niepoważny konkurs - poważny temat

20.08.09, 10:03
Temat poważny: alimenty, a dokładnie ich wysokość.

Znajoma, której pomagałem pisać pozew o podwyższenie alimentów
właśnie dostała termin rozprawy - październik.
No i tak siedzimy i się zastanawiamy z jak bardzo paranoiczną
sytuacją się tym razem spotka.
Nastawienie takie wynika z doświadczeń z ustalania kwoty alimentów
podczas poprzednej sprawy - zero banania czegokolwiek tylko
stwierdzenie sędziego: "350zł CHYBA będzie dobrze, i tak Pani
wniesie o podniesienie za chwilę to się PEWNIE podniesie..."
Szkoda słów.
Niestety zmęczona długą walką 'okołorozwodową' znajoma nie miała już
siły walczyć o cokolwiek - nie złożyła apelacji, a szkoda.

Pomogłem podjąć całą walkę o podwyżkę i teraz się zastanawiamy
wspólnie na ile te wszystkie skrzętnie przez pewien okres czasu
gromadzone dokumenty: faktury, wyciągi, paragony, potwierdzenia
wpłat, zaświadczenia itp, oraz ciężka praca nad tabelami kosztów
utrzymania i nad pozwem będzie miała jakiekolwiek znaczenie dla
sędziego/sędziny?

Fakty są takie:

syn - 9 lat, zdolniacha z pasjami i uzdolnieniami w pewnych
dziedzinach (potwierdzone), wymagający wg wszystkich oprócz ojca
pewnych dodatkowych zajęć ( opinie nauczycieli, inne zaświadczenia,
nagrody w konkursach), zdrowy ogólnie, ale z jedną dolegliwością
wymagająca pewnych sukcesywnych nakładów peniężnych ( też
zaświadczenie - lekarskie),

matka - netto 2700zł,

ojciec - netto 3500 zł na papierze, realny dochód większy, ale
niestety - wiecie jak bywa - ach te koszty uzyskania przychodu...
wydatki obojga - m/w takie same, z tym, że matka ma dodatkowy
wydatek - kredyt hipoteczny - 700zł

dodatkowe nakłady ojca poza alimentami - ok 100 zł miesięcznie, raz
kupił buty ( za małe, ale paragon pewnie ma ;O)

No i teraz - skrzętnie wypełniona tabela kosztów utrzymania dziecka
uwzględniająca tylko to co wynika z faktur, paragonów, bez jakś
ekstra wydatków - ok 2000zł miesięcznie (jedzenie, ubezpieczenie,
wydatki szkolne, dodatkowe zajęcia szkolne, ubrania, buty, leki,
drobna kwota na zabawki, ksiązki, podręczniki, używany sprzęt
sportowy)

Do tej pory dokładał dziadek ( ojciec matki) - ale zmarł...

Matka zadłuża się powoli, 20go dnia miesiąca zastanawia się czy
kupić 10 czy 15 plasterków sera, a ojciec jedzie na słoneczne
wakacje, stołuje się w restauracjach, funduje miłe wieczory coraz to
nowszym narzeczonym itp.

No i tu zaczyna się konkurs - jakie tym razem będzie "uznanie' sądu?
Matka wnioskuje o 1000zł - dokładnie o połowę.
Są wprawdzie podstawy do żądania większego udziału procentowego od
ojca ze względu na większy wkład matki w wychowanie ale nie o to
matce chodzi by 'wyceniać' jej zaangażowanie w wychowanie dziecka -
chodzi poprostu o sprawiedliwość - rzeczywiśte koszty, bez
ściemniania i naciągania i o realne 50 procent.
Ot i tyle. ( wiem, wiem, że nie po sprawiedliwość idzie się do
sądu ;O)

No i teraz ów konkurs z tematu tego posta:
proste pytanie: ile waszym zdaniem?
Pytanie zadane z czystej ciekawości.
Wiadomo, że to wszystko sprawa indywidualna i będzie ona
indywidualnie 'rozpatrywana' przez sąd (taa...)
Ale ciekawi nas wasza indywidualna kwota, na którą 'stawiacie'.
Znajoma mówi, że 400 ( no co - jest podwyżka? - jest - już słyszała
argumentację 'że nie może być więcej bo i tak se podwyższy').
Ja 'strzelam' kwotę 1000, bo trochę jednak naiwny jestem i wierzę w
sprawidliwość, a Wy?

---
mam papierek na dyslekcję więc 's gury pszepraszam'
    • tricolour To policzmy inaczej... 20.08.09, 10:33
      .... dziecko potrzebuje 2000zł i ja wyliczenia nie podważam.

      Uważam jednak dodatkowo, że jeśli potrzebuje 2000, to dorosły nie
      mniej, a to własnie przez kredyty, samochody, konieczne oszczędności
      na przyszłość, prywatne składki emerytalne - tych wydatków dziecko
      jeszcze nie ponosi.

      Czy ani ojciec, ani matka nie mogą samodzielnie wychowywać dziecka,
      bo ich na to nie stać - każde zarabia mniej od 2x2000zł? I co z tym
      zrobić?
      • takisiakinijaki Re: To policzmy inaczej... 20.08.09, 11:29
        No i tu jest paradoks - matka zarabia tyle ile zarabia na papierze -
        wiem bo dobrze się znamy i wiem, że nie ma dodatkowych dochodów.
        Natomiast ojciec ma ( przy jego działalności 'wrzuca' większość
        rachunków i faktur w koszty - telefon, wszystkie media - bo
        miszkanie jest biurem, telefony, paliwo, sprzęty typu aparaty,
        kamery, cały sprzęt komputerowy, nawet ciuchy - bo przy swojej
        branży moze to robić, pota tym chyba działa również częściowo w
        tzw,. szarej strefie...)

        Jak żyli razem na dziecko wydawali nawet więcej niż te 2000 zł.

        No i on dalej żyje jak żył - to matce żyje się 'znacznie gorzej' -
        bo pokrywa różnicę w kosztach utrzymania dziecka.
        No i dziecku niestety...

        Powstaje pytanie - dlaczego nagle młody ma zrezygnować z
        rehabilitacji i rozpoczętych w czwartym roku życia przez tatę
        właśnie treningów ( no bo z jedzenia nie bardzo może zrezygnować,
        prawda?), a tata nie może zrezygnowac ze stołowania się w dobrych
        knajpach i sponsorowania 'weekendów miłości ;O)' swoim, co tydzień
        innym 'narzeczonym'?

        Rozumiesz Tricolour - chodzi o to, że fakt - 2000 zł to nie jest
        mało !!! - to sporo, ale tak było do tej pory, obojga ich było na to
        stać, teraz na zachowanie tego poziomy życia dziecka stać jednak
        tylko ojca.

        Ale chyba nie chcesz powiedzieć, że którekolwiek z rodziców powinno
        samodzielnie wychowywać dziecko jakby miało te 2x2000?

        A z jakiej racji?

        Dziecko (to konkretnie) kosztuje te 2000zł miesięcznie niezależnie u
        któregokoliwek z rodziców by nie było.

        A ich zadaniem jest tylko podzielić się sprawiedliwie kosztami jego
        utrzymania.

        W sumie rachunek jest prosty: trzeba po 1000zł od 'łepka' na
        chłopaka - no to ojcu zostaje wtedy jeszcze 2500 miesięcznie, matce
        1500.

        No w sumie ja mam taka sytuację mniej więcej - z tym, że ja siadam z
        ex i obliczam ile za co, ile zostało, ile zabraknie i się dzielimy
        po połowie ( tyle samo zarabiamy), a jak ona mi powie, że teraz nie
        ma bo pralka (np), a przyszłym miesiącu się rozliczymy to i tak
        bywa.
        Ale mam też pod uwagą to, że matka się nim więcej zajmuje ( choś ja
        jestem z tych "aktywnie uczestniczących exów" ;O) i 'sponsoruję'
        więcej - np dobry rower ostatno.

        A u znajomej jest tak: ona ledwo orze, a jemu nie brakuje - no coś
        nie tak, no nie?

        Z jednym się nie zgadzam z Tobą Tricolour - mi noga nie rośnie, mam
        narty już chyba 8 sezon, nie wymagam na szczęście jeszcze
        rehabilitacji, na razie ;o), nie reguluję za straszne pieniądze cały
        czas aparatu orto, nie zdzieram spodni na strzępy w miesiąc surprised)- nie
        kosztuję więcej od dzieckasurprised)

        • tricolour Jest raczej utopią... 20.08.09, 11:43
          ... że dziecko po rozwodzie ma miec tak, jak przed. Może pomysł jest
          dobry z założenia, ale zły z wykonania, bo nic nie można zrobic z
          róznicą w zarobkach rodziców.

          Mnie także nie przekonuje argument o "lepszym życiu" poprzez
          posiadanie biura w domu i wrzucaniu czego się da w koszta. Każdy
          może założyć biuro w domu więc zamiast zazdrościć, że ktoś ma lepiej
          zachęcam do naśladowania.

          Bez dyskusji za sensowne uważam dzielenie się kosztami utrzymania
          dziecka i jeśli koszty te wynoszą 2000zł, to ojciec powinien płacić
          1000zł - to moje zdanie, ale też nie bez wątpliwości już osobistych,
          bo mam dorosłą córkę, która coś tam zarabia, a co nie wpływa na moje
          obciążenie.

          Absolutnie nie zgadzam się z pomysłem, że ojciec ma jeździć na
          starych deskach, by dziecko mogło jeździć na nowych - w ten sposób
          uczyłbyś dziecko, że inni mają ponosić koszty jego rozwoju.

          Wobec takich wątpliwości nie ma algorytmu na alimenty, a jest sąd,
          który wyda wyrok oparty o zgromadzony materiał. Słaby materiał, to
          najczęściej niskie alimenty, a za sałby materiał odpowiada już ten,
          który go zgromadził.
          • takisiakinijaki Re: Jest raczej utopią... 20.08.09, 13:21
            Tricolour
            1. dlaczego Twoim zdaniem to akurat pod względem fin. nie może mieć
            jak przed rozwodem jeżeli wynika, że oboje z rodziców mogą 'złożyć'
            się po te 1000zł? Przecież ja nie uogólniam, bo wiadomo że bywa
            różnie - ale piszemy o tym konkretnym przypadku więc po co
            uogólniać? Poza tym istnieją przepisy prawa, które o takim prawie
            dziecka mówią - to skoro są możliwości finansowe to czemu nie?
            2. Mnie argument możliwości zarobkowych akurat przekonuje - Pani ma
            akurat taką pracę, że nie może mieć działalności gospodarczej -
            prikaz wynikający z przepisów - może się przekwalifikować - owszem
            ale nie ma na to środków bo musiało by się to wiązać z rozpoczęciem
            innego kierunku studiów niż wybrała. Ale dlaczego miałaby to robić?
            Przeciez jak 'liczę' możliwości finansowe ojca to piszę jedynie o
            tych 3500zł na tzw. papierze, o reszcie wspominam jedynie, że ma to
            miejsce i tyle.
            3.nie wnikam już w twoje watpliwości osobiste - jak pisałem pytam o
            konkretny przypadek, Twoja sytuacja jest inna, my mówimy o
            konkretnym dziewięciolatku
            4. A ja jako ojciec uważam jednak, że moje dziecko powinno jeździć
            na nowych (tzn niekoniecznie 'sklepowo' nowych, bo można kupić
            używane, ale po prostu na zastąpionych kolejnymi - innymi) nartach
            jeżeli ze starych już wyrosło - odpowiednie dopasowanie sprzętu to
            nie tylko warunek poprawnej jazdy ale i bezpieczeństwa. Moja waga
            się nie zmienia, wzrost też - nie pisałem wcale, że kupię nowe narty
            dziecku bo tak i już - wiadomo, że chodzi o to, że dziecko rośnie, a
            te chol.. narty i buty nie chcą rosnąć razem z nim surprised)
            5.Ojej - no jasne, że jest sąd - i rzeczywiście powinien wydac wyrok
            oparty na materiale - ale nie czarujmy się, materiał na pierwszą
            rozprawę był przygotowany równie dobrze, tyle, że kompletnie nie
            został uwzględniony ( np. było zaświadczenie od lekarza o
            konieczności rehabilitacji, skierowanie na nią i rachunki na za
            poszczególne zabiegi - niestety częściowo tylko refundowane i...nic,
            jakby tego nie było, w uzasadnieniu podliczono jedzenie i ubrania -
            kwoty też niezgodne z fakturami i jedne zajęcia dodatkowe i tyle,nic
            więcej). Pisałem przecież, że powodów do apelacji było tysiąc,
            pisałem też że tego nie zrobiono, ale pisałem też że pytamy tylko ze
            znajomą z czystej ciekawości ile 'strzelacie', a nie jęczymy że ją
            skrzywdzono!

            Tak na marginesie - czy Ty Tricolour nie jesteś czasem moim
            sąsiadem?
            Dziś jak wychodziłem do pracy przywitałem się i pochwaliłem pogodę -
            w zamian otrzymałem zapewnienie, że i tak pewnie się zachmurzy, a
            tak wogóle to kto to widział, że by lato było takie gorące i
            dlaczego mi tak wesoło, z czego tu się cieszyć jeszcze mi się lata
            odechce jak się będę w pracy w upale dziś męczył ;O)
            No nic - tak jakoś mi się skojarzyło... ;O)
            • tricolour Nie jestem Twoim sąsiadem... 20.08.09, 14:07
              ... bo za sąsiadki mam dwie ładne nastolatki. Poza tym Twój sąsiad
              marudzi, a ja nie marudzę tylko poddaje w wątpliwośc komplikowanie
              sprawy alimentacyjnej poprzez widzenie niechęci sądu, lewych i
              nieudokentowanych dochodów exa, konieczności odpowiedniego życia
              dziecka przed i po rozwodzie... a nie widzenia własnego zaniedbania
              w postaci zaniechania apelacji.

              Pytałes ile, to odpowiedziałem, że 1000.
              • takisiakinijaki Re: Nie jestem Twoim sąsiadem... 20.08.09, 14:21
                ...ależ właśnie mi o to chodziło - ja zapytałem 'ile?' i oczekiwałem
                czegoś co zamieściłeś Tricolour z ostatnim zdaniu, a gratis dostałem
                cały komentarz - tzn przeporaszam dostałem 'podanie w wątpliowść' ;O)

                Rano też tylko
                powiedziałem: "dzieńdobryładnąmamydziśpogodęsąsiedzie", oczekiwałem
                jedynie odpowiedzi na moje przywitanie, a otrzymałem komentarz ;O)
                • lima Re: Nie jestem Twoim sąsiadem... 20.08.09, 14:40
                  smile)) Tu wychodzi problem zaspokojenia potrzeb obu stron w kontakcie wzajemnym.
                  Widać inni zadbali o zaspokojenie swojej potrzeby pogadania, pomarudzenia,
                  pokomentowania, opowiedzenia o sobie i swoich poglądach, zrzucenia czegoś z
                  duszy. Inni też maja potrzeby i po to tu przychodzą/po to odzywaja się do
                  sąsiadów. Odpowiadają gratis ale zaspakajając formą wypowiedzi siebie. Nie bądz
                  egoistą, przyjm i to na barki wink)
                  (Ależ mi się to ciekawie wymyśliło, nono) tongue_out







                • tricolour Dostałeś komentarz... 20.08.09, 15:25
                  ... bo wysokości alimentów nie określa się jednym słowem "ile"?

                  Są różne sytuacje: Ty siadasz z eks, liczysz i nawet ustalacie
                  jakieś kompromisy gdy któreś ma większe wydatki, a ja nie zamieniłem
                  z ex słowa od 2007 - chyba.

                  smile
    • lima Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 14:44
      Krakowskim targiem przewiduję 900 smile
      • takisiakinijaki Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 15:10
        zatem droga Limo - przyjmuję Twe argumenta i me barki tym samym
        obciążam ;o)

        krakowskim targiem mówisz...hm...

        Mniemam, ze chce płącić 200 - mniemam, bo tyle zaproponował w swoim
        pozwie rozwodowym i zdania nie zmienia, ona chce 1000, znaczy się
        raczej będzie coś koło 650 ;O)
        no chyba, że dojdzie trzecia strona - sąd znaczy się surprised)
        • lima Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 15:18
          Od jej argumentacji i przedstawienia sprawy (wcześniej przecież te koszty
          pokrywał, teraz ona się zadłuża, dziecko ma rehabilitację) sporo zależy. Nie
          wiem czy nie lepiej wnioskować o 1100 wink jesli chce dostać 900... Bo mi
          "kobieca intuicja" wskazuje przedział 800-900 do możliwej obrony.
          A w praktyce znajoma dostaje 300 i woli g. nie ruszać bo może nie dostać nic
          gdyż oficjalnie ex ma tylko długi.
          Więc może to nie intuicja a pobożna życzenia? confused(
      • tricolour Może być problem z 900... 20.08.09, 15:19
        ... bo to gwałtowny wzrost z 350. Na aż się chce zapytać, co sie
        takiego wydarzyło, że podnosi blisko trzykrotnie koszty utrzymania
        dziecka.

        Moim zdaniem, nie bez znaczenia jest jeszcze szczenięcy wiek, ale z
        drugiej strony jest konieczność rehabilitacji.
        • lima Re: Może być problem z 900... 20.08.09, 15:25
          Dlatego ważna będzie odpowiednia argumentacja....Łącznie z uronieniem łzy, że
          tamta wysokość byla podana w założeniu, że ex resztę pokrywa poza zasądzonymi
          alimentami, a z tego się nie wywiązuje.
          Czyli może iśc na salę z psychologiem, żeby sędziego rozgryzł i rozeznał co na
          zmiękczenie serca zadziała wink
          Łojeju jak ja nie lubię indywidualnej "uznaniowości" w stosowaniu prawa... Niby
          jest prawo, zasady, a wyrok często zależy czy sądzia będzie miał biomet
          korzystny albo czy lubi blondynkismile
        • sonia_30 Re: Może być problem z 900... 03.09.09, 09:20
          W tym miejscu się z tricolour zgadzam. Istotne o jaką kwotę
          alimentów poprzednio wnioskowała, jeśli teraz będzie wnioskowała o
          więcej, solidne argumenty nieodzowne.
          Mój prawie ex też prowadzi działalność, w roku ubiegłym zarabiał
          pięciokrotnie więcej niż ja i dużo dużo więcej niż ex Twojej
          znajomej, w tym roku natomiast twierdzi że nie zarabia nic, żyje z
          kredytów. Szczegółowe zestawienie kosztów przygotowałam (dziecko lat
          9, również z pasjami, uczęszczające na zajęcia dodatkowe), Sąd
          przyznał 1 tys zł (zabezpieczenie na czas trwania procesu, bo
          jeszcze nie alimenty), bez wnikania, porównywania naszych zarobków,
          stwierdzając iż utrzymanie dziecka w dużej aglomeracji to koszt
          mniej więcej 2 tys zł, a tatuś wykształcony, potencjał ma, w związku
          z czym niech się weźmie do roboty (chciał płacić max 500 zł,
          wcześniej nie partycypował w kosztach utrzymania).
    • dyderko Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 15:13
      Moje doświadczenie mnie uczy (a raczej doświadczenia mojego M), że
      Twoja znajoma dostanie przynajmniej połowę kwoty podwyżki, o jaką
      się stara (czyli jeśli występuje o 650 to będzie to co najmniej 300-
      350 złotych).
      • takisiakinijaki Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 15:53
        oj Tricolour...

        piszesz mi:

        "... bo wysokości alimentów nie określa się jednym słowem "ile"?"
        Toż to ja wiem i na wstępie o tym zapewniam, że mam tę świadomość by
        uniknąć niepotrzebnych dywagacji na ten temat.


        Mówisz, że 350 na 1000 czy tam 900 to musiałaby wyniknąć jakaś duża
        zmiana, no tak - tu w tym przypadku są dwie - rozpoczęcie obowiązku
        szkolnego i to, że jego realizacja okazała się dla chłopaka na tyle
        pomyślna, że uznano, że wymaga w pewnych kwestiach indywidualnego (
        czytaj płatnego) podejścia.
        Ale nie tylko z tego wynika tak duża 'podwyżka' potrzeb - tylko
        cześciowo z powodu nieuwzględnienia wielu kwestii w poprzednim
        wyroku ( kwesti nakładów na zdrowie, rehabilitację kompletnie
        pominięta, a to dość spore kwoty i niestety niezbędne) i z braku
        apelacji...
        Znaczy się skoro nie złożyła apelacji - mogło zostać, no nie?
        Tak to wygląda niestety...
        I tu nie wiem jak pomóc się jej bronić.
        No bo co to za argument, że opady jej ręce, nie znała swoich praw i
        procedury ( a to wiadomo jej problem), przestała wierzyć w
        sprawidliwość w sądzie, została sama z wszystkimi problemami i nie
        chciała widzieć exa bo poniżył ją, olał dziecko i do tego jeszcze
        szalał i groził?
        No właśnie - chciałbym jej pomóc - dlatego też pytam o te kwoty, bo
        może wśród Waszych wypowiedzi wyłowię jakiś argument dla sądu...



        • tricolour Argumenty są tylko dwa... 20.08.09, 16:00
          ... uzasadnione koszty utrzymania dziecka i możliwości płacącego. Na
          tym bym sie skupił.
        • lima Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 16:22
          > No bo co to za argument, że opady jej ręce, nie znała swoich praw i
          > procedury ( a to wiadomo jej problem), przestała wierzyć w
          > sprawidliwość w sądzie, została sama z wszystkimi problemami i nie
          > chciała widzieć exa bo poniżył ją, olał dziecko i do tego jeszcze
          > szalał i groził?


          Ale to przecież nie będzie sąd nad nią "dlaczego pani wcześniej nie ustaliła
          wyższych alimentów" (w razie takiego pytania wytłumaczenie jest proste i
          jednozdaniowe np ze była zastraszona bo ex jej groził, poniżał i utrudniał i
          bała się dalszej wojny z nim).

          tylko to będzie sprawa :

          "zasądzone alimenty sa za małe, nie pokrywają koniecznych potrzeb dziecka a
          potrzeby są takie i takie, konieczna rehabilitacja, oto dowody wydatków, opinie,
          wyliczenie poniesionych kwot, itd, wnoszę tylko o połowę, ale nadmieniam ze
          ojciec nie angażuje sie zupełnie w sprawy dziecka więc całośc opieki osobistej
          jest po mojej stronie, itd, sytuacja finansowa ojca jest lepsza od mojej, przed
          rozwodem te wydatki na dziecko pokrywał, itd"

          Niech się kobieta nie boi, że na nią nakrzyczą, że wcześniej nie apelowała...wink
          Teraz chce porządek zrobić i ma do tego prawo.
          • jarkoni Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 18:19
            Takisiaki..
            Pozwól, że potraktuję rzecz matematycznie, może tak być?
            Wyobraź sobie układ finansowy dokładnie taki jaki rozpatrywałeś z eks tego eksa,
            to raz.
            I rzecz druga: teraz pokrótce moja sytuacja: wyprowadziłem się, zostawiłem eks
            żonie duże mieszkanie itp.
            Zostawiłem właściwie wszystko.
            Raczej nie mam szans na życie na podobnym poziomie, prawda?
            Zgodzisz się z tym, że muszę gdzieś mieszkać?
            Muszę jakoś wyglądać, więc sen pod mostem raczej nie wchodzi w grę.
            Też się z tym zgodzisz?
            Jakaś normalna kawalerka na obrzeżach miasta to już 1200-1500, jeśli trochę
            bliżej centrum to już koło 2K.
            Plus wszystkie opłaty (internet 65 zł miesięcznie najmniej boli, gdybyś chciał
            spytać)
            Na 2 pokoje absolutnie mnie nie stać.
            Żarcie jeśli mieszkasz wspólnie z żoną/rodziną jest o niebo niższe cenowo i
            smaczniejsze niż kupowanie puszek do podgrzania/na wynos/obiad w knajpie itp.
            Po łatwym rachunku wychodzi, że wydam jakoś minimum ze 2500, chodząc w starych
            butach, starych łachach, jedząc kiepsko w swojej kawalerce..
            Wyobraź sobie, że mam auto(dziwne?), paliwo, przeglądy, głupia żaróweczka za 10
            zł, wymiana oleju już nie powiem ile, a opony na zimę?..
            Wyobraź sobie, że chcę czasem pójść do kina, może nawet do teatru albo
            opery(dziwne?)
            Może nawet czytam książki?
            A może nawet mam telefon komórkowy?
            Dodawaj powoli koszty, uznawaj, że max oszczędzam..
            Nie mówię o żadnym hobby, nie mówię o urlopie, wczasach, czy jakimkolwiek
            wyjeździe zagranicznym.
            Ile Ci wyszło?
            Dalej: może jestem chory, niegroźnie, ale jednak.. Mam chore kolano-oko, uraz.
            Leki grubo ponad 100 zł na miesiąc, wizyty u specjalistów ponad 300(no chyba, ze
            nie prywatnie, to czekasz 8-10 miesięcy)
            Wyobraź sobie najgorsze: poza pracą i jedzeniem jeszcze się myję i sprzątam w domu..
            Nie powiem już nawet o tym, że pralka się zepsuła, albo kuchenka, albo TV, albo
            buty się rozleciały..
            Policz wszystko sam, dodaj, i spytaj tej eks tamtego eksa czy na pewno nowe narty...
            I nie mów, że jestem wredny, bo on zarabia aż 3500.
            Może i robi imprezy w knajpach dla swoich nowych, może ukrywa dochody.
            Mnie nie oceniaj, oceń tego eksa tej eks..
            • takisiakinijaki Re: niepoważny konkurs - poważny temat 20.08.09, 20:09
              Pytasz, więc odpowiadam - zgodzę się Jarkoni, że musisz gdzieś
              mieszkać.

              Zgadzę się również, że musisz jakiś wyglądać i nie możesz mieszkać
              pod mostem.

              Tak samo jak rozumiem, że koleżanka moja również musi.

              Opisałeś swoją sytuację zabraniając w zasadzie się do niej odnosić.
              Oki, wcale nie mam takiego zamiaru.

              Cały czas podkreślam, że mówię o tym konkretnym chłopcu, o tym
              konkretnym ex mężu, o mojej koleżance 'z biurka na przeciwko'.

              I tyle.

              Staram się nie generalizowac, uogólniać, odnosić się jedynie do tej
              sprawy zdając sobie doskonale sprawę, że kwota 2000 kosztów
              utrzymania to dla wielu kosmos prawie...

              Nie zgadzam się jednak, że ok jest sytuacja, w jakiej znalazła się
              moja koleżanka.

              Bowiem jej mąż nie był taki jak Ty Jarkoni - zarządał w trybie
              natychmiastowym dokładnie połowy ustalonej przez siebie samego
              wartości mieszkania mimo, iż tak naprawdę nie powinien ( zakup
              sfinansowali głównie rodzice klolżanki - niestety nikt wtedy nie
              myślał o rozdzielności majątkowej czy darowiźnie stanowiącej majątek
              odrębny, nikt nie przypuszczał, że warto by było...), zmusił ją
              groźbami i eee... co tam będę opowiadał ostro było..., nie w tym
              rzecz... do podziału jaki on zaproponował, pozbierał z domu nawet
              półki z zamontowanej na stałe szafy (?!), a jak zabierał półki na
              ksiązki bo ich tez 'przeciez potrzebuje' to nawet wykręcał śrubki ze
              ściany i wyrywał kołki (?!).
              Potem się okazało, że ta obliczona przez niego połowa wartości ich
              mieszkania, na którą ona musiała brać kredyt hipoteczny pozwoliła mu
              kupić prawie takie samo (?!).
              Obecnie żyje sobie więc bez obciążeń kredytowych, opłacając media za
              jedną, nie dwie osoby jak koleżanka (gaz/prąd), uznając że jest w
              stanie 'wysupłać' 200 zł (jego propozycja) z 3500 zł dochodu netto
              na swoje dziecko ( niestety 'brzydki sąd' zmusił go do 350ciu zł,
              sam płaci 100 za treningi syna - bo jemu one tak naprawdę sprawiają
              największą przyjemność...), stać go na restauracje, wyjazdy, wakacje
              za granicą, dobre ciuchy, sponsoring randkowy i na książki, gdyby
              one akurat stanowiły by dla niego potrzebę (tu moja 'lekka'
              złośliwość ;o)
              No to teraz Jarkoni spójrz na to tak jak chcesz by spojrzano na
              Ciebie - może moja koleżanka też by chciała czasem coś kupić sobie
              do ubrania, może by chciała do kina, albo choć jedną książkę na
              jakiś dłuuugi czas?
              Ale nie to jest dla niej ważne, to niestety musi iść na dlaszy plan,
              bo policz: mając te 2600 plus 350 alimentów ma 2950. I teraz minus
              700 kredytu, minus 500zł opłat za mieszkanie, prąd, gaz itp, zostaje
              1750. Teraz minus rata za sprzęty które w drodze pilnej potrzeby
              musiała nabyć (wyniesione przez ex męża z domu "bo przecież
              potrzebuje" - pralka, żelazko, łóżko, stół, suszarka, czajnik itp)
              prawie 200zł.
              Zostaje 1550.
              Minus ubezpeczenie chłopaka 70 zł, minus potrzeba nr 1 - stałe leki
              i rehabilitacja dla małego 370zł miesięcznie!
              Zostaje 1010.
              Minus jej miesięczny do pracy 110zł - konieczność, prawda?
              No i mamy 900 zł...
              Na dwie osoby...
              Na jedzenie,opłaty szkolne, wyprawki szkolne, podręczniki, składki
              szkolne, lekarstwa, wizyty lekarskie, dentystę, ortodontę, ubrania i
              buty dla rosnącego ciągle chłopca, książki, no i te zbytki typu: tzw
              chemia domowa, jakieś mydło i pasta i żarówka przepalona i drobny
              prezent urodzinowy dla kolegi syna...
              No i Jarkoni czyje potrzeby są myślisz zabezpieczane w pierwszej
              kolejności?
              I jakie nowe narty?
              To był mój przykład te narty - ale nie na to, że NOWE, ale na to, że
              rosnącemu dziecku trzeba różne rzeczy między innymi ubrania, buty i
              jak starczy to i narty wymieniać bo po prostu rośnie!
              To o co Ty w końcu pytasz - przecież ja właśnie jestem zdania, że
              skoro ex koleżanki ma te swoje legalne ( tylko te mu 'liczę' ;o)
              3500 zł i wykazuje, że ma 500 zł kosztów mieszkaniowych i te
              alimenty 350 i minus 100 za treningi syna, to jakby nie liczyć
              zostaje mu na resztę miesiąca 2550 zł, prawda?

              No więc właśnie policzyłem wszystko (nie Tobie - ale koleżance) i
              koleżanka pyta tego swojego ex męża nie o to 'czy na pewno nowe
              narty?', ale o to 'czy napewno nie może synowi założyc koniecznego
              aparatu, czy też zawieźć na wskazaną rehabilitację?'.
              Mąż odpowiada: wal się, w dupie to mam i odjeżdza z piskiem swoich
              nowych opon w nowych alufelgach surprised))), no i ona składa pozew o
              podwyższenie alimentów.
              Resztę już znasz- sprawa w październiku i teraz z charakterystycznym
              dla mojej koleżanki czarnym poczciem humoru 'obstawiamy' ile sąd
              uzna za słuszne i uzasadnione ;O)
              I tyle.

            • useless00 Re: niepoważny konkurs - poważny temat 21.08.09, 20:24
              >>kupowanie puszek do podgrzania/na wynos/obiad w knajpie
              > Dodawaj powoli koszty, uznawaj, że max oszczędzam..

              OT: Jarkoni, ja też tak chce oszczędzać na maksa! A nie ziemniaki, kapusta, kurczak, kasza z bazarku i hipermarketu. No i własne rączki, choć nie znosza gotowania. Ja chce by mnie było stać na żarcie na wynos. I na ciuchy nie z lumpeksu i na ksiażki nie z antykwariatu i na komórke z abonamentem i na pełen pakiet kablówki, super szybki internet, a nie jakieś marne 1Mb i na kino, a nie płyty z gazet...ło matko. Choruję na NFZ, chociaż na wpół ślepa na soczewki kontaktowe oszczędzam pół roku - okularów nie mogę nosić. A ja głupia na dzieciaka wydaję. Ale jestem dobrze ubrana, najedzona, oczytana. Jedynym luksusem na który wydaję 2/3 pensji to malusie 2 pokojowe mieszkanie w centrum miasta blisko szkoły Młodego i mojej pracy za 1500.
              • takisiakinijaki Re: niepoważny konkurs - poważny temat 21.08.09, 21:04
                Useless00 - dokładnie! - jak przeczytałem te słowa o jedzeniu na
                wynos i obiedzie w knajpie to mi się jakoś średnio z oszczędzaniem
                skojarzyło wink
                Ale może się nie znam - jak zamieszkałem sam to jadłem jak przed
                wyprowadzką - może dlatego, ze ja taki nietypowy facet jestem bo
                gotuję ;o)

                Wracając do sprawy.

                Chłopak musi przestać chodzić na angielski, choć jest najlepszy w
                grupie i nuczyciel sam dzwoni i prosi o ponowne rozważenie decyzji
                bo szkoda (dodam, że nie od ucznia mu płacą)...

                Koleżanka jak pisałem liczy plasterki sera, czeka po pare miesięcy
                na termin z nfz i ceruje skapetki...

                A tata sponsoruje nowej pannie weekend w wenecji i na prośbę o pomoc
                finansową mówi dosłownie: dałem ile muszę dać, wal się...

                E tam... ja to po prostu widzę od jakiegoś i mnie bierze cholera.





                • tricolour Nie ma rady... 21.08.09, 21:53
                  ... trzeba podnieść alimenty.

                  Jeśli facet płaci tyle ile ma zasądzone, to nic mu nie zrobisz -
                  może jeździć do Wenecji nawet co tydzień.

                  Można tylko podnieść te nieszczęsne alimenty.
            • lima Re: niepoważny konkurs - poważny temat 21.08.09, 22:18
              Jarkoni, to wyobraź sobie, że masz po rozwodzie taką sytuacje finansową jak
              opisujesz (i to nie dlatego, że chciałeś się okupić majątkiem za zdradę, tylko
              dlatego, że np exmałżonka cię zastraszała i gnębila przemocą tak, że musiałeś
              wyjść goły i wesoły z mieszkania bo żadne dogadanie się nie było możliwe)
              no więc masz sytuację majątkową taką jaką masz teraz ,
              a do tego masz troje dzieci do samodzielnego wychowania
              bo na pomoc exmałżonka nie masz co liczyć
              i ex daje ci do tego obecnego budżetu po 250, 350 zł na dziecko, no góra 400.
              albo nie daje nic, a zarabia w szarej strefie i śmieje się ze straszenia
              komornikiem. Za to chętnie przyjdzie zrobić awanturę, zwyzywać, itd.
              No to jak? Wczułeś się? Widzisz w tym swoim mieszkaniu dwie lub trzy główki
              dodatkowo do wyżywienia i zajęcia się nimi?
              Bo tak ma wiele matek po rozwodzie. Więc może się chcesz zamienic?


              • segregatorwpaski Re: niepoważny konkurs - poważny temat 03.09.09, 08:17
                strzelam: 800 zł
                a jest nagroda?
                ;o)
Pełna wersja