a my w szpitalu

26.01.08, 12:47
to nam sie zaczelo zycie w amsterdamie. na ostatnim spotkaniu z
mamami opowiadlayscie mi o sluzbie zdrowia, no a teraz doswiadczam
tego na wlasnej skorze, w wlasciwe weroniki. po prostu skandal.
najpierw w poniedzialek w nocy dzwonimy na pogotowie, ze weronika ma
goraczke ponad 40 stopnii, na co oni ze panuje wirus i zebz jej
dawac paracetamol i ze jej przejdzie. dla mnie szok, w niemczech,
zreszta w polsce tak samo w takich przypadkach odrazu przyjezdza
lekarz z pogotowia do domu. czekamy do rana i dzwonie do rodiznnego,
ktory che mnie umowic na nastpeny dzien. no, ale w koncu nas
przyjmuje i wlasciwie nawet weroniki nie zbadala ta pani doktor.
mowi, ze wirus i ze jak do piatku nie rpzejdize to, zeby
zadzwonic.w czwartek weronika juz ledwo co pije, jesc nie je
wlasciwe od wtorku, dzwonie do nich no i kaze mi ta domowa p
[rzyjechac. no i jak zobaczyla weronike to ja prosto do szpitala. w
szpotalu odrazu wyszlo, ze ma niedobor tlenu we krwi, zapalenia ucha
(co za konowaly, moja doktor w niemczech przy glupiej szczepionce
badala ja od stop od glow,a tutaj dziecko 40 stopni goraczki i samo
przejdzie), do tego najprawdpopodniej zapalenie pluc. dzis juz
sobota i jest o tyle lepiej, ze nawadniaja weronike, ale jesc nic
nie je, temperatura jej znowu w nocy wzrosla. od rana pytam sie w
szpitlau o lekarza i pielegniarka najpierw jedna mi powiedziala, ze
rozmawiala z lekarze i ze zobacza jeszcze co z tym antybiotykiem po
48 godz. od pierwszego podania, ale wogole jesli to wirus to
antybiotyk na nic sie zda, a teraz wlasnei druga mnie poinformowala,
ze lekarze sie temperatura nie martwia, bo jesli to zaplenie pluc
(co zreszta nie wyszlo jasno z przeswietlenia pluc) to temperatura
moze byc. plakac mi sie chce z tej bezsilnosci, no bo nawet do konca
nie wiemy jakie mamy tutaj prawa. najchetniej to bym sie zwinela i
do niemiec z nia pojechala, bo tam wiedza jak sie ludzi leczy, a
tutaj mam powazne watpliwosci co do tego. nie wiem moze mamy pecha,
ale ja po prostu nie moge wyjsc z ogromnego szoku jak tu wszystko
dziala, a wlasciwe nie dziala. weronika slabnie w oczach, nie jest w
stanie juz nawet sama usiasc, no ale trudno sie dziwic jak nic nie
je, temperatura meczy ja juz zaraz bedzie 6 dni. daja jej tlen, ona
nie chce tych rurek w nosie, placze i wogole juz tez ma wszystkiego
dosyc...a jestesmy w szpitalu uniwersyteckim w amsterdamie, czy
ktoras z was ma jakies doswiadczenia z tym szpitalem? pozdrawiam -
agnieszka
    • flucha Re: a my w szpitalu 26.01.08, 13:00
      Trzymam kciuki, zeby wszystko skonczylo sie jak najlepiej i na pewno
      tak bedzie.
      Nie dawaj sie i walcz jak trzeba, bo jak juz to tu zauwazylam z duza
      buzia jestes w stanie wiecej zalatwic, najgozej byc za grzeczna.
      • azza4 Re: a my w szpitalu 26.01.08, 13:32
        Masz na mysli AMC?Ano mam doswiadczenie...Corka tam byla 2 tyg temu
        dwa dni i zajeli sie nia jak na moje oko bardziej szczegolowo niz
        np. w Spaarne ziekenhuis w Hoofdorpie.Poza tym chodzimy tam na
        kontrole co 2 tygodnie.Ogolnie szpital ma dobra opinie.
        • maxijo Re: a my w szpitalu 26.01.08, 14:04
          aga, bardzo mi przykro ze tak sie zaczal wasz pobyt tu, zycze
          wytrwalosci i szybkiego powrotu do zdrowia. AMC faktycznie cieszy
          sie dobra opinia, maja ponoc dobrych specjalistow i lepszy sprzet.
        • aggy1 Re: a my w szpitalu 26.01.08, 14:06
          tak, wlasnie o ten szpital mi chodzilo. no juz sama nie wiem co o
          tym wszystkim sadzic. denerwuje sie, ze ta goraczka ja tyle trzyma,
          ze opada z sil i ze do poprawy to chyba jeszcze daleko. no i lekarza
          sie dzis doprosic nie moge i wreszcie mi pani pielegniarka
          wytlumaczyla, ze w weekend jest jeden lekarz dyzurny na dwa oddzialy
          dzieciece i na izbe przyjec i ze jak sie wyrobi to do nas przyjdzie.
          • tijgertje Re: a my w szpitalu 26.01.08, 14:18
            aggy, przykro mi, ale faktycznie tak to ttaj wyglada. Lekarza w
            weekend zobaczysz pewnie pod wieczor, albo jak sie cos powaznego
            dzieje. Jezeli mala faktycznie ma zapalenie pluc, to nie dziwne, ze
            slaba. Mi wlasnie drugie w ciagu mieisaca zapalenie oskrzeli mija,
            sama sie slanialam, wiec dziecku sie nie dziwie, zwlaszcza, jak nie
            je. Jak dziecko nie ma innych objawow, to wysoka goraczka faktycznie
            najczesciej spowodowana jest wirusem i przechodzi sama, antybiotyk
            nic nie daje i wcale nie jestem pewna, czy to taki zly pomysl wziasc
            na przeczekanie. Zapalenie ucha u maluchow to zwykle standart przy
            katarze i wbrew tego, co w Polsce twierdza, nie zawsze musi byc
            leczone antybiotykami. Mysle, ze jestes w dobrym szpitalu i na pewno
            dziecku sie krzywda nie stanie, a ze cierpi, to wiadomo, ze sie
            ka\azdej matce serce kraje. Pomysl tylo, jezeli dziecko nawadniaja,
            dostaje tlen, to co niby lekarz milby zrobic wiecej? Zmusic do
            jedszenia nie zusi, a jak mala dostala antybiotyk, do dodatkowo ja
            slabil i kilka dni na pewno to potrwa. To, ze nie badaja jej co 5
            minut i robia wrazenie olewajacych nie znaczy, ze gdyby skakaloi
            kolo was bez przerwy, to dziecko czuloby sie lepiej. Wiem, ze brzmi
            to troche bezlitosnie, ale poczytaj forum, doswiadczen roznorakich
            z tubylcza sluzna zdrowia mam naprawde sporo (w tym szpital kilka
            razy), wiec moja opinia opiera sie na doswiadczeniu. Nas kiedys
            odeslano z kwitkiem, jak mlody mial 40,7 stopnia goraczki, wiec
            wiem, jak sie czlowiek czuje, ale w naszym wypadku wtedy faktycznie
            przeszlo samo po 3 dniach, teraz nawet pzry takiej goraczce nie
            dzwonie, chyba, ze dzieje sie naprawde cos niepokojacego. Trzymam
            kciuki, mam nadzieje, ze malej szybko przejdzie, a tobie bardzo
            wspolczuje, najgorsze sa weekendy w szpitalu, ale zobaczysz, bedzie
            dobrze.
            • azza4 Re: a my w szpitalu 26.01.08, 19:28
              No wlasnie.Co to za pomysl z tymi wekendami.To ludzie pomocy nie
              potrzebuja wtedy czy jak?!!!Ja akurat tak wlasnie trafilam.W sobote
              rano nie spodobalo mi sie to co sie z dzieckiem dzieje i do szpitala
              (AMC).Tam asystent przez telefon gadka-szmatka z doktorem;doktor
              wydal dyspozycje co robic i do domu.A po poludniu krew sie lala po
              podlodze i na sygnale karetka do szpitala.Wtedy dopiero sciagneli
              chirurga ale takiego najmlodszego stazem.Wystrojony
              przyjechal.Pewnie mu romantyczna kolacje przerwalismy:)))
              Mowie Ci,ciesz sie,ze jestes teraz w szpitalu bez lekarza a nie w
              domu z watpliwosciemi i cierpiacym dzieckiem.
              • tijgertje Re: a my w szpitalu 26.01.08, 21:03
                azza4 napisała:

                > No wlasnie.Co to za pomysl z tymi wekendami.To ludzie pomocy nie
                > potrzebuja wtedy czy jak?!!!

                W sumie lekarze tez ludzie i weekendy jak kazdy inni chca z
                rodzinami spedzic. W nocy i weekendy jest mniej obslugi, ale i nie
                ma wtedy planowanych badan ani zabiegow, wiec niby po co mieliby
                siedziec caly tydzien na okraglo? Sa dyzury, jak wszedzie, czasem
                faktycznie trafia sie na jakiegos olewacza tak jak tobie sie
                przytrafilo, ale spedzilam z mlodym 3 weekendy w szpitalu, rodzilam
                tez w sobote (w niedziele dopiero do domu, bo sie mlody nie
                pospieszyl odpowiednio), lekarze zawsze jacys sa, albo w szpitalu,
                albo pod telefonem, tyle, ze wowczas obowiazuje zasada, ze w
                pierwszej kolejnosci obsluguje sie nagle przypadki. W czasie mojego
                porodu gin siedzial w szpitalu cala noc, 6 porodow bylo , z czego
                moj z powiklaniami i 3 cesarki. Statystycznie faktycznie ponoc
                wiecej noworodkow umiera w nocy, ciekawa jestem tylko, jak to sie ma
                procentowo do liczby porodow. W nocy i weekendy rodzi sie sporo
                dzieci, w ciagu dnia statystyki poprawiaja porody
                planowane/wywolywane, przy ktorych lekarz musi byc, ale na pewno nie
                jest tak, ze pacjenci zostawiani sa na calkowita pastwe losu. Jezeli
                lekarz jest potrzebny, to na pewno przyjdzie. Czasem dojedzie z domu
                szybciej, niz dojdzie z drugiego konca szpitala. Mialam waty, jak
                kiedys czekalam kilka godzin na pediatre, ktory mial przyjsc na
                obchod, ale pzreszlo mi, jak zobaczylam, ile wtedy dzieciakow na
                oddzial przyjeli, dodatkowego lekarza sciagali w nocy z domu, bo
                dyzurny okazal sie za malo. Inne noce za to zupelnie spokojne byly,
                a wiadomo, ze o koszty sie rozbija zawsze:-/
                • mamantkaa Re: a my w szpitalu 26.01.08, 21:30
                  Ja nie mam póki co żadnych szpitalnych doświadczeń w Holandii, ale trzymamy za
                  Was kciuki mocno, żeby Twoja córeczka jak najszybciej wyzdrowiała. Staraj się
                  dbać też o siebie, śpij razem z córcią, żebyś miała siły to wszystko wytrzymać.
                  Każdy kolejny dzień na pewno już będzie lepszy :)
    • aniapo1 Re: a my w szpitalu 26.01.08, 21:34
      Aggy - trzymam kciuki, aby Weronika jak najszybciej wyzdrowiala i
      zebyscie jak najszybciej mialy to za soba...a Ty postaraj sie nie
      denerwowac-z wiadomych wzgledow!
      • aggy1 Re: a my w szpitalu 27.01.08, 15:28
        u weroniki jakby lepiej. ale wzielam sie na sposob i zaczelam
        wczoraj byc upierdliwa, fakt odzywczailam sie od tego zupelnie bedac
        w niemczech, bo tam to zupelnie inaczej wyglada i nie wazne czy
        srodek nocy czy weekend, ale czlowiek sie szybko dostosowuje i nie
        pozosztaje mi nic innego sie jak sie dostosowac do otaczajacej
        rzeczywistosci. a wiec jak zaczelam sie domagac i zadawac pytania
        to i lekarz sie znalazl w miare szybko w sobote, podjeli deczyje o
        zrobieniu kolejnego przeswietlenia pluc. to co prawda nie przynioslo
        specjlanie odpowiedzi, bo wynik podobny jak w czwartek. weronika od
        czwartku dostawala juz antybiotyk, ale on najwyrazniej jakby nie
        dzial, bo nie bylo zadnej poprawy, a wczoraj to nawet pogorszenie.
        no i wczoraj wieczorem postanowili, ze obok tego co juz dostaje to
        wprowadza jej jeszcze jeden, taki wyspecjalizowany antybiotyk na
        pluca. no i najwidoczniej cos wreszcie zaczelo dzialac, bo goraczka
        weronice minela, rano dzis nawet sniadanie zjadla. zlecili jej tez
        dodatkowe badania krwi, jakies bardziej specjalistyczne. pelne
        wyniki beda za pare dni, ale z tych co juz dzis sa to widac, ze
        jednak chyba te antybiotyki dzialaja, bo jakis wspolczyniki, ktory
        swiadczy o infekcji,jak weronike przyjmowali do szpitala wynosil
        ponad 110, a dzis rano spadl juz do 20. caly czas musi byc pod
        telenem, no ale mam nadzieje, ze z dnia na dzien bedzie
        lepiej...dzieki dziewczyny za slowa otuchy:-)
        • iveive Re: a my w szpitalu 27.01.08, 17:00
          Aga, ciesze sie, ze juz powoli Weronika nabiera sil. Naprawde brak
          mi slow na to co przezylas z tutejsza sluzba zdrowia:(... Zycze
          Tobie i Coreczce duzo wytrwalosci i zdrowka!
          • schinella Re: a my w szpitalu 27.01.08, 20:15
            Aga, trzymajcie sie tam!
            Zaniedbalam forum i widze ze mialiscie straszny tydzien. Zycze malej
            powrotu do zdrowia, i Tobie bys sie juz nie martwila, no bo to w
            twoim stanie nie wskazane.
            Przykro mi ze tak sie niefortunnie zaczal dla was pobyt w Holandii.
            Pozdrawiam serdecznie i czekam na pozytywne wiadomosci o stanie
            zdrowia Weroniki!
    • nesla Re: a my w szpitalu 28.01.08, 10:00
      Powodzenia aggy. Wspolczuje i trzymam kciuki za corcie i ciebie. Co
      do reszty podpisuje sie pod Tijgertje, sluchaj jej to madra kobieta
      i moglaby zarabiac na udzielaniu dobrych rad ;)
      • tijgertje Re: a my w szpitalu 29.01.08, 09:37
        Nesla:-)))) Chcesz, zebym zbankrutowala? :-))))
        • anitax Re: a my w szpitalu 29.01.08, 22:37
          Agnieszka, serdecznie wspolczuje i jednoczesnie ciesze sie, ze
          Weronika powoli zdrowieje. Nie porownuj tutejszej sluzby zdrowia z
          niemiecka, bo zaczniesz pakowac walizki. Mam nadzieje, ze Twoja
          corka jest teraz pod dobra opieka. Ja mam glownie doswiadczenia z
          tutejszymi lekarzami rodzinnymi (fatalne, niestety), ale podobno
          specjalisci sa tutaj dobrzy. Trzymam kciuki zeby wszystko bylo
          dobrze i zeby to bylo jednorazowe doswiadczenie.
    • michelle_nicol Re: a my w szpitalu 29.01.08, 23:51
      Aga !!!
      Naprawde to nie fajnie ze poznalas Holandie z tej strony
      Mam nadzieje ze z Mala juz lepiej a nastepnym razem jak cos sie
      dzieje niedobrego z dzieckiem lub komus z rodzicow czyli wam
      jechac odrazu na ostry dyzur do szpitala.Wtedy masz pewnosc ze
      powaznie Cie potraktuja.
      Pozdrowienia i powrotu do zdrowia zycze Weronice
      • tijgertje Re: a my w szpitalu 30.01.08, 09:35
        michelle_nicol napisała:
        nastepnym razem jak cos sie
        > dzieje niedobrego z dzieckiem lub komus z rodzicow czyli wam
        > jechac odrazu na ostry dyzur do szpitala.Wtedy masz pewnosc ze
        > powaznie Cie potraktuja.

        Niekoniecznie niestety:-/ U nas w szpitalu jest zasada, ze przyjmuja
        jezeli zadzwonilo sie na 112 i kazali przyjechac. W innych wypadkach
        odsylaja do huisartsenpost. Syn sasiadow ma astme, kiedys pojechali
        do szpitala, bo maluch mial takie dusznosci, ze byl polprzytomny
        (pierwszy atak, nie wiedzieli, co malemu jest), odeslali ich do
        huisartsenpost, tam lekarz po zbadaniu malucha (wtedy niecale 2
        lata) odeslal ich znowu do szpitala. Z huisartsenpost dzwonia do
        szpitala, ze taki pacjent jest w drodze, na dziecko wowczas przy
        wejsciu czeka pediatra. Larsa wtedy od razu do szpitala przyjeli,
        przetrzymali go 4 dni, zdazyl wyjsc na swoje urodziny. U nas na
        dyzur przyjmuja bez telefonu od domowego czy dyzurnego w
        huisartsenpost tylko w sytuacjach zagrazajacych zyciu.
        • aggy1 Re: a my w szpitalu 30.01.08, 15:25
          dzis wrocilysmy do domu. lekarz na odchodne zbadal weronice pluca, ale zeby
          zajrzec do ucha to ja go musialm namowic. to jakas pomylka z tymi lekarzami
          tutaj. okazalo sie, ze weronika caly czas jakies tam zapalenie ucha ma, ale
          lekarz stwierdzil, ze to nic niepokojacego i ze wszystko jest o.k. no miejmy
          nadzieje, ze sie nie myli, bo ich chyba juz rozstrzelam nastepnym razem albo
          przynajmniej do sadu pozwie:-). a wlasnie z tym pogotowiem to tak jest, ze tak
          sobie to jechac nie mozna. my dzwonilismy, ale nie chcieli ani do nas
          przyjechac, ani nam powiedziec gdzie jechac, a poniewaz w amsterdamie bylam
          niecale 10 dni to pojecia nie mialismy gdzie ewentualnie ich nachodzic. teraz
          juz bede wiedziala:). a wogole to juz tez sie nauczylam, ze jesli sie chce, zeby
          ktokolwiek zareagowal to po prostu trzeba wszystko wyolbrzymiac i na przyklad
          jesli dziecko ma temperature 40 stopni to jeszcze dorzucic, ze ma problemy z
          oddychaniem, bo sama temperatura nie starcza.
          nic najwazniejsze, ze chyba najgorsze juz za nami i weronika musi co prawda
          dojsc do siebie, ale miejmy nadzieje, ze z dnia na dzien bedzie coraz lepiej. a
          ja wybieram sie na nasze spotkanie w niedziele:-). dzieki dziewczyny za wasze
          wsparcie. agnieszka
          • kruszynka28 Re: a my w szpitalu 30.01.08, 15:29
            Nie zazdroszcze przezyc! Dobrze, ze najgorsze juz za wami. Duzo zdrowka dla
            Dominiki!
            I do zobaczenia w niedziele! :)
          • mamantkaa Re: a my w szpitalu 30.01.08, 15:42
            Najważniejsze, że już w domu. Życzę szybkiej rekonwalescencji :) i obyście nie
            musiały już wracać do szpitala.
            Mam nadzieję, że do niedzieli wytrzymam (dziś położna stwierdziła, że główka
            jeszcze zupełnie nisko nie zeszła, więc jeszcze trochę...) i się zobaczymy :)
          • lenkaaa Re: a my w szpitalu 30.01.08, 16:22
            Całe szczęście że już najgorsze za Wami :o))) A z tym uchem to co ?
            Jeśli jest nadal jakiś stan zapalny, to dali Ci jakieś lekarstwo na
            to żeby wyleczyć do końca ?
            • aggy1 Re: a my w szpitalu 30.01.08, 16:31
              no wlasnie nic nie dostalm na to ucho. pan doktor stwierdzil, ze to nic
              niepokojacego. ze jesli to byloby zapalenie bakteryjne to te antybiotyki, ktore
              weronika u nich dostawala wystarcza, a jesli to wirusowe no to samo przejdzie.
              mam nadzieje, ze ma racje, musze troche na necie poczytac na ten temat...jakby
              co to rozstrzelam juz ich teraz:)). a na wszeli wypadek pojde z weornika na
              kontrole do dobrego lekarza jak juz tylko dotre do polski. no, a narazie to
              musimy siedziec w domu, bo lekarz zalaecil, zeby jednak przez najblizsze dni
              weronika kontaktu z innymi dziecmi nie miala...
              • lenkaaa Re: a my w szpitalu 30.01.08, 16:56
                Najważniejsze, że jesteście już w domu !
              • tijgertje Re: a my w szpitalu 30.01.08, 17:46
                aggy1 napisała:

                > no wlasnie nic nie dostalm na to ucho. pan doktor stwierdzil, ze
                to nic
                > niepokojacego. ze jesli to byloby zapalenie bakteryjne to te
                antybiotyki, ktore
                > weronika u nich dostawala wystarcza, a jesli to wirusowe no to
                samo przejdzie.

                Zgadza sie. W Polsce na zapalenie ucha od razu laduja antybiotyki,
                a najczesciej samo przechodzi. Co najwazniejsze: musisz udrazniac
                nos, bo wlasnie przy katarze dzieciakom zapycha uszy. Polecic moge
                do regularnego stosowania sol fizjoliogiczna z wit B5 (Otrivin
                baby&kind Extra Care), nawilza sluzowke nosa. Super "wierci"
                Xylometazoline, dla twojej malej albo krople 0,25mg/ml, albo
                latwiejszy w uzyciu spray (Otrivin neiusverkoudheid Xylometazoline
                0,5mg/ml, voor kinderen van 2-6jaar). oba Otriviny znajdziesz w AH,
                albo drogerii, w aptece raczej male szanse, ze dadza ci bez recepty,
                ale sprobowac mozna. Z tym drugim musisz uwazac, bo wysusza
                sluzowke, nie wolno stosowac dluzej niz tydzien, ja starazm sie
                uzywac gora 3 dni 3 razy dziennie, jezeli jest to absolutnie
                konieczne, jezeli sol fizjologiczna pomaga troche, to Xylometazoline
                daje mlodemu na noc (raz dziennie przez tydzien). Wysusza sluzowke,
                mlodemu przy stosowaniu 3 razy dziennie po 3-4 dniach zaczynal
                krwawic nos, co lekarza zdziwilo, a dla mnie jest sygnalem, ze
                trzeba ostrozniej stosowac, ale faktycznie dziala rewelacyjnie i po
                tym dziecko duzo lepiej spi, przy zapaleniach ucha nie ma nic
                lepszego. JA mlodego dzisiaj ogladam co chwile, czy mu sie z ucha
                nie leje (ma drena w lewym jeszcze), wczoraj zlapal go katar, w nocy
                mielismy cyrk nie z tej ziemi, dziecko Szczekalo, pialo i sie
                topilo, no, tak to wygladalo. Pol nocy nie spalam, troche na
                siedzaco z mlodym na kolanach. 2 lata temu natychmiast jechalabykm
                do lekarza:-) No, ale ze to nie pierwszy raz, wiec nie panikowalam
                zaaplikowalam Xylometazoline, syrop tymiankowy, potem cebulowy
                (ktory sie zrobil w miedzyczasie), nogi lozka podnieslismy jakies 15
                cm i dziecko po kilku godzinach zupelnie inne bylo. Dzis rano uparl
                sie,z eby isc do szkoly, poptem pospal godszinke i jeszcze u kolegi
                byl sie bawic:-) W poludnie zjadl wielka miche zupy, po powrocie od
                kolegi upomnial sie o kolejna miche, teraz przyszedl stwierdzic, ze
                on pbiadu zadnego jesc nie chce, tylko mam mu dac jeszcze jedna
                miche zupy:-))) Chore biedactwo:-)))
                Dobrze, ze juz w domu jestescie, Weronika na pewno jest oslabiona,
                dlatego zapewne zalecenie unikania kontaktow z innymi dziecmi, zeby
                kolejnej infekcji nie zlapala. Jak nie ma goraczki, to z domu mozesz
                wyjsc, albo przynajmniej wietrz regularnie, dziecku lepiej sie
                bedzie oddychac. Trzymajcie sie, niech Weronika szybciochem wraca do
                zdrowia.

                • aggy1 Re: a my w szpitalu 30.01.08, 17:56
                  dzieki tigertje:-). zobacze jak z tymi kropelkami, bo weronika w sumie kataru
                  nie ma wogole. a wyczytalam tez na necie, ze to zapalenie ucha moze byc od
                  opryszczki, a ona miala wlasnie w dniu kiedy ja do szpitala przyjeli sie
                  pojawila. dobrze, ze twoj maluch ozdrowial z pomoca maminych sposobow:-)).
                  pozdrawiam i widzimy sie w niedziele, tak?
                  • azza4 Re: a my w szpitalu 30.01.08, 19:34
                    Ja czasem zaciskam zeby i kopie w sciane ale fakt jest faktem,ze
                    pomalu sie przyzwyczajam i przekonuje do tutejszej sluzby
                    zdrowia.Syn mojej siostry w Polsce zamknal sie w blednym kole chorob
                    i antybiotykow roznego rodzaju,ktore tylko coraz bardziej go
                    wyjalowiaja.Wczoraj z nia rozmawialam i mowie,ze Nadia
                    przeziebiona.Wlasciwie to ma katar tylko i meczy sie z zatkanym
                    nosem a ona zdziwiona,ze jeszcze u lekarza nie bylam i wogole
                    antybiotyk murowany.Kiedys pewnie bym szalala a teraz wiem po prostu
                    jak sie skonczy taka wizyta i szkoda pradu.Ogolnie jest tak,ze
                    polski lekarz jak nie wie co jest to zapisze antybiotyk dla swietego
                    spokoju a holenderski co najwyzej paracetamol zasunie;)))I tak sobie
                    jej wisza te gile do pasa i nie przeszkadza nam to tez codziennie
                    chociaz pol godziny spedzic na swiezym powietrzu:)))
                    • lenkaaa Re: a my w szpitalu 31.01.08, 09:16
                      Ja też nie narzekam na zachowanie lekarzy holenderskich przy katarze
                      i przeziębieniu ale jak słyszę, że lekarz tłumaczy wysoką gorączkę
                      panującymi wirusami, odsyła do domu na "przeczekanie" i nie raczy
                      nawet zajrzeć do ucha, do gardła i nie chce mu się osłuchać dziecko,
                      to mnie to wpienia. Rozumiem, że panują wiusy ale przecież zbadanie
                      dziecka nie zaszkodziłoby i nie jest super czasochłonne, nie ??!! W
                      końcu mogłoby to uchronić malucha przed szpitalem. Ile to już razy
                      słyszałam o dzieciach lądujących w szpitalu na skutek przedłużającej
                      się biegunki, bo lekarz odsyłał do domu i kazał poić ale już nie
                      raczył doradzić żeby np. podać marchwiankę albo rozgotowany ryż,
                      albo poić wodą po ugotowanym ryżu, albo podać smectę czy inny
                      ORS...Proste sposoby a lepiej chronią przed odwodnieniem niż tylko
                      pojenie czystą wodą... Echhh, się rozpisałam... :o)))
                      • aggy1 Re: a my w szpitalu 31.01.08, 12:33
                        masz swieta racje lenkaaa. bo ja wcale nie oczekuje, zeby lekarz za kazdym raze
                        mi antybiotyki przepisywal. wrecz przeciwnie. weronika przez prawie 3 lata byla
                        pod opieka pediatry w niemczech i ta NIGDY jej antybiotyku nie zapisala.
                        natomiast nie odeslal nas z temperatura, zawsze dokladnie weronike przbadala,
                        jak miala grype zoladkowa to dostala cala liste zalecen jak postepowac, zeby sie
                        dziecko nie odwodnilo. glupiej szczepionki weronika nie dostala jesli nie miala
                        sprawdzonego gardla, pluc i uszu. a ja wczoraj wychodze ze szpitala, gdzie
                        weronika miala rozpoznanie zapalenie ucha i gdybym im nie przypomniala to nikt
                        by do ucha nie zajrzal. nie wiem moze sie przyzwyczaje, ale jak narazie to
                        wszystko mi sie w glowie nie miesci....nikt mnie nie uprzedzil, ze tu sluzba
                        zdrowia na poziomie duzo ponizej standartow ruropejskich.
                        • nesla Re: Aggy 01.02.08, 09:23
                          Aggy, a gdybys wczesniej wiedziala jaka jest sluzba zdrowia w NL
                          (chociaz po jednym przypadku trudno twierdzic ze znasz juz na wylot
                          cala sluzbe zdrowia;) to zmieniloby to wasza decyzje o przeprowadzce?
                          Sluchaj, ty poszukaj sobie dobrego lekarza domowego, bo do tego
                          trzeba podejsc indywidualnie. Ja tez mialam lekarza konowala, ale
                          jak urodzily sie dzieci to stwierdzilam ze nie moge ryzykowac i
                          zmienilam na praktyke gdzie jest 3 lekarzy domowych, pielegniarka,
                          punkt pobierania krwi, psycholog i inni. Z jednej lekarki w tej
                          przychodni nie jestem zadowolona (tez kiedys Davidowi nie zajrzala
                          do ucha a ja nie wpadlam na to, dopiero jak stracilam cierpliwosc i
                          pojechalismy do szpitala to sie okazalo ze wymiotuje bo ma zapalenie
                          ucha). Z pozostalych dwoch lekarzy jestem bardzo zadowolona, mlodzi
                          faceci, ktorzy niczego nie bagatelizuja i nie odmawiaja zadnych
                          badan i skierowan do specjalistow jesli przyjde nawet z glupia
                          prosba. Trzeba sie uodpornic i dostosowac do tutejszego systemu i
                          wiele rzeczy samemu wymagac, samemu sie dowiadywac i nie liczyc na
                          inicjatywe lekarzy ani nie liczyc na ich nieomylnosc.
                          • aggy1 Re: Aggy 01.02.08, 10:00
                            wiesz, napewno bym sie 10 razy zastanowila i jesli o mnie chodzi to bym tutaj
                            nie przyjezdzala, gdybym wiedziala, jak to wyglada. nie wiem czy bylby to
                            wystarczajacy argument dla mojego meza, ale dla mnie tak.

                            a to mnie zaciekawilo z tymi wymiotami...to twoj maly mial je przy zapaleniu
                            ucha?? no to kurcze chyba u nas jest dokladnie to samo, bo weronika wymiotuje
                            bardzo czesto. i powiedz co ci tutaj na to dali? bo weronice niby ma samo
                            przejsc....a temperatura znowu wczoraj byla, wymiotuje, jesc nie chce, chudnie w
                            oczach i moze to i samo kiedys przejdzie tylko do tego czasu to ona chyba
                            zniknie, bo zawsze byla szczuplutka, a teraz to juz same kosci i nic wiecej po
                            tej chorobie.

                            zapisalm sie do lekarzy rodzinnych przy VU medisch centrum w amsterdamie, bo
                            wlasnie liczylam na profesjonalizm, ale chyba sie przeliczyla. pocieszajce jest
                            jednak to co piszesz, ze mozna i tutaj znalesc lekarzy, ktorzy maja prawidlowe
                            podejscie. nic moze po prostu mialam pecha....
                            • nesla Re: Aggy 01.02.08, 10:09
                              Davidowi ta lekarka przepisywala Domperidon na mdlosci :/ ale mu
                              dlugo nie przechodzilo (prawie 2 tygodnie, ale nie mial goraczki)
                              wiec poszlam do szpitala i tam zbadal go inny lekarz i stwierdzil
                              zapalenie ucha i zapalenie oskrzeli i przepisal antybiotyk, od razus
                              maly wyzdrowial. U tej lekarki bylam DWUkrotkie z tymi samymi
                              objawami i za zadnym razem nie zajrzala do uszu, zbadala go ale nie
                              zagladala do uszu. Mowila ze to wirus i przejdzie, jesli nie
                              przejdzie jeszcze przez tydzien to miala nas skierowac do
                              specjalisty z podejrzeniem alergii. To bylo moje pierwsze i ostatnie
                              doswiadczenie z ta lekarka. Pozwolilam sie do niej zapisac, bo ma
                              dziecko w wieku Davida i (9 mies) i myslalalam , ze z tego wzgledu
                              bedzie bardziej doswiadczona - mylilam sie.
                              • aggy1 Re: Aggy 01.02.08, 10:21
                                weronika w szpitalu tez dostala antybiotyk, ale w sumie to bylo pod wzgledem
                                prawdopodobnego zapalenia pluc, bo caly czas nei dostalismy wynikow krwi czy
                                rzeczywsice to bylo zapalenie pluc. we srode czula sie lepiej, ale wczoraj znowu
                                wymioty. myslam, ze to po prostu te wymioty od tego, ze ona tydzien nic nie
                                jadla i teraz organizm sie dosotosowuje pomalu do jedzenia, no ale wieczorem
                                znowu byla goraczka 39.3. ona zawsze byla super aktywnym dzieckiem, okazem
                                zdrowa, a teraz caly dzien lezy na sofie, jak sie 10 minut pobawi, to zaraz
                                mowi, ze musi odpoczac, boje sie, ze mi sie dziecko wykonczy. to juz wszystko
                                11 dni trwa i wiadomo, ze organizm jest coraz bardziej wyczerpany. juz sama nie
                                wiem co mam robic, bo moglabym jechac z nia do domowego, ale to kurcze chyba
                                zachodu szkoda i szkoda ja ciagac i meczyc. chyba bede ja obserwowac i jak
                                temperatura znowu wzrosnie pod wieczor to bedziemy dzwonic na pogotowie, moze
                                tym razem nas potraktuja powaznie...
                                • nesla Re: Aggy 01.02.08, 10:37
                                  Ja w przypadkach kiedy nie jestem pewna co robic zawsze dzwonie do
                                  domowego i umawiam sie na konsultacje chocby telefoniczna.
                                  Codziennie domowy ma godzine kiedy oddzwania do ludzi z porada/ ew
                                  recepte przekazuje do apteki, glownie sa to przypadki kiedy
                                  wczesniej juz widzial pacjenta, a w ciagu nastepnych dni cos sie
                                  zmienilo.
                                  • aggy1 Re: Aggy 01.02.08, 10:46
                                    zadwonilam do domowego i mamy dzis wizyte na 14.30. choc pani na recepcji znowu
                                    wciskala mi, ze jak to wirus to temperatura moze byc.....jestem juz zmeczona
                                    tymi bajkami o tajemniczym wirusie, ktory juz drugi tydzien wykancza moja corke.
                                    najpierw zadzwonilam do szpitala, ale ono mnie do domowego odeslali. ja wiem, ze
                                    moze jestem juz nudna i macie dosyc moich narzekan na tutejsza sluzbe zdrowia,
                                    ale ja juz mam naprawde dosyc i czuje sie jakby najblizszy doktor, ktory moze
                                    nam pomoc jest jakies 200 km od nas, za niemiecka granica.
                                • tijgertje Re: Aggy 01.02.08, 10:43
                                  Aggy, jak Weronika nadal ma goraczke, to zadzwon do szpitala, do
                                  lekarza, ktory sie nia zajmowal w czasie pobytu w szpitalu. Mysle,
                                  ze z gortaczka by jej nie wypuscili, choroba ta sama, wiec najlepiej
                                  dzwonic do lekarza, ktory wie, co i jak. Podkresl,ze dopiero co
                                  wrocila ze szpitala, ale nie ma poprawy i znowu ma goraczke, na
                                  pewno nie kaza ci czekac, az samo przejdzie, co moglby ci doradzic
                                  domowy (bo skoro cie ze szpitala wypisali, to na pewno wiedza co
                                  robia i on im w parade wchodzic nie bedzie). Zadzwon jak
                                  najszybciej, doloz pol stopnia goraczki, bo weekend na karku i potem
                                  ciezko bedzie dopasc odpowiedniego lekarza.
                                  • aggy1 Re: Aggy 01.02.08, 11:23
                                    dzieki tigertje. uczynilam jak poradzilas. na 13.30 mam jechac do szpitala do
                                    lekarza, ktory sie nia zajmowal...choc pojecia nie ma, kto to tak naprawde byl,
                                    bo tylu lekarzy sie przewinelo wokol nas.
                                    • anitax Re: Aggy 01.02.08, 23:09
                                      Aggy, i co Ci poradzili? Jak Weronika? Trzymam kciuki zeby
                                      szybciutko wyzdrowiala. Doskonale Cie rozumiem, bo sama wypelnilam
                                      tu wczesniej kilka watkow moimi frustracjami spowodowanymi tutejsza
                                      sluzba zdrowia. I tez mam porownanie z Niemcami ... Do tej pory
                                      wspominam jak na poczatku mojego pobytu w Holandii przez 2 dni z
                                      zapaleniem tchawicy probowalam dostac sie na wizyte do rodzinnego,
                                      asystentka blokowala (postawila swoja diagnoze przez telefon) a ja
                                      ze lzami w oczach i ze slownikiem niemiecko-holenderskim na kolanach
                                      wyzywalam ja przez telefon od jasnowidzow ;-)

                                      Tu tez sie da zyc, trzeba niestety byc upierdliwym, wisiec na
                                      telefonie, nie dac sie zbyc byle czym. Zreszta widze, ze szybko sie
                                      tego uczysz. Nesla dobrze radzi, ze trzeba znalezc dobrego
                                      rodzinnego, najlepiej jak asystentka nie ma ambicji leczenia
                                      pacjentow przez telefon. A teraz jak masz jakiekolwiek watpliwosci,
                                      uderzaj prosto do lekarzy! Kaz sobie dokladnie wytlumaczyc co
                                      dziecku dolega, dlaczego ma goraczke, dlaczego wymiotuje, niech
                                      postawia konkretna diagnoze! Niech Ci powiedza co to za wirus! Niech
                                      Ci objasnia wyniki badan. Masz prawo wiedziec co dziecku dolega.
                                      Trzymaj sie cieplo!
                                      • aggy1 Re: Aggy 02.02.08, 17:41
                                        dzieki anitax za slowa pocieszenia. z weronika juz zdecydowanie lepiej. wczoraj
                                        spedzilysmy prawie 3 godz w poliklinice, porobili jej jeszcze jakies dodatkowe
                                        badania. po raz pierwszy bylam tak naprawde zadowolona z lekarza, bo bez moich
                                        instrukcji sprawdzil i ucho i pluca i nawet do gardla zajrzal (jako jedyny do
                                        tej pory-). mial podjerzenia, ze to moze zapalenie ukladu moczowego, ale w koncu
                                        z badan krwi wyszlo, ze infekcja jest ale wirusowa. bo wczesniej to caly czas
                                        oni w sumie nie wiedzieli czy bakteria czy wirus, a teraz krew jasno wskazala na
                                        wirusa. weronika juz ma tak dosyc pobierania krwi, lekarzy i pielegniarek, ze
                                        biedna plakla, mama ja juz bede duzo jadla tylko wracajmy do domu. no i jak
                                        wrocilysmy, to rzeczywisce cos zjadla i od tego czasu jest juz duzo, duzo
                                        lepiej. nie goraczkuje, nie wymiotuje i ma sie najwyrazniej ku lepszemu. mam
                                        nadzieje, ze juz tak zostanie. mamy kontrole w przyszly piatek, ale mam
                                        nadzieje, ze bedzie to tylko formalnosc, ze juz calkowicie wydobrzeje.
                                        pocieszam sie, ze ludzie tutaj tez jakos zyja i dzieci tez sie chowaja, a wiec
                                        po prostu trzeba bedzie bardziej o swoje walczyc i tyle. a czy sa tutaj jacys
                                        prywatni lekarze, gabinety specjalistyczne, gdzie mozna po prost zaplacic i bez
                                        laski dostac to czego sie chce??
                                        • anitax Re: Aggy 02.02.08, 19:55
                                          Aggy, ciesze sie, ze juz lepiej. Mam nadzieje, ze juz niedlugo
                                          zapomnicie o tym wszystkim.

                                          a czy sa tutaj jacys
                                          > prywatni lekarze, gabinety specjalistyczne, gdzie mozna po prost
                                          zaplacic i bez
                                          > laski dostac to czego sie chce??
                                          Z tego, co wiem, to do specjalisty trzeba miec skierowanie od
                                          rodzinnego. Moze jest jakis sposob, zeby do nich dotrzec bez
                                          skierowania, ale koszty moga byc bardzo wysokie. Za 20-min wizyte u
                                          dermatologa dostalismy rachunek na prawie 300 euro. Ubezpieczalnia
                                          zaplacila, nie wiem jednak jak byloby gdybysmy poszli bez
                                          skierowania. Wydaje mi sie, ze najlepsze rozwiazanie to dobry lekarz
                                          rodzinny.
                                        • tijgertje Re: Aggy 02.02.08, 20:00
                                          Biedna mala:-( Pobieranie krwi faktycznie u dzieci to tragedia,
                                          jedynie w szpitalu dzieciecym w Utrechcie mlodemu tak pobierali, ze
                                          nawet nie zauwazyl, kwestia odpowiedniego trzymania dziecka. Mam dla
                                          ciebie jeszcze jednego typa: Jezeli jestes zadowolona z tego
                                          lekarza, u ktorego byliscie wczoraj, to zapamietaj, jak sie nazywa.
                                          Umowili was za tydzien na konretna godzine, czy masz dopiero
                                          dzwonic? Zawsze mozesz zadzwonic w poniedzialek, zakrecic, ze
                                          zgubilas kartke i nie wiesz, o ktorej masz przyjsc, jak umowili was
                                          do innego lekarza, to powiedz,ze TEN lekarz kazal ci przyjsc do
                                          kontorli i tylko do niego chcesz byc umowiona. A ze nigdy nic nie
                                          wiadomo, to nazwisko zakop ku pamieci, gdyby kiedykolwiek potrzebny
                                          byl wam pediatra i dostaniesz skierowanie, to zawsze krzycz, ze u
                                          tego chcesz miec wizyte. Zaufanie do lekarza jest bardzo wazne:-)
                                          Nie ma w Holandii czegos takiego jak prtwatna opieka zdrowotna, jak
                                          sobie ustawisz domowego, to mozesz dostac co chcersz za darmo przez
                                          ubezpieczenie. Dobry domowy, ktory slucha, to podstawa tutaj, warto
                                          sprobowac wizyt u kilku, zeby wybrac odpowiedniego. Zadawaj zawsze
                                          sporo pytan, w koncu sie przyzwyczaja i sami z siebie beda ci
                                          wyjasniac szczegoly, bez przyciskania i ciagniecia za jezyk
                                          (pediatere i domowego mam tak wlasnie urobionych). Mam nadzieje, ze
                                          Weronika teraz juz porzadnie wydobrzeje i nie bedziesz musiala
                                          budowac doswiadczen z tutejszymi lekarzami:-)
                  • lenkaaa Re: a my w szpitalu 31.01.08, 09:06
                    aggy1 napisała:

                    > a wyczytalam tez na necie, ze to zapalenie ucha moze byc od
                    > opryszczki, a ona miala wlasnie w dniu kiedy ja do szpitala
                    przyjeli sie pojawila.

                    He, he, tak to już jest, że człowiek się więcej dowie z forum albo
                    internetu niż od lekarzy... :(((
                    • michelle_nicol Re: a my w szpitalu 31.01.08, 22:41
                      Fajnie ze juz w domu...teraz tak jak inne dziewczyny radzily unikaj
                      kontaktu z innymi osobami bo jak organizm oslabiony to szybko lapie
                      nastepna chorbe,mam nadzieje ze wszystkich rad bedziesz przestrzegac
                      i wszystko bedzie ok. pozdrowienia
Pełna wersja