najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie

27.08.09, 14:18
HELP!!!

Wróciłam właśnie z sądu, buzuje we mnie, potrzebuje pomocy i wsparcia.

Moja sytuacja jest bardzo, bardzo nietypowa, bo od 12 lat (słownie: dwunastu)
próbuję się rozwieść...i nic. Oczywiście, tyle nie trwa jedna sprawa - jestem
w trakcie czwartego już podejścia, ale nic nie wskazuje, żeby miało być lekko.

Pobraliśmy się w 1992 roku, a już trzy lata potem mieszkaliśmy osobno, tyle,
że było już dziecko (roczne wtedy). W 1997 roku wniosłam pierwszą sprawę o
rozwód, bo mąż okazał się psychopatą (takim prawdziwym, miał nawet papiery z
Instytutu Psychiatrii z diagnozą: osobowość schizoidalna, zespół nerwicowo -
depresyjny). Stosował przemoc psychiczną, a potem i fizyczną, zrobił mi z
życia piekło. Nie chciał z nami mieszkać. Jednym słowem - porażka.

Pomimo tego, nie chciał się zgodzić na rozwód i pierwsza sprawa ciągnęła trzy
lata, bo miał dobrego prawnika i przeciągał w nieskończoność. W końcu
zrezygnowałam, wycofałam pozew, ale i tak nie wróciliśmy do siebie.
Przeprowadziliśmy rozdzielność majątkową i każde z nas żyło na własny
rachunek, w innych miastach, po jakimś czasie z innymi partnerami.
Kontaktowaliśmy się tylko w sprawie dziecka.

W 2003 roku to on chciał się rozwieść, bo znalazł nową miłość. Nie robiłam
przeszkód, ale w trakcie rozwodu ona go rzuciła i zmienił zdanie. Oświadczył,
że wycofuje pozew. Wtedy sędzia przekwalifikowała wniosek na taki, żeby rozwód
był z jego winy - inaczej musiałabym wnosić pozew od nowa. Sprawa ciągnęła się
znowu trzy lata, bo on nie przychodził, podważał zeznania świadków, wzywał
ekspertów. W 2006 roku odpuściłam - żyłam z kimś innym, szkoda mi było nerwów
i pieniędzy.

Teraz znowu postanowiłam zawalczyć. W czerwcu miałam pierwsza rozprawę - nie
stawił się świadek. Dziś była druga. Mieliśmy obgadane, że on się zgadza, nie
będzie robił problemów. Rozwód miał być bez orzekania o winie, pełna kultura i
czysta formalność, skoro 14 lat nie żyjemy razem i nie mam mowy o
jakiejkolwiek więzi. Ku mojemu zdumieniu - on znowu sie nie zgodził na rozwód!
Sędzia zapytała czy wycofuję pozew albo chce mediacji, ale zdecydowałam, że
wnoszę o rozwód za winą obu stron. Pomyślałam, że nie udowodnię mu po tylu
latach, że to tylko jego wina.

Nie wiem, co teraz będzie. Czy sąd może nie udzielić mi rozwodu? Tyle lat
żyjemy jak obcy ludzie, całkiem osobno. Ja od czterech lat mieszkam na stałe z
innym mężczyzną, bardzo się kochamy i chcemy sie pobrać. A ta złośliwa kanalia
mówi mi: NIE! Jak powinnam postępować? Wziąć prawnika? Boję się, że do końca
życia będę skazana na życie w takiej fikcji.
    • ravny Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 14:29
      wnieś RAZ o ten nieszczęsny rozwód i doprowadź wreszcie sprawę do końca a nie
      wycofuj się rakiem, gdy juz kilka lat sprawa trwała.

      co z powołaniem się na normy współżycia społecznego? Dlaczego nie przedstawisz
      swoich świadków, że od 12 lat nie żyjecie razem?
      jesli się gubisz w przepisach to weź tego prawnika, który cię skutecznie
      rozwiedzie stosując możliwe przepisy, a nie żyj pod dyktando exa "bo on się nie
      zgadza więc się nie rozwodzę".

