie
wie kim będzie dla dzieci(?!), że nie damy rady, że jestem za
bardzo apodyktyczna ( tak późno sie zorientował?),że mamy dla
siebie za mało czasu(?! - owszem, akurat trafił mu się awans no i
ma wymagajhące hobby,sport ekstremalny bardzo popularny wśród
wyższego managementu

, że za mało o siebie dbam, że nie biegam na
fitnesy z własnej woli tylko jak on zachęci,aha no i że dzieci
glamią, a starsze nie umie wydmuchać nosa...Teraz wiem że to był
początek końca ale ponieważ na jasno zadane pytanie czy ma kogoś
odpowiadał że nie to walczyłam. Myślałam że jeśli nikt trzeci się
tam nie przyplątał że mamy szansę. Zgodził się na terapię dla par.
Sądziłam że jest tam szczery. Aż tu w trakcie jednego z jego
wyjazdów hobbistycznych odstałam życzliwego sms'a że ma nową
dziewczynę, ładną brunetkę

. Normalnie się przefarbuję!! No i
mnie trafiło, bo potwierdził. Nie mogę znieść tego, że ktoś kto
znał moją historię, kto jasno wyrażał swoje pragnienia, plany,kogo
kochałam (qurcze, ja nadal go kocham bardzo!)mógł być tak okrutny
żeby przez kilka miesięcy dawać mi nadzieję, i pozwalać mi się
upokarzać poprzez płacz, rozpacz i błaganie żeby próbować ratować
to co między nami. Poprzedni związek oddałam walkowerem ale tu
chciałam walczyć, no bo skoro nie było nikogo innego...I zostałam
przeraźliwie sama

. W wieku 30+ który powinien być moim
najlepszym okresem w życiu, z 2-ką świetnych dzieci. I sama

.
Wymieniona po raz kolejny na lepszy model.Bez poczucia własnej
wartości. Bez szans na przyszłość.Operacyjnie sobie poradzę. To
wiem, bo to już wcześniej przerabiałam w małżeństwie, a dzieci są
starsze wiec niby łatwiej. Ale nie poradzę sobie bez kogoś
bliskiego obok. A chciałabym jeszcze zasypiać przy kimś, budzić się
przy kimś, wspólnie spędzać weekendy i razem cieszyć się tym co
zmalowały dzieciaki i tego typu codzienne duperele. Dla mnie ważne.
A na razie przeraźliwie kocham nadal tego du..ka i zrobiłabym
wszystko żeby do mnie wrócił. Nawet z litości. Niestety względy
zawodowe sprawiają że widujemy się codziennie. Udaję że żyję, ale
tak naprawdę to tylko funkcjonuję.I tak, żżera mnie złość i zawiść,
że i mój prawie ex i facet układają sobie właśnie życie z nowymi
partnerkami a ja zostałam na zgliszczach

. Właściwie to nie wiem
dlaczego tu napisałam. Chyba musiałam to gdzieś wywalić.A papier
jest cierpliwy.A może szukam pocieszenia?