Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale...

28.06.07, 00:25
Mam ruchliwego urwisa.
Bardzo...
W dodatku absolutnie wszystko go interesuje.
Przepowiednie tych, co potepiali moje dlugie karmienie piersia, (3 larta i 2
miesiace:-), bo jakoby mlody mial sie ode mnie uzaleznic i wiecznie trzymac
sie mojej spodnicy za grosz sie nie sprawdzily. Wrecz przeciwnie...
W ubieglym tygodniu w nieuzym sklepie widzialam, jak wchodzil do
przymierzalni, ale nie widzialam, jak wychodzil. Wsiakl zupelnie. Obeszlam
sklep, sprawdzilam przymierzalnie, wyszlam przed sklep z sercem w gardle, ale
uznawszy, ze na pewno nie przeoczylabym jego wyjscia wrocilam do
przymierzalni. Dwie ekspedientki go nie widzialy, wiec jeszcze raz
przetrzasnelam przymierzalnie. Mlody stal w ostatniej tak zawiniety w dluga
do ziemi zaslone, ze nie bylo go widac. Kamien spadl mi z serca.
Nie na dlugo...
Dizs mlody pzreszedl samego siebie, a ja malo nie dostalam zawalu...
Pojechalismy do "babelkow", hala z roznymi cudami do wspinania. Fajnie
polozone w lesie, z holu budynku wchodzi sie z jednej strony do babelkow, z
drugiej na basen, pomiedzy kilka sal sportowych (silownie, rowerki itp).
Ciasno bylo, wiec siedzialam przy stoliku na szarym koncu, mlody co chwile
przybiegal opowiedxziec, jak mu sie tam podoba, po jakims czasie kupilam mu
poffertjes, zjadl 2, zeszkoczyl z krzesla, unoszac palec do gory
zawolal : "Ikke zo terug!" i juz go nie bylo. Po chwili, jak sie dluzej niz
zwykle nie meldowal, uznalam, ze zimne zarcie nieciekawe i ruszylam na
poszukiwania. No, ale w plataninie stelarzy, dziwnych figur, siatek i
dzieciorow, trudno znalezc 3-latka w bialym podkoszulku i czarnych
podwinietych jeansach... Obeszlam z zewnatrz calosc kilkakrotnie, wlazlam w
co dostepniejsze miejsca, ale bez rezultatu. W koncu "zatrudilam" do
poszukiwan kilku nieco podrosnietych chlopakow, dalej nic, a przed oczami
zaczely mi sie pojawiac najczarniejsze scenariusze. Co, jesli z koms
poszedl??? Zdecydowalam, ze trzeba bedzie podjac drastyczniejsze kroki, bo
bezskuteczne poszukiwania trwaly juz pewnie z kwadrans. Mialam wyjsc do
rcepcji, sprawdzic, czy mlodego ktos nie widzial, jak wychodzil na zewnatrz.
Wtedy go zobaczylam. Wchodzil z korytarza i wygladal niesamowicie:-)
Podkoszulek sciagnal w dol jak spodniczke, wiec swiecil gola klata, zostawial
za soba znaczaca sciezke... Zapominajac o wszystkich zakazach uznal, ze
dzieci za duzo, wiec poszedl sobie poplywac! Caly byl mokrusienki, tak jak
stal, wlazl do basenu! Odetchnelam z ulga, mimo, ze wsciekla bylam, to mi sie
z niego smiac chcialo. Najbardziej wkurzona blam na ludzi, ktorzy widzac
samodzielnie maszerujacego na bosaka po korytarzach malucha nie zareagowali!
Kasjerka nie pozwolila mu wyjsc na zewnatrz, ale nie zainteresowala sie,
gdzie je jestem, skad mlody przylazl, ale traba dala sie mu poderwac:-/ W
holu siedzialo jeszcze dwoch pracownikow osrodka, ktorzy nie mogli go nie
zauwayc, na basenie byl tlum ludzi i tez nic, dopiero ktos go pogonil, jak
zobaczyl, ze w ubraniu siedzi w basenie. Dobrze, ze nie wlazl gleboko i sie
nie utopil. Wygarnelam pracownikom "troszeczke" (nie wiem, czy mnie tam
jeszcze wpuszcza), mlodemu zalozylam koszule (dobrze, ze wczesniej mu ja
zdjelam), sucha pieluche, skarpety i kurtke, bogi zawinelam w moj zakiet i
tak zanioslam do samochodu. Dobrze, ze lalo, bo chcialam jechac na rowerze.
Mlody nic sobe z calego incydentu nie zrobil, jak z nim rozmawialam, to on
dosjkonale wie, ze sali nie moze wychodzic i na basen wchodzic mu nie wolno,
do wody nie wchodzi sie w ubraniu itp. Tyle, ze w nieodpowiednim momencie
ktos otworzyl drzwi, mlody nagle sobie przypomnial o baseni i chcial isc
tylko popartrzec. Chyba musze go doslownie zaczac wiazac, bo jak cos go
zainteresuje, to tak sie na tym skupia, ze cala reszta, lacznie z mama i
zakazami nagle sie ulatnia:-( Nie wiem, jak z nim teraz gdziekolwiek wyjde.
Strachu sie najadlam jak nigdy i najbardziej mnie przeraza ta jego
niepohamowana ciekawosc swiata. Zazwyczaj przestrzega regul i nie ma z tym
problemu, do momentu, jak zobaczy cos niezwykle interesujacego. Moze kiedys
z tego wyrosnie? BO nawet jakby stal w kacie za kare przez kilka godzin, to
wystarczy jeden impuls i o po prostu nie pamieta o granicach, zasadach i
karze! I pomyslec, ze z tabunami dzieciakow dawalam soie rade, a wlasny syn
mnie powalil:-/
    • zuzka71 Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 28.06.07, 09:20
      to fajnie;P witaj w klubie mam 'zaginionych na niedlugo lobuziakow';)
      ulzylo mi ze nie tylko nam sie zdarzaja 'znikniecia';PP
      no chlopaki maja pamiec ale tylko krotkotrwala...a i ta czesto szwankuje..poza
      tym ccha pamietam to co im pasuje nie to co my staramy sie im wbic w glowy...

      zycze wam jak najmniej niemilych niespodzianek..
      pozdrowki zuzka
      • nesla Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 28.06.07, 10:26
        Tijgertje, a bylas z synkiem u psychologa? Moze warto by bylo, chociaz nie wiem
        czy to nie za wczesnie.. Kolezanka miala tez podobnie ruchliwego synka, ktory
        widzac cos interesujacego zapominal o zasadach i zakazach, raz nawet bylam
        swiadkiem jak spacerowalysmy to sam pojechal na swoim 3-kolowcu do domu, bo
        pamietal droge a my szukalysmy po calym osiedlu, dosc daleka droge przejechal
        sam. W koncu zdiagnozowano u niego jakis zespol czegos tam, nie znam sie na tym,
        ale ten zespol mial np tez Einstein. Nie twierdze, ze Kasper tez to ma, ale moze
        warto przetestowac dziecko? Psychologia jest juz dosc zaawansowana w
        dzisiejszych czasach i w wielu wypadkach potrafia pomoc rowniez rodzicom
        nadzwyczajnych dzieci. Nawet jesli zadne leki nie sa potrzebne ani zadne
        leczenie to udzilaja wskazowek rodzicom JAK postepowac z takim dzieckiem i
        podobno to naprawde dziala. Mniej wiecej zaczyna sie to objawiac i diagnozowac
        wlasnie w wieku 3-4 lata.
        • maxijo Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 28.06.07, 12:47
          ufff, to moj dwulatek nie kwalifikuje sie jeszcze do psychologa:) a robi
          codziennie tak wyszukane glupoty, ze nie zostawiam go na minute samego, bo nie
          wiem co strzelilo by mu go glowy. Wie czego nie mozna, z przekory robi rozne
          nienormalne rzczey, bo standard go najwyrazniej nudzi.
          • maja_i_julka Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 30.06.07, 22:08
            no nie, z tym psychologiem to chyba jakis zart... dziecko po prostu jest
            ciekawe swiata, a wiek 3 latka to nie jest jeszcze wiek, kiedy dziecko
            siwadomie ignoruje nasze zakazy... ja jak ide na plac zabaw takiego typu laze
            za moim dzieckiem niemal krok w krok i nie wyobrazam sobie siedziec przy
            stoliczku i liczyc na to,ze bedzie pamietal czego wolno, a czego nie...
            przepraszam za te krytyke, ale mysle,ze w takich tlocznych miejscach, a juz
            tymbardziej jesli to jest basen (!!!!) nie mozna spuszczac dziecka z oczu. 3-
            latka, 4,5,6... tez nie.
            • tijgertje Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 30.06.07, 22:25
              maja_i_julka napisała:
              ja jak ide na plac zabaw takiego typu laze
              > za moim dzieckiem niemal krok w krok i nie wyobrazam sobie siedziec przy
              > stoliczku i liczyc na to,ze bedzie pamietal czego wolno, a czego nie...

              No tak, czyli na taki plac zabaw z dzieckiem lepiej wcale nie codzic, bo
              wszystki konstrukcje sa dla dzieci do lat 12 i doroslych w zasadzie na nie nie
              wpuszczaja. Zalozenie jest wlasnie takie, ze dzieciaki maja lazic po tym same,
              dla maluchow, ktore sie nie potrafia wspinac jest wydzielona osobna czesc,
              gdzie nie zostana stratowane przez wieksze dzieciaki. Nie ma fizycznej
              mozliwosc, zeby dziecko caly czas widziec. Nie pozwala na to konstrukcja
              wszystkich elementow. Stoliki tez nie od parady ustawiaja, a skoro wiekszosc
              stoi tak, ze drzwi wyjsciowych nie widac, wiec sadze, ze z zalozenia pracownicy
              powinni zwracac uwage na dzieci, ktore samodzielnie paraduja po korytarzu.
              Bynajmniej nie sadze, zeby kapiel mojego urwisa byla moi niedopatrzeniem.
              Wsciekla jestem na ludzi, ktorzy widzac, ze mlody idzie przez hol, potem przez
              szatnie i hale basenu nie raczyli zareagowac! A widzieli go, bo bez bicia sie
              przyznali. Jak kiedys poszlam z mlodym popatrzec przez szybe, to sie o bilety
              upominali, ale samo dziecko moze robic co chce? Na basen nie chodze teraz, ale
              gdybym chodzila, to oczywiste jest, ze mlodego samego na wycieczki nie puszcze!
              • maja_i_julka Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 02.07.07, 23:26

                > No tak, czyli na taki plac zabaw z dzieckiem lepiej wcale nie codzic, bo
                > wszystki konstrukcje sa dla dzieci do lat 12 i doroslych w zasadzie na nie
                nie
                > wpuszczaja.

                nie wiem jak u Ciebie ale w ballorig w Rotteredamie rodzic moze wlezc wszedzie

                Zalozenie jest wlasnie takie, ze dzieciaki maja lazic po tym same,
                > dla maluchow, ktore sie nie potrafia wspinac jest wydzielona osobna czesc,
                > gdzie nie zostana stratowane przez wieksze dzieciaki.

                no wiec wlasnie... jak nie masz ochoty za nim lazic niech bawi sie w czesci dla
                maluchow.... bo nie tylko moze sie zgubic, ale i spasc lub zostac stratowanym
                przez wieksze dzieci....

                Nie ma fizycznej
                > mozliwosc, zeby dziecko caly czas widziec.
                ja swoje widze caly czas

                Nie pozwala na to konstrukcja
                > wszystkich elementow. Stoliki tez nie od parady ustawiaja, a skoro wiekszosc
                > stoi tak, ze drzwi wyjsciowych nie widac, wiec sadze, ze z zalozenia
                pracownicy
                >
                > powinni zwracac uwage na dzieci, ktore samodzielnie paraduja po korytarzu.

                zalozenie jest wiec chyba takie,ze rodzice nie dopuszczaja zeby dzieci bez ich
                wiedzy dotarly do tych drzwi wyjsciowych, dlaczetgo stoliki mialby stac przodem
                do wyjscia??

                i mysle,ze jednak to rodzice powinni zwrqaca uwage co robia ich dzieci przede
                wszystkim...a nie obsluga

                > Bynajmniej nie sadze, zeby kapiel mojego urwisa byla moi niedopatrzeniem.

                a czyim????



                i jeszcze co do psychologa - denerwujaca jest ta mania na psychologow - ADHD
                pewnie zaraz, dajcie spokoj,dzieci sa w tym wieku ruchliwe!

                bez urazy tijgertje ;) i nesla ;)
            • nesla Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 30.06.07, 22:54
              Nie, maju, to nie zart, napisalam to calkiem serio. I nie rozumiem takiej
              reakcji, bo przeciez psycholog to nie wilk i nie zjada dzieci, ani nawet nie
              psychiatra i nie doszukuje sie zaburzen psychicznych jedynie ocenia rozwoj
              mentalny dziecka i bazujac na doswiadczeniach pomaga rodzicom w traktowaniu
              swoich dzieci. Niektore dzieci wymagaja innego traktowania niz nam sie wydaje,
              kazde dziecko jest inne i wyjatkowe, ale niektore sa wyjatkowo obdarzone i warto
              potrafic wykorzystac na korzysc te talenty a nie przeobrazac je w wady, a wadami
              moga sie stac jesli nie zostana w odpowiedni sposob potraktowane. Nie jestem
              psychologiem, wiec nie bede sie wymadrzac, napisalam jedynie wolna sugestie
              bazujac na doswiadczeniach kolezanki, ktora podobnie jak Tijgertje czesto miala
              do czynienia z sytuacjami ktorych sie nie spodziewala i nie zawsze potrafila
              opanowac synka i sobie z nim poradzic.

              P.S. Tijgertje, ja uwazam, ze jak idziesz z dzieckiem do takiego parku zabaw to
              ty jestes odpowiedzialna za swoje dziecko, a nie obsluga. Te miejsca zabaw sa
              dokladnie oznaczone od jakiego wieku sa dozwolone i za bezpieczenstwo w srodku
              takiego boksu odpowiada wlasciciel parku, ale jak dziecko korzysta z basenu w
              ubraniu to ne jest wina obslugi tylko nieuwagi rodzicow, tak uwazam :) Oni majac
              tam 100 dzieci nie sa w stanie zwracac uwage na wszystkie.
              • beba3 Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 02.07.07, 13:06
                Nie lubie jak ktos zaczepia moje dzieci i wypytuje o mamusie, jak masz zna imie
                itp Mam reakcje zrywne i patrze podejrzliwie na typa. A co Cie to kurna
                obchodzi?
                Nabiegalam sie za swoimi dziecmi i wciaz to robie. Ksiazke czytalam sobie na
                laweczce za czasow noworodkowych u Jagody i potem juz szlaban. Nie pamietam
                abym tez pila kiedys kawe przy stoliczku i nie wiedziala gdzie sa moje dzieci.
                Niestety nie uchronilo mnie to przed znikaniem dzieci, przed upadkami z
                drabinek itp
                Co do pilnowanie przy wodzie, nawet plytkiej: zawsze staram sie byc blisko i
                nie ufam dzieciom. Zasady jedno, zycie drugie. To troche jak mowi moj Tesc o
                jezdzie samochodem: nalezy zakladac ze inni uczestnicy ruchu to idioci i uwazac
                na nich. Zasady moze i znaja ale czy zastosuja to juz inna sprawa.
                Przypomina mi sie wypadek ktory mial miejsce z miesiac temu.
                6 letnie dzicko tez same sobie postanowilo pojsc do wody. Nie potrafilo plywac
                lub nie dosc dobrze. Bylo naprawde sporo osob i niekt nie zauwazyl ze dzicko
                tonie! W wodzie nie az tak glebokiej. Nie znam szczeglow ale najglebsza to
                1,2m. Nie wim tez czy byl ratownik czy tez nie. Kapiacych blo w kazdym razie
                sporo. Gdize byli rodzice? Zanim zauwazyli znikniecie dzicka minela chwila.
                Rozdzielili sie: jedno poszlo do holelu a drugie na basen.
                10 minut sie denerwowali, co czuli potem to nie moge sobie wyobrazic. Dziecko
                utoelo. Do kogo moga miec pretensje? Do obslugi? Do dziecka? Do siebie? Losu,
                przypadku?
                A to cos zmieni?
    • zuzka71 Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 02.07.07, 22:13
      dajcie spokoj, dziewczyna przejeta a wy ja jeszcze pod zebro;)
      Nesla a Einstein mial ponoc 'ZA'. i tez nie uwazam ze psycholog moze
      zaszkodzic. kazde dziecko jest inne i czasem standardowe 'procedury' nie
      dzialaja na naszej pociesze;P pzdr zuzka
      • tijgertje Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 03.07.07, 13:59
        Zuzka, dzieki za wsparcie:-)
        Nawet nie chce komentowac. Dziecko mam ciekawe swiata i tyle, ADHD mozna
        stwierdzic u 6-7 latkow, ale nie sadze, zeby mial z tym problem, bo bardzo
        dlugo potrafi sie nad czyms skoncentrowac, jezeli tylko jest to cos
        interesujcego. Maja, Ballorig mamy w Roosendaal, ale zadko tam jezdze, fakt,
        dzieciaki tam dobrze widac, niestety nie wszedzie tak jest. Dlatego mam
        pretensje do obslugi, ze niezwrocila uwagi na mlodego, gdyz w Bubbels
        konstrukcja nie wszedzie jest odpowiednio "przejrzysta", drzwi byly otwarte
        (tlum ludzi i prawdopodobnie tak chceli wywietrzyc), choc powinny byc
        zamkniete, sa ciezkie, wiec dziecko w wieku mlodego samo ich nie da rady
        otworzyc. Basen ma inne wejscie, osobnego recepcjoniste przy barze i dziwi mnie
        fakt, ze jak chcialam z mlodym popatrzec przez szybe, to sie czepiali, ale jak
        mlody sam poszedl, to nikt nie zwrocil na niego uwagi. Mam o to zal, bo uwazam,
        ze powinni zapewnic bezpieczenstwo dzieciom. Nie na darmo cala konstrukcja jest
        oblozona miekkimi elementami. Jezeli macie dzieci, ktore grzecznie dreptaja
        kolo mamusi i bez niej sie nigdzie na krok nie rusza, to sie cieszcie:-) Z
        moim mlodym nie kazdy by sobie poradzil, tego jestem pewna. Po mamie ma sluch
        muzyczny, po tacie lamanie zasad, wiec wszystko zostaje w rodzinie:-)
    • minka5 Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 03.07.07, 19:31
      Chyba z tej calej historii nalezy wyciagnac wniosek i po prostu nie liczyc na
      to, ze ktos inny zechce zainteresowac sie samodzielnie maszerujacym szkrabem. A
      po drugie, warto widac unikac miejsc w ktorych nie ma sie wystarczajacej pieczy
      nad dzieckiem.
      To, ze cos przeznaczone jest dla dzieci wcale nie musi oznaczac, ze jest to
      bezpieczne.

      A co do ruchliwosci dziecka. Dla mnie to calkiem normalne - zdrowe, ciekawe
      swiata, ruchliwe. A jakie mialoby byc? Cicho siedzace w kacie? Wtedy to
      faktycznie czas na psychologa, a nie jak swiat pelen malego ciekawskiego.
      Tylo tyle, ze z racji tej dzieciecej ciekawosci rodzicom kawa stygnie..... No
      coz - cos za cos.
      • beba3 Re: Dziecko niezalezne, czyli o niedoszlym zawale 05.07.07, 05:05
        Ej! Tu nie chodzi o dokopanie komus!
        Odpowiedzialnosc za dziecko spoczywa na rodzicu.
        I to nie podlega chyba dyskusji?
        To czy winna tez jest obsluga czy nie, to jest to temat na rozmowe i mozemy o
        tym pogadac ale chwilunia...
        Jezeli jest jeden rodzic i dziecko sztuk jeden to chyba naturalne jest ze masz
        je caly czas na oku bedac na placu zabaw. Jezli sytuacja sie zmienia i rodzicow
        jest dwoje to oczywiscie ze mozna sie podzielic opieka. My tak czesto robimy:
        maz plywa i nurkuje i nie kieruje sie niczym a ja bawie lub spogladam na
        dzieci. Potem zmiana.
        Mnie tez czesto przerasta sytuacja i zawsze sie ciesze jesli nic sie zlego nie
        stanie ale strach pozostaje. A 'wina' nie obarczam osob trzecich.
        Obsludze mozna powiedzic co sie sadzi o otwieraniu przestrzeni ktora przepisowo
        powinna byc zamknieta i mozna to zrobic glosno i dobitnie. ;-)
Pełna wersja