Dodaj do ulubionych

Nauka "języka otoczenia"

13.07.07, 12:25
To pytanie do tych z Was, których dzieci nie zetknęły się z niderlandzkim w
domu ( bo tata nie jest Holendrem ). Jak to było z nauką języka ? Łatwo i
bezboleśnie ? Wracały do domu i mówiły do was po tubylczemu ?
Emilia idzie we wrześniu do Peuter ( nareszcie! ) i ciekawa jestem jak to
będzie.
Obserwuj wątek
    • beba3 Re: Nauka "języka otoczenia" 13.07.07, 14:35
      A to pytanko tez pod moim adresem. ;-)
      Mozesz sobie wyszukac jak sie bardzo balam i przezywalam zarowno w przypadku
      Jagody i Patrycji.
      Z Jagoda poszlo gladko. Cieszyla sie ze pojdzie do rowiesnikow, bawic innym
      zabwkami i o dziwo, uczyc wlasnie nowego jezyka. Polubila przedszkole bardzo!
      Z Patrycja bylo juz ciezej bo z jednej strony chciala do dzieci ale
      niekoniecznie chciala sie ze mna rozstawac. Przez cos kolo dwoch miesiecy chyba
      byl placz i ja gorzej to znosilam niz ona. ;-P Bylam juz bliska rezygnacji i
      ponowienia proby za kilka miesiacy. Na szczescie ulozylo sie dobrze. :-)
      Pamietam ze moglam wtedy liczyc na wsparcie dziewczyn z Forum za co Wam dzikuje
      bardzo! :-) Nawet sobie z Zaneta przez telefon pogadlam i od razu mi sie lzej
      na serduchu zrobilo. Nie tylko ja mialam takie problemy i to ze Zanety synek
      sie przyzwyczail i polubil przedszkole tchnelo nadzije ze i Paci sie uda.
      Wczesniej lub pozniej. ;-)
      Generalnie to i dzieci holenderkis przezywaly rozstanie i az tak bardzo nie
      demonizowlabym ze w przypadku Pys to chodzilo o jezyk. Zawsze jest to duzy
      krok. Zycze Ci aby Emilia latwo i szybko sie zaadoptowala do nowej sytuacji.
      Pamitam ze uczylam dzici podstawowych zwrotow typu powitanie, siku, picie. Tak
      aby zupelnie nie czuly sie zagubione. Zreszta ogladaly Teletubisie i troche
      innych bajek po holendersku, jakas tam staycznosc z tubylcami mialy w sklepach
      czy na ulicy. Tak zupelnie bez znajomosci jednego slowa jest ciezej.
    • narutek Re: Nauka "języka otoczenia" 13.07.07, 15:21
      moja corka tez od 1 wrzesnia idzie do peuterzaal i tez strasznie sie tym
      denerwuje i boje sie, jak to bedzie. w domu ma malo stycznosci z holenderskim,
      bo my mowimy tylko po polsku do siebie i do niej (takie zreszta zalecenie CB i
      pediatry bylo). Oglada duzo bajek po holendersku, angielsku i niemiecku, raz na
      tydzien przyplata sie ksiazeczka po holendersku... dzisiaj szla z jedna
      dziewczynka za raczke i dziewczynka powiedziala, ze ida "daar" i mala za
      nia "daar" powtorzyla, choc zawsze mowi "tam" wiec mam nadzieje, ze sobie moj
      maluch poradzi?? z drugiej strony taka dorosla mi sie juz wydale, wyfrunie spod
      mamusiowych skrzydel aaaa!!! to chyba nawet trudniejsze dla mamy jest niz dla
      dziecka. lenkaaa coz czuje, ze bedziemy sie czesto konsultowac od wrzesnia:)
    • nesla Re: Nauka języka polskiego! 13.07.07, 15:33
      A ja bym mogla zalozyc odwrotny watek.. "Nauka jezyka polskiego" (sorry zatem
      lenka ze sie podpinam, mam nadzieje ze mi wybaczysz?), bo moja Milena stanowczo
      odmawia mowienia po polsku, niestety rady typu "mow tylko i wylacznie po polsku"
      u nas nie zdaja egzaminu poniewaz w moim otoczeniu nie ma ani jednej polskiej
      osoby z ktora regularnie bym mogla rozmawiac, wiec moje dziecko slyszy mnie
      mowiaca po polsku tylko gdy gadam do niej albo przez telefon, a ze przez telefon
      gadam glownie wieczorami i wtedy mnie nie slyszy, slyszy za to mnie mowiaca po
      holendersku i to duzo. Wiec jak mowie do niej po polsku to zaczyna sie teraz
      glosne odmawianie mowienia po polsku "kan niet uszka, oortjes!" "kan niet oczka,
      oogjes!" "kan niet marchewka, wortel!" itd itp.. Czy ktos tez tak mial? I jak
      przejsc ta faze?

      A co do peutersppelzaal to zrobilabym na twoim miejscu tak jak Beba, nauczyla
      dziecka podstawowych zwrotow aby nie czulo sie totalnie zagubione, a reszte samo
      zalapie szybciej niz ci sie wydaje. A moge zapytac jak dlugo zamierzacie jeszcze
      byc w Holandii?
      • lenkaaa Re: Nauka języka polskiego! 13.07.07, 15:49
        To rzeczywiście masz trudna sytuację, pewnie skończy się tak jak u Tygrysa: ona
        po polsku a Kasper odpowiada po holendersku...
        Jest też forum o wielojęzyczności, może tam są jakieś rady, nie wiem...
        Dla Mileny najwyraźniej "Twoim" językiem jest holenderski i nie pasuje jej jak
        mówisz po polsku...

        Dziewczyny podajcie mi te podstawowe zwroty, bo słowo daję, że nie znam
        dziecięcych zwrotów na siku, kupę i nie wiem co jeszcze...?
        Nie powiem jak długo jeszcze będziemy tu mieszkać, bo sama nie wiem. Na razie
        męża trzyma tu praca.
      • tijgertje Re: Nauka języka polskiego! 13.07.07, 17:36
        Nesla:-))) To ja c powiem jeszcze jak moj mlody robi na wakacjach w Polsce.
        Najpierw do wszystkich po holendersku, jak zalapie, ze nikt go nie rozumie, to
        gdzis po tygodniu calkiem niezle sie po polsku dogaduje. Gada tak do
        wszystkich, tylko nie do mnie. Mimo, ze do niego po polsku gadam, wie, ze
        rozumiem po ichnemu i do mnie tylko tak, bo po co ma sie wysilac:-) Mamy we wsi
        dziewczyne z Polski, bardzo lubi jezdzic do "cioci Kasi", ona po ichniemu
        slabiutko, do niej sie stara, do mnie nie:-( Tyle, ze rozmumie polski nadal
        ciut lepiej niz holenderski, niektore slowka zna tylko w jednym jezyku, jak
        malo uzywane, to czasem cos po polsku wtraci, jak nie zna holenderskiego
        odpowiednika.
        Dla dziewczyn , ktorych maluchy ida do speelzaal bez znajomosci holenderskiego:
        warto zrobic minislowniczek czesto uzywanych polecen czy slowek dziecka, dac
        opiekunkom, moze to ulatwic im i dziecku pierwsze tygodnie.
        • anitax Re: Nauka języka polskiego! 15.07.07, 21:26
          Lenkaaa, madra corke masz, wiec mysle, ze szybko sie nauczy przynajmniej
          podstawowych slow. Moze znajdz jakies tubylcze mamy z pociechami w podobnym
          wieku i Emilke troche przygotuj zeby przynajmniej potrafila poinformowac o
          podstawowych potrzebach. Mysle, ze warto sie wczesniej spotkac z pania i
          porozmawiac o Twoich obawach i razem poszukac najlepszego podejscia.

          Lisa pojdzie do peuterspeelzaal od pazdziernika. W zaleznosci od tego na jakim
          poziomie bedzie sie potrafila komunikowac po NL zamierzam wczesniej porozmawiac
          z pania i dac jej liste podstawowych slow po polsku, na wszelki wypadek.
          Tijgertje tez o tym pisala.

          Tez bedziemy miec problem, bo Lisa mowi niemal wylacznie po polsku, co prawda
          slicznie calymi zdaniami, spiewa nawet cale kilkuzwrotkowe piosenki. NL troche
          rozumie, ale malo mowi, jesli juz to pojedyncze slowa albo najwyzej 2 wyrazy
          razem.
          Nesla, obawiam sie, ze bedzie Ci trudno przestawic Milene na polski, bo
          najwyrazniej ma zakodowane zeby sie z Toba porozumiewac po NL. Pojecia nie mam
          co z tym zrobic, ale wydaje mi sie, ze bedzie coraz trudniej, bo bedzie miec
          coraz wiecej kontaktow z dziecmi holenderskimi. Slyszalam o przypadkach, ze
          dzieci szkolne z malzenstw mieszanych odmawialy uzywania w domu innego jezyka
          niz NL. Bardzo sie tego obawiam, bo zalezy mi zeby Lisa biegle mowila po polsku
          (nawet jesli musi sie to odbyc teraz kosztem NL). Na razie nie ma problemu, ale
          Lisa prawie nigdy nie slyszy mnie rozmawiajacej po NL a na inne jezyki na razie
          nie reaguje. Ciekawa jestem jak bedzie dalej ...
          • efkamarchefka2 Re: Nauka języka polskiego! 16.07.07, 11:11
            co prawda moja corka jest duzo strasza - ma prawie 11 lat, ale tez bylam pelna
            obaw, kiedy wysylalam ja do szkoly. nauczylam ja kilku slow, zeby nie bylo jej
            bardzo przykro, ze nie rozumie kompletnie nic. na poczatku bylo trudno - byla
            troche zniechecona, chociaz trafilysmy na naprawde dobra szkole - wszyscy
            bardzo sie starali, zeby jej pomoc - w klasie postarano sie o slownik polsko
            holenderski, miala indywidualne lekcje z pania pedagog, z mamami innych
            polskich dzieci (ktore zreszta - te mamy, nigdy nie chcialy ze mna nawiazac
            kontaktu), potem dyrektorka postarala sie o pieniadze z gminy i zorganizowala
            lekcje jezyka, na ktore przyjezdzaly tez dzieci z innych szkol. efekt jest
            taki, ze po 8 miesiacach Sara nie ma problemow z porozumiewaniem sie. wszyscy
            ja chwala, mowi bez akcentu, ma swietne wyniki w nauce. i tylko ja jestem
            niegramotna, bo moj kurs jezykowy nie pomogl mi tak bardzo jak jej zajecia w
            szkole. no i wiek nie ten. dzieci jednak ucza sie duzo, duzo szybciej.
          • gosia_hh Re: Nauka języka polskiego! 17.07.07, 21:07
            nesla
            z tege co wiem to w holandii istnieja polskie szkoly zajecia odbywaja sie
            glownie w weekandy dzieci ucza sie tam jezyka polskiego czytac pisac i spiewac
            piosenek
            liste polskich szkol znajdziesz bodajsze na stronie holenderskiej poloni
            ja narazie czekam na moja dzidzie i tez se boje ze nie bedzie chciala mowic po
            polsku poniewaz ja tylko mowie po polsku jak rozmawiam z mama przez telefon czy
            tez z polska kolezanka i tak sie przykulam do holenderskiego ze z moim polskim
            zacyzna byc juz corazj gozej...pomocy moze ja tez do polskiej szkoly sie zapisze
            oto link:
            www.fpsn.nl/
            pozdrawiam was mcno
            • tijgertje Re: Nauka języka polskiego! 18.07.07, 00:58
              Myslalam nad polska szkola dla mlodego, dluuugo myslalam, jak sie w koncu
              zdecydowalam, ze 2 razy w miesiacu poswiece sobote na ten szczytny cel i ede go
              dowozic prawie godzine w jedna strone, to sie okazalo, ze przyjmuja dopiero 6-
              latki. Zawiedziona jestem strasznie, bo podejrzewam, ze dla 6-latka to za
              pozno, zeby sie zdecydowac na gadanie po polsku. Jak dziecko wczesniej mowic
              nie bedzie, to nie ma cudow. Nie ma sie ich tez co spodziewac po sporadyczych
              zajeciach w polskiej szkole. W Bredzie o muzyce mozna zapomniec. No, chyba ze
              sie sama za nia wezme:-))) Ale nie wczesniej, niz mlodego przyjma.
              • maxijo Re: Nauka języka polskiego! 18.07.07, 13:55
                a moze chwile poczekajcie? Moj 4,5 letni siostrzeniec (tata Wloch) mowi w dwoch
                jezykach, polski i wloski. Zaczal mowic dosc pozno (3 lata) i z tytulu
                zamieszkania we Wloszech chetniej po wlosku. Zdecydowanie rozgadal sie w jezyku
                polskim majac polska opiekunke w wakacje lub przebywajac w Polsce na wakacjach
                u dziadkow (okolo 3 tygodnie). Mowi teraz po polsku o ile nikt nie rozumie go
                po wlosku ( np. polska babcia). Zatem wskazane jest od czasu do czasu wylacznie
                polskie "towarzystwo", bo glowna role odgrywa mama, co nie oznacza ze jej
                dyspozycyjnosc w mowieniu po polsku jest kluczowa.
                Czytacie, podejrzewam, rozne informacje dot. dwujezycznosci, dzieci najpierw
                ucza sie dwoch systemow glosek, nazewnictwa itp. potem szlifuja jezyk, a okolo
                6 roku zycia sa w stanie porozumiewac sie w miare bezblednie w obu jezykach.

                • zuzka71 Re: Nauka języka polskiego! 18.07.07, 22:21
                  maxijo swiete slowa! ja tez zmartwiona po polski taki sobie holenderski za to
                  okazuje sie ze mimo zmartwien coraz lepiej i zaczyna przewazac mimo ze oboje
                  rodzice pl..ale wizyty w pl sa bezcenne i zawsze wtedy mamy skok w polskim.
                  logopeda, rozni specjalisci w pl mowia ze wlasnie dziecko 2 jezyczne (i wiecej
                  jez.) tak dopiero okolo 6 roku zycia mowi w 'miare' bezblednie jak to ujelas
                  maxijo. oby to wytrzymac...pozdr.zuzka
    • sulasia13 Re: Nauka "języka otoczenia" 29.07.07, 23:40
      Hej Lenkaa
      Ja tez mam Emilke! I moja Emilka rowniez idzie od wrzesnia do peuterspeelzal
      nie znajac niderlandzkiego. Dla mojej Emmie to bedzie juz "powtorka z rozrywki",
      bo caly zeszly rok spedzilismy w UK i tam byla ona zmuszona do nauki
      angielskiego. Emmie zna niektore slowa po NL i wydaje sie, ze rozumie niektore
      zwroty i zdania po NL, chociaz nikt jej nigdy NL nie uczyl???( wplyw telewizji
      rok temu?) Dla mojej Malej polski jest jezykiem numer jeden i widze, ze ma ona
      o wiele latwiejszy kontakt z ludzmi mowiacymi po polsku niz po angielsku. Mam
      nadzieje, ze Emilia da sobie rade z nauka trzeciego jezyka.
      • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 30.07.07, 00:24
        Fajnie, że sie znowu odzywasz :o) Pamiętam Cię z samego początku, gdy byłam
        nowa na forum, jeszcze w ciąży i widziałam dużo Twoich wpisów :o) To od
        września będziemy sie wymieniać wrażeniami jak nasze maluchy radzą sobie w
        peuter :o)
          • beba3 Re: Nauka "języka otoczenia" 03.08.07, 05:33
            Nie taki diabel starszny. Bedzie stres bo nowe miejsce i bez mamy i jezyk nie
            rozumiany ale wsrod dzieci i fajnych pan. Zajecia ciekawe, nowe zabawki, plac
            zabaw.
            Zycze powodzenia Waszym dzieciaczkom! Bedzie dobrze! :-)
            Nasla!
            Szkola to jedno a nauka w domu to drugie.
            Konsekwentnie po polsku powinnas sie zwracac do dzieci nie tylko kiedy
            jestescie sami ale tez w towarzystwie innych ludzi.
            Tip od znajomych z par mieszanych. Nie tylko jedna strona uczy sie jezyka ale
            druga tez i w rezultacie np mama mowi po polsku do taty a ten jej odpowiada po
            holendersku. Mama po holendersku rozmawia z Holendrami ale nie z mezem w
            obecnosci dzieci tylko kiedy nie maja szansy jej uslyszec.
            Podobno bardzo wazene jest rozdzielenie: jedna osoba, jeden jezyk.
            Wierze w to. ;-)
    • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 03.09.07, 14:13
      Narutek no i jak tam pierwszy dzień w peuter, zostawiłaś dziecko czy
      siedziałaś tam pierwsze pół godziny zanim sie oswoiło ?
      Sulasia, a kiedy Twoja córeczka startuje w peuter ?
      Moja Emi dopiero 12 września :o)
    • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 09:45
      Moje dziecię liczy już do 10 po holendersku i mówi pojedyncze
      słowa :o)
      Wczoraj bez przerwy mówiła do mnie w czasie zabawy "kijk, mama!",
      albo "zobacz, mam paard'a" (zrobiła go w peuter i przyniosła do
      domu); przy obiedzie mówi czasami "eet smakelijk"
      Jeszcze nie moge się przyzwyczaić :o)
            • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 16:41
              Nesla ja też jestem ciekawa opinii pani z PSZ.
              Jasne, że się cieszę, że zaczęła mówić po tubylczemu :o)
              Kruszynka, a Bastan gada po holendersku jak wraca do domu ?
              Emilia uzywa słówek holenderskich wybiórczo, czyli zawsze mówi na
              konia "koń" ale tego konkretnego konia z papieru, którego zrobiła w
              PSZ i przyniosła do domu zawsze nazywa "paard" :o)
              • a.polonia Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 17:43
                Dziewczyny, bedzie dobrze, moja znajoma wyslala synka od tego roku
                do peuter, i maly zaczyna juz gadac po NL jak najety :) i
                podspiewuje sobie piosenki z przedszkola:), z tym, ze on ma wiecej
                kontaktu z jezykiem, bo pozniej zostaje jeszcze w bso. Ale w domu
                slyszy tylko polski.
              • kruszynka28 Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 19:43
                Szczerze mowiac Bastian malo w domu gada po holendersku. W zlobku zreszta tez ;-)
                Chociaz tez juz potrafi liczyc do 10 po tutejszemu (po polsku i norwesku tez :)
                A wczoraj pani w zlobku powiedziala, ze Bastian ma cos zrobic a on do niej:
                Igelle, even waten! Wiec chyba tak zle z nim nie jest, hehehe
                Bastian w domu ostatnio nas zaskakuje bo zaczyna coraz wiecej angielskich
                wstawek robic i przekonujemy sie, ze duzo skubany po angielsku rozumie.
                Sekretyny jezyk rodzicow przestaje byc sekretny... ;)
                • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 20:42
                  Kruszynka, czytałam na jakimś forum o sytuacji podobnej do waszej.
                  Każdy z rodziców mówił do dziecka we własnym języku a między sobą
                  porozumiewali się w trzecim języku. Któregoś dnia matka pyta ojca
                  czy chce chce zjeść zupę teraz a drugie danie za jakiś czas bo
                  jeszcze nie gotowe, czy woli poczekać i zjeść oba dania na raz. Na
                  co dziecko zajęte zabawą, przerywa swoje zajęcia i mówi z języku
                  matki: ja wolę zupę teraz bo jestem już głodny.
                  :D :D :D :D
                  Także myślę, że Bastian doskonale rozumie o czym rozmawiacie :o))))
                • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 20:48
                  kruszynka28 napisała:

                  > A wczoraj pani w zlobku powiedziala, ze Bastian ma cos zrobic a on
                  do niej:
                  > Igelle, even waten!

                  Co powiedział ??? Zrobiłaś jakąś "literówkę" w pisaniu, bo nic nie
                  kumam....?


                  ******************************************************************
                  "Trzeba umiec zachowywac zasady i zmieniac poglady"
                  ~~~~~~~~La, la, la, la, la, la, la, Life is Wonderful !!!~~~~~~~~
                  • kruszynka28 Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 21:08
                    lenkaaa napisała:

                    > kruszynka28 napisała:
                    >
                    > > A wczoraj pani w zlobku powiedziala, ze Bastian ma cos zrobic a on
                    > do niej:
                    > > Igelle, even waten!
                    >
                    > Co powiedział ??? Zrobiłaś jakąś "literówkę" w pisaniu, bo nic nie
                    > kumam....?

                    Mialo byc "even wachten"! :)
                    • merlott Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 23:04
                      hej dziewczyny
                      musze przyznac, ze czytam Wasze wypowiedzi z lekka zazdroscia. Ale z
                      drugiej strony ciesze sie, ze Waszym dzieciom adaptacja do
                      j.holenderskiego przychodzi z taka latwoscia. I ze trafilyscie do
                      takich dobrych przedszkoli.

                      Moja Oliwka zaczela chodzic do przedszkola rok temu. Po 2 tygodniach
                      histerii zaaklimatyzowala sie, ale holenderskiego nie przynosi do
                      domu w ogole. W przedszkolu bawi sie na uboczu i zupelnie sie nie
                      integruje. Opowiada w domu, ze dzieci jej nie lubia. Nauczycielki
                      twierdza, ze Oliwka jest grzeczna i ze to prawda, ze woli bawic sie
                      sama. One nie robia nic, nie zachecaja do zadnych wspolnych zabaw,
                      bo uwazaja, ze to normalne. Jestem tym zalamana. Nie widze zadnego
                      postepu w jezyku i nie widze zbyt wielu szans na przyszlosc, jesli
                      taka sytuacja bedzie trwac. Zaczynam zalowac, ze nie poszlismy
                      w 'angielska' edukacje.

                      Mam pytanie - czy ktoras z Was jest z Hagi i czy mozecie polecic
                      jakies dobre przedszkole tutaj? Bylabym bardzo wdzieczna za jakies
                      rady.

                      pozdrawiam
                      merlott
                      • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 01.11.07, 23:19
                        Merlott, poszukaj PSZ, który ma specjalny program dla dzieci nie
                        mówiących po holendersku. W moim tego programu nie było ale
                        pogadałam z pielęgniarką z CB, pielęgniarka napisała list-
                        rekomendację do przełożonych tego PSZ (napisała, że w naszej
                        miejscowości jest więcej takich dzieci i dlatego powinni wprowadzić
                        ten program) i efekt jest taki, że rozpoczęto szkolenie personelu i
                        gmina płaci za 3-ci dzień Emilii w PSZ (2 dni my opłacamy).

                        Chociaż z drugiej strony program programem, ale jak nauczycielkom
                        nie chce się zająć dzieckiem to się nie zajmą i już.... Może to wina
                        opiekunek w waszym PSZ a może takie usposobienie Oliwki, sama nie
                        wiem....
                        Prawdę mówiąc też nie wiem czy Emilia bawi się z innymi dziećmi w
                        ciągu dnia, czy sama. Muszę sie zapytać. Wiem tylko, że jest
                        zadowolona z przebywania w grupie.

                        Te programy edukacyjne nazywaja się "Piramide" i "Kaleidoscoop".
                        • paneta1113 Re: Nauka "języka otoczenia" 02.11.07, 10:44
                          Ja mogę polecić PSZ "Kleine Wereld" (dzielnica Waldeck - Alphons
                          Diepenbrockhof 79). Moja córka chodzi tam dopiero pięć miesięcy.
                          Pierwszy miesiąc był bardzo trudny,płacz, obgryzanie paznokci, brak
                          apetytu. Teraz jest już na szczęście wszystko w porządku. Asia jest
                          zachwycona dziećmi i nauczycielkami. Panie są bardzo miłe, dzieci
                          bawią się wspólnie, a na moją córkę zwracają większą uwagę, dużo z
                          nią rozmawiają, wspólnie myją owoce, robią kawę, układają zabawki.
                          To są takie drobne rzeczy, ale przynoszą efekty.

                          Podobno Asia zaczyna mówić ładnie po holendersku, tak ostatnio panie
                          stwierdziły. W domu mówi tylko po polsku, ale czasami podczas zabawy
                          słyszę jak wtrąca pojedyncze słówka holenderskie.

                          Może Oliwia potrzebuje więcej czasu na aklimatyzację, chociaż rok to
                          sporo. Może takie usposobienie, typ samotnika.
                          Bo nie wiem, czy zmiana otoczenia, nowe miejsce, osoby nie będą zbyt
                          stresujące dla niej. Możesz spróbować posyłać ją do nowego
                          przedszkola przez tydzień, dwa i zobaczyć jak córcia reaguje w nowej
                          grupie. Może w innym miejscu będzie jej się bardziej podobać.

                          Powodzenia.

                          • merlott Re: Nauka "języka otoczenia" 06.11.07, 23:10
                            lenkaa, paneta, dziekuje serdecznie za porady!!!

                            przeszlam kolejna bojowa rozmowe z nauczycielkami z PTZ, do ktorego
                            uczeszcza Oliwka, wykorzystujac czesc informacji z Waszych
                            wypowiedzi. Panie zgodzily sie wprowadzic kilka dodatkowych
                            elementow wychowawczych :) zobaczymy jak zadziala.

                            no i przy okazji potwierdzily to, czego sie domyslalismy - problem
                            zaczal sie, gdy do przedszkola zaczely uczeszczac dwie dziewczynki
                            rosyjskojezyczne. prawdopodobnie z powodu 'bliskosci' jezykowej
                            dziewczynki te, wraz z Oliwka, utworzyly silna
                            przyjacielska 'trojce' totalnie obojetna na wszystkich wokol.
                            Opiekunki ponoc staraja sie to przerwac, ale boja sie reagowac zbyt
                            mocno, by nie wytworzyc silnej niecheci u dziewczyn do
                            holenderskiego jezyka i innych hol. dzieci.

                            ech, zobaczymy. raz jeszcze dziekuje za porady i pozdrawiam
                            serdecznie!
                      • nesla Re: Nauka "języka otoczenia" 07.11.07, 10:07
                        To wy merlott nie macie zamiaru na dluzej zostac w Holanii? Bo piszesz ze
                        zalujesz ze nie weszliscie w edukacje angielskojezyczna. Bo to ze na poczatku sa
                        trdnosci z adaptacja w grupie z powodu bariery jezykowej to wydaje mi sie
                        calkiem normalne. Im wczesniej sie tym zajmiecie tym szybciej wyjdziecic na
                        prosta. Szkola angielskojezyczna to moim zaniem slepa uliczka jesli zostajecie w
                        Holanii.
                        O tym wlasnie rozmawialam z wychowawczynia w grupie mojej corki i skoro
                        dziewczyny pytacie to odpowiadam. Pytalam jakie jest jej zdanie nt nauki jezyka,
                        czy powinno sie mowic do dziecka wylacznie i konsekwentnie w jezyku polskim a
                        potem w przeszkolu czy szkole dziecko i tak zalapie i sie nauczy holenerskiego.
                        Sama mam problem z ta konsekwencja ale o nauce jezyka juz dyskutowalysmy tutaj
                        wiec znam wasze zdanie. Wychowawczyni powiedziala, ze naogladala sie w swojej
                        karierze (ma kolo 50 lat na moje oko) wiele przypadkow dzieci, ktore mialy
                        problemy z odnalezieniem sie w grupie z powodu nieznajomosci jezyka. Ja mam
                        wyrzuty ze Milena malo po polsku gada, ale za to swietnie sobie radzi i w
                        przedszkolu i z innymi dziecmi, jest otwarta i latwo nawiazuje kontakty.
                        Wychowawczyni powiedziala mi, ze odradza mi mowienie do dziecka wylacznie po
                        polsku, ona uwaza ze robi sie tym dziecku krzywde i funduje trudniejszy start,
                        ktory w tym wieku jest bardzo wazny. Nie wiem kto ma racje i jak sie powinno
                        robic, kazdy ma swoj sposob.
                        W poniedzialek po raz pierwszy przyszla do psz dziewczynka 3,5-letnia polskiej
                        mamy i holenderskiego taty, mama mowi do niej wylacznie po polsku, tato widuje
                        dzieci malo, a w domu jest jeszcze polska babcia, wiec dla dzieci to jedyny
                        jezyk jakiego sie ucza, mama nie bardzo zna holenderski. Pierwsza proba pol roku
                        temu pojscia do psz sie nie powiodla, zrobili przerwe, pobyli w Polsce(!) teraz
                        znowu proba i znowu placz, mama zostaje w psz razem z dzieckiem, bo wie ze to
                        juz ostatni dzwonek i dziecko musi sie przyzwyczaic, bo niedlugo idzie do szkoly
                        i wtedy moze byc jeszcze wiekszy problem.
                        • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 07.11.07, 10:25
                          Ja tam się z nauczycielką absolutnie nie zgadzam. Uważam, że nie ma
                          racji.
                          Co do tej nowej polskojęzycznej dziewczynki, to moim zdaniem
                          wszystko zależy jednak od osobowości dziecka. Moja Emilia ma
                          sytuację bardzo zbliżoną, bo ja nie pracuję i rozmawiamy tylko po
                          polsku, po przyjściu z pracy taty też mówię do niej po polsku bo
                          tata trochę rozumie, a to co nie rozumie to tłumaczę tacie po
                          angielsku. Holenderskiego nie zna a mimo to teraz bardzo chętnie
                          chodzi do PSZ i nie muszę już rano zostawać, mogę od razu wyjść a
                          Emilia biegnie sie bawić. Chociaż w sumie, jak sie teraz
                          zastanawiam, to może jednak sytuacja nie jest aż tak podobna, bo
                          jednak Emilia ma korzyść ze znajomości angielskiego - jeśli zupełnie
                          nie rozumie o co chodzi to nauczycielki tłumaczą jej po angielsku,
                          więc wyobcowana sie nie czuje. Jak chce o cos zapytać to też może to
                          zrobić po angielsku.
                          Czyli w sumie jednak ta polskojęzyczna dziewczynka ma trudniejszą
                          sytuację...
                          Nesla, a czy mogę zapytać czy rozmowa z nauczycielką wpłynęła jakoś
                          na Twoją decyzję co do porozumiewania się z Mileną ? Myślisz o
                          zrezygnowaniu z polskiego w domu ?
                          • nesla Re: Nauka "języka otoczenia" 07.11.07, 11:08
                            Absolutnie nie mialam ani nie mam zamiaru rezygnowac z nauki jezyka polskiego,
                            ale jako ze wracam do pracy i z dziecmi bede mniej to na pewno mniej kontaktu
                            beda mialy z jezykiem polskim, z reszta ja z nimi tez nie zawsze i nie
                            konsekwentnie mowie po polsku, wiec w pewien sposob uspokoilam swoje sumienie
                            ;)) Zapomnialam dopisac ze nauczycielka radzila uczyc dziecko pozniej, jak juz
                            troche nauczy sie jednego jezyka, ale nauczycielka nie jest jakims specjalista w
                            tej dziedzinie, tylko wychowawczynia w PSZ i z doswiadczeniem zawodowym w PSZ i
                            na tym bazuje swoje zdanie i sama ja o to zapytalam, nie wtraca sie niepytana w
                            sposob wychowania i nauki jezyka, bo to oczywiscie indywiualna sprawa rodzicow.
                            Moje dzieci nie maja dziadkow w Polsce u ktorych moglyby szlifowac jezyk, nasza
                            przyszlosc wiaze raczej z Holandia, nie ma wiec presji nauki, ale na pewno bede
                            je uczyc polskiego w jakims tam stopniu i w slimaczym tempie ;)
                            • kruszynka28 Re: Nauka "języka otoczenia" 07.11.07, 11:53
                              Ja oczywiscie tez nie zgadzam sie z opina nauczycielki ;-)
                              A co maja zrobic rodzice, ktorzy nie uzywaja w domu holenderskiego? No i kiedy
                              jest ten dobry czas na nauke drugiego jezyka? Jesli dziecko zaczniemy pozniej
                              uczyc drugiego jezyka to na pewno nie bedzie dwujezyczne.
                              Na forum wielojezycznosc mozna poczytac opinie ludzi wychowanych z dwoma lub
                              wiecej jezykami i nikt nie pisze, ze ktos im zrobil krzywde. Gdy patrze na
                              mojego dwu i pol latka, ktory bezblednie tlumaczy tacie co mama do niego mowi (z
                              poskiego na norweski
                              )to nie mam najmniejszych watpliwosci, ze postepuje slucznie. :)
                              • nesla Re: Nauka "języka otoczenia" 07.11.07, 11:58
                                Ale nie denerwujcie sie tak od razu, wlasnie dlatego nie chcialam o tym pisac,
                                bo wiedzialam ze skoczycie od razu z kamieniami na nia, a przeciez nikt nie
                                twierdzi ze w waszych konkretnych przypadkach cos robicie zle! :D
                                  • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 07.11.07, 14:18
                                    Nesla, ja też tylko napisałam, że nie zgadzam się z nią i nic
                                    więcej. Nawet argumentów "przeciw" nie podałam, żeby nie wyszło,
                                    że "atakuję".
                                    Jak Milena będzie mówiła po polsku to będzie to bonus w przyszłości,
                                    każdy dodatkowy język jest korzyścią. Ja się tak bardzo cieszę, że
                                    Emilia pięknie i dużo mówi po polsku ale też nie wiem czy nagle po
                                    pójściu do szkoły albo jako nastolatka (jeśli oczywiście zostaniemy
                                    tu aż tak długo) nie przestanie nagle mówić po polsku. Dzieci
                                    przechodzą różne fazy i czytałam wypowiedzi matek, które bardzo
                                    starały się aby dzieci mówiły po polsku, ale niestety dzieci nie
                                    chciały i nie mozna było ich "zmusić".
    • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 07.11.07, 14:49
      Zapytałam dziś w PSZ jak Emilia odnajduje sie "językowo" i pani
      powiedziała, że:
      - z dziećmi bawi sie ale nie rozmawia
      - do nauczycielek zwraca sie po angielsku
      - wykonuje proste polecenia nauczycielek wypowiedziane po holendersku
      - raz w tygodniu na godzinę przychodzi dodatkowa nauczycielka, która
      zajmuje się dziećmi i wtedy któraś z nauczycielek siada na godzinę z
      Emilią i rozmawia z nią albo czyta holenderskie książeczki, tłumaczy
      co sie jak nazywa, itp. Czasami siedzi tylko z Emilia a czasami
      dosiadują się do nich inne dzieci i też słuchają czytania książki;
      ale przez godzinę Emilia ma nauczycielkę zajmującą sie tylko nia i
      uczącą Emilię holenderskiego. Od stycznia będzie przychodzić na tę
      godzinę specjalnie kwalifikowana nauczycielka.
      • narutek Re: Nauka "języka otoczenia" 08.11.07, 17:57
        fajnie macie lenkaaa! ja tez musze u nas zapytac jak to wyglada,
        niby jest "specjalna" pani do nauki jezyka ale jak to jest w
        praktyce to nie mam pojecia...
        musze powiedziec, ze tez mam dylemat bo w CB nam powiedzieli, zeby
        mowic do malej tylko po polsku (tak tez robimy) ale wydaje mi sie,
        ze mialaby latwiejszy start gdybysmy po holendersku ja od razu
        uczyli... niestety okaze sie dopiero w praniu i drugie dziecko
        bedzie juz mialo latwiej kiedystam.
        a wczoraj to sie nawet ucieszylam, ze mala papla po polsku bo
        szlysmy sobie za taka grubsza kobieta a mala wola "wooooow! ale pani
        duuuuuuuuzia!" :)
        • anitax Re: Nauka "języka otoczenia" 12.11.07, 22:35
          Ja sobie nie wyobrazam zebym mogla mowic do dziecka w innym jezyku
          niz polski. Jak bedzie miec trudniejszy start, to trudno, wierze ze
          bez problemu wszystko nadgoni. Drugiej szansy na dwujezycznosc miec
          nie bedzie. Na razie swietnie oddziela oba jezyki, zaczyna tlumaczyc
          pojedyncze slowa i latwiejsze zwroty. Miesza tylko jak jej po
          holendersku brakuje slow. Od stycznia zaczniemy PSZ.
          • narutek Re: Nauka "języka otoczenia" 13.11.07, 14:15
            a jestescie obydwoje -Ty i maz (ew. partner ??) Polakami? Nasza
            corka, poza PSZ nie ma wogole kontaktu z holenderskim. Cala rodzina
            po polsku mowi, ewentualnie znajomi nasi ale to raz na jakis czas i
            rzadko ktos rozmawia tylko z mala.
            • anitax Re: Nauka "języka otoczenia" 16.11.07, 00:32
              Moj maz jest Holendrem ale i tak 90% czasu corka ma kontakt
              wylacznie z polskim. Poza tym w domu rozmawiamy ze soba po
              niemiecku, maz z au-pair po angielsku, wiec dziecko ma niezly
              metlik. Postaramy sie chyba ograniczyc w miare mozliwosci do 2
              jezykow.

              Przeczytalam raport z Groningen (dzieki go.ga) i troche sie obawiam
              jak PSZ podejdzie do dwujezycznosci dziecka. Zamierzam panie
              wczesniej przygotowac, wytlumaczyc, ze to dla mnie kwestia
              swiadomego wyboru a nie koniecznosci itp. W sumie to obawiam sie
              nastawienia pan i tego, czy Lisa dobrze sie bedzie tam czula.
              • nesla Re: Nauka "języka otoczenia" 16.11.07, 14:10
                Ja ostatnio bylam na wizycie w szkole podstawowej, jednej z kilku ktore mam na
                liscie do odwiedzenia. Pytalam rowniez o ich podejscie do wielojezycznosci i ku
                mojemu zdziwieniu dyrektorka miala nawet pojecie w tej kwestii chociaz w szkole
                jest zaledwie kilkoro dzieci dwujezycznych. W szkolach chyba wiecej wiedza na
                ten temat niz w PSZ.

                Dziewczyny, co do pani przedszkolanki to oczywiscie nie mam zamiaru polemizowac
                w jej imieniu i wiem ze sie z nia nie zgazacie, bo jak juz wczesniej napisalam
                znam wasze zdanie na ten temat, dlatego nie widzialam sensu zeby o tym pisac.
    • lenkaaa czwarty język ;o) 06.12.07, 10:48
      Rozbawiło mnie wczoraj moje dziecko nie z tej ziemi ! Układała
      domino i kiedy jej sie udało dopasować to powiedziała cała
      zadowolona z siebie: "muj bien!". Jakby jej było mało trzech języków
      (polski, angielski i niderlandzki), nieświadomie zaczęla sie uczyć
      hiszpańskiego :DDDD A wszystko przez Dorę, bo puszczam Emilii wersje
      angielskojęzyczną, w której Dora uczy hiszpańskiego (w wersji
      tubylczej uczy angielskiego). No strasznie mnie ten hiszpański w
      ustach córki rozśmieszył !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • anitax Re: czwarty język ;o) 09.12.07, 18:09
          Ale zdolne te dzieciaki! No i jezyk przyjemny, az sie chce uczyc ;-)

          Ja tez sie dopisuje - Lisie tez sie podoba hiszpanski. Co prawda nie
          zna Dory, ale tak sie jakos zdarza, ze na wczasy jezdzimy ostatnio
          do krajow hiszpanskojezycznych i corka - o dziwo - cos zapamietuje.
          Najbardziej jej sie spodobalo "hola guapa", chetnie tez tlumaczy np.
          tacie, ze "hasta mañana" znaczy do jutra a "buenas noches to sie
          mowi jak sie idzie spac".

          Co ciekawsze, na wczasach zauwazylam, ze moja corka ma "swiadomosc
          jezykowa". Rozmawialam z jakas kobieta i Lisa stwierdzila, ze nie
          rozumie co ta pani mowi. Przetlumaczylam i wyjasnilam, ze pani mowi
          po hiszpansku. Lisa na to "a Lisa mowi po polsku i po holendersku".
          Spytalam "z kim rozmawiasz po polsku?" Ona na to "z mamusia po
          polsku, a z tatusiem po holendersku". Nasza au-pair kiedys spytala
          Lise przy jedzeniu "Lekker?" Na to Lisa oburzona "tak mowi tatus!"

          Ciekawa jestem czy bedzie im latwiej uczyc sie innych jezykow ...
    • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 21.01.08, 16:42
      Wiecie co... Moja córa coraz częściej gada do siebie po holendersku
      w czasie zabawy i do mnie też zagaduje po holendersku a jak ja do do
      niej w odpowiedzi po polsku to ona dalej po holendersku... Nawet w
      dni w ktore nie chodzi do PSZ... Dziwnie mi tak jakoś, muszę się
      powoli przyzwyczajać.... :o))))))
      • mamantkaa Re: Nauka "języka otoczenia" 21.01.08, 23:39
        Mój synek też używa coraz więcej holenderskich słów i w różnych zaskakujących
        nas sytuacjach. Musi znać dużo więcej słówek niż nam się wydaje. Ale gdy zwraca
        się do nas po holendersku, poprawiamy go mówiąc, że tak jest po holendersku, ale
        po polsku mówi się inaczej. Uczymy go, że każde słowo można powiedzieć w dwóch
        językach i że do nas ma mówić po polsku. Ostatnio jak miałam dyżur w
        peuterspeelzaal, to widziałam, że jest mu trochę trudno z oddzieleniem, że do
        mnie mówi po polsku, a do dzieci i pani po holendersku. Ale coraz bardziej się
        do tego przyzwyczaja. My w każdej sytuacji mówimy do niego po polsku, bo o ten
        polski się martwimy. Holenderskiego uczy się bardzo szybko i na pewno się go
        nauczy od dzieci. Gdy dorosły Holender zwraca się do niego, to widać, że Antek
        dużo rozumie i potrafi odpowiadać na proste pytania. W ogóle nie martwię się o
        jego holenderski, wśród dzieci na pewno się go doskonale nauczy.
        • anitax PSZ - pytania 25.01.08, 22:21
          Lisa wlasnie zaczela chodzic do PSZ. Chodzi chetnie, zostaje bez
          problemu, ale raczej ciagnie do pan, a nie do dzieci. Mam nadzieje,
          ze to sie zmieni i bedzie sie tam dobrze czula. Troche mowi po
          holendersku, ale tylko do pan.

          PSZ natomiast nie bardzo mi sie podoba i chcialam sie dowiedziec czy
          u Was jest podobnie:
          1) Nie zmienia sie butow, dzieciaki biegaja w kozakach, podejrzewam,
          ze dlatego zeby w razie czego panie nie musialy dzieciom zmieniac
          butow jak je biora na spacer/plac zabaw. Jestem wyczulona na punkcie
          czystosci i wygody, wiec oczywiscie nie bardzo mi sie to podoba.
          Obawiam sie jednak, ze jak zmienie dziecku buty wyladuje na placu
          zabaw w sandalkach w srodku zimy.
          2) Przy 2 dniach tygodniowo, konieczne jest zeby dziecko chodzilo
          raz rano (3 godz) i raz po poludniu (2,5 godz), nie ma mozliwosci
          wyslac dziecko 2x rano.
          3) Trzeba dziecku przynosic cos do picia w podpisanym kubku, panie
          kupuja ciasteczka. Solenizanci przynosza ciasto, czipsy albo jakies
          slodycze. Nie chce zeby dziecko regularnie jadlo slodycze. Obawiam
          sie jednak, ze jakakolwiek interwencja nie ma sensu, bo ciasteczka
          byly i beda.
          4) Rano sa zajecia dowolne, czyli dzieci robia co same chca - bawia
          sie same, czesc sie goni, zjezdza ze zjezdzalni, ktora stoi na
          srodku sali. A panie z duma mowia, ze sa dyplomowanymi
          nauczycielkami przedszkolnymi. Tylko co z tego, skoro dzieci chodza
          w samopas.

          Czy u Was tez tak jest?
          • lenkaaa Re: PSZ - pytania 26.01.08, 00:00
            W naszym PSZ:
            1)tak samo
            2)zajęcia są tylko rano do 11:45
            3)tak samo
            4)"zajęcia dowolne" trwają ok. 1 godziny, reszta czasu
            jest "zorganizowana" czli zajęcia pod dyktando opiekunek
          • nesla Re: PSZ - pytania 26.01.08, 11:41
            anitax napisała:
            > 1) Nie zmienia sie butow

            u nas tez nie zmienia sie butow, w zlobku sie zmienia ale w PSZ nie zmienia sie
            i nigdy mi nie przyszlo do glowy robic z tego problem na te 2-3 godziny,
            proponuje porozmawiac z wychowawczyniami i je zapytac czy by nie zechcialy
            zmieniac obuwia twojemu dziecku.

            > 2) Przy 2 dniach tygodniowo, konieczne jest zeby dziecko chodzilo
            > raz rano (3 godz) i raz po poludniu (2,5 godz), nie ma mozliwosci
            > wyslac dziecko 2x rano.

            tak samo, raz rano i raz po poludniu

            > 3) Trzeba dziecku przynosic cos do picia w podpisanym kubku,

            nie trzeba, ale mozna, zalezy co dziecko lubi pic, jesli pije mleko to dostaje
            je od PSZ w ich kubku, ja przynosze sok w kubku Mileny, bo ona tamtejszego mleka
            nie lubi, w domu pije mleko.

            panie
            > kupuja ciasteczka.

            panie nie kupuja ciasteczek, za kazdym razem dzieci czestowane sa owocami,
            glownie sa to jabka

            Solenizanci przynosza ciasto, czipsy albo jakies
            > slodycze.

            Chipsow nie widzialam, ale slodycze urodzinowe zgadza sie, to sa zwykle male
            porcje specjalnie przygotowane dla dzieci z jakims rysunkiem od solenizanta albo
            w jakiejs odswietnej torebce.

            Nie chce zeby dziecko regularnie jadlo slodycze. Obawiam
            > sie jednak, ze jakakolwiek interwencja nie ma sensu, bo ciasteczka
            > byly i beda.

            Mozesz zakazac podawania twojemu dziecku slodyczy, jak ja prosilam w zlobku by
            moim dzieciom nie podawac, wtedy dostaja jeszcze mniejsza porcje tylko dlatego
            zeby nie czula sie poszkodowana (David oczywiscie tak czy inaczej nie dostaje
            slodyczy)

            > 4) Rano sa zajecia dowolne, czyli dzieci robia co same chca - bawia
            > sie same,

            Zawsze czesc jest tak: czesc dzieci bawi sie sama, a czesc z wychowawczyniami
            robi jakies wycinanki, rysowanie, klejenie itp, wymieniaja sie, jak ta czesc sie
            skonczy to sa zajecia wspolne grupowe w kolku, spiewanie, tanczenie, gry itd.

            czesc sie goni, zjezdza ze zjezdzalni, ktora stoi na
            > srodku sali. A panie z duma mowia, ze sa dyplomowanymi
            > nauczycielkami przedszkolnymi. Tylko co z tego, skoro dzieci chodza
            > w samopas.
            >
            > Czy u Was tez tak jest?

            Nie ma w srodku zjezdzalni, nie wiem czy jak dzieci bawia sie ze soba bez
            ingerencji wychowawcy to jest to puszczanie w samopas. W ten sposob ucza sie
            wspolnej zabawy, bycia z rowiesnikami, zawsze jest kontrola opiekunek. Czesto
            zostaje tez ktorys rodzic, ktory akurat sie zapisal na ten dzien. Moze to cos
            dla ciebie anitax?
          • tijgertje Re: PSZ - pytania 26.01.08, 14:03
            1. W domach tubylczych butow nie zmieniaja, wiec i w PSZ tez nie,
            faktycznie, gdyby dzieciaki mialy na te 2,5 godziny buty zmieniac,
            to na zewnatrz chyba by wcale nie wychodzily. U nas na plac zabaw
            wychodza na koncu i stamtad sa odbierane. Ja sie juz
            przyzwyczailam, sama w domu tez czesto nie zmieniam obuwia (na dole
            mamy plytki, a mlody nosi wkladki i chodzi w butach na okraglo, meza
            i tak bym nie przekonala pewnie.
            2. Zalezy od miejsca. W mojej wsi w PSZ narzucaja, kiedy dziecko ma
            chodzic, bo wszyscy chcieli by ranom, a dzieci maja za duzo, wiec
            robian azmiane. Kaspre chodzi do sasiedniej wsi, przy zapisie podaje
            sie "voorkeur", jezeli tylko jest miejsce, to dziecko chodzi wtedy,
            kiedy rodzicom pasuje. Od listopada jest tak malo dzieci, ze mozna
            bylo zapisac na dodatkowy dzien,jedyna popoludniowa grupe
            zlikwidowano i Kasper chodzi od poniedzialku do czwartku od 9.00 do
            11.30 (jeszcze tylko tydzien i do szkoly!). W grupach wedlug
            przepisow na powierzchnie na 2-3 panie moga miec max 16 dzieci, w
            tej chwili jest od 8 do 12.
            3. W PSZ dziecko moze dostac wode albo mleko, rodzice moga dac
            dziecku wlasne picie w podpisanym kubku (nie wolno dawac
            kartonikow), dzieci jedza owoce, jedna z pan przynosi codziennie
            rano swieze: jablka, gruszki, winogrona, mandarynki i banany,
            wszystko w kawalkach laduje w wielkiej misce i jedno z dzieci chodzi
            w kolko czestujac reszte, wychodzi po 6-7 rund. Kasper mial alergie
            (jeszcze tlyko mleko zostalo), dawalam mu pojemniczek z wlasnymi
            owocami. Ciasteczka sa sporadycznie, moze raz w miesiacu, czasem
            nawet nie, ale jako dodatek po owocach. Na urodziny od 10.00 moga
            byc rodzice dziecka (ewentualnie babie czy rodzenstwo), przynosza
            poczestunek, zwykle kielbasa, ogorek i ser, slodyczy panie nie
            pozwalaja, sa pakowane w malutkie paczuszki z mini kredkami,
            balonikiem, pojemniczkiem ciastoliny, mydelkiem i komu co do glowy
            przyjdzie, taki drobiazg dzieci dostaja przy wyjsciu do domu, ja
            wydzielam w domu wedle wlasnego uznania po zjedzeniu zupy.
            4. Rano dzieci sie bawia wedle uznania (tez maja zjezdzalnie, cuda
            na niej wyprawiaja, ale dotychczas bylo bez wypadkow, mlody zwykle
            skarzy:-) Panie bawia sie z dziecmi, ale zw mniejszych grupach i
            dzieci decyduja, co chca robic. Od 10.00 sa zajecia wspolne,
            czytanie bajek, zabawy edukacyjne, tance, miedzy 10.30-10.45 dzieci
            dostaja owoce i napoje, panie spiewaja przy tym piosenkitematyczne,
            albo cos opowiadaja. Po owocach albo wychodza na zewnatrz (nawet,
            jak jest bardzo zimno, ale nie pada), jesli zostaja wewnatrz, to
            maluja, kleja, wycinaja itp, zajecia zawsze sa zwiazane tematrycznie
            z jakim tematem, mlody co tydzien przynosi jakas [prace do domu
            (rysunek, wyklejanke, na swieta stroik itp). Dzieci maja sporo
            swobody przez godzine, potem musza pracowac w grupie i robic co
            panie kaza, dzieki stalej strukturze maluchy wiedza dokladnie, co i
            jak, niemal bez przypominania wiedza co maja robic. Na urodziny maja
            caly rytual, w szoku bylam, ale bardzo mi sie podobalo. W czwartek
            Kasper bedzie sie zegnac z PSZ, musze wymyslic jeszcze upominki:-/
            Gmina chciala zrobic wspolny zarzad wszystkich PSZ tutaj, ale sa tak
            ogromne roznice, ze chyba jeszcze przez kilka lat nie bedzie to
            mozliwe. Tam gdzie Kasper chodzi sa najlepiej zorganizowani i
            przyjazni rodzicom:-) U mnie we wsi na poczestunek urodzinowy
            ZALECAJA paczuszki chipsow!!!



          • maxijo Re: PSZ - pytania 26.01.08, 14:21
            1. nie zmienia sie, trudno
            2. drugi raz tez niestety po poludniu, ubolewam, bo to troche
            komplikuje nam dzien, po prostu jesli maly bedzie zbyt zmeczony lub
            mi nie bedzie odpowiadac, zostaniemy w domu
            3. z tego co wiem jest jakis posilek typu wafle ryzowe, krakers z
            pasztetowa, jablko, lemoniada. Ponoc moj maly nie je. Jesli chodzi o
            niezdrowe przakaski jestem dosc liberalna, raz na jakis czas mu nie
            zaszkodzi i nie sadze zeby weszlo w krew. Dobrze ze to nie czasy
            kiedy na sile wkladaja do krzeselka i wpychaja owsianke. Adam ponoc
            nie siada do stolu tylko idzie sie bawic. Panie mowia, ze wspolny
            posilek w postaci pasztetowej przyjdzie z czasem:)
            4. nie wiem co dokladnie robia w przedszkolu, jest jakis plan,
            zabawa, sniadanie, piosenki, plac zabaw. Ostatnio pani mowila mi, ze
            czytala z Adamem ksiazeczki. Zatem poswiecaja czas indywidulanie
            dzeciom szczegolnei znudzonym:)
            Zauwazylam, ze dzieci chodza czesto samopas, maja po 2 lata i trudno
            jest im sie zajac, skoncentrowac, widze miny zadowolone i smutne,
            czekajace na odrobine uwagi. Dwie panie nie sa w stanie ogarnac i
            uszczesliwic kazde dziecko z osobna.

            Moj maly chodzi do PSZ 3 miesiace, juz nie rozpacza, ale zawsze jest
            cos, co przezywa, wpada w histerie. Wraca do domu po 2 godzinach
            steskniony, wyraznie jest szczesliwszy w domu, w kapciach, przy
            swiezym chlebie z szynka i herbacie z ulubionego kubka z wytartym
            nosem. Zrozumiale. Dla mnie PSZ jest raczej szkola przetrwania dla
            takiego malucha, gdzie uczy sie jakis nowych regul, zachowan, zabawy
            w grupie. Raczej nie oczekuje ze bedzie mu tam lepiej niz u mnie:)
            Ale moim zdaniem mozna smialo paniom cos zasugerowac, porozmawiac o
            indywidulanych potrzebach dziecka. Odebralam nasze opiekunki jako
            otwarte osoby. Z tym ze chyba nikt nic nie chce zmieniac, z rozmow z
            innymi mamami holenderskimi wywnioskowalam ze sa bardzo
            zadowolone...
          • mamantkaa Re: PSZ - pytania 26.01.08, 22:12
            Mój antek od sierpnia chodzi do PSZ. Nie wybierałam jakiegoś specjalnego - tylko
            najbliższe, żebyśmy nie musieli daleko chodzić (teraz, gdy jestem w
            zaawansowanej ciąży jest to bardzo wygodne). W grupie jest 14 dzieci + zawsze 1
            rodzic + dodatkowo praktykantka w jeden dzień w tygodniu.
            1) butów się nie zmienia, czasem jak dzieciaki nie wychodzą na dwór, a mocno
            hasają na zjeżdżalni, to sobie ściągają. Myślę, że oprócz zbyt długiego trwania
            zakładania butów przed wyjściem na dwór, doszło by zamieszanie z tym, które
            czyje. Dzieciaki nawet kurtki mylą i zawsze zostaje jakiś szalik, czy czapka
            nierozpoznane.
            2) do końca grudnia chodził raz na rano, raz po południu. od stycznia chodzi dwa
            razy na rano, opiekunka wywalczyła zmianę, ze względu na zmęczenie dzieci (nie
            wiem jak jest w innych grupach). Zawsze od 8.45 /9 do 11.30/11.45.
            3) lemoniadę i owoce dostają na miejscu. słodycze są bardzo rzadko, gdy ktoś
            przyniesie na urodziny, ale nie jest to zalecane. na urodziny przynosi się
            paczuszki z drobnymi zabawkami + rodzynki. mój antek na początku nie chciał jeść
            w PSZ, pani cieszyła się, gdy po 2 dniach się napił, potem wziął kawałek banana
            i tak zostało - jada banana, bo to jego ulubiony owoc, mandarynek w PSZ nie
            chce, bo boi się, że będą kwaśne; jabłka też woli jeść w domu. Najszczęśliwszy
            był, gdy na Wigilię w PSZ jedli frytki :)
            4) plan dnia jest zawsze stały - dzięki temu, że dyżuruję czasem w PSZ to wiem
            dokładnie jak to wygląda. Na początek, gdy rodzice wychodzą, czas na pobawienie
            się zabawkami i wyszalenie się. Ok. 9.30 czas na sprzątanie i zajęcia wspólne -
            rysowanie, wyklejanie, itd. Po 10 chwila zabawy indywidualnej (pani sprząta po
            rysunkach i przygotowuje owoce i sok), dzieci siadają do stołu (wszystkie - nie
            ma wyjątku. mój antek na początku nie chciał, to stał z boku, ale po kilku
            minutach sam już chciał dołączyć do dzieci), pani obiera owoce, kładzie na
            wspólną tacę, która krąży wokół dzieci, śpiewa lub czyta. Dzieci zjadają, piją i
            idą do łazienki. Po powrocie ubierają się na dwór i wychodzą ok. 11, skąd są
            odbierane przez rodziców. Gdy pada często wyciągane są dodatkowe zabawki np.
            kolejka, czy klocki i bawią się wtedy tym wspólnie.
            Generalnie mój synek jest szczęśliwy, gdy tam idzie. Pani jest bardzo miła i
            pomocna, mamy również się starają, żeby wszystkie dzieci dobrze się bawiły.
            Przez przypadek trafiliśmy na miejsce, które nam w pełni odpowiada. Dzieci nie
            są zmuszane do niczego na siłę, ale jednak wszystkie stopniowo uczą się
            uczestniczyć we wszystkich zajęciach - rysowaniu, sprzątaniu, jedzeniu. Antek
            się tam zawsze dobrze wybawi, ale i czegoś nauczy (a gdy przynosi do domu jakieś
            swoje prace, to jestem przeszczęśliwa) :)
            • anitax Re: PSZ - pytania 29.01.08, 22:47
              Dzieki za odpowiedzi. Wyglada na to, ze wszedzie jest podobnie.
              Widze, ze o buty walczyc nie warto, choc jakos trudno mi
              zaakceptowac fakt, ze corka przez 3 godziny siedzi w PSZ w kozakach,
              choc moglaby miec na nogach wygodne sandalki. No ale skoro istnieje
              zagrozenie, ze poszlaby pozniej na spacer w cudzych butach, to moze
              niech juz lepiej siedzi w tych kozakach.

              Czesto zostaje tez ktorys rodzic, ktory akurat sie zapisal na ten
              dzien. Moze to cos dla ciebie anitax?
              Bardzo chetnie bym tam posiedziala, ale niestety pracuje, na
              szczescie udaje mi sie ja rano zawozic, to przynajmniej mam jakis
              kontakt z paniami.
    • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 28.08.08, 22:46
      Wyciagam stary watek, bo tak mi dzis do glowy przyszla mysl, ze u Emilii chyba
      zaczyna "zaskakiwac" jezyk tubylczy. Zawsze ogladala Dore po angielsku (bo sama
      jej w takiej wersji wlaczalam, specjalnie, hi, hi) a od paru dni prosi, zeby jej
      wlaczyc po holendersku.
        • mamantkaa Re: Nauka "języka otoczenia" 29.08.08, 09:56
          My jesteśmy tutaj 1,5 roku. Antek ma obecnie 3,5. Od roku chodzi do PSZ. Wydaje
          mi się, że dwujęzyczność zaczyna działać :) Antek szybko załapał wiele słówek.
          Teraz często operuje całymi zdaniami po holendersku. Chętnie ogląda bajki w obu
          językach, powtarza fragmenty. Bardzo dobrze wie, że z nami rozmawia się po
          polsku i mówi ze mną po polsku zawsze, nawet w PSZ. Czasem tylko jak się
          wygłupia, to mówi po holendersku. Lubi czasem wymieniać, np. nazwy kolorów w obu
          językach i wie, że po polsku to tak, a po holendersku tak. Myślę, że brakuje mu
          najbardziej holenderskich kolegów, z którymi mógłby się bawić po przedszkolu. No
          niestety przeprowadziliśmy się ostatnio i zarówno jemu z nowymi dziećmi, tak i
          mi z nowymi rodzicami ciężko nawiązać kontakt. Tym bardziej, że niedługo idzie
          do szkoły. Mam nadzieję, że tam nam pójdzie lepiej.
          Tata czyta mu wieczorem książeczki do snu i zawsze przynajmniej jedna jest po
          holendersku, a jedna po polsku. Jak ja mu chcę poczytać po holendersku, to już
          bardzo się dziwi. W szkole od początku będzie miał naukę angielskiego i mam
          nadzieję, że z trzecim językiem też sobie poradzi.
          • tijgertje Re: Nauka "języka otoczenia" 29.08.08, 11:43
            Ja sie nie mam czym chwalic:-( Moj mlody uparcie odmawia gadania do
            mnie po polsku. Do moich polskich znajomych probuje cos tam
            lakeczyc, rozumie wszystko, czasem wtraca w zdania polskie slowa,
            jesli nie zna holenderskiego odpowiednika, ale gadac nie chce i juz:-
            ( Tylko lokomotywa mu podchodzi i "czyta" fragmenty. Czasem jak ma
            jakis buntowniczy humor, to nawet po polsku czytac mi nie pozwala,
            bo on "nic nie rozumie". I gadaj tu z takim:-( Ostatnio jeszcze
            wymyslil sobie cos nowego. Telewizji oglada niewiele, ale jak juz,
            to tylko i wylacznie boomerang. Po angielsku. A potem mi po
            holendersku zdaje relacje. Mam wrazenie ze rozumie coraz wiecej.
            Moze i dobrze, bo ma kolege w szkole, ktorego mama jest angielka,
            Julien za nic w swiecie nie chce po angielsku gadac. Do nikogo.
            Rozumie wsjo, ale nawet teraz na wakacjach w Anglii do wszystkich
            tylko po holendersku chcial gadac, rodzice musieli tlumaczyc
            rodzinie co on chce, bo tak sie zaparl, ze nie bylo na niego
            sposobu:-/ Ech, te uparciuchy:-(
            • elka.net Re: Nauka "języka otoczenia" 02.09.08, 21:50
              Moj maluch idzie od 11 wrzesnia do psz i sama nie wiem jak to bedzie. O
              holenderski sie nie marwtie,bo mimo iz My wszyscy mowimy w domu po polsku to
              przychodza codziennie koledzy starszaka i maly jezyk zalapuje. Zauwazylam ,ze
              woli mowic po holendersku niz po polsku,bo Mu poprostu latwiej np. zamiast szesc
              mowi po dzieciecemu "ses" itd...
              Ma problemy z wymowa sz cz rz...
              Dzis rozbieram drania a On do mnie z krzykiem "kauttt"Ja na to z oczami jak 5
              zl. ,ze cooo? A On znow "kauttt"zrozumialam,ze zimno hehhe.
              Kupilismy 4 miesiace temu specjalnie polsat cyfrowy by mial zachete do
              polskiego,ale sie buntuje i daje pilota by Mu Dore i innych po "normalnemu"wlaczyc..
              Nie wiem co robie zle, mowie po polsku , maz tez, brat tez, na ulicy wszedzie
              tylko po polsku i mowie do Niego zobacz jaki pajak a On na mnie zdziwiony mowi
              "neee to spin"....
              Czy Mu to przejdzie.....czy nauczy sie polskiego ?
              Teraz pewnie bedzie gorzej jak pojdzie 4 razy w tyg do psz....
              • schinella Re: Nauka "języka otoczenia" 02.09.08, 22:28
                Jula (17 m-cy)idzie do przedszkola od 1 pazdziernika. O jezyk sie
                nie martwie, bo na razie malo mowi, za to duzo rozumie tak po
                polsku, jak i po angielsku. Z tego co mowi tez czesc jest po polsku
                a czesc po angielsku, po prostu latwiej jej
                powiedziec 'ball'niz 'pilka'.
                Zobaczymy jak jej pojdzie...
                  • schinella Re: Nauka "języka otoczenia" 03.09.08, 16:53
                    Jula bedzie chodzic na 2 dni do kinderopvang (sroda i piatek) a jak
                    skonczy 2 latka to jeszcze do PSZ. Zalezy mi zeby sie nauczyla
                    tubylczego jezyka, a poza tym ona juz sie w domu nudzi, ona sie rwie
                    do dzieci, a za mala na PSZ.
                    Poza tym Junior w drodze, wiec babcia bedzie miala i tak rece pelne
                    roboty od marca, bo ja wracam do pracy. Chociaz pewnie wroce na 4
                    dni a nie na full time, zobaczymy...
                    Dzisiaj bylysmy z Jula na zwiadzie i wypadl bardzo pomyslnie. Fajna
                    pani przedszkolanka, mloda, dlugie blond wlosy, 175 wzrostu, biuscik
                    na miejscu, zgrabna... cholera nie bede puszczac starego do
                    przedszkola z dzieciakiem ;-))
                    Od przyszlego tygodnia zaczynamy oswajanie maludy z przedszkolem.
                    Dzisiaj jej sie podobalo, bawila sie, zagadywala do dzieci (po
                    swojemu) tylko nie mogla zrozumiec dlaczego ma sie dzielic pileczka
                    i dlaczego oni zawracaja glowe 'jej pani' bo dla Julki w przedszkolu
                    bylo jej - jej krzeselko, jej zabawki i jej pani. No coz, bedzie sie
                    musiala nauczyc co to jest dobro wspolne w przeciwienstwie do
                    wlasnosci prywatnej, w ktorej wzrastala ;-)).
                    • anitax Re: Nauka "języka otoczenia" 03.09.08, 21:46
                      Dla mojej 3-letniej coreczki jezyk polski i jezyk niderlandzki to
                      dwa odrebne swiaty, ktore nie maja prawa wzajemnie sie przenikac.
                      Pedantycznie wrecz dba o czystosc kazdego z tych jezykow i nie dosc,
                      ze sama w ogole ich nie myli, to jeszcze nie toleruje ich mieszania.
                      Kiedys au-pair odgrzala jej obiad i spytala "Lekker?". Na to Lisa z
                      oburzeniem "Tak mowi tatus!".
                      Moj tato wyjedzajac od nas spytal Lise czy powie mu "pa,pa, dag,
                      dag". Na co moje dziecko "Pa, pa ci powiem, ale dach to jest na
                      domu ..."
                      • lenkaaa Re: Nauka "języka otoczenia" 03.09.08, 21:58
                        A ja zauwazylam, ze Emilia oprocz tego ze mowi do mnie po polsku, to zdarza jej
                        sie od czasu do czasu zagadac do mnie po holendersku, natomiast nie przypominam
                        sobia zeby kiedykolwiek powiedziala cos do mnie po angielsku. Dopiero niedawno
                        to sobie uswiadomilam. Mimo, ze przeciez slyszy kazdego dnia jak posluguje sie
                        angielskiem. Nawet jak zdarzy mi sie powiedziec do niej jakies zdanie po
                        angielsku (sporadycznie to robie) to odpowiada mi po polsku.
                        Ciekawe, nie ?
                        Lubie czytac ten watek, bo swietnie w nim widac jak rozne sa nasze dzieci i jak
                        odmiennie przyswajaja sobie i posluguja sie jezykami :o)
                        • kruszynka28 Re: Nauka "języka otoczenia" 04.09.08, 09:33
                          Anitax, to Twoja corka moze sobie z moim Bastianem reke podac.
                          U niego jest identycznie. Ja musze nawet piosenki Dory na polski przerabiac
                          "plecak, plecak..." hehehe
                          Pociagi z bajki o Thomasie tez maja polskie imiona, ale tylko jak ze mna gada. I
                          wiecie co jeszcze zauwazylam? Jak cos tacie opowiada to polskie imiona mowi z
                          norweskim akcentem czyli dokladnie tak jak je tata wymawia :))
                          Do tej pory na tate mowilismy papa zeby mu nie mieszac od malego, to bylo moje
                          jedyne zapozyczone slowko. Od czasu gdy dowiedzial sie, ze przeciez mowi sie
                          tata to mnie poprawia i bardzo lubi uzywac slowko "tatus" ale tylko gdy o nim
                          mowi, bo do niego zwraca sie oczywscie "pappa"
                          Ciekawa jestem jak bedzie z Victorem. Widomo, kazde dziecko jest inne.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka