Dodaj do ulubionych

Co nas dziwi u Holendrów ....

29.01.10, 23:19
Pomieszkuje sobie tu już trochę, ale ciągle jeszcze pewne sytuacje
mnie zaskakują. Ostatno na tablicy informacyjnej w pracy pojawiło się
ogłoszenie, ze jeden z Holendrów się przeprowadza i jeśli ktoś ma
pudełka do przeprowadzek to on chętnie je przyjmie. I tak się
zastanawiam jaki jest problem pojechać np. do Praxisa i je kupić?
Oszczędność, skąpstwo,lenistwo, czy może to ze mna jest coś nie tak,
że sie temu dziwię :-(. A co Was dziwi u Holendrów, a co ich dziwi u
nas?

pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • corneliss Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 29.01.10, 23:59
      moze jest alterglobalista i zapobiega niepotrzebnej konsumpcji, czyli wywalaniu
      pieniedzy na tak trywialna rzecz jak pudelka, nie nazwalabym tego skapstwem; tez
      swoje uplynnilam, jak sie kolejny raz przeprowadzalam to znajomi podarowali mi
      chyba z 10, poza tym bralam kartony z AH
      nic mnie chyba juz nie dziwi, mieszkam tu prawie 6 lat, chociaz... nieznajomosc
      matematyki mnie dziwi ;) i jakas chyba tutejsza mania komplikowania sobie
      najprostszych rzeczy

      -------
      Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
        • majda12 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 30.01.10, 14:21
          heh.... dlugho by wymieniac
          -holendrzy wchodza/chodza do domu w butach
          -dzieci rowniez w przedszkolu chodza caly czas w kozakach /np. teraz zima moj ma
          cieple a jak mu przynioslam na zmiane zeby sie tak nie meczyl to pani sie
          zasmiala ze mnie....?
          -bezsensownosc odbierania dziecka na lunch /?????/
          -chodzenie dziecka do 4 r.z do przedszkola 2x tyg.
          -niemoznosc oddania malej do zlobka /jezeli mama nie pracuje/
          -lekarz w cb nie moze wypisac mi recepty
          -nie moge postawic swojego auta pod domem sasiada /jezeli np. pod moim domem nie
          ma m-ca zaraz awantura !!!/
          i pewnie duzo duzo by wymieniac ale mieszkam tu juz prawie 10 lat i do
          niektorych rzeczy poprostu PRZYWYKLAM

          a ich najbardziej dziwi:
          - zakladanie dzieciom czapki gdy wieje wiatr, lub jest mroz lub w innej
          sytauacji w ktorej stwierdzam ze jest ona potrzebna
          -to ze calymi dniami wszystkim zajmusie sie sama /dzieci , dom, sprzatanie gotowanie
          no i najwazniejsze:

          GOTOWANIE ZAJMUJE MI ZA DUZO CZASU!!!
          bo wiekszosc moich znajomych holendrow wyciaga zwykle cos "na szybko" z
          zamrazarki a ja? gotuje gotuje gotuje..

          heheh to tyle mi sie przypomnialo...

        • majadeblij Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 30.01.10, 14:21

          no wlasnie,
          ostatnio moja dentyska sie dziwilam gdzy powiedzalam, ze mnie
          CZWORKA boli:-)) byla zadziwiona moja wiedza dentystyczna:-))
          poza tym, nic nie az tak nie dziwi. mi sie wydaje, ze wieksza
          roznica jest - katolik-protestant, niz polak-holnder. ciekawe, czy
          tez to tak dziewczyny z poludnia kraju odczuwaja.
          pozdrawiam,
          maja
    • julanna75 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 30.01.10, 22:20
      A ja ciagle nie potrafie zrozumiec (i ciagle zazdroszcze) tego jak
      oni gospodaruja pieniedzmi. Facet pracuje, zona siedzi w domu z
      dziecmi (i to z 2-3), maja samochod i przynajmniej raz w roku jada
      na 3 tyg wakacje. I to nie mowie o facecie z intratna pozycja, tylko
      o zwyklym pracowniku szklarni.
      Jak mybysmy mieli zyc z pensji meza to by nam na same oplaty braklo,
      a gdzie reszta??
      Na szczescie spotkalam i Holendrow, ktorzy tez nie rozumia jak inni
      to robia ,-)
      • julanna75 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 30.01.10, 22:26
        A poza tym ja mysle, ze sporo zalezy po prostu od osob, ktore na
        swojej drodze spotykamy. My np. bez problemow parkujemy pod domem
        sasiadow, poprosili tylko, zebysmy tego nie robili bezposrednio
        przed salonem, bo chca cos wiecej niz nasze auto widziec :)

        Wpadlo mi w oko cos jeszcze. Jesli w pracy nastapi konflikt miedzy
        pracownikami to od razu leca do szefa, nie probujac sprawy wyjasnic
        sami. U PL taki typ ma od razu łatke kapusia przyczepiona.
        • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 30.01.10, 23:41
          u mnie w pracy też biegają do szefa z każdą pierdułką. Zamiast to jakoś
          miedzy sobą załatwić. Jak dzieci w szkole - proszę Pani a on zrobił
          to, proszę Pani a on zrobił tamto...:-). U mnie w pracy to nawet sa
          prowadzone indywidualne rozmowy z pracownikiem.. Zapomniałam, jak to
          sie nazywa. I człowiek sie dowiaduje czy dobrze pracuje, czy żle. I
          wtedy ma się mozliwość wypowiedzenia na temat innych. Nie zawse
          dobrze:-).
    • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 30.01.10, 23:47
      Holendrów dziwi jeszcze:
      - całowanie kobiety w rękę,
      -picie Malibu z mlekiem,
      - wypraiwanie imienin.

      A mnie dziwi u Hol.:
      - organizowanie imprezy od godz. do godz.,
      -rodzine wycieczki do sauny,
      - włacznik światła w wc, a nie na zew.,
      - huczniejsze obchodzenie Sinterklaasa (5 grudnia) niż Świąt bożego
      Narodzenia
      • julanna75 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 31.01.10, 22:20
        Mnie tez na poczatku bardzo zdziwilo, ze podaje sie godz od...do...
        imprezy (w tym zwyklych urodzin), ze daje sie skromne prezenty i
        impreza to kawa z ciastkiem (a nie wyzerka jak w PL), no i ze jak
        sie ma duzo gosci to sie im podaje rozne godz wizyty. Ale po
        przemysleniu sprawy doszlam do wniosku, ze to mi sie bardzo podoba.
        Ma sie czas dla wszystkich gosci, z kazdym mozna spokojnie
        porozmawiac, gospodyni przyjmuje gosci nie zestresowana tym, ze w
        kuchni jej sie wlasnie cos przypala ,-), czlowiek sie nie splucze z
        kasy i wie, ze zdazy odpoczac przed nowym dniem :)) Jak
        opowiedzialam to mojej mamie to stwierdzila, ze baaardzo jej sie to
        podoba!
    • nesla Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 31.01.10, 16:32
      Mnie wciaz dziwi jak ulomnie jest zorganizowany system opieki nad
      dziecmi i szkolny zupelnie odizolowany od systemu pracy. Dziwi mnie
      to, bo myslalam, ze wiekszosc holenderskich rodzin chyba jednak
      pracuje, a w szkolach nadal nie ma obiadow, godziny szkolne sa inne
      niz godziny pracy, a gwarantowana opieka pozaszkolna jest tylko
      teoretyczna, bo miejsc w BSO nie ma, w zlobkach tez nie ma miejsc,
      za to jest idiotycznie duzo biurokracji.. I dziwi mnie jeszcze, ze
      Holenderki mysla, ze sa wyemancypowane ;D
    • agnieszkaela Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 31.01.10, 19:20
      Pudla do przeprowadzki pozyczane zupelnie mnie nie dziwia, zwlaszcza
      ze to i tanie, i ekologiczne, i wygodne dla obu stron.

      A co mnie dziwi? (i nie bede tak robic)
      - kozaki noszone czesto i latem
      - zimowe obuwie u dzieci caly dzien w szkole, czy przedszkolu
      - brak czapki u dzieci
      - wystajace gole nogi spod spodni u malych dzieci czy to wozkach czy
      na rowerach przy holenderskim wichurze.


      Do wielu rzeczy innych niz w Polsce sie przyzwyczailam, niektore
      nawet mi sie podobaja ;-) Sa inne, co nie oznacza ze dziwne.
        • kingadpl Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 31.01.10, 22:00
          po 3 latach nie dziwi mnie nic :) przywyklam, przyzwyczailam sie, a
          nawet niedlugo zrezygnuje z firanek na rzecz vouwgordijnen i kwiatow
          na parapecie :)
          dziwilo mnie brak firanek, jedzenie cieplego posilku o 18, dzieci
          bez czapek, kozaki w lecie, fruwajace ciasteczko do kawy, itp itd.
          teraz juz nie dziwi, wrecz przeciwnie, przejelam duzo ich
          zwyczajow :)
    • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 31.01.10, 22:22
      Holendrów dziwi fakt, ze w Polsce dzieci pomagają rodzicom. Czy to dając, czy pożyczając pieniądze. Przynajmniej zdziwiło to tych z ktorymi ja rozmawiałam.
      A mnie np. dziwi to, ze oni umawiają się na wizytę u rodziców np. tylko w środy o 17.00. Ogólnie mam wrażenie, że polski rodzic jest bardziej troskliwy (może czasem, aż za bardzo:-)) od rodzica holenderskiego.
      W pracy natomiast, ciągle irytuje mnie zwracanie uwagi, żeby z innymi Polakami nie rozmawiać po polsku. A niby dlaczego mam z rodakiem rozmawiać w innym języku?
      Pisząc, ze coś mnie dziwi, wcale nie mam na myśli tego, ze Holendrzy są dziwakami i, że to co mnie dziwi nie podoba mi się. Dwa kraje, różne tradycje, inne wychowanie to naturalne, że się różnimy.
      • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 01.02.10, 00:44
        Mnie tu ciagle cos dziwi:

        - jedzenie cieplego tluszczu z zimnym, czyli frytek z majonezem
        - brak cieplych posilkow w zlobkach
        - jedynie zimna woda w WC
        - mycie zebow w kuchni
        - wylewanie wody po myciu podlogi do zlewu
        - kladzenie recznika na podloge i stawanie na nim (np. na basenie),
        ewentualnie wycieranie recznikiem mokrej podlogi (w domu)
        - nienoszenie czapek zima, noszenie kozakow w lecie
        - kiepska organizacja nauczania i opieki nad dziecmi (brak miejsca w
        zlobkach i swietlicach, brak przedszkoli, szkola z przerwami na
        lunch w domu, obowiazek szkolny od 5-go r.z.)
        - umawianie sie z przyjaciolmi na za 2 m-ce z dokladnym podaniem
        godziny i ustaleniami czy zostana na kolacji
        - nabywanie wszelkich umiejetnosci (plywanie, tenis, jazda na
        lyzwach itp.) na kursach
        - odbieranie 8-letnich dzieci ze szkoly za rogiem
        - niezostawianie 10-latkow samych w domu
        - zamiast zyczen urodzinowych, gratulowanie calej, blizszej i
        dalszej, rodzinie solenizanta
        - brak ambicji zawodowych Holenderek
        - fatalny styl ubierania i sposob poruszania sie Holenderek
        - biznesowy Holender, czyli dobry garnitur w polaczeniu z przykrotka
        kurtka przeciwdeszczowa, w zestawie czesto niewypastowane buty,
        czasem plecak
        - nazywanie ignorancji tolerancja
        - ogolne zadowolenie i niedostrzeganie, ze cos mogloby funkcjonowac
        lepiej
        - biernosc, niechec do zmian ("dobrze jest, jak jest, zreszta po co
        zmieniac skoro zawsze tak bylo i bylo dobrze")

        Holenderow dziwi ze mozna nie chciec tubylczego paszportu.
        • efkamarchefka2 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 01.02.10, 12:34
          z pudlami, to nie rozumiem. tzn. rozumiem, ze wziac od kogos jest
          taniej, niz kupic w sklepie, ale przeciez w kazdym supermarkecie sa
          cale stosy pudel, ktore mozna sobie wziac.

          mnie dziwia zwyczaje urodzinowe - przychodze i dostaje kawalek
          ciasta, a inni siedza i patrza, bo juz dostali wczesniej. potem ktos
          inny przychodzi, dostaje ciasto, a pozostali, lacznie ze mna,
          siedza i patrza.
          dziwi mnie tez to, ze Holendrzy nie wstydza sie prosic o pomoc dla
          swoich rodzicow. pracowalam w thuiszorg, wiec znajoma zapytala mnie,
          czy nie chcialabym raz na 2 tyg. posprzatac u jej matki. dodala, ze
          to tylko 2 godziny. sama nie pracuje, nie ma dzieci. kurde, naprawde
          ciezko poswiecic im 2 godziny na pomoc rodzicom?
          • tijgertje Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 02.02.10, 09:31
            efkamarchefka2 napisała:

            > z pudlami, to nie rozumiem. tzn. rozumiem, ze wziac od kogos jest
            > taniej, niz kupic w sklepie, ale przeciez w kazdym supermarkecie
            sa
            > cale stosy pudel, ktore mozna sobie wziac.

            Niby tak, ale te pudla przeprowadzkowe maja jednak pare zalet i sami
            przy przeprowadzce z nich korzystalismy. Sa spore, jednakowej
            wielkosci, co latwo ukladac na sterty, sa znacznie mocniejsze od
            tych sklepowych, nie sa klejone, tylo bardzo sprytnie skladane, maja
            podwojne dno, naciecia, zeby latwo je bylo zamknac bez pomocy tasmy
            i otwory na dlonie, dzieki czemu nawet ciezsze pudla bardzo latwo
            przeniezc nie tlukac zabytkowej porcelany;) No i w przeciwienstwie
            do dklepowych po rzeprowadzce bardzo latwo je poskladach i gdzies
            upchnac czy przekazac dalej.
          • go.ga Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 02.02.10, 19:51
            >dziwi mnie tez to, ze Holendrzy nie wstydza sie prosic o pomoc dla
            > swoich rodzicow. pracowalam w thuiszorg, wiec znajoma zapytala mnie,
            > czy nie chcialabym raz na 2 tyg. posprzatac u jej matki. dodala, ze
            > to tylko 2 godziny. sama nie pracuje, nie ma dzieci. kurde, naprawde
            > ciezko poswiecic im 2 godziny na pomoc rodzicom?

            Prosila Cie o pomoc czy chciala Ci za to zaplacic?
              • go.ga Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 18:26
                efkamarchefka2 napisała:

                > matka miala zaplacic. ale tu nie chodzi o pieniadze, tylko o fakt,
                > ze przeciez sama moglaby matce posprzatac. 2 godziny raz na 2 tyg,
                > to chyba nie jest duze wyrzeczenie.

                A mnie to akurat wcale nie dziwi, nie kazdy lubi sprzatac. I chyba w koncu chodzi o to, zeby matka miala posprzatane, a czy wlasnorecznie przez corke czy przez osobe wynajeta, to co za roznica. Tez wolabym za taka usluge zaplacic. Moja mama rowniez.

                Napisalas, ze prosila Cie pomoc, wiec sytuacja byla nie do konca dla mnie jasna. Bo proszenie znajomej o posprzatanie u matki w ramach _pomocy_ dziwiloby mnie niezmiernie. Nie znam tez do kocna sytuacji, ale prace typu sprzatanie proponowalym znajomym tylko i wylacznie wiedzac na 100%, ze sa taka praca zainteresowane (sprzataja u innych osob, szukaja takiej pracy itd.).
    • andevi Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 01.02.10, 22:11
      Mieszkam tu krotko, tylko 6 lat.Holendrow znam tyle o ile. Nie wiem, czy te
      zwyczaje, ktore dostrzegam np wsrod znajomych i rodziny meza, sa ogolnie
      przyjetymi holenderskimi zwyczajami, czy wlasnie dziwactwami rowniez na tle
      holenderskiego spoleczenstwa.
      Moze nie dziwi, a wrecz wkurza mnie maksymalnie zapraszanie wlasnych gosci na
      cudze imprezy (dotyczy moich czy meza urodzin, parapetowki czy kraambezoek, na
      ktore tesciowa sprasza wszystkich pociotkow i kumotrow, nie pytajac nas o
      zdanie). Rowniez zapraszanie nas na impreze do kogos przez osoby trzecie,np na
      urodziny szwagra przez tesciowa. A jak mowie, ze sami swoich gosci potrafimy
      zaprosic i dlaczego szwagier sam nie zaprasza, to obraza majestatu.
      Dalej, mania wyrzucania. Wyrzuca sie debowe porzadne meble, no bo przezytek, a
      kupuje w to miejsce pazdziezowe badziewie z IKEI. Remonty generalne co pol roku,
      bo sasiad akurat zrobil sobie lazienke na niebiesko, to i ja musze swoja na
      niebiesko zrobic.
      Po trzecie, partanina we wszystkim, czego sie dotkna.Jeszcze nie widzialam
      holenderskiego fachowca, ktory by fachowo usluge wykonal. Nawet jesli, to po
      drodze albo zbije lustro, albo straci kwiatek, albo rozbije sedes itp.. Wlazi
      tez toto w buciorach na wykladzine i nigdy po sobie nie sprzatnie. Ach, no i
      obowiazkowo po wykonaniu zlecenia musi dostac kawe!
      Tumiwisizm. Co mnie obchodza problemy corki/syna/matki/ojca/babki czy innego
      krewnego, aby mi sie powodzilo! Nie daj Boze udzielic pomocy, bo moze jak dam
      palec, to zechca cala reke. Placenie dziadkom za opieke nad dzieckiem. KUPOWANIE
      od kuzynki ciuszkow dzieciecych czy sprzetow, ktorych i tak nie uzywa i pewnie i
      tak by wyrzucila.
      No i sporo innych rzeczy, zwlaszcza w relacjach rodzinnych. Totalna zaleznosc
      doroslych synow od mamuni na przyklad.
      • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 01.02.10, 22:36
        Tak Holendrzy maja fioła na punkcie Ikei. Wszystko tam kupuja, a dla mnie to sa meble bardzo słabe jakościowo!. Wiem , bo mam np. krzesła - po trzech latach tak zniszczone, ze patrzeć nie mogę.
        Oni maja zawsze na wszystko czas. Krew człowieka zalewa. Sąsiad nas zalał, to dopiero po 2 dniach doprosilismy sie o pomoc w administracji. Kiedyś w piatek siadło nam centralne ogrzewanie, to dopiero w poniedziałek ktoś się pojawił i naprawiał.
        A to uwiązanie synów do mamusi, to i w Polsce występuje tylko w trochę mniejszym stopniu. Trudno walczyc całe zycie z teściową :-) i to jeszcze holenderską teściową:-)
        Czyżby u Holendrów było tak, że nic za darmo ? Chociaż za jedno euro? Bo mi sie wydaje, ze oni sa calkiem mili i chętni do pomocy.
        • corneliss Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 01.02.10, 22:49
          Andevi kawa po robocie??? Kawe to oni pija srednio co 2h i wez tu pracuj z
          takimi, moj maz przez ok. rok mial taki tryb pracy, troche porobione kawa, tu
          sie pokrecil, tam pomalowal, kawa, cos przykrecil, kawa - masakra jakas ;))))
          przyznam razje z naprawa szkod - wlasnie mnie oswiecilo - przed swietami BN
          wybito nam szybe zewnetrzna sniezka, zglosilam wlascicielowi i pytam czy
          przyjdzie ktos przed sietami wymierzyc i wymienic szybe, tak... wymierzyc
          przyszli 28 grudnia, szybe wymienili chyba 6 stycznia i skrochmalili do kwadratu
          - odwrotnie zakladajac rame - teraz otwor na zamek blokujacy mam u gory po
          wewnetrznej, i wylamana klamke zatrzaskowa od srodka - jakies dziwne te okna
          tutaj, ale beda wymieniac w tym roku, ale nie jest to moj problem ;)

          -------
          Poziomki uzyskujemy poprzez przewracanie pionków. - by marjanna1|KP|
      • tijgertje Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 02.02.10, 00:36
        andevi, pamietam twoje wywody o tesciowej i teraz tak cytajac
        doszlam do wniosku, ze ja to chyba w jakiejs inne Holandii
        mieszkam;) Choc nie twierdze, zebym tym faktem byla zbyt zdziwiona.
        W sumie sasiadke mam pochodzaca z "powyzej Moerdijk", moj chlop
        zupelnie z drugiej strony wiatrakowa i wyraznie widac, ze uogolniac
        sie nie da, kazdy region wiatrakowa to zupelnie inna mentalnosc. Ja
        akurat mieszkam we wsi, gdzie np wiezy rodzinne sa bardzo silne,
        ludzie pokoleniami mieszkaja w tej samej miejscowosci, dzieci chodza
        to tej samej szkoly co tata, mama i dziadek, dziadkowie zazwyczaj
        dzien czy 2 ZA DARMO opiekuja sie dziecmi. Mnie juz nawet nie dziwi,
        ze do ludzi mieszkajacych "w polach" glowne drzwi zazwyczaj nawet
        klamki nie maja, wchodzi sie od podworka, nie ma dzwonkow a dzwrzi
        sa w sumie zawsze otwarte (chyba, ze sie przyjdzie poznym wieczorem
        albo nikogo nie ma w domu). Mamy tu niedaleko za to wies, gdzie
        stuacje opisane przez ciebie sa na porzadku dziennym. Wiekszosc
        mieszkancow siedzi na roznorodnych zasilkach, domu wielkosci 4
        gdzies indziej i jeden drugiemu przez ramie do wszystkiego zaglada.
        Juz mnie nawet nie dziwi, ze do szkoly sredniej za rogiem niemal
        (ode mnie 3 minuty spacerkiem) nikt od nas ze wsi dzieci nie posyla,
        wszystkie pedaluja po kilkanascie kilometrow nawet, byle z
        dzieciakami z "tamtej" wsi do jednej szkoly nie chodzic. Wkurzac to
        mnie roznosci wkurzaja, ale nie ma znaczenia, czy tu, czy w Polsce,
        wszedzie na idiotow mozna trafic;-)
    • mamamaxia08 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 02.02.10, 15:33
      Oprócz już wymienionych kilka razy sytuacji, dziwi mnie niezmiernie konieczność
      umawiania się z co najmniej 2tygodniowym wyprzedzeniem na wymianę
      czegokolwiek/przegląd w aucie... i jeszcze konieczność odstawiania tegoż rano
      (koło 9), podczas gdy odbiór zwykle jest pod koniec dnia roboczego (koło 17) :).
      Na termin zmiany kół na zimowe czekałam 3 tygodnie :O, choć sama czynność trwa
      10-15 minut wraz z dopompowaniem. Ale skoro garaż (u mnie na wsi) nie "robi"
      więcej niż 4 auta dziennie, to co ja się dziwię ;)?
      A Holendrów z pobliskiego sąsiedztwa dziwi to, że mówię do dziecka po polsku
      :O... nie dociera jakoś do nich, to że - pomijając chęć zachowania naszego
      rodzimego języka - sami jeszcze słabo porozumiewamy się po holendersku, więc
      raczej bezsensem z naszej strony byłoby mówienie do dziecka po niderlandzku hy hy...
      • gosia_hh Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 02.02.10, 17:09
        ja ostanio odbierajac corke ze kdv zostalam poproszona jako tlumacz-
        do grupy corki chodzi polski chlopiec i zabraklo mu holenderskich
        slow a bardzo chcial cos opowiedziec wychowawczyniom wiec poprosily
        mnie abym tlumaczyla -w zlobku u corki ani razu mi nie zwrocono uwagi
        ze rozmawiam z nia po polsku wrecz przeciwnie doskonale rozumieja,ze
        chce corke wychowac dwujezycznie..nawet panie CB naciskaly zebym od
        najmlodszych lat uczyc dziecko dwoch jezykow bo wtedy najbardziej
        chlonie...
        • kasia191273 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 10:37
          ja troche obok tematu, bo nie o tym, co mnie dziwi czy oburza, tylko
          o roznicach mentalnosci/ roznicach kulturowych

          od dwoch tygodni mam problem z Nina- jakkolwiek od urodzenia spala w
          swoim lozeczku i w swoim pokoju bez zadnych problemow czy oporow,
          teraz ma z tym problem: albo masakrycznie dlugo trwa usypianie jej
          (2-3 godziny), a juz dwie godziny pozniej z placzem przychodzi do
          nas, albo u nas zasypia i przesypia cala noc. Nie wiem, co robic,
          troche to meczace spac w trojke, maz protestuje, a kiedy ja pytam,
          co sie dzieje, odpowiada 'nie chce byc sama'.

          i teraz- kiedy mowie o tym polskim kolezankom, znajomym, slysze: tak
          ma teraz widocznie okres, ze potrzebuje Waszej obecnosci, to pewnie
          dlatego, ze od urodzenia spala sama, nie mozecie jej odtracac,
          trzeba jej pozwolic, no trudno, na pewno kiedys minie, nasze dziecko
          mialo to samo

          a kiedy to samo opowiadam holenderskim znajomym, mowia: my naszej
          nigdy nie pozwalalismy, ale sprytna- wie, co ma mowic, zeby
          zmanipulowac mama, nie zgadzajacie sie, tylko konsekwentnie
          odprowadzajcie do jej lozeczka, to chyba Ty jako matka masz jakis
          problem, skoro jej pozwalasz z Wami spac

          i jak tu nie zdurniec?
          • gosia_hh Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 11:00
            ja bym nie sluchala ani jednych ani drugich...kasiu wydaje mi sie,ze
            Nina po prostu musi przywyczaic sie do swojego nowego lozka ,teraz
            wie ze moze sie z niego wygramolic i udac sie do taty i mamy,na pewno
            jest to meczace spac w trojke ,kontynuuj mowiac jej,ze ma swoj pokoik
            i lozeczko do spania ,pewnie jej za jakis czas przejdzie...nasza
            pociehca dawala nam osatnie 3 miesiace ostro popalic przed spaniem
            histerie byly niezle i tez wiedziala jak ma nas przekrecac az w koncu
            szla pozno spac tak jak my,strasznie to bylo meczace,ale teraz juz
            jest lepipej na sile ja nie klade ale rutual swoj mamy i dziala-po
            jakims czasie sama idzie po misia i wola spac -wczoraj spala od 20 do
            8:45 rano to jej rekord!
          • tijgertje Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 12:06
            Kasiu, wiekszosc znanych mi 2-latkow ma chyba okres chodzenia do
            lozka rodzicow. Moj mlody w tym samym wieku zaczal pielgrzymki albo
            nocne imprezy, na rzesach chodzilam ze zmeczenia, chlop sie wkurzal,
            bo raz obudzony zasnac potem nie moze, a mlody mial wszystko gdzies.
            Kupilam mu lampke do gniazdka z zegarem, ustawilismy zegar od 19.30
            do 7,30, czyli w normalnych godzinach snu mlodego wtedy i
            zarzadzilismy, ze jak lampka swieci, to jest pora spania, mama i
            tata tez sie chca wyspac, a jak jemu sie nie chce spac, to moze sie
            bawic czy ogladac ksiazeczki, ale we wlasnym pokoju, jak go cos boli
            itp to moze nas wolac, ale nie wychodzic z pokoju (przydal sie wtedy
            przez jakis czas babyphone). Wyjatki stanowily sytuacje, gdy byl
            chory, albo musial isc do lazienki, zreszta ustalone godziny "ciszy
            nocnej" obowiazuja u nas nadal. Mlody na poczatku oczywiscie sie
            buntowal, ale konsekwentnie odprowadzany do lozka z tlumaczeniem, z
            e przytulac bedziemy sie z a dnia, bo teraz musimy spac, po kilku
            dniach sie poddal i wedrowki sie skonczyly, choc nieraz go potem
            znajdywalam spiacego na ksiazkach przy zapalonym swietle;-) Mlody
            glupi tez nie jest, jak mu pare razy wycielam numer ukladajac sie na
            kanapie w ciagu dnia, zeby odespac zarwane noce, to zalapal, ze jak
            nam sie w nocy nie da wyspac, to w ciagu dnia nie bedzie sie mial
            kto z nim bawic, ajk mama bedzie za bardzo zmeczona;-)

            Sposob z lampka jest tubylczy i z tego, co slyszalam u znajomych
            dosc skuteczny. W Polsce tak jak piszesz wiekszosc ludzi twierdzi,
            ze skoro przychodzi, to potrzebuje rodzicow i trzeba maluchowi
            pozwolic na wspolne spanie. Z tym, ze potem te same mamy
            rozpaczliwie szukaja pomocy, jak wyprowadzic z malzenskiego lozka 4-
            czy 5-latka, wcale nie takie rzadkie sa rowniez sytuacje, gdy mama
            spi z dzieckiem, a tata w innym lozku sam. Moj maz w zyciu by takiej
            sytuacji nie zaakceptowal, zreszta ja tez sie przy dziecku nie
            jestem w stanie wyspac, czuje i slysze kazde poruszenie i oddech, da
            sie wytrzymac 2-3 noce, ale na stale sobie takiej sytuacji nie
            wyobrazam.
            • schinella Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 16:09
              Byl juz raz taki watek o sholendrzeniu i akceptacji roznych dziwnych
              wynalazkow. Po 6 latach tez wydaje mi sie ze sie coraz bardziej
              przyzwyczajam, ale nadal nie moge zrozumiec holenderskiego stylu i
              smaku. Od roku dzien w dzien sprawdzam funde i nie moge sie nadziwic
              jakie idiotyzmy projektuja architekci made in Holland, szczegolnie
              szybki nad drzwiami, schody jak drabiny, nie mowiac o schodach
              umiejscowionych przy oknie, tak ze stopnie doslownie prawie dotykaja
              szyby, okna uchylane na zewnatrz (deszcz leje sie do srodka), cegla
              malowana na bialo - obrzydlistwo!, no i te ich kuchnie i lazienki.
              Jak widza kuchnie w rozach, fiolkach i lazurach, albo 3 rodzaje
              frontow szafek na jednej scianie.
              A jak sie oglada mieszkanie z makelarem i widze, ze lipa, jakies
              rury lecace po sciane na srodu pokoju, sciany malowane na kolorowo
              reka 12-latka, pcv na podlodze w salonie albo tapeta pomalowana
              farba - to makelar sie zachwyca jakie piekna chata, luksus,
              odnowiona (ze niby tapeta pomalowana farba to jest odnowiona!). Jak
              na fundzie cos jest oznaczona 'top huis' to sie zastanawiam o co
              chodzi, bo to na pewno zaden top huis.

              No i jeszcze:
              - nie ubieranie sie pod pogode
              - dzieci w kaloszach przez caly rok
              - kobiety zawsze w przykrotkich spodniach
              - kobiety wychodzace od fryzjera z nieulozona fryzura
              - kobiety wychodace z domu z mokra glowa - rowniez w zimie
              - prezenty typu: bon do Etosa na 5 Euro (na waciki czy co?), albo
              prezent dla nowourodzonego dziecka - bodziak z zeemana (nie mowie
              zeby sie zbankrutwac, ale kurcze chyba nie wypada)
              - no i bolaczka ostatnich tygodni - odsniezanie przed chalupa lub
              firma - tutaj licza ze samo stopnieje - ostatnio nie topnieje, a jak
              przymarza to jest masakra - co za problem odsniezyc 5 metrow
              chodnika przed domem?
              - zbieractwo sprzetow domowych - co ide do kogos to jedno krzeslo
              takie, drugie siakie, kanapa taki i druga inna, kazdy sprzet z innej
              parafii, jakby zbierali to co ludzie na ulice wystawia
              - no i Villa Arena - centrum sklepowe - meblowe w Amsterdamie - no
              tu z kolei pelen wypas, dywan za 2500 Euro, sofa skorzana za 6
              tysiecy, lozka za 8 tysiecy, kuchnie za 20 tysiecy i pytanie kto to
              kupuje? Te rodziny co to matka pracuje 2 dni w tygodniu?
              • nesla Re: Schinella 03.02.10, 23:33
                Faktycznie, pamietam jak w jednym domu, ktory odnawialismy bylo 6
                warstw tapet ! ! ! Myslalam ze padne jak to zobaczylam.. Usmialam sie
                z tego co napisalas, niektore rzeczy faktycznie rozpoznaje
          • mimi764 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 19:55
            Kasia, Olivier tez mial taki okres, ze wolal z nami spac, nie u siebie w
            lozeczku. Pare razy wzilelam go do naszego lozka (on nie ychodzil sam on
            wolal)po tych paru razach (oczywiscie noc ledwo przespana) zaczelismy tlumaczyc
            ze Olivierek ma swoje lozko a mama i tata swoje, wiec to juz ostatnia noc kiedy
            u nas spi a od jutra bedzie spal u siebie. Po tej rozmowie, pierwsza noc nie
            zawolal, druga juz tak, poszedl maz i powiedzial a by spal, wezmiemy go rano do
            siebie aby sie poprzytulac. I tak 2-3 noce, przeszlo.
            Mysle ze dzici maja rozne okresy,np. czasami latwo go uspic, kladziemy go do
            lozka i zasypia a czasmi jeszcze pol godziny-godzine mowi do siebie, badz wola,
            marudzi. Badz od poczatku marudzi ze nie chce spac. A spi:-)
            Mysmy przechodzili rozne fazy, mysle ze latwo jest lekcewazyc potrzeby dziecka,
            ciezko jest "poswiecic " te pare nocy, gdy sie pracuje i tez chce sie wypoczac.
            Uwazam ze wychowywanie dziecka to nie tylko zimna kalkulacja, i tzw. zimny chow,
            trzeba reagowac na jego potrzeby bo od tego ma mame i tate i to buduje poczucie
            bezpieczenstwa. Oczywiscie przesada w zadna strone nie jest wskazana.
            • kasia191273 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 21:19
              tylko ze tego balansu nie da w sumie zachowac

              jak sie pozwoli raz czy dwa, dla dziecka to juz przyzwolenie na
              kolejne razy, przynajmniej dla mojego dziecka

              wiec tu sie zgodze z tubylcami: lepiej sie NIGDY nie godzic na
              spanie z dzieckiem, bo potem pewne jest zmudne oduczanie w wieku 5-7
              lat

              z drugiej strony nie mam sily spedzac przy jej lozku godziny czy
              wiecej w srodku nocy: jest mi zimno, chce mi sie spac, jestem
              totalnie rozdrazniona, kiedy pojawia sie u nas kolo 2.00, ze 'chce
              byc z mama'. A konsekwencja oznaczalaby, ze wlasnie ZAWSZE powinnam
              wstac, odprowadzic i na nowo uspic. A usypianie w jej lozeczku to
              minimum godzina, zwykle wiecej. Mamy rytualy od zawsze: kapiel,
              czytanie, ew. ukladanie puzzli u niej w sypialni, czasem muzyka,
              glaskanie i lulu. Tylko trwa to masakrycznie dlugo! Zasypia kolo
              23.00 albo pozniej. Jesli wszystko zaczynam wczesniej, to z nia
              wysiaduje w jej pokoju nie godzine, ale dwie lub trzy! 23.00 musi
              wybic. Nie potrzebuje widocznie wiele snu- dla mnie dziecko
              usypiajace kolo 20.00 i spiace do rana to kosmos. Mam juz wiec dosc,
              bo najpierw ja usypiam do prawie polnocy, po czym dwie godziny potem
              mam ja znow u siebie w lozku...

              Kiedy usypia u nas, zwykle zasypia o wiele szybciej i przesypia cale
              noce bez pobudek.

              Jestem sfrustrowana, bo jak pisalam- nigdy dotad (Nina ma skonczone
              3 lata) nie bylo tego problemu. Przesypiala cale noce w wieku 2
              miesiecy i do teraz byla bajka w tej kwestii. Zadnego wstawania,
              zadnego domagania sie asysty przy usypianiu.
            • 8zumirodam Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 21:21
              Pamiętam jak kilka lat temu mieszkałam w Belgii z Holenderką-nie
              mogłam się jej nadziwić,że po zmywaniu (czyt.opłukaniu naczyń w
              wodzie pełnej piany) w ogóle ich nie płucząc w wodzie wystawiała od
              razu na suszarkę.No nie pojęte to dla mnie było...
              I czemu oni się tak dziwią,że możemy na cokolwiek w ich pięknym kraju
              narzekać?Ja wiem,że myślą,że nie mamy internetu i bankomatów,a co
              poniektórzy pytają czy mamy nadal komunizm,ale bez przesady...Parę
              rzeczy jest lepszych w Polsce,ale oni by w życiu o tym nie pomyśleli.
              Dobrze,że chociaż Holendrzy ( w przeciwieństwie do Angoli) są wstanie
              zrozumieć,że posługujemy się ID ,a nie paszportem,ale to tylko
              dlatego,że sami taki wynalazek mają.
                • mamantkaa Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 22:35
                  Kasiu, to ja dam Ci radykalne rozwiązanie problemu z Niną -
                  rodzeństwo ;) Antek też nam jakiś czas temu marudził, że czemu on ma
                  sam spać w swoim pokoju, a mama to sobie może z tatą :D Na szczęście
                  mogliśmy mu tłumaczyć, że Zuzia też śpi sama w swoim pokoju i nie
                  marudzi. a na dodatek ona śpi bez przytulanek, a on może sobie
                  zawsze wziąć masę zabawek do łóżka, no i bierze oczywiście i lalkę
                  bobasa i misia i jakieś auto. Od jakiegoś czasu chodzi
                  przeszczęśliwy, bo planujemy na dniach przenieść Zuźkę do jego
                  pokoju, a jej pokoik będzie czekał na nasze trzecie maleństwo. Tylko
                  zobaczymy na ile oni dadzą radę razem spać w jednym pokoju, a ile z
                  tego spania to będzie zabawa.
                  Ale jakbym miała jedno dziecko, to konsekwentnie bym je odprowadzała
                  do jego łóżka. Mieliśmy z naszymi dziećmi różne akcje, czy to w
                  czasie chorób dzieci, czy jakiś zmian i zawsze konsekwentnie dążymy
                  do zamierzonego przez nas celu. A żeby się wyspać, to się w nocy
                  zmieniamy na warcie. U nas takie zmiany, czy zaburzenia rytmu nie
                  trwały nigdy dłużej niż 2-3 noce, więc zawsze dało się przezyć. Ale
                  na wyjątki nie pozwalalismy nigdy. A spanie z nami w łóżku to chyba
                  ostatnia rzecz, na jaką byśmy się zgodzili.
                • andevi Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 22:39
                  No, ja dopiero od niedawna nauczylam meza mycia talerzy Z OBU STRON, kupilam
                  tez osobna miske specjalnie do plukania naczyn, bo trudno to zrobic w
                  jednokomorowym zlewie.
                  Dziwie sie tez temu, ze zlew kuchenny sluzy jako jedyne ujecie wody i odplyw
                  brudnej wody, tak jakby nie mieli lazienek i kibelkow w domu. Do zlewu wylewa
                  sie kazdy brud, rowniez popluczyny z kociej kuwety i wode po myciu podlogi,tu
                  namacza sie pranie reczne, a jednoczesnie w tym zlewie myje sie naczynia i kapie
                  niemowleta (tak, tak!). Moj maz jest tak nauczony, ze jesli juz myje rece, co
                  zdarza mu sie nieczesto, to robi to wlasnie nad naczyniami w zlewie w kuchni,
                  choc ma duzo blizej do lazienki! No nie moge tego wykorzenic...
                  O tak, architektura tutejsza tez wzbudza moj podziw:)I nie tylko, gdy chodzi o
                  domki, ale i bloki. Wejscia do mieszkan z galerii, gdzie najpierw trzeba przejsc
                  przez klatke schodowa, wielka jak salon i zupelnie pusta, a potem balkonikiem
                  szerokim na metr jeszcze ze 20 metrow sie czolgac pod wlasne drzwi... Przy
                  wnoszeniu mebli jest to genialne rozwiazanie architektoniczne! Rowniez, jak ktos
                  ma wozek trzykolowy, zwlaszcza taki szerszy, albo wozek blizniaczy, no to juz
                  nie przejedzie.Drzwi do blokow, ktore sie same zamykaja. Jak sie sasiad nie
                  napatoczy, ktory by te drzwi ci potrzymal, to juz ani z zakupami, ani z wozkiem,
                  ani z zajetymi rekami nie wejdziesz, bo ci sie drzwi zatrzasna przed nosem. No
                  coz, zawsze sie chodzi z klinem w kieszeni, bo Polak potrafi:)
                  • lenkaaa Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 04.02.10, 00:51
                    andevi napisała:

                    Moj maz jest tak nauczony, ze jesli juz myje rece, co
                    > zdarza mu sie nieczesto, to robi to wlasnie nad naczyniami w zlewie w kuchni,
                    choc ma duzo blizej do lazienki!


                    Ach, a ja wlasnie tez rece myje w kuchni po wyjsciu z ubikacji, bo mnie szlag
                    ciezki trafia, ze w kibelku na dole jest tylko zimna woda (!!!!) Jak sie
                    wprowadzalismy to mowilam mezowi zeby przy okazji roznych remontow doprowadzic
                    ciepla wode do ubikacji, ale maz powiedzial, ze holenderski hydraulik
                    stwierdzil, ze to zbyt skomplikowane bylo (!!!) no i zostala tylko ta zimna
                    woda (!!!).
                    Wiec zapowiedzialam mezowi, ze ja rak nie bede myla w lodowatej wodzie bo
                    niecierpie i kropka i trudno, latam do kuchni, bo tam mi najblizej....
                  • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 04.02.10, 22:31
                    Pamiętam,jak mieszkalismy właśnie w takim bloku, z dojściem do drzwi po balkoniku. Rewelacyjna droga dla wóazka, jak się ma takich sąsiadów, jak my mieliśmy. Otóż nasza sąsiadka Turczynka (ale to akurat chyba nie ma znaczenia) Miała zwyczaj wystawiania pełnych worków na śmieci przed drzwi. Ale to nie wszystko! Nasi kochani sąsiedzi mieli rodzinną tradycję zostawiania butów przed drzwiami. Przejedż wózkiem ! Powodzenia!!
                    Na początku bardzo mi przeszkadzało to, że ktoś mi chodzi pod oknem. Miałam nawet genialny pomysł założenia rolet anywłamaniowych :-). Ale mój mąż skwitował to tylko stwierdzeniem, że widać, że z Polski przyjechałam.... A przeprowadzki to nie problem w takich mieszkaniach. Przecież Holender to raczej nie napracuje się w swoim życiu, więc wymyślił sobie podnośnik do mebli, które wynoszą przez okno.
                    A ja mam wejscie do łazienki z sypialni i też bardzo dużo czasu potrzebowałam, zeby się do tego przyzwyczaić. Najfajniej jest, jak gości mamy. Te pielgrzymi przez sypialnię Rewelacja.

                    I denerwuje mnie to ciągłe palenie się światła w piwnicy. Całą noc, komu to potrzebne?

                    Co do mycia naczyń ... Byłam w pub-ie i wypiłam tylko jedno piwo, bo zobaczyłam, jak myją szklanki. Jedno zanurzenie w wodzie, mam nadzieję, że chociaż z jakimś płynem do mycia naczyń i to wszystko. A prosiliście w pub-ie o duże piwo? I dostaliście ?
                    Ogólnie mam wrażenie, że tu z higieną ciężko, bardzo ciężko. Ale może właśnie dlatego oni są tacy odporni na choroby. Ale to chodzenie bez czapki, mieszkanie na łodziach, wychodzenie z mokrą głową, gdy chłodno na zew. to im wszystko na stare lata musi wyjść. Reumatyzm gwarantowany, nie ma mocnych.
                    Pamiętam, jak pierwszy raz przyjechałam do Wiatrakowa... Ta zabudowa szeregowa to dopiero fajna sprawa. Wszystkie domy jednakowe. Ciekawe ile osób dziennie, wieczorem myli drzwi i wchodzi do sąsiada. Ale tutaj to nie problem, oni żyja bardziej na luzie niż my. Idziesz ulicą i widzisz kto ma urodziny, kto chce sprzedać dom, kto akurat czyta gazetę, kto ogląda film. Dobrze, że sypialnie mają na górze :-). W Polsce to widać kto jest bogaty. Wielki dom, pięć samochodów... A tu fajne małe domki, tylko trochę te ogródki za małe. Pies nie ma się gdzie nawet rozpędzić, nie wspominając o jakimś bieganiu.
      • julanna75 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 03.02.10, 22:43
        Mnie tez juz kilka osob (sprawiajacych wrazenie inteligentnych)
        spytalo zdziwionych, ze mowie do synka po polsku. Poniewaz jakos
        zbieglo sie to w krotkim okresie czasu to zaczelo mnie wkurzac i
        teraz odpowiadam pytaniem: a jak ty wyjechalabys(wyjechalbys) do np.
        Hiszpani to mowilabys(mowilbys) do dziecka po hiszpansku czy
        holendersku?? Na ogol maja bardzo zdziwione miny i niemal widac jak
        im sie siwatelko zrozumienia w glowach zapala :))
    • mamamaxia08 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 04.02.10, 06:05
      I jeszcze "architektura" domów i mieszkań mnie wciąż zadziwia: szyby okienne
      niemalże na poziomie ściany, brak tynku na zewnątrz (kiedyś może takich zim nie
      było...) i jeszcze bardzo mnie dziwią (i denerwują) umywalki w sypialniach :O -
      ani to przydatne, ani ładne tylko miejsce zajmuje i nadaje przestrzeni wygląd
      "szpitalny"...
      Aaaa, i "gołe" betonowe podłogi w wynajmowanych mieszkaniach... spory koszt
      (czasu i finansów) przy wprowadzaniu się i kolejny przy wyprowadzaniu się... I
      to o czym Andevi pisze - też mi się we znaki dało gdy we flecie mieszkaliśmy -
      wjazd wózkiem na galerię to niezły trening wysiłkowy był.

      A Holendrów u Małża w pracy (obecnej i poprzedniej) bardzo dziwi fakt, że mu
      kanapki do pracy robię, na dodatek: posmarowane, z serem, wędliną i zieleniną, i
      jeszcze jakiś owoc zwykle - szokująca sprawa ;)!
      • andevi Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 04.02.10, 23:21
        Kanapki i surowki, to chyba najbardziej dziwi moich Holendrow.
        Pamietam, jak kiedys w pierwszych miesiacach po przyjezdzie, podjelam gosci
        misternie po polsku zrobionymi kanapeczkami (chlebek, maselko, serek, wedlinka,
        jajeczko, pomidorek, salata itp.).Przygladali sie jak zjawisku i pytali, co to
        za ciasto:)
        No a juz naprawde wychodze z siebie, gdy surowke podana do obiadu mieszaja z
        ziemniakami i jeszcze polewaja tluszczem, fuuuuuuuuj!
        O kulinariach tutejszych osobna ksiazke mozna by napisac, ogolnie Holenderki nie
        potrafia gotowac, nie mowiac o wypiekach.
        Najbardziej dziwi mnie taki gnieciuch, no normalny zakalec, ktory oni tu
        nazywaja roomboter cake. I wszystko przeslodzone.A jesli juz ciasto przekladane,
        no to tylko i wylacznie bita smieta. A zeby owoce w ciescie sie pojawily????
        jeszcze na cieplo???? albo cieply budyn???? Ohydne sa dla mnie te ich vla, taki
        rzadkiej konsystencji budyn, do tego podany na zimno.Pomyslane toto do picia,
        czy co?
      • mad_die Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 00:07
        szyby okienne
        > niemalże na poziomie ściany,

        Tzn. gdzie?

        brak tynku na zewnątrz (kiedyś może takich zim nie
        > było...) v
        Samym tynkiem nie ocieplisz ;) Oni budowali dawniej (lata 60 i 70) mury
        3-warstwowe, czyli cegła-powietrze-cegła, teraz buduja podobnie, tylko zamiast
        powietrza dają namoknieta deszczem i nadgniłą welne mineralna ;) hyhy
        W zyciu nie zlecilabym firmie holenderskiej budowy mojego domu.

        jeszcze bardzo mnie dziwią (i denerwują) umywalki w sypialniach :O
        Stary standard, w nowszych domach tego nie ma juz. A jak masz, mozesz zawsze
        usunąć ;)

        > Aaaa, i "gołe" betonowe podłogi w wynajmowanych mieszkaniach... spory koszt
        > (czasu i finansów) przy wprowadzaniu się i kolejny przy wyprowadzaniu się...
        Zawsze mozesz kupic podloge od poprzedniego wlasciciela ;) Lub sprzedac swoją
        nastepnemu ;)

        Generalnie budownictwo holenderskie utknelo gdzies w przeszlosci, raz cos dobrze
        wybudowali i od tego czasu nic nie zmieniaja. Nie czuja takiej potrzeby.
        Na szczescie sa polscy fachowcy, ktorzy chetnie i sprawnie poprawiaja to, co
        Holendrzy partaczą ;)
        • mamamaxia08 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 00:31
          mad_die napisała:

          > szyby okienne
          > > niemalże na poziomie ściany,
          >
          > Tzn. gdzie?
          Tzn., że między ścianą zewnętrzną a szybą nie ma wykuszy/ parapetów
          zewnętrznych. Tzn., że najlżejszy opad ląduje bezpośrednio na szybie, co mnie
          osobiście denerwuje.
          >
          > brak tynku na zewnątrz (kiedyś może takich zim nie
          > > było...) v
          > Samym tynkiem nie ocieplisz ;) Oni budowali dawniej (lata 60 i 70) mury
          > 3-warstwowe, czyli cegła-powietrze-cegła, teraz buduja podobnie, tylko zamiast
          > powietrza dają namoknieta deszczem i nadgniłą welne mineralna ;) hyhy
          Ja się wprawdzie na budowlance nie znam ale ściany to tu są tak o 1/3 "chudsze"
          od tych, które pamiętam z Polski ;). Co jeszcze wyraźniej widać po głębokości
          parapetów (których ani na zewnątrz, ani wewnątrz nie ma)
          > W zyciu nie zlecilabym firmie holenderskiej budowy mojego domu.
          >
          > jeszcze bardzo mnie dziwią (i denerwują) umywalki w sypialniach :O
          > Stary standard, w nowszych domach tego nie ma juz. A jak masz, mozesz zawsze
          > usunąć ;)
          Nie mogę raczej. Mieszkanie nie należy do mnie, a zgodnie z umową właściciel
          musiałby się tym zająć i wiem, że raczej by na taką robotę "nie poszedł".
          >
          > > Aaaa, i "gołe" betonowe podłogi w wynajmowanych mieszkaniach... spory kos
          > zt
          > > (czasu i finansów) przy wprowadzaniu się i kolejny przy wyprowadzaniu się
          > ...
          > Zawsze mozesz kupic podloge od poprzedniego wlasciciela ;) Lub sprzedac swoją
          > nastepnemu ;)

          To "moje" drugie mieszkanie tutaj i w obu zastałam właśnie beton. Nie miałam
          wyboru, więc takie są moje doświadczenia i się dziwię :O ;)
          >
          > Generalnie budownictwo holenderskie utknelo gdzies w przeszlosci, raz cos dobrz
          > e
          > wybudowali i od tego czasu nic nie zmieniaja. Nie czuja takiej potrzeby.
          > Na szczescie sa polscy fachowcy, ktorzy chetnie i sprawnie poprawiaja to, co
          > Holendrzy partaczą ;)
          Taaak są, ale nas (jeszcze) nie stać na generalne remonty cudzej własności ;).
    • mamamaxia08 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 00:14
      Tak sobie przypomniałam :). Jak tu przyjechałam, byłam w 5 m-cu ciąży...
      Pomyślałam - dobrze się czuję, nie chce mi się siedzieć samej całymi dniami to
      pójdę "do pracy". Jedyne co mogłam robić to sprzątać, a że żadna praca nie hańbi
      - zapisana do biura pośrednictwa zostałam oddelegowana do sprzątania domków na
      kempingach. Kwestia czystości, a raczej nie-czystości tychże po wyjeździe
      wczasowiczów - boże, takiego syfu to ja po imprezach w czasach studenckich nie
      widziałam :O, Rozumiem, że na wakacje nie jedzie się sprzątać (szczególnie jak
      się płaci takie pieniądze za wynajem) ale to co zastawałyśmy do sprzątania,
      ech... Domek dwupiętrowy (kuchnia, salon, łazienki, ubikacja, 3-4 sypialnie)
      trzeba było wypucować na błysk w 45-60 minut! Łącznie z myciem/polerowaniem
      naczyń, garnków i sztućców, z rozmrożeniem zarośniętej śniegiem zamrażarki,
      wyczyszczeniem armatury łazienkowej i okien :O, odkurzeniem i wymyciem podłóg...
      Nie twierdzę, że wszyscy zostawiali po sobie straszny syf, ale w mniej więcej
      połowie tak było. I tak się zastanawiam czy ci ludzie tak mieszkali przez
      tydzień czy dwa, czy dopiero w dzień wyjazdu robili wszystko by panie
      sprzątające miały więcej roboty ;)?
      I szlag mnie trafia jak sobie przypomnę pierwszą (i zarazem ostatnią)
      "wypłatę"... Ktoś "namieszał"(?) i przelew oraz salaris odbiegały od naszych
      wyliczeń o jakieś 60%, na minus oczywiście... Próby załatwienia sprawy u
      pośrednika skończyły się niczym - nagle nikt nie znał wystarczająco angielskiego
      ;)... Jedyne co udało się dowiedzieć, to to, że uitzendbureau wypłaciło nam
      zgodnie z tym co zapłacił im zleceniodawca za naszą ciężką tyrkę. To się wtedy
      zdziwiłam :O.
    • azza4 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 09:14
      -Bardzo poważne podejście i zaangażowanie w rozmowę o pogodzie,
      -jedzenie chleba nożem i widelcem,
      -pączki TYLKO w listopadzie,grochówka TYLKO zimą,
      -przychodzenie bez prezentu na urodziny (czyt.moja obecność jest prezentem),
      -traktowanie paracetamolu i szklanki wody jako jedynego panaceum na większość
      chorób (na poważniejsze bóle paracetamol z kodeiną),
      -zdziwienie,że gotowanie zupy zaczyna się od napełnienia garnka z wodą a nie
      otworzenia puszki i że frytki można zrobić z ziemniaków jeśli ich akurat
      zabrakło w zamrażarce.
      • andevi Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 14:21
        Temat kulinarny poruszylam,teraz kwestia uprawiania ogrodka, kwiatkow na
        balkonie, kwiatkow doniczkowych.
        Nikt sie nie bawi w wysiewanie, szczepienie, przesadzanie, pikowanie itp..
        Kupuje sie gotowe kwitnace juz rosliny w plastikowych doniczkach, i takie albo
        wkopuje z owa doniczka w ziemie, albo stawia na (golym!)stole.Parapetow raczej
        brak, wiec kwiatki stoja albo na meblach, albo nad telewizorem. Dla takich, co
        to nie lubia podlewac, sa sztuczne kwiatki. Okna w salonie dekorowane sa albo
        swiecznikami, albo maszkaronami rodem z ichniejszych kreskowek. Albo kotami:)
        Ogrodki? No raczej nie sluza do uprawiania czegos, a raczej do posiedzenia przy
        piwku w upalny dzien.Albo jako wychodek dla kotow sasiada:) Stad albo
        trawniczek, albo beton i laweczka, parasol. Przed domem stawia sie rowery, wiec
        tez nie ma roslin. No, nie generalizuje, bo sa Holendrzy, ktorzy kochaja kwiaty
        i maja cudne ogrody!
        • kasia191273 parapety 05.02.10, 15:07
          jeny, ja mam zupelnie inne doswiadczenie

          mieszkalam tu w 3 mieszkaniach, dwa wynajmowane, jedno juz wlasne,
          wszedzie byly/sa megaszerokie, cudowne parapety
        • tijgertje Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 17:19
          Qrde nooo.. tak czytam i dziwie sie, ze sie tylu rzeczom dziwicie;-)

          Ja stubylczalam straszliwie i wcale nad tym nie ubolewam. Tubylcze
          zycie jest dla mnie zdecydowanie bardziej przewidywalne niz w
          Polsce, co znacznie ulatwia mi funkcjonowanie;-) Parapety mam tylko
          wewnetrzne na pietrze, waziutkie, bo takie chcialam. Budownictwo
          tubylcze mnie wrecz facynuje, nad jakoscia wykonczenia nie ma sie co
          zachwycac, ale partacze sa wszedzie, co z kims w Polsce gadam, kto
          remontuje mieszkania czy domy budowanie jeszcze w latach 80-90-tych,
          wszyscy narzekaja na krzywe sciany, wiec nie dziwne, ze plyty
          kartonowo gipsowe sa takie popularne. "Kiedysiejszej"
          fascynacji "sajdingiem" i plastuikowymi oknami nigdy nie bede w
          stanie pojac. Holendrzy maja swoje gusta, ale podoba mi sie
          jednolitosc budownictwa, optycznie znacznie lepiej to wyglada, niz
          chocby miasta w Belgii. Tubylcy dbaja o "klimat" i nauczylam sie to
          doceniac. Moj maz zostal oficjalnie uznany za wiariata, jak zarzadil
          wymiane wszystkich zarowek w restauracji, gdzie mielismy wesele.
          Fajne klimatyczne wnetrze ze "swieczkowymi" kinkietami, wszedzie ze
          zdecydowanie za mocnymi, razacymi zarowkami. Sami kupilismy mleczne,
          od razu sie przytulniej zroilo, do tej pory tam tylkot akie zarowki
          montuja;-) Ciasne schody wygodne nie sa, ale przy mozliwosciach
          powierzchniowych i bardzo duzym zageszczeniu ludnosci podejrzewam,
          ze mimo narzekan i wtak wolicie miec 3m2 wiecej sypialni czy kuchni
          niz schodow;-) Mnie zadziwiaja puste powierzchnie w polskim
          budownictwie. U mnie kazdy skos jest zabudowany nie wyzej niz 50-
          90cm, gdzie sie dalo, to jeszcze szafy sie zrobilo, powierzchnia
          jest wykorzystana optymalnie, w Polsce za to wieeelkie schody,
          korytarze, a do powierzchni uzytkowej liczy sie tylko powierzchnia,
          gfdzie wysokosc jest powyzej 180cm, dzieki czemu moj szwagier-
          architekt pozabudowywal po kilka metrow skosow, znacznie
          zmniejszajac powierzchnie pokoi, a produkujac "dziury", ktore tylko
          sie bezzasadnie grzeje, bo glowna izolacja jest pod pokryciem
          dachowym. 20-metrowe "kotlownie" domach (czyt. ogromne otoczenie
          pieca, ktore docelowo robi za rupieciarnie) w ogole nie maja wedlug
          mnie sensu. U mnie piec wisi w garazu, w czeci "pralniowej" i mimo,
          ze powierzchnia calkowita jest znacznie mniejsza od tej samej
          wykorzystywanej w tych pomieszczeniach w Polsce, to miescimy sie ze
          wszystkim, a dzieki temu mamy np duza kuchnie, gdzie mozna cala
          rodzinka siasc i wspolnie zjesc sniadanie:-) W sumie wlasnie te
          wspolne posilki okazaly sie tu dla mnie bardzo wazne, nic
          dziwnego,ze tubylcy jedza cieply posilek wieczorem, po calym dniu
          mozna siasc cala rodzina i "genieten";-)
          Jedzenie jest jakie jest, typowo wiejskie, w koncu to kraj z
          tradycjami rolniczymi i rybolowczymi, w zwiazku z czym musi byc
          szybko i pozywnie;-) Stamppoty sama robie i kilka w sumie bardzo
          lubie;-) No, a vla to moja milosc od pierwszego sprobowania;) Takiej
          roznorodnosci deserow nigdzie w POlsce nie widzialam.

          Ech, dlugo by wymieniac, w sumie jednak to z tego co widze, dziwi
          was to, co jest inne niz w Polsce, albo raczej to , co wam jest
          inaczej znane. Dla mnie inne nie znaczy gorsze, o dziwo szybko sie
          przystosowalam do tubylczej rzeczywistowsci. Na poczatku chyba mnie
          dziwilo, teraz mi sie podoba tubylcza mentalnosc i radosc z zycia.
          Niech no tylko troszke sloneczka wyjdzie, wszyscy albo wsiadaja na
          rowery, albo przesiaduja na tarasach. W Pl to zeby bez specjalnej
          przyczyny posiedziec w ogrodku to nie do pomyslenia bylo, a juz zeby
          w tygoniu w ogrodzie obiad jesc??? T by dopiero sasiedzi ubaw
          mieli... W sobote musialo byc generalne sprzatanie, tu holendrzy ,
          przynajmniej ci, ktorych znam maja czyste domy, albo sprzataja sami,
          albo kogos do tego wynajmuja, w sumie mi to wszysko jedno, jesli
          dzieki temu mozna sobote poswiecic na jakis wspolny wypad z rodzina,
          to popieram jak najbardziej. I ciesze sie, ze mlody ma szanse
          poprobowac roznych aktywnosci poza szkola, ze bedzie miec co
          wspominac, a nie jak ja dziecinstwo kojarzyc z odkurzaczem i z
          rozczuleniem wspominac wieeelkie atrakcje w stylu wypadu do rodziny,
          bo wtedy przynajmniej mama nas nie gonila albo do nauki, albo do
          sprzatania;-) Najfajniej bylo, jak prad wylaczali, no wtedy nic sie
          robic nie dalo i sila rzeczy mozna bylo RAZEM poosiedziec przy
          swieczkach. Pewnie, ze duzo zalezy od konkretnego srodowiska i
          rodziny, ale mieszkajac w przyslowiowej dziurze zabitej dechami tu
          mamy znaaacznie wiecej mozliwosci, niz w Polsce.
          Ech, ale "zdziwnialam";-)
          • 8zumirodam Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 18:28
            Ja nie mam co się wypowiadać na temat przesiąknięcia tutejszą
            kulturą,bo niedawno się sprowadziliśmy.Ale po dzisiejszym spacerze
            natknęła mnie taka właśnie "spacerowa refleksja":

            Otóż dziwi mnie niezmiernie fakt,że mieszkanki kraju produkującego
            jedne z fajniejszych wózków spacerowych ,w ogóle się na spacerach nie
            pokazują...Ciekawe jak jest latem?Dziś podczas deszczowej pogody
            spacerując po parku byłam zjawiskiem co najmniej tak dziwnym jak kot
            w butach.W Polsce mamuśki po trzy godziny biegają z wózkiem,często
            przysypane czapą śniegową!

            Kolejna rzecz to psie kupy.No gdzie jak gdzie,ale w Holandii
            spodziewałam się bezwzględnego obowiązku sprzątania po swoich
            pupilach.A tu nie masz dnia,żeby w coś nie wdepnąć!!!
            Ja to ja,ale koła terenowego wózka strasznie się "oblepiają" i po
            takim spacerze mam problem,żeby wózek złożyć i schować do schowka
            (innej opcji nie mam).

            I jeszcze światła na przejściach-dla mnie zagadka.Zawsze jestem
            jedyną osobą,która czeka na "czerwonym" :( Kierowcy się na mnie
            gapią,a ja czuję jak się palę ze wstydu,że nie wykorzystuję drobnego
            przestoju w ruchu,aby przejść.Ale jak mam lecieć na złamanie karku z
            wózkiem na czerwonym świetle???

            To tak z dzisiaj,ale pewnie codziennie coś mnie będzie zadziwiało :)
          • kasia191273 tygrysie 05.02.10, 19:38
            mialam napisac posta o tym samym

            tez mnie uderza to 'wielkie zdziwienie' innoscia, z wyczuwalna
            sugestia, ze inne = gorsze, pozalowania godne, smieszne

            wlasciwie zgadzam sie z Twoim tekstem w calej rozciaglosci, dlatego
            nie potrafie sie znalezc w tym watku z niczym, co mnie dziwi - chyba
            mnie juz tu nic nie oburza po prostu ani nie dziwi, lubie ten kraj
            strrrrasznie i coraz bardziej irytuje mnie Polska- za kazdym pobytem
            bardziej;)

            Holenderskoscia nie przesiaklam ani z racji meza, ani pracy. Maz-
            Polak, praca w 100% polskim srodowisku. I to mi sie podoba- wsrod
            swoich, a w o wiele mi mentalnie bardziej odpowiadajacym kraju!
          • go.ga Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 12:14
            Mnie tez dziwi to zdziwnie w tym watku ;-) I ze to zdziwnie opisane jest w wiekszosci postow z pewnego rodzaju wyzszoscia nad "zacofanymi" Holendrami.
            Nawet mnie kusilo, zeby zalozyc watek co dziwi Holendrow w Polsce i Polakach, ale nie sadze, zeby sie przyjal ;-)


          • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 20:08
            > I ciesze sie, ze mlody ma szanse
            > poprobowac roznych aktywnosci poza szkola,

            Tym mnie akurat zaskoczylas, bo w moim 10-tysiecznym miasteczku
            atrakcji bylo w brod – rytmika, akrobatyka, kolka muzyczne, SKS-y,
            zespol taneczny, w weekendy kino, teatrzyki.
            Na miejscu basen, kort tenisowy (darmowy, wystarczylo miec wlasna
            siatke), lodowisko, stadion, po lekcjach mozna bylo korzystac z
            boisk do koszykowki i siatkowki, grac w ping-ponga, w szkole
            swietlica, na osiedlu swietlica ... Jeszcze byl czas zeby z tych
            wszystkich atrakcji korzystac, bo szkola byla tylko do poludnia (i
            mozna w niej bylo zjesc cieply obiad). Dla porownania tu mozna cos
            zrobic jedynie w weekend, lub w srode/piatek po poludniu (jesli mama
            jest w domu i przejmie role taksowkarza, bo na ogol wszedzie jest
            daleko i dziecie nie dotrze samo) i wszedzie trudnosci. Na kurs
            plywania czas oczekiwania ok. roku (powinnam sie cieszyc, bo
            niedawno bylo 1.5 roku). Sama dziecka nie moge nauczyc plywac, bo
            nawet w wodzie do kolan musi miec rekawki ... Zeby grac w tenisa,
            trzeba byc w klubie ... Dla mnie kwestia aktywnosci pozaszkolnej
            zdecydowanie przemawia na korzysc Polski.

            • tijgertje Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 21:24
              anitax napisała:

              > > I ciesze sie, ze mlody ma szanse
              > > poprobowac roznych aktywnosci poza szkola,
              >
              > Tym mnie akurat zaskoczylas, bo w moim 10-tysiecznym miasteczku
              > atrakcji bylo w brod – rytmika, akrobatyka, kolka muzyczne, SKS-y,
              > zespol taneczny, w weekendy kino, teatrzyki.
              > Na miejscu basen, kort tenisowy (darmowy, wystarczylo miec wlasna
              > siatke), lodowisko, stadion, po lekcjach mozna bylo korzystac z
              > boisk do koszykowki i siatkowki, grac w ping-ponga, w szkole
              > swietlica, na osiedlu swietlica ...

              Jestes pewna, ze to bylo 10-tysieczne miasteczko? ;-) No widzisz,
              punkt widzenia zalezy od pukntu siedzenia, ja mieszkalam na wsi,
              pomiedzy 2 miastami, niezbyt duzymi, ale i nie jakimis totalnymi
              dziurami i co? Na miejscu byl SKS i Dziewczeca Sluzba Maryjna przy
              kosciele, w wiekszym miescie byl tylko odkryty basen, lodowisko tzw
              sztuczne, jak samo zamarzlo (odkryte), w drugim nic. Stadion
              zarosniety, boiska przy szkolach dziurawe, zadnych kortow, tzw dom
              kultury, w ktorym czasem cos tam bylo, ale w zasadzie tylko do tej
              czesci szczesciarzy, ktorzy nie musieli chodzic do szkoly na
              popoludniowa zmiane. Tu mamy na miejscu mase rzeczy, jak nie we wsi,
              to w promieniu 10km mam w zasadzie wszystko, co sobie mozna
              wymarzyc, nawet szkole cyrkowa;-) I mieszkam naprawde w dziurze, tuz
              przy granicy belgijskiej. W Polsce niestety sa "lepsze" i "gorsze"
              szkoly, rodzice sie dosc czynnie udzielaja w otoczeniu, wiec wiem,
              jak to wyglada aktualnie. W mojej dawnej miejscowosci jedyna
              atrakcja sa 2 kucyki w podeszlym wieku, wybudowano w okolicy baseny,
              ale co z tego, jak w mniejszym miescie przy "ulubionej" szkole w
              gminie, gdzie maja mase zajec dodatkowych, za sciana szkole
              muzyczna, wolny wstep i lekcje wf na basenie, a w innej szkole w tej
              samej gminie burmistrz skapi nawet na krede, bo dyrektorka jest
              mniej pyskata. Tu nie ma az takich roznic i jak sie chce, to mozona
              znalezc cuda na kiju, a nie jak za moich czasow robic calodniowa
              wycieczke, zeby 2 godziny spedzic na basenie oddalonym o 40km. Tu za
              wiekszosc atrakcji trzeba placic, bo sa finansowane przez
              stowarzyszenia zarzadzajace obiektami (ktos te korty musi
              utrzymywac!), w Polsce sa niby darmowe, oplacane z gmin, pod
              warunkiem,z e gmina CHCE wydac pieniadze na obiekty. Czasem buduja
              cos, czego potem nie ma jak utrzymac, bo nikt za wstep i tak by nie
              zaplacil, a sakwa gminna jednak ma dno i wola wydac na tzw imprezy
              integracyjne, w praktyce dla zawsze tych samych "dzialaczy",
              pieniadze sa przejadane i pchane w tzw. Koszty reprezentacyjne,
              zamiast zrobic cos porzytecznego. Gdyby nie zapal wielu nauczycieli,
              to w wielu wsiach jak moja dzieciaki naprawde nie maja co robic.
    • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 05.02.10, 22:36
      Ja też chciałam dziś o parapetach, a właściwie o ich braku, ale byli szybsi...:-). Nawiązując jeszcze do tematu budownictwa, to dla mnie dykta zamiast normalnego muru po oknami też nie jest normalna.
      A teraz temat służby zdrowia- temat rzeka.
      - Pomijając juz fakt, że goraczką u dzieci to oni się nie przejmuja, ewentualnie tą powyżej 41 st.
      - To każą chodzić do pracy ze złamaną nogą. Wychodzą z założenia, że lepiej , jaka człowiek posiedzi 8 godzin w kantynie przy kawie to lepiej niż by siedział w domu:-(.
      - asystentka lekarza domowego uzdrawia chorego przez telefon,
      - asystentka domowego przeprowadza badania, które w Polsce przeprowadza specjalista. NIe wiem po jakiej jest szkole, może kończyła studia medyczne. Trudno mi powiedzieć.
      - brak wolnych dni na chore dziecko. Holendrów bardzo dziwi fakt, że w Polsce coś takiego istnieje i , że płacą za takie dni.

      - Dziwi mnie też to, że ścigają za jazdę autem na polskich numerach (kosztuje to 4.000 euro). Chyba brakuje im pieniędzy i nie wiedzą gdzie ich szukać.
      - do czego im numer rejestracyjny przy wykupywaniu świstka w parkometrze?
      -po co wymieniać prawo jazdy na tutejsze?
      • mamantkaa Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 11:42
        Mnie już też chyba nic nie dziwi, albo bardzo mało, albo to co mnie
        dziwi, to bardzo pozytywnie :) Jak sposób świętowania urodzin
        dziecka w szkole (prezenciki dla wszystkich - dzięki temu antek
        ponad 20 razy w roku dostaje drobną niespodziankę), przystrajanie
        okien na urodziny, czy narodziny dziecka (te wielkie bociany w
        ogródkach!)
        A co do służby zdrowia, to chyba bardziej podoba mi się podejście
        holenderskie niż polskie. Ja nigdy nie pędzę z dziećmi z gorączką do
        lekarza przez pierwsze 2-3 dni (dłużej jeszcze nigdy jej nie miały).
        Przecież dziecko gorączkuje z tylu powodów - ząbki, nowe łóżeczko,
        nowe rodzeństwo, kłótna z koleżanką, przeziębienie - na to wszystko
        jest paracetamol :)
        A co do zwolnień lekarskich na siebie, czy na dziecko. U męża w
        pracy też się dziwią, że oś takiego w Polsce istnieje, precież tutaj
        dzwonisz rano, że jesteś chory lub Twoje dziecko i po prostu do
        pracy nie idziesz i płacą Ci normalnie, żadnych zaświadczeń od
        lekarza nie oczekują. Jak nie robisz tak kilka razy w miesiącu, to
        nikt się nie czepia.
        Asystentka domowego jest przeszkolona w udzielaniu porad na
        standardowe problemy i proste choroby. Tak jak pani z kraamzorg,
        która obejrzy siuśki noworodka i bez żadnych badań potrafi
        stwierdzić, że nerki jeszcze dobrze nie funkcjonują.
        A co do polskich tablic rejestracyjnych - mnie one denerwują i
        Holendrom się wogóle nie dziwię i na ich miejscu jeszcze bardziej
        bym Polaków łapała i wyższe kary dawała. U nich podatki drogowe nie
        są zawarte głównie w cenie benzyny, tak jak w Polsce, tylko płaci
        się je oddzielnie. Chcesz jeździć po dobrych drogach i autostradach,
        płać podatki i tyle. A utrzymanie tylu autostrad chyba nieźle
        kosztuje.
        A budownictwo - jak dla mnie takie stare szeregowce (w jakim
        mieszkamy) mają swój urok i faktycznie są bardzo funkcjonalne. No ta
        zimna woda w wc mnie denerwuje ;)
        No i atrakcje dla dzieci. W Polsce faktycznie będziemy musieli
        zmieszkać w dużym mieście, żeby choć w części zapewnić dzieciom te
        wszystkie rozrywki co mamy tu na wsi.
        A faktycznie darmowa szkoła jaki to super wynalazek tutaj! Nawet
        książek, zeszytów, czy kredek kupować nie trzeba.
        Oj, też się do wielu rzeczy już tu przyzwyczaiłam :)
      • 8zumirodam Polskie tablice rejestracyjne raz jeszcze 06.02.10, 12:15
        - Dziwi mnie też to, że ścigają za jazdę autem na polskich numerach
        (kosztuje to 4.000 euro)
        Co to znaczy dokładnie,że ścigają?Po jakim czasie?Nasza ulica jest cała
        obstawiona polskimi samochodami.
        Z tego co nasza sąsiadka nam przeczytała na stronie Gemeente na wymianę
        prawa jazdy (dla EU)mamy 10 lat.Zrobimy to wcześniej tak samo jak
        zmienimy szybko samochód.Ale czy przez najbliższe pół roku "ktoś" nas
        może od tak wyłowić z tłumu i wlepić nieziemską karę???
        • mamantkaa Re: Polskie tablice rejestracyjne raz jeszcze 06.02.10, 14:10
          > Z tego co nasza sąsiadka nam przeczytała na stronie Gemeente na
          wymianę
          > prawa jazdy (dla EU)mamy 10 lat.
          Nam w gminie powiedzieli, że na to jest rok i mąż po paru miesiącach
          wymienił prawo jazdy (to żaden kłopot)

          Ale czy przez najbliższe pół roku "ktoś" nas
          > może od tak wyłowić z tłumu i wlepić nieziemską karę???
          Tego nie wiem dokładnie. Gdy pierwszy raz zatrzymają Cię do kontroli
          na przykład, to dostajesz pouczenie, że należy auto przerejestrować,
          gorzej jak złapią po raz drugi. albo jak uprzejmy sąsiad doniesie,
          że od pół roku, czy roku, taki samochód codziennie tu parkuje. Coś
          mi świta, że ma się na przerejstrowanie 3 miesiące, ale 100% nie
          jestem pewna.
        • agnieszkaela Re: Polskie tablice rejestracyjne raz jeszcze 06.02.10, 16:52
          Z autami to zasada jest prosta. Mieszkasz (jestes zameldowany w
          Holandii) nie mozesz ani miec ani jezdzic samochodem na polskich
          numerach. Nie ma wyjatkow- ze ma sie takze polski meldunek, ze auto
          zarejestrowane na kogos innego z Polski. W praktyce mozna
          zaryzykowac i jezdzic czekajac na kontrol Duane (bo to sprawa urzedu
          celnego a nie policji) ktora predej czy pozniej nastapi zwazywszy ze
          kontrole zaostrzyli. Po takiej kontroli dostaje sie pouczenie i
          bodajze 10 dni na zalatwienie sprawy- czyli przerejestrowanie albo
          wywiezienie auta z Holandii. Po tym czasie bedzie juz wysoka kara i
          nie ma co liczyc ze zapomna. Czy to akurat 4tys euro to nie jestem
          pewna, bo zdaje sie koszty sa zalezne od samochodu.
          Koszty przerejstrowania auta sa nizsze, jesli nastapia krotko po
          przeprowadzce do Holandii w ramach tzn mienia przesiedlenczego.

          I choc taniej miec auto na polskich tablicach (bo i podatki i
          ubezpieczenie tansze) to jednak uczciwe to nie jest, wiec wcale mnie
          nie dziwi ani nie denerwuje ze zaczeli wreszcie egzekwowac prawo.
          • magdulek2010 Re: Polskie tablice rejestracyjne raz jeszcze 06.02.10, 22:32
            Zgadza się, że to jest sprawa Duane. Sytuacja dotyczy pobytu dłuższego niż 3 miesiące. Osobiscie mieszkam w Holandii kilka lat i mam samochod tu zarejestrowany. Osobiście znam ludzi, którzy pracują tu już 6 lat, nadal jeżdzą na polskich numerach i nic. Ale znam i takich, którzy mieszkali tu 4 miesiące i traf chciał, że ich złapali. A w tym przypadku było tak: zatrzymali, zapytali ile tu mieszkają, sprawdzili w komputerku czy zrobili im wczesniej zdjęcie (a nie zatrzymywali ich ani razu wcześniej!) i kiedy im je zrobili. I jeśli oazuje się, że już mają jedną fotkę zrobioną ponad 3 miesiące wcześniej wystawiają mandacik. Moim zdaniem "na dwoje babka wróżyła" czy to jest ok. NIe można w Polsce wyrejestrować auta na pół roku. Więc jeśli nie planuję zostać tu na długo, ale dłużej niż 3 miesiące to co dalej ? Płacić ubezpieczenie i podatek w Polsce i jednocześnie rejestrować auto w Holandii? Jeżdzić do granicy jednym samochodem, a od granicy drugim ? Po co nam UE, brak granic? Skoro na papierze i w praktyce granice są.
            • 8zumirodam Re: Polskie tablice rejestracyjne raz jeszcze 06.02.10, 23:01
              > NIe można w Polsce wyrejestrow
              ać auta na pół roku. Więc jeśli nie planuję zostać tu na długo, ale
              dłużej niż
              > 3 miesiące to co dalej ?
              Masz na myśli "na nie długo,ale dłużej niż 3 miesiące?" Cóż,można nie
              meldować się do 3 miesięcy,a potem zwlekać z przerejestrowaniem kilka
              miesięcy-tak myślę.My tu zostajemy,zameldowaliśmy się
              natychmiast,więc i auto trzeba zmienić.Nie ma sensu zmieniać
              tablic,bo to auta z Holandii wędrują do Polski,a nie na odwrót.Więc
              lepiej sprzedać je w kraju,a potem za tą samą cenę kupić coś- może
              nawet lepszego- na miejscu.
              A wracając do sprawy meldunku-według prawa nie można być zameldowanym
              w dwóch miejscach na raz-to logiczne,przecież nie jesteś w stanie
              przebywać w dwóch miejscach jednocześnie.Meldując się oświadczasz
              gdzie mieszkasz i automatycznie przyjmujesz prawa i obowiązki danego
              kraju/miejsca/miasta.To piszę z doświadczenia z innych krajów.Więc
              tak jak agnieszkaela już wcześniej napisała : "choc taniej miec auto
              na polskich tablicach (bo i podatki i
              ubezpieczenie tansze) to jednak uczciwe to nie jest".
              Pytanie właśnie co robić przez rok pobytu na ten przykład?.Ja sobie
              myślę tak:albo kupić samochód w Holandii,albo przesiąść się na rower.
    • narutek Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 19:05
      Co mnie zdziwilo?

      - to,ze moge sobie spokojnie zrobic zakupy w supermarkecie. ze nikt
      mi nie jezdzi wozkiem po utach, nikt nie nie traca, nie wpycha sie
      do kolejki, nie przestawia wozka, nie kolci sie z obsluga no i przy
      kasie moge sie pakowac do siatek jak dlugo chce, a kasjerka
      cierpliwie czeka z kasowaniem nastepnego klienta, wesolo zagaduje do
      dziecka i nikt mi nie strzyka jadem za plecami!!
      - bardzo huczne (Limburgia) obchodzenie karnawalu, zima, w kortkach,
      w dziwnych przebraniach i z fatalna muzyka :)
      - prawie wylacznie miejsca stojace na imprezach w
      knajpach/dyskotekach
      - sluzba zdrowia - nie trzeba isc do prywatnego lekarza stomatologa
      np. czy ginekologa
      - ze Holendrzy sie dziwnia jak mozna jesc chleb z seren I z
      szynka??? przeciez jedza tak bulki, serio nie rozumiem tego
      zdziwienia
      - jeszcze zaden fryzjer nie obcial mi tak wlosow jak bym chciala
      • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 20:16
        - sluzba zdrowia - nie trzeba isc do prywatnego lekarza stomatologa
        Chodzi Ci o to, ze za stomatologa placi ubezpieczenie (pod
        warunkiem, ze sie wykupi dodatkowe ubezpieczenie stomatologiczne)?
        Bo chyba wszystkie te gabinety sa prywatne ...
        Mnie zdziwilo, ze u stomatologow nie ma miejsc dla nowych pacjentow
        i np. niektorzy znajomi Holendrzy po przeprowadzce jezdza
        do "starego" dentysty na drugi koniec kraju.

        > np. czy ginekologa
        Do nich to juz w ogole nie sposob sie dostac. Trzeba miec albo
        powazny problem albo kombinowac.
        • zonajana Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 20:28
          Nie mozna tez latwo zmienic lekarza domowego. Moj jest tragiczny, jak byl na
          wakacjach, to zastepowal go inny, mlodszy, komunikatywny, wszystko mi wyjasnil,
          wydrukowal, dal ulotki, pokazal cwiczenia itd (chodzilo o bol kregoslupa). Moj
          to tylko wzdycha, ze znow z tym samym przyszlam i mowi, ze to taka uroda, nic
          nie poradzi.

          Tak sie cieszylam, jak sie przeprowadzalam, ze zmienie konowala na tego fajnego
          a tu zonk. To nic, ze do fajnego mam teraz 100m a do konowala 2 km, musze sie co
          najmniej z gminy wyprowadzic. To nic, ze jestem z swojego lekarza niezadowolona.
          Na szczescie jest stary i licze, ze wkrotce przestanie pracowac :P
          • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 23:19
            To nic, ze do fajnego mam teraz 100m a do konowala 2 km, musze sie c
            > o
            > najmniej z gminy wyprowadzic. To nic, ze jestem z swojego lekarza
            niezadowolona
            > .

            Ja bym probowala zmienic. Za argument mozesz podac odleglosc - 2km
            przy niepogodzie z dzieckiem to kawalek, szczegolnie z bolacym
            kregoslupem ... A i gdyby wizyta domowa byla konieczna, bedzie mial
            blizej ... Moze sie uda
            • narutek Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 06.02.10, 23:47
              chodzi mi o to wlasnie, ze wszystkie gabinety sa prywatne i nie ma
              podzialu jak w polsce na panstwowe - do d..y i prywatne - dobre, ale
              placisz osobno i to sporo.
              do ginekologa sie dostaniesz, jesli bedzie taka potrzeba
              (odpowiednio umotywujesz ;))
              dziewczyny, ja powiedzialam mojemu domowemu, ze sie wypisuje,
              poszlam do innej praktyki, zapisalam sie i nawet odpis karty
              pacjenta daja do lapy wiec nie wiem z czym problem macie?
              • mamantkaa Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 07.02.10, 09:28
                Z lekarzami też mi się podoba że nie trzeba dodatkowo płacić za
                prywatne wizyty. Tu płacisz 100 euro miesięcznie i masz wszystko w
                cenie (no za stomatologa trzeba dodatkową składkę zapłacić), nawet
                za leki się nie płaci w aptece. W Polsce płacisz składkę zdrowotną,
                za prywatne wizyty, za leki, za szczepienia dzieci. I na te wizyty
                trzeba długo czekać. Tutaj - u Antka domowa stwierdziła, że ma
                alergię i za parę dni miałam wizytę u alergologa.
                Parapety w domu mam, w każdym miałam i kwiatki na nich stawiam
                (szczególnie teraz wiosenne uwielbiam) i młynki do kawy, bo zbieram
                je i innego miejsca na nie nie mam ;)
                A kanapki, ja myślę, że holendrów dziwi nie wygląd, czy skład
                kanapek, tylko to, że żona je zrobiła! Kiedyś raz, czy dwa też
                zrobiłam kanapki mężowi, dołożyłam ciasteczko, karteczkę z
                serduszkiem i kumple z pracy byli w szoku, że żony takie się
                zdarzają :D
                • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 07.02.10, 11:09
                  chodzi mi o to wlasnie, ze wszystkie gabinety sa prywatne i nie ma
                  podzialu jak w polsce na panstwowe - do d..y i prywatne - dobre, ale
                  placisz osobno i to sporo.
                  Tak, tylko tutejsze prywatne nie znaczy, ze dobre, bo sporo jest -
                  jak to nazwalas - do d..y. I jak sie na taki trafi, to jest sie
                  uziemionym, bo nie wiadomo jak znalezc lepszy.

                  Z lekarzami też mi się podoba że nie trzeba dodatkowo płacić za
                  prywatne wizyty.
                  To mi sie akurat tez podoba.

                  Tu płacisz 100 euro miesięcznie
                  Sporo wiecej, 100 euro to placisz bezposrednio, reszte odprowadza
                  pracodawca (ok. 7% pensji brutto).

                  i masz wszystko w cenie (no za stomatologa trzeba dodatkową składkę
                  zapłacić), nawet za leki się nie płaci w aptece.
                  Niby tak, tylko konsekwencja jest to, ze na wszystkim oszczedzaja.
                  Dostajesz najtansze leki i nie mozesz doplacic zeby dostac cos
                  lepszego, do specjalisty i na badania trudno sie dostac. Mnie
                  osobiscie bardziej odpowiada system, w ktorym - jesli mnie cos
                  niepokoi - moge wykupic dodatkowe badania czy pojsc do specjalisty i
                  za to zaplacic.

                  W Polsce płacisz składkę zdrowotną, za prywatne wizyty, za leki, za
                  szczepienia dzieci. I na te wizyty trzeba długo czekać.
                  Prywatnie w Polsce nigdy nie czekalam dluzej niz kilka dni, tu np.
                  do dermatologa chyba 2-3 miesiace.

                  • go.ga Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 07.02.10, 12:27
                    > Mnie
                    > osobiscie bardziej odpowiada system, w ktorym - jesli mnie cos
                    > niepokoi - moge wykupic dodatkowe badania czy pojsc do specjalisty i
                    > za to zaplacic.

                    Problem w tym, ze nie tylko mozesz. Bardzo czesto- musisz.
                    • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 07.02.10, 13:53
                      go.ga napisała:

                      > > Mnie
                      > > osobiscie bardziej odpowiada system, w ktorym - jesli mnie cos
                      > > niepokoi - moge wykupic dodatkowe badania czy pojsc do
                      specjalisty i
                      > > za to zaplacic.
                      >
                      > Problem w tym, ze nie tylko mozesz. Bardzo czesto- musisz.
                      A tu nie moge, chocby sie przydalo. Wiec czasem nie ma innego
                      wyjscia jak wyjazd do Polski. Dla mnie paranoja.
                      • andevi Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 07.02.10, 23:05
                        Ja tez mialam problemy z przepisaniem sie do innego lekarza domowego, a rowniez
                        z przepisaniem sie do innej, nie proaborcyjnej poloznej, gdy bylam w
                        ciazy.Chcialam rodzic w szpitalu, chcialam byc prowadzona w szpitalu, no ale
                        nieopatrznie zapisalam sie juz do poloznej we wsi.No i nie wypuscila mnie tak
                        latwo! Dopiero w 6 miesiacu ciazy mi sie to udalo, gdy do 5 miesiaca bylam
                        wlasciwie bez opieki medycznej, bo kobitka sie bynajmniej nie przykladala do roboty.
                        Jest to jawne bezprawie, by pacjentowi utrudniac wybor lekarza, i oni o tym
                        wiedza, ale w tym srodowisku tak jest: niepisana umowa, ze sobie nawzajem
                        pacjentow nie podbieramy.No i nowy huisarts cie nie przyjmie, bo z kolega nie
                        chce zadzierac. Dopiero, gdy adwokatem postraszysz.
                      • wiatraczek100 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 11.02.10, 00:20
                        Bede z Wami bardzo szczera dziewczyny i powiem Wam,ze pomimo
                        wielkiej wygody zycia tutaj i rzeczy,ktore tu uwielbiam (jazdy
                        gdziekokolwiek zechce na rowerze,pięknej architektury,przyrody na
                        swoj sposob,dobrej wody w kranie,czystego morskiego powietrza bo
                        mieszkam blisko morza,super komunikacji itp..)nie moge sie doczekac
                        kiedy wroce juz do Polski..Znam dobrze Holandie..od wewnątrz mozna
                        powiedziec..2,5 roku mieszkalam z holenderską rodziną,ktora pokazala
                        mi jak ten Swiat tutaj wygląda-przyjaznimy sie do dzis odwiedzali
                        mnie nawet gdy bylam przez dwa ostatnie lata w Polsce wczesniej
                        mieszkalam w Holandii 5 lat..w Holandii poznalam mojego męża za co
                        tez bede zawsze wdzieczna temu krajowi i w ogole za to,ze dzieki
                        Holandii poradzilismy sobie z zyciem tak jak nigdy nie dalibysmy
                        rady w Polsce..ostatnie 7 lat to byo moje i mojego męża najcięzsze 7
                        lat w naszym zyciu pod wzgledem intensywnosci wydarzen i zmian..ale
                        moze za bardzo sie rozpedzilam z tymi zwierzeniami i odbiegam od
                        tematu..chce powiedziec,ze Holandia pozostanie zawsze w moim sercu
                        jako najwazniejszy punkt zwrotny mojego zycia ale nigdy nie bedzie
                        moim domem..mam wiele kolezanek,ktore "staly sie" holenderkami albo
                        tylko im sie tak wydaje,wstydzą sie nawet zajrzec do polskiego
                        sklepu:),nabraly mentalnosci holenderskiej,tylko zastanawiam sie co
                        w niej takiego cudownego..bo ta mentalnosc pomimo wielu lat tutaj
                        mnie osobiscie coraz bardziej "rozbraja",chcialabym tez podpisac sie
                        pod wypowiedziami anityx..bo chyba Ona jedna wypowiada sie tutaj ze
                        zdrowym rozsądkiem i dystansem..najbardziej zyje w strachu zeby
                        moje dziecko nie chorowalo tutaj bo mialam wiele do czynienia z
                        tutejsza sluzbą zdrowia i musze przyznac ,ze jestem rozczarowana i
                        am bardzo nie mile doświadczenia i nie jedno krotne i nie byly to
                        błache sprawy..nie chcialam nawet tutaj rodzić dziecka..bo balam sie
                        ze gdyby bylo cos nie tak to wole nie myslec..całą ciąze bylam w
                        Polsce i pierwszy rok dziecka..i to bylo najlepsze co moglam
                        zrobic..na początku mojej ciąży kiedy bylo juz pare miesiecy zacząl
                        twardniec mi brzuch i gdyby nie to ze dostalam progesteron i kazano
                        mi leżeć stracilabym dziecko i tak jestem święcie przekonana bylo by
                        w Holandii..bo tutaj panuje jakas chora "naturalna selekcja"..tutaj
                        nikt by mi nie pomogl bo mialam tutaj identyczną sytuacje z 1
                        ciążą,ktorą niestety stracilam..stwardnial mi brzuch,zaczęlam plamić
                        a lekarz wyslal mnie do domu stwierdzając,ze rzeczywiście jestem w
                        ciązy i musze czekac do 2 tygodni i albo poronie albo ciąza sie
                        utrzyma i tyle..pojechalam do Polski ale juz bylo za pozno..a gdyby
                        to byla ciąża poza maciczna? umarlabym w domu i nawet nikt by nie
                        wiedzial..paranoja..i ten na wszystko paracetamol pozalowania
                        godne..i to,ze czapki dziecku nie założą a co chwilke jakies dziecko
                        ma zapalenie uszu..i z nosków im cieknie i nikogo to nie obchodzi..i
                        gdy wchodza z maluszkiem do cieplego sklepu w zimie to nie rozepna
                        mu kurteczki,nie ściągną szaliczka,czapki jak ma oczywiście a
                        dziecko placze rozdrażnione i pewnie spocone a pozniej wychodza z
                        nim na zewnatrz..ten zimny chów to mi sie tez tutaj w ogole nie
                        podoba..potem wyrastają na takich zimnych ludzi i tak w
                        kólko..straszne to jest tutaj..i za sztuczno tutaj jest..piękne
                        kwiaty,pola kwiatowe,parki,przyroda fajna ale niestety jakas taka
                        sztuczna..i relacje między ludzkie tez..chyba wylalam z siebie zbyt
                        duzo goryczy i przepraszam za zbyt dlugą wypowiedz..ale to i tak
                        malutka cząstka mojej Holandii..
                        • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 12.02.10, 11:54
                          Drogi Wiatraczku :-),
                          Czytam i czytam co napisałaś i powiem szczerze, że hostoria z mojego życia prawie wzięta. Po ciężkich przejściach w czasie pierwszej ciąży, nawet boję się pomyśleć o drugiej i to do tego w tym kraju. Psychicznie już jestem gotowa, ale zawsze w głowie rodzi się pytanie: co będzie jeśli problemy się powtórzą, kto mi tu pomoże? I boję się zaryzykować.
                          Holenderką nigdy "nie będę", bo to do niczego nie jest mi potrzebne, a ludzi, którzy "stają się" Holendrami nie rozumiem. A Holandia odmieniła moje życie, nigdy nawet nie pomyślałam, że tu zamieszkam. Przez pierwsze dwa lata pobytu tutaj świadoma byłam, że moj dom jest w Polsce, teraz jestem zagubiona - gdzieś po środku między Polską a Holandią ... Podczas ostatnich wakacji wszystko w Polsce mnie drażniło - może to pierwsze objawy sholendrzenia? Nie wiem, jak długo tu jeszcze pomieszkamy, ale do Polski łatwo wrócić nie będzie. Trudno było podjąć decyzję o przyjeżdzie tu, ale chyba jeszcze trudniej jest podjąć decyzję o powrocie.
                          • wiatraczek100 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 12.02.10, 14:22
                            ja mialam taki sam problem jak ty z tym powrotem..jeszcze do tego
                            musiala zostawić tutaj mojego jeszcze wtedy nie męża..do mojego
                            powrotu przyczynilo sie glównie to poronienie- tak bardzo sie
                            zraziłam i nie chcialam juz tu byc..zreszta po 5 latach spędzonych
                            tutaj mialam troche dość..brakowalo mi starych
                            znajomych,rodziny,sióst itp..zaczęlam dostawać jakiejs dziwnej
                            klaustrofobi hehh i potrzebowalam wiecej przestrzeni..tutaj wszystko
                            jest takie ciasne,male,ograniczone do najpotrzebniejszych
                            rzeczy,wykorzystany kazdy kawaleczek,zaprogramowany kazdy
                            dzien,zatęsknilam tez do tego polskiego "daleś Boze dzień daj i noc"
                            heheh...
                            ale po powrocie myslalam,ze zwariuje..nie moglam sie przestawic i
                            przyzwyczaic na nowo,wszystko mnie wkurzalo i chcialam
                            wracac,tęsknilam tez strasznie za wtedy jeszcze narzeczonym..ale
                            prztrwalam najgorsze..po pol roku zaszlam w upragnioną ciąże i bylam
                            bardzo szczesliwa z tego gdzie sie znajduje,mialam wspanialego
                            lekarza,ktory prowadzil moją ciąże i do samego końca czulam sie
                            bezpiecznie,ze jak cos bedzie nie tak to u nas w Polsce robi sie
                            wszystko aby uratować życie..i urodzilam śliczną córeczkę..pozniej
                            zadecydowaliśmy z mężem,ze po pierwszych urodzinach malutkiej
                            przyjedziemy do Niego..po tych wszystkich najwazniejszych
                            szczepieniach i kiedy mala juz bedzie większa..Mąż bardzo czesto
                            przyjezdzal..średnio co trzy tygodnie(ma wlasną firmę takze mogl
                            jechac kiedy chcial)i tak przebrnęliśmy ten trudny okres..w między
                            czasie ochrzciliśmy malutką i wyprawilismy huczne weselicho:) a bylo
                            tak super,ze nawet sie nie spodziewalismy..wszystko zorganizowalismy
                            tylko 3 miesiące przed-moze dlatego bylo tak fajnie,ze tak
                            spontanicznie to wyszlo ale tez mielismy szczescie,ze wszyscy mieli
                            akurat wolne miejsce-ksiądz,lokal,zespół itp...
                            no przyszedl czas powrotu na stare śmieci..a mi o dziwo wcale nie
                            chcialo sie wracać..więc chyba kwestia przyzwyczajenia..ale jestesmy
                            teraz razem i to najwazniejsze- szczegolnie dla dziecka i oczywiscie
                            dla naszego związku..
                            te dwa lata to byl dla nas bardzo trudny sprawdzian..ale dalismy
                            rade..w przyszlości moze nawet bardzo bliskiej planujemy wrócić do
                            PL..zbudować dom itp..niech tylko nasze plany sie powiodą bo jeszcze
                            trzeba w tej Polsce za coś żyć,nieprawdaż? i dobrze by bylo na
                            jakimś godnym poziomie a jak w tej naszej Polsce jest kazdy
                            wie..przez tą całą klikę pazernych i bezwzglednych naszych kochanych
                            polityków i system socjalny godny najzwyklejszego pożalowania..ale
                            to i tak nie zmienia tego,ze to jest ten prawdziwy moj dom,do
                            ktorego pewnie zawsze bede wracać,moje dzieciństwo i cale zaplecze
                            roznych wydarzen,ktore uksztaltowaly mnie na czlowieka,ktorym teraz
                            jestem..rodzina,rodzice itp..kiedys rozmawialam z taka moją mozna
                            powiedzieć 70 letnią przyjaciółką:) holenderką,ktora pół zycia
                            bujała sie po świecie ale na koniec wrócila do domu do Holandii..my
                            z mężem tez chcemy duzo zobaczyć,pozwiedzać troche świata,pożyć
                            troche tu trochę tam..ale w Polsce mieć ten swój dom do,ktorego
                            bedziemy zawsze wracać i na starość spedzimy w nim nasze ostatnie
                            chwile jak Bog da oczywiście..takie mamy marzenia i plany..Matko ale
                            sie naprodukowalam..chyba troche
                            przesadzilam..a "robota"czeka:)..ale zycie tutaj tez mnie zmienilo i
                            troche tej hoenderskości chyba tez gdzies we mnie na zawsze juz
                            zostanie..w końcu tyle czlowiek tu przezył..w innej sytuacji są
                            oczywiście dziewczyny,ktore wyszly za Holendrów bo to wszystko
                            zmienia i muszą żyjąc tutaj przyzwyczaic sie do tego troche "innego
                            świata"..ale co tam najwazniejsze zeby miec u boku kochaną osobę i
                            byc szczesliwym,czy tu czy tam..to tez nie koniec świata:)a nie
                            ktorym nawet bardziej sie tu podoba..gorzej z takimi jak ja troszkę
                            nacjonalistkami heheh ale nie jestem ignoranką broń Boze! jak mnie
                            tu pewnie nie jedna osoba by posądzila:)czesto mam poprostu troche
                            inne zdanie niz ogół czy tu czy tam..zawsze mam z tym
                            problem..wychodzi na to,ze taki trochę konflikt chodzący ze mnie:)
                            hehe ale w rzeczywistości chyba nie jest az tak zle..choć moja
                            siostra twierdzi,ze powinnam zyc w Meksyku albo Ameryka
                            poludniowa..ale tam to dopiero miala bym problemy z polecaniem innym
                            mamom jak powinno sie odżywiać 6 miesieczne dziecko..chyba
                            przczynilabym sie do jakiejs nowej co najmniej meksykańskiej wojny
                            domowej heheh pozdrawiam
                • mad_die Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 08.02.10, 14:44
                  nawet
                  > za leki się nie płaci w aptece.

                  Wszysko zalezy od leku - jesli jest refundowany, nie placisz w aptece, tylko
                  idzie z ubezpieczenia. JEsli nie jest refundowany - placisz normalnie, wcale nie
                  mało (głupi żel dactarin kosztuje 12 euro).
                  A i tak pierwsze wydane na leczenie, wizyty, konsultacje 160 euro rocznie idzie
                  z Twojej kieszeni (nie dotyczy dzieci do 18 roku zycia).
                  • mamantkaa Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 08.02.10, 15:34
                    > A i tak pierwsze wydane na leczenie, wizyty, konsultacje 160 euro
                    rocznie idzie
                    > z Twojej kieszeni (nie dotyczy dzieci do 18 roku zycia).
                    No ale ja właśnie w zasadzie tylko dzieci leczę. Do tej poy w aptece
                    musiałam płacić tylko za syrop na kaszel, a wszystko inne mieliśmy
                    refundowane (leki przeciwalergiczne, tuba do inhalacji, maści i
                    kremy).
                    Moich wizyt u położnej, czy domowego wkład własny nie obejmuje.
                    Mi taki układ pasuje.
                      • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 08.02.10, 21:51
                        Ludzie w Polsce narzekają na służbę zdrowia! Aż się tego słuchać nie chce. Nauczeni jesteśmy, że wszystko co w kraju to beee, tylko na świecie wszystko jest super. System może i nie jest idealny, ale zawsze istnieje alternatywa wizyty prywatnej a tu? Nie ma takiej opcji, domowy człowieka przy życiu trzyma:-). I choć wydaje się człowiekowi, że coś jest za darmo to i tak tyakiej opcji nie ma.

                        Wracałam dziś autem do domu i coś mi wpadło w oko :-). Dziury w jezdni! Jest ich nawet sporo. I znowu uprzytomniłam sobie, że w Polsce ludzie na drogi narzekają , wszędzie na świecie drogi są super tylko w Posce żle. Ale tutaj nie ma takich mrozów, jak w Polsce. Jeśli przy -10 w Holandii ich stan jest taki, jak dziś widziałam, to co by się działo przy -33, jak w Polsce ostatnio. Tak sobie jechałam i myslałam o tych dziurach ... Zajęcie suuuper :-) Korek, dziura, korek....:-). Intuicja mi podpowiada, że te dziury w drodze, to tutaj szybciej załatają niż w Polsce zazwyczaj to robią.

                        Wspomnienie z wakacji.... przypomniało mi się, jak byliśmy w lato w Polsce. Jechaliśmy naszym autem na hol. numerach, no i mijaliśmy na trasie jakiegoś Holendra (wyglądał, jak holender), też na hol. numerach. Nawet sobie nie możecie wyobraźić jago radości, gdy nas zobaczył. Tak się cieśzył, że spotkał rodaka za granicą. Oj zdziwiłby się, gdyby się zatrzymał i chciał pogadać. Niesamowita radość. A Polak, jak spotka Polaka za granicą to jakoś tak wielkiej radości nie ma. Dlaczego?

                        Na marginesie dodam, że strasznie mnie denerwuje to, że ludzie w Polsce pytając o zarobki w Holandii zaraz przeliczają je na realia polskie. I wtedy im wychodzi, że tu takie bogactwo w tej Holandii. Nawet nie zapytają ile co tu kosztuje........
                        • maxijo Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 09.02.10, 21:18
                          czytajac watek dochodze jednak do wniosku ze po paru latach malo
                          mnie dziwi, w koncu to inny narod, tradycje, historia, moda:) a np.
                          ze Holender uzalezniony jest od matki - kompletnie sie nie zgadzam,
                          ciesze sie, ze nie mam meza polaka i polskiej tesciowej:) teraz
                          wiele sytuacji dziwi mnie w Polsce:)

                          jedyna rzecz, ktorej do konca nie moge pojac to opieka zdrowotna,
                          zdazylam przyzwyczaic sie do wszechobecnej "teorii wirusow" albo
                          konsultacji telefonicznych z asystentka odnosnie dziecka z 40
                          stopniowa goraczka... chodzi mi o roznice od podstaw - wydaje sie,
                          ze medycyna holenderska to jakis zupelnie inny fakultet. Badania
                          ogolne, morfologia, ciaza, cytologia, leki -od noworodka do wieku
                          sedziwego - totalnie inne standardy, zalecenia, profilaktyka. I
                          niepojete, ze oni jednak sa chyba zdrowszym narodem niz Polacy.
                          Zastanawialm sie ile razy w zyciu przecietna Holenderka chodzi do
                          ginekologa....
                          • kasia191273 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 09.02.10, 22:17
                            maxijo napisała:

                            > czytajac watek dochodze jednak do wniosku ze po paru latach malo
                            > mnie dziwi, w koncu to inny narod, tradycje, historia, moda:) a
                            np.
                            > ze Holender uzalezniony jest od matki - kompletnie sie nie
                            zgadzam,
                            > ciesze sie, ze nie mam meza polaka i polskiej tesciowej:) teraz
                            > wiele sytuacji dziwi mnie w Polsce:)
                            >
                            > jedyna rzecz, ktorej do konca nie moge pojac to opieka zdrowotna,
                            > zdazylam przyzwyczaic sie do wszechobecnej "teorii wirusow" albo
                            > konsultacji telefonicznych z asystentka odnosnie dziecka z 40
                            > stopniowa goraczka... chodzi mi o roznice od podstaw - wydaje sie,
                            > ze medycyna holenderska to jakis zupelnie inny fakultet. Badania
                            > ogolne, morfologia, ciaza, cytologia, leki -od noworodka do wieku
                            > sedziwego - totalnie inne standardy, zalecenia, profilaktyka. I
                            > niepojete, ze oni jednak sa chyba zdrowszym narodem niz Polacy.
                            > Zastanawialm sie ile razy w zyciu przecietna Holenderka chodzi do
                            > ginekologa....

                            przecietna Holenderka chyba nigdy, przy zalozeniu, ze nie choruje
                            powazniej niz czasem grzybica, na co leki przepisuje domowy + kilka
                            razy w zyciu cytologia

                            ale na pewno sa narodem zdrowszym
                            • zonajana Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 09.02.10, 23:20
                              No ja akurat robie sobie badanie srednio co 18mcy. Na stwierdzenie lekarza, ze
                              to przeciez zbedne, powiedzialam, ze jestem przyzwyczajona do innego standartu,
                              a jesli on ma z tym problem, to niech mi wystawi rachunek, zaplace. Oczywiscie
                              rachunku zadnego nigdy nie dostalam, badania sobie robie i tyle.
                            • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 09.02.10, 23:53
                              > ale na pewno sa narodem zdrowszym

                              Ciekawa jestem czy to prawda. Na pewno konsumuja mniej lekow, ale to
                              niekoniecznie swiadczy o tym, ze sa zdrowsi. Zagadka pozostaje dla
                              mnie wykrywalnosc chorob, bo podejscie "za tydzien samo przejdzie"
                              temu raczej nie sprzyja.

                              Z jednej strony sporo osob uprawia sport, nie przepracowuja sie,
                              znajduja czas na przyjemnosci i hobby, maja pozytywne podejscie do
                              zycia, mniej sie stresuja.

                              Z drugiej strony ich odzywianie sie nie jest najzdrowsze, nagminnie
                              slysze o zapaleniach ucha wsrod holenderskich dzieci, wsrod
                              doroslych ciagle ktos ma depresje albo burn-out. Jak sobie pomysle o
                              tutejszych lekarzach "to-tylko-wirus"-rodzinnych, to tylko sie moge
                              domyslac ile chorob zostaje zignorowanych albo niewykrytych. Moze
                              oni nie sa zdrowsi, ale po prostu nieprzebadani ... A moze zimny
                              chow zrobil swoje i jednak zdrowsi sa ...
                              • 8zumirodam Depresja u Holendrów .... 10.02.10, 22:37
                                wsrod
                                doroslych ciagle ktos ma depresje

                                Na moich lekcjach niderlandzkiego zostałam pouczona,że Holendrzy są
                                narodem z wielkimi zmartwieniami i dlatego brzydko się starzeją.
                                Czy ich depresja wynika z położenia kraju N.P.M.? ;)
                                • kasia191273 Re: Depresja u Holendrów .... 11.02.10, 09:03
                                  8zumirodam napisała:

                                  > wsrod
                                  > doroslych ciagle ktos ma depresje
                                  >
                                  > Na moich lekcjach niderlandzkiego zostałam pouczona,że Holendrzy

                                  > narodem z wielkimi zmartwieniami i dlatego brzydko się starzeją.
                                  > Czy ich depresja wynika z położenia kraju N.P.M.? ;)

                                  to chyba nie wynika z ich jakiejs szczegolnej tendencji do popadania
                                  w depresje (choc moze polozenie geograficzne, wiatry maja na to
                                  wplyw, udowodoniono przeciez, ze Finowie z racji braku swiatla
                                  slonecznego tez), tylko z tego, ze tu sie mowi o depresji wprost

                                  w Polsce depresja to albo temat wstydliwy ( a psycholog= psychiatra
                                  i wstyd do niego pojsc!), albo bagatelizowany ('przesadzasz, wez sie
                                  w garsc')
                                  • agnieszkaela Re: Depresja u Holendrów .... 11.02.10, 12:56
                                    No coz, punkt widzenia zalezy od punkt siedzenia :-) Latwo chwalic
                                    mozliwosci prywatnego leczenia w Polsce tym ktorych na to stac.
                                    Gorzej jak bez placenia nie dostaje sie NIC, albo bardzo niewiele.
                                    Gorzej jak np. przyjdzie zrobic operacje za kilkadziesiat tysiecy
                                    zlotych choremu ktorego na to nie stac, a alternatywa jest 3 letnie
                                    oczekiwanie w bolu grozace kalectwem.
                                    Zaden system nie jest idealny, faktycznie w Holandii powinna byc
                                    wieksza konkurencja, wiekszy wybor wsrod lekarzy domowych, byc moze
                                    warto byloby miec mozlwosc doplaty do lepszych swiadczen, ale
                                    generalnie jednak uwazam ze ten SYSTEM funkcjonuje lepiej niz ten w
                                    Polsce, gdzie bez pieniedzy nie mozna zrobic prawie nic.

                                    A inne rzeczy. Sa roznice, sa rzeczy ktore denerwuja mnie i tu i
                                    takie ktore denerwuja mnie w Polsce. Ale staram sie byc obiektywna,
                                    choc przyznam ze denerwuje mnie jak ktos narzeka na wszystko co w
                                    Polsce, wychwalajac Holandie. I na odwrot tez. Zwlaszcza jesli to
                                    narzekanie nie ma podstaw- bo opiera sie na jakis tam wyobrazeniach,
                                    albo przebija przez nie ewidentne uprzedzenie.
                                    • anitax Re: Depresja u Holendrów .... 12.02.10, 09:20
                                      > Latwo chwalic mozliwosci prywatnego leczenia w Polsce tym ktorych
                                      > na to stac. Gorzej jak bez placenia nie dostaje sie NIC, albo
                                      > bardzo niewiele.
                                      Nie jestem pewna czy my sie rozumiemy. Nie twierdze, ze system w
                                      Polsce jest lepszy. Po prostu podoba mi sie mozliwosc zrobienia
                                      dodatkowych badan lub wykupienia lepszych lekow. Tutaj czlowiek jest
                                      zdany na laske rodzinnego-jasnowidza, ktory czesto zaklada, ze nic
                                      czlowiekowi dolega. Jesli wiec matka podejrzewa u dziecka anemie czy
                                      jest zaniepokojona guzkiem w piersi, najpierw musi stoczyc walke z
                                      rodzinnym, ktory za wszelka cene stara sie uniknac jakichkolwiek
                                      kosztow. Alternatywa byloby wprowadzenie mozliwosci badan na wlasny
                                      koszt pacjenta, nie obciazajacych ubezpieczyciela, a dajacych
                                      pacjentowi konkretna diagnoze.

                                      • agnieszkaela Re: Depresja u Holendrów .... 12.02.10, 10:18
                                        No, ale stad to juz chyba niedaleka droga do tego co dzieje sie w
                                        Polsce. "Chce Pani badania- prosze sobie zrobic na wlasny
                                        koszt" "Potrzebne kule po operacji kolana? Prosze kupic, to tylko 60
                                        zl za sztuke!" "Zdiagnozowal sie pan prywtanie? To prosze dalej
                                        prywatnie sie leczyc" To cytaty niestety dotyczace moich rodzicow i
                                        dziadkow...
                                        • anitax Re: Depresja u Holendrów .... 12.02.10, 11:44
                                          Wspolczuje zlych doswiadczen, ale nie sadze zebys takie teksty
                                          slyszala w Holandii. Oni sa na ogol zadowoleni jak sie czlowiek
                                          zdiagnozuje na wlasny koszt.

                                          Ja sobie bardzo chwale prywatna opieke lekarska w Polsce, dzieki
                                          ktorej m.in. wreszcie ruszyla rehabilitacja syna w Holandii, bo
                                          tutejsza pediatra nie widziala koniecznosci badan. A juz najbardziej
                                          mnie wkurza argumentacja, ze "po co dziecko kluc, przeciez to boli".
                                          Obluda i tyle. Jak masowo szczepili na swinska grype, to sie tak
                                          bardzo bolem dzieci nie martwili.
                                          • agnieszkaela Re: Depresja u Holendrów .... 12.02.10, 13:07
                                            "Wspolczuje zlych doswiadczen, ale nie sadze zebys takie teksty
                                            slyszala w Holandii. Oni sa na ogol zadowoleni jak sie czlowiek
                                            zdiagnozuje na wlasny koszt"

                                            No to ja o tym pisze wlasnie! Lekarze w Polsce tez sa zadowoleni ze
                                            pacjenci diagnozuja sie prywatnie i lecza...

                                            Ja nie twierdze ze sytuacja jest idealna, problemem sa lekarze
                                            ktorzy sie nie znaja, ktorym sie nie chce. Ale mozna z tym walczyc,
                                            jak sie pacjent nie da zbyc to dostanie w koncu skierowanie. I nie
                                            ma znaczenia czy ma sie pieniadze czy nie.
                                            • anitax Re: Depresja u Holendrów .... 12.02.10, 14:05
                                              > Ale mozna z tym walczyc, jak sie pacjent nie da zbyc to dostanie w
                                              koncu skierowanie.
                                              Nie zawsze, zdarzaja sie ciezkie sztuki, ktore skierowania nie dadza
                                              i juz.

                                              I w ogole nie rozumiem dlaczego o badania trzeba walczyc. Zamiast
                                              przeprowadzac polgodzinne dyskusje z rodzinna na temat np. czy
                                              morfologia jest dziecku konieczna, wolalabym zaplacic i zrobic od
                                              reki, bez laski i walki (w Polsce morfologia kosztuje 5 zl, wydruk
                                              do reki za godzine).
                          • magdulek2010 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 09.02.10, 22:34
                            ...raczej właśnie są zdrowszym narodem, z tego co słyszałam mają wysoką wykrywalność raka... aż się nie chce wierzyć, jak to jest możliwe? W Polsce się na wszystko chucha, dmucha, na dzień dobry antybiotyk, a tu selekcja naturalna :-). Dużo sie tutaj widzi na ulicy ludzi z Zespołem Downa, czy jest ich aż tak dużo? Czy może nie siedzą zamknięci w domach, jak w Polsce.
                            W Polsce ludzie zabiegani, wszystko pilnie do załatwienia na wczoraj. A tu na wszystko jest czas... Słychać często dziekuje, Holender, jak sie pomyli to potrafi powiedzieć -sory moja wina, ja to zrobiłem. Złap Polaka za rękę to powie, że to nie jego ręka. Jak widzę czasami na ulicy, w sklepie jacy Polacy tu przyjeżdzają, to już się nawet nie dziwię, że Holender może mieć o Polaku złe zdanie....
                            • tijgertje Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 09.02.10, 23:03
                              magdulek2010 napisała:
                              Dużo sie tutaj widzi na ulicy ludzi z Zespołem Downa, czy jest ich
                              aż tak dużo?
                              > Czy może nie siedzą zamknięci w domach, jak w Polsce.

                              Dokladnie, tu Zespol Downa nie przesadza od razu o tym, ze ktos ma
                              byc w zamknietym zakladzie, o ile tylko mozliwe tacy ludzie
                              mieszkaja samodzielnie lub w malych grupkach, majac cos w rodzaju
                              opiekuna, ktory pomaga im w miare normalnie i samodzielnie
                              funkcjonowac. Polecam program "down met Johnny"
                              www.veronicatv.nl/web/show/id=377207/langid=43/media=60772/page=1
                              • mamamaxia08 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 10.02.10, 06:12
                                tijgertje napisała:

                                > magdulek2010 napisała:
                                > Dużo sie tutaj widzi na ulicy ludzi z Zespołem Downa, czy jest ich
                                > aż tak dużo?
                                > > Czy może nie siedzą zamknięci w domach, jak w Polsce.
                                >
                                > Dokladnie, tu Zespol Downa nie przesadza od razu o tym, ze ktos ma
                                > byc w zamknietym zakladzie, o ile tylko mozliwe tacy ludzie
                                > mieszkaja samodzielnie lub w malych grupkach, majac cos w rodzaju
                                > opiekuna, ktory pomaga im w miare normalnie i samodzielnie
                                > funkcjonowac.
                                Tak, trzeba przyznać że funkcjonowanie osób z ZD tutaj to w porównaniu z Polską
                                - "niebo a ziemia" :)... W Polsce nikomu by do głowy nie przyszło, że osoba z ZD
                                mogłaby pracować np. w sklepie, w Polsce ewentualnie w Zakł. Pr. Chronionej.
                                Inne podejście, lepsze traktowanie i perspektywy - wielki plus dla społeczeństwa
                                holenderskiego.

                                A propos wykrywalności nowotworów - muszę zapytać znajomej pielęgniarki jak to
                                wygląda... nurtuje mnie to, bo przy tutejszych standardach podejścia do badań,
                                ciężko uwierzyć, że wykrywają raka w stadiach wczesnych... a jestem żywotnie
                                zainteresowana ze względu na obciążenia rodzinne.

                                A tak na koniec, to się wczoraj uśmiałam gdy znajomy Holender, po mojej
                                opowieści w trudnościach zrozumienia holenderskiego języka mówionego, zaserwował
                                tekst pt. mieszkańcy Limburgii dla reszty kraju porozumiewają się "kodem" i
                                faktycznie mogę nie rozumieć co się do mnie mówi, skoro w szkole uczę poprawnego
                                niderlandzkiego ;). Oczywiście wiedziałam, że tutaj "panuje" dialekt limbudzki
                                ale nie zdawałam sobie sprawy, że on "aż tak" się różni od oficjalnego
                                niderlandzkiego...Zostałam podniesiona na duchu :)

                                • tijgertje Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 10.02.10, 09:32
                                  mamamaxia08 napisała:
                                  mieszkańcy Limburgii dla reszty kraju porozumiewają się "kodem" i
                                  > faktycznie mogę nie rozumieć co się do mnie mówi, skoro w szkole
                                  uczę poprawneg
                                  > o
                                  > niderlandzkiego ;).

                                  Faktycznie. JA mieszkam juz prawie 8 lat w Brabancji, ale jak ktos
                                  tu"sporo dialektem zajezdza, to za nic go zrozumiec nie mozna:-/ Maz
                                  z Twente, jak sie zapomni, to tez jest nie do zrozumienia, choc go
                                  juz kawal czasu znam;-) Najbardziej mnie bawia wypowiedzi w
                                  telewizji tubylcow, ale mowiacych dialektem , pod ktorymi umieszcza
                                  sie tlumaczenie;-) Jakis czas temu dyrygowalam chorem, 50-osobowa
                                  grupa pojechalismy na coroczna wycieczke. Niedaleko, jakies 30 km,
                                  ale juz w Belgii. Mielismy super przewodniczke, ale zdziwolam sie,
                                  jak ludzie po 60-tce w pewnym momencie mnie zapytali, czy ja
                                  cokolwiek rozumiem z tego co ona mowi. Ja z nieco wytrzeszczonymi
                                  oczetami odparlam, ze oczywiscie, sadzilam,z e mieli nieco wyzsze
                                  mniemanie o moich mozliwosciach jezykowych, ale okazalo sie, ze
                                  mieszkajac w kilku rejonach Holandii w sumie nie mam wiekszych
                                  problemow z rozumieniem, za to grupa tubylcow od pokolen mieszkajaca
                                  w jednym rejonie nie rozumiala nic. Przewodniczka mogla rownie
                                  dobrze gadac po chinsku;-)
                                    • nesla Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 10.02.10, 13:05
                                      Co do sluzby zdrowia to juz niejedno tu napisalysmy na tym forum na
                                      ten temat, to jest temat rzeka..
                                      Ja od siebie powiem, ze tak do konca to nie wiem czy Hoeldrzy sa
                                      zdrowsi, moze sa mniej swiadomi swoich chorob i do lekarzy chodza
                                      dopiero jak naprawde nie ma innego wyjscia. Ten prog jest dla
                                      Holendra duzo wyzszy niz dla Polaka (przecietnie).
                                      Ja absolutnie za prywatna sluzba zdrowia nie tesknie. Moze to i jest
                                      jakis pomysl i moze sie sprawdza dla ludzi ktorzy malo i lekko
                                      chopruja a maja kase. Ale niestety w spoleczenstwie sa rozni ludzie
                                      i ci bardziej i mniej uzdolnieni, ci z wiekszymi szansami na dobre
                                      wyksztalcenie i tacy ktorzy z jakichkolwiek zaleznych od siebie lub
                                      niezaleznych powodow bogaci nie sa.. A choroba nie wybiera.. W
                                      Holandii moim zdaniem panuje bardzo socjalny system, ktory nikogo
                                      nie wyroznia.
                                      Do tej pory denerwowalo mnie ze placumy grube pieniadze za
                                      ubezpieczenie aanvullende, a jak trzeba jakies lekarstwo to trzeba
                                      pokrywac z "eigen risico", nawet taki glupi nurofen, ktory Milena
                                      stosowala latami musialam placic z wlasnej kieszeni. Jednak zawsze
                                      byly to koszty latwe do upchniecia miedzy stosem innych wydatkow.
                                      Teraz mam inny punkt widzenia, pewnie niedlugo corka bedzie musiala
                                      zaczac zazywac lek, ktory kosztuje dziesiatki tysiecy Euro w skali
                                      roku, a przy jej chorobie leczenie trwac moze do konca zycia. Nigdy
                                      w zyciu nie bylabym w stanie za to zaplacic w Polsce, a w Holandii
                                      koszty leczenia pokrywa ubezpieczyciel.
                                      Czasem wiec narzekam na niekompetentnych niedouczonych lekarzy, ale
                                      system jako taki jest moim zdaniem najlepszy na swiecie.
                                      • kasia157 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 10.02.10, 15:04
                                        Holenderska sluzba zdrowia jest skierowana i skonstruowana przede
                                        wszystrkim dla ludzi chorych, a w Polsce jest doskonaly system dla
                                        ludzi zamoznych i zdrowych. Bo co z tego, ze pojdziemy sobie
                                        prywatnie do lekarza, gdy na diagnozie sie skonczy i w wypadku
                                        jakiejs powaznej choroby zostajemy skierowany do panstwowego
                                        szpitala, a tam jak jest kazdy wie. (panuja jakies 19-wieczne
                                        warunki). W Holandii moze i nie robia badan na kazde zawolanie
                                        (wiadomo to jest bardzo drogie), ale w wypadku powaznej choroby
                                        dostaniemy na prawde najwyzszej jakosci opieke. (To wlasnie tu a nie
                                        w Polsce holenderscy lekarze operuja dzieci z Polski).
                                        No i kwestia lekow, jezeli potrzebujemy jakis antybiotyk, to moze
                                        dostaniemy tansza wersje niz w Polsce, ale za to ludzie powaznie
                                        chorzy maja dostep do najdrozszych,najlepszych lekow pokrywanych z
                                        kasy ubezpieczyciela. Chorzy na stwardnienie rozsiane w Polsce maja
                                        refundowane b. drogie leki jednorazowo przez okres 2 lat, w Holandii
                                        to standardowe leki, ktore dostaje kazdy chory przez caly czas
                                        trwania choroby. (niezadko kilkadziesiat lat). Moja kolezanka z
                                        chorym dzieckiem, wlasnie dlatego wybiera sie na emigracje.
                                        • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 10.02.10, 23:02
                                          > Teraz mam inny punkt widzenia, pewnie niedlugo corka bedzie
                                          > musiala zaczac zazywac lek, ktory kosztuje dziesiatki tysiecy Euro
                                          > w skali roku
                                          Dla mnie kwestia refundacji lekow to osobny temat. Przy chorobach
                                          przewleklych wszystkie leki powinny byc refundowane. Kwestia czy lek
                                          bedzie refundowany nie zalezy jednak od tego czy go przepisano w
                                          prywatnym gabinecie czy w panstwowym.

                                          > Czasem wiec narzekam na niekompetentnych niedouczonych lekarzy,
                                          > ale system jako taki jest moim zdaniem najlepszy na swiecie.
                                          Moim zdaniem nie jest. Dostalam kiedys bardzo silny lek z efektami
                                          ubocznymi. Kosztowal grosze. W Polsce moglabym wybrac drozsza
                                          wersje, znacznie lagodniejsza dla organizmu. Tu nie mam takiej
                                          mozliwosci, bo wszystko ma byc rowno. Zupelnie nie rozumiem co komu
                                          szkodzi danie ludziom mozliwosci zakupu lepszych lekow, czy
                                          zrobienie badan na wlasny koszt. Niech ubezpieczenie zwroci za
                                          najtanszy specyfik a roznica bedzie na koszt pacjenta.
                                          Dla mnie tutejszy system dziala wg zasady - niech beda tylko
                                          supermarkety Aldi, bo na zakupy w Albert Heijn nie wszystkich stac,
                                          wiec lepiej je zamknac zeby bylo sprawiedliwie i kazdy mial to samo.

                                          > W Holandii moim zdaniem panuje bardzo socjalny system, ktory
                                          > nikogo nie wyroznia.
                                          Tu Cie musze niestety rozczarowac. W Holandii mozliwa jest wizyta u
                                          specjalisty w ciagu 3 dni i specjalistyczne badania w ciagu
                                          tygodnia - wystarcza znajomosci. Tu tez sa rowni i rowniejsi ...

                                          • schinella Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 12.02.10, 11:24
                                            Ja akurat na sluzbe zdrowi nie moge specjalnie narzekac. Owszem
                                            goraczka u niemowlaka ich nie przeraza i pasa paracetamolem, ale
                                            podoba mi sie ta organizacja. Idziesz do domowego, dostajesz recepte
                                            lub jest ona wysylana do apteki i tam odbierasz lek.
                                            w tem sposob ani lekarz ani aptekarz ani pacjent nie moga nikogo
                                            naciagac, bo ubezpieczyciel od razu zobaczy ze kupiles 30 opakowan
                                            jakiegos leku w miesiacu. Albo ze lekarz cos podejrzanie za duzo
                                            recept na jakis specyfik wydaje.

                                            Rok temu moj maz mial operacje przepukliny, dostal od reki
                                            skierowanie na kontrole do specjalisty i po 2 tygodniach szedl pod
                                            noz. Ja poprosilam domowego o skierownie do specjalisty od zyl i
                                            mialam robiony zabieg na zylaka po miesiacu. Corka ma co jakis czas
                                            podwyzszona temperature i narzeka na bol - podejrzewajac jakas
                                            infekcje drog moczowych po prostu zanioslam siuski na kontrole do
                                            domowego i ani sie jajekneli - czekam na wyniki.

                                            Mam fajnego domowego, ale zaskoczyla mnie druga mloda lekarka, do
                                            ktorej poszlam po poludniu z moim roczniakiem bo sral i rzygal dalej
                                            niz widzial i sie zaczal odwadniac. Po skonczonej robocie ta lekarka
                                            przyszla do mnie do domu spytac ja maluch! Normalnie mi kopara
                                            opadla. Na szczescie juz bylo lepiej, a ona sie po prostu o niego
                                            martwila i wpadla zobaczyc czy juz mu lepiej.

                                            Co do depresji i burn out. To rzeczywiscie bardzo tu popularne. Jak
                                            masz zlamana noge to musisz sie stawic do roboty, ale jak masz
                                            depreche to przez rok mozesz sie bibac i nikt ci nie moze nic
                                            zrobic. Generalnie widze, ze tu sie nie lubia przepracowywac.
                                            Mielismy nowa recepcjonistke - 24 lata miala, panna. Po 3 miesiacach
                                            poprosila o skrocenie czasu pracy do 4 dni bo ona w ogole nie ma
                                            czasu dla siebie i jest przepracowana. Popracowala te 4 dni do konca
                                            umowy i juz nowej nie dostala (bo my firma angielska, nie
                                            holenderska).
                                            • schinella Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 12.02.10, 11:29
                                              Aha... jeszcze o tym starzeniu sie. Mysle, ze przyczyna starzenia
                                              sie Holendrow jest to ze wystawiaja sie na slonce przy
                                              najdrobniejszym promyczku i nigdy nie uzywaja filtrow. Jak tylko
                                              wyjdzie slonce wyleguja sie jak te pancerniki, normalnie na calej
                                              ulicy wszyscy siedza i sie smaza. Co wiecej - ogladajac funde.nl (od
                                              roku codziennie) widze, ze w co trzecim domu jest solarium! No i
                                              coraz czesciej widze tego skutki - takich zmarszczek i plam
                                              slonecznych jakie maja Holenderki - rowniez mlode to chyba nie maja
                                              inne kobiety.
                                              Co wiecej - jezdzac codziennie na rowerze, twarz jest wystawiona na
                                              slonce - czy jest pochmurno czy slonecznie, latem i zima. Po 10-20
                                              latach skutki braku ochrony sa widoczne.
                                            • anitax Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 12.02.10, 12:02
                                              > ale podoba mi sie ta organizacja. Idziesz do domowego, dostajesz >
                                              recepte lub jest ona wysylana do apteki i tam odbierasz lek.

                                              Jest jeszcze druga strona medalu:
                                              Czasem nawet nie musisz isc do domowego, asystentka przez telefon
                                              cie poinstruuje, ze masz lek do odbioru w aptece. No a ze czasem
                                              niekoniecznie to, co Ci jest potrzebne, to trudno. Jak sie zalapiesz
                                              na wizyte to ci moze domowy da cos, co pomoze.

                                              Idac do apteki, nie wiesz jaki lek masz odebrac i jak go dawkowac,
                                              bo rodzinny nie widzial potrzeby, zeby Cie o tym poinformowac.
                                              Jestes wiec zdana na kompetencje panienki za lada w aptece, ze wyda
                                              lek zgodnie z tym, co na recepcie i nie pomyli dawkowania. Czasem
                                              jest to zbyt duze wyzwanie, wiec nastepnego dnia panienka dzwoni
                                              zeby powiedziec, ze sie jednak pomylila.

                                              Zadnego wyniku badan nie dostaje sie do reki, przez telefon powiedza
                                              tylko czy wynik jest dobry, czy nie, zadnych szczegolow. A jak pani
                                              jest rozkojarzona i pomyli karty ... Co sie niestety zdarza.

                                              Podoba mi sie centralny rejestr pacjentow, wglad w historie choroby,
                                              ale jakos sie nie moge przyzwyczaic do traktowania pacjentow jak
                                              idiotow i bycia zdanym na asystentki, stazystki i pracownikow
                                              administracyjnych.

                                              • mamamaxia08 Re: Co nas dziwi u Holendrów .... 12.02.10, 12:43
                                                Apteka, idę odebrać tabulce swoje i mówię, że chcę na 3 m-ce (nie na 6 jak
                                                zwykle), uśmiech i... pani mi na to, że przecież mam jeszcze 2 opakowania w
                                                domku, bo mi dowieźli(!) w październiku :O. Ja ze zdziwienia i nerwów przechodzę
                                                automatem na ang. i zapodaję, że odbierałam osobiście ostatni raz w lipcu i już
                                                nie mam, i że ładnie proszę o ponowne sprawdzenie. Panienka poleciała jeszcze
                                                raz do kompa - okazało się, że jednak nie jestem naciągaczem :). Ludzie są tylko
                                                ludźmi, to się w końcu pomylić mogą ale żeby lipiec z październikiem pomerdać.... ;)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka