beba3
16.03.06, 21:25
Artykul w Wyborczej:
Czeka nas epidemia duszności
Margit Kossobudzka 15-03-2006,
Dzieci, które w pierwszym roku życia leczono antybiotykiem, dwa razy częściej
chorują na astmę. Stoimy u progu światowej epidemii tej choroby - mówi prof.
Piotr Kuna z Polskiego Towarzystwa Alergologicznego
W Polsce co czwarta osoba cierpi na jakąś postać alergii - np. katar sienny.
Dwa miliony Polaków chorują na astmę oskrzelową - w dużej mierze mającą
właśnie podłoże alergiczne, szczególnie u dzieci.
Astma to przewlekły proces zapalny toczący się w oskrzelach. Prowadzi do
nadwrażliwości dróg oddechowych, a to oznacza, że nasze oskrzela reagują
przesadnym skurczem na niegroźny normalnie czynnik.
W krajach rozwiniętych astma jest w tej chwili najczęstszym schorzeniem
młodzieży. W Skandynawii czy Wielkiej Brytanii, gdzie odsetek cierpiących na
alergię sięga nawet 45 proc., człowiek uczulony staje się normą. - To zdrowi
zaczynają być w mniejszości - ostrzega prof. Piotr Kuna. Polska na razie
trzyma się w środku tego trendu, ale wszystko wskazuje na to, że za kilka lat
dogonimy światową czołówkę.
Szkodzą, zamiast pomagać
Według badań przeprowadzonych w Poznaniu i Krakowie w latach 1994-2001 aż
trzykrotnie zwiększyła się liczba dzieci cierpiących na astmę! Wydaje się
też, że epidemia zaczyna przenosić się z miast do wsi, które do tej pory ze
względu na czyste środowisko były od niej prawie wolne. Nie są znane
wszystkie czynniki powodujące alergię, ale z badań jasno wynika, że jest to
choroba krajów wysoko rozwiniętych.
Ofiarą astmy padają przede wszystkim dzieci. Na Zachodzie jest to obecnie
najczęstsza przyczyna ich hospitalizacji. Części maluchów nie można uratować -
u nas na tę chorobę umiera rocznie ok. 1200 osób. - Wszystkich zgonów można
by uniknąć, gdyby osoby chore były prawidłowo leczone - twierdzi prof. Kuna.
Niestety, w Polsce jest tylko tysiąc alergologów, a lekarze pierwszego
kontaktu nie zawsze potrafią rozpoznać astmę. - Spośród dzieci, które
trafiają do naszej kliniki, tylko 30 proc. ma rozpoznaną astmę. Reszta jest
leczona najczęściej antybiotykami na różne formy zapalenia dróg oddechowych.
Rekordziści dostają po 20 antybiotyków rocznie. A przecież wiadomo, że 80
proc. chorób u małych dzieci jest wywoływane przez wirusy. Antybiotyki tu nie
działają - mówi prof. Kuna.
Te nie tylko nie pomagają, ale nawet mogą szkodzić - ostrzega najnowszy numer
amerykańskiego czasopisma "Chest". Jak wynika z najnowszych badań
przeprowadzonych w Kanadzie na ponad 12 tys. dzieci, jednorazowe zastosowanie
antybiotyku u malucha w pierwszym roku życia dwukrotnie zwiększa ryzyko
zachorowania na astmę. Im więcej kuracji antybiotykowych, tym gorzej. Przy
trzech antybiotykach w ciągu roku ryzyko, że u dziecka rozwinie się astma,
rośnie lawinowo.
Jaki jest mechanizm tego zjawiska? - Do końca nie wiemy. Ale prawdopodobnie
niszcząc wszystkie bakterie, także te potrzebne naszemu organizmowi, wpływamy
na nasz układ odpornościowy - komentował w BBC autor pracy Carlo Marra z
University of British Columbia. - Wydaje się, że niektóre "dobre" mikroby
wydzielają substancje kształtujące prawidłowe działanie tego układu.
Jak leczyć, żeby wyleczyć
Czy epidemii alergii, w tym astmy, można jakoś zapobiec? - Nie łudźmy się. Te
choroby nie znikną. Nie ma na to szans - twierdzi prof. Kuna. Wydaje się
również, że nie ma złotych środków, które mogłyby przed nimi uchronić. Trzeba
zatem skoncentrować się na prawidłowym leczeniu. A to bardzo się zmieniło w
ciągu ostatnich dwóch lat.
Do łask wraca terapia indywidualna. Wreszcie lekarze zauważyli, że
przestrzeganie tzw. standardów leczenia w stosunku do wszystkich osób nie
przynosi spodziewanych efektów. Zacząć trzeba od prawidłowego postawienia
diagnozy. - Bardzo mylne jest założenie, że poznamy astmatycznego malucha po
napadach duszności - mówi prof. Kuna. W Wielkiej Brytanii dwa epizody
przewlekłego kaszlu u dziecka oraz wywiad, że w rodzinie są uczulenia,
wystarczają do stwierdzenia, iż dziecko cierpi na astmę. U dzieci
najczęstszym objawem astmy jest właśnie kaszel, głównie nocny, ale także ten
po wysiłku czy wywołany nagłą zmianą temperatury otoczenia. Duszność jest
ostatnim objawem, dzieci jej w większości przypadków nie czują. Zmienia się
natomiast ich styl życia, unikają wysiłku i przepychanek z kolegami. Uciekają
w komputer czy telewizor.
W tej chwili w Polsce podstawą leczenia astmy są sterydy. Jednak nie działają
one na wszystkie substancje rozkręcające w naszym ciele reakcję alergiczną. A
jest ich kilka. Najbardziej znany to histamina. Środki, które ją blokują,
wchodzą w skład popularnych leków na uczulenie. Ale są też np. leukotrieny -
substancje 5 tys. razy silniejsze w swoim działaniu niż histamina. Ich rola w
inicjowaniu reakcji alergicznej jest ogromna. Wywołują długi i silny skurcz
mięśni i są odpowiedzialne za kaszel - wpływają drażniąco na zakończenia
nerwowe. Leukotrieny powodują obrzęk, wydzielanie śluzu, upośledzają
działanie rzęsek na powierzchni płuc i... nie są wrażliwe na działanie
sterydów.
To odkrycie zasadniczo zmieniło sposób leczenia astmy. Do leków sterydowych
dołączono antyleukotrienowe. Z prawie dziesięcioletnich obserwacji wynika,
zresztą ku zdziwieniu lekarzy, że leki te nie mają żadnych poważniejszych
działań niepożądanych. Prawdopodobnie dlatego, iż nie hamują całkowicie
produkcji leukotrienów, ale obniżają ich rozszalały poziom do normalnego
stanu.
Antyleukotrieny można dostać w Polsce (są dopuszczone dla dzieci powyżej
drugiego roku życia, ale prawdopodobnie jeszcze w tym roku można je będzie
podawać niemowlętom powyżej szóstego miesiąca), jednak wciąż niewielu lekarzy
przepisuje je swoim pacjentom. A są to środki, które mogą w znaczny sposób
poprawić stan chorego, bo zwalczają toczący się w jego organizmie stan
zapalny.
I tutaj dochodzimy do kolejnego wielkiego problemu związanego z astmą.
Większość chorych nie bierze leków leczących stan zapalny w oskrzelach (a
jest on zawsze, nawet kiedy nie widać objawów choroby), tylko leki objawowe,
które w żaden sposób nie pomagają. - Leczenie objawowe utrwala i pogarsza
chorobę - twierdzi prof. Kuna. - To tak jakby na zawał serca brać pyralginę.
Ból na pewno przejdzie, ale bez leków udrażniających naczynia krwionośne
pacjentowi grozi śmierć - dodaje.
A na astmę wcale nie umierają jedynie osoby z najcięższą jej postacią. Tyle
samo zgonów odnotowuje się w grupie łagodnej i umiarkowanej choroby.
Dlaczego? Bo astma jest bardzo zmienna. A ludzie nie zdają sobie sprawy z
wagi stałego leczenia.