rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo?

27.08.09, 16:11
Jestem nowa, w zwiazku z rozwodnikiem (on rozstal sie z partnerka w styczniu 2009, po 17 latach malzenstwa zawartego w przed matura z powodu ciąży obecnej ex, i ponad 2 latach byloniebylo separacji).
My znamy sie 3 lata.
Cieszylam sie ze nareszcie sprawy formalne mamy z glowy. Chcialabym normalnego zwiazku, a tu tym czasem po wstepnym poruszaniu, jak okazuje sie bardzo drazliwego tematu, nie tylko nie ma mowy o slubie, dzieciach (oni maja dwoje) ale i o wspolnym mieszkaniu(kazdy z nas ma wlasne) .
On chce byc wolny, nareszcie nie ma obowiazkow i nie ma zamiaru sie wiazac.
Odpuscic?
Nie dam zbyt dlugo tak rady,to dla mnie juz ciagnie sie 3 lata a nie mam 28 i, no.... rozumiecie. Poza tym naprawde chlopaka kocham, wiele nas laczy, wiele razem juz przezylismy z dziecmi swietnie sie dogaduje, z jego rodzicami tez mam niezly kontakt. Nie nadaje sie na uklad studencki spotykania sie na laweczkach, albo raz u mnie raz u niego. Ja nie bylam mezatka, wiec dla mnie to naturalna droga
Jak bylo z wami?
Czy na dlugo nie mieliscie ochoty na nowy formalny uklad?
Dziekuje za pomoc
Majka
    • a.niech.to Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 16:21
      autoczesci2010 napisał:

      > Dziekuje za pomoc
      Jestem 3 lata po rozwodzie. Mój ideał to tzw. dochodzący, co nawet
      kusząco brzmi.
      Do sformalizowania związku musiałoby mnie zmusić coś naprawdę
      wyjątkowego.smile
    • scriptus Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 16:27
      Jeśli on ma już wszystkie dzieci, to zapewne mu to nie przejdzie
      • jarkoni Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 17:24
        Czy na dlugo nie mieliscie ochoty na nowy formalny uklad?
        Dziekuje za pomoc
        Majka

        Ja po 6 latach nie chcę formalnego związku, i może nigdy już nie zechcę..
        Pomogłem?
        • a.niech.to Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 17:40
          jarkoni napisał:

          > Ja po 6 latach nie chcę formalnego związku, i może nigdy już nie
          zechcę..
          > Pomogłem?
          Ty to umiesz pocieszyć.
        • autoczesci2010 Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 20:31
          eh, no pomogles, kazda informacja sie liczy, a ze nie jest to to czego hcce
          sluchac sad
    • kasiapfk Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 19:22
      autocześci2010, on formalnie rozstałsię dopiero parę miesięcy temu.
      Być może (nie pisze, że na pewno/) dla niego to dopiero kilka
      miesięcy a nie juz 3 lata.
      I kolejna sprawa: być moze on NIE CHCE mieć już więcej dzieci. Bo
      dwójkęe swoich już ma.
      Jesteś w stanie to znieść?

      Ja wieeeele lat temu odeszłam od faceta "na wylocie" - który zresztą
      jak tylko się rozwiódł nie omieszkał mnie o tym poinformować -
      właśnie z powodu tego, że on miał już dwójkę dzieci.
      Dzisiaj, mimo, że jestem rozwódką, nie żałuję. A że mam za sobą
      kilka lat leczenia niepłodności, to wiem co piszę sad
      Jeśli dla Ciebie dzieci są ważne, może lepiej spróbować się pogodzić
      z bezdzietnością albo związać z kimś innym. Albo odpuścić na jakiś
      czas myślenie o formalizowaniu związku z tym kimś dzisiejszym.
      Powodzenia smile)))))
      • autoczesci2010 Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 20:33
        Hej, dziekuje, mam podobne przemyslenia i tak naprawde to rozumiem jego i jego
        powody. Tylko ze coraz bardziej sobie zdaje sprawe z tego ze nie ma w tym
        miejsca dla mnie. Bo ja chcialabym normalna rodzine. On jak mowicie ten bagaz
        juz mial... i ma, choc w innej postaci.
        Smutno zaczynam jesien
    • tricolour Odpuścić... 27.08.09, 19:30
      ... facet jest wolny. Jemu pomysł na ożenek nie przyjdzie łatwo, a
      Ty tylko utrudniasz. Po co komu żona jeśli kobieta (czyli Ty) jesteś
      jak żona, ale bez zbędnego formalnego bagażu? Bagażu, bo pamięta, co
      przed chwilą przechodził.

      Mówiąc inaczej: Ciebie nie trzeba już zdobywać i wiele poświęcać.
      • scriptus Re: Odpuścić... 27.08.09, 20:43
        Tri, jesteś ciut cyniczny.... ale masz rację

        A ja już się wyleczyłem ze związkofobii, choć jeszcze nie mam rozwodu. Uważam, że jeśli uda mi sie pokochać moją przyszłą "jesienną dziewczynę" i ona zechce za mnie wyjść, to nie mam powodu jej odmówić. Wierzę, że uczciwych samotnych kobiet nie brak, więc nie ma się czego obawiać, a moje nabyte życiowe doświadczenie pozwoli mi ocenić, czy warto.
        • tricolour Możę to i cynizm... 27.08.09, 20:48
          ... a może syntetyczne ujęcie całości w jednym zdaniu i brzmi jak
          cyznizm. Mam kłopot, by to rozróżnić.

          Faktem jest, że mnie rajcuje zdobywanie kobiety, a nie jej
          posiadanie. Napisałbym, że dotyczy to tez innych rzeczy, ale nie
          chcę być posądzony o cynizm i szowinizm.

          smile
          • rawalpindi Re: Możę to i cynizm... 28.08.09, 07:12
            hehe...



            tricolour napisał:

            > Re: Możę to i cynizm...
            > ... a może syntetyczne ujęcie całości w jednym zdaniu i brzmi jak
            > cyznizm. Mam kłopot, by to rozróżnić.
            >

            hehe...kokieciarz z Ciebie smile)

            >
            > Faktem jest, że mnie rajcuje zdobywanie kobiety, a nie jej
            > posiadanie. Napisałbym, że dotyczy to tez innych rzeczy, ale nie
            > chcę być posądzony o cynizm i szowinizm.
            >


            A co ta zdobyta kobieta przez Ciebie o tym sadzi?

            Malo tak konkretnych facetow na tym forum jak Ty.
            Tym wiekszy szacunek dla Ciebie.

        • a.niech.to Re: Odpuścić... 27.08.09, 21:33
          scriptus napisał:

          > A ja już się wyleczyłem ze związkofobii, choć jeszcze nie mam
          rozwodu.
          Ze strachliwych to ja też nie jestem. Życie pod przemocowcem
          kształtuje charakter.big_grinDD
          Natomiast coraz bardziej wsiąkam w swoje samotnicze, wygodne nawyki
          i zwyczaje. Jako przestrogę mogę przytoczyć fakt, że im dalej od
          rozstania, tym bardziej narastają opory przed wejściem w nowy
          związek. Przegapisz chwilę, a potem ci się już nie chce. To nie
          tylko moje doświadczenie, lecz ogólniejsza prawidłowość.

    • triss_merigold6 Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 20:21
      Nie mam jeszcze formalnego rozwodu ale od prawie 3 lat nie mieszkam
      z mężem, od prawie 3 lat jestem też w układzie (najpierw bardzo
      niezobowiązującym potem bardziej normalnym) z obecnym partnerem.
      Planujemy zamieszkać razem ale mi się nie spieszy, sama w domu z
      dzieckiem nie mam źle. Ślub na dziś wykluczony, po 2 małżeństwach
      uważam, że lepiej mi służą konkubinaty. Chciałabym natomiast miec
      drugie dziecko ale bez ślubu.
      • a.niech.to Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 20:23
        triss_merigold6 napisała:

        > po 2 małżeństwach
        > uważam, że lepiej mi służą konkubinaty.
        Ty to masz parę...smile
        • triss_merigold6 Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 21:01
          Uważam się raczej za zmęczoną życiem ale organicznie potrzebuję
          faceta do wspólnego spędzania czasu. Do towarzystwa, wszelkich spraw
          techniczno-naprawczych i tak w ogóle.
    • autoczesci2010 Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 27.08.09, 20:40
      To przepraszam ze sie osmiele, ale poprosze o rade.
      Czy porozmawiac z nim i powiedziec ze odchodze bo..... widze ze nie mam sie szans zrealizowac w takim zakresie jaki jest dla mnei wazny (zona, matka)?
      Caly czas myslalam ze gdy juz przetrwamy ten rozwod.... no to wszystko bedzie latwiejsze i uda sie wypracowac jakis kompromis.
      Kocham i chce wspolnego zycia. Czekalam prawie 3 lata na oficjalne przyzwolenie (w postaci rozwodu). Teraz czuje ze nie ma szans, bo jak piszecie, on nareszcie jest wolny.
      Czy mimo iz jeste ze mna szczesliwy, moze latwo odpuscic zwiazek?

      Nie mysle o ultimatum (to nie ten typ, a i ja sie jestem terrorystka), tylko o odejsciu po rozmowie z nadzieja ze zrozumie ze warto o nas powalczyc.

      I tylko boje sie ze odpusci z latwoscia, ktora obnazy kruchosc czegos co wierze ze jest trwale i wartosciowe.
      • tricolour Gadasz z facetem... 27.08.09, 20:45
        ... więc raczej sugeruję proste formułowanie myśli, na zasadzie:
        przyczyna i skutek.

        Przyczyną jest to, że czekałaś latami na możliwość ZWIĄZANIA się z
        ukochanym, a okazuje się, że ukochany NIE CHCE.

        W związku z tym (skutek) Ty nie chcesz żyć z kimś, kto Ciebie nie
        chce. Partyzantka Ci nie odpowiada i szlus.
        • autoczesci2010 Re: Gadasz z facetem... 27.08.09, 20:53
          tricolour napisał:

          > ... więc raczej sugeruję proste formułowanie myśli, na zasadzie:
          > przyczyna i skutek.
          >
          > Przyczyną jest to, że czekałaś latami na możliwość ZWIĄZANIA się z
          > ukochanym, a okazuje się, że ukochany NIE CHCE.
          >
          > W związku z tym (skutek) Ty nie chcesz żyć z kimś, kto Ciebie nie
          > chce. Partyzantka Ci nie odpowiada i szlus.

          Tricolour, dziekuje
          czego takiego potrzebuje, bo kompletnie gine gdy zaczynam rozmawiac, placze sie
          w rozwleklych zdaniach podrzednych obchodzac sedno dookola.
          Czy takie postawienie sprawy (bez emocji i zbednych wyjasnien) moze spowodowac
          ze gosc przemysli i pojdzie po rozum do glowy=czyli zechce rozwazyc mozliwosc
          zwiazku nr 2 na powaznie?
          • scriptus Re: Gadasz z facetem... 27.08.09, 20:57
            Sądzę, że jak postawisz sprawę na ostrzu noża, to możesz coś uzyskać.
            Tylko się nie załam, ostrze noża to jest ostrze noża. Jak kocha, to się zgodzi, jak nie kocha, to po co Ci taki facet.
          • tricolour Każdy facet stojący pod murem... 27.08.09, 20:59
            ... zaczyna myśleć poważnie.

            Mało tego: dopóki go pod murem nie postawisz nie będziesz partnerem
            tylko słodką idiotką, którą dało się mamić trzy lata (może
            nieświadomie - to trzeba wiedzieć) a jest perspektywa, że pojeździ
            się na niej jeszcze trochę. Dlatego zachęcam do jasnej rozmowy,
            przed którą i tak nie uciekniesz, a która przyda Tobie samej samych
            wartościowych cech.

            PS. Za "jazdę po niej" troche przepraszam, ale nie za bardzo - bo
            tak jest w istocie.
        • triss_merigold6 Re: Gadasz z facetem... 27.08.09, 20:57
          Zaraz, zaraz, dlaczego zakładać, że pan nie chce związku?
          Ja bym pogłębiła temat wspólnego zamieszkania i dziecka, bo wydaje
          mi się to istotniejsze od ślubu a przed kolejnym ślubem facet tuż po
          rozwodzie może rzeczywiście mieć blokadę.
          • tricolour No i tu leży problem... 27.08.09, 21:01
            ... że facet może miec blokadę, a kobieta nie ma blokady i chce być
            żoną.

            A związki - z natury rzeczy - nie pielęgnują blokad.
            • triss_merigold6 Re: No i tu leży problem... 27.08.09, 21:14
              A może najpierw zamieszkanie razem, wspólna kasa i powtarzalność
              codziennego życia i określony termin ślubu? Na przykład ślub za rok.
              Dla mnie ważniejsza byłaby kwestia dzieci, bo tu pani faktycznie
              jest pod biologiczną ścianą.
              • autoczesci2010 Re: No i tu leży problem... 27.08.09, 21:17
                no niestety ściana jest blisko,
                pomysl z mieszkaniem i kasa jest dobry,chociaz są pewne schody bo ktores z nas
                czekalaby wieksza przeprowadzka i zmiana pracy (inne miasta)
                sprobuje nie skopac tego łzawą scena
              • tricolour Czyli facet chce dzieci, ale ślubu niet... 27.08.09, 21:23
                ... już nie chce.

                No to ja sie obawiam, że on także dzieci nie chce.
                • triss_merigold6 Zaraz 27.08.09, 21:32
                  Czekaj bo się pogubiłam.
                  Zrozumiałam, że facet autorki wątku nie chce ani ślubu ani dzieci
                  (dwójkę ma), bo w ogole chce być wolny jak taczanka na stepie.

                  Natomiast ja mam jedno dziecko i zamierzam mieć drugie bezślubnie. O
                  ile się uda, oczywiście, bo wiek biologicznej przydatności do
                  spożycia mi się kończy.
                  • young-and-bored Re: Zaraz 27.08.09, 21:38
                    A jaki jest Twoim zdaniem górny wiek biologicznej przydatności ? 35 ?
                    Serio pytam.
                    • tricolour 22. 27.08.09, 21:39
                      smile
                      • young-and-bored Re: 22. 27.08.09, 21:58
                        22 do łóżka fajna, ale do życia kompletna porażka smile
                        • kasiapfk Re: 22. 28.08.09, 09:00
                          Young podoba mi się, co piszesz smile)))))))
                    • triss_merigold6 Re: Zaraz 27.08.09, 21:47
                      Mam 35 i pół i dobre zdrowie. W ciągu roku chciałabym zaskoczyć.
                      Badania prenatalne obowiązkowo, nie chcę niespodzianek.
                      Tak serio to uważam, że do czterdziestki kobieta może się starać,
                      później tylko pod warunkiem fantastycznego zdrowia, kondycji i
                      świetnej opieki lekarskiej. Ciąża jak sama nazwa wskazuje jest
                      jednak obciążeniem dla organizmu, im pani starsza tym większym.
                      • young-and-bored Re: Zaraz 27.08.09, 21:58
                        Dzięki.
                  • tricolour Się pogubiliśmy... 27.08.09, 21:39
                    ... a jeśli tamten facet (ten, co sie niedawno rozwodził) nie chce
                    ani dzieci, ani ślubu, to niczego nie chce.
                    • a.niech.to Re: Się pogubiliśmy... 27.08.09, 21:42
                      tricolour napisał:

                      > ... a jeśli tamten facet (ten, co sie niedawno rozwodził) nie chce
                      > ani dzieci, ani ślubu, to niczego nie chce.
                      Może chcieć przechowalni, odskoczni.
                    • mruff Re: Się pogubiliśmy... 27.08.09, 21:55
                      tricolour napisał:

                      > ... a jeśli tamten facet (ten, co sie niedawno rozwodził) nie chce
                      > ani dzieci, ani ślubu, to niczego nie chce.

                      Pytam serio-tak należy to zinterpretować? I tzn., że z tą kobietą
                      niczego nie chce, tak?
                      • tricolour No a czego chce? 27.08.09, 22:04
                        Kobiecie zależy na ślubie i dzieciach (trudno sobie wyobrazić coś
                        bardziej poważnego w związku) a on ani tego, ani tego.
            • autoczesci2010 Re: No i tu leży problem... 27.08.09, 21:15
              hmmm, dziecko dalo by mi mase radosci i poczucie pewnego RAZEM i WSPOLNE.
              POdobnie wspolne mieszkanie. Ten slub..... pewnie bym dala jeszcze po sobie
              pojezdzic wink
              Czyli ze bede rozmawiac
              lepiej pozno niz wcale, ale wiecie jak jest : zmeczony i zestresowany w trakcie
              separacji, przed rozwodem, w trakcie rozwodu, po rozwodzie... no oczywiscie żal
              mi bylo biedaka

              bardzo bardzo wszystkim dziekuje
              bede jeszcze czytac, bo edukuje sie na tym forum w tempie kosmicznym
              duzo madrych rzeczy!!
              dziekuje i za to
              • triss_merigold6 Re: No i tu leży problem... 27.08.09, 21:22
                Wiesz co, idź na forum "Macochy" na e-dziecku. Tam są kobiety w
                różnych konfiguracjach z panami dzieciatymi i po rozwodach. Jednym
                się poukładało bardzo w porządku, innym niezbyt - rozmaite
                wyjaśnienia, ściemy, wykręty słyszały, pomogą Ci przygotować sobie
                jakis plan konkretnej rozmowy.
                • tricolour Bardzo dobra rada... 27.08.09, 21:24
                  ... i poczytaj jak się może nie układać - to jest dopiero pouczjąca
                  lektura.

                  Nie zapomnij butelki wina.
              • a.niech.to Re: No i tu leży problem... 27.08.09, 21:41
                autoczesci2010 napisał:

                > hmmm, dziecko dalo by mi mase radosci i poczucie pewnego RAZEM i
                WSPOLNE.
                Niekoniecznie tak musi być. Nie ma żadnej pewności, że z
                dociśniętego faceta będzie dobry ojciec. Ty też możesz nagle
                postawić malucha powyżej niego, co nie ujdzie bacznemu oku.
                Pojawienie się dziecka może uwypuklić problemy i dorzucić następne.
            • dsz27 Re: No i tu leży problem... 27.08.09, 22:18
              Zgodzę się z Tri. Trzeba postawić sprawę jasno, tym bardziej, że będziesz
              rozmawiać z facetem więc jakiekolwiek owijanie w bawełnę tylko sprowadzi Cię na
              manowce. Jasne komunikaty to przynajmniej szansa na szczerą rozmowę. Wiesz czego
              chcesz i nie widzę powodu, żebyś do tego nie dążyła.

              Ja jestem niecały rok po rozwodzie. Szybko się pozbierałam i coś takiego jak
              mega trauma rozwodowa jest mi szczerze mówiąc bardzo daleka. Jestem otwarta na
              nowe znajomości i korzystam z tego. Jest paru mężczyzn w moim życiu, jedni jako
              kumple inni jako przyjaciele, jeden jako kochanek. Pozwalam się adorować i mam
              na to ochotę. Ale na legalny, oficjalny związek mam jeszcze czas.

              pozdrawiam
              Domi
              • mruff Re: No i tu leży problem... 27.08.09, 22:25
                Moja koleżanka od roku jest z facetem, który nie ma jeszcze
                formalnie rozwodu ( sprawa w toku), on ma 2 dzieci, koleżanka-syna i
                pomimo to chcieliby mieć ze sobą dziecko.
                Także to nie syndrom rozwodnika.
    • autoczesci2010 Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 28.08.09, 03:52
      Dziekuje wszystkim,
      wczoraj wieczorem wymieklam juz, ale sie okazalo ze spac sie tez nie da, bo krażą mi mysli po glowie.
      Moj facet ma dwojke dzieci, ktore uwielbia i jest dla nich fantastycznym ojcem (jest to jeden z powodow dla ktorych to wlasnie z nim chcialabym miec swoje dziecko). Mimo rozwodu, dzieki podzialowi czasu pol-na-pol, spedza go z nimi bardzo duzo. No albo my razem spedzamy. jestesmy po pierwszych wspolnych wakacjach (ponad 2 tyg razem w malym domku nad jeziorem) wiec wiem jak wyglada zycie razem i... odpowiada mi to bez wiekszych zastrzezen.
      Kiedys napomknelam ze chcialabym wiedziec co dalej, uslyszalam zniecierpliwione 'dopiero sie wyrwalem, wszystko mam, wszystko mialem, NA RAZIE nie chce niczego innego, mi pasuje, jesli tobie nie.....'
      Tak zakonczylam rozmowe. Pzrykro mi bylo (najogledniej mowiac) i to nie tylko ze wzgledu na to ze go kocham, ale i na to ze wielokrotnie przed rozwodem rozmawialismy o zyciu, byciu i dziecku (gdzies w przyszlosci, ale jednak tak).
      Teraz ja juz nie mam sily (ani czasu) by tak trwac i czekac.
      Gotowa jestem na to ostrze noża, chociaz boje sie, bo wiem jak trudno mi jest gdy mamy chocby kilka dni przerwy w rozmowach i spotykaniu sie. Bardzo naiwna jestem?

      On ma teraz kilku kolegow rozwodnikow, wszystko chlopaki miedzy 30-40, oszalali ze szczescia ze sie uwolnili 'z łańcucha'(no akurat na takich trafil), psioczący na kobiety, placzący sie noc w noc po klubach, posiadający po kilka panienek na raz (jedna stała, druga dochodząca, liczne zdobycze dyskotekowe i liczniejsze internetowe= atrakcyjne popoludnia+kazdy weekend z inna.) Sa atrakcyjni, bardzo niezalezni finansowo i WOLNI.
      Moj jest malo rozrywkowy, ale widze coraz wiekszy wplyw ogolnej atmosfery pt. 'DUPY SĄ DO DUPY'.
      Eh, rozgadałam sie. W weekend nie bedzie jak, ale zaraz po niestety ta rozmowa, ktorej zakonczenie widze jasno i bolesnie.
      Czuję sie glupia.
      Pozdrawiam was wszystkich
      Zerkne na te Macochywink
      • inez_ka7 Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 28.08.09, 07:55
        Wcale nie jesteś głupia, wręcz przeciwnie.
        Zakochałaś się i to jest piękne, a teraz myślisz, co dalej i masz wątpliwości,
        moim zdaniem słuszne.
        Objawem głupoty w takich sytuacjach jest przekonanie. że się faceta zmieni,
        albo, że jemu to przejdzie. I trwanie w takim układzie latami. Pojawiają się
        dzieci, a dylemat ten sam...
        Nie powiem ci, co masz zrobić, dasz radę sama. Pozdrawiam...
      • tricolour Tylko spokojnie... 28.08.09, 09:37
        ... przecież faceta nie ciągniesz za tydzień do ołtarza tylko
        oczekujesz, by pogrzebał w łepetynie i znalazł odpowiedzi na Twoje
        pytania.

        Ona ma obowiązek odpowiedzi na te pytania jeśli jesteś ważna dla
        niego. Nie ma obowiązku leźć do ślubu za tydzień, nawet za rok - ale
        musi wiedzieć CZY i KIEDY jest deadline.
    • akacjax Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 28.08.09, 12:37
      On na razie jest w takim stanie ulgi. Postawienie sprawy na ostrzu noża może
      skończyć się źle w dalszej perspektywie-niezależnie od finału.
      Odnoszę wrażenie, że byłaś dla niego odskocznią na trudne chwile. Widzi, że Ty
      się starasz, to mu się wydaje, że on nie musi.

      Poza tym sam rozwód niekoniecznie zamyka stary związek. I nikomu nie polecamy
      zbyt szybkiego wchodzenia w nowy. Ile czasu trzeba? Nie wiem. Ale na Twoim
      miejscu poczekałabym cierpliwie, popatrzyła, czy warto, nowa sytuacja pokazuje
      ludzi z innej strony.
      • wiosenka.pl Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 28.08.09, 12:58
        akacjax napisała:
        > poczekałabym cierpliwie

        Taaa ...
        Czekać to można, jak komus taka sytuacja oczekiwania odpowiada, a
        autorka jest nią już znużona.
        Z tego, co opisane, facet chce zaznać wolności i pobyć trochę sam,
        mając jednocześnie kobietę z doskoku, na życzenie. I albo ona
        akceptuje ten układ, albo i nie.

        Ja poradziłabym zupełnie coś innego: oderwać sie i zacząć zyć swoim
        zyciem, nawiązywać nowe znajomości i nie uzależniać sie emocjonalnie
        od obecnego f. Kawa na ławę: ja też - skoro ty nie chcesz iść dalej -
        zaczynam ten związek traktować bez zobowiązań, na luzie, bardziej
        po przyjacielsku. Albo też - definitywnie ograniczam kontakty, zero
        seksu. Naciskania na małżeństwo, czy w ogóle dzieci, wspólne
        mieszkanie zakrawa na akt rozpaczy ze strony autorki (bo zegar
        biol., bo marzenia, itp)i nie wrózy dobrze na przyszłość.
        Mozliwe, że autorka jest tak zdesperowana, że czuje, iż albo ten,
        albo żaden (brak odpowiednich adoratorów, a wiek już nie ten)i snuje
        marzenia, które dalekie są jej partnerowi.

        Czasowe zaprzestanie kontaktów może okazać sie pomocne: albo
        scementuje związek i miłość (jeśli facetowi zależy), albo pokaże na
        jak kruchych fundamentach była ona budowana.

        > On na razie jest w takim stanie ulgi.

        I może tak trwać bardzo długo.







    • plujeczka Re: rozwodnik=związkofob? kiedy wam przeszlo? 28.08.09, 13:37
      słuchajcie powiedzcie uczciwie czy chwile po rozwodzie ktos z was
      marzy o nastepnym sformalizowanym zwiazku. Myslac o sobie mówie NIE
      zadnym slubom. Ale jestem skłonna zrozumiec autorkę postu bo zegar
      biologiczny itp. ale chyba źle trafiła -facet się boi i tez go
      popieram.Jaki wniosek każdy powinien zacząć zyc tak jak mu odpowiada
      ale w innym zwiazku.Nic na siłę, dzieci niestety nie sa antidotum na
      jego trwanie.LEPIEJ ROZSTAĆ SIĘ PO PRZTYJACIELSKU TERAZ BO IM WIECEJ
      UPŁYWA CZASU TYM GORZEJ PODEJMUJE SIĘ TAKIE DECYZJE. a SWOJA DROGĄ
      INNE DZIECKO Z INNYM FACETEM PO ROZWODOZIE BR, -KIEDY MA SIĘ SWOJE
      ODCHOWANE. aLE ZE MNIE SKRZYWIONA KOBIETA PRZEMAWIA.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja