Dodaj do ulubionych

Wróci, czy nie? - oto jest pytanie......

02.03.05, 10:40
Nie mam kotka juz chyba piąty, czy szósty dzień, za to w nocy pojawiają się
nowe ślady kocich łapek, jedzenie nieruszone. Policzylam - 20 kuleczek
suchego pokarmu, jak bylo, tak i jest. Postawione w takim miejscu, żeby ptaki
nie wyżarły.
Późnym wieczorem chodzę, kićkam, bez efektu - kota ni ma.
Co jest - bojkot, rozwód? Czy wróci w kwietniu? On chyba za mlody na
prawdziwe jamory, chociaż, sądząc po zachowaniu w domu, wszystko możliwe.
Jedynym pocieszającym akcentem są te ślady kocich stóp na śniegu.
A gdzie ta reszta?
Wróci, czy nie?
Obserwuj wątek
      • vww Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 02.03.05, 16:30
        No, akurat jeszcze synowej mi brakowalo do kupy;))
        Sam kot jest jeszcze dzieckiem, gdzieś mialam zapisaną jego datę urodzin, ale
        nie mogę znaleźć, na pewno nie ma roku, może 10 miesięcy, czy to nie za
        wcześnie na takie podboje?
        Co prawda od dawna interesowal się seksem, wykorzystując do tego celu psy,
        odgrażalam się, ze wykastruję, 19 marca już blisko - może tego sie przestraszyl?
        A może te slady na śniegu to wcale nie jego, tylko jakichs innych kotow? Nie
        wiem naprawdę, co o tym myśleć, na razie jeszcze mam nadzieję, ze przylezie.
        • mysiam1 Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 02.03.05, 16:36
          Oj, to się chyba przestraszył....a wykastrować mogłaś go spokojnie już ze 3
          miesiące temu ;-).
          Kocur moich sąsiadów, chyba jedyny "pełnowartościowy" w okolicy, jest "sprawcą
          wielu ciąż" działkowych półdzikich kotek i już kilka razy przyprowadzał "żonę"
          razem z dziećmi do miski - wchodził do ogrodu, gdzie stała karma, rozglądał
          się, a potem przepuszczał przodem "rodzinę" i pozwalał im się najeść :-))).
          Inny kocur został złapany jako kotka do sterylki, bo na podwórku ciągle
          chodziły za nim kocięta, którymi bardzo troskliwie się opiekował...kiedy po
          szybkiej akcji w nocy został złapany i odwieziony do kliniki na
          operację, "łapaczka", bardzo z siebie dumna, dowiedziała się, ze to nie żadna
          kotka, a "pełnojajeczny" kocur :-)))))).
        • miss_dronio Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 02.03.05, 19:09
          Hehe- przyprowadzenie synowej to realne zagrożenie:) A myslicie, ze jak moja
          Miziajka do mnie trafiła?? Wirażka ją przyprowadził;) NIe bardzo chciałam brac
          piątego kota i próbowałam ją namowić do powrotu do poprzedniego domu (była
          śliczna, zadbana -podejrzewałam więc, ze takowy jest). Na nic się zdały moje
          namowy, wkrótce potem oboje pojechali na zabieg kastracji/sterylizacji, oboje
          przechodzili rekonwalescencje w moim łózku:) I tak zostali -teraz na Miziajkę
          mówimy czasami Żoneczka lub nasza synowa. CZęso śpią z Wirażka na łyżeczki a
          ona jemu myje główkę. Żeby nie było tak różowo - Wirażka lubi od czasu do czasu
          ją pogonić i wyrwać nieco futerka. Zauważyłam jednakże, ze ona mu to łatwo
          wybacza;)) Jak to zakochana kobieta.....
    • narysuj.mi.baranka Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 03.03.05, 11:47
      Jak mozna narazac kocie dziecko na zaginiecie i zwiazane z tym
      niebezpieczenstwa ...? Nie wzielas za niego zadnej odpowiedzialnosci?
      Bardzo mnie oburza wypuszczanie domowych kotkow samopas na swiat pelen
      zagrozen.
      To karygodny brak wyobrazni.
      I adresuje to do wszystkich, ktorzy tak postepuja a nie personalnie do Ciebie.
        • g.i.jane Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 03.03.05, 21:27
          Nie każdy trzyma koty w bloku na 4 piętrze. Moje wsiowe koty też wychodzą ale
          raczej trzymają się domu bo nie lubią zimna a już szczególnie opadów. Co innego
          latem. Potrafią na nockę się nie pojawic. Ostatnio przychodzi do moich koteczek
          w konkury młody niewykastrowany kocur sąsiadki i strasznie jest zawiedziony bo
          one wcale na jego zaloty nie reagują raczej przed nim uciekają i co najwyżej
          mój kocur go pogoni ale on wraca bo młody i głupi jest i nie rozumie, że one są
          wykastrowane. Nawet do chałupy chce włazic i sprawdzac czy jeszcze jakiejś
          koteczki przed nim nie chowamy ale Mama go nie wpuszcza bo okropnie znaczy. No
          ale na miseczkę czegoś dobrego to zawsze może liczyc.
      • miss_dronio Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 03.03.05, 21:59
        > Bardzo mnie oburza wypuszczanie domowych kotkow samopas na swiat pelen
        > zagrozen.
        Wszystkie moje 5 zdrowych kotów (wysterylizowanych/kastrowanych) swobodnie
        wychodzi na dwór o dowolnej porze dnia czy nocy. MÓwiąc szczerze, kiedy patrze
        przez okno jak się tarzają w trawie/śniegu, skaczą po drzewach, bawią z kotami
        sąsiadów, polują i łapia motyle nie wyobrażam sobie większej krzywdy dla kota
        niż trzymanie go w zamknięciu. Jednakże nigdy nikomu, kto trzyma kota w bloku,
        w mieszkaniu nie napisałam, ze robi mu krzywdę. Ufam, że w MIARĘ SWOICH
        MOŻLIWOŚCI zapewnia kotu jak najlepsze warunki, choć nie są to warunki czyniące
        kota w pełni szczęśliwym...
        • venus22 Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 03.03.05, 23:11
          Drogi Baranku sa dwa obozy ci co trzymaja koty w domu i ci co je wypuszczaja.
          Powinnas ladniej wyrazac swoje opinie - w koncu to prywatne forum, a ty sama
          nie lubisz jak sie do ciebie ostro przemawia...

          Akurat pod tym wzgledem nie mam problemow z akceptowaniem obu punktow widzenia.

          kastracja - to co innego. Widzac przepelnione schroniska, uwazam ze pozwalanie
          na zwiekszenie i tak nadmiernej populacji jest rzecza karygodna.
          Brawa wiec dla wszystkich ktorzy to zrobili - czyli "ponaprawiali" swoje
          zwierzaczki.

          Ale wracajac do wypuszczania.
          W Polsce mialam kota ktory byl kotem domowym, rzadko wychodzil a jesli juz to
          tylko pod nadzorem i do ogrodka.
          Patrzac wstecz- smutne i nudne mial zycie- pozbawiony kontaktu z innymi kotami,
          zabawiany kiedy ktos mial na to ochote i czas.

          I mimo ze jedengo z moich kotow zabil samochod, uwazam ze sa szczesliwsze na
          zewnatrz..
          Zreszta ja bym nawet nie dala rady teraz kotka utrzymac w domu - w lecie musza
          byc otwarte drzwi na ogrod wiec jak kota upilnowac?
          a musza byc chocby czasem otwarte bo jest inaczej niesamowicie duszno i
          goraco ...
          a kot jak raz wyjdzie... to juz bedzie chcial zawsze.

          Venus
            • malwisienia Re: Wróci, czy nie? - oto jest pytanie...... 07.03.05, 07:15
              A mnie zawsze szlag trafia jak się jedzie przez wsie i spotyka co jakis czas
              zabitego kota, przeciez to ewidentnie wina właścicieli (co innego koty dziko
              żyjące). Nie wszystkie wypadki są spowodowane przez kierowców. Mój TZ też zabił
              kiedyś jamnika, który wpadł mu pod koła, beztrosko prowadzony przez właściciela
              bez smyczy przy drodze krajowej (!) dodatkowo narażając nasze życie, bo przy
              takim ostrym hamowaniu różne rzeczy mogą się z samochodem przydarzyć. Dlatego
              też oburzają mnie właśiciele zwierząt wszelakich, którzy puszczają je samopas,
              przecież nawet prawo tego zabrania (ze względu na bezpieczeństwo ruchu
              drogowego chociażby). No i ja osobiście serca bym nie miała wypuścić moje
              zwierzę wiedząc że naraża się na niebezpieczeństwo i mogę go już nidy nie
              zobaczyć.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka