Dodaj do ulubionych

Przestał się starać, bo ma problemy???

01.02.14, 21:47
Witam,
Mam rozterki odnośnie relacji z pewnym facetem. Postaram się opisać bez emocji, bezstronnie sytuację i mam nadzieję, że ktoś doradzi mi coś trzeźwo, bo może sama nie potrafię myśleć logicznie już. Będzie długo, uprzedzam
Poznałam chłopaka przez internet. Zaczęło się neutralnie, jak koleżanka z kolegą- wymienialiśmy się mailami, potem zdjęciem. Nie ukrywam, bardzo mi się spodobał, on też pisał, że wpadłam mu w oko. Im więcej maili, tym więcej podobieństw odnajdywaliśmy, naprawdę wymieniliśmy ich sporo w ciągu dwóch tygodni. Potem dla wygody przeszliśmy na fb i smsy. Tu też nie było godziny, żeby czegoś nie napisał. Ja byłam z początku nieufna, bo jakiś czas temu zostałam zraniona, on podobnie podchodził do naszej znajomości z rezerwą, ale zaczął o mnie zabiegać- nie był jakiś super wylewny, nachalny, ale dawał mi do zrozumienia, że mu się podobam z charakteru. Interesowało go wszystko- jak mi mija dzień, jakie mam plany na popołudnie, pytał o moich przyjaciół, ulubione filmy. W końcu się spotkaliśmy i było jeszcze lepiej. Spotykaliśmy się przez jakiś czas i zawsze było miło, on był naprawdę skupiony tylko na mnie, czarujący. Stopniowo zaczęłam się otwierać, co sprawiło, że było między nami jeszcze lepiej.
A potem nagle wyczułam, że coś się zmieniło. Najpierw zaczął coraz rzadziej pisać, ale nie brałam tego do siebie, bo uznałam, że może trochę emocje opadły, już nie czuje takiej potrzeby bycia w kontakcie. Potem zauważyłam, że wiadomości są bardziej "suche", już nie zapewniał, że mu zależy, a jak już mu się zdarzyło, to rzadko. W końcu doszłam do wniosku, że coś jest nie tak, więc postanowiłam z nim o tym porozmawiać. Próbował mnie zbyć- zmieniał temat, unikał odpowiedzi, mówił, że nie może rozmawiać, bo brat go woła i musi kończyć, no czasem pisał, że moje nastawienie też uległo zmianie, więc odwracał kota ogonem, ale jak miało nieco nie ulec, skoro przestał być taki miły... Doszło do tego, że poruszaliśmy tylko neutralne tematy, aż w końcu zaczęło się nieodpisywanie na moje wiadomości po pół dnia czy na drugi dzień lub wcale (od razu powiem, że załóżmy pisaliśmy, ja o coś zapytałam i cisza, więc grzecznie czekałam na odpowiedź).

Pewnego dnia stwierdził, że musimy pogadać i że później zadzwoni. Nie zadzwonił. Minęło 24h napisałam, że chciałabym wiedzieć o co chodzi, bo mam dość uganiania się za nim, a raczej, że wkurza mnie to, że tak mnie zbywa i ma napisać w czym rzecz prosto z mostu, a jak nie odpisze, to potraktuje to jednoznacznie. Napisał. O tym, że źle się czuje z tym jak mnie traktuje, że mu z tym ciężko, ale że ma na głowie dużo problemów i że sobie nie radzi, nawet napisał, że ma depresję, że wie, że mnie traci, że nie chce mnie ograniczać itp. Dodał też, żebym sobie nie myślała, że kogoś poznał czy coś, że po prostu zależy mu na przetrwaniu tego okresu i że problemy, które ma pochłaniają go bez reszty. Przykro mi się zrobiło, więc zaproponowałam mu wsparcie, pomoc, cokolwiek, co by mu pomogło. Odmówił, bo on woli wszystko sam, a jedyną osobą, którą do siebie dopuszcza jest jego brat, krtóry jest jego najlepszym przyjacielem. O swoich kłopotach też nie chciał mówić. To napisałam tylko, że doceniam szczerość i zamilkłam. Napisał na drugi dzień, że nie chce mnie obciążać, że poradzi sobie sam, ale że zależy mu na tym, żebyśmy nie stracili kontaktu. Oczywiście w jego zachowaniu nic się nie zmieniło. Czasem napisał on, czasem ja, kilka zdawkowych wiadomości i koniec. Potem milczenie stawało się coraz dłuższe i z reguły to ja je przerywałam, bo z jednej strony duma, a z drugiej wyrzuty sumienia, że może serio ma tę depresję, a ja go tak traktuję... Ale on przestał przejawiać inicjatywę.

Ostatnio coś napisał sam z siebie, że ma jeden problem mniej, więc mu nieco lżej i żeby go nie skreślać, chociaż nie wie kiedy wszystko uda mu się wyprostować i że tęskni i żałuje, że nie może przyjechać (nie widzieliśmy się od prawie miesiąca), bo nie ma pieniędzy (wyznał, że jest obciążony jakimiś kredytami) i ma nadzieję, że damy radę to przeczekać coś tam mu odpisałam, że go wspieram duchowo i że nie mam pretensji, jeśli to niezależne od niego. I cisza.
Co jakiś czas zagaduję, bo nie umiem tak zamilknąć, zaprzeć się, strzelić focha, że nie pisze...I nawet odpisuje.

W międzyczasie zbliżyłam się do dziewczyny jego brata. Nie wiem czy ma to związek ze sprawą, ale dowiedziałam się między innymi, że faktycznie kiedy ma on problemy, to się izoluje od świata, nie chce rozmawiać, że miał niełatwe życie (nieciekawa sytuacja rodzinna), brak znajomych, kiedy zmienił otoczenie, że jest nieufny zwłaszcza wobec kobiet, bo wielokrotnie go krzywdziły (zdradą, traktowaniem jak zabawka), że ma bardzo duże problemy z nawiązaniem/utrzymaniem relacji z płcią przeciwną, że potrzeba dużo cierpliwości do niego, że nawet wobec swojego brata-przyjaciela często nie oddzwania/nie odpisuje po kilka dni.
Mówiła też, że wypowiada się o mnie z szacunkiem, mówił o wspólnym wyjeździe na weekend. Widzieli się nawet we czwórkę niedawno i nic nie mówił o tym, że stracił zainteresowanie czy coś. Nawet żartem go skarciła, że jeśli kogoś ma na boku czy coś, to żeby mi powiedział wprost, bo szkoda takiej fajnej dziewczyny, na co on przytaknął, że oczywiście powiedziałby.

No i pytanie do Was. Co robić? Czy można jednoznacznie stwierdzić, że się mną znudził/poznał kogoś i nie wie jak się wykręcić lub chce mieć "furtkę" otwartą w razie czego? Nigdy nie miałam do czynienia z człowiekiem w depresji/przeciążonego problemami, więc nie mam pojęcia czy rzeczywiście problemy potrafią tak przygnieść, że cierpi na tym relacja, na której tak komuś zależało? Wielokrotnie też wspominał, kiedy poruszaliśmy temat "co dalej z nami", że jest inny i czy dam radę nadążyć, ale co to ma do tego? Dodam, że momentami był niepewny siebie, nie dowierzał, że się nim interesuję, dopytywał czy się nim nie znudzę tak niby żartem, mówił, że czasem miewa dołki wynikające z braku pewności siebie. Wspominał, że boi się nieco zbliżyć, bo zawsze kiedy się zbliżał coś nagle się psuło.

Zagadywać dalej czy może lepiej zamilknąć i zaczekać na jego ruch? Tylko obawiam się, że może to na niego podziałać tak, że stwierdzi, że się poddałam, więc mi nie zależy... Z drugiej strony, on doskonale wie co czuję, że mnie to męczy, że mi zależy, nie raz dawałam tego dowód. Kiedy zaczął być oschły, próbowałam go "ugłaskać"- byłam miła, czuła, myślałam, że go to "rozrusza", ale bez większego powodzenia. Z kolei kiedy się odsuwałam, odniosłam wrażenie, że to też dobrze nie wpływa na niego. Z reguły to ja byłam tą, co zagadywała pierwsza, ale zdarzyło się tak, że sam z siebie napisał z pytaniem "co słychać", chociaż możliwe, że zagadał, bo tak wypadało...

Strasznie się rozpisałam, ale nie wiedziałam do końca jakie informacje są dla sprawy istotne, jakie niekoniecznie, więc starałam się zawrzeć wszystkie
Liczę na jakieś wskazówki, może któraś była w podobnej sytuacji i wie jak wybrnąć?
Obserwuj wątek
    • butelkowa_zielen Re: Przestał się starać, bo ma problemy??? 02.02.14, 15:29
      Odnoszę wrażenie, że nie masz pojęcia czym jest depresja. Depresja to nie zły humor, czy gorsze samopoczucie. To choroba psychiczna. W potocznym języku się utarło, że ktoś mówi, że ma depresję, więc nie traktuje się tego poważnie. Jeżeli chłopak ma depresję to powinien być na psychoterapii (i to kilka lat), a do tego w regularnym kontakcie z lekarzem psychiatrą, który przypisuje mu leki. Widziałam dwie kobiety w depresji, które nie miały sił, żeby zajmować się swoimi dziećmi! Człowiekowi w depresji naprawdę jest wszystko jedno. Do tego dochodzą myśli/próby samobójcze. Zastanów się, czy chcesz się pakować w tak ciężką relację?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka