Dodaj do ulubionych

zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni

11.04.07, 13:00
co stanie sie z cialem mojego czworonoga jak go zostawilam w na uczelni- w
akademi rolniczej w klinice weterynaryjnej, czy zostanie wykorzystane jego
cialo do celow naukowych czy zostanie spalone? Moze ktos wie co robia z
takimi zwierzątkami. Mam teraz mieszane uczycia czy zrobiulam dobrze
Obserwuj wątek
    • eufrozyna2 Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 11.04.07, 15:05
      Smutno mi,że muszę Ci to powiedzieć,zrobiłas źle. Cialo psa, bo rozumiem, ze to
      był pies, spalą.Smuci mnie również fakt, ze nawet nam nie powiedziałaś, jak się
      "czworonóg" nazywał.Wiem, w duzym miescie pochowanie zwierzęcia to problem, ale
      można go rozwiązać, jeśli się chce. Wiele moich zwierząt odeszło za Tęczowy
      Most, żadnego nie zostawiłam bez pochówku. Nawet bezdomnego,otrutego przez
      złych ludzi, psa, którego nie potrafiłam ochronić.Człowiek ma obowiązki wobec
      istot, które mu towarzyszą przez życie i powinien im sprostać nawet kiedy to
      trudne. Smutno mi.
    • rezurekcja Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 13.04.07, 17:13
      julita.kaminska napisała:

      > co stanie sie z cialem mojego czworonoga jak go zostawilam w na uczelni- w
      > akademi rolniczej w klinice weterynaryjnej, czy zostanie wykorzystane jego
      > cialo do celow naukowych czy zostanie spalone?

      A z jakiego powodu zostawilas?

      A gdybys nie zostawila w klinice to co byc z tym cialem zrobla?
      Psa trzeba by gdzies pogrzebac, a z tym moglabys miec problem. Nie widze
      zadnego powodu do wyrzutow sumienia.
      • impag Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 13.04.07, 17:50
        Tego czy miałaby problem czy nie, nie wiemy. Nie pisze o tym, czy rozważała
        inne wyjście. Co do wyrzutów sumienia - to indywidualna sprawa. Ja bym mojego
        psa nigdy tak nie zostawiła. Pochowałam go na zwierzęcym cmentarzu w Koniku
        Nowym, bo jestem akurat z Warszawy. To znaczy nie ja pochowałam (ani ja ani mój
        mąż nie bylibyśmy w stanie własnoręcznie zasypać naszą miłość ziemią..( tylko
        zadzwoniłam do właściciela cmentarza, przyjechali panowie, ciałko zabrali a
        następnego dnia zadzwoniono do mnie podając numer kwatery. Ma swoje "miejsce"
        na tym padole, z tabliczką. Jeszcze tylko tyle mogłam dla niego zrobić, by było
        wiadomo, że taki cudowny pies kiedyś istniał...
        • rezurekcja Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 13.04.07, 19:57
          impag napisała:

          > Tego czy miałaby problem czy nie, nie wiemy.

          Nie napisalam, ze mialaby. Napisalam, ze moglaby miec problemy. JA bym miala.
          Nie mam dzialki,nie mam lopaty, nie mam samochodu, w miescie nie wolno tak
          dowolnie zakopywac niezywych zwierzat. Wozenie 30 niezywch psich kilogramow
          byloby dla mnie problemm. Poza tym, ja wychodze z zalozenia, ze jesli po
          smierci mozna sie na cos przydac... Moje szczury posmiertnie sie przyczynialy
          do postepu medycyny weterynaryjnej i wszystkie zostaly potem spopielone
          wzmiankowanej SGGW. Jeden, ktorego nie moglam zostawic do spopielenia, zostal
          nielegalnie pochowany na trawniku. Musialam prosic kolege o pomoc, bo lopaty
          nie mialam.

          > Co do wyrzutów sumienia - to indywidualna sprawa.

          Po smierci zwierzecia wiekszosc wlasicicieli ma wyrzuty: ze nie uczynili
          wszystkeigo,ze zwlekali z uspieniem, ze pospieszyli sie z uspieniem, ze nie
          pogrzebali, ze nie byli przy smierci zwierzecia.
          W moim przekonaniu zostawienie zwierzecia do kremacji nie jest powodem do
          wyrzutow sumienia i o tym autorce watku pisze.

          > Ja bym mojego
          > psa nigdy tak nie zostawiła. Pochowałam go na zwierzęcym cmentarzu w Koniku
          > Nowym, bo jestem akurat z Warszawy.

          Nie wszyscy z okolic Warszawy wiedza o cmentarzu w Koniku.
          Cmentarz w Koniku jest chyba jedyny w Polsce.
          Po smierci naszego pierwszego psa przyjechal specjalny samochod i zabral go do
          spopielenia. Smucilismy ise zpowodu jego smierfic, ale nie mielismy
          wyrzutów z powodu nieurzadzenia mu tradycjnego pochowku.
      • 0ffka Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 14.09.07, 21:55
        Można też martwe zwierzątko poddać kremacji(zostawiamy je w leczniczy gdzie jest
        uśpione i prosimy kremację)Pożniej prochy naszego przyjaciela możemy zabrać do
        domu, rozsypać w praku, ogródku...Czasami nie możemy go pochować, np w zimę
        kiedy ziemia jest skuta lodem.
        :(((
        • amelcia12 Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 26.09.07, 11:33
          Celem oświecenia. Pies nie trafia w formalinę, jeżeli chodzi o
          anatomię musi spełniać określone warunki fizyczne. Będe okrutna,
          większość psów "anatomicznych" pochodzi ze schronisk. Na zajęciach
          jest to od razu zaznaczane, że pies oddał życie żeby ktoś mógł się
          czegoś nauczyć, należy mu się szacunek. Zwięrzęta z racji ustawy
          podlegają kremacji. Nawet firmy zajmujące się pochówkiem zwierząt
          mają taki obowiązek.
    • red_grim_reaper Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 29.09.07, 19:45
      To nie był "czworonóg", to był Twój PIES!! Twoim obowiązkiem było
      zapewnić mu godziwy pochówek. Można zamówić taryfę i pojehcać gdzieś
      poza miasto i pogrzebać go. Sam przez to przeszedłem i wiem o czym
      mówię. Ale ja mam działkę (no, tutaj ułatwienie) i wszystkie moje
      psy (szt. 2) i koty ( szt.1) spoczywają "u siebie".

      Pozdr,
      Reaper
      • orvokki Re: zostawiłam marwego psa w klinice-na uczelni 03.10.07, 21:39
        > To nie był "czworonóg", to był Twój PIES!! Twoim obowiązkiem było
        > zapewnić mu godziwy pochówek. Można zamówić taryfę i pojehcać gdzieś
        > poza miasto i pogrzebać go.


        Szczerze mówiąc nie rozumiem takiego oburzenia, chociaż bardzo kocham swoje
        zwierzaki. Jak umarł mój kocurek, to jego ciałko był dla mnie niczym pusta
        skorupka, coś obcego, nie moje ukochane zwierzątko. Kota zawsze będę wspominać i
        pamiętać, ale nie miałam wyrzutów sumienia zostawiając go w lecznicy do spalenia
        właśnie. Nie wiem, w czym to ma być gorsze od zakopania w ziemi, gdzie zjadłyby
        go robaki... Rozumiem, jeśli ktoś ze względów sentymentalnych odczuwa potrzebę
        pochowania zwierzęcia we własnym ogródku czy na cmentarzu dla zwierząt, sama
        takiej potrzeby nie miałam i nie uważam, żeby profesjonalna kremacja kłóciła się
        z godnym potraktowaniem doczesnych szczątków zwierzaka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka