Czy on ma takie prawo ?

29.08.09, 21:39
4 miesiące temu postanowiłam zakończyć moje bardzo nieudane małżeństwo.
Od tego czasu pozostaję w separacji ekonomicznej i emocjonalnej z mężem.
Założyłam sprawę o alimenty, 14 września odbędzie się rozprawa. Zaraz po niej
wniosę pozew o rozwód. Takie postępowanie jest konieczne ze względu na
skomplikowaną sytuację rodzinną (chodzi o dwóje dorosłych dzieci w tym jedno
niepełnosprawne i jedno małoletnie). Mam prawnika i to właśnie pani mecenas
zaproponowała osobne postępowanie alimentacyjne, a dopiero potem rozwód, aby
wykazać całkowity rozpad małżeństwa. Starsze dzieci udzieliły mi
pełnomocnictwa w ubieganiu się o alimenty od ich ojca.
Niestety mieszkamy wciąż pod jednym dachem, w trudnych warunkach
mieszkaniowych. Separacja jest pełna. Ja jestem związana z innym mężczyzną o
czym moje dzieci wiedzą, jednak mój obecny związek nie jest przyczyną rozpadu
małżeństwa lecz jego konsekwencją.
Mój mąż jest psychopatyczna osobowością, nie ma najmniejszych szans na
spokojne, polubowne rozstanie. Dwa dni temu mój maż zażądał ode mnie
informowania go o tym kiedy spotykam się z moim mężczyzną i spędzamy czas
razem z moim 9 letnim synem. Twierdzi, ze jako nie pozbawiony praw
rodzicielskich ojciec ma prawo wiedzieć, kiedy jego dziecko spędza czas ze mną
i moim przyjacielem. Grozi mi, ze jeśli nie będę go informowała o spotkaniach
we trójkę naśle na mnie kuratora rodzinnego i wykaże że działam na szkodę synka.
Czy on ma prawo stawiać mi takie żądania? Jak to wygląda w świetle
obowiązującego prawa? Będę wdzięczna za info jeśli ktoś z Was ma jakąś wiedzę
lub doświadczenia w tym temacie.
    • useless00 Re: Czy on ma takie prawo ? 29.08.09, 22:43
      Mam ten sam problem. Ex jest zazdrosny o mnie, a że nie może mieć kontroli nade mną, żąda kontroli nad moimi poczynaniami z dzieckiem. Każe Młodemu opisywać kto u mnie bywa, czy poznał kogoś, co robi Mama itd. A mnie spowiadać się ze spotkań. Posunął się nawet do tego, że mam zakaz spotykania się z kimkolwiek, bo na pewno będę się pieprzyć na oczach dziecka, albo każę mowić dziecku do obcego faceta - tatusiu. I to było wypowiadane serio. Podpierał się twierdzeniami, że jest ojcem dziecka i ma prawo dbać o jego dobro.

      Jeśli masz Panią adwokat ją zapytaj czy ma ku temu jakiekolwiek prawo. Moim zdaniem nie, bo doprowadziło by to do paranoi, złośliwej inwigilacji i innych cudów ze strony "psów ogrodnika". Oczywiście można sprawować dyskretną pieczę, by nie przeoczyć jakiś rzeczywistych, poważnych kłopotów, ale nie jawną kontrolę i ograniczanie wolności.

      Swoją drogą do czasu rozwodu powinno się raczej nie afiszować z zażyłością z kimś innym. Najpierw zamknąć sprawę, a potem rozpoczynać nowe życie już w pełni i jawnie. Oszczędzi to kłopotów.
    • nangaparbat3 Re: Czy on ma takie prawo ? 29.08.09, 23:09
      Wiesz co - gdyby moj ex przed rozwodem, mieszkajac ze mna i z naszą corką,
      zabieral dziecko na spotkania ze swoja nową kobietą, to szlag by mnie trafil.
      Tu wczoraj pojechano rowno po facecie, ktory chce opuscic zone po trzech
      latach, a dzieci (wspólnych) nie mają. Ty zylas z tym czlowiekiem przez jakies
      20 lat, macie troje dzieci, i nagle traktujesz go jak kupe smieci, ktore
      wystarczy odsunac nogą.
      On "ma osobowosc psychopatyczną", ale - tak wynika z tego co piszesz - Ty
      podejmujesz wszelkie decyzje, tak jak Tobie to pasuje, z nim sie nie liczac.
      Skoro on taki zaburzony - to po jakiego czorta masz z nim troje dzieci i trwasz
      przy nim przez 20 - czy wiecej - lat?
      I co to znaczy, ze "pozostajesz w separacji emocjonalnej z męzem"? Od czterech
      miesiecy? troche krotko, jak na nowego faceta, na spotkania z ktorym zabierasz
      dziecko.
      • anielica_3 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 08:36
        Nanga....Niczego nie wiesz o moim małżeństwie a pozwoliłaś sobie pojechać po
        mnie równo. Cóz...takie prawo netu...Tu wolno wszystko, zwłaszcza, ze anonimowo.
        Szkoda, ze nie zrozumiałaś z mojego postu, ze mniej mnie interesuje moralna
        ocena mojej, przyznaję, bardzo skomplikowanej sytuacji, a bardziej prawo, fakty
        i Wasze doświadczenia.
        Ale luz, jak mawiają moje dziecismile Nie obraziłaś mnie, ani mną nie potrząsnęłaś
        smile Widocznie jesteś jedna z tych osób, które dają sobie prawo do oceniania
        bliźnich, nawet na podstawie krótkiego postu.
        Reasumując i odpowiadając na Twoje pytania.
        Każdego dnia Bogu dziękuje, że postawił na mojej drodze mężczyznę, którego
        kocham, który kocha i szanuje mnie, który o mnie dba i pomaga, wspiera. Jest
        moja drugą połówką. I tyle na ten temat.
        A mojego małżeństwa nie zamierzam tu "opowiadać", bo musiałabym to robić z
        tydzień. Był to związek z miłości, z tego związku mam fantastyczne dzieci, nieco
        dobrych wspomnień, ale wychodzę z niego jako kłębek nerwów,z mocno pokopanym
        poczuciem własnej wartości, z fizycznym wstrętem do człowieka, który stał się
        opętany seksem.
        I jeszcze tylko na koniec mojej przydługawej odpowiedzi - moje dzieci CIESZĄ się
        z tego, że mam mężczyznę, który jest dla mnie ważny. Akceptują w pełni fakt jego
        istnienia, a ta dwójka, która miała z nim bezpośredni kontakt, zwyczajnie go lubi.
        To Ci powinno dać do myślenia więcej na temat mojego jeszcze obecnego męża niż
        cała moja pisanina.

        • nangaparbat3 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 09:55
          Do ewentualnych rozmyslan na temat Twego małzeństwa powód moze mi dac WYŁĄCZNIE
          Twoja pisanina. Taka uroda forum, ze wiemy tylko i wylacznie to, co nam ktos
          napisze.
          Czytajac Twój post wyobrazilam sobie, ze pisze go mężczyzna.A nawet nie, w
          pierwszej chwili wyobrazilam sobie, ze to ja jestem Twoim męzem, albo ze mój maz
          traktuje mnie tak jak Ty swojego. na podstawie tego co napisałas weszlam w jego
          skórę. I napisałam, co czułam.
          To troche tak jakbym byla marionetką, ktorą Ty sterujesz.
        • scindapsus Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 10:30
          anielico, nie rzucaj się na nangę bo sąd tez nic nie będzie wiedział
          o twoim małzeństwie a będzie musiał ocenic twoje postępowanie.
          I zobaczy biednego misia pysia skrzywdzonego męża a z drugiej strony
          panią która urządza sobie schadzki z kochankiem wciągając w to syna.
          nie, nie oceniam Cię
          ja cię przygotowywuję na pytania sądu
          szkoda ze zaczęłaś od doopy strony
          Jednak zdrowszą kolejnością jest rozwód -> nowy partner
          powodzenia na rozprawie
        • scriptus Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 15:30
          To, co robisz, jest po prostu niemoralne.
          Oczywiście, że Twój mąż ma prawo wiedzieć, co się dzieje z jego dzieckiem.
          Powiadasz, że jesteście w nieformalnej separacji. Kto o tym zdecydował, Ty, czy On?
          Jeśli On, masz prawo do formalnej separacji, czy rozwodu, jeśli Ty, to dopóki jedno z Was nie wystąpi o rozwód lub separację, to biorąc pod uwagą fakt, że spotykasz się z innym mężczyzną, po prostu go zdradzasz... i nie mają znaczenia inne fakty. Jeśli pije, bije, sąd może to przy orzeczeniu wziąć pod uwagę, jako jego udział w winie za rozpad małżeństwa. Fakt, że do swojej zdrady wplatasz dzieci pogrąża Cię jeszcze bardziej. Jeśli jest złym ojcem, RODK i sąd mogą mu odebrać prawa rodzicielskie, jednak do czasu orzeczenia rozwodu, czy separacji nie masz prawa w jakikolwiek sposób ograniczać jego praw do dzieci, czy spotykać się w ich obecności z innym mężczyzną. Zdajesz sobie sprawę, jak zgubny wpływ ma takie postępowanie na kształt ich szkieletu moralnego?
          To obowiązuje w jedną, jak i w drugą stronę, powiem to samo, kiedy zdradzającym i zabierającym dzieci do kochanki będie facet, tez nie ma do tego prawa, obojętnie, jak wygląda ich małżeństwo. Ani mężczyzna, ani kobieta nie są właścicielami dzieci i nie mają prawa nimi dowolnie dysponować niezależnie od statusu ich małżeństwa.

          Dopóki zatem sprawy nie postawisz jasno, i jeśli się nie dogadacie co do zasad, sąd ich nie określi, ON MA TAKIE PRAWO.
          • scriptus Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 15:37
            Jeszcze dla uściślenia, Ty możesz się spotykać z kim chcesz i kiedy chcesz bez jego wiedzy, jeśli jednak zabierasz tam synka, nie masz prawa mu odmówić informacji o tym, co więcej, on się może nie zgodzić na takie spotkanie, dopóki nie ma ograniczonych praw rodzicielskich.
            Co byś powiedziała, gdyby on miał kochankę i zaczął twoje dziecko zabierać na spotkania z nią, bez Twojej wiedzy i zgody??
      • ambiguous Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 10:03
        A mi nie podoba się mieszanie dzieci (w tym jednego 9-letniego) w sprawy dorosłych. Myślę, że naturalna kolejność zdarzeń powinna być następująca: kończymy toksyczny związek, stajemy psychicznie i finansowo na własnych nogach a potem szukamy kandydata do kolejnego związku. Ta kolejność pozwala uniknąć kolejnych pomyłek życiowych, a przynajmniej minimalizuje ryzyko ich popełnienia przy następnych wyborach. Zupełnie niepotrzebnie dajesz argument do ręki swojego męża w postaci: "Bo proszę Wysokiego Sądu moja żona brała nasze 9-letnie dziecko na spotkania z kochankiem", co trochę może zmienić optykę patrzenia sądu na przyczyny rozpadu małżeństwa.
    • a.niech.to Re: Czy on ma takie prawo ? 29.08.09, 23:27
      anielica_3 napisała:

      > Ja jestem związana z innym mężczyzną o
      > czym moje dzieci wiedzą, jednak mój obecny związek nie jest
      przyczyną rozpadu
      > małżeństwa lecz jego konsekwencją.
      Nie narzuciłaś aby zbyt dużego tempa? Myślę tu o dzieciach.
      Nałożenie się wielkich zmian w krótkim czasie może się na nich
      niekorzystnie odbić, a także na normalnym ułożeniu stosunków z Nowym
      i ojcem. Twoja sytuacja jako matki też może stać się trudna.
      Niepokoi mnie także to, że kobiety psychopatów nałogowo powielają
      takie same związki. Oby tak się nie stało.
      Dzielę się tylko obawami, a poczynione uwagi nie mają natury uwag
      osobistych.smile
    • majkel01 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 09:45
      w sumie to niepotrzebne są osobne sprawy o alimenty i rozwód. Można to było
      załatwić razem (poza alimentami na dorosłe dzieci).

      Nie, nie masz obowiązku informowania męża o datach wizyt. Prowadzisz samodzielne
      życie z którego nie musisz się rozliczać. Co do kuratora... same spotkania
      rodzica, dziecka i osoby trzeciej to nic złego. Żeby mógł interweniować kurator
      musiałoby być zagrożone dobro dziecka. Trudno będzie wykazać, że w tym przypadku
      dobro dziecka miałoby na czymś ucierpieć.
      • akacjax Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 10:16
        Dzieckiem to on się może nie zasłoni, ale powstanie niejasne wrażenie co do
        dbania o dziecko.
        No, a kochanek-to już na pewno będzie w sądzie na tapecie. Trzeba mieć mocne
        inne dowody, by nie odbiło się to echem.
        Zapytam- o jaki rozwód chcesz wnosić? Bez orzekania winy, czy z orzekaniem?
    • plujeczka Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 10:13
      nie masz obowiazku informować męża o sowim przyjacielu i dokad
      zabierqsz dziecko tym bardziej ,ze to ty sprawujesz nad nim opieke i
      nic złego dziecku sie nie dzieje. Rozdzielenie sprawy o alimenty i
      rozwód to dobre posuniecie, ja równiez tak zrobiłam, powiedz
      prawnikowi aby wystapił o zabezpieczenie alimentów na czas procsu bo
      twój mąąż moze sprawę przeciagac a ty bedziesz bez pieniedzy na
      dzieci. Jak widać to psychopata i ja to doskonale rozumiem ponieważ
      takie zachowanie nie było mi obce.Tylko ktos kto przezył piekło ,
      które stało sie twoim udziałem może zabrać głos.Nie przejmu
      sieopiniami innych, jesli rozpad zwiazku był z innych przyczyn a nie
      z powodu twojego aktualnego partnera to ok ale uważaj bo w sadzie
      możesz miec problemy z udowodnieniem.Na twoim miejscu na czas
      trwania procesu kontakty z innym Panem powinnyy być bardzo ostrozne,
      sędziowie są różni i nie zawsze zinterpretuja twoja sytuacje tak jak
      ty byś chciała,Trzymam za ciebie kciuki i prosze bądż ostrozna.Zyczę
      powodzenia
    • kicia031 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 17:26
      Czyli kolejna historia o malzenstweie, ktore okazalo sie nie do
      zniesienia, ggdy na horyzoncie pojawil sie nowy obiekt.

      Ale wiesz co jest najzabawniejsze? Ze twoje kolejne malzenstwo
      bedzie rownie nieudane jak poprzednie, poki nie rozliczysz bledow
      ktore doprowadizly do kleskie tego pierwszego zwiazku. nie zycze ci
      zle, po prostu wiem, jak jest - gdziekolwiek idziemy, zabieramy ze
      soba samych ciebie...
      • anielica_3 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 19:06
        Wróciłam z wycieczki rowerowej, zajrzałam na forum, aby sprawdzić czy
        przypadkiem majkel się nie wypowiedział (dziękuję), bo bardzo mi zalezało na
        jego informacji, a tu....
        No tak...ilu ludzi tyle opinii. Wszyscy odbieramy świat przez pryzmat własnych
        doświadczeń dlatego zupełnie zrozumiale jest dla mnie oburzenie niektórych.
        Tak jak napisała plujeczka - nikt, kto nie był w patologicznym związku nie
        zrozumie jak bardzo doprowadza to do nieracjonalnych zdaniem innych zachowań i
        sytuacji.
        Żyję na tym świecie już dosyć długo. Widziałam wiele rozpadających się,
        skonfliktowanych małżeństw. Widziałam zupełnie z bliska dwa rozwody. Rozwód jest
        zawsze negatywnym procesem, zakończeniem czegoś niedobrze się dziejącego,
        cierpią zwłaszcza małe dzieci, małżonkowie też wychodzą poobijani, z poczuciem
        porażki, utraty, żalu. Czytam to forum już od dawna,widzę jakie dramaty
        przechodzą inni. Ale wierzcie mi, nigdy nie natrafiłam tu na watek, w którym
        opisana byłaby historia taka jak moja, albo chociaż bardzo podobna.
        Jasne, że lepiej byłoby najpierw zamknąć poprzedni rozdział w życiu, a dopiero
        potem wchodzić w nowy związek.
        Ale dla mnie spotkanie tego mężczyzny było błogosławieństwem. On mi pomógł
        zrozumieć, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Pomógł uporządkować myśli.Nasz
        związek pozwolił mi zobaczyć siebie, jako kogoś kto nie jest ubezwłasnowolniony.
        Uzmysłowił mi, że jestem wolnym człowiekiem, inteligentną kobietą dającą sobie
        radę na każdym innym polu życia (odpowiedzialna praca, studia, samotne
        wychowywanie dzieci). Dzięki rozmowom z nim zrozumiałam, że nawet z tak
        patologicznego związku jak mój mogę wyjść na prostą.
        On nie jest moim kochankiem. On jest mężczyzną mojego życia.
        Przeżyłam w swoim życiu kilka traum. Moje poczucie wartości i możliwości było
        zerowe. Teraz to się zmienia. W dużej mierze dzięki niemu.
        A mój jeszcze mąż?
        Od lat poza domem, pracujący wiecznie najpierw w innych miastach, potem za
        granicą. Dawał pieniądze to fakt. Ale byłam od wielu lat sama z życiem, trójką
        dzieci, sama z sytuacją utraty sprawności przez jedno z dzieci i oswajaniem jego
        niepełnosprawności.
        Kiedy bywał w domu (ostatnimi czasy było to jakieś 2-3 miesiące w roku)był
        obcym, agresywnym, pijącym typem. Mamy na koncie (2 lata temu) incydenty z jego
        pobytem w izbie wytrzeźwień, niebieską kartę,wieczne wyzwiska, przemoc
        psychiczną, inwigilację, zastraszanie, śledzenie, znęcanie się psychiczne,
        zmuszanie do seksu.
        Próbowałam. Kilka lat próbowałam ratować rodzinę, bo że nie uda się uratować
        małżeństwa - wiedziałam od lat. Popadłam w błędne koło niemocy, braku
        perspektyw, pętli finansowej.
        A teraz zrobiłam pierwszy krok i idzie...
        Moje dzieci... są zadbane, dobrze się uczą/studjują. Z niepełnosprawnym
        dzieckiem przerobiłam liceum. To moje największe sukcesy.To wszystko zdziałałm
        sama, męża nie było. W pracy tez jestem szanowana i doceniana. Skończyłam studia.
        Odbyłam z mężem tysiące rozmów. Mur. Niemożność.Brak dobrej woli.
        Trudno. Teraz już nie ma odwrotu.
        Mój maż nie jest biednym, wykorzystanym misiem.Od lat miewa kochanki, pije, nie
        zajmuje się domem, dziećmi.Ma swoje życie. Nie wraca do domu na noc, jeżdzi
        samochodem po pijanemu. Nie ma dnia, aby mnie odrynarnie nie wyzywał. Perfidnie
        robi to wtedy, gdy starsze dzieci nie słyszą. Bo kiedy zdarzało mu się robic to
        w ich obecności- zawsze dochodziło do awantur z udziałem dzieci, które stawały w
        mojej obronie.
        Eeeee....dam juz spokój. Słowa pisane nie oddadzą tego co przeżyliśmy.
        Mam zamiar wystąpić o rozwód z orzekaniem o jego winie.
        Ale doskonale wiem, że sędziowie to ludzie z własnym systemem wartości, własnymi
        doświadczeniami etc.. I liczę się z innym orzeczeniem. Zobaczymy. Będę walczyła.
        A teraz...Kamienie w dłoń smile
        Pozdrawiam wszystkich
        • kicia031 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 20:51
          ale czy ktos neguje, ze twoje malzenstwo moze byc dramatycznie
          nieudane.
          Tylko, ze ty trwalas w tym zwiazku przed lata, ze wzgledow
          finasowych, dopoki nie spotkalas kogos, kto ci zapewnia kolejny
          spadochron. ty wybralas tego mezczyzna na meza, urodzilas jego
          dzieci i nie odeszlas dopoki nie poznalas innego.

          A poniewaz ty tez dopuscilas sie zdrady, masz spore szanse na
          orzeczenie obustronnej winy.

          PS Ja tez poslubilam psychopate, tylko ze po 2 latach meki zmienilam
          zamki. nie dla innego faceta. Sama, dla siebie. Czujesz roznice?
          • useless00 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 21:17
            Nie każdy Kiciu031 znajduje w sobie siłę taką jak Ty, bez wsparcia innych osób. Podziwiam za to co zrobiłaś, oby więcej dziewczyn potrafiło to zrobić dla siebie. I pewnie robi, ale dopiero w momencie, kiedy zabezpieczą sobie tyły. smile
            • nangaparbat3 moja kolezanka to zrobila 30.08.09, 21:53
              Wyprowadzila się od męza z dwojka dzieci, jakies cztery lata temu czy pięc. A
              niedawno spotkala chłopaka z ktorym znali sie przed laty - i jest szczęśliwa.
              Bardzo delikatna, spokojna, wrażliwa, w pracy to sie czasem wydawala malo
              asertywna. I odważyla się.
              Ale: ją bardzo wsparli rodzice, przyjeli z dziecmi do siebie i pomogli kupic
              albo wręcz kupili mieszkanie.
    • plujeczka Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 19:09
      dlaczego tak piszecie ,ze sie jej nie uda/ nie rozumiem
      zazdroscicie ,ze jej sie udało poznać kochoś kto ja kocha, szanuje i
      lubi jej dzieci co rzadkie w ttym kraju?nie oceniajcie nikogo
      pochoponie wszak same przeszłyscie czasami piekło, nie odmawiajcie
      nikomu prawa do czułoci, miłosci, bliskości.Jesli pisze ,ze nowy
      facet nie był przyczyną zakonczenia małżeństwa czy jak ktoś chce
      separacji a jedynie konsekwencja zachowania meża to dlaczego jej
      nie wierzycie. A co jesli rozwód trwa latami ( ktos tu pisał o 13
      latach) u mnie prawie 4!! to co?, nalezy odpychać każdego faceta i
      mówic przepraszam ja jestem w trakcie rozwodu ,prosze do mnie nie
      podchodzic bo co bedzie jak sedzia zauwazy mnie w kolejce z Panem w
      markecie...na BOga ludzie opanujcie się, wieleu z was ma nowych
      partnerów i wszyscy z was zeszli z nimi do "podziemia: na czas
      rozwodu.??Owszem wciaż zalecam ostrożność bo powtarzam mozesz nie
      trafic na sędziego , który to zrozumie i to z ciebie zrobi tą "ZŁA"
      a męza wybieli ale nie rezygnuj z własnego szczęścia tymbardziej ,ze
      dzieciom będzie potrzebny właściwy wzór do nasladowania w
      przyszłości.Wciaz będę trzymała kciuki za ciebie...
      • anielica_3 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 19:31
        Plujeczka ....Dzięki. Ja Tobie tez życzę wszystkiego co najlepsze.
      • useless00 Re: Czy on ma takie prawo ? 30.08.09, 21:14
        Plujeczko masz rację.

        Często kobiety tkwią w nieudanych zwiazkach w strachu przed samotnością i myśląc, że sobie nie poradzą, że nikt im nie pomoże i zechce. I zazwyczaj nie szukają "odskoczni" przy pierwszym najmniejszymm problemie. I dlatego tkwiąc latami w takich związkach, gdy pojawi się ktoś kto zauważy w nich coś więcej niż mebel i worek treningowy, znajdują w sobie siłę by odejsc, bo zaczynają wierzyć w siebie. Nie wygląda to z zewnątrz niestety najlepiej i jakby nie patrzeć jest zdradą małżeńską. A usprawiedliwianie jest relatywizmem moralnym. Dlatego tak jak Plujeczka zalecam Ci daleko idącą ostrożność, wyciszenie by nie dawac pożywki przyszłemu exowi. Skoro wie o drugim, nie udawac, że go nie ma, ale też nie epatować nim i może wstrzymac się z zabieraniem syna na randki.

        Życze powodzenia i spokoju w trudny czas.
Pełna wersja