      A jak coś uzgadniasz z exem to miej włączony dyskretnie dyktafon. Solidnie się
      za to weź.
      • miszyna Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 15:36
        moje obie sprawy trwały ponad trzy lata każda - i robiłam wszystko, żeby
        skończyły się sukcesem. Po prostu, repertuar zagrywek prawie byłego był bardzo
        szeroki: wnoszenie o badanie dziecka przez psychologa (czekało się pół roku na
        termin w poradni), potem trzy miesiące czekania na ekspertyzę, dwa miesiące
        czekania na termin rozprawy, a dzień przed rozprawą on neguje opinię psychologa
        (korzystną dla mnie) i sąd musi wzywać drugiego eksperta. I tak mija jeden rok.

        To samo z przesłuchaniem świadków: dzień przed rozprawą on składa pismo, że
        świadkowie kłamali, że wnosi o przesłuchanie nowych - mija kolejne pół roku...
        Jak można walczyć z kimś takim? Myślałam, że przeczekam, ale jak widać - nie da
        się.

        Acha. Podczas dwóch poprzednich spraw miałam prawników - poza tym, że wydałam na
        nich kupę kasy, to efekty jak widać. Wzięcie prawnika nie oznacza załatwienia
        sprawy.

        Więc pytanie - czy jest możliwe, żeby w takiej sprawie sąd znowu nie udzielił mi
        rozwodu? Tym razem się nie wycofam, bo chcemy się pobrać z moim nowym mężczyzną,
        ale czekać kilka lat znowu, aż byłemu wyczerpią się pomysły na przedłużenie
        procedur?
        • fragile66 Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 16:18
          Współczuję - rzeczywiście chyba mogłabyś zgłosić się do księgi
          Guinnessa.

          Ale faktem jest, że zaczynanie sprawy, zmienianie w jej trakcie
          zdania, potem wycofywanie pozwu - to niestety są twoje błędy.

          Jeśli w jasny sposób przed sądem będziesz za każdym razem
          podtrzymywać początkowy wniosek i stanowczo reagować na wszystkie
          próby eksa przeciągania sprawy, powinnaś się uwinąć w pół roku.
          • miszyna Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 16:38
            dzięki smile

            ponieważ trochę się zmieniło, odkąd się ostatni raz próbowałam rozwieść, mam
            pytania do osób, które przechodziły to niedawno.

            Poprzednio zawsze miałam pierwszą rozprawę tzw. pojednawczą, a druga i kolejne
            były tymi właściwymi, na których przesłuchiwano mnie, świadków, itp. Teraz od
            razu na pierwszej rozprawie mówił świadek, a mnie i prawie byłego męża nie
            dopuszczono nawet do głosu (poza prawem do zadawania świadkowi pytań). Czy wobec
            tego będę miała okazję się wypowiedzieć, czy lepiej to było rozwinąć szczegółowo
            w pozwie?

            Wnosiłam o rozwód bez orzekania o winie - mieliśmy z prawie ex ugadane, że się
            godzi i nie będzie robił oporów. Skoro zmienił zdanie, sędzina zaproponowała, że
            albo ja wycofuję pozew, albo zmieniam jego kwalifikację na rozwód z orzeczeniem
            o jego winie lub z obopólną wina. Wiem, że trudno mi udowodnić jego wyłączną
            winę po takim czasie (próbowałam podczas przedostatniej sprawy i nie udało się -
            miałam za mało świadków, on podważył ich wiarygodność, a swoich nie powołał) to
            poprosiłam o rozwód za orzeczeniem winy obojga. Co to dla mnie znaczy? Czy muszę
            sama udowodnić moją winę, czy to zadanie prawie byłego ex? On nie powoła żadnych
            świadków, wszyscy będą moi.

