Dodaj do ulubionych

Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ?

13.11.04, 23:45
Moja misia jeżdziła ze mną od drugiego miesiąca życia.Efekt jest do
przewidzenia - PIES PODRÓŻNIK. Z Baskarem jest problem. kilka razy już
pewnie pisałam, że jest u mnie od drugiego roku życia, i że jest zabrany ze
sfory bernardynów (hodowla 14 sztuk nie klatkowana), w życiu nie widział na
oczy smyczy, a co tu mówic o podróżowaniu.
Zamierzam go ucywilizować. Przewiozłam go już trzy razy, nawet nie jest źle.
Za każdy razem, kiedy wracamy sprawdza, czy nikt mu nie ukradł budy, czy płot
jest ten sam, i liczy swoje kupy. Problem jest tylko na zakopiance. Ja jadę
prawym pasem 60 na godz. i cała zakopianka ze mną, a wszyscy zagłądają mi do
samochodu szerokim uśmiechem. Stanowimy zagrożenie na trasie szybkiego
ruchu!!!
Obserwuj wątek
      • mag112 Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 25.11.04, 13:40
        Mój piesek jest dość duży i trochę mu niewygodnie kiedy podróżuje. Jak był
        szczeniakiem to niestety wymiotowała, ale na szczęćsie wyrosła z tego a my
        nauczyliśmy się nie karmić jej przed wyjazdem. Teraz kiedy jedziemy do rodziców
        na wieś to Tradycja całą drogę bacznie obserwuje trasę, ale kiedy wracamy
        kładzie się i śpi.
        Podobno koty nie lubią zmian otoczenia, ale mój kot bardzo lubi podróżować i
        nie mamy z tym żadnych problemów. Kiedy mamy wychodzić do samochodu otwieram
        jej drzwiczki od boxu do transportu kotów a ona sama do niego wchodzi. Całą
        drogę śpi sobie bardzo spokojnie tylko czasami budzi ją pies.
        Pozdrawiam wszystkich!!!
    • wave32 Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 14.11.04, 00:24
      Moje koty- nawet dobrze. Niestety, kiedy widzą kontenery
      ich pierwsza myśl to - WETERYNARZ! Dlaczego? Przecież
      jesteśmy zdrowe! I zaczyna się bal.... Galopada po całym
      domu, ukrywanie się w niedostepnych (dla nas) zakamarkach,
      a kiedy już uda się je złapać stajemy przed kolejnym problemem,
      jak wpakować te dzikie bestie do kontenerów. Natomiast sama
      jazda przebiega bez sensacji (tych żolądkowych na szczęście też).
    • miss_dronio Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 14.11.04, 00:26
      > prawym pasem 60 na godz. i cała zakopianka ze mną, a wszyscy zagłądają mi do
      > samochodu szerokim uśmiechem. Stanowimy zagrożenie na trasie szybkiego
      > ruchu!!!
      :))
      Koty nie znoszą jazdy samochodem - może dlatego, ze wozimy je tylko do veta i
      tak źle im się samochód kojarzy?:) Pies natomiast zawsze sie ładuje do
      samochodu, jeśli nie mamy w planach jego zabieranie bardzo trudno jest go
      stamtąd wyciągnąć. Jesli już jedzie to bardzo szybko rozpoczyna swoje "gadanie"
      i wyraża chęć zakończenia podróży. Nie przeszkadza mu to bynajmniej następnym
      razem znowu pchać się do samochodu:)))
    • m.pw Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 14.11.04, 20:23
      jeden pies doskonale, a drugi puszcza duuuuuuuuuuuze pawie - owczarek
      niemiecki. zadne medykamenty nie skutkuja. Robi to pefidnie w drodze powrotnej,
      gdy juz wydaje sie ze OK - w bramie lub tuz pzred - rzyga. koty na ogóB
      grzeczne, ale na wzselki wypadek w kontenerku. Kiedy[ mialam kota który lubil
      byc pod Wawa, bo mogl wychodzic do ogródka, ale pzremieszzcac sie nie chcial -
      wymyslal rózne kryjówki. Raz schowal sie do garnka - w szafce i przykryB sie
      pokrywka - nikt nie wie jak to zrobil
    • baskarek No i stało się. 15.11.04, 16:49
      Bajka nie chce wpuścić miśka do samochodu! Warczy na niego pokazując wszystkie
      zęby - swoją drogą nie widziałam że ma taką władzę nad swoimi faflami, gryzie
      go po łapach i odgania od samochodu! Broni reszty terytorium, na którym ona
      była pierwsza. A on jej słucha i nie chce wsiąść.
      Dobrze że jej słucha jak warczy - każdy chłop powinien zejść z drogi babie,
      która warczy, ale ja go nie wezmę na ręce i nie wepchnę do samochodu!
      Śmiesznie, co??
      • pierozek_monika Re: No i stało się. 15.11.04, 16:54
        to najpierw zachęć tego dużego psa, np. wabiąc smakołykiem, a dopero jak ten
        duży będzie w środku, to wpakuj tam Bajkę.
        Najlepiej, jak raz wybraliśmy się z mężem, córką, znajomą jej psem
        nowofunlandem i naszym psem (cóś jakby wilczur)nad jeziorko samochodem
        PUNTO :DDDD. Ale było ciasno!
        • baskarek Re: No i stało się. 15.11.04, 17:11
          to najpierw zachęć tego dużego psa, np. wabiąc smakołykiem, a dopero jak ten
          > duży będzie w środku, to wpakuj tam Bajkę

          Obawiam się, że moje auto nie da rady dwum bernardynom ze względu na wielkość.
          Kiedyś wet zalecał mi kombi, ale na receptę nie dają.
          A co będzie jak oba na raz zobaczą innego pieska?. W wersji pojedynczej trudno
          wtedy prowadzić!
    • m.malone Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 16.11.04, 11:10
      Moje "dzieciuchy" -

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=17681147
      kochają jazdę samochodem. Początkowo i kiedy nie znałem ich reakcji - wiązałem
      smycze do podłokietników tylnych drzwi, ale szybko przestałem, bo zachowują się
      b. przyzwoicie (żadnego przełażenia do przodu czy skakania na głowę, choć są
      temperamentne). Mało - próbują pakować się do samochodów sąsiadów, gdy sie
      otwieraja drzwi - i pod blokiem i na parkingu. Karo w czasie jazdy lubił pakować
      się na półkę podokienną i udawać takiego sztucznego pieska (kiedyś były modne -
      poruszały głowami). Ostrzegałem go, że może spaść podczas ostrego hamowania. I
      rzeczywiście, od czasu kiedy raz sfrunął na kanapę, przestał mi "zasłaniać
      widoczność" do tyłu. Jeszcze nie mają żadnych złych skojarzeń typu jazda do weta.
      • paluszek11 Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 16.11.04, 12:59
        Mój Paluch przeszedł pierwszy test jadąc samochodem ze schroniska na Nowodwroy
        w Warszawie (ok. 30 km).
        Był bardzo zdenerwowany całą sytuacją, mój narzeczony (a teraz jego drugi
        opiekun) siedział z nim na tylnim siedzeniu. O dziwo, pies musiał jeździć
        wcześniej, bo doskonale wiedział, że trzeba wskoczyć itp. Tyle, że był
        zestresowany.
        Od tego czasu (ponad rok), jeździliśmy już wiele razy w długie trasy po Polsce
        i zawsze jest tak samo. Najpierw trochę poskacze po tylnim siedzeniu (już
        jeździ sam - bez narzeczonego :-), a następnie się uspokaja i sobie leży lub
        śpi (gdy w nocy). Czasem śmiesznie ogląda świat przez szybę. Nigdy nie szaleje,
        poza jednym wyjątkiem, gdy zobaczył konia ciągnącego wóz wypełniony sianem
        (pewnie zobaczył jakiegoś wielkiego potwora).
        No i zrywa się, gdy hamuję, a zwłaszcza gdy zatrzymuję się na światłach, gotowy
        do wyjścia.

        A moja poprzednia sunia to tak uwielbiała jadę samochodem, że jak już była
        bardzo stara to tata brał ją do auta na przejażdżki, żeby Czarusi zrobic
        przyjemność (dożyła 23 lat).

    • orvokki Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 16.11.04, 21:15
      Koty w miarę spokojnie (ale w kontenerku), za to pies to potwór. Ona bardzo nie
      lubi nie mieć nic do roboty, więc w samochodzie się nudzi i marudzi. Jazda z nią
      autobusem to straszny obciach, bo nadaje całą drogę (najgorsze jest to, że jak
      była szczeniakiem i jeździłam z nią w ramach socjalizacji, to była cicho,
      zaczęła jak była starsza). Do samochodu odkąd mamy własny trochę się już
      przyzwyczaiła, ale kiedyś jechałam z nią do Pragi, to piszczała całą drogę tam i
      pół drogi z powrotem (w końcu padła ze zmęczenia). I nawet nie można powiedzieć,
      że nie lubi jeździć, bo pakuje się od razu, nawet do cudzych samochodów...
      Co ciekawe, bez jednego piśnięcia przejechała autokarem do Włoch i z powrotem, a
      oprócz niej jechało tym autokarem jeszcze 11 psów. I wszystkie były cicho (a
      nastawiłam się na horror).
    • blue.berry Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 17.11.04, 08:50
      moj pies (dog de bordoux) do jazdy samochodem jets przyzwyczajony, bowiem od
      poczatku codziennie jezdzi ze mna do pracy. niestety przyzwyczajenie nie
      zagwarantowalo dobrego samopoczucia:) dopoki czuje sie dobrze to siedzi sobie
      grzecznie (woze go na rozlozonych tylnich siedzeniach). jednak jak juz ma dosc
      (a zalezy to i od dlugosci trasy jak i od temperatury - najlepiej kiedy ani w
      samochodzie ani na zewnatzr nie jest cieplo) to zaczyna sie krecic, strasznie
      slinic, i widac jak bardzo chcialby wysiasc. na dluzsze trasy podaje mu jakies
      preparaty na chorobe lokomocyjna a generalnie nie karmie przed podroza.
      podsumowujac - samochod traktowany jest jako niedogodnosc dnia codziennego,
      robi sie tylko wtedy pozytecznym miejscem kiedy na spacerze zmarznie pupa i
      mozna sie w nim schronic: )
        • blue.berry :)) 17.11.04, 10:04
          no jezdzi: )))))
          od malego chodzi ze mna do pracy na caly dzien. na poczatku dlatego ze nie
          wyobrazalam sobie zeby zostawic malucha w domu, potem dlatego ze po operacji (5
          miesiac) nie mozna go bylo samego zostawiac przez pare miesiecy zeby sobie
          niczego nie pouszkadzal robic cos czego nie wolno bylo mu robic. no a potem juz
          tak zostalo. wprawdzie gdzies tak po poltorej roku kiedy pies zdecydowanie
          zmienil proporcje byly zapedy aby go z firmy usunac ale na szczescie mam na
          tyle mocna pozycje by zapedy pozostaly zapedami. na szczesiec pozniej
          zmienilismy lokal na wiekszy (i z ogrodkiem:))) no a wszscy sie generalnie do
          psa przyzwyczaili. jak czasem go nie ma ta az dziwnie jest. poza tym on jest
          totalnie spokojny - wlasciwie nie widac go, spi sobie pod biurkami. a kazdego
          traktuje indywidualnie, wiec jak ktos nie chce zbyt poufalych kontaktow to go
          omija.
          powiem wam ze bardzo sie ciesze ze mialam taka mozliwosc bo tak naprawde mam go
          caly czas ze soba i choc bywa to czasem meczace to generalnie fajnie jest :))
    • polaquinha Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 19.11.04, 14:12
      A ja mam świnkę morską-podróżnika:-DDD
      Z konieczności zabieraliśmy go z nami w każdą podróż samochodem do Polski(z
      Portugalii,gdzie mieszkaliśmy przez2lata)-i z powrotem ok 3200km,w sumie 5 razy.
      Świniak zaszywa się pod fotelem pasażera i śpi,ważne jest tylko, żeby miał
      zawsze ulubione jedzonko.W hotelach(jest to podróż kilkudniowa bowiem) zaś
      puszczany jest luzem w pokoju i jest kompletnie happy:-)
      Tak w ogóle to zdecydowaliśmy się na podróże samochodem ze wzg na Sambę właśnie.
    • ane.luko Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 24.11.04, 01:41
      Wszystkie moje psy należały i należą do gatunku podróżników. Obecna, Reksia,
      uwielbia samochody, przypuszczam że z dwu powodów: samochodem została zabrana
      ze schroniska, samochodem jeździ na działkę za miastem a bardzo lubi tam być.
      Jeśli tylko usłyszy w rozmowie bezpośredniej lub przez telefon, że jedziemy nad
      Ł.,kiedy wyjdzie na dwór, gorączkowo się rozgląda gdzie to ten samochód, którym
      ona ma jechać (ja nie mam samochodu, jeżdżę z bratem, z bratową lub ze
      znajomymi). Sunia brata też lubi podróże, kocica nie cierpi. Natomiast
      nieżyjąca już Welsh terrierka moich znajomych cierpiała na chorobę lokomocyjną.
      Obecna Welsh terrierka podobnie.
    • balumi Re: Jak wasi ulubieńcy znoszą jazdę samochodem ? 24.11.04, 10:43
      mój pies niestety od samego poczatku choruje w samochodzie.na zakretach.lekarz
      poradzil, zeby 24 godziny przed podróza juz go nie karmic.troche pomaga,ale
      i tak zle sie czuje. ciekawe, ze tak jest w strone "tam", natomiast droge
      powrotna do domu znosi doskonale.nawet wie, ze juz jedziemy do domu i od razu
      spokojnie uklada sie na tylnym siedzeniu samochodu. juz nie choruje.
      ale widoku samochodu nie lubi.
    • baskarek Tym razem misiek przegiął pałę. 25.11.04, 12:26
      Wracałam od wterynarza we wtorek, zobaczył pieska i całym swoim swoim przodkiem
      przesiadł się na przód! Na stojąco podnosił mi dach samochodu, głową zasłaniał
      prawe lusterko, tyłkiem wsteczne. Została mi kierownica i lewe boczne w czasie
      ulewy.Na szczęście po jakimś czasie się wycofał-nawet zgrabnie. Mata-hamak nie
      skutkuje.
      • pierozek_monika Re: Tym razem misiek przegiął pałę. 25.11.04, 12:34
        skądś to znam :))))
        Przedtem miałam Punto i pies zawsze podróżował na tylnej kanapie z córką. Teraz
        mamy kombi, i specjalnie otwieramy mu 5 drzwi, aby się rozłożył w bagażniku, a
        że nie mamy kraty oddzielającej część bagażową od reszty, to przeskakuje
        skurczybyk i siada sobie wygodnie na kanapce obok córki jak za dawnych czasów ;)
        • baskarek Re: Tym razem misiek przegiął pałę. 25.11.04, 12:44
          pierozek_monika napisała:

          > skądś to znam :))))
          > Przedtem miałam Punto i pies zawsze podróżował na tylnej kanapie z córką.
          Teraz
          >
          > mamy kombi, i specjalnie otwieramy mu 5 drzwi, aby się rozłożył w bagażniku,
          a
          > że nie mamy kraty oddzielającej część bagażową od reszty, to przeskakuje
          > skurczybyk i siada sobie wygodnie na kanapce obok córki jak za dawnych
          czasów ;
          > )
          No wiesz....może uznał, że należy mu się bardziej zacne miejsce, niż torbie z
          zakupami. A jaki zarozumiały
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka