Matki polskie-matki holenderskie...

19.05.07, 21:19
Ale sie wnerwilam przed chwila!!!Bylam na grilu obok u sasiadow.Tak sie
sklada,ze jeszcze nie mamy babyfoonu a mala spala i raczej nie bylam pewna
jak dlugo.A jakby sie obudzila to jedzonko i lulu do rana.Uzgodnilam z
moim,ze on z nia posiedzi a potem sie zmienimy.Poza tym nie chcialam jej brac
bo jakby sie tam ja zajeli to potem w nocy by nie spala z nadmiaru
wszystkego.No...w kazdym razie znam swoje dziecko i wiem jak bedzie lepiej
dla niej i dla mnie.A tam oczywiscie wszyscy siedli na mnie,ze gdzie dziecko
i jak to my tak bedziemy sie zmieniac tutaj.Sasiadka za telefon i bez
porozumienia ze mna dzwoni do mojego i mowi,ze jak mala zasnie to niech
przyjadzie.Szczena mi opadla.Za chwile jeden pan sie odzywa,ze w holandii to
sie dziecko pakuje do wozka i sie idzie wszedzie.Potem juz nie wytrzymalam
cisnienia jak sie 20 ta osoba pytala czemu nie ma dziecka i poszlam
normalnie "po angielsku".Teraz siedze w domu i uslyszalam wlasnie,ze doszli
do wniosku,ze polskie matki sa inne.To znaczy,ze holenderskie najlepiej by
dzieciaka zamnknely w komorce i wypuscily jak juz bedzie szedl do szkoly,czy
jak?Wydaje mi sie,ze kazda matka jest inna.Skad sie im wziely takie
obserwacje,ze"polskie sa inne"?
    • azza4 Re: Matki polskie-matki holenderskie... 19.05.07, 21:36
      A wy byscie zostawily dwumiesieczne dziecko samo w domu i poszly sobie bez
      babyfoonu?I jeszcze dobrzes ie bawily?
    • minka5 Re: Matki polskie-matki holenderskie... 19.05.07, 23:51
      Nie! Nie zostawilabym! Tu brak miejsca na dyskusje. Niech inni sobie robia co
      chca, a Ty sie tym zupelnie nie przejmuj. Masz racje - jako matka wiesz
      najlepiej jak dbac o swoje dziecko. To nawet nie jest wiedza, a raczej
      intuicja. Trzymaj sie swojej, a inni moga sobie gadac. Pytalas ich o porade?
      Jesli nie, to nawet niegrzecznie nieproszonym dawac glos.
      Tak, cala Anglia w szoku, bo zginela dziewczynka. Rodzice wyszli sobie na
      obiadek zostawiajac dziewuszke i malenkie blizniaki same. Tfu, obiadki byly
      przed i beda znowu jak dzieci podrosna. A w miedzyczasie - opiekunka albo
      obiadki na miejscu, gdy dzieciaczki spia.

      Azza, trzymaj swego, a cala reszte......
      • flucha Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 10:09
        Azza ja bym zrobiła tak jak Ty a resztą sie nie przejmuj. Ja tez czasami
        odbieram dziwne spojrzenia, ale nie mam zamiaru sie tym przejmowac. A z
        tesciowa ograniczam kontakty do minmum, ona tak zawsze chce dobrze dla
        mnie...dobrze, ze mieszka daleko tzn. jak na Holandie daleko, bo 120 km.
    • nesla Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 12:13
      Azza, radze sie wyluzowac i pozbyc checi zadowolenia wszystkich dookola, lepiej
      sie skup na tym co TY uwazasz za dobre dla swojego dziecka i rob jak TY uwazasz
      nie przejmuj sie co mowia matki Holenderki, nie musza wcale zgadzac sie z twoimi
      metodami wychowawczymi.
      • azza4 Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 12:47
        Ja wiem,ze tak powinnam i zaczne nad tym pracowac.I tu nie chodzi nawet o matki
        Holenderki ale jakiekolwiek rady ktore ludzie nieproszeni daja.Dostaje wtedy
        wscieku jakiegos bo wydaje mi sie,ze ktos mi sugeruje,ze jestem zla matka,nie
        wiem co dobrze zrobic itd.A mala ma dopiero2,5 miesiaca i przedemna jeszcze
        duzo takich sytuacji:(((.I jeszcze cos...Oni tu maja dziwny zwyczaj wpychania
        dzieciom palca do buzi.Spotkalyscie sie z tym?Ja juz w szpitalu dostalam
        pozwolenie na to od siostr.Maz tez niby moze,a obcy jak chca to tylko w takim
        ochraniaczu na paca gumowym.Ale obcy ani nie mysla o jakims ochraniaczu czy
        chociazby myciu rak!Pierwsza byla siostra meza.Wyszlam do toalety w szpitalu a
        jak wrocilam to ona siedziala z paluchem u niej w buzi.Nic nie powiedzialam bo
        mnie zatkalo.Potem jedna ja trzymala i nagle jak mala zaczela jeczec to ta bach
        palucha najpierw do buzi,"umyla"i zatrzymala w polowie drogi bo prawie
        wrzasnelam.Wymyslilam,ze ze wzgledu na plesniawke nie robie takich
        rzeczy.Raczej nie zrozumiala.Obok niej siedziala babka ktora czasem pilnowala
        Nadii jak szlam na curs i slyszala co mowie.No i co?Za pare dni ide ja odebrac
        a ta siedzi u niej na kolanach z paluchem w buzi,bo plakala no i jak to tak bez
        smoczka ona moze zyc.Doi,wiecej juz jej tam nie dalam.
        • nesla Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 14:16
          No to sie musisz nauczyc spokojnie ale jednak reagowac na sytuacje, ktorych jako
          matka sobie nie zyczysz dla swojego dziecka. Z tym palcem to znam, Milenie
          poprzednia kraamzorg wpychala palca do buzi (na marginesie super kobitka) ale
          zastapilam to potem smoczkiem (dla mnie niezrozumiale jest demonizowanie
          smoczka, ale tez nikomu nie zalecam), Milene kazdy chcial brac na rece,
          odmawialam, goscie byli niepocieszeni, a najwieksza rodzinna niemal klotnie
          wszczelam gdy dziadzio stwierdzil ze jak dziecko skonczy roczek to mozna je
          zaczac przyzwyczajac do dymu tytoniowego. Nie uniknelam konfrontacji, ale do
          dzisiaj dziadzio nie pali w obecnosci moich dzieci. Ty jestes matka Azza i ty
          decydujesz o zasadach "gry", a rad innych mozesz sluchac lub nie, oni pewnie
          chca dobrze.
          • kingadpl Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 14:26
            spotkalam sie z tym tez. Jeszcze matka nie jestem, ale wiem ze bede miala sporo
            do przebycia... W sumie nie toleruje podawania dzieciom napojow prosto z
            lodowki, dziecku 10 miesiecznemu frytek i frykandel, no i wpychania palucha do
            buzi!
            Owszem ja juz jestem przewrazliwiona, ale Azza, dobrze zrobilas! To Twoje
            dziecko i masz prawo je wychowac jak chcesz!
            • azza4 Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 15:01
              Z tymi frykandelami i frytkami to powaznie?Lo matko bosko!
              • kingadpl Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 15:46
                powaznie... Siostra mojego A. dawala malej jak miala 10 miesiecy frytki i
                frykandele... Az mialam ochote jej powiedziec ze dziecko ma za maly zoladek na
                te tluste potrawy... Ale jakie ja mam miec doswiadczenie z dziecmi, dlatego
                siedzialam cicho... :S
                • azza4 Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 16:19
                  Ja widzialam jak cole z lodowki pil roczny chlopczyk,ale frykandela czy frytki
                  toz to masakra!A jak opiekowalam sie kiedys tutaj dziewczynkami 3 i 6 lat to
                  jedyna rzecza ktora zawsze jadly na sniadanie to chleb z nutelka,czasem z
                  pindakaas,ewentualnie z zoltym serem.Ale sobie zyczyly zebym im jakies
                  kwadraciki wycinala z tego sera(???).Moje proby urozmaicenia tego posilku
                  spelzly na niczym i skonczyly sie wielkim buntem.Jak z pracy wracala mama to
                  cala steskniona brala na rece mlodsza corcie odpalala papieroska i po kazdym
                  wydmuchu dymu w prawo calowala czule dziecko siedzace na prawym kolanie.Piekny
                  i niezapomniany to byl widok.
                  • agnieszkaela Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 18:18
                    Wiecie co... ja juz krytykuje sposobow innych...bo na wlasnej skorze sie
                    przkonalam, ze czasem sprawdza sie cos, czego bylam pewna, ze nie bdede robic.
                    Przyklady?
                    Nie podobal mi sie sposob z palcem, ale moj maluch nie chcial smoczka, a oprocz
                    piersi uspakajal sie jedynie ssac moj palec. Wolalam to niz malego ssaka non
                    stop przy bolacej piersi.
                    Moje dziecko mialo spac samo, nie jesc w nocy-do 13 miesiaca spal z nami w
                    lozku i jadl z piersi w nocy co 3 godziny. Okazalo sie ze tak jest wygodniej
                    dla wszystkich.
                    Moj syn mial nie ogladac telewizji-okazalo sie, ze dzieki temu mam chwile na
                    zlapanie oddechu w ciagu dnia.
                    Jedzenie mialo byc urozmaicone, zdrowe-sa dni kiedy chce jesc tylko chleb z
                    zoltym serem i ogorki kiszone.

                    Moglabym mnozyc przyklady. Oczywiscie nie mowie o paleniu przy dziecku,
                    ewidentym ignorowaniu potrzeb dziecka, z tym sie naturalnie nie zgadzam. Ale
                    inne sprawy.. No, coz Holenderki (choc na szczescie coraz wiecej Polek tez) sie
                    mocno dziwia, ze w Polsce roczniaki biegaja w maju w czapkach z nausznikami :-)
                    • tijgertje Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 18:57
                      Agnieszkaela, zupelnie sie z toba zgadzam. Dorzuce jeszcze jedno. Mysle, ze my
                      to sie juz nie mozemy podpisac pod ktoras z grup: matki polskie-matki
                      holenderskie. Nie ma sily, zeby zyjac tutaj dziecko wychowywac dokladnie wedlug
                      polskich regul. Bardzo mlodym mamom polecam przyjecie tego do wiadomosci, bo
                      majac 3-latka holenderki dziwia sie moim polskim sposobom wychowywania dziecka,
                      a w Polsce wszyscy sa oburzeni, ze tak sholendrzalam, ze o wszystkim
                      zapomnialam i dziecko po holendersku chowam:-) Trzeba soboie pancerzyk
                      wyhodowac, swoje zasady wprowadzac w zycie i stanowczo, acz uprzejmie
                      wszystkich naokolo miec daleko gdzies:-) Dobre tez jest przynajmniej stwarzanie
                      pozorow, ze jest sie bardzo pewna siebie mama i wie sie baaardzo dokladnie,
                      czego sie chce dla dziecka. Wowczas ludzie nieco mniej chetnie podrzucaja dobre
                      rady:-)
                      • kingadpl Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 20:45
                        w Polsce dzieci sa bardzo chowane pod kloszem. czapki nawet jak lekki wiaterek
                        zawieje.. Z tym sie wiec zgadzam z Holenderkami. Jednakze siostrzenica mojego
                        A. miala szkarlatyne, i coz z tego... Nadal biegalo 1,5 roczne dziecko bez
                        czapki w lutym, pilo lodowate napoje... Czasami mi sie w glowie nie miesci
                        takie wychowanie dzieci... Ale kazdy ma swoj sposob na nie...
                        • anitax Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 21:10
                          Azza4, calkowicie popieram Twoje podejscie. Nie przejmuj sie uwagami i postepuj
                          tak, jak uwazasz za sluszne. Jakis czas temu na wczasach rodzice zostawili male
                          dziecko w zamknietym pokoju (bo spalo) a sami poszli na impreze. Maluszek
                          dostal takiego przerazliwego ataku placzu, az caly sie trzasl. W koncu
                          zdecydowano otworzyc drzwi. Nie rozumiem jak mozna male dziecko zostawic samo i
                          wyjsc.
                          Co do palucha w buzi, nie mam slow na taki BRAK HIGIENY, niestety tutaj
                          powszechny. Nasza kraamzorg tez wpakowala corce paluch do buzi, a oczy
                          przemywala woda z wanienki. Zamarlam, ale od razu upomnialam. Nie rozumiem jak
                          paluch moze byc alternatywa dla wyparzonego smoczka. Co do smoczkow, podobno
                          wcale nie sa takie szkodliwe, a poza tym teraz sie uwaza, ze w pewnym stopniu
                          zapobiegaja naglej smierci lozeczkowej. Jak rodzina meza chciala dotknac
                          coreczke, kazalam im umyc rece. Dobro dziecka najwazniejsze. Przeciez maluszki
                          sa takie nieodporne.
                          • azza4 Re: Matki polskie-matki holenderskie... 21.05.07, 22:36
                            Dokladnie Tijgertje masz racje.Od Polki mieszkajacej tu juz slyszalam,ze
                            sholendrzylam dziecko bo je ubieram tak jak siebie i nie ubieram czapki.No...a
                            Holenderki uwazaja mnie za jakas tam polska matke.Ale skad to sie bierze?To
                            moje pierwsze dziecko i nie pomaga mi nikt z Polski.Nawet jeszcze jej nie
                            widzieli.Bardziej sie kieruje intuicja niz radami.Moze w genach tkwi
                            tajemnica:).A moze to ludzka sklonnosc do nazywania rzeczy.Jak cos jest dla
                            nich nie do przyjecia to jest odrzucane i nazywane jako polskie lub
                            holenderskie i sprawa zalatwiona.
                      • nesla Re: Matki polskie-matki holenderskie... 22.05.07, 13:01
                        Mnie taka jedna matka kazala "wyrzucic ta gume" jak zobaczyla smoczek w buzi
                        Davida ;D ;D ;D ale si enie przejelam ;P
                        • tijgertje Re: Matki polskie-matki holenderskie... 22.05.07, 13:12
                          nesla napisała:

                          > Mnie taka jedna matka kazala "wyrzucic ta gume" jak zobaczyla smoczek w buzi
                          > Davida ;D ;D ;D ale si enie przejelam ;P

                          Ty tu nie w podchody sie zabawiaj, tylko mow, ze to ja taka wredna jestem:-)))
                          No, ale cale szczescie, ze sie nie przejelas:-)
                          • beba3 Re: Matki polskie-matki holenderskie... 23.05.07, 04:47
                            Tu nie chodzi o to co polskie a co holenderskie. Sila rzeczy mieszkajac w
                            Holandii przejmujemy, nawet nieswiadomie, pewne zachowania.
                            Zreszta ja odebralam negatywnie stwierdzenie Twoich sasiadow ze to takie
                            polskie wychowanie. Moze im sie wydawac ze to co znane czyli ich, jest lepsze
                            ale uwazam ze radzic to jeszcze moga ale krytylowac i decydowac za Ciebie
                            (telefon do meza bez porozumienia z Toba) to juz nie.
                            Dochodzi jeszcze czynnik indywidualny: to Twoje dzicko, Ty je znasz najlepiej.
                            Ty jestes odpowiedzialna za nie.
                            Ktos z boku moze Ci naprawde celnie poradzic ale juz Ty sama musisz podjac
                            decyzje czy postapisz wlasnie tak. No i niepotrzebnie sie stresujesz (wiem,
                            latwo mowic). Powinnas byc pewna swojego postepowania i umiec je uzasadnic ale
                            nie tlumaczyc sie przepraszajaco.
                            Swoja droga, ja majac dziecko cztero i szejscioletnie wyszlam sobie ze dwa razy
                            z mezem do sasiadow i sprawdzalismy czy spokojnie spia co pol godziny a potem
                            co godzine.
                            Wszystko bylo ok ale jak zaczela sie nagle grypa zoladkowa czy corki dostaly
                            krwotoku z nosa to dziekowalam Bogu ze akurat nie zanioslo nas do sasiadow.
                            Co z tego ze uprzedzilismy je przed snem ze rodzice pojda ogladac film. Mecze
                            sie jak wyobrazam sobie jak mogly by sie czuc i co zrobic. Brrr!
                            A w Polsce mialam kolezanke ktora spiacego niemowlaka zostawiala samego w domu
                            i szla zalatwiac sprawunki, rejstrowac do lekarza.... Bez elektrycznej nianki,
                            gdyby ktos sie dopytywal.
                            • asiekok Re: Matki polskie-matki holenderskie... 24.05.07, 07:31
                              Azza, ja Ciebie uspokoje i powiem, ze chodzeniem na raty do sasiadow, tzn
                              najpierw ja a potem maz to u nas dosyc przyjete. I nie tylko u nas, bo ja Polka,
                              ale tak robia nasi sasiedzi Holendrzy. Ci ktorych dzieci wieksze juz sa,
                              zabieraja babyfon i ida
Pełna wersja