Dodaj do ulubionych

lot do Polski - umieram z nerwow

27.04.07, 10:44
No wlasnie. Powody:
- Lece sama
- Victor ma piec miesiecy, chyba mu sie zeby wyzynaja, jest troche marudny,
NIE POTRAFI spac na kolanach ani w maxi cosi, a jak juz sie strasznie zmeczy,
to zaczyna robic histerie
- Lece german wings, a tam nie maja lozeczek dla dzieci, wiec bede go musiala
trzymac na kolanach
- Pewnie bede mu musiala dac butelke w samolocie, on nie bardzo potrafi jesc
w warunkach 'stresowych', boje sie, ze bedzie histeria.
- Zabieram go w maxi cosi, ktore jest powtornie ciezkie, nie wiem, jak sobie
z tym wszystkim poradze.

juz abstrahuje od innych 'zmartwien'- jak sie przyzwyczai do lozeczka
kempingowego u mojej mamy, ze bede ponad tydzien z nim spala w jednym pokoju
i po pierwsze ja sie nie wyspie, a po drugie on sie przyzwyczai do mojej
obecnosci, ze sie przez tez tydzien 'rozreguluje', a on tak ladnie spi i w
dzien i w nocy, tylko ma trudnosci z dostosowaniem sie do nowych warunkow :(
No i ze moja mama mnie zameczy tysiacem rad i uwag... Generalnie tak sie tym
wszystkim denerwuje, ze wcale sie nie ciesze na te podroz :((
Obserwuj wątek
    • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 11:07
      a może zamiast zabierać maxi cosi na pokład samolotu, weź Victora w nosidełku (
      typu baby bjorn albo inne)- będzie Ci wygodniej nieść, bo maxi cosi sie nosi
      fatalnie ( możesz je nadać jako bagaż).
      Spróbuj wziąć jakąś nową zabawkę, może maluch sie zainteresuje; moja
      Emilia "czytała" magazyn pokładowy ( czytaj: darła go) i to ją też zajmowało na
      czas jakiś. Poza tym lubiła zaglądać do pasażerów siedzących za nami i wówczas
      to oni ją przez chwilę zabawiali :o)
      Trzymaj sie , jakos to bedzie :o) na szczęście lot nie jest aż taki potwornie
      długi, choć z własnego doświadczenia wiem jak bardzo dłuży się nawet pół
      godziny w samolocie z dzieckiem wiercącym się na kolanach :o)
      • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 11:33
        lenkaa, co do tego nosidelka, to chyba tez wezme, zeby sie z nim przemieszczac
        po lotnisku. ale jesli bede Victora godzine albo dluzej musiala trzymac w
        takiej pozycji, to on sie strasznie zmeczy (nie jest przyzwyczajony do
        nosidelka). W maxi cosi bede mogla go przynajmniej na troche posadzic (nie
        mowiac o tym, jak udam sie do toalety na lotnisku z dzieckiem w nosidle??) Tak
        wiec jak widzisz, wszystkim sie martwie... :(
    • nexus_of_a_crisis Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 11:23
      koleżanka z pracy kiedyś mi mówiła, że małym dzieciom na pokładzie - zwłaszcza w
      czasie startu i lądowania - dobrze jest dać butelkę do ssania. przełykanie
      pomaga wyrównać ciśnienie w uszach, bo kiedy się zbyt mocno zatkają to sprawia ból.

      to akurat mogę potwierdzić sam - moje problemy z zatokami zaczęły się odkąd
      zacząłem latać a ustały odkąd laryngolog powiedział mi jakie ważne jest
      wyrównywanie ciśnienia i nauczył "pompować się" (zatkać palcami nos i próbować
      się nadmuchać). najpierw mu się popukałem w czoło, ale przy najbliższej okazji
      spróbowałem i to rzeczywiście w moim przypadku działa.

      małemu dzieciakowi nie dasz rady wytłumaczyć jak ma się przedmuchiwać - stąd ta
      butelka. może któraś mama potwierdzi?

      nex
      • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 11:29
        ja też wiecznie słyszałam o tym dawaniu picia podczas startu i lądowania, ale
        nigdy nie zauważyłam ,żeby mojemu dziecku przeszkadał start albo lądowanie -
        nigdy z tego powodu nie płakała; myślę ,że to sprawa indywidulna i zależy od
        dziecka.
        • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 11:36
          jasne, myślę, że smoczek sie nadaje jak najbardziej, chodzi o to, żeby
          przełykać ; dlatego czasami dają cukierki przed lądowaniem lub startem ( choć
          teraz coraz żadziej się spotykam z rozdawaniem cukierków).
          Wiesz, ja też nie lubię spać w tym samym pokoju z córką. Ona ma lekki sen i jak
          jestem w Polsce i wchodzę spać koło północy, to ona wtedy często się budzi i
          mam problem. Nie mówiąc o tym, że jak zapłacze przez sen to wtedy mnie budzi i
          nie mogę zasnąć.
      • kasia191273 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 11:32
        ja wprawdzie w kwestii lotu nie pomogę, bo jechałam do PL samochodem z Niną na
        Wielkanoc, ale:
        - sprawdziły się butelki i mleko modyfikowane. Nina też nie umie jeść w
        okolicznościach stresowych, więc bez butelki umarłaby z głodu, bo piersi nie
        chciała w podróży
        - w PL spała z nami w jednym pokoju, w gondoli, też się bałam, że będzie się
        ciągle budzić i my nie uśniemy, ale nic z tych rzeczy: spała wg swojego rytmu,
        mimo że w NL śpi w swoim pokoju w łóżeczku
        - nad podziw dobrze zniosła odwiedziny, macanie przez innych i ogólnie całą tę
        rodzinną szajbę. Nie rozregulowała się wcale!

        Bądź dobrej myśli, zobaczysz, że będzie lepiej niż myślisz. Ja też się okropnie
        bałam.
        • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 11:35
          Dzieki Kasia, pocieszylas mnie troche :)

          Co do pokarmu, to Vitor jest od miesiecy na butelce, wiec ten problem u mnie
          odpada. A i tak w warunkach stresowych nie potrfai jesc, nie mowiac o tym, ze
          kolki w dalszym ciagu od czasu do czasu daja znac o sobie...
          • nesla Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 12:59
            Jak ja cie rozumiem.. ! Ja sie odwazylam leciec sama z Milena jak miala 10
            miesiecy i nie wspominam podrozy zbyt pozytywnie, ale tragedii tez nie bylo.
            Niby mozna zabrac ze soba parasolke na poklad samolotu, ale mnie nie mial kto
            pomoc tej parasolki zlozyc przy wejsciu do samolotu i rozlozyc po wyjsciu z
            samolotu, do tego przy wsiadaniu trzeba bylo ZEJSC po schodach na plyte lotniska
            i potem WEJSC po schodach do samolotu i musialam obcych ludzi prosic o pomoc, bo
            nikt z obslugi nie raczyl pomoc. Maxi Cosi branie na poklad samolotu to wg mnie
            poroniony pomysl, lepiej oddac na bagaz. Jesli nie masz dodatkowego miejsca dla
            dziecka to sie nie zmiescisz z tym, wiec nie wiem po co to dzwigac?
            Sama podroza sie nie przejmuj, szybko zleci, wez tylko pare zabawek i cos do
            picia i jedzenia. Lot sam w sobie byl ok, gorzej z odprawa, bo dziecko mi
            zabierali i chcieli przeszukiwac, mnie kazali sie rozebrac do podkoszulki,
            niemalze chcieli rozlozyc wozek na czesci pierwsze podejrzewajac chyba ze
            przewoze narkotyki w stelazu wozka.. cuda wianki. Lecialam z Dortmundu tez jakas
            tania linia.
            • maxijo Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 13:14
              eee, tak zle z dzieckiem latac nie jest na krotkich dystansach, a jestem bardzo
              wygodnicka. Przy pierwszym locie maly mial rowniez 5 miesiecy, wybieralam loty
              w porze drzemek, jezdzilam wozkiem po lotnisku ( z maxi cosi), troche na
              raczkach, trafilam na w miare pusty samolot wiec dali mi caly rzad:). Maly
              troche poogladal nowosci,pobawil sie zabawkami, a potem poszedl spac. No ale u
              mnie byla piers, wiec ssanie, przelykanie i szybkie zasniecie byko
              zagwarantowane. W sumie start i ladowanie to kwestia kilku minut, troche trudno
              bylo karmic jak siedzial tylem do mnie, ale udalo sie. Takze moj wiercipieta o
              dziwo nie marudzil, ami udalo sie nawet zjesc i wypic.
              Co do pobytu w innym miesjcu to akurat mam kiepskie doswidczenia, moj maly
              reagowal i reaguje na zmiane otoczenia,bardzo zle sypia, takze wyjazdy sa
              raczej meczace. Ale pomimo to warto.
                • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 13:35
                  kurcze no, dalas mi do myslenia. Teraz siedze i jeszcze bardziej sie denerwuje.
                  To jak ja mam go nosic po lotnisku? W nosidle? spoci sie i zmeczy. I nawet siku
                  nie bede mogla isc zrobic. O matko, nie dotrwam chyba do niedzieli, nerwy mnie
                  zjedza (sorry, ze tak truje, neurotyczka ze mnie straszna). Nie leci
                  przypadkiem ktoras z Was tym samym lotem, byloby mi razniej? ;)
                      • nesla Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 13:51
                        No taki co sie sklada jak parasolka, zaraz znajde link. Nie wiem od jakiego
                        wieku dzieci moga w nich jezdzic, ale sa parasolki ktore rozkladaja sie do
                        pozycji lezacej, wiec male moze w nim spac i mozesz zabrac ze soba na poklad,
                        tylko musisz prosic o pomoc w zlozeniu i wlozeniu do samolotu, ale jako matka z
                        wozkiem masz pierwszenstwo we wsiadaniu, tylko musisz sie ustawic blisko
                        wejscia, bo jak nie to cie stratuja i nie przepuszcza (ja tak mialam) ;P

                        szukam linku
                        www.maclarenbaby.com
                        • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:01
                          Nesla, mnie sie wydaje, że jednak łatwiej jest znieść dziecko po schodach na
                          płytę lotniska ( jeśli samolot nie będzie przy "rękawie") w maxi cosi niż
                          wyjmować dziecko z wózka, składać wózek i znosiś dziecko i wózek po schodach;
                          sama pisałaś, że miałaś z tym problem, bo nikt z obsługi nie pomógł.
                      • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 13:57
                        Anja, do luku nad siedzeniem pasażera maxi cosi na bank NIE WEJDZIE, jest
                        zdecydowanie za duży, ale myślę, że będziesz mogła zostawić go tuż przed
                        wejściem do samolotu, obsługa go zabierze i odda Ci jak będziesz wysiadać z
                        samolotu. Jak leciałam KLM to dają zawieszkę "gate delivery" i bagaż czeka tuż
                        przy wyjściu z samolotu. Tylko musisz obsłudze samolotu wyjaśnić, że chcesz
                        odebrać przy wyjściu a nie dpoiero na pasie z innymi walizkami. Najlepiej
                        zapytaj o taka opcję przy nadawaniu bagażu i odbieraniu kart pokładowych.
              • tijgertje Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 13:50
                Nie zmiesci sie na pewno. Jak wezmiesz maxi cosi na poklad, to ci go zabiora
                tuz po wejsciu na samolot i schowaja gdzies z tylu. Po co chcesz brac maxi
                cosi? Nie lepiej wziasc normalny wozek, przy odprawie bagazowej go zglosisz, ze
                idzie z toba do wyjscia( i nie daj spobie wmowic, ze tak nie mozna!),
                dostaniesz zawieszke, przez cale lotnisko sobie przewieziesz dziecko w wozku,
                jak maz skretne kola, to idealny, bo mozna prowadzic jedna reka, a druga np
                ciagnac walizke. Jezdzialm tak sama z mlodym, najpierw pociagiem, potem
                samolotem, sama sie odwozilam. Przed wejsciem do rekawa albo do samolotu
                (jezeli podjezdza autobus) oddajesz bez pardonu malucha komus na rece i
                skladasz wozek, bedzie szybciej, z doswiadczenia wiem, ze obsluga nie zawsze
                wie, jak skladac wozki. Moze to byc normalny, duzy wozek, wcale nie parasolka.
                Stresowalam sie przed pierwsza samodzielna podroza, chcialam kupowac parasolke,
                ale jak sprawdzilam, jakie sa nieporeczne, to zrezygnowalam. Zawsze latalam z
                trojkolowcem, pierwszy raz mlody mial 2 miesiace, wzielismy stelaz z wpietym
                maxi cosi. Jezeli masz taka opcje przy swoim wozku, to polecam, stelaz oddajesz
                przy rekawie, maxi cosi na pokladzie, jak bedzie duzo wolnych miejsc, to zwykle
                pozwalaja dziecko posadzic na fotelu w maxicosi, ale nie maja takiego
                obowiazku, zalezy od obslugi. Latalam z mlodym kilka razy sama, pierwszy raz
                jak mial tez jakies 5 miesiecy, bylo naprawde ok. Za pierwszym razem tuz po
                wejsciu na poklad zrobil kupe (jakze by inaczej, hehe...) w tylnej toalecie we
                wszystkich samolotach sa przewijaki, wiec nie zdazylo mu przesiaknac:-) Po
                przylocie na miejsce wozek oddany przy rekawie musza ci oddac tuz po wyjsciu z
                samolotu! Jakby co, to sie upominaj, rob tak jak ja: nie wolno mi dziecka nosic
                ze wzgledu na problemy zdrowotne, albo ci oddaj wozek, albo ktos z obslugo
                bedzie ci niosl dziecko:-) Raz sie tak postawilam i powiedzialam, ze kroku bez
                wozka nie zrobie, oddali od razu, choc niby bylo to niemozliwe. Nic sie nie
                martw, bedzie dobrze! Jako bagaz podreczny polecam plecak, zawsze wtedy masz
                rece wolne, kladziesz go pod nogami, opracuj sobie jakis system, gdzie co masz,
                tak, zeby jedna reka moc wszystko wyjac. U mnie sprawdza sie to bez zarzutu i
                naprawde polecam. Maxi cosi nie bierz absolutnie, jezeli masz zamiar je niesc
                przez lotnisko!
                • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:04
                  mam bugaboo, maly jeszcze w gondoli. no dobra, teraz Wam powiem prawde,
                  dlaczego nie biore wozka, tylko sie nie smiejcie. Moja mama kupila w Warszawie
                  Victorowi juz jakis czas temu wozek, zeby u niej tez mial. Uszyla mu spiworek i
                  w ogole, no po prostu nie moge jej tego zrobic, zeby sie pojawic z wlasnym
                  wozkiem!!!
                  To maxicosi to mi nie potrzebne w samolocie, tylko raczej na lotnisku, wydaje
                  mi sie, ze bedzie mu wygodniej, niz w nosidle, w koncu od wejscia na lotnisko
                  do wejscia do samolotu mija co najmniej poltorej godziny... No wiec nie wiem,
                  co robic...
                  • tijgertje Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:11
                    Mama sie nie przejmuj, wez wozek! Jak jej powiesz, ile km na lotnisku trzeba
                    zrobic, to zrozumie, a wozek sie przyda, jak bedziecie jechac wszyscy
                    samochodem. Nie ma sensu sie mordowac. Spiworka Viktor przy takiej pogodzie
                    chyba tez nie bedzie uzywac, bo zeby mamie przykrosci nie zrobic, to nie
                    skazesz dziecka na smazenie przeciez:-))) Szczerze, jako weteranka, ktora
                    lotnisk pare juz przemierzyla: bez wozka ani rusz! Raz musielismy sie
                    przesiadac bez wozka, tragedia, w dodatku bylismy z mezem. Maxi cosi jest
                    ciezkie jak nieszczescie, do samej odprawy paszportowej ci rece odpadna.
        • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:22
          tijgertje napisała:

          Wyjazd najprawdopodobniej bardziej wymeczy ciebie niz jego.


          Hi, hi, zgadzam sie całkowicie :o) Ja przy pierwszej wizycie u kochanej
          rodzinki, zamykałam sie w pokoju i ryczałam, tak mnie gnębili tymi swoimi
          złotymi radami dot. opieki nad dzieckiem.
          • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:26
            O boze, lenkaa, ja to juz teraz rycze po nocach, naprawde. BOJE SIE wizyty u
            wlasnej matki. Czy wiecie, ze z tchorzostwa skrocilam moj pobyt o dwa dni,
            przebukowalam bilet jakies dwa tygodnie temu, bo nie moglam zniesc mysli o 10
            dniach pobytu (mamie powiedzialam, ze z powodow logistycznych). Okropne, nie?
            Ale pocieszylas mnie, ze nie tylko ja mam ten problem ;))
            • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:40
              he, he, to jak chcesz - mogę Cie pocieszyć jeszcze bardziej, że w zeszłym roku
              na początku maja ( czyli Emilia miała 11 miesięcy) zdecydowałam się na wyjazd
              do rodziny uważając, że dziecko już duże i nie będą się mieli o co czepiać, ale
              było mi tak źle, że nawet kombinowałam jakby tu zmienic powrotny lot na
              wsześniejszy i jaką znajomą prosić o odwiezienie na lotnisko... Mężowi płakałam
              w słuchawkę, że chcę do domu ;o))))
              A jutro znowu wyjeżdżam do rodziny. Mam nadzieję, że w tym roku będzie
              normalnie, ale jak znam moją mamę, to doprowadzi mnie do szału gadając o czapce
              i uszach i nie wiem czym jeszcze..., że za lekko ubieram albo coś w tym stylu...
            • tijgertje Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 16:00
              Skad ja to znam:-))) JA kiedys pojechalam SAMA z poltorarocznym mlodym do
              Polski samochodem. Co tam prawie poltora tysiaca km:-))) Podroz zaplanowalam na
              2 dni, przenocowalam w Boleslawcu i bylo super:-) Za to w domu mialam dosc
              totalnie, 3 dni przed planowanym powortem nagle sie spakowalam i wyjechalam.
              Dlatego wlasnie nie lubie latac samolotem, mimo, ze znacznie wygodniej. Jade za
              tydzien. Rodzinke wyrtresowalam na tyle, ze zagrozilam, jak sie beda za bardzo
              czepiac, to ide do hotelu. Na razie dziala, bo wiedza, ze to nie puste
              obietnice:-)
        • maxijo Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:24
          nie doczytalam dokladnie, a nie chcesz wziasc wozka? buga boo jest lekki,
          idealny, nakladasz maxi cos na wozek i spokojnie jezdzisz po lotnisku, przy
          wejsciu do samolotu oddajesz wozek ( stelaz) a malego w maxi cosi do samolotu 0
          przez chile) Maxi -cos nie miesi sie na siedzeniu. Stewardessa wziela go i
          postawila gdzies dalej, bo byl w samolocie bezuzyteczny, dziecko 5 miesieczne
          bedziesz i tak miala przez caly lot na rekach.
          Tak jest w KLM, podejrzewam ze w german wings tez.
          I nie stresuj sie tak, ja bylam ostatnio z malym w Polsce bez wozka, nosidelka
          i mialam tylko rece, a 14 kg to sporo.
            • maxijo Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:35
              Wlasnie zastanawialam sie jak ludzie z dwojka malych dzieci podrozuja, myslac o
              tobie, nesla:)))
              daje slowo ze moim sporym quinny sx a na nim maxicosi dojechalam do samego
              rekawa, a potem tylko w rekawie mialam maxi cosi. Moze cos sie zmienilo?
              Bugaboo po zlozeniu to prawie parasolka. Radze dowiedziec sie o wszystkie
              szczegoliki.
              Dla mnie z tak malym dzieckiem wozek byl obowiazkowy w podrozy, z nosidelka nie
              korzystalam nigdy bo Adamowi nie podobalo sie i byl dla mnie za ciezki. Coz,
              moja mama miala nie wiele do zasugerowania, doswiadczenia w tej kwestii nie ma
              zadnego.
              • nesla Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:39
                Mialas szczescie. My w zeszlym roku lecac na Teneryfe nawet z Quinny Zapp
                mielismy problem i w koncu musielismy nadac jako bagaz, bylam wsciekla, bo ten
                wozek specjalnie kupilam z mysla m.in. o podrozach lotniczych. Powiedzieli TYLKO
                I WYLACZNIE parasolki i nawet sie klocilam z nimi, ze Zapp to JEST parasolka ale
                sie nie dali przekonac. Innym razem nie bylo problemu, zalezy od linii chyba.

                A z dwojka malych dzieci to ja sama NA PEWNO nie wybiore sie w podroz samolotem
                sama. W sierpniu planujemy jechac do Polski, ale samochodem w nocy i tez juz
                zaczynam sie bac jak to bedzie..
            • tijgertje Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 15:53
              Nesla, NIEPRAWDA! Ja nie mam parasolki, maja obowiazek wziasc KAZDY wozek, pod
              warunkiem, ze zlozony, a skaldaja sie teraz wszystkie. Ja latalam z Quinny Free
              style XL kilka razy roznymi liniami, fakt, wiekszosc ludzi latala z
              parasolkami, zakladajac, ze jak mniejsze i lzejsze to latwiej, ale z duzym
              wozkiem tez nie ma problemu. Jak zobaczylam ceny nowych parasolek, w dodatku
              najtansze na malutkich kolkach, ktore trtzeba prowadzic dwiema rekami...
              Normalnie zwatpilam. Nigdy mi nikt nie powiedzial, ze musi byc maly wozek, czy
              parasolka. Pytali czasem, czy chce od razu na bagaz oddac, czy przy wejsciu do
              samolotu, ale tyle, wymiarow nikt sie nie czepial.
              • maxijo Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:39
                tak tak sa adaptery i w ogole musze powiedziec ze maxi cosi byl okresem
                przejsciowym miedzy gondola a spacerowka; ja nie chodzilam nigdy na dlugasne
                spacery, takze godzine, dwie w maxi cosi mozna jak najbardziej, a i dziecko
                bylo zadowolone.
              • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:46
                Lenka, mnie powiedzieli w sklepie, ze ten stary model maxicosi, ktory mam, nie
                nadaje sie do stelaza bugaboo nawet z adapterami.

                no dobra, czy jest tu ktos oprocz lenki, kto uwaza, ze poradze sobie bez
                wozka???

                Lenka, jak cie czytam, to jakbym sama siebie slyszala. Ja tez sie boje ze tam
                zwariuje. dobra, przyznam sie - poprosilam lekarza o leki uspokajajace
                specjalnie na ten wyjazd, bo tak sie boje, ze mnie rodzina (czyt. mama i
                babcia) do szalu i rozpaczy doprowadza.
                • lenkaaa Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 14:56
                  anja0123 napisała:

                  > >
                  > no dobra, czy jest tu ktos oprocz lenki, kto uwaza, ze poradze sobie bez
                  > wozka???
                  >
                  Anja, sama najlepiej znasz swoje dziecko, jeśli wiesz, że Victor nie lubi zbyt
                  długo przebywać w nosidle, to ja nie będę się upierać. Dla mnie maxi cosi było
                  zawsze niemożliwe do niesienia z dzieckiem w środku - za cięzkie i kanciaste,
                  obijało mi nogi i miałam siniaki.

                  > Lenka, jak cie czytam, to jakbym sama siebie slyszala. Ja tez sie boje ze tam
                  > zwariuje. dobra, przyznam sie - poprosilam lekarza o leki uspokajajace
                  > specjalnie na ten wyjazd, bo tak sie boje, ze mnie rodzina (czyt. mama i
                  > babcia) do szalu i rozpaczy doprowadza.

                  No to bedę za Ciebie kciuki trzymać, żebyś "przetwała".
                • maxijo Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 15:01
                  poradzisz sobie na pewno!!!!!!!!, wez nosidelko jesli kiedys juz probowalas
                  malego nosic.
                  Swoja droga, wspolczuje, leki uspokajajace na spotkanie z rodzina? fiu fiu,
                  przeciez to ty jestes matka, chyba musisz im to wyraznie zakomunikowac,
                  bedziesz miala przyjemniejszy wyjazd. Pamietaj, ze dzieci czuja emocje mamy.
                  • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 15:06
                    maxijo, czasem bywa, ze relacje w rodzinie (a zwlaszcza pomiedzy matka a corka,
                    dzieki Bogu za synka ;)) sa, delikatnie mowiac, skomplikowane. Zgadzam sie z
                    Toba, to nie jest sytacja normalna i na pewno nie zdrowa. Dla mnie najlepiej by
                    bylo, gdybym w ogole nie jechala. Ale to by byla bardzo egoistyczna decyzja w
                    stosunku do mojej mamy, ktora szaleje za wnukiem.
                      • kasia191273 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 15:23
                        ja właśnie wróciłam z PL, byłam chora przed wyjazdem z nerwów, jak to będzie.
                        Dziecko, jak pisałam, zniosło wszystko bardzo dzielnie, i podróż 12 godzin w
                        jedną stronę, i obściskiwanie, i wożenie, przekładanie i ciągły zamęt/ hałas.
                        Ja natomiast pobyt zniosłam ciężko. Piszę to nie żeby Cię przygnębić, ale
                        przeciwnie, powiedzieć, że inni też mają takie stresy, a jednak da się
                        przeżyć;)))

                        Siłą rzeczy było bardzo rodzinnie, bo dziadkowie po raz 1. widzieli dziecko.
                        Sporo czasu w związku z tym w
                        samochodzie, żeby wszystkich zadowolić. Oczywiście do końca się nie udało,
                        ale gimnastykowaliśmy się bardzo, żeby nie tworzyć konfliktowych sytuacji,
                        głównie przez rezygnowanie z odwiedzania wielu znajomych czy zwyczajnego
                        przejścia się po Wrocławiu, na co mieliśmy ochotę. Cóż...Dziadek, dwie
                        babcie i prababcia szaleli na punkcie dziecka, głównie przez zamykanie
                        okien, grzanie w mieszkaniach do tropikalnych temperatur, ciągłe zakrywanie
                        Niny i komentowanie, że 'pewnie jej zimno'- jak miała czkawkę (7 razy na
                        dzień)- 'bo jej zimno', jak wkładała rączki do buzi (ciągle i po jedzeniu
                        też)- 'pewnie głodna'. Nawet jak miała ciepłe rączki, babcie twierdziły, że
                        zimne. Moja mama była oburzona, że nie sprawdzam co 30 sekund, 'czy jeszcze
                        śpi', tylko spokojnie siedzę przy stole podczas drzemki dziecka w pokoju
                        obok i czekam, aż zapłacze. Teściowa robiła mi uwagi, że chodzę na zbyt
                        długie spacery (3 godziny w temp. 20 stopni, więc upał) i 'żebym tak nie
                        hartowała dziecka'. No i że nie noszę do beknięcia, że zdejmuję Ninie czapkę
                        w aucie, że nie myję piersi przed każdym karmieniem- wszystko to usłyszałam
                        setki razy. Koszmar. Najpierw dostawałam szału, ale potem odpowiadałam jak
                        zdarta płyta: dziecko przez 3 miesiące nie było ani razu przeziębione, nie
                        miało pleśniawek, odparzeń, nic jej nie dolegało, więc wniosek z tego, że
                        zajmuję się nią dobrze.
                        Teściowa przypierniczała się ciągle, ale najbardziej mnie wkurzała, jak po
                        raz dwusetny zrzędziła, że kot pogryzie Ninę i że w ogóle powinniśmy się go
                        pozbyć. Co gorsza, wtórowała jej moja rodzina, więc wychodziłam z siebie i w
                        poniedziałek lany w końcu ostro zakończyłam te gadki przy stole prosząc o
                        to, żeby zamknąć raz na zawsze ten temat, powtarzany w każdym mailu, w
                        każdym telefonie i przy każdym spotkaniu. Zamknęła się. Pewnie obraziła, ale
                        nie mogłam dłużej.
                        Jak karmiłam Ninę w innym pokoju, ciągle wchodziła i komentowała, że
                        'dziecko ssie max. 10 minut, a potem to już tylko pieszczoty', więc w końcu
                        powiedziałam, że skoro chce ssać dłużej, pozwalam jej, a pieszczoty są
                        równie ważne jak mleko.
                        To toporna baba, więc potrafiła np. wyrwać Ninie smoczka z buzi i w ten
                        sposób ją obudzić. Albo na siłę ją kłaść, kiedy nie miała na to ochoty. Nina
                        strasznie chce siedzieć i praktycznie leży tylko podczas snu, spaceru i
                        zabawy na macie. Kiedy ktoś ją bierze na ręce na leżąco, protestuje. Chce
                        siedzieć albo być trzymana w pionie. Wiem, że to wcześnie, ale i tak z
                        dzieckiem nie wygrasz, więc po co zmuszać i powodować, że dziecko ryczy
                        przez pół godziny???? A jak ryczy, to oczywiście oddać mamie...
                        Podsumowując- teściowa wkurzała mnie strasznie, ale też czułam się dużo
                        pewniej niż kiedyś, co pomagało zarówno w olewaniu jej, jak i ripostowaniu,
                        jeśli już nie mogłam zdzierżyć. Wiem, że mnie nie lubi, ale wisi mi to jak
                        kilo kitu na agrafce.

                        Mam za to inną refleksję rodzinną. Widocznie się odzwyczaiłam od tej
                        polskiej 'serdeczności', bo tu można naprawdę wyjść na ulicę w
                        garnku na głowie i nikt specjalnie nie jest zszokowany, a w Polsce zawsze te
                        obcinające spojrzenia innych pań od stóp do głów i komentarze. Okropne. Nie
                        wiem, czy mnie się zdaje, czy za granicą naprawdę ludzie nie przypieprzają
                        się do drobiazgów i nie są tak złośliwi. Ale do rzeczy. Wiem, że przytyłam i
                        mam min. 10 kg do zrzucenia. Mam wagę i lustro i dobrze wiem, jak wyglądam i
                        mi z tym bardzo, bardzo źle. Niestety, wróciłam do domu zdołowana totalnie,
                        bo codziennie w Polsce słyszałam komentarze na ten temat i to od
                        najbliższych. Przykładowe:
                        - 'Kasia jest tłusta po dziecku' (teściowa przy śniadaniu wielkanocnym)
                        - 'sadło Cię grzeje' (moja babcia, kiedy chciałam otworzyć okno)
                        - 'no to ile Ty przytyłaś w tej ciąży' (moja mama z politowaniem)
                        I macanie mnie bo brzuchu. I ciągłe przypominanie o czymś, co przecież samą
                        mnie dołuje i nie potrzebuję publicznego komentowania. Okropne.
                        Prawdopodobnie jestem przewrażliwiona, ale razi mnie strasznie brak
                        delikatności. Nigdy, przenigdy nie powiedziałabym osobie przy kości czy
                        grubej, że jest gruba. A już na pewno nie w obecności całej rodziny przy
                        stole. Przecież dobrze wie sama, jaki ma problem...Kiedy np. mojej babci
                        odpowiedziałam, że mi sprawia przykrość mówieniem w ten sposób, stwierdziła,
                        że 'przesadzam'. Praktycznie każdego dnia płakałam z tego powodu. Toporność
                        ludzi mnie strasznie boli. Czułam się jak monstrum. A mimo tych uwag na
                        temat mojej tuszy ciągle podsuwały mi ciasta do zjedzenia...

                        Druga rodzinna specjalność- oglądanie seriali. Niby tak czekali na nas,
                        wymuszali czasem jeszcze nadliczbowe spotkania ('przyjedźcie, pogadamy'), a
                        potem 20.00 i przymusowe oglądanie 'M jak Miłość'. Albo moja mama na prośbę,
                        żeby ona wpadła do mnie, bo mnie jest trudno bez samochodu (mąż był gdzieś
                        sam) odpowiada, że nie może, bo o 16.00 ma powtórkę 'Na dobre i na złe'.
                        Rozumiem, że można lubić TV, ale czasem to przybiera absurdalne formy.

                        No więc widzisz; NA PEWNO będzie lepiej niż u mnie, hehehe!
                        Powodzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                        • anja0123 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 15:36
                          Kasia, niektore rzeczy brzmia znajomo (te o tescowej nie, bo moja sie boi i nic
                          nie zrobi bez pozwolenia. W ogole my nie pozwalamy nikomu brac dziecka na rece
                          bez pytania).
                          Ale te o polskiej 'serdecznosci'- znam to i tez niestety z wlasnej rodziny. u
                          mnie tusza to tez temat niekonczacy sie. Niby gruba nie jestem, ale bylam jako
                          dziecko. Za kazdym razem jak przyjezdzam, to jest to ulubiona kwestia mojej
                          babci: czy przytylam, czy nie. Jesli tak, to slysze bardzo taktowne: 'dupa ci
                          urosla', jesli nie to 'o, nie przytylas. Odchudzasz sie?' Teraz moj pociazowy
                          brzuszek dostarczy pewnie kolejnych okazji do komentarzy. tematem naczelnym
                          mojej mamy z kolei sa moje wlosy. Sa wiec albo za krotkie, albo zle obciete. A
                          najfajniej bylo, jak sobie fundnelam aparat na zeby (najlepsza inwestycja
                          mojego zycia). wiec najpierw cale zycie slyszalam, ze mam krzywe zeby, a jak
                          zalozylam aparat, to reakcja mamy 'E, pewnie i tak ci sie nie wyprostuja'. Przy
                          ogladaniu zdjec z tego okresu slyszalam za kazdym razem 'Ale ci ten aparat usta
                          wydyma'. A zgdanijcie, co mama powiedziala, jak mi juz go zdjeli i
                          zaprezentowalam nienaganny usmiech? Istotnie: 'PEWNIE I TAK CI SIE ZARAZ OD
                          NOWA POKRZYWIA'!!!!'

                          Chyba juz rozumiecie, dlaczego tak sie denerwuje? ;)
                          Uff, troche mi ulzylo. Dzieki dziewczyny za wysluchanie.
                        • tijgertje Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 16:08
                          Kasiu, te komentarze o tuszu to ja tez doskonale znam:-( Tyle, ze ja nie 10, a
                          30kg powinnam zrzucic:-( To co, zrobimy licytacje? :-)))) A co powiecie na taki
                          myk: Po ubieglorocznym poronieniu dowiedzialam sie, ze nie powinnam wiecej miec
                          dzieci, bo kolejna ciaza oznacza dla mnie wozek inwalidzki. Nawet nie szanse, a
                          pewnosc. Kilka miesiecy temu uslyszalam, ze powinnam znowu zajsc w ciaze, bo
                          babcia chce miec wiecej wnukow! I to jest wlasciwie moj obowiazek i mam sie
                          modlic, to wszystko bedzie dobrze, a jak nie, to ona do nas przyjedzie i mi sie
                          dziecmi bedzie zajmowac. A na kontrargument, ze przeciez my pod jednym dachem
                          dluzej jak tydzien nie wytrzymamy, a meza i reszty rodziny przeciez w Polsce
                          tez nie zostawi, w dodatku zadnego jezyka nie zna, wiec wszedzie trzeba by z
                          nia chodzic(=jezdzic), uslyszlam, ze na pewno wzystko jakos sie ulozy, tylko
                          mam sie duzo modlic:-))) Co tam, niech sobie gadaja, ze gruba jestem:-)))
                • nexus_of_a_crisis Re: lot do Polski - umieram z nerwow 28.04.07, 01:04
                  > no dobra, czy jest tu ktos oprocz lenki, kto uwaza, ze poradze sobie bez
                  > wozka???

                  spokojnie sobie poradzisz. leciałem z małżonką niedawno do polski i obok nas
                  siedziała kobieta z dwójka maluchów - jedno na oko gdzieś z pół roku, drugie
                  starsze, może ze 2 lata. w dortmundzie kazali jej nadać wózek na bagaż i takoż
                  uczyniła, po czym okazało się, że niemcy (chyba im się zdarzyło po raz pierwszy,
                  w przeciwieństwie do b.a. :-) wysłali wózek innym samolotem, konkretnie do
                  budapesztu. dali radę bez wózka, nawet bez większego problemu. nawet dali radę
                  zrobic burzę bogu ducha winnym pracownikom lotniska, bo to przecież nie oni
                  pomylili loty. burzę zresztą to za mało powiedziane - z zadrością obserwowałem i
                  podziwiałem furię w czystej postaci z dzieciakiem na ręku, drugim dreptającym
                  obok i wielką walizką. chylę czoła.

                  nex

                  ps. a propos: kiedyś kolega mi opowiadał odnośnie namiętnego gubienia bagaży
                  przez b.a. - podobno autentyk, ale sam nie mogę potwiedzić. w czasie kiedy b.a.
                  uruchomiło połączenia concordem z heathrow na jfk, reklamowali się na
                  billboardach: śniadanie w londynie, obiad w nowym jorku - przy czym na jednym
                  ktoś bystrze dopisał sprayem: "a bagaż w hong-kongu" :-D
                  • mala9943 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 28.04.07, 22:36
                    Anja,nie mam czasu przeczytac wszystkich wypowiedzi.Ja na Twoim miejscu nie
                    bralabym maxi-cosi (bedzie Ci ciezko nosic),tylko nosidelko(wygoda i masz wolne
                    rece) a w samolocie wezmiesz malego na kolana.A wozek to juz jak uwazasz.Jesli
                    wezmiesz to powiesz mamie,ze musialas na podroz.Nie martw sie bedzie
                    dobrze,zawsze ktos Ci pomoze w razie czego.Ja jechalam z malym w dzien
                    samochodem 13 godzin i nie chce juz nawet wspominac tej podrozy....Tragedia...
                    Trzymam kciuki i udanego urlopu!!! :DDD
          • efkamarchefka2 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 27.04.07, 17:08
            no, ja myslalam, ze tylko ja mam taka mame "kochajaca".
            pomijajac fakt, ze tez wielokrotnie slyszalam, ze mam gruby tylek, zle sie
            ubieram, nie tak czesze, nikt mnie nie chce, jestem wredna itp. to jeszcze
            oczywiscie po urodzeniu Sary bylam zla matka. bo jak mozna nie dac dziecku
            jesc, kiedy chce - w rzeczywistosci chodzilo o slodycze na ulicy. ja
            wiedzialam, ze jak Sara zje cos slodkiego, to bedzie chciala pic, jak wypije
            sok, to bedzie chciala siku, a w srodku Aten na ulicy nie ma toalet. jak mozna
            nie pozwolic na ogladanie bajek przez 5 godzin z rzedu, kiedy dziecko chce? po
            co dziecku pokazywac jakies ciekawe rzeczy jak sie jest juz w innym kraju,
            kiedy ono woli ogladac telewizje? jak mozna nie kupic dziecku 10 balona,
            badziewnej cekinowej bluzki, ktorej nigdy nie zalozy, czy nie pozwolic na
            uzywanie kosmetykow, kiedy chce? widujemy sie srednio raz na 2 lata (bo mama
            mieszka w Grecji), ale wytrzymujemy razem 2 dni, a potem ciagle uwagi i
            sprzeczki. moja mama nie bardzo umie rozmawiac z Sarka, wiec stara sie okazac
            milosc kupujac stosy slodyczy i zabawek - zupelnie bez opamietania.
            to egoistyczne, ale dobrze uslyszec, ze moja mama nie jest jedyna "jedza".
            • beba3 Re: lot do Polski - umieram z nerwow 02.05.07, 04:29
              Pamietam jak lecielismy z Anglii do Holandii bez meza. Trzy dziewczyny, jedna
              waliza i bagaz podreczy. Dzieci byly wieksze ale stres byl. Nawet nie chodzilo
              o to jak bedzie juz w samolocie ale o przejscia i o zgaspodarowanie czasu
              pomiedzy przesiadkami i w oczekiwaniu na lot.
              Udalo sie ale bylo to troche meczace.
              Wozek mielismy podwojny ale nim zaopiekowal sie maz lecacy dwa dni pozniej. Na
              szczescie.
              Odradzam branie wielkiego bagazu podrecznego i torebki. Plecak jest najlepszy.
              Walizka koniecznie na koleczkach i tez nie za ciezka.
              Jak bedziesz transportwac dziecko to juz musisz wykombinowac sama.
              Mysle ze stelaz i maxi-cosi brzmia bardzo rozsadnie.
              Stelaz powinni Ci zabrac do samolotu tuz przy wsiadaniu i maxi cosi mozesz im
              tez wtedy wepchnac jesli samolot bedzie pelen.
              Pytanie do mamam z doswiadczeniem w lotach z fotelikiem: Jesli sa miejsca i
              przydziela dziecku miejsce to czy zmiesci sie na nim fotelik maxicosi?
              Jesli nie, to od razu trzeba go zosatwic przy wesciu. A wozek kupiony przez
              mame sie przyda wlasnie w takim przypadku, jak wyzej, jeli poleci gdzies
              indziej czy tez jesli innym razem pojedzicie samochodem i miejsca bedzie Wam
              szkoda.
              Sytuacji rodzinnej nie zazroszcze. Chyba nigdy nie jest idealnie.
              Jesli wizyty sa dla Ciebie wiekszym stresem niz przyjemnoscia nie powiannas
              miec przynajmniej wyrzutow, ze nie masz mozliwosci tak czesto odwiedzac rodziny
              niz gdybys mieszkala w Polsce, w jednym miescie.
              Pokretne myslenie ale dziala. ;-)
              Dwie uwagi:
              Od kiedy wyjechalam i zostalam mama do mojej rodziny dotarlo ze jestem dorosla
              i zdolna do decydowania o sobie i o swoim dziecku. Co oczywiscia nie zwolnilo
              od dawania zlotych rad i ja zawsze podkreslam, ze chetnie wyslucham ale sama
              zadecyduje jak mam postapic. W praktyce nie zawsze konczylo sie to pokojowo.
              Boje o czapeczke znam. O jedzenie gotowane i krecone w domu tez. ;-)
              Czasmi trzeba sie posluchac starszych i madrzejszych. Po tym jak moja mama
              ugotowala osobno warzywka i miesko dla wnusi, przetarla, dalam jej mozliwosc
              nakarmienia corci. Pieknie plula i sie krzywila.
              Zupke doprawiona zjadl moj tata a mama pytala sie czy mam sloiczki dla dziecka
              bo idzie do sklepu. I byl spokoj! :-)
              Druga uwaga: Na wyjazdch rodzinnych staram sie zamieniac w osobe tolerancyjna,
              posiadajaca cala mase cierpliwosci i z przymrozeniem oka slucham wszelkich
              rewelacji serwowanych chojnie. Nawet maz mnie czasmi chwali za to! ;-)
              W kadym razie po wakacjach mam nie tylko spora kupke prania do zrobienia, musze
              jeszcze troche odpoczac i odreagowac. Ale to chyba wiekszosc tak ma? ;-)
              • nexus_of_a_crisis Re: lot do Polski - umieram z nerwow 03.05.07, 14:31
                beba3 napisała:

                > Druga uwaga: Na wyjazdch rodzinnych staram sie zamieniac w osobe tolerancyjna,
                > posiadajaca cala mase cierpliwosci i z przymrozeniem oka slucham wszelkich
                > rewelacji serwowanych chojnie. Nawet maz mnie czasmi chwali za to! ;-)
                > W kadym razie po wakacjach mam nie tylko spora kupke prania do zrobienia,
                > musze jeszcze troche odpoczac i odreagowac. Ale to chyba wiekszosc tak ma? ;-)

                hehehe jakbym słyszał samego siebie - u mnie chodzi o tesciową (dopiero po
                ślubie zrozumiałem tak na prawdę dowcipy o teściowych - hehe). problem mam taki,
                że czasem nie zdzierżę i zamiast ugryźć się w język nagadam jej tak, że zwykle
                aż jej w pięty idzie... na szczęście rzadko się z nią widuję, a jeszcze rzadziej
                nasze spotkania kończą się awanturą. niemniej jednak po którejś z kolei
                (awanturze) małżonka stwierdziła, że mnie nauczy jak z mamusią postępować - a
                nauka jej sprowadzała się w zasadzie do tego co napisałaś :-) i muszę
                powiedzieć, że jak na razie działa. do tego mam wymówkę do picia piwka z
                koelgami - mówię, że chcę odreagować ostatni pobyt u mamusi ;-)

                nex
                • flucha Re: lot do Polski - umieram z nerwow 06.05.07, 14:36
                  Anja juz chyba wyleciala a ja wlasnie wrocilam i nadrabiam zaleglosci forumowe.
                  Ale jesli chodzi o lotnisko w Dortmundzie, to ja nadalam fotelik juz przy check
                  in, po wyladowaniu wjechal jako pierwszy.
                  Lecialam z 3,5 miesiecznym dzieckiem i szsciolatkiem, dwoma walizami ( na
                  szczescie na kolkach) i przezylam, nie bylo lekko, caly czas spocona:)goraca,
                  malego ciagle to rozbieralam to ubieralam. Martwilam sie o kontrole
                  paszportowa, bo starszy syn ma inne nazwisko ( zabralam ze soba wszystkie
                  papiery, ktore mowily o tym, ze jest moim synem)jednak w Dortmundzie pani tylko
                  sie zapytala czy to moj syn. Ja zestresowana zaczelam juz wyciagac papiery a
                  ona, ze nie trzeba, ma tylko obowiazek zapytac. We Wroclawiu nikt nawet o to
                  nie zapytal, wiec gdybym chciala go porwac to bez problemu:) A moze moj widok z
                  malenstwem na reku, rozczochranej i spoconej powodowal, ze bylam bardziej
                  wiarygodna:) Generalnie to ciesze sie, ze juz jestesmy spowrotem w Holandii.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka