Dodaj do ulubionych

Czy koty są złośliwe?

26.07.05, 08:27
Poruszam ten temat po przeczytaniu kilku wypowiedzi Pani doktor Avy -
ekspertki z forum Weterynaria, która właśnie obsikiwanie mebli tłumaczy m.in.
złośliwością kotów.
Sama uważam, że koty nie są złośliwe i bardzo mi się podobała wypowiedź ohidy
w tym wątku:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=525&w=26750426&v=2&s=0
ale jestem ciekawa Waszej opinii.
Obserwuj wątek
      • sliwka1977 Re: Czy koty są złośliwe? 26.07.05, 10:56
        Oczywiście, że nie! Koty nie mogą być złośliwe, bo nie kalkulują jak ludzie :)
        To my odbieramy zachowanie zwierząt jako złośliwe, w ich kategoriach na pewno
        nie istnieje takie pojęcie. Fochy owszem miewają, ale ja kocham te fochy - są
        słodkie :)
        --
        "Czujcie się jak w domu
        komu dżinu komu dymu"
        • pierozek_monika Re: Czy koty są złośliwe? 26.07.05, 11:01
          hehe ja mam kotkę niezłą nerwuskę ale drażnić to ona się też lubi. Wkurza się,
          ze ją Pino podgryza (chce się bawić po psiemu) ale wiecznie za nim łazi i
          ociera się mu o pysk - przy czym wydaje przeraźliwe jęki - nie wiem czy wiecie
          jakie nieprzyjemne dla ucha dźwięki potrafią wydawać syjamy :)))).
          --
            • wiesia.and.company Re: Czy koty są złośliwe? 26.07.05, 13:46
              Ech, nie są! Co za bzdury... Koty nie planują na zapas, ulegają chwili i
              instynktowi. Gdyby były złośliwe, to nie wyobrażam sobie życia przy siódemce
              złośliwców, która mściłaby się na mnie za cokolwiek np. wygłaskanie jednego
              a drugiego nie, podanie pięciu kąsków jednemu a drugiemu czterech, za późne
              przychodzenie z pracy itp.
              Czasem swoim zachowaniem koty dają do zrozumienia, że w ich przyzwyczajeniach
              nastąpiła jakaś zmiana, która powoduje ich dyskomfort i zaburza rytm (koty
              lubią unormowany tryb życia i na swoim terytorium, które znaczą, aby nic się na
              tym terenie nie zmieniło, jakiś intruz itd.). Mogą też akcentować jakąś
              przypadłość - czyli tak czy inaczej anomalie w kocim życiu.
              Ale złośliwe? To chyba dlatego, że potrafią mrużyć oczy i źrenice im się
              zwężają w zależności od światła. W ludzkim rozumieniu zwężone źrenice oznaczają
              jakieś knowania lub też złość. Ale to ludzie, a nie koty.
              Uwielbiam koty, bo są jak najbardziej naturalne i ich zachowania są jednoznaczne
              (np. widać, że im coś nieodpowiada i robią się złe, ale nie atakują od razu -
              ostrzegają, że zaatakują). Generalnie nie lubię nieprzewidywalnych złośliwców.
              Pozdrawiam
              • tunka_i_ja Re: Czy koty są złośliwe? 26.07.05, 14:28
                Wiesiu!
                Kapitalnie i mądrze to wytłumaczyłas. Nic już dodawać nie trzeba.
                Z tymi zmrużonymi oczami to super porównanie,,,bo my ludzie gdy właśnie cos
                knujemy , kłamiemy czy tkamy jakieś inne knowanie , to właśnie lubimy sobie
                pomrużyc oczeta. Nasze przywary dopisujemy kotom, a Ty to tak fajnie
                wytłumaczyłas.
                Jestem dla Ciebie pełna podziwu za Twoją siódemke ale powiedz , jesli mozesz
                oczywiście jak Ty sobie radzisz z tym finansowo? Ja mam jedną kote i, co prawda
                mąż tylko niestety pracuje i nie najlepiej zarabia, nie bardzo miałabym za co
                utrzymać drugiego.
                Serdecznie pozdrawiam
                Tunka i ja
          • sliwka1977 Re: Czy koty są złośliwe? 26.07.05, 21:03
            Hehehehe ja to wiem az za dobrze :)(mam 2) i czasami aż sama jestem w szoku co
            to było (to co z siebie wydobył jeden albo drugi), ale czy to nieprzyjemne? no
            nie wiem, mi to nie przeszkadza :)))
            --
            "Czujcie się jak w domu
            komu dżinu komu dymu"
          • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Czy koty są złośliwe? 26.07.05, 23:40
            pierozek_monika napisała:

            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=525&w=23199050&a=23227631

            avasawaszkiewicz napisała:


            > Ja bym bardziej kojarzyła te fakty z czystą złośliwością.
            >>>>>>>>>>>>> ciach
            >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
            >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

            A....to już poważna sprawa....nio..nio....może jednak faktycznie pani Ava nie
            przeczytała przed egzaminem dokładnie skryptu z behawioryki zwierząt małych.:))
            Zresztą nic o niej nie wiem - może nie jest studentką? absolwentką? wydz.
            weterynarii ????
            Lekki szok.

        • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Czy koty są złośliwe? 26.07.05, 23:34
          pierozek_monika napisała:

          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=525&w=24299843&a=24344895
          a jak to
          > ocenisz?

          Nadal uważam, że to niezręczność formalna wypowiedzi tej pani a nie odniesienie
          do złośliwości w naszym, ludzkim rozumieniu.
          Bardziej zajęczało mi w tym poście słowo " żadko " zamiast " rzadko"
          bom ja dysgrafik :))

    • umfana Dziwny przypadek- jedyny w moim życiu! 26.07.05, 17:02
      Bardzo dawno temu w moim ogródku pojawiło się kocisko- prawdziwy zabijaka!
      Wyglądał jak ostatni zbój bojowy i tak też się zachowywał :o) Gonił moje koty i
      dawał im łomot! Po prostu zaczęły się bać wychodzić na dwór. Raz pogonił ich do
      samego pokoju!
      W końcu ja wkroczyła do akcji i co ... miał głęboko w zadku moją osobę :o)
      Bezczelnie z pogardą gapił się na mnie krzyczącą, lub ganiającą go z jednego
      końca ogródka w drugi!
      W końcu kocur przegiął- obraził mnie na maxa! Kiedy ja darłam się na niego
      stanął do mnie tyłem i zaczął kopać tylnimi łapami tak jak kot zagrzebujący
      swoje g*nko... Musiałam coś z tym zrobić ;o) Wszedł mi na ambicje Zaczaiłam się
      ze wężem wodnym i sprawiłam mu kąpiel! Wiał aż miło! Już nigdy nie wrócił na
      posiadłości mojej kociarni...
      Prawdę mówiąc to był prawdziwy koci zbir! Gdyby był człowiekiem to skończyłby w
      kryminale :o)
      --
      Kocur
      • wiesia.and.company Re: Dziwny przypadek- jedyny w moim życiu! 27.07.05, 09:42
        Znałam takiego kociego dzikiego rozbójnika. Bił wszystkie koty, nawet kotkom
        nie darował, potrafiły się zsikać ze strachu, kiedy na nie napadał. Z wodą to
        doskonały pomysł. Niestety, tam nie miałam możliwości. Dawałam mu do jedzenia
        tabletki antykoncepcyjne, które ponoć działają na kocury uspokajająco. Guzik
        tam! Zginął marnie (żałuję, bo żałuję każdego życia, nawet takiego okropnego
        zakapiora), rozszarpały go dwa psy (nie wiem, przez kogo na ulice Ochoty
        wypuszczane, bo już nie jednego kota zagryzły), był zbyt pewny siebie.

        Co do utrzymania siódemki, to niestety, ja im dogadzam, trochę też i własnym
        kosztem, bo kiedy skaczą ceny mięsa, to ja wtedy rezygnuję z niektórych swoich
        fanaberii. Dylemat: w tym miesiącu do dentysty (jeśli da się wytrzymać) czy
        fryzjer? Więc fryzjer nie... (widzi mnie raz na pół roku), paznokcie robię sama.
        A może zabrzmi okropnie, ale z mięsa dla kotów odcinam sobie takie różne
        kawałki,gromadzę w zamrażalniku i kiedy jest więcej, pichcę z dużą ilością
        skrojonych warzyw, ziemniaków, przypraw jednogarnkowe danie. Wychodzi tego
        bardzo duży gar, to z kolei zamrażam w pojemnikach i co jakiś czas sobie
        dogadzam jednogarnkowym. Ja tam mogę jeść kalafiory prawie codziennie (więc
        taniej), ale koty muszą mięso. To jest oczywiście tylko taki przykład mojej
        symbiozy z kotami (i kociej ze mną, bo i one też lubią sobie skubnąc coś mojego
        np. fasolkę szparagową). Ale oczywiście koty kosztują mnie dużo, bo już
        podawałam gdzieś, że sam żwirek na miesiąc to jest ok. 150 zł, puszka duża lub
        dwie małe puszki Felixów na śniadanie, ok. 40 dkg do 50 dkg mięsa na wieczór
        (z tym, że nerki wołowe są tanie, serca wołowe też, wątroba woł. również,
        czasem tylko więcej obierania nerek niż ciachania nożem), sucha karma
        pozostawiana na dzień (ta z górnej półki, a i to im zmieniam raz Eukanuba, raz
        Sanabelle, Royal Canin różny, chętnie Hair oraz Mature, Fit..., no i tabletki
        witaminowe 2 razy tygodniowo. Jakoś muszę na to mieć. Koty nie mogą odczuć, że
        jest mi trudniej finansowo. Kłopotem prawdziwym są moje wizyty u lekarza lub
        leki (czasem trzeba prywatnie) lub poważniejsza choroba kotów. No cóż...staram
        się. W gruncie rzeczy jakoś wychodzę na czysto...ale co będzie...to będę się
        martwić tfu, tfu...
        Pozdrawiam. Wiesia i siódemka
        • umfana Re: Dziwny przypadek- jedyny w moim życiu! 27.07.05, 10:03
          Sądzę że taki charakterek to winna podłego dzieciństwa, albo "karmy" w sensie
          buddyjskim...
          Kiedyś na koloniach był taki "bezpański" kotek, który szedł do ludzi i dawał się
          pieścić do pewnego momentu przytulania, następnie atakował twarz...
          Musiał mieć jakiś potworny uraz. Pewnie ktoś kiedyś znęcał się nad nim.
          Dzieciaki w końcu bały się tego koteczka i omijały go szerokim łukiem!
          Co zaś się tyczy utrzymania kociarni to sama wiem coś na ten temat chociaż mam
          tylko dwa koty... Pomagam też tym z ogródka.
          --
          Kocur
          • wiesia.and.company Re: Wrócę do tematu czyli złośliwość kotów 27.07.05, 15:39
            Pani Ava Savaszkiewicz potem się usprawiedliwiała na forum. Inna rzecz, że
            lubię wypowiedzi pani Avy, ktora jest mniej agresywna niż pani Anna Jóźwik
            (tzn. ponoszą ją emocje).
            A w ogóle, to łatwiej mi się porozumieć z lekarzem, który sam ma kota.
            Kiedy się denerwowałam przed kroplówkami (miałam sama robić), powiedział mi mój
            przemiły doktor, że to rozumie, bo sam ma koteczkę i gdy musiał raz podać
            kroplówkę, to poprosił o to kolegę...tak mu się ręce trzęsły.
            Wielu lekarzy ma zwierzęta, rzadko nie mają, ale kocie problemy rozumie lepiej
            ten z nich, który ma i kota lub tylko kota. Podejście do psów mają cudowne
            lekarze z psem domownikiem. Bardzo uogólniam być może, ale to wynika nie tylko
            z moich obserwacji - często najpierw podejście lekarza do pacjenta sugerowało,
            kogo ma w domu (a potem dyskretny wywiad - tak, tak uciekam się do takich metod
            dla dobra moich kotków).
            Pozdrawiam
              • wiesia.and.company Re: Ale kocur! 28.07.05, 11:20
                Podobny do zaadoptowanego przez moją sąsiadkę (z krzaków taki piękny wychynął).
                Najpierw sąsiadka nazwała go Apollem, potem zdrobniale Lolkiej, potem okazała
                się kotką więc była Pollą, Lolą ale jest tak piękna (nie sąsiadka, tylko kotka)
                i tak dostojna, że Lola było plebejskie, została ostatecznie Bellą (bo piękna).
                Twój kocur cudowny a Kocie panny słodziuchne. Czy są strasznymi rozrabiakami,
                bo z pysiów to tak im spokojnie patrzy....
                Pozdrowionka
                • umfana Re: Ale kocur! 28.07.05, 20:15
                  Kocur jest dochodzący... Pewnie gdzieś ma domek bo wygląda dobrze.
                  Kociepanny to straszne urwisy, ale co tam!
                  Kombinują cały czas co nowego zmajstrować, aby pańci umilić czas :o)
                  --
                  Kocur
                    • bozenar1 Re: a gdzie tam! 02.08.05, 21:47
                      Moja kotka jak mnie za dlugo nie widzi,gdy wyjade np.na tydzien i zostanie z
                      innymi domownikami to po moim powrocie dasa sie i daje mi do zrozumienia ze sie
                      na mnie gniewa za to ze ja zostawilam ,potrafi nawet zasyczec ze zlosci.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka