takisiakinijaki
20.08.09, 10:03
Temat poważny: alimenty, a dokładnie ich wysokość.
Znajoma, której pomagałem pisać pozew o podwyższenie alimentów
właśnie dostała termin rozprawy - październik.
No i tak siedzimy i się zastanawiamy z jak bardzo paranoiczną
sytuacją się tym razem spotka.
Nastawienie takie wynika z doświadczeń z ustalania kwoty alimentów
podczas poprzednej sprawy - zero banania czegokolwiek tylko
stwierdzenie sędziego: "350zł CHYBA będzie dobrze, i tak Pani
wniesie o podniesienie za chwilę to się PEWNIE podniesie..."
Szkoda słów.
Niestety zmęczona długą walką 'okołorozwodową' znajoma nie miała już
siły walczyć o cokolwiek - nie złożyła apelacji, a szkoda.
Pomogłem podjąć całą walkę o podwyżkę i teraz się zastanawiamy
wspólnie na ile te wszystkie skrzętnie przez pewien okres czasu
gromadzone dokumenty: faktury, wyciągi, paragony, potwierdzenia
wpłat, zaświadczenia itp, oraz ciężka praca nad tabelami kosztów
utrzymania i nad pozwem będzie miała jakiekolwiek znaczenie dla
sędziego/sędziny?
Fakty są takie:
syn - 9 lat, zdolniacha z pasjami i uzdolnieniami w pewnych
dziedzinach (potwierdzone), wymagający wg wszystkich oprócz ojca
pewnych dodatkowych zajęć ( opinie nauczycieli, inne zaświadczenia,
nagrody w konkursach), zdrowy ogólnie, ale z jedną dolegliwością
wymagająca pewnych sukcesywnych nakładów peniężnych ( też
zaświadczenie - lekarskie),
matka - netto 2700zł,
ojciec - netto 3500 zł na papierze, realny dochód większy, ale
niestety - wiecie jak bywa - ach te koszty uzyskania przychodu...
wydatki obojga - m/w takie same, z tym, że matka ma dodatkowy
wydatek - kredyt hipoteczny - 700zł
dodatkowe nakłady ojca poza alimentami - ok 100 zł miesięcznie, raz
kupił buty ( za małe, ale paragon pewnie ma ;O)
No i teraz - skrzętnie wypełniona tabela kosztów utrzymania dziecka
uwzględniająca tylko to co wynika z faktur, paragonów, bez jakś
ekstra wydatków - ok 2000zł miesięcznie (jedzenie, ubezpieczenie,
wydatki szkolne, dodatkowe zajęcia szkolne, ubrania, buty, leki,
drobna kwota na zabawki, ksiązki, podręczniki, używany sprzęt
sportowy)
Do tej pory dokładał dziadek ( ojciec matki) - ale zmarł...
Matka zadłuża się powoli, 20go dnia miesiąca zastanawia się czy
kupić 10 czy 15 plasterków sera, a ojciec jedzie na słoneczne
wakacje, stołuje się w restauracjach, funduje miłe wieczory coraz to
nowszym narzeczonym itp.
No i tu zaczyna się konkurs - jakie tym razem będzie "uznanie' sądu?
Matka wnioskuje o 1000zł - dokładnie o połowę.
Są wprawdzie podstawy do żądania większego udziału procentowego od
ojca ze względu na większy wkład matki w wychowanie ale nie o to
matce chodzi by 'wyceniać' jej zaangażowanie w wychowanie dziecka -
chodzi poprostu o sprawiedliwość - rzeczywiśte koszty, bez
ściemniania i naciągania i o realne 50 procent.
Ot i tyle. ( wiem, wiem, że nie po sprawiedliwość idzie się do
sądu ;O)
No i teraz ów konkurs z tematu tego posta:
proste pytanie: ile waszym zdaniem?
Pytanie zadane z czystej ciekawości.
Wiadomo, że to wszystko sprawa indywidualna i będzie ona
indywidualnie 'rozpatrywana' przez sąd (taa...)
Ale ciekawi nas wasza indywidualna kwota, na którą 'stawiacie'.
Znajoma mówi, że 400 ( no co - jest podwyżka? - jest - już słyszała
argumentację 'że nie może być więcej bo i tak se podwyższy').
Ja 'strzelam' kwotę 1000, bo trochę jednak naiwny jestem i wierzę w
sprawidliwość, a Wy?
---
mam papierek na dyslekcję więc 's gury pszepraszam'