            Czy mogę powołać na świadka mojego obecnego partnera? To znaczy wiem, że mogę,
            ale jak to może zostać przyjęte przez sąd? Nie chcę sobie zaszkodzić jakimś
            nierozważnym ruchem, ale jednym z punktów mojej obrony jest to, że 4 lata żyjemy
            razem i chcemy się pobrać, a uniemożliwia nam to tylko brak rozwodu.
            • fragile66 Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 17:07
              miszyna napisała:

              > Poprzednio zawsze miałam pierwszą rozprawę tzw. pojednawczą

              Rozprawy pojednawcze zniesiono nowelizacją kpc bodajże 5 lat temu.
              Rzeczywiście okazały się niepraktyczne i tylko niepotrzebnie
              wydłużały postępowanie.

              Teraz od
              > razu na pierwszej rozprawie mówił świadek, a mnie i prawie byłego
              męża nie
              > dopuszczono nawet do głosu (poza prawem do zadawania świadkowi
              pytań). Czy wobe
              > c
              > tego będę miała okazję się wypowiedzieć, czy lepiej to było
              rozwinąć szczegółow
              > o
              > w pozwie?

              Zazwyczaj zaczyna się od wstępnego przesłuchania stron, ale ponieważ
              oboje już jesteście mocno doświadczeni, to chyba sąd uznał, że
              zapytanie o bieżące stanowisko starczy za przesłuchanie wstępne.

              Na końcu będzei przesłuchanie właściwe stron, więc nie martw się -
              jeszcze zdążysz wszystko powiedzieć.

              > Wnosiłam o rozwód bez orzekania o winie - mieliśmy z prawie ex
              ugadane, że się
              > godzi i nie będzie robił oporów. Skoro zmienił zdanie, sędzina
              zaproponowała, ż
              > e
              > albo ja wycofuję pozew, albo zmieniam jego kwalifikację na rozwód
              z orzeczeniem
              > o jego winie lub z obopólną wina.

              Dokładnie taka jest procedura - też to przechodziłem.

              Wiem, że trudno mi udowodnić jego wyłączną
              > winę po takim czasie (próbowałam podczas przedostatniej sprawy i
              nie udało się
              > -
              > miałam za mało świadków, on podważył ich wiarygodność, a swoich
              nie powołał) to
              > poprosiłam o rozwód za orzeczeniem winy obojga. Co to dla mnie
              znaczy?

              Jeśli chodzi o orzeczenie, to nie ma żadnej różnicy - brak orzekania
              o winie i orzeczenie winy obu stron ma identyczne skutki prawne.
              Jeśli chodzi o postępowanie, różnica polega na konieczności
              udowodnienia przed sądem winy obu stron.

              Czy musz
              > ę
              > sama udowodnić moją winę, czy to zadanie prawie byłego ex?

              Powinnaś bronić się przed fałszywymi zarzutami. Ale nie masz
              obowiązku udowadniać własnej winy.

              On nie powoła żadnyc
              > h
              > świadków, wszyscy będą moi.

              Daruj sobie świadków. W waszym przypadku to tylko wydłuży
              postępowanie.

              > Czy mogę powołać na świadka mojego obecnego partnera? To znaczy
              wiem, że mogę,
              > ale jak to może zostać przyjęte przez sąd? Nie chcę sobie
              zaszkodzić jakimś
              > nierozważnym ruchem, ale jednym z punktów mojej obrony jest to, że
              4 lata żyjem
              > y
              > razem i chcemy się pobrać, a uniemożliwia nam to tylko brak
              rozwodu.

              Nie rozumiem - przed czym obrony, skoro to ty wnosisz pozew i na
              razie nikt cię nie atakuje.

              Jeśli mąż podniesie sprawę tego, że z kimś się związałaś, nie musisz
              go przedstawiać sądowi, wystarczy że przyznasz się do tego. Dowód z
              twojego zeznania ma identyczną wartość jak dowód z zeznania świadka.
              • miszyna Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 17:41
                fragile66 napisał:

                Nie rozumiem - przed czym obrony, skoro to ty wnosisz pozew i na
                > razie nikt cię nie atakuje.

                źle to ujęłam, chodziło mi o udowodnienie, że rzeczywiście nie ma żadnych szans
                na pojednanie z prawie ex. No i skoro ma byc rozwód z obopólną winą, to jak i
                przez kogo zostanie stwierdzona, udowodniona moja wina? Pytam, bo wiem, że mój
                prawie ex nie będzie mnie o nic oskarżał, bo on nie chce tego rozwodu, więc w
                ogóle nie będzie zabierał głosu, co najwyżej podważał zeznania moich świadków i
                przeciągał procedurę.

                Dziś powiedział, że nie udzieli mi rozwodu z przyczyn religijnych - bo mamy ślub
                kościelny i dla niego zawsze będę jego żoną. Dla niego rozwód to grzech.

                Nie mam zamiaru ukrywać, że jestem z kims w związku, bo mojego obecnego partnera
                poznałam 10 lat po faktycznym rozstaniu z prawie ex. Tylko nie wiem, jak takie
                historie sa przyjmowane przez sąd - dla mnie to oczywiste, że żyjemy razem, ale
                nie wiem, czy to dobrze widziane wzywac przed sąd aktualnych partnerów.
                W ogóle sąd jest takim kafkowsko-orwellowskim zjawiskiem, kótre dla mnie ucieka
                wszelkiej racjonalizacji i zrozumieniu - obce osoby decydują o moim życiu,
                opierając sie na jakichś literkach i cyferkach.
    • majkel01 Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 17:35
      hmm... czyli nie jedna a 3 różne sprawy. Właściwie to niepotrzebnie zgadzałaś
      się na cofanie pozwów. Już pewnie bylibyście po wszystkim.
      Takie jest zbójeckie prawo pozwanego że ma prawo składac wnioski dowodowe i
      wnosić o różnego rodzaju opinie. Sąd kazdy taki wniosek musi rozpoznać bo nie
      może odmówić jednej ze stron prawa do sądu.

      Trochę niepotrzebnie zgodziłaś się na swoją winę. Jeśli wyrazisz na to zgodę sąd
      przyjmie to jako pewnik... a winę męza w razie czego i tak będziesz musiała
      udowodnić. Pamiętaj jednak że możesz wskazać sygnatury poprzednich spraw o
      rozwód i zażądać dopuszczenia dowodów zebranych w tamtych sprawach. Powinno to
      uprościć procedurę.

      Jesli minęło 14 lat od rozpadu wiezi wówczas druga strona nie za brdzo ma na co
      się powoływać. Po 14 latach rozpad więzi jest trwały i zupełny. I bez sądu można
      to stwierdzić. Jesli są małoletnie dzieci wówczas może namieszać powołując się
      ich dobro. Jednak jeśli rodzice nie mieszkają ze sobą 14 lat trudno stwierdzić
      że sam rozwód miałby im dodatkowo zaszkodzić.
      Rozwód oczywiście jest niedopuszczalny jeśli żąda go małżonek wyłącznie winny.
      Ale hmm... trudno uznać że winę w taim przypadku ponosi wyłacznie jeden
      małżonek. Sprawy hardkorowe z reguły kończa się winą obu stron, bowiem sąd ma
      wtedy zebrany przez kilka lat procesu materiał dowodowy obciązający jedną i
      drugą stronę.
      Pamiętaj, że przy winie nie liczy się tylko to co było kilkanaście lat temu ale
      równiez to co się działo przez te lata. Możesz udowodnić np. że małżonek wcale
      nie przejawiał chęci nawiązania pożycia. To też może być uznane za zawinienie.

      Staraj się unikać brania winy na siebie. Chociaż z drugiej strony nawet jesli
      uznać ciebie za wyłącznie winną to po 14 latach rozłąki trudno uznać że sprzeciw
      twojego męża jest zgodny z zasadami współżycia społecznego.
      Trzeba po prostu być cierpliwym i pozwolić wyszaleć się mężowi z jego wnioskami
      dowodowymi. Skończą mu się one to i sad będzie musial rozstrzygać.
      Załączenie poprzednich akt (chociaż nie wiem co w nich jest) powinno
      przyspieszyć proces.
      • miszyna Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 17:54
        dzięki za radę i pociechę

        mam złe doświadczenie z przedostatniej sprawy rozwodowej z 2003 roku - wtedy
        sądu w ogóle nie interesowała obecna sytuacja życiowa, tylko musiałam znaleźć
        świadków na to, co się działo w chwili, kiedy jeszcze żyliśmy razem, czyli z
        roku 1995. Bo musiałam udowodnić jego winę za rozpad związku. Mam z tamtego
        okresu tylko jedną koleżankę, jej zeznania okazały się niewystarczające i sąd
        uznał, że to za mało na uznanie prawie exa wyłącznie winnym rozpadu małżeństwa.
        Dlatego pękam, że teraz będzie tak samo, bo nadal mam tylko tą jedną koleżankę,
        która jeszcze pamięta okres, kiedy żyłam wspólnie z prawie byłym. Jeśli ten sąd
        tak samo podejdzie do sprawy, to chyba do końca życia się nie rozwiodę sad
        • majkel01 Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 18:22
          to znajdź też taką koleżankę, która będzie wiedziała np. że mąz mieszkał z jakąś
          inna panią, oraz że ty masz inne plany życiowe do których potrzebny jest ci
          rozwód. Wtedy będzie można uznac że:
          1. mąz nie przejawiał chęci nawiązania pożycia
          2. brak jego zgody jest sprzeczny z zasadami współżycia społecznego.

          Aaaaa.... no i zalezy o co wnosi teraz twój mąż. Czy nie zgadza się na własną
          winę czy też żąda oddalenia powództwa. Jeśli żąda oddalenia powództwa to można
          się zapytac dlaczego kilka lat wcześniej sam chcial rozwodu.
          • miszyna Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 18:47
            teraz to on wnosi o oddalenie powództwa, to znaczy - stwierdził, że nie chce
            rozwodu, to chyba to samo?

            Jestem ostrożna, bo pamiętam, jak się zapętliło ostatnim razem - w 2003 roku to
            ex wnosił o rozwód, ale na rozprawie pojednawczej zmienił zdanie. Wtedy sędzia
            zapytała mnie, co wybieram: czy złożenie własnego pozwu o rozwód (i czekanie na
            pojednawczą rozprawę, itp. plus powtórne koszty - a wtedy to mogła być nawet
            jedna miesięczna pensja) czy zmiana taka, że to ja pozywam, ale rozwód musi być
            z orzeczeniem o jego wyłącznej winie. Wybrałam to drugie - i po trzech latach
            odpuściłam, bo zabrakło mi argumentów, chęci i sił.

            Mam jeszcze jedno pytanie - czy w takiej sprawie jak moja, gdy jest tak bogata
            dokumentacja z poprzednich spraw, taki długi okres rozkładu pożycia i nowy
            związek - warto brać adwokata? Czy jest jakaś obawa, że mogę nie dostać tego
            rozwodu (oczywiście tym razem się nie wycofam, mam silną motywację)?
            • majkel01 Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 27.08.09, 20:24
              nie wiadomo jaka na chwilę obecną jest twoja sytuacja procesowa i w którym
              kierunku wszystko się rozwinie. Trudno więc z góry założyć czy adwokat będzie
              potrzebny lub nie. Zazwyczaj w sprawach hardkorowych występują adwokaci.
              Adwokat będzie kosztował nawet kilka tysiaków.
              Jeśli ktoś się mnie pyta czy brac adwokata czy nie zazwyczaj odpowiadam że
              trzeba zobaczyć o co w sprawie chodzi i dopiero później się zastanowić. Adwokat
              nie musi być od początku sprawy, może wejść w nią w późniejszym momencie. Oby
              jednak nie za późno bo szanse na powtórne przeprowadzenie dowodów z zeznań np.
              świadków są raczej niewielkie. A jedno sprytne pytanie pozwolić może na
              wydobycie tego czego nie spodziewała się strona przeciwna.
              Zastrzegam, że wszystko zalezy od sytuacji procesowej, oraz od tego na ile dana
              osoba radzi sobie z prawem.
    • wiosenka.pl Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 28.08.09, 11:48
      A ja odnoszę wrażenie, że Ty się po prostu boisz tego procesu,
      gdzieś w głebi czujesz jakiś lęk, że coś złego się przydarzy, że
      nerwówka,itd. Podejdź do tego inaczej, na luzie (po tylu latach jest
      to chyba mozliwe), bo CO złego może właściwie się stać? NIE ma
      takiej opcji, aby sąd po tylu latach nie dał Ci w końcu rozwodu,
      więc po co ta szarpanina, wycofywanie, zmienianie, ciągłe analizy,
      itp, itd?

      Złóż pozew bez orzekania o winie i ... czekaj, spokojnie czekaj.
      Skoro czekałaś (a własciwie trwałaś) przez 14 lat, kolejny rok-dwa
      dłużej, jakie to ma znczenie? Opracuj sobie strategię i się jej
      trzymaj, odpuść świadków, odpuść orzekanie o winie męża (na siebie
      też nic nie bierz, żadna obopólna). Powołaj się na kilka faktów i
      tego się trzymaj, adwokat do niczego Ci nie potrzebny. Po prostu,
      cierpliwości, niech sobie sąd działa (nawet powoli), niech mąż
      podważa, odmawia, a Ty to przyjmuj obojętnie, trwaj przy swoich
      faktach i żyj swoim życie; nawet się nie obejrzysz, jak otrzymasz
      swój papierek. Ale musisz być konsekwentna, bo takie miotanie się
      krzyzuje tylko plany.
      • akacjax Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 28.08.09, 15:09
        Jeżeli druga strona nie zgadza się "bez orzekania winy" sąd sugeruje orzekanie
        winy(czy Tobie zaproponowano od razu winę obu stron?). Jeżeli spełnione są
        warunki zupełnego i trwałego rozkładu(i o ile nie ucierpi dobro małolet.
        dzieci)to sąd może uznać dowody winy jednej strony za niewystarczające i orzec
        winę po obu stronach.
        Ale do tego trzeba być konsekwentnym.

        A ogólnie to współczuję.
        • miszyna Re: najdłuższa sprawa rozwodowa na świecie 29.08.09, 23:37
          sąd powiedział, że w sytuacji, gdy ex nie zgadza się na rozwód (w ogóle nie
          wyraża zgody, nie tylko na taki bez orzekania o winie), mam do wyboru: albo z
          wina obu stron, albo z jego winą. Nie udowodnię, że to była tylko jego wina,
          próbowałam poprzednim razem. Poza tym, mam wrażenie, że to by trwało dłużej, a
          mi zależy, żeby to się już nie przeciągało. Liczę, że to będą góra dwie sprawy,
          bo poprosiłam (jak radził Majkel01) o włączenie dowodów z poprzednich spraw w
          akta obecnej. A tam jest wszystko: świadkowie, opinie biegłych, nawet z
          psychiatryka, w którym ex się leczył.

          Mam już pewność, że dostanę ten rozwód, tylko trzeba jeszcze się trochę
          podenerwować. Na razie chce w niego uderzyć alimentami - znalazłam w sieci
          arkusze kalkulacyjne i wnoszę do sądu okręgowego pozew o wyższe alimenty
          niezależnie od sprawy rozwodowej (tutaj są, jakby komuś miało się przydać:
          www.grzybkowski-guzek.pl/tekst/id/1770)
Pełna wersja