Dodaj do ulubionych

Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy..

22.10.09, 16:44
Wiem ze jest osobne forum na temat wielojezycznosci, ale tam sie nie
znamy az tak dobrze, jest wiecej krajow, wiecej ludzi, inne
problemy, wiec pomyslalam ze moze warto czasem w naszym malym
holenderskim gronie pogadac o doswiadczeniach zwiazanych z
wychowaniem wielojezycznym na gruncie holenderskim.
Ciekawa jestem waszych doswiadczen i tych pozytywnych i tych
negatywnych, spotykacie sie z jakimis problemami? Jak sobie z nimi
radzicie?
I ja od razu przejde do sedna, bo pomysl z watkiem nie przyszedl z
nikad, tylko z powodu dzisiejszego zajcia w zlobku, ktore rowniez
opisalam na forum o wielojezycznosci, bo tak mnie wyprowadzilo z
rownowagi.
Od kiedy urodzil sie synek stosuje metode OPOL, swiadomie i
konsekwentnie. Tata Holender
mowi do dzieci po niderlandzku, ja po polsku.
Dzisiaj w zlobku gdy przyszlam odebrac synka pani zaczepila mnie czy
moglaby o cos zapytac. Oczywiscie ze moze zapytac, no wiec pani pyta
czy moglabym w budynku zlobka uzywac tylko jezyka niderlandzkiego.
Oslupialam, bo to jedna z tych pan, ktorej kwalifikacje pedagogiczne
cenie najwyzej wsrod wszystkich pan wychowawczyn w zlobku. Tak
oslupialam ze chyba to zauwazyla i zaproponowala bym usiadla i
porozmawiamy, wiec porozmawialysmy. Najpierw chcialam sie dowiedziec
skad przyszedl jej do glowy ten pomysl, okazalo sie ze panie
rozmawialy ze soba i wspolnie stwierdzily ze inne dzieci w grupie
dziwnie reaguja slyszac inny jezyk i ze to niepedagogiczne, bo w
zlobku powinny sie uczyc tubylczego jezyka. Myslalam ze wybuchne,
ale zebralam cala energie zeby spokojnie wyjasnic pani zasady OPOL,
plusy wielojezycznego wychowania i problemy z tym zwiazane i
zaproponowalam jej ze pozycze im ksiazke na ten temat. Rozmawialysmy
pol godziny, az w koncu przyznala mi racje i nie mam zamiaru mowic
do mojego synka po niderlandzku. Niemniej pozostal mi niesmak i
rozczarowanie. Kto jesli nie panie w zlobku powinny wiedziec take
rzeczy, gdzie jesli nie w kraju, w ktorym obok siebie mieszka
najwiecej kultur?? Owszem, zlobek jest niemal wylacznie holenderski,
jest jeszcze jakies dziecko mamy tureckiego pochodzenia, ktora
poslusznie mowi do swojego dziecka po niderlandzku (pewnie za rada
wszystkowiedzacych pan wychowawczyn).
Poniewaz jestem w Radzie Rodzicow to mam zamiar dodac kwestie
wielojezycznosci jako punkt agendy, ciekawa jestem czy organizacja w
ktorej zrzeszone sa zlobki w regionie gdzie mieszkam ma jakas
ustalona polityke na ten temat.
Zalamalam sie.. Slowa wsparcia mile widziane ;)
Obserwuj wątek
    • corneliss Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.10.09, 17:05
      a ja wiem o czym piszesz, choc u mnie w domu sytuacja jest inna bo oboje
      jestesmy Polakami i teoretycznie moglabym wykonac prosbe pani wychowawczyni. tak
      bylo w poprzednim psz mlodego, nawet kartka na scianie wisiala ze uprasza sie o
      mowienie do dziecka po holendersku ( a przewaga dzieci w grupie byla
      turecko-marokanska, 2 holendrow i moj syn) wiec te 5-10 min. kiedy zostawalam z
      dzieckiem wykorzystywalam na mowienie dziecku i po polsku i wyjasnianie tego
      samego po holendersku, co smieszniejsze 80% mam mowila konsekwentnie tylko w
      swoim narzeczu i nic nie robila sobie z prosb wychowawczyni

      jako jedyna z tych matek chodzilam w czasie godzin psz na kurs jezykowy, do tego
      zachecajac inne mamy, poniewaz byl on bezplatny lub w cenie na kazda kieszen
      (20E/3 mies. 2x w tyg. w godzinach kiedy dziecko mialy w psz) i wiecie co -
      jedna chodzila! i to moze przez 1,5 mies.; nie wiem moze w tej kulturze panowie
      zabraniaja jakichkolwiek oznak usamodzielnienia sie jezykowego, czy co... dla
      mnie niezrozumiale

      obecnie zmienilam psz i tu nie mam takich problemow, mam za to inny ;) w grupie
      jest jeszcze jedno polskie dziecko i syn sie garnie do niego, i musialam zwracac
      pani uwage na intensywnosc kontaktu pomiedzy nimi i w razie czego ingerowac w
      zabawe (bo moj z poprzedniego psz wyniosl juz spory zasob zwrotow, wierszykow,
      piosenek i ogolnej smialosci do kontaktu z dziecmi holenderskimi, nie chcialabym
      zeby sie uwstecznil) jesli nie poskutkuje moja prosba poprosze o przepisanie
      cypisa do grupy w innych godzinach

      (co mnie wkurzylo ze tak napisze to to, ze ta matka powiedziala wprost swojemu
      dziecku: zobacz tu jest tez inny polski chlopczyk, baw sie z nim...itp.) ja o
      ten kontakt nie zabiegalam
      z porozumiewaniem sie na placu zabaw czy w sklepie zrozumienie przez mlodego co
      ludzie do niego mowia nie ma problemu, jak mu sie chce to odpowiada

      -------
      Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
        • corneliss Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.10.09, 18:03
          jest wskazane aby na terenie psz mowic do dziecka po holendersku, a w praktyce
          prawei to nie funkcjonuje - tak jak napisalam mzoe 2 mamy tur./marok. mowily do
          dzieci po hol. i ja (podwojnie)
          co mnie jeszcze denerwowalo w starym psz, to to, ze pani wychowawczyni tez nie
          miala super poprwnego holenderskiego, a jakias surinamska nalecialosc i pozniej
          zastanawialam sie o co chodzi mlodemu kiedy mowil ze bawil sie w 'samba' a
          chodzilo o 'zandbak'
          a takich przykladow moglabym mnozyc na kazdym kroku, chocby w nazywaniu liczebnikow
          pod tym wzgledem nowy psz jest o 180 st. inny i poprawny i nikt do niczego nie
          naklania , a oprocz nas jest jeszcze dziecko z Rumunii i Maroko (rodzice mowiacy
          w podobnym stopniu jak ja i p. anglojezyczna) :)

          -------
          Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
      • lenkaaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.10.09, 17:49
        Jeszcze nigdy nie mialam sytuacji, w ktorej Holendrzy sugerowaliby
        mi cokolwiek na temat poslugiwania sie jezykiem, jakimkolwiek. Nikt
        mi niczego nie doradzal i nie spotkalam sie z niechecia czy tez
        zdziwieniem iz mowie do dziecka w niezrozumialym dla nich jezyku.
        Zdarzalo sie, ze zapytano mnie w jakim jezyku rozmawiamy i to
        wszystko. Zawsze spotykalam sie z zyczliwoscia i zainteresowaniem.
        Zawsze i wszedzie mowie po polsku do corki. Jesli dzieje sie to w
        obecnosci Holendrow i dotyczy to ich, to tlumacze o czym rozmawiam z
        corka.

        Nesla, rozumiem twoj szok w zwiazku z zadaniem aby rozmawiac z
        dzieckiem po tubylczemu w obrebie budynku przedszkola. Zezlosciloby
        mnie to wyjatkowo, bo nikt mi nie bedzie mowil jak mam sie
        porozumiewac z wlasnym dzieckiem.
        • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.10.09, 18:11
          Dzieki Lenkaaa za zrozumienie :) od razu mi troche lepiej ;)
          Fajnie, ze ciebie nie spotkalo jeszcze nic takiego i oby nie
          spotkalo.
          U nas kilka lat temu (gdy Milena byla malutka) CB zalecano
          poslugiwanie sie dwoma jezykami w tym samym czasie. Obecnie juz
          zalecaja poslugiwanie sie jednym jezykiem. W PSZ u Mileny tez pani
          byla zdania ze drugi jezyk ok, ale tylko wtedy gdy dziecko nie ma
          "achterstand" z holenderskim...
          • lenkaaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.10.09, 18:39
            To wlasnie ciekawe, ze tam u ciebie wciaz ktos cos zaleca w kwestii
            jezyka, wszyscy doradzaja: CB, PSZ, szkola...
            U mnie tego nie ma. Az sama sie dziwie, ale oczywiscie jestem z
            takiej sytuacji super zadowolona. W sumie doradzac to ludzie mi
            moga, ale nie czuje sie w obowiazku stosowac sie do jakichkolwiek
            rad, a zwlaszcza tych nieproszonych.
            Dla mnie priorytetem jest utrwalenie Emilii jez. polskiego, tak aby
            jak najbardziej zwiekszyc szanse, zeby nie odrzucila tego jezyka w
            przyszlosci.
            Emilia kontakt z niderlandzkim ma wszedzie poza domem. W domu u nas
            nie slychac holenderskiego, za wyjatkiem sporadycznych rozmow
            telefonicznych i wizyt kolegow i kolezanek ze szkoly.
            Panie w szkole mowia, ze Emilia bardzo dobrze radzi sobie z jezykiem
            i nie ma zadnych problemow z komunikacja. Dlatego ja sie naprawde
            dziwie zawsze gdy piszesz o "achterstand" w zwiazku z twoimi
            dziecmi. Moim zdaniem nie ma takiej mozliwosci aby mowily slabiej po
            tubylczemu skoro maja tate Holendra ! Zupelnie nie rozumiem dlaczego
            wiecznie ktos ci sugeruje, ze twoje dzieciaki moga miec jakiekolwiek
            problemy z niderlandzkim !!!
            • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.10.09, 18:59
              No moze nie do konca jest tak, ze inni uwazaja ze moje dzieci maja
              "achterstand" z holenderskiego, czy ja gdzies tak napisalam?? Milena
              nigdy nie miala tylow z holenderskiego, a pani z PSZ to sobie tak
              gadala nie ze wzgledu na Milene, tylko "ogolnie" na temat
              wielojezycznosci i jej zdania na ten temat.
              W zlobku u Davida tez na razie nikt nie uwaza, ze David ma
              "achterstand", owszem do niedawna malo mowil, ale od kiedy jest na
              diecie bezglutenowej zrobil sie bardziej otwarty i duzo wiecej mowi,
              widac postepy.

              To raczej ja uwazam, ze moje dzieci maja "achterstand" z polskiego
              ;) bo za malo czasu z nimi spedzam, ale jakos idzie do przodu :)
            • kasia157 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.10.09, 19:08
              Ja podobnie jak lenkaa zupelnie nie rozumiem problemu, ale to moze
              kwestia srodowiska. U mlodego w klasie 1/3 dzieci jest
              dwujezycznych. Rodzice pochodza z Wegier, Portugalii, Szwajcari,
              Dani,Niemiec, kilka dzieci anglo-jezycznych. Widze, ze rozne w
              roznym stopniu wladaja drugim jezykiem,nikt sie niczemu nie dziwi,
              nie sugeruje co rodzice maja robic itp. Jedyne co wiem to to, ze
              dzieci anglo-jezyczne maja zakaz odzywania sie po angielsku na
              lekcjach angielskiego:)
              • tijgertje Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 08:23
                O, Kasiu, myslalam, ze calkiem o forum zapomnialas:-) Super, ze
                jednak tu zagladasz. Mysle, ze problem w okolicy nesli to fakt, ze
                tam wiekszosc ludnosci jest autochtoniczna i jak sie juz gdzies
                trafi 2-jezyczny dzieciak, to wszyscy wiedza lepiej jak go
                wychowywac, a z braku szerokiego doswiadczenia z 2-jezycznoscia
                wszyscy od razu wpadaja w panike, ze jak dziecko sie uczy drugiego
                jezyka, to kosztem tubylczego. U nas jest podobnie, m.in. dlatego
                Kasper chodzil do PSZ w innej wsi, mojej kolezance u nas zabrnili do
                dzieci po polsku w ogole mowic, na szczescie udalo sie ja przekonac,
                ze baby nie maja raci, zwlaszcza, ze tata tubylec, a 5 dni w
                tygodniu dzieciakami do poludnia opiekuja sie tubylczy dziadkowie.
                Sek tylko w tym, ze oni nie po holendersku mowwia, tylko po
                brabancku, ciezko ich zrozumiec:-/ U nas w szkole nikt nie robi
                problemu z 2-jezycznosci, na 100 dzieci w szkole jest w sumie 6
                dzieci 2-jezycznych. W sasiedniej katolickiej podobnie, ale tam
                wlasnie robia problemy. wszystkich nalezy w ramki wcisnac;-/ Juz w
                miescie obok jest znacznie wiecej ludnosci naplywowej, z tego co
                przy okazji w polskim skelpie uslyszalam, to dzieciaki miedzy soba
                na lekcjach maja rozmawiac po holendersku, ale faktycznie, jak z
                tubylczym nie maja problemu, to sie nikt nie wtraca, po jakiemu
                gadaja poza lekcjami.
                • mamantkaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 08:50
                  Nesla, to ja też jestem w szoku, że takie masz problemy i ciągle
                  ktoś Ci się wtrąca do dwujęzyczności. Z Antkiem przeszliśmy dwa PSZ,
                  teraz szkoła i nigdzie nie usłyszałam pouczeń w jakim języku mam do
                  niego mówić. Ale u mnie może to też wynikać z tego, że ja po
                  holendersku kiepsko mówię i w ważnych sprawach w szkole porozumiewam
                  się po angielsku. To raczej ludzie często z rozpędu, np. u dentysty
                  zaczynają do Antka po angielsku mówić ;) Ja bym się nigdy nie
                  zgodziła uczyć moje dzieci holenderskiego jak ja tak niepoprawnie
                  mówię - po to mają kontakt z tubylcami. W klasie Antek jest jedyny
                  dwujęzyczny, tzn. jest dwóch chłopców z imigranckich rodzin, ale oni
                  mówią chyba tylko po holendersku. dzieci czasem fajne wielkie oczy
                  robią jak słyszą, gdy mówię do Antka po polsku. Czasem się pytają co
                  to za język. antek w szkole sobie radzi z holenderskim, pani go
                  chwaliła za wymowę.
                  Teraz to już mi łatwiej, bo jak mówię do Antka po polsku w miejscu
                  publicznym, to jak ktoś nas zagaduje po holendersku, to antek sam
                  już odważa się odpowiadać, czy zagadywać np. babcie w zagrodzie. Na
                  początku musiałam mu wszystko tłumaczyć, co ktoś powiedział.
                  Jak przez rok mieszkałam w aalsmeer, to chodziłam tam na opstapje z
                  Antkiem. Taki kurs, na którym uczono mnie jak pomóc antkowi z
                  holenderskim. Tylko w zasadzie było to po to, żeby mamy imigrantki
                  mogły się spotkać, pogadać i dowiedzieć czegoś o wychowaniu dzieci w
                  Holandii. Dostawałyśmy materiały, zabawki, żeby bawić się z dziećmi
                  w domu, ale prowadząca marokanka zachęcała nas do zabaw w języku
                  ojczystym i do stawiania na rozwój motoryki dziecka, a holenderski
                  przyjdzie potem. Sama miała problem z dwójką swoich dzieci, bo one
                  mówiły do niej tylko po holendersku i ona żałowała, że ich nie
                  dopilnowała i przestrzegała przed zanikiem języka ojczystego.
                  Ja raczej wychodzę z założenia, że tubylczym dzieciom też się przyda
                  jak czasem usłyszą inny język i dowiedzą się czegoś o kraju, z
                  którego pochodzi kolega. a u moich dzieci polski jest językiem
                  podstawowym poprostu, a holenderski jest bonusem, którego się uczą.
                  No ale my tu polskich znajomych mamy, i powoli myślimy nad powrotem
                  do Polski, więc holenderski nigdy w naszych założeniach nie był
                  głównym językiem dzieci, a i tak Antek super już go opanował.
                  • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 12:24
                    mamantkaa napisała:

                    > Nesla, to ja też jestem w szoku, że takie masz problemy i ciągle
                    > ktoś Ci się wtrąca do dwujęzyczności.

                    Ja chce sprostowac, ze to nie jest tak, ze wciaz sie mnie ktos
                    czepia jak mowie do dzieci, bo tak nie jest. Czasem zdarzy sie jakas
                    sytuacja (jak na przyklad wczoraj w zlobku) ktora totalnie mnie
                    zbija z tropu. Kilkakronie w CB na wizytach kontrolnych z Milena
                    poruszany byl ten temat i rozmawialam o tym z pania w PSZ ale raczej
                    towarzysko, a nie z powodu problemow, oprocz tego nie mam jakichs
                    wiekszych problemow z akceptacja dwujezycznosci moich dzieci przez
                    srodowisko. W szkole Mileny nie ma zadnych problemow, przynajmniej
                    na razie. Nie chce wiec niczego wyolbrzymiac, tylko czasem pogadac o
                    wielojezycznym wychowaniu, o waszych doswiadczeniach i o
                    doswiadczeniach waszych dzieci.
              • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 12:19
                kasia157 napisała:

                > Ja podobnie jak lenkaa zupelnie nie rozumiem problemu

                a wydawalo mi sie ze dosc jasno go opisalam, czego konkretnie nie
                rozumiesz Kasiu? Problem w tym ze panie w zlobku bez poropzumienia z
                kierowniczka wymyslily sobie ze mnie poprosza abym w zlobku do
                swojego dziecka mowila po holendersku. Nie zadaly sobie trudu aby
                sprawdzic czy organizacja zrzeszajaca zlobki w ktorych pracuja ma
                jakas polityke na ten temat, nie zastanowily sie nad moimi
                uczuciami, nad tym jak moge odebrac taka uwage, nie zaznajomily sie
                nad zasadami wychowania dwujezycznego, po prostu pogadaly miedzy
                soba i stwierdzily ze to niepedagogiczne jesli inne dzieci w grupie
                slysza inny jezyk. Czy to jest normalne? Czy moze ja stwarzam
                problemy? Z postu Corneliss wynika, ze to jednak nie jest az taka
                rzadkosc. Ale moze sa jakies organizacje ktore pomagaja w takich
                sprawach? Moze powinnam zasugerowac jakies szkolenie, a moze
                wystarczy im ksiazka ktora na pewno im pozycze i do tego dopytam sie
                czy ja przeczytaly.
                • kasia157 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 12:53
                  No wlasnie nie rozumiem z czego robia panie problem i dlaczego, im
                  to przeszkadza, lub nie przeszkadza, wtracaja sie, rozmawiacie o tym
                  w szkole, przedszkolu itp.
                  Nie doradzam Ci nic, po prostu wyrazam zdziwienie, ze tak macie w
                  swoim otoczeniu, jak widac nie tylko mnie tym zaskoczylas.
                  Ja osobiscie bym sie tym nie przejmowala, robila swoje, w koncu to
                  Ty jestes odpowiedzialna za wychowanie swoich wlasnych dzieci, a nie
                  szkola, czy przedszkole.
                  • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 13:15
                    Moglabym olac i robic swoje, ale mam naprawde wciaz bardzo mieszane
                    uczucia w zwiazku z wczorajsza sytuacja (pomimo przespanej nocy). Po
                    raz pierwszy w zyciu mam wrecz wrazenie ze chyba spotkalo mnie cos
                    co zakrawa na dyskryminacje.. Nie wiem, moze przesadzam, moze nie
                    warto sie tym przejmowac, mam wazniejsze sprawy na glowie, moze mi
                    przejdzie.. Ale na razie wciaz mam niesmak. Reakcje na mojego posta
                    na forum o wielojezycznosci mozecie poczytac, tam ludzie powazniej
                    podchodza do tematu:

                    forum.gazeta.pl/forum/f,37229,Wielojezycznosc_w_rodzinie.html
                    • corneliss Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 13:41
                      jescze dodam Nesla cos do tego obrazu sytuacji w naszym starym psz: raz w
                      miesiacu byly organizowane tzw. 'koffieochtend' gdzie mamy mogly posiedziec w
                      sali do pol godz. przy kawie, popatrzec jak sie bawia dzieci, uczestniczyc w tej
                      zabawie, porozmawiac z wychowawczynia. bylam tam wtedy jedyna Polka, jedna
                      Holenderka 2 Marokanki mowiace po holendersku i tylko my rozmawialysmy z wych. i
                      ew. z dzieckiem (ja podwojnie) reszta pan (7) miala tlumaczone przez uprzejme
                      mamy o co chodzi; do dzieci rowniez mowily w swoim jezyku

                      jako ze dzialam w wolontariacie i uczestniczylam w lekcjach jezyka dla mam o
                      ktorych pisalam wczesniej, rowniez ta kwestie poruszylam, ale... zadna z tych
                      pan nie przyszla potem na jezyk do mojej czy rownoleglej grupy
                      ja widze tu dwa problemy:
                      1. niektore kobiety po prostu nie mowia bo nie umieja i nie czynia staran aby
                      sie jezyka nauczyc (niektore z nich mieszkaja w Holandii dluzej niz ja i zyja w
                      tych swoich 'komunach') i pewnie wychodza z zalozenia ze ich dziecko i tak
                      predzej czy pozniej sie nauczy i bedzie tym posrednikiem-tlumaczem
                      2. co innego kiedy ktos mi narzuca sposob komunikacji - tu sie dostosowalam na
                      swoj sposob, pewnie gdybym miala meza obcokrajowca stosowalibysmy metode OPOL i
                      wykazalabym sie podobnym oburzeniem jak Twoje

                      -------
                      Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
                    • mamantkaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 13:42
                      Ja jestem poprostu nesla zaskoczona, że ktoś Ci kiedykolwiek coś na
                      ten temat powiedział. nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek mógł mnie
                      pouczać jak mówię do mojego dziecka. Nawet, jeśli mieszkam w innym
                      kraju, to nie zmienia sytuacji, że jestem polką i moje dzieci też.
                      Aż nie mogę sobie wyobrazić jak bym zareagowała w takiej sytuacji,
                      bo wydaje mi się ona niemożliwa. Ja cieszę się, że moje dzieci mają
                      styczność z dziećmi z różnych kultur i myślę, że dla każdego dziecka
                      jest to ważne. I fakt, to chyba dyskryminacja, nie móc mówić w
                      języku ojczystym.
                      Jeszcze sobie przypomniałam, że w jednym PSZ panie same wyciągnęły
                      od kogoś z innego PSZ parę zdań po polsku, typu chcesz pić, choć się
                      bawić, mama zaraz wróci. I wypytywały się mnie jak to się wymawia,
                      żeby mogły w razie potrzeby zwrócić się tak do Antka. Ja sama ich o
                      to nie prosiłam, stwierdziłam, że antek sobie poradzi, pokaże zawsze
                      o co chodzi. Jak Antek usłyszał panią pytającą się go po polsku, czy
                      chce się z nią pobawić, to się jej roześmiał w twarz i chyba więcej
                      tego nie próbowała ;)
                      • mamantkaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 13:58
                        Cornelis, ja mam męża Polaka i stosuję OPOL. Może mój syn miał przez
                        to trudniej, nauka holenderskiego zajęła mu więcej czasu, ale cóż -
                        poradzić sobie musiał, żeby dogadać się z dziećmi, czy paniami i
                        super sobie poradził. Gdy szedł do PSZ nie znał żadnego słówka po
                        holendersku, ja go żadnego nie nauczyłam. Był tylko osłuchany
                        poprzez bajki przez pół roku wcześniej. Pani stwierdziła po
                        pierwszym dniu, że jej się wydaje, że on wszystko rozumie i od razu
                        zaczął do domu przynosić jakieś słówka. A my zawsze mu wtedy
                        powtarzaliśmy jak to jest po polsku. I tak robimy do tej pory, gdy
                        używa holenderskiego słówka od razu poprawiamy go na polski.
                        Tłumaczę mu jakieś słówka na holenderski tylko na jego prośbę.
                        Czasem , gdy na placu zabaw wysyłam go, żeby powiedział coś do
                        małego Holendra, to się mnie pyta jak ma to powiedzieć, to mu
                        tłumaczę. Mąż czasem czyta mu po holendersku książki wieczorem, ale
                        Antek już zaczął go poprawiać i uważam, że tak to powinno wyglądać.
                        Mąż, czy ja nigdy nie opanujemy języka w takim zakresie jak opanował
                        go Antek. Tym bardziej, że ja mam niewielki kontakt z holenderskim.
                        • corneliss Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 14:24
                          no ja zadnego podrecznika z metoda OPOL nie posiadam, jedynym przekaznikiem
                          holenderskiego w domu jestem ja, czytamy czasem proste bajki, spiewamy piosenki
                          z psz, mlody ma tylko taka TV w domu (a polskie bajki na plytach), sam z siebie
                          czasem pyta 'a jak to jest po holendersku' , wiele rzeczy nazywa zamiennie -
                          kolory, liczebniki, zwierzeta, przedmioty - ja mu tego nie bronie wrecz zachecam
                          nie wiem ile tu jeszcze pomieszkamy
                          ciesze sie ze on dostrzega roznice gdzie i w jakim jezyku moze sie porozumiewac
                          i cieszy mnie ze ma smialosc do kontaktow

                          -------
                          Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
    • mamamaxia08 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 15:01
      Nesla, podziwiam Cię za opanowanie :). Ja nie mam jeszcze zbyt wielu doświadczeń
      w tym temacie ponieważ młody pójdzie do PSZ dopiero w styczniu. Ale ja na
      pierwszej rozmowie z koordynatorką - po angielsku - wypaliłam, że stosujemy OPOL
      i... pani zrobiła "oczy :O", więc spokojnie jej powiedziałam o co chodzi.
      Rozmowa dalej toczyła się na inne tematy, a na koniec jeszcze raz - przy
      wypełnianiu formularza - koordynatorka, na moją prośbę dopisała w części
      językowej, że rodzice będą z dzieckiem rozmawiać w swoim ojczystym języku.
      Chociaż dalej nie wiem jak będzie wyglądać przyszłość, bo "u mnie na wsi"
      imigrantów można policzyć na palcach jednej ręki... Myślę jednak, że problem
      może wypłynąć ewentualnie ze względu na niewielką ilość dzieci dwu-/
      wielojęzycznych w otoczeniu, a w związku z tym być może z niewielką lub nawet
      zerową wiedzą na ten temat.
      Mam jednak nadzieję, że w "moim" PSZ wezmą pod uwagę moje zdanie i nikt mi nawet
      nie zasugeruje bym mówiła do dziecka po niderlandzku (pomijając nawet fakt, że
      sama jestem nie za bardzo z tym językiem "za pan brat", choć pilnie się uczę :)
      ). Ja bym się prawdopodobnie w takiej sytuacji poczuła dyskryminowana i pewnie
      zareagowałabym niezbyt spokojnie ;).
      Na szczęście doświadczenia "z ulicy" czy placu zabaw napawają mnie jednak
      optymizmem :). Zwykle ludzie słysząc, że zwracam się do synka w obcym dla nich
      języku, pytają (bardzo wyraźnym niderlandzkim) skąd jestem, jak mi się podoba w
      NL, itp.. Cieszą się gdy odpowiadam - oczywiście, jeśli tylko potrafię
      skonstruować poprawne zdanie w odpowiedzi - po holendersku :), a jak nie
      potrafię to po angielsku. Do młodego przegadują po niderlandzku, co niezmiernie
      go bawi - brzmienie tego języka najwyraźniej mu się podoba - a on zwykle
      odpowiada "po swojemu" i wszyscy są zadowoleni.
      Pozdrawiam serdecznie

    • majadeblij Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 17:08

      swietnie cie rozumiem nesla!
      co prawda u mnie to jeszcze nie ma problemy ze wzgledu na
      organiczone slownictwo mojej corki, ale ja mam zamiar tylko i
      wylacznie mowic do niej po polsku. nie zanm zadnych metod, ani
      adnych ksiazek na ten temat nie czytalam, ale dla mnie jest to
      logiczne ze mowi sie do dziecka w swoim jezyku ojczystym, bo jak
      inaczej! i wiem ze jedyna metoda, aby nasze dzieci mowily dobrze po
      polsku (w parach mieszanych) to jest konsekwencja. holenderskiego i
      tak sie naucza! przykro parzec na dzieci ktore maja mamy polki a
      slowa nie potrafia powiedzec po polsku, lub tez nie chca...
      uuu, ja bym sie bardzo wkurzyla jakby mi ktos tak uwage zwrocil:-))
      • anitax Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 23.10.09, 21:25
        Nesla, postaraj sie spojrzec na to z dystansem.

        Fakty sa nastepujace - pani, ktora nie ma pojecia o dwujezycznosci,
        zasugerowala cos glupiego. Pomysl byl ewidentnie glupi, wiec
        odmowilas i nawet jej dokladnie wyjasnilas dlaczego. Pania oswiecilo
        i przyznala Ci racje. Super !

        Nie doszukiwalabym sie tu zadnych przejawow rasismu czy
        dyskryminacji. Nie spalaj sie z powodu jednej baby, bo szkoda Twojej
        energii. Jeszcze nie raz uslyszysz cos glupiego. Rozumiem, ze czegos
        wiecej oczekiwalas od wychowawczyni w zlobku, wiec czujesz sie
        rozczarowana. Mozesz porozmawiac z kierowniczka, ale podeszlabym do
        calej sprawy merytorycznie a nie emocjonalnie.
        Jasno sie okreslilas, wiec ja bym to po prostu zlekcewazyla.
        • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 24.10.09, 10:47
          W sumie masz racje anitax, tak zrobie.

          Wczoraj rozmawialam na ten temat z moja przyjaciolka Wegierka. Ona
          uwaza, ze to nieuprzejme mowic w innym jezyku w obecnosci osob nie
          znajacych tego jezyka. Ja w zlobku zwykle powtarzam do pan to samo
          co powiedzialam do Davida, ale to sa zwykle te same zwroty, wiec
          uwazam, ze wytlumaczenie o czym sie mowi do dziecka powinno
          wystarczyc. Moja przyjaciolka do swoich dzieci w obecnosci innych
          ludzi mowi po holendersku i twierdzi, ze nie smialaby robic inaczej,
          ale tez nie smialaby zwrocic komus innemu uwage aby mowil do dzieci
          po holendersku. Dopiero jak jej wytlumaczylam metode OPOL zgodzila
          sie ze to ma sens, ale sama nie ma zamiaru zmieniac nawykow.
          • go.ga Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 24.10.09, 13:29
            >Dopiero jak jej wytlumaczylam metode OPOL zgodzila
            > sie ze to ma sens, ale sama nie ma zamiaru zmieniac nawykow.

            Zgadzam sie z Anitax.

            Nesla, nie zapominaj tez, ze jest wiele metod na wychowanie dziecka dwujezycznego, a OPOL jest jedna (choc ostanio najbardziej popularna) z nich. Twoje dzieci, masz prawo mowic do nich w jakim jezyku chcesz a paniom w zlobku NIC do tego i nie musisz im tlumaczyc, dlaczego tak a nie inaczej zdecydowalas. Ale nie wciskaj im ksiazek i nie nawracaj innych rodzicow ;-). W ogole chyba najlepiej nie robic z dwujezycznosci dziecka wielkiego halo tylko traktowac ja jak cos zupelnie normalego i naturalnego.
          • lariks Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 24.10.09, 15:27
            Hej, Nesla, wychowawczynie w zlobku mają wykształcenie mbo,ściśle związane z
            opieką dziecięcą, więc nie ma co od nich wymagać wiedzy na temat wielojęzycznego
            wychowywania.
            Ja mieszkam w Amsterdam Noord, podobnie jak u Cornelis u nas tez jest zasada
            jezyka holenderskiego w psz.
            Przez to ze tutaj jest dużo emigrantów nie mówiących po holendersku, i dzieci
            ich idąc do szkoły musiały się uczyć holenderskiego od podstaw, wymyślono
            programy językowe dla grup 1i 2 i do psz. Przez to wprowadzili tez obowiązek psz
            dla dzieci obcokrajowców od 2,5 roku, i nazywa się to voorschool. dzieci chodzą
            4 razy w tygodniu za darmo. nasza voorschool pracuje z programem Puk & Ko. Ten
            program jest nie tylko dla dzieci bo i dla ich rodziców, czyli jest bardzo dużo
            rzeczy organizowanych w których jeden z rodzicow muszą uczestniczyć. Chodzi
            tutaj miedzy innymi o zintegrowanie tych biednych zachustrzonych kobiet które
            siedzą w domu muszą sprzątać non stop i gotować na czas co do minuty.
            Druga kwestia to chodzi o to ze dzieci w psz muszą rozmawiać ze sobą po
            holendersku, po to żeby się uczyć tego języka, a przykładem muszą być rodzice.
            Niestety często te kobiety rozmawiają ze sobą i do dzieci w swoim języku,
            czasami naprawdę mi głupio jak przy mnie gadają po swojemu. Ja ogólnie uważam ze
            nie uprzejmie jest mówić w niezrozumiałym języku przy ludziach, wiec często w
            obecności holendrów mowie do Teo po holendersku, w szkole, lub przy
            holenderskich znajomych, lub tłumacze im. w domu mówimy tylko i wyłącznie po
            Polsku. Teo zaczyna właśnie mówić w obu językach.
            • corneliss Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 24.10.09, 17:26
              o wlasnie to lariks :) u nas jest identyczne nasz psz to wlasnie voorschol :) w
              poprzednim psz mielismy program 'verteltas' do ktorego osobiscie przylozylam
              reke wykonujac taka torbe jak i czesc pomocy dydaktycznych na wzor proponowanej
              ksiazeczki (wraz z jedna pania Holenderka i Marokanka - bo co z tego ze one
              mistrzyniami maszyny do szycia byly to problem mialy komunikacyjny)
              w obecnym psz mamy ten sam program co u ciebie z Pukiem :), podoba mi sie ta
              idea - ja rowniez mam psz gratis, poprzednio placilam (niewiele) bo te programy
              i psz w wiekszosci skupiajace dzieci imigrantow sa finansowane z gemeente lub/i
              organizacji zrzeszajacych psz
              dlatego tez kiedy ja mam do czynienia z innymi dziecmi i paniami staram sie tez
              mowic/objasniac o czy mowie do dziecka, niestety nie kazdy tego chce (vide panie
              Arabki, na tych koffieochtend czulam sie czasem jak na tureckim kazaniu) no i
              niezbyt jestem zadowolona z tego ze u syna w grupie jest inne polskie dziecko,
              bo wiem ze majac do wyboru zabawe z dziecmi mieszanymi zawsze wybierze zabawe z
              dzieckiem z ktorym bedzie mogl sie porozumiec (przez co twierdze ze moj juz
              zaawansowany przedszkolak - rok w psz - niestety sie uwstaeczni)
              -------
              Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
              • gosia_hh Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 24.10.09, 19:28
                no i ja jestem w szoku nesla.
                ja rozmawiam z corka w domu wylacznie po polsku-ona rozumie wszystko
                jednakze slowka zna tylko holenderskie-gdy ja odbieram kdv to czasami
                mowie po hol a czasami po polsku,ale zadna z pan mi uwagi nie
                zwrocila.w grupie corki jest chlopiec z rodziny polskiej i czasami
                pytam sie mu co slychac po polsku :) a panie sie usmiechaja ,wiec
                jestem w szoku.wogole to ja sie boje ,ze corka nie zalapie dobrze
                polskiego-gdy tylko jest z nami tata to mowimy po holendersku i
                pewnie jest to dla niej troche mylace
                • anitax Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 24.10.09, 23:04
                  > Niestety często te kobiety rozmawiają ze sobą i do dzieci w swoim
                  > języku, czasami naprawdę mi głupio jak przy mnie gadają po
                  > swojemu. Ja ogólnie uważam ze nie uprzejmie jest mówić w
                  > niezrozumiałym języku przy ludziach

                  Uwazam, ze przesadzasz. Wszystko zalezy od sytuacji. Gdybym poszla
                  na lunch z 2 osobami i rozmawiala w jezyku, ktorego jedna z nich nie
                  rozumie, byloby to nieuprzejme. Natomiast jesli rozmawiam z kims w
                  obecnosci innych, niezaangazowanych w rozmowe osob, to nie ma to
                  znaczenia. Zupelnie nie rozumiem czemu postronne osoby musza
                  rozumiec co mowie do dziecka czy meza, skoro ich to nie dotyczy.
                  • mamantkaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 25.10.09, 09:22
                    Zupelnie nie rozumiem czemu postronne osoby musza
                    > rozumiec co mowie do dziecka czy meza, skoro ich to nie dotyczy.

                    Zgadzam się, nigdy nie tłumaczę, co mówię do dzieci przy obcych, czy
                    przy paniach nauczycielkach. Co ja takiego mogę mówić? Wszystkie
                    mamy we wszystkich językach mówią mniej więcej to samo do swoich
                    dzieci :) Najczęściej po prostu z sytuacji i zachowania widać, co
                    powiedziałam do Antka.
                    co innego jak z mężem spotykamy się ze znajomymi nie mówiącymi po
                    polsku, wtedy rozmawiamy po angielsku lub tłumaczymy pokrótce, gdy
                    coś mówimy do siebie po polsku.
              • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 25.10.09, 12:00
                Corneliss, ja rozumiem problem wyobcowania pewnych grup
                obcokrajowcow z powodu nieznajomosci jezyka i braku checi nauki tego
                jezyka, to jest zupelnie odrebny problem i jak najbardziej popieram
                proby doksztalcania wszystkich tych ktorzy w Holandii mieszkaja a
                tutejszym jezykiem nie wladaja, ale uwazam, ze to powinno sie
                odbywac na zasadzie dobrowolnosci. W naszym przypadku to w ogole nie
                wchodzi w gre, bo ja posluguje sie biegle holenderskim i w pracy i
                wszedzie indziej, nie przebywam 24/7 z dziecmi, bo oboje chodza do
                zlobka/szkoly, do tego dzieci slysza holenderski od taty, dziadkow,
                cioc, w szkole, zlobku, w kontaktach z innymi dziecmi. To raczej
                polski jest u nas zagrozony dlatego staram sie bronic jak moge tych
                strzepkow czasu ktore MOGE poswiecic na nauke polskiego i moze stad
                moja emocjonalna reakcja na uwage pani ze zlobka.
                U nas nie ma zadnych dotacji ani dodatkowych lekcji jezykowych ani
                dla dzieci ani dla rodzicow, za zlobek place duze pieniadze, a za
                PSZ placilam 70 Euro na miesiac za 2 x 3 h i nie bylo mozliwosci
                zwiekszenia liczby godzin, w zlobku normalnie mowi sie po
                holendersku, 99% dzieci ma holenderskich rodzicow. Ja pewnie bym sie
                cieszyla gdyby w zlobku, PSZ, szkole byly jakies polskie dzieci i
                namawialabym Milene aby sie z nimi bawila szczegolnie jesli dobrze
                mowia po polsku :D
                Ale rozumiem problem o ktorym piszesz, tylko ze u nas nie ma tego
                problemu, wiec nie bylo podstaw do takiej uwagi ze strony pani w
                zlobku.
    • ika.alias Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 26.10.09, 15:26
      Musze powiedziec, ze naprawde zaszokowala mnie ta historia.

      U mnie w zlobku nigdy nikt nie wtracil sie do tego, w jakim jezyku
      porozumiewam sie z Tobiasem. Na samym poczatku wytlumaczylam paniom,
      ze stosuje metode OPOL - i od tego czasu to one mnie upominaja,
      jezeli z rozpedu zwroce sie do Tobiasa po holendersku. ;) :)

      Nesla, czy moge opisac te historie na liscie mailingowej Tweetalig?
      Jestem tak troche ciekawa czy taka reakcja (plus tych kilka PSZ o
      ktorych dziewczyny pisaly) sa odizolowanym przypadkiem - czy czyms,
      co czesciej sie zdarza...

      Zapytam tez podczas najblizszego zebrania rady rodzicielskiej co moj
      zlobek na ten temat mysli i jak oni na to patrza. Nie tylko z
      profesjonalnego punktu widzenia, ale i prywatnie. To maly zlobek (3
      grupy) i ludzie/opiekunki sa bardzo otwarci i szczerzy.
      • beba3 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 27.10.09, 09:46
        Nesla, rozumiem jak sie poczulas bo bylam w podobnych sytuacjach. Generalnie
        pierwsza opcja proponowana przez tubylcow zawsze bylo mowianie do dziecka po
        holendersku aby sie szybciej nauczylo i zeby nie mialo problemow jezykowych i z
        akceptacja w srodowisku. Kiedy sie kategorycznie nie zgadzalam i wyjasnilam
        dlaczego to dopiero moglam uslyszec ze mam jednak racje i czasmi nawet jaks rade
        otrzymalam.
        Tak zeby mi ktos nakazal odgornie to nie, i mysle ze cos takiego by mnie tez ubodlo.
        Po za cala teoria o dwojezycznosci itd to ja sie po prostu pytalam: a czy ty
        jesli wyjachalabys do np Francji to mowialabys do dziecka po francusku?
        Dopiero teoretyczne postawinie sie w czyjejs sytuacji zamykalo temat.
        Od strony psz czy szkoly zawsze mialam pozytywne wsparcie. W szkole na poczatku
        Jagoda miala dodatkowa nauke ktora polegala na zgarnieciu jej do stolka i
        pocwiczeniu odrobine aby wyczuc czy ma zaleglosci i ew pomoc jej nadrobic. A ze
        dzieci i tak byly uczone w malych grupach a reszta sie bawila w tym czasie to
        taki sposob wydawal sie naturalny. Pani ktora cwiczyla z Jagoda (doslownie kilka
        minut) byla dzieciom znana, lubiana i odpowiadala za to aby wszystko dzialalo
        jak trzeba w szkole (pani pedagog? - juz nie pamietam jaki nosila tytul, prawa
        reka dyrka).
        To co dziewczyny piszecie o tym nowym programie dla dzieci cudzoziemcow i ich
        rodzicow (mam) bardzo cieszy!
        Z drugiej strony to nie jest takie proste. Ktos Ci daje za darmo kurs to
        swietnie, oczywiscie ze sie zapisze! Sa jednak jeszcze inne przeszkody.
        Chociazby jesli masz wiecej niz jedno dziecko i nie masz ich z kim zostawic.
        Ja czekalam dlugo w kolejce na kurs za ktory mialam placic i to juz po tych
        wszystkich podwyzkach a nie mialam zapewnionej opieki nad dzieckiem. Tez byla
        kolejka i szla jakos inaczej.
        A co do unikania kontaktu z polskim dzieckiem to nie rozumiem za bardzo. Moze
        macie dziewczyny jeszcze male dzieci ale wierzcie mi, albo poczytajcie forum
        gdzie ludzie juz maja podrosniete dzieciaki i doswiadczenia nie tylko z dwoma
        ale i trzema jezykami (link podany przez nesle) i pomyslcie przez chwile nad ich
        dosiwadczeniami/problemami.
        Jezyk mamy ktora przebywa z dzickiem w domu, czy rodzicow kiedy dziecko jest
        male jest najbardziej naturalny ale kiedy dziecko dorasta jezyk rowniesnikow i
        ten ktory jest uzywany w szkole jest atrakcyjniejszy.
        Moze na etapie psz czy zlobka nie odczuwacie tego az tak bardzo ale odczujecie w
        szkole.
        Moje 8 i 6 letnie dzieci kiedy sie zwracaja do siebie, rowniez w naszej
        obecnosci, przechodza na obcy jezyk. Obcy jezyk juz nie jest obcy a pierwszy, swoj.
        Mam wrazenie ze najczesciej uzywane wyrazenia przez nas, rodzicow w kierunku
        dzieci to: 'mowcie po polsku'.
        Taki kolega czy kolezanka Polka to skarb. To naturalne przedluzenie zywotnosci
        polskiego a dziecko i tak nie bedzie sie ograniczac do zabawy z jednym polskim
        dzieckiem. Moze gdyby nie znalo ani jednego slowa po holendesku? Moze na poczatku?
        Tylko ze kiedy poczuja sie pewniej jezykowo oboje przejda na holenderski.
        Najlepszym przykladem sa moje dzieci. Mialo byc latwiej z dwujezycznoscia bo
        Jagoda dostala siostre i moze sobie z nia rozmawiac/cwiczyc polski. Co z tego
        kiedy po polsku nie porozumiewa sie z taka plynnoscia, radoscia i nie ma tak
        bogatego slownictwa.
        I co roku jest gorzej.
        A pochwale sie ze zaliczyla jezyk polski w pierwszej klasie w Polsce na 5!
        • lenkaaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 27.10.09, 10:34
          Beba, gratulacje dla Jagody !!! Ale jak to: zdala w Polsce ? Musieliscie
          pojechac do Polski na zaliczenie/egzamin ?
          A czy ty w ogole wracasz do nas do Wiatrakowa, bo ja nic nie wiem (moze gdzies
          pisalas a ja przeoczylam)??? Mieliscie wyjechac na rok, czy 2 lata, a nie ma was
          juz o wiele dluzej...
          • corneliss Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 27.10.09, 12:35
            mnie nie chodzi o unikanie kontaktu z innymi polskimi dziecmi w ogole, bo takich
            kolegow poza psz moj syn ma kilku, chodzi o to ze w psz powinien sie nauczyc
            jezyka na miare swojego wieku, (bo wiem ze tu pojdzie przynajmniej do grupy 0-3
            w szkole) i wiem ze w poprzednim szlo mu komunikacyjnie bardzo dobrze (bo nie
            mial wyboru), do obecnego przyszedl juz z jakims doswiadczeniem, rozumie
            polecenia, zna piosenki, wierszyki, wiedzial jak zachecic inne dziecko do zabawy
            z nim... a obecnie jest tak ze wybiera zabawe z polskim kolega, bo tak jest mu
            latwiej (moj sie uwstecznia, tamten sie nie uczy, lub uczy sie wolniej, takie
            bledne kolko), a bardzo trudno wytlumaczyc 3-latkowi aby bawil sie rowniez z
            innymi dziecmi

            -------
            Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
      • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 28.10.09, 09:22
        ika.alias napisała:

        > Nesla, czy moge opisac te historie na liscie mailingowej
        Tweetalig?
        > Jestem tak troche ciekawa czy taka reakcja (plus tych kilka PSZ o
        > ktorych dziewczyny pisaly) sa odizolowanym przypadkiem - czy
        czyms,
        > co czesciej sie zdarza...

        Mozesz opisac, czemu nie.. Napisz cos wiecej o tej liscie, moze sama
        tez dolacze?
        • ika.alias Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 28.10.09, 13:56
          nesla napisała:

          > Mozesz opisac, czemu nie.. Napisz cos wiecej o tej liscie, moze
          sama
          > tez dolacze?

          groups.yahoo.com/group/Tweetalig/

          To bardzo mila grupa. Nie jest az tak aktywna, moze raz na kilka dni
          ktos cos napisze. Ale jezeli tylko masz jakies pytanie, to ludzie
          staraja sie od razu pomoc.

          To moze sama tam napisz o Twoich doswiadczeniach? :)
          • majadeblij Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 28.10.09, 14:35
            ja sie zastanawiam jak bedzie z moja corka. niestety obawiam sie, ze
            tak jak beba napisala - holenderski bedzie jej pierwszym jezykiem. w
            domu rozmawia sie po holendersku, w przedszkolu - na ulicy,
            wszedzie. mam wielu zanjomych - malzenstwa mieszane i musze
            powiedzec, ze tylko u jednych corka mowi po polsku. Reszta niby
            rozumie, ale slowa nie powiedza. a mi bardzo zalerzy na tym by
            anouska dobrze po polsku mowila.
            • gosia_hh Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 28.10.09, 16:04
              maja moja corcia ma prawie 2 latka i tez jak narazie tylko holenderskie
              slowka powtarza-wplyw tv i kinderdagverblijf no i w domu glownie slyszy
              niderlandzki-polskie polecenia i slowka rozumie ale odpowiada po
              holendersku-tez sie boje ze polskiego nie zalapie biegle.moja mama byla
              u nas na 2 tyg w maju i duzo wtedy rozumiala ,ale to juz pare miesiecy
              minelo i duzo zapomniala..
                • mamabeauty Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 29.10.09, 11:07
                  Jesli w domu nie rozmawia sie po polsku,to raczej trudno oczekiwac
                  od dzieci,ze polski bedzie dla nich pierwszym jezykiem.Mysle,ze w
                  takim przypadku to nalezy sie cieszyc,ze dziecko w ogole bedzie
                  chcialo sie nim poslugiwac;)My rozmawiamy po polsku,ale mam to
                  szczescie,ze maz nauczyl sie polskiego,wiec nie jest to dla nas
                  problem.Ale i tak moje dzieci mieszaja,lacza,odmieniaja holenderskie
                  czasowniki po polsku albo odwrotnie,jak opowiadaja co tam bylo w
                  szkole to prawie co drugie slowo w zdaniu jest po holendersku.Nie
                  wiem,czy dla nich polski bedzie pierwszym jezykiem,pewnie tez
                  nie,dla mnie najwazniejsze,zeby chcialy po polsku mowic i zeby go
                  znaly.Polskie ksiazki,bajki,towarzystwo rowiesnikow i co ma byc to
                  bedzie.
                  • beba3 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 30.10.09, 13:15
                    Lenka!
                    Dziekuje w imieniu Jadzki!
                    Tak, musielismy sie wybarac do Polski specjalnie na egzamin. Oczywiscie
                    poloczylismy to od razu z wakacjami i nie robilismy nic innego jak szwendalismy
                    sie po rodzinie. Co dwa, trzy dni zmiana i od poczatku. Dzieciaki, dzidkowie,
                    ciotki i kuzynostwo zachwycone. Ja tez sie ucieszylam ze po niemal trzech latach
                    moge zobaczyc, obsciskac rodzine i pogadac twarza w twarz.
                    Koszta przylotu nie sa male ale na szczescie egzaminy mozna zdawac co dwa lata
                    wiec jakos to bedzie. Egzaminy to swietny pretekst aby do Polski przyjechac.
                    Kontrakr maz ma jeszcze na dwa lata a potem zobaczymy. Dobrze nam tu ale w
                    Holnadii tez bylo fajnie, no i blizej do rodziny.
                    Zobaczymy. Na decyzje jest jeszcze czas.
                    Dzieki ze pytasz! :-)

                    Cornelis
                    Jesli tak przedstawiasz sytuacje to o wiele bardziej Cie rozumiem. Nie
                    zrozumialam Cie wczesniej.
                    Fajnie ze syn ma dobrego kolege i ze sie swietnie rozumieja. Rozwiazaniem moze
                    byc przeniesienie syna do innej grupy a spotkania z kolega moga sie odbywac po
                    za psz. Inna sprawa jak to sie da wytlumaczyc mamie chlopca. Moze byc tak ze sie
                    obrazi smiertelnie.
                    Powinnas sobie przemyslec jak dokladnie rozwiazac sytuacje aby wyszlo bez szkody
                    dla dzieciakow. Niech sie przyjaznia jak sie polubili.
                    Mozesz tez postarac sie przeczekac. Czasmi takie znjomosci rozmywaja sie bardzo
                    szybko.
                    Inna sprawa ze panie w psz na ogol organizuja kilka zabaw w jednym czasie aby
                    rozproszyc grupe. Moze im zasugerujesz aby syn mial wiecej kontaktu z innymi
                    dziecmi a nie tylko z polskim chlopcem?
                    Martwic to bym sie nie martwila na Twoim miejscu. Inna sprawa ze jak mialam
                    mlodsze dzici to sie takimi sparwami wlasnie zamartwialam...
                    Teraz usilnie staram sie dystansowac ale roznie to wychodzi.



                    lenkaaa 27.10.09, 10:34 Odpowiedz
                    Beba, gratulacje dla Jagody !!! Ale jak to: zdala w Polsce ? Musieliscie
                    pojechac do Polski na zaliczenie/egzamin ?
                    A czy ty w ogole wracasz do nas do Wiatrakowa, bo ja nic nie wiem (moze gdzies
                    pisalas a ja przeoczylam)??? Mieliscie wyjechac na rok, czy 2 lata, a nie ma was
                    juz o wiele dluzej..
                    • majadeblij do beby 31.10.09, 09:24
                      to stad ta sygnaturka! czesto sie zastanawialam, czemu tak malo sie
                      udzielasz na forum i skad taka sygnaturka:-)
                      napisz cos wiecej, jak ci tam? jak wyglada tam zycie, jak ludzie...
                      pozdrawiam, no i gratulacje dla latorosli!
                      maja
                  • majadeblij Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 31.10.09, 08:50

                    ja nie wymagam by polski pierwszym jezykim byl, tylko by wogole byl:-
                    )znam kilkoro dzieci z malzenst mieszanych i tylko jedno z nich mowi
                    po polsku, reszta niby rozumie ale slowa jeszcze po polsku z ich ust
                    nie slyszalam. ja chialalbym zeby mala mowila po polsku, nie musi
                    byc perfekcyjnie, byleby mowila
    • andevi Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 01.11.09, 22:58
      No to i ja sie dopisze, co by bylo, ze sie na forum udzielam:)
      Pisalam wiele razy o problemach, jakie mnie tu w Wiatrakowie spotykaja w
      zwiazku z wielojezycznym wychowaniem syna. Na poczatku sytuacja bardzo
      podobna do tej, ktora opisuje nesla. Narzucanie jezyka otoczenia, niby po
      to, by dziecko pozniej w szkole nie mialo problemow (no, przynajmniej taki
      argument).Gdy sie ostro sprzeciwilam, proba wprowadzenia eksperymentu, ze
      przez dwa miesiace do wakacji mowimy do malego TYLKO I WYLACZNIE po
      holendersku. Jeszcze ostrzejszy sprzeciw z mojej strony i maly wyklad o
      metodzie OPOL, poparty zreszta przykladami z zycia, gdzie w/w eksperymenty
      wyszly dziecku bokiem (szkola specjalna dla dzieci z zaburzeniami mowy =
      fatalny holenderski z akcentem marokansko-anglo-polskim + calkowite
      wyparcie jezyka polskiego, w ktorym dziecko juz biegle mowilo).
      No, efekt taki, ze ja stoje przy swoim, do malca mowie konsekwentnie po
      polsku, w PSZ juz sie nie czepiaja, bo wyjasnione, no i zaden tubylczy
      logopeda mi dziecka nie przekabaca:) Maly rozgadal sie na dobre w obu
      jezykach w wieku 3 lat i 2 miesiecy.Nie miesza jezykow.
      Z przejawami dyskryminacji natomiast spotkalam sie w Leiden, w szpitalu
      akademickim, gdzie jest creche prowadzony przez wolontariuszki. Kiedys mi
      nie przyjely dziecka, bo stwierdzily, ze sie z nim nie potrafia
      skomunikowac (sic!) No, uslyszaly, ze ja do malego w innym jezyku zasuwam,
      wiec sie babki wystraszyly.
      Ale ogolnie bardzo pozytywnie ludzie sie odnosza do nas.Najwiecej
      problemow robia zdewociale babcie, ktore problemu nie zglebily i zielonego
      pojecia nie maja, albo wlasnie ci, od ktorych by sie wymagalo, by wiedze
      na temat posiadali (lekarze, pedagodzy, wychowawczynie).
      • anitax Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 01.11.09, 23:32
        To, ze z corka rozmawiam po polsku raczej nikomu specjalnie nie robi
        roznicy. Nawet ja chwala, ze dwujezyczna. Za to Holendrom zdaje sie
        bardzo przeszkadzac fakt, ze rozmawiamy z mezem (Holendrem) po
        niemiecku. Ciagle slysze jakies komentarze i pytania czemu nie
        po ... angielsku
        • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 02.11.09, 08:27
          Widze, ze roznie to jest, zalezy chyba na jakich ludzi sie trafi,
          moze tez troche od regionu? Niemniej to interesujace co piszecie. Im
          dzieci beda starsze tym wieksza role odgrywa jezyk, wiec ciekawa
          jestem jak sie ten watek rozwinie. A moze to tylko kwestia fazy
          rozwoju, problem jest chyba najwiekszy z 2-3 latkami, ktore ucza sie
          mowic, potem jak juz zalapuja ze istnieja inne jezyki i potrafia je
          rozrozniac to chyba latwiej jest zidentyfikowac ewentualne problemy
          zamiast zrzucac cos na wielojezycznosc.
          Mnie teraz troche niezrecznie jest gdy odbieram synka ze zlobka.
          Mowie do niego nadal po polsku, ale swiadomosc, ze komus to moglo
          przeszkadzac wywoluje u mnie mieszane uczucia, mam nadzieje, ze z
          czasem mi to minie..
    • nesla Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 05.12.09, 11:05
      W ubieglym tygodniu pani, ktora prosila mnie aby w budynku zlobka
      mowic do Davida po holendersku znowu mnie zaczepila. Powiedziala ze
      przeczytala ksiazke ktora jej pozyczylam i ze teraz zupelnie inaczej
      patrzy na sprawe i ze calkowicie rozumie moje postepowanie. No wiec
      dla mnie to zamyka sprawe. Pozostale panie tez wlaczyly sie do
      rozmowy i sa tego samego zdania. No wiec jesli ktos z was bedzie
      mial podobny problem to polecam pozyczenie dobrej ksiazki o
      dwujezycznym wychowaniu :)
      • mamantkaa Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 06.12.09, 18:11
        Super Nesla, że się już wszystko wyjaśniło :)
        Parę tygodni temu byłam na "wywiadówce" w szkole Antka. Rozmawiałam
        z nauczycielkami, pytałam o jego holenderski. mówiły, że zrobił
        ogromne postępy, że owszem widać jeszcze jakieś braki, ale szybko
        się uczy, a wymowę od początku ma dobrą. Pytały się mnie, czy jakoś
        mu pomagam w holenderskim, chodzę na jakiś kurs. Odpowiedziałam, że
        nie, bo marwię się również o polski i zależy mi, żeby poza szkołą
        mówił jak najwięcej po polsku. Stwierdziły, że to zupełnie
        zrozumiałe i ok, nic nie muszę w kierunku holenderskiego robić. To
        się ucieszyłam, że rozumieją sprawę, a Antek dobrze sobie radzi w
        szkole :)
    • julanna75 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 11.12.09, 23:36
      No to az jestem ciekawa co to bedzie u nas. My mamy 3-jezyczne
      wychowanie:polski,niemiecki,holenderski. Od polskiego jestem tylko i
      wylacznie ja i mocno walcze, od niemieckiego tata i dwoje znajomych
      a holenderski w zlobku i wokolo. Poza tym z mezem mowimy po
      niemiecku i na ogol leci niemiecka TV. Synek ma 19 m-cy, mowi kilka
      slowek ale ze zrozumialych dla wszystkich to mama, raz, papa, heiss,
      die, ja i dzis zaczal NIE :))) W CB na pierwszym spotkaniu lekarka
      sama od siebie powiedziala, ze kazdy z nas ma mowic w swoim jezyku i
      wszystko bedzie ok. Duzo z synkiem spacerowalam (zaczepiano go
      czesto i zagadywano po holendersku), chodzilismy na basen i fitness
      (on wtedy do fitnesowego przedszkola) i jak w pazdzierniku poszedl
      do gastouder to ta sie zdziwila, ze on niemal wszystko rozumie po
      NL. Od stycznia zacznie jeszcze chodzic raz w tyg do typowego
      zlobka - i tu jestem ciekawa co uslysze. Z tego co u Was wyczytalam
      nalezy spodziewac sie wszystkiego :))
        • kasia191273 nesla 12.12.09, 07:48
          wczoraj przeczytalam 'Hoe kinderen meertalig opgroeien'-
          rzeczywiscie przystepnie napisana ksiazka

          mnie to nie zaskoczylo, bo ja na studiach filologicznych tu robilam
          licencjat akurat z tweedetaalverwerving (mimo ze mgr z historii
          literatury, bo to moj prawdziwy konik!), ale brakowalo czegos
          napisanego prostym jezykiem, co by podparlo moje uwagi

          rozwazam skserowanie kilku stron dot. postawy pracownikow
          kinderopvang i wreczenie w zlobku podczas najblizszej rozmowy na
          temat postepow Niny- moze zechca sie zapoznac;)
          • majadeblij Re: nesla 12.12.09, 10:14
            dziewczyny, czy mona ta ksiazke w przecietnej ksiegani kupic?
            mozecie podac autora.
            z gory dziekuje,
            maja
            dzieci podobo ucza sie melodi jezyka juz w lonie. kilka tygodni temu
            byl artykul w nrc na ten temat. zbadano placz noworodkow niemieckich
            i frnacuskich - placz przypomina intonacje jezyka matki, czyli
            dzieci niemieckie plakaly inaczej niz francuskie.
            • nesla Re: nesla 12.12.09, 11:54
              Kasia, zaproponowac mozesz, dlaczego nie? Skoro juz ci ktos zwrocil
              uwage na ten temat to warto zeby sie zapoznali ze sprawdzonymi
              metodami i zrozumieli twoje podejscie. Ksiazka faktycznie napisana
              latwym i przystepnym jezykiem, ciesze sie ze ci pomogla.
              Maja, jak wpiszesz tytul w google to znajdziesz, w ksiegarni nie
              szukalam.
        • julanna75 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 12.12.09, 23:11
          Dzieki za podtrzymanie na duchu. Jest wlasciwie tylko jedna rzec, o
          ktora sie martwie: ze moje dziecie za kilka lat sie zbuntuje, ze po
          polsku to on nie zamierza sie odzywac. Bede go chyba wtedy 'karnie'
          we wszystkie wakacje szkolne do babci do Polski posylac ,-) Nie ma
          sie co ludzic: holenderski bedzie najwazniejszy, niemiecki jest do
          niego podobny a poza tym bedzie sie go tez w szkole uczyl. A po
          polsku tylko mama nawija (a moj maz nawet nie udaje, ze sie chce
          polskiego nauczyc)... :)
          • beba3 Re: Wielojezycznosc w zlobku, szkole, na ulicy.. 22.01.10, 17:44
            I jesli mama nie ulegnie dziecku, presji otoczenia, nie pojdzie na latwizne to
            dziecko bedzie sie do niej odzywalo po polsku. Czy nie bedzie sie starac zmienic
            jezyk na dla niego latwiejszy. Raczej bedzie.
            Mamo, badz silna i konsekwentna!
            Moje dzieci miedzy soba spontanicznie nie mowia po polsku ale slysza glos
            jednego rodzica: 'po polsku', 'w jakim jezyku mowicie?'
            Chwila konsternacji i powrot do polskiego.
            Przyznaje, ze czasmi nie wiedz jak mi cos wytlumaczyc, i bywa ze sie poddaje i
            pozwalam im powiedzic mi jak one to czuja, co slyszaly, przeczytaly czy co
            dokladnie ktos powiedzial.
            No ale zaraz potem tlumacze bardzo doklanie jak to przelozyc na polski.
            Najgorzej ze ja czuje ze sie cofam jezykowo i martwi mnie ta toprnosc w wyrazniu
            sie. Nie mowiac o ortografi i interpunkcji podczas pisania. I jak tu swiecic wzorem?